Akt oskarżenia

Tekst: Piotr Mikulski

Opublikowany w grudniu 2021 r. raport „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce” Kampanii Przeciw Homofobii i Lambdy Warszawa to gotowy akt oskarżenia przeciwko PiS – pokazuje skutki brutalnej nagonki rządzących na ludzi LGBT+

 

Przypomnijmy chronologię

W lutym 2019 r. nowo wybrany prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, w wyniku wysiłków organizacji Miłość Nie Wyklucza, podpisał tzw. Deklarację LGBT. Zgodnie z zawartymi w niej postulatami w Warszawie miały powstać instytucje oraz polityki zwiększające poczucie bezpieczeństwa warszawianek_ ów LGBT oraz przybliżające ich, w miarę możliwości, do równego traktowania. Sukces aktywistów wywołał furię wśród prześladowców ludzi LGBT. To wtedy PiS, czując, że sprawę może wykorzystać do zmobilizowania swojego elektoratu, rozpoczął zmasowaną nagonkę – politycy w kampanii wyborczej zaczęli atakować i Trzaskowskiego, i społeczność LGBT, zaczęli nas odczłowieczać, próbując skrót LGBT sprowadzić do „ideologii”. Jarosław Kaczyński zaczął nami straszyć społeczeństwo, krzycząc do nas „ręce precz od naszych dzieci”. „Gazeta Polska” zapowiedziała dołączanie wlepek „strefa wolna od LGBT”, a samorządowcy z PiS zaczęli uchwalać „strefy wolne od LGBT”, które w szczytowym momencie objęły zasięgiem 1/3 ludności Polski. Na ulice miast wyjechały pogromobusy – busy oklejone hasłami straszącymi ludźmi LGBT, abp Jędraszewski zaczął „nauczać” o „tęczowej zarazie”, na Marsz Równości w Lublinie terroryści przynieśli ładunki wybuchowe, bp Wojda przed Marszem Równości w Białymstoku groził „non possumus – nie zgadzamy się” i nawoływał swoich wyznawców, by nie byli obojętni. Nie byli. Marsz spotkał się z niespotykaną dotąd agresją. Wielu uczestników zostało dotkliwie pobitych. W 2020 r. ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda mówił na wiecu: „Próbuje się nam wmówić, że to ludzie. A to jest po prostu ideologia”. W sierpniu 2020 r. policja aresztowała aktywistkę LGBT Małgorzatę Margot Szutowicz, a spontaniczne zgromadzenie ludzi LGBT i sojuszników_czek stających w jej obronie brutalnie rozpędziła, urządzając pokaz tępej siły i zatrzymując w łapankach 48 osób. Nie było miesiąca bez doniesień medialnych o pobiciach ludzi LGBT na ulicach, w transporcie miejskim, nawet w ich mieszkaniach. Usłyszeliśmy o nowych samobójstwach (m.in. Milo Mazurkiewicz, Michał z Warszawy, Zuzia z Kozienic). To w takim czasie – w latach 2019 i 2020 – prowadzono badanie „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce”.

Wina prześladowców z PiS

Wyniki badania przerażają, szczególnie jeśli zestawi się je ze stopniowo poprawiającą się sytuacją osób LGBT w Polsce odnotowywaną w poprzednich latach. Pozytywny trend został zatrzymany przez PiS i rozochoconych neonazistów, kiboli czy fundamentalistów katolickich. Dziś, w wyniku prześladowań, masowo cierpimy na depresję, masowo rozważamy odebranie sobie życia. Masowo padamy ofiarami agresji, kalkulujemy, gdzie i kiedy możemy powiedzieć, że jesteśmy LGBT, żeby nie oberwać. Lawinowo spadło zaufanie do policji – służba powołana do obrony obywateli_ ek stała się zinstytucjonalizowanym oprawcą obywateli_ek LGBT, do rządu zaufania nie mamy w zasadzie żadnego, choć to akurat niewielka zmiana w por. do ubiegłej edycji z 2017 r. (wtedy brak zaufania do rządu deklarowało 96%, dziś 99%). Przełomowe są wyniki związane z doświadczeniem homo- i transfobii. Ludzie LGBT często mówią, że nie mają takiego doświadczenia, ponieważ wiążą je tylko z incydentami traumatycznymi, jak pobicie, oplucie/zwyzywanie na ulicy czy innymi formami agresji. Gdy tylko zmienimy nazwę (w badaniu homo- i transfobia nazwane zostały „mikroagresją”), okazuje się, że ofiarami homo- i transfobii padło 98% z nas – doświadczamy jej więc wszyscy i to nagminnie. Doświadczenie prześladowania za bycie LGBT to nasz chleb powszedni i nigdzie nie jesteśmy w stanie schować się przed mową nienawiści – ani w wielkich miastach, ani w bańkach akceptujących bliskich. W badaniu udowodniono, że doświadczenie homo- i transfobii zwiększa ryzyko wystąpienia myśli samobójczych. Ponieważ jest dla nas doświadczeniem masowym, niestety nie dziwi, że samobójstwo rozważa 55% z nas (wzrost z 45% w 2017 r. i 38% w 2012 r.). Co gorsza, w badaniu czytamy: „Bez względu na swoje cechy indywidualne, osoby mieszkające w powiatach, które ogłoszono »strefami wolnymi «, odznaczały się większym nasileniem myśli samobójczych niż respondenci_tki mieszkający w powiatach, gdzie takie uchwały nie zostały przyjęte”. Mają więc radni naszą krew na rękach. Podajemy za Atlasem Nienawiści: spośród wszystkich samorządowców_ czyń, którzy mogli głosować w sprawie stref, za ich wprowadzeniem, a zatem za intensyfikacją samobójstw osób LGBT w swoich powiatach, gminach i miastach głosowało 91% radnych z PiS, 100% radnych z Kukiz’15 i 49% radnych z PSL.

