Grodzka na Wiejskiej

Z posłanką Anną Grodzką, pierwszą osobą transseksualną w polskim parlamencie, rozmawia Wiktor Dynarski

 

foto: Dagmara Molga

 

Anię Grodzką poznałem na forum internetowym, na którym przerzucaliśmy się pomysłami na temat zmiany sytuacji osób transpłciowych i interseksualnych w Polsce. Potem zaczęliśmy realną współpracę – ona została prezeską, a ja wiceprezesem Fundacji Trans-Fuzja. Razem planowaliśmy strategię działania, szczególnie kwestię widzialności w polityce. Żartowaliśmy, że zaczniemy od wejścia do Sejmu – tak bardzo Sejm wydawał nam się nierealny. To było 3 lata temu.

Artykuł o tobie widziałem niedawno nawet w internetowym wydaniu chińskiej gazety.

Od kiedy się dostałam do parlamentu, nie mogę się opędzić od mediów.

Dziwisz się? Przecież jesteś pierwszą w Polsce transparlamentarzystką!

Ale nie pierwszą na świecie, więc mogliby się do tego już trochę przyzwyczaić… Chociaż w sumie masz rację, zrobiła się z tego sensacja i w zasadzie tak miało być. Jednym z powodów, dla których kandydowałam w wyborach, było zwrócenie uwagi mediów na transpłciowość, więc cel osiągnęłam.

 Powiedziałbym, że nawet więcej.

Szczerze powiedziawszy, nie byłam pewna, czy się dostanę. Nie miałam nawet pojęcia, czy chcę kandydować. Pamiętam, że kiedy zgłosili się do mnie ludzie z Ruchu Palikota, pierwsze, co zrobiłam, to zaczęłam obdzwaniać przyjaciół i pytać, czy naprawdę warto.

Wszyscy jednomyślnie polecali?

Tak, chociaż ostrzegali mnie przed ewentualnymi konsekwencjami. Oczywiste było, że wystartuję jako osoba trans, więc w moją kandydaturę wpisany był polityczny coming out. Polityczny, bo coming out jako taki wykonywałam już niejednokrotnie, zresztą działam w Trans-Fuzji, a to już samo w sobie jest przecież wyjściem z szafy. Z nim wiążą się różne prywatne sprawy, których media, wiadomo, uczepiły się, jeszcze zanim ogłoszono mnie posłanką. Staram się to wciąż przepracowywać. Nigdy nie wiadomo, co komu przyjdzie do głowy.

Zapewniam cię, że ten wywiad będzie merytoryczny.

Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy.

Wspomniałaś, że to Ruch Palikota zgłosił się do ciebie. Rozpoznali w tobie materiał na kandydatkę?

Zgłosili się, owszem, ale nie znikąd. Współpracę z Ruchem zaczęłam całkiem niedawno – jakiś rok temu zostałam zaproszona na spotkanie, w którym brał również udział Janusz Palikot. Próbowaliśmy tam zdefiniować problemy, których nie poruszało się do tej pory zbyt często w polskiej polityce, problemy dyskryminacji i wykluczenia, potrzebę ustawy o związkach partnerskich i o określaniu płci. Jako prezeska fundacji Trans-Fuzja opisałam sytuację osób trans w Polsce – dyskryminację, niezauważalność, problemy z dostępem do służby zdrowia, no i przede wszystkim kwestię określania płci, zwłaszcza jeśli chodzi o procedury diagnostyczne oraz sądowe. Janusza Palikota bardzo to zainteresowało i niedługo potem, myślę, że także pod wpływem Kapsydy Kobro, prezeski Stowarzyszenia Ruch Poparcia Palikota, zdecydował się włączyć postulat stworzenia regulacji prawnej dotyczącej korekty płci do programu partii.

A stąd już w zasadzie niedaleko do twojej kandydatury.

