Aktorka i wokalistka Julia Kamińska

Z aktorką i wokalistką JULIĄ KAMIŃSKĄ rozmawia Piotr Grabarczyk

fot. Ula Rost

Pamiętasz ten moment, w którym zdałaś sobie sprawę z konceptu inności? Że nie wszyscy jesteśmy tacy sami?

Jako bardzo małe dziecko chodziłam na balet i tam miałam koleżankę – najlepszą z tej grupy. I ta dziewczynka była Czarna. Ale kolor jej skóry w ogóle nie był tematem. Zauważyłam, że wygląda inaczej i na tym to się skończyło. Dopiero później, już jako dorosła osoba, zaczęłam myśleć o tym, że to było cenne doświadczenie w moim życiu. Takie spotkanie osoby, która wyglądała inaczej niż większość dzieci, nie stanowiło absolutnie żadnej przeszkody dla nikogo z tej grupy.

Czy później, wraz z okresem dojrzewania, zwracałaś uwagę na te wszystkie różnice, które zaczynają nas dzielić i są, na przykład, powodem do wytykania palcami czy wyśmiewania w szkole?

Moi rodzice bardzo zwracali uwagę na tego typu zagadnienia, ponieważ historia mojej rodziny była naznaczona innością. Część rodziny to gdańscy autochtoni. Zdecydowali się zostać w Gdańsku, mimo że zmienił się kraj i język. Trzeba było nauczyć się języka polskiego. To dla mojej babci było bardzo trudne przeżycie. Rozmawiałyśmy o tym, że ona była w swoim mieście, ale to nie było już jej Wolne Miasto, tylko inny kraj, w związku z czym trudno było jej się odnaleźć. Kwestia tożsamości i akceptacji inności była w naszym domu obecna i rodzice kładli duży nacisk na to, żeby szanować wszystkich bez względu na to skąd są, kim są, jakim językiem mówią i jak wyglądają. I za to jestem bardzo wdzięczna, bo myślę, że to bardzo dużo mi dało i ustawiło inną perspektywę na życie w ogóle.

To pewnie sprawiło, że na inność patrzyłaś z zaciekawieniem, a nie z podejrzliwością. Mam wrażenie, że jako naród mamy trochę wdrukowaną tę podejrzliwość, gdy widzimy kogoś innego lub obcego.

Sposób, w jaki rodzice przedstawiali mi świat, bardzo na mnie wpłynął. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jest na świecie wrogość, bo ona przewijała się w historiach, które mi opowiadano. Że moja babcia, którą tak bardzo kocham, która jest niezwykle serdeczną i otwartą osobą, doznawała dyskryminacji. Dobrze pamiętam to moje zdziwienie i poczucie niesprawiedliwości, że ona, ta naprawdę dobra osoba, niemająca w sobie ani krzty złości czy chęci czynienia komukolwiek krzywdy, była prześladowana. Zauważam, że teraz szczególnie jest duż a nagonka na ludzi z zagranicy i to mnie przeraża, bo przecież ludzie wszędzie są ludźmi. Jesteś my do siebie bardzo podobni. Taki rodzaj straszenia ludźmi z zewnątrz jest manipulacją znaną od lat. Z przerażeniem obserwuję, w jaki sposób jest to używane i na jak bardzo podatny grunt to pada. Niejednokrotnie zauważałam to u moich znajomych, że oni przyjmują tę narrację i to mnie bardzo martwi.

Czy ta otwarta postawa i energia akceptacji sprawiła, że naturalnie stałaś się powierniczką sekretów i desygnowaną przyjaciółką od coming outów? Wydaje mi się, że wybieramy sobie te osoby bardzo instynktownie, gdy czujemy, że nie zostaniemy odrzuceni.

