Aktor Patryk Pniewski. Dlaczego i mężczyzn, i kobiety całuje z otwartymi oczami?

Z aktorem PATRYKIEM PNIEWSKIM rozmawia Piotr Grabarczyk

Patryk Pniewski (ur. 1991) ukończył studia na Wydziale Aktorskim Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Rozpoznawalność przyniosły mu m.in. role w serialach „Pierwsza miłość”, „Barwy szczęścia”, „Zakochani po uszy” czy „Belfer”. 18 marca 2026 r. w podcaście Anny Marii Siekluckiej „P.S. I love you” powiedział o swojej biseksualności.

fot. Anken Berge

Minęło już kilka miesięcy od twojego coming outu i jestem ciekawy, pewnie jak wiele innych osob, dlaczego akurat teraz? Czy szedłeś na to nagranie podcastu Anny Marii Siekluckiej z takim nastawieniem, że te słowa padną, czy wydarzyło się to spontanicznie?

Czułem już od dłuższego czasu, że mógłbym i jestem w stanie się tym podzielić oraz wpuścić ludzi do tej sfery mojej prywatności. Nadarzyła się ku temu okazja i wyszło to bardzo spontanicznie. Na nic się nie umawialiśmy z Amą, nie wiedziałem, jakie będzie zadawała pytania – dosłownie na pięć minut przed nagraniem zapytałem, o co będzie mnie pytała i powiedziała: „Zobaczysz”. Wszystko się zadziało tu i teraz. I mam wrażenie, że dzięki temu wyszło tak naturalnie. Poza tym, jak jeździłem Blablacarem, obcy ludzie, z którymi rozmawiałem w trasie, mówili, że powinienem zacząć chodzić na podcasty i dzielić się swoim spojrzeniem na świat. Pomyślałem, że w sumie od kilku lat nie udzielałem żadnych wywiadów na temat swojego życia prywatnego, rozmawiałem tylko o kwestiach zawodowych i tak naprawdę nigdy nie udzieliłem szczerego wywiadu. Poczułem, że może teraz jest ten czas, by nie tylko bronić swoich postaci, ale i siebie.

Ale mieliście prywatnie taki „przelot”, że Anna wiedziała, że może sobie pozwolić na bardziej prywatne pytania?

Była kompletnie zaskoczona. Szkoda, że nie pokazali w tym podcaście jej miny, jak to powiedziałem. Pamiętam, że gdy to mówiłem, to chciałem się jak najbardziej skupić, bo rozpraszała mnie właśnie jej reakcja. Ale szybko się w tym odnalazła i uszanowała moje granice, była w tym bardzo ostrożna, delikatna.

Od momentu nagrania do publikacji mija trochę czasu. Miałeś jakieś wątpliwości, czy może tego nie wyciąć? Skoro wszystko zadziało się pod wpływem chwili.

Nie miałem wpływu na montaż, nie mogłem nic wyciąć. Nie miałem też takiej potrzeby.

Kiedy już doszło do publikacji, to kamień spadł ci z serca?

Ogromny kamień z serca. Jakbym zrzucił plecak z kamieniami. Czuję się teraz ze sobą o wiele, wiele lepiej. Ten, kto nie przechodzi przez podobne doświadczenie, tego nie zrozumie, nie wie, o co chodzi. Ciężko jest to wytłumaczyć. To trochę jak z fuksówką. Jeżeli sam tego nie przeszedłeś, to nie zrozumiesz, czym to jest i z czym to się je. Odbiorcy często widzą dopiero tę część, która się rozgrywa publicznie, a przecież pod spodem są lata przemyśleń, emocji i doświadczeń.

Dałeś znać bliskim, że to się wydarzy? Uprzedziłeś ich o tej publikacji?

Ostrzegłem rodziców, żeby się przygotowali, że mogą być jakieś komentarze na mój temat, których do tej pory nie było. Myślę, że to dźwignęli. Zdają sobie sprawę z tego, że mam własne życie i że nie mogę przejmować się tym, co pomyślą inni, jak odbierze nas opinia publiczna i jaki to będzie miało wpływ na mnie czy na moich bliskich. Jak wchodziłem w ten zawód, to dla mnie było w jakiś sposób oczywiste, że w przyszłości może tak, a nie inaczej się to wszystko potoczyć, bo też z tym wiąże się ta praca.

Czyli rozumiem, że jeśli chodzi o rodzinę, to kwestia twojej tożsamości seksualnej była zaopiekowana już wcześniej?

Na tyle, na ile mogłem. Poza tym wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi i myślę, że mamy już ku temu narzędzia, żeby regulować swój układ nerwowy i podchodzić do tego wszystkiego na większym luzie. Zgodzisz się też chyba ze mną, że media zareagowały na mój coming out w bardzo fajny sposób i byłem trochę w szoku, jak wszyscy do tego podeszli. W pozytywnym szoku oczywiście. Nie da się nie zauważyć, że zrobiliśmy ogromny progres jako społeczeństwo i ma to też swoje odbicie w mediach. Naprawdę jestem dumny, że mogłem swoim coming outem dołożyć swoją cegiełkę do tej pozytywnej zmiany i całej dyskusji o osobach niehetero.

Z tymi mediami masz rację – coming out to nadal duży news, ale też mam wrażenie, że mniej wokoł tego sensacji i oparow skandalu.

I to jest super! Bardzo mi się podoba ten kierunek. Jestem bardzo wdzięczny, że media tak do tego podeszły. Lepszego coming outu na własnych zasadach nie mógłbym sobie wymarzyć. Mimo że nie lubię tego określenia. Wolałbym może: „stanięcie w prawdzie”, bo coming out kojarzy mi się jakoś pejoratywnie. Może przez to, że jest tak nacechowany negatywnie przez społeczeństwo. Ale jeżeli operujemy taką nomenklaturą, to luz.

Cały wywiad do przeczytania w 122. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.