Nie wiem, czy aż tak „niedaleko”. Przecież zaproponowali mi Kraków jako miejsce startu. Nie mam nic złego na myśli, bardzo lubię Kraków, ale do głowy by mi nie przyszło, że będę w stanie przekonać niemalże 20 000 ludzi z Krakowa, o którym mówi się, że jest jednym z najbardziej konserwatywnych miast w Polsce, żeby oddali na mnie swój głos.

Otóż to! Jak to zrobiłaś?

Dzięki wspaniałym ludziom. Lalka Podobińska, która była ze mną podczas całej kampanii, praktycznie ją niemalże w całości poprowadziła, była w stanie zwerbować armię wolontariuszy, którzy poświęcili mnóstwo czasu i energii, żebym odniosła sukces. Rozdawaliśmy ulotki, rozklejaliśmy plakaty i pojawialiśmy się na debatach. Kilkanaście osób towarzyszyło mi podczas pikiety „Kraków laicki nie katolicki”. Było dla mnie bardzo cenne, że poparli mnie również krakowscy artyści. Pod apelem poparcia Anny Grodzkiej podpisało się 100 osób ze środowisk twórczych. Zrobili nawet znaczki z napisem „Grodzka na Wiejską!”.

Postawiłaś zatem na bezpośredni kontakt, a nie spoglądanie na ewentualnych wyborców z billboardów?

Postanowiłam nie przesadzać z kampanią wizerunkową. Zresztą nie miałam na nią pieniędzy. Liczył się przede wszystkim kontakt z ludźmi i internet. Billboardy nie wchodziły w grę, ta forma kampanii to według mnie obciach. Chciałam, żeby ludzie zobaczyli prawdziwą osobę. Dlatego też nie skupiłam się tylko i wyłącznie na sprawach trans. W kampanii mówiłam o tym, co jest dla mnie ważne i ważne dla ludzi, którzy dostrzegają pustkę dotychczasowej polityki. Debatowaliśmy o podatkach, problematyce równości płci, związkach partnerskich, ekologii – sądzę, że pokazałam się wyborcom jako człowiek z całym zestawem poglądów. Nie chciałam być postrzegana, bo taka nie jestem, jako polityczka jednego problemu, mimo że sprawy transowe i szerzej – kwestie LGBT, zawsze będą mi najbliższe.

Sądzisz, że w tej kadencji Sejmu będzie czas na to, aby sprawy transowe w ogóle zaistniały?

Mam taką nadzieję i na pewno będę poruszała ten temat przy każdej okazji. W tej chwili jest mi ciężko powiedzieć, co realnie mogę zrobić. Na pewno pierwsze miesiące w Sejmie spędzę na budowaniu sojuszy, bo bez nich ani rusz.

Wiesz już, gdzie możesz poszukiwać sojuszników?

Roberta Biedronia szukać nie muszę, on już jest sojusznikiem (śmiech). Na pewno zacznę w klubie poselskim Ruchu, a później poszukam dalej.

Jak się czujesz w Ruchu? Musisz „poszukiwać sojuszy” – czy to znaczy, że nie wszyscy są otwarci na sprawy trans?

Ruch Palikota, jak każda grupa, jest zróżnicowany pod wieloma względami, światopoglądowo trochę też. Nie mogę powiedzieć, że spotykałam się z bezpośrednią transfobią, ale nie oznacza to, że każdy przyjmował mnie bez żadnych problemów. Tak jak w przypadku samej kampanii, musiałam przekonywać członkinie i członków Ruchu o swojej kandydaturze. To już jest chyba wpisane w życie osoby przychodzącej z organizacji pozarządowej do polityki. Musisz pokazać, że zależy ci na czymś więcej niż tylko na tym, o co walczyłaś, działając w trzecim sektorze. Działając w polityce, osoby LGBT nie powinny ograniczać się do problematyki osób LGBT. Powinniśmy działać w imieniu szerszych grup społecznych, innych dyskryminowanych i wykluczonych. Tylko wtedy mamy szansę uzyskania poparcia szerszych grup społecznych – także dla problemów środowiska LGBT. My wszyscy po pierwsze jesteśmy obywatelami i ludźmi, po drugie działaczami LGBT.