To się faktycznie zaczęło dziać w moim życiu, ale nieco później. Nie w szkole podstawowej czy gimnazjum, bo wtedy niespecjalnie miałam łatwość w budowaniu więzi, dopiero w teatrze. Część relacji tam zbudowanych trwa do dziś i tak, mam na koncie kilka coming outów jako, tak mi się wydaje, jedna z pierwszych znajomych tych osób, które chciały się wyoutować. To się wiąże z dużym strachem i niepewnością, więc to bardzo miłe uczucie być kimś, przy kim ludzie czują się na tyle bezpiecznie, że mogą powiedzieć prawdę o sobie i trwać w niej razem. To też daje wspaniałe podstawy do budowania tej relacji w przyszłości i poczucie odpowiedzialności za tę osobę, ale w taki partnerski sposób. Otwierasz się przede mną, a ja mogę dać ci wsparcie i to, czego w tej danej chwili potrzebujesz. Kwestia seksualności i psychoseksualności była dla mnie zawsze bardzo jasna, więc też nigdy nie robiłam z tego jakiejś wielkiej sprawy.

W swojej działalności sojuszniczej nie ograniczasz się jednak tylko do tego słowa wsparcia starasz się edukować, angażujesz się w rozmaite akcje i kampanie, dyskusje. Skąd ten impuls, z czego to wynika?

Myślę, że to jest chęć dążenia do sprawiedliwości. Polska jest krajem niesprawiedliwym w wielu aspektach. Bardzo chciałabym to zmieniać i czuję się w pewnym sensie za to odpowiedzialna. To jest mój kraj i kocham go, dlatego bardzo chciałabym, żeby osoby, z którymi się przyjaźnię i ludzie w ogóle, czuli się w nim dobrze i bezpiecznie. Jeżeli mogę do tego się przyczynić, to zdecydowanie będę to robić. Chciałabym, żeby nastą piła zmiana, a wiem, że jeżeli będziemy wybierać bierność, to ta zmiana albo nie nastą pi, albo nastąpi duż o, duż o później. Oczywiście, to wymaga czasu, ale też takiej rozkminy, co zadziała najlepiej, a co gorzej albo w ogóle. To są czę sto trudne wybory. Idę tą ścieżką już od dłuższego czasu i nie zamierzam z niej schodzić, pomimo że nie mam na koncie jakichś wielkich sukcesów, bo pod względem praw osób LGBTQ+ w Polsce nie zmieniło się niestety nic.

Jesteś jednak osobą publiczną, a wszystko co powiesz, może mieć konsekwencje, w tym również zawodowe. Głos w sprawie osób LGBTQ+ zabierałaś już dekadę temu, gdy sojusznictwo nie było specjalnie popularne. Coś o tym wiem, bo próbowałem wtedy namawiać celebrytów na jakieś drobne nawet gesty i nie było to łatwe.

Nie wahałam się nigdy od czasu, kiedy Kampania Przeciw Homofobii po prostu zadała mi to pytanie: czy chcesz być sojuszniczką? Wydało mi się to oczywiste, że tak, ja chcę być sojuszniczką i chcę o tym mówić. Nie było przestrzeni na jakieś zawahanie czy kalkulację, bo to jest po prostu duża część mnie. Moi przyjaciele i przyjaciółki to są osoby queerowe. Czuję się bardzo związana ze środowiskiem queerowym, czuję się w nim szczęśliwa, czuję się dumna, że mogę być jego częścią i też potencjalnie częścią takiej zmiany. Ja w ogóle lubię mieć poczucie bycia potrzebną, więc jeżeli namierzam takie miejsce, gdzie jest możliwość wsparcia i ja mogę to wsparcie zaoferować, to raczej zdecyduję się to zrobić.

Jak to rezonuje na twoje relacje z odbiorcami? Czy twoja otwarta postawa coś w nich uruchamia, że oni przychodzą do ciebie powiedzieć dziękuję, opowiedzieć coś o sobie?

Tak, jest tego sporo i to są czasami takie zupełnie małe rzeczy, spowodowane moim drobnym gestem. Jeżeli udostępnię u siebie na stories, na przykład jakiś występ czy nagranie, gdzie ludzie do moich piosenek robią lipsync i ja to z wielką radością wrzucam do siebie, czasem nie spotyka się to z żadną reakcją, czasem z serduszkiem, a czasami z czymś bardzo wylewnym. Ta osoba się tego nie spodziewała i jest to dla niej bardzo ważne. To jest super, a naprawdę niewiele mnie to kosztuje, za to sprawia mi ogromną przyjemność obserwować, że ludzie na tę moją twórczość reagują, że wzbudza w nich radość, a przy okazji jeszcze nawzajem się wspieramy.

Cały wywiad do przeczytania w 116. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.