Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska – zwyciężczynie trzeciej edycji reality show Netfliksa „Love Never Lies” – nie tylko o ślubie

Z AGNIESZKĄ SKRZECZKOWSKĄ i KAROLINĄ BRZUSZCZYŃSKĄ, najpopularniejszą kobiecą parą w polskim Internecie, zwyciężczyniami trzeciej edycji show Netfliksa „Love Never Lies” – nie tylko o ślubie rozmawia Tomasz Piotrowski

fot. Greta Brzuszczyńska

Od naszej pierwszej rozmowy mija właśnie rowno pięć lat (patrz: „Replika” nr 87, wrz/paź 2020).

Karolina: Serio? To już pięć lat?

Agnieszka: Wtedy chyba brałyśmy udział w „Top Model”?

Tak. Już wtedy rozmawialiśmy o przekładanym terminie ślubu. Za kilka dni, 30 września, to wreszcie się wydarzy.

K: Trochę brakowało nam motywacji, a trochę czekałyśmy – miałyśmy nadzieję, że związki partnerskie w końcu będą w Polsce możliwe. Zmienił się rząd i… nic się nie zmieniło.

A: Była akcja medialna „100 dni do związków partnerskich”, którą organizowali Jakub i Dawid Kwiecińscy-Mycek. Też brałyśmy w niej udział, ale te 100 dni minęło dawno temu. Coraz więcej mówi się o tym, że na zmiany w Polsce możemy czekać do starości. Więc ostatecznie zdecydowałyśmy, że lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i wziąć ślub za granicą.

K: Pomysłów na to, gdzie on miałby się odbyć, miałyśmy mnóstwo. Najpierw Barcelona – ale tam formalności okazały się bardzo skomplikowane. Potem myślałyśmy o Las Vegas, czyli ślub „u Elvisa Presleya”. A finalnie padło na Włochy, bo to tam, w Toskanii, oświadczyłam się Karolinie.

A: Ale nawiązanie do Elvisa i tak będzie! Będziemy podchodziły do ceremonii przy jego piosence „Can’t Help Falling In Love With You” – granej na skrzypcach i harfie.

Włochy? To nietypowy kierunek dla par jednopłciowych, bo ten kraj wciąż nie ma rowności małżeńskiej. Zawrzecie więc związek partnerski? (związki partnerskie, nieumożliwiające adopcji dzieci, zostały wprowadzone we Włoszech w 2016 roku – przyp. red.)

K: Tak, zawieramy związek partnerski. Czy to będzie ślub, czy związek partnerski – w żaden sposób nie zmieni naszej sytuacji prawnej w Polsce. Dlatego stwierdziłyśmy, że ważniejsze jest dla nas samo miejsce, a Włochy kochamy obie. Tam były zaręczyny, tam bywamy na wakacjach, rozważamy, czy zamieszkać tam w przyszłości… Toskania to nasze miejsce na ziemi!

A z jakim odbiorem Włochów się spotkałyście?

K: Nie było ani mrugnięcia okiem, ani pytań. Gdy byłyśmy na miejscu, pani, która nas oprowadzała, wskazała nawet niewielką kapliczkę i sugerowała, że tutaj często odbywają się ceremonie i może też byśmy chciały. Ja zażartowałam: „Dwie lesbijki przy kapliczce? To będzie kontrowersyjne!”. A ona spojrzała na mnie z takim zdziwieniem…. jakbym była jakąś homofobką. (śmiech)

Jak będzie przebiegać sama ceremonia?

K: Poprowadzi ją włoski urzędnik, a całość na polski będzie tłumaczyła nasza wedding plannerka. Ceremonia odbędzie się w zamku na wzgórzu z widokiem na Umbrię, to region tuż obok Toskanii.

A: Zapraszamy tylko naszych najbliższych. Rodzinę, bliskich przyjaciół. Będzie więc około 40 osób.

K: Myślałyśmy, że rodzice będą oczekiwać, że zrobimy klasyczne wesele i zaprosimy przynajmniej 200 osób. Bo jak tu nie zaprosić tego wujka, tamtej cioci? Ale nasi rodzice totalnie nas zaskoczyli – pełen luz, żadnego wtrącania się. Zapytali tylko: „Podjęłyście taką decyzję? Super. Nie będzie tych ciotek? To nawet lepiej”.

A: W sumie jesteśmy już starsze, całe wesele finansujemy same, więc decyzje też podejmujemy same. Może gdybyśmy miały po dwadzieścia lat i to rodzice by płacili, to byłoby inaczej.

Suknie ślubne?

A: Szyje je Patrycja Kujawa. Okazało się, że mnie najlepiej pasuje krój „księżniczki”, a Karolina będzie miała tzw. „syrenkę”. Tak naprawdę nie wiemy, jak finalnie nasze suknie będą wyglądały. Mamy przymiarkę tuż przed ślubem i dopiero wtedy zobaczymy je w całości.

K: Ufamy Patrycji – jej kreacje są przepiękne. Zresztą, zdradziła nam, że właśnie nasze suknie pojawią się w jej nowej kolekcji na 2026 rok.

Co z pierwszym tańcem? Widziałem, że ćwiczyłyście z Michałem Kassinem i Jakubem Pursą (bohaterami okładki i wywiadu „Repliki” nr 109, maj/cze 2024 – przyp. red.)?

K: Kuba układał nam choreografię, teraz dopracowujemy taniec z Michałem. Spotykamy się regularnie, poprawia nas, czasem nawet trochę opieprza. (śmiech) A zatańczymy do „Wicked Games” Chrisa Isaaka. To nasza piosenka, jeszcze z początków relacji. Gdy leciała, od razu poczułam, że odnosi się do mojej sytuacji – zakazanej miłości, która nie powinna się wydarzyć.

A: Dla nas to oczywisty wybór, ale ostatnio ktoś nam powiedział, że co to w ogóle za piosenka, że jakaś boomerska muzyka dla starych ludzi. No cóż… czas leci. (śmiech)

Może to dobry trening przed Tańcem z Gwiazdami? Obecnie jako pierwsza wyoutowana lesbijka tańczy tam Kasia Zillmann w kobiecej parze. Może następne będziecie wy?

K: Na razie sobie tego nie wyobrażam! Jak oni w tydzień potrafią nauczyć się nowej choreografii i zatańczyć ją z takim luzem? My trenujemy, trenujemy, a wciąż jesteśmy sztywne! (śmiech) Umówmy się, że zobaczymy jak nam wyjdzie ten pierwszy taniec, a wtedy pomyślimy o udziale w „TzG”, ok?

A co z zespołem weselnym?

A: Planowałyśmy kapelę z Polski, ale to wiąże się z dodatkowymi kosztami, logistyką, a do tego niełatwo znaleźć naprawdę dobrą ekipę. Ostatecznie rolę wodzirejów powierzyłyśmy naszemu świadkowi i świadkowej.

Cały wywiad do przeczytania w 117. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.