A na co, jak sądzisz, już jest czas?

Na podnoszenie kwestii transpłciowości wszędzie tam, gdzie to możliwe. I to nie tylko na poziomie lokalnym, lecz także międzynarodowym. Będę mieć możliwość spotykania się z transaktywistami z innych krajów i im w jakiś sposób pomóc. Najbardziej jednak zależy mi na realnych zmianach w Polsce.

Jakie są twoje priorytety, jeśli chodzi o polską społeczność trans?

Po pierwsze i najważniejsze – zmiana prawa dotyczącego procedury określania płci. I to nie tylko w kwestii osób trans, lecz także interseksualnych. Chciałabym, żeby prawo zakazało wykonywania operacji na noworodkach, które według lekarzy mają „nieidentyfikowalne” genitalia. Chciałabym, żeby każdy człowiek mógł decydować o swojej płciowości. Czy dotyczy to jedynie zmiany imienia, oznaczenia płci w dokumentach, czy niezbędnych zmian w ciele. Dobrze byłoby też zastanowić się, jak przeciwdziałać patologizacji zjawiska transpłciowości. Najwyższy czas na tę dyskusję językiem praw człowieka, a nie medycyny.

A kwestie rodzinne? Da się coś z tym zrobić?

Uważam, że potrzebne jest wprowadzenie kompleksowego prawa regulującego kwestię określania płci, które dotykałoby również kwestii rodzinnych, szczególnie rodzicielstwa i związków. Trans-Fuzja wielokrotnie otrzymywała pytania od osób trans, czy przejście przez proces korekty płci prawnej nie wpłynie na ich prawa rodzicielskie. Niestety, wciąż możemy tylko rozkładać ręce. Prawo źle opisuje tę sytuację. Problemem dla osób transseksualnych jest także brak instytucji związków partnerskich. Przy korekcie płci procedura wymaga rozwodu od osoby w związku małżeńskim, małżeństwa jednopłciowe w Polsce nie istnieją. Co wcale nie oznacza, że wszystkie związki osób transpłciowych faktycznie się rozpadają.

Może się nie rozpadają, ale w oczach państwa nie mają prawnej racji bytu.

I właśnie m.in. dlatego wspieram inicjatywę o związkach partnerskich.

Pamiętasz naszą dyskusję na temat transpłciowości w polityce sprzed kilku lat?

Pamiętam. Zastanawialiśmy się, jak to możliwe, że we Włoszech, tak strasznie katolickim kraju, Vladimir Luxuria dostała się do parlamentu. Zwłaszcza, że Włochy przodują w ilości zgłaszanych przestępstw na tle transfobicznym.

A jednak im się udało. I nam też. Wystarczy odrobina wiary?

Nie wolno mówić pas, kiedy jest szansa. Najważniejsze, że są ludzie, którzy wierzą, że to, co robisz, ma sens. Wielu nie ogranicza się do poparcia w głosowaniu. Pomogą – bo wiedzą, że ewentualny sukces jest NASZ. Chciałabym, żeby moi wyborcy czuli, że mogą liczyć na to, że to, co głosiłam do tej pory, także i teraz będzie dla mnie ważne. Jednak nie jestem wyłącznie ambasadorką praw trans, inter czy LGB. Głosowało na mnie wiele osób, które oczekują znacznie szerszego przełomu. Przełomu w polityce i ludzkiej świadomości. Nowoczesnego, wrażliwego na sprawy społeczne państwa.

 

Tekst z nr 34/11-12 2011.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Efekt Anny Grodzkiej?

