Tradycja jest najważniejsza

Bartosz Żurawiecki

Felieton z numeru 44. „Repliki” (lipiec 2013 r.)

Jakiś czas temu sauna Apollo w Berlinie obchodziła kolejną, bodaj trzydziestą rocznicę powstania. Tyle lat, tyle wzruszeń. „Gdyby te ściany mogły mówić!” – myślałem, chodząc po odremontowanych wnętrzach owego zakładu kąpielowego. Iluż uniesień, iluż akcji, reakcji i interakcji były one świadkami! Ileż przelano w nich potu, spermy, a pewnie i łez! Wiersze by o tym pisać. Albo raczej prozę. Prozę życia.
Przyjaciel po przeczytaniu mego poprzedniego felietonu, w którym nawoływałem do spisania seksualnej historii Polski, pokręcił głową i rzekł: „Generalnie to się z tobą zgadzam. Ale dlaczego, niczym jakiś dęty prawicowiec, redukujesz ową historię do wojen, powstań i innych doniosłych nieszczęść? Mnie na przykład, interesowałyby dzieje codzienności, zwyczajności. Reguła, a nie wyjątek”.
Mój przyjaciel ma rację. Jest bowiem tak, że w polskim „dyskursie” homoseksualizm -czy w ogóle każda niewiększościowa orientacja -nadal funkcjonuje jak jakiś ewenement, eksces. Nowinka z Zachodu, moda z importu, wirus przywleczony w skrzynce z bananami. Ostatnimi czasy ta narracja nieco może osłabła, ale jednak wciąż się po nią sięga. Gdy środowiska LGBT domagają się czegoś równie zwykłego jak małżeństwa czy choćby związki partnerskie, to poseł Gie odpowiada, że tu jest Polska, którą należy chronić przed patologiami, osobliwościami i „paramałżeństwami”. Przedrostek „para” oznacza „obok, niby, prawie”. Według posła Gie, jesteśmy więc w Polsce „na niby”, w najlepszym przypadku „obok” zdrowego trzonu społeczeństwa.
Niestety, nie da się ukryć, że politykom z bożej łaski łatwo przychodzi wygadywanie takich rzeczy również dlatego, że osoby spod znaku LGBT nie mają w Polsce własnej tradycji. I nierzadko, nie chcą jej mieć. Bo, owszem, ta tradycja istnieje, tylko jest ukryta, wstydliwa, przemilczana, niema. Maciej Nowak w wywiadzie, którego udzielił parę „Replik” temu, powiedział, że homoseksualizm w naszym kraju wymazuje swoją historię. Brak mu ciągłości. Sami pozwoliliśmy na to, by przez długie lata „homoseksualizm” kojarzył się albo z fanaberiami artystów, o których krążyły różne „nieprzyzwoite” plotki, albo z dziwolągami, monstrami wręcz, które wyłaniały się nocą z parkowych krzaków. Tak jakby nic nie istniało pomiędzy.
Nie mamy w Polsce lokali z równie imponującą historią jak te berlińskie. Najdłużej działa Fantom i to chyba nie przypadek, że najtrwalszy okazał się przybytek podziemny, ukryty w zakamarkach i mało elegancki (inny mój znajomy szukał kiedyś polskiego odpowiednika słowa „darkroom” i wymyślił neologizm „obskórnia” – jak ulał pasuje on do Fantomu). Dziesiątą rocznicę powstania świętować będzie Lodi Dodi, swoje lata mają też organizacje takie jak Lambda czy KPH. Obecnie, jest więc już do czego się odwołać, jednak im dalej w najnowszą historię, tym coraz ciemniej.
Temat mojego felietonu współgra z motywem przewodnim całego bieżącego numeru „Repliki”. Kilka stron dalej Krzysztof Tomasik opisuje pierwsze polskie magazyny LGBT, kilka stron wcześniej profesor John Stanley wspomina homoseksualną Warszawę czasów PRL-u. Tu chodzi o coś więcej niż nostalgia czy sentymenty, których z wiekiem człowiekowi przybywa. Tu chodzi o odzyskanie własnej historii, ale też o zbudowanie własnej tożsamości. Bo – być może wielbiciele queerów rzucą się teraz na mnie z pazurkami – uważam, że najpierw trzeba stworzyć solidną tożsamość, choćby po to, by później było co dekonstruować. A tożsamość polskich osób LGBT to na razie prowizorka.
Poznałem kiedyś parę osiemdziesięcioletnich mężczyzn, którzy przeżyli ze sobą pół wieku. Gdy przyjaciele urządzili im przyjęcie z okazji rocznicy ich związku, przyjęli je z zażenowaniem i niechęcią. Przez dekady bowiem strzegli swej „tajemnicy poliszynela” – oficjalnie nikt nie wiedział, że są ze sobą, choć, oczywiście, wszyscy to wiedzieli. Niedługo potem jeden z tych panów zmarł, a ja się zadumałem, ile opowieści wzruszających, pikantnych, zabawnych przepadło wraz z nim w grobie. Drodzy/ Drogie! Nie dopuśćmy, by pochłonęła nas niepamięć. Jeśli chcielibyście podzielić się swoimi wspomnieniami, odezwijcie się do mnie bezpośrednio (mejl – bartoch5@interia.pl) lub do redakcji „Repliki” (mejl: redakcja@replika-online.pl). Wysłuchamy, spiszemy, opublikujemy…

Wyimek:
Poznałem parę 80-letnich mężczyzn, którzy przeżyli ze sobą pół wieku. Przez dekady strzegli „tajemnicy poliszynela” – oficjalnie nikt nie wiedział, że są razem

 

Komentarze