W ciągu ostatnich 18 miesięcy wyszło więcej książek o tematyce trans niż przez poprzednie ćwierćwiecze

 

 

Wprawdzie twórczość literacka osób transpłciowych w Polsce oraz tematyka trans w polskiej literaturze to dwie różne sprawy, ale one obie do niedawna niemal u nas nie istniały. Nagle w ciągu ostatnich 18 miesięcy wyszło więcej książek o tematyce trans niż przez poprzednie 25 lat. Ich autor( k)ami są – za wyjątkiem Natalii Osińskiej – osoby trans. Jak wyjaśnić ten niespotykany boom? Owszem, cała społeczność LGBT powoli się otwiera, ale w przypadku osób trans, mamy do czynienia ze zmianą skokową. Czy to wydłużony w czasie efekt Anny Grodzkiej, której mandat poselski uzyskany w 2011 r., sprawił, że tematyka transpłciowości znalazła się w głównym nurcie debaty społecznej?

Jeśli osoba transpłciowa chwyta za pióro, to z reguły chce wykorzystać swój talent, by opisać własne zmagania z transpłciowością. To zupełnie zrozumiałe: „Przecież prawie nikt przede mną „tego” nie opisał” – to pewnie jedna z pierwszych myśli, które przychodzą do głowy autor(k)om. Powstają w ten sposób ciekawe dokumenty poszczególnych tranzycji i ten nurt na razie w literaturze tworzonej przez osoby transpłciowe dominuje. Pojawiają się też jednak wyjątki, które znamionują, że transpłciowi autorzy będą zaznaczać swoją obecność także na innych literackich polach.

Przed 2015

Pierwszą polską książką o tematyce trans są zapiski Ady Strzelec „Byłam mężczyzną” (Dom Wydawniczy Szczepan Szymański) z 1992 r. Na drugą trzeba było czekać ponad 10 lat: w 2005 r. pojawiła się powieść autobiograficzna Daniela Zamojskiego „Aleksandra Zamojska jest mężczyzną” (Lamba). Następna była autobiografia Anny Grodzkiej „Mam na imię Ania” (W.A.B. 2013). Do tego dodać należałoby jeszcze wydany przez portal www.crossdressing.pl zbiór twórczości literackiej (przede wszystkim opowiadań) osób transpłciowych „Namaluj mi wiatr” (Kabaret 2007) – i tak mamy komplet polskiej literatury tematycznie związanej z transpłciowością.

Wysyp

Dlatego też aż osiem pozycji, które wyszły w ciągu ostatniego półtora roku, można nazwać przełomem. Wymieńmy je chronologicznie:

  1. Marianna Klapczyńska, „Dzikie gęsi”, Witanet 2015,
  2. Kinga Kosińska, „Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było”, Nisza 2015,
  3. Maciej Loter, „Chłopiec w czerwonej sukience”, Videograf 2016,
  4. Lukrecja Kowalska, „Lukrecja w ciele Krzyśka”, Ridero 2016,
  5. Lukrecja Kowalska, „Opowieści rożnej treści”, Ridero 2016,
  6. Wujek Lucyfer, „Bądź sobą, pozbądź się presji”, Ridero 2016,
  7. Emilia Japońska, „Zrozumienie”, wydana własnym nakładem, 2016.
  8. Natalia Osińska, „Fanfik”, Krytyka Polityczna, 2016

Ten nagły urodzaj wzbudził sporą sensację w samym środowisku osób trans w naszym kraju, a i odbił się echem poza nim. Stało się tak m.in. za sprawą głośnego, nagrodzonego na wielu festiwalach filmu Karoliny Bielawskiej „Mów mi Marianna”, opowiadającego zawiłą, dramatyczną historię Marianny Klapczyńskiej. Na fali popularności filmu płynęły jej wspomnienia zatytułowane „Dzikie gęsi”.

Następnie za sprawą wydawnictwa Nisza głośno się stało o Kindze Kosińskiej i jej „Brudnym różu”. Przyznać trzeba, że Nisza poświęciła wiele energii promocji tej książki – i udało się. „Brudny róż” zebrał całą garść pozytywnych recenzji, a sama Kinga Kosińska zjechała Polskę ze spotkaniami autorskimi. Aż dziwne, że dysponując niemal równorzędnym materiałem, inne wydawnictwo – Videograf – nie promowało tak mocno książki Macieja Lotera – a było warto. Gorąco lekturę „Chłopca w czerwonej sukience” polecam.

Każda z powyższych pozycji to inna książka, inna opowieść, inna osobowość autora – łączy je natomiast zapis doświadczenia bycia osobą trans we współczesnej Polsce.

Gdyby przyjąć tylko literackie kryteria, palma pierwszeństwa należałaby się zapewne właśnie Kindze Kosińskiej i Maciejowi Loterowi – to bardzo sprawnie napisane (mimo że debiutanckie) autobiografie z elementami literatury psychologicznej, stworzone przez ludzi mających niewątpliwy talent pisarski, do tego dobrze zredagowane i profesjonalnie wydane. Już czekam na kolejne literackie wypowiedzi obojga autorów.

Zupełnie inny, zdecydowanie mniej literacki charakter mają wspomnienia Marianny Klapczyńskiej z jej niezwykle trudną, najeżoną przeciwnościami losu drogą (Marianna uległa częściowemu paraliżowi niedługo po przejściu procesu korekty płci), czy zapiski Lukrecji Kowalskiej niosące ze sobą spory ładunek emocjonalny przeplatany kronikarskimi notatkami.

Jeszcze czymś innym jest monolog Emilii Japońskiej, będący, jak przyznaje sama autorka, formą dyskusji z niezorientowanym w temacie czytelnikiem. Natomiast Wujek Lucyfer przedstawia swoisty poradnik – zdając relację ze swej tranzycji, analizuje własne refleksje, wyciąga wnioski, dzieli się nimi z czytelnikami i radzi, jak unikać błędów. Jeszcze inny „typ” reprezentuje „Fanfik” Natalii Osińskiej – to powieść napisana głównie z myślą o młodzieżowym czytelniku, w której główną postacią jest osoba trans. Proces jej samoakceptacji jest centralnym, ale nie jednym wątkiem fabuły.

Dajemy świadectwo

Wzrastająca liczba „trans książek” cieszy, bo jest najlepszym świadectwem tego, że osoby transpłciowe chcą mówić o sobie, o swych zmaganiach z tożsamością płciową i trudnej drodze, jaką przechodzą, by móc być sobą. W każdej z powyższych książek znajdziemy wstrząsające doświadczenia odbijania się o mur niezrozumienia, walki z własnym „ja”, prób spełnienia oczekiwań społecznych, a także przełamywania barier oraz, wreszcie, triumfu odwagi i bezkompromisowości w dążeniu do odzyskania siebie. Cała ta wyczerpująca „podróż” od odrzucenia własnej tożsamości płciowej, zaprzeczenia własnemu „ja” do pełnej samoakceptacji i zrozumienia siebie jest tak unikalna, że zarówno dla osób ze środowiska trans, jak i czytelników spoza, często mniejsze znaczenie mają walory literackie, a większe – ich wartość dokumentalna.

Autorzy inspirują się nawzajem. Kiedy napisałam pierwszą książkę, wiedziałam już, że będę chciała napisać coś jeszcze – „Brudny róż” Kingi Kosińskiej i spotkanie z autorką stały się dla mnie inspiracją do napisania drugiej części moich przeżyć związanych z tranzycją – opowiada Lukrecja Kowalska.

Książka Emilii Japońskiej powstała na bazie materiału stworzonego na konkurs literacki zorganizowany w ubiegłym roku przez Fundację Trans-Fuzja i Stowarzyszenie Tolerado. Forma jest ograniczona przez wymagania konkursowe – wyjaśnia Emilia – Najciekawsze mam dopiero do powiedzenia – dodaje i potwierdza, że już pracuje nad „czymś więcej”.

Jeszcze do niedawna publiczne mówienie o własnej transpłciowości było niemal nie do pomyślenia, a jeśli ktoś już się na to zdecydował, skrzętnie ukrywał prawdziwe dane i wizerunek (jak Ada Strzelec, która na zdjęciach w swojej książce występuje z zasłoniętą twarzą). I choć niektórzy jeszcze wciąż z różnych powodów ukrywają się pod pseudonimami (jak Emilia Japońska czy Wujek Lucyfer, którego pseudonim jest z rozmysłem budowaną marką), to nie brak też autorów w pełni ujawnionych, posługujących się autentycznymi danymi (Kinga Kosińska, Maciej Loter) i wizerunkiem (Lukrecja Kowalska, Wujek Lucyfer). Myślę, że tych materiałów będzie coraz więcej – uważa Wujek Lucyfer. Bo tak: jedna osoba napisała książkę i nic strasznego się nie stało, druga napisała i znów nic strasznego się nie stało. Jest coraz lepiej, więc myślę, że coraz więcej osób będzie pisało o sobie.

Biorąc pod uwagę literackie kryteria, palma pierwszeństwa należy się Kindze Kosińskiej za „Brudny róż” i Maciejowi Loterowi za „Chłopca w czerwonej sukience”

Trans i inne kwestie

W środowisku słychać o co najmniej kilku publikacjach w przygotowaniu. Z krążących pogłosek wynika, że możemy się spodziewać już nie tylko literatury związanej tematycznie z transpłciowością i radzeniem sobie z przeciwnościami, jakie niesie życie z nią. Wcześniej czy później któraś osoba transpłciowa napisze jakąś większą formę literacką zupełnie niezwiązaną z transpłciowością. Pierwsze zwiastuny już mamy: Lukrecja Kowalska wydała w minionym roku jeszcze jedną pozycję, właśnie taką: jej tomik „Dwa opowiadania” (Ridero 2016) poświęcony jest emocjonalnym związkom z ważnymi osobami w życiu autorki (dochód z książki Lukrecja przeznaczyła na wspieranie zwierząt w swej rodzinnej miejscowości).

Na wspomniany konkurs literacki Trans- Fuzji i Tolerado wpłynęły także prace odbiegające tematycznie od transpłciowości (publikacja pokłosia konkursu jest w przygotowaniu, a samo zwycięskie opowiadanie „Asfaltowa Madonna” Krystyny Ponder opublikowała „Replika” w numerze 62).

Warto też wspomnieć o opublikowanej kilka lat temu, niezwiązanej z transpłciowością książce znanego w społeczności transpłciowego blogera Marcina Rzeczkowskiego „Oswojenie tygrysa. Jak żyć z diagnozą trudnej choroby?” (Ekademia 2011).

No bo kto powiedział, że jeśli osoba transpłciowa bierze się za pisanie, to musi pisać tylko o swojej nienormatywnej tożsamości płciowej? Czekam na poczytnego trans autora/autorkę, który odniesie sukces, pisząc zarówno o transpłciowości, jak i poruszając inne kwestie.

Edyta Baker – transkobieta w trakcie korekty płci, transaktywistka, prezeska Fundacji Trans-Fuzja działającej na rzecz osób transpłciowych. Z zawodu – dziennikarka.

Tekst z nr 66/3-4 2017.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Trzeba działać

Wanda NowickaWanda Nowicka, wicemarszałkini Sejmu RP, w rozmowie z Bartoszem Żurawieckim opowiada m. in. o swoich czasach studenckich oraz jak obecność Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia w Sejmie wpłynęła na posłów i całe społeczeństwo.

„Na studiach mój najbliższy kolega był gejem, przyjaźnimy się zresztą do dzisiaj, choć on, tak na marginesie, jest wielkim zwolennikiem PIS-u. Już w latach 70. znałam pary gejowskie, choć one wtedy żyły w ukryciu, nie można było zdradzić się z tym, że się wie, jak sprawy naprawdę wyglądają. To była tajemnica poliszynela. W latach 90. działałam wraz z przedstawicielami organizacji LGBT z różnych krajów na forach międzynarodowych na rzecz praw reprodukcyjnych i praw seksualnych, ale najważniejsze – w 1990 r. założyłam Stowarzyszenie na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowego Neutrum, które wspierało pierwsze manifestacje gejowskie w Warszawie pod Kolumną Zygmunta.”

„Gdy sobie przypomnę, jak traktowano Roberta, a zwłaszcza Annę Grodzką na początku kadencji , to widzę, że nawet jeśli prawica została przy swoim, to jednak jakoś oswoiła się z ich istnieniem. Chcąc nie chcąc, musieli się z Anią spotykać i dyskutować na komisji kultury – najpierw im się pewnie bebechy przewracały, ale potem odbiór się zmieniał. Tym bardziej, że Anka nie ma w sobie nic agresywnego. Robert czasami próbował być zaczepny, wdawał się w polemiki i wymianę ostrych słów, natomiast posłanka Grodzka im bardziej była atakowana, tym większą przejawiała łagodność i kulturę osobistą. W ten sposób rozbrajała i wręcz zawstydzała tych, którzy chcieli ją sprowokować i mieli nadzieję, że zaraz wybuchnie. Bezpośredni kontakt z osobami, które nie tylko, że się nie wstydzą, ale przeciwnie – są dumne ze swojej tożsamości seksualnej, nie pozostał bez wpływu nie tylko na posłów, ale także na społeczeństwo. I to jest największe ich zwycięstwo.”

Cały wywiad do przeczytania w „Replice” nr 57

Foto: Agata Kubis
spistresci

SPIS TREŚCI #46 (listopad 2013)

replika46

Comingoutowy wywiad z aktorem Michałem Opalińskim („Tęczowa Trybuna”), o Elżbiecie Szczęsnej, mamie geja, działającej na rzecz rodziców osób LGBT pisze jej syn Jerzy, Ewa Siedlecka, dziennikarka „Gazety Wyborczej” o tym, jak pisało się o LGBT w latach 90., tęczowa rodzina: Ewelina i Marta Marcinkowskie o swej córeczce, Tomasz Basiuk, wykładowca Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, o ślubie ze swoim facetem w Nowym Jorku, Alan, Adrian i Krystian – trzej bracia i trzej geje – o swych coming outach… i mnóstwo innych, świetnych tekstów.

Od 27 listopada br. najnowszy numer „Repliki” dostępny w najlepszych klubach LGBT-friendly oraz w prenumeracie.

 

 

 

Prezenty dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Lambda Warszawa w ramach projektu „Seks w moim mieście” mającym na celu zmniejszenie liczby zakażeń wirusem HIV.

Do przeczytania w 46 numerze “Repliki”:

Wywiady

Księżna z Wilkołaku – O „Tęczowej Trybunie”, o seksualnie nienormatywnych rolach, o coming oucie w teatrze i o badaniach terenowych w darkroomach z aktorem Michałem Opalińskim rozmawia Krzysztof Tomasik [czytaj więcej…]

Q-riozalna – O łzach na pierwszej Paradzie Równości, o związkach partnerskich i o byciu chłopcem z Ewą Siedlecką, dziennikarką „Gazety Wyborczej”, laureatką Nagrody Tolerancji 2013, rozmawia Mariusz Kurc [czytaj więcej…]

Kraj

Bomby nienawiści – Granaty dymne na seansie LGBT w Krytyce Politycznej i groźba podłożenia bomby w Kampanii Przeciw Homofobii. Tekst Agaty Chaber – prezesa Kampanii Przeciw Homofobii o ostatnich groźbach wobec “Krytyki Politycznej” i KPH.

Społeczeństwo

Moja mama – Specjalnie dla „Repliki” o Elżbiecie Szczęsnej, mamie geja, prezesce stowarzyszenia Akceptacja nominowanej w październiku br. do prestiżowej niemieckiej nagrody Respektpreis za działalność na rzecz rodziców osób LGBT, pisze jej syn – Jerzy M. Szczęsny [czytaj więcej…]

Marcinkowskie – Coming out tęczowej rodziny: Ewelina i Marta są razem i są mamami małej Madzi. Wszystkie trzy noszą to samo nazwisko: Marcinkowska [czytaj więcej…]

3:0 dla homo – wywiad Mariusza Kurca z Adam i Kasia mają trzech synów – 22-letniego Alana oraz 18-letnich bliźniaków: Adriana i Krystiana. Wszyscy trzej są gejami [czytaj więcej…]

Skóra, którą noszę – Wojciech Kowalik przedstawia skórzaków – drugą, po miśkach, fetyszową gejowską subkulturę, która doczekała się oficjalnej organizacji.

Serbia nie od parady – Katarzyna Chojnacka analizuje niewesołą sytuację LGBT w Serbii po tym, jak kolejny rok z rzędu zakazano tam Parady Równości.

LGBT USA

Zdrowi od 40 lat – wybitny psychiatra Jack Drescher w wywiadzie Radka Korzyckiego wspomina proces usunięcia homoseksualizmu z listy chorób Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, opowiada także o ciągle podejmowanych próbach „terapii reparatywnej” osób homoseksualnych [czytaj więcej…]

Jako mąż i niemąż – Tomasz Basiuk, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, opowiada w wywiadzie Bartosza Żurawieckiego o własnym, jednopłciowym ślubie w Nowym Jorku [czytaj więcej…]

Transakcje

Moja trans-książka – swoje ulubione książki o tematyce trans przedstawiają VIP-y społeczności trans: Anna Grodzka, Ewa Hołuszko, Wiktor Dynarski, Lalka Podobińska, Marcin Rzeczkowski, Edyta Baker, Zuza Stachura, drag queen Kim Lee i inni.

Felieton

Jestem nudnyfelieton Bartosza Żurawieckiego [czytaj więcej…]

Styl

To Bi or not to Bi – czyli celebrytki (i jeden celebryta), które zrobiły biseksualne coming outy.

Kultura

Alicja i Alicja – recenzja lesbijskiego spektaklu w reżyserii Marii Seweryn w warszawskim Och-Teatrze.

Recenzje książkowe: „Joachim” Grażyny Hanaf, Inne zasady lata” Benjamina Alire Saenza, „Kamp. Antologia przekładów” pod red. P. Czaplińskiego i A. Mizerki, „Ewolucja wizerunku męskiego homoseksualizmu w Japonii” Sary Wielichowskiej, drugi tom dzienników Susan Sontag oraz „Barbra Streisand. Cudowna dziewczyna” Williama J. Manna.

Recenzje filmowe: „Płynące wieżowce”, „Wielki Liberace” i „Pięć tańców”.

A poza tym:

  • Krzysztof Śmiszek prezentuje publikację Trans-Fuzji „Sytuacja osób transpłciowych w Polsce”;
  • Leszek Masłowski zaprasza do outfilm.pl na dokument o Paradach Równości „Zobaczcie nas. Parady i polityka”;
  • Paulina Wawrzyńczyk prezentuje publikację grupy edukatorek seksualnych Ponton „Nie zgadzam się na przemoc”;
  • Agata Kwaśniewska w dziale „ludzie KPH”;
  • bestsellery książkowe wg księgarni bearbook.pl
  • Martyna Wojciechowska, Natalia Siwiec, Joanna Majstrak, Jerzy Połomski, Filip Bobek oraz Steve Grand w rubryce „Czajnik, czyli orientacje gwiazd”.