Wina tradycyjnych polskich rodzin

Podstawowa komórka społeczna, gloryfikowana przez PiS i Kościół ostoja społeczeństwa, czyli rodzina, okazuje się kolejnym prześladowcą ludzi LGBT w Polsce. To dlatego tak ważne jest powstawanie tzw. hosteli lub mieszkań interwencyjnych dla ludzi LGBT w wielu polskich miastach, to dlatego tak często mówimy o „rodzinach z wyboru” – czyli przyjaciołach, bo ludzie, z którymi łączą nas więzy krwi, zawodzą nas masowo i przyczyniają się do naszego cierpienia. 45% matek i 60% ojców nie wie, że ich dzieci są LGBT. Z tych, którzy wiedzą, akceptujących matek jest 61%, a ojców 54%. Jeśli przemnożymy odsetek rodziców wiedzących, że ich dziecko jest LGBT, przez odsetek akceptacji, otrzymujemy obraz ponury – w Polsce jedynie 34% matek i 22% ojców akceptuje swoje dzieci LGBT.

W czym nadzieja?

W nas samych! Wreszcie masowo zaczynamy być prześladowaniami… wkurwieni. 97% z nas zadeklarowało złość z powodu dyskryminacji. Ratunku upatrujemy w sile społeczności LGBT – 87% z nas uważa, że do poprawy sytuacji osób LGBTA w Polsce może doprowadzić wspólny wysiłek osób ruchu LGBTA (wzrost z 70%), 77% z nas zadeklarowało, że ma wiele wspólnego z innymi osobami LGBTA (wzrost z 63%), poczucie solidarności z całym ruchem osób LGBT wzrosło z 66% w 2017 r. do 83% obecnie. Widzimy to także w liczbie Marszów/Parad Równości – w pierwszym roku nagonki, czyli w 2019 r., była ona rekordowa – maszerowano w 31 miejscowościach, udział wzięło 150 tys. osób (do 2015 r. przez Polskę przechodziło co roku zaledwie 5-6 marszów i nigdy nie zgromadziły one łącznie więcej niż 10 tys. osób). Rośnie finansowanie dla organizacji LGBT – po aresztowaniu Margot ponad 400 tys. zł zebrano w zbiórce Stop Bzdurom, w 2021 r. padł kolejny rekord – zebrano ponad 700 tys. zł na ogólnopolską kampanię billboardową „Kochajcie mnie, mamo i tato” podkreślającą koszmar wyrastania w homo- i transfobicznych rodzinach. Przekazaliśmy rekordowe 1,4 mln zł dla organizacji LGBT w ramach 1% podatku dochodowego (rekordowy wzrost – o prawie 70%). I choć nadal do zrobienia jest mnóstwo (np. podatników_ czek LGBT jest 1,1mln, 1% organizacjom LGBT przekazało… 13 tys. osób), postęp jest krzepiący. Co najważniejsze, zaczęliśmy wreszcie masowo wychodzić z szaf (znowu – ogromna droga przed nami, wg badania Agencji Praw Podstawowych UE wyoutowanych jest 27% z nas, w szafach wciąż siedzi 73%) – w mediach społecznościowych akcje #JestemLGBT oraz #LGBTtoJa osiągnęły rekordowe zasięgi, tysiące ludzi oznaczało się tymi hasłami, tysiące tęczowych fl ag pojawiło się na oknach i balkonach, lata 2020-2021 były także rekordowe pod kątem publicznych coming outów – wspomnijmy chociażby Witolda Sadowego, Daniela Kuczaja, Sylwię Chutnik, Agnieszkę Graff , Andrzeja Piasecznego, Martę Warchoł czy Wróżbitę Macieja. Dziś wiemy, że te coming outy mają efekt zbawienny. Jak wynika z omawianego badania, coming out okazuje się jednym z nielicznych czynników, które pozwalają zmniejszyć ryzyko depresji u osób LGBT (!). Co więcej, amerykański Pew Institute w badaniu z 2013 r. udowodnił, że poparcie dla ludzi LGBT bezpośrednio zależy od liczby osób LGBT, którą dana osoba zna. Okazało się bowiem, że poparcie dla równości małżeńskiej wśród ludzi, którzy nie znali żadnej osoby LGBT, wynosiło 32%, natomiast wśród ludzi, którzy znali wiele osób LGBT, już 68%, a jeśli był wśród nich ktoś z najbliższej rodziny oraz para LGBT wychowująca dziecko – aż 76%. Jeśli więc znajdziemy odwagę, by coming outów dokonywać masowo, nie tylko zadbamy o siebie, swoje zdrowie i życie, ale także wytrącimy naszym prześladowcom ich największą broń – zastraszanie. Głośne i dumne mówienie, kim jesteśmy, to coś, czego nie mogą zakazać nam żadnymi przepisami (choć próbują – przykładem projekt zakazów marszów równości Kai Godek). Spieszmy się więc, bo jeśli nie wyjdziemy z tych szaf w porę, mogą zastraszaniem zamknąć nas w nich na dobre.

98% osób LGBTA doświadczyło homo- i/lub transfobii

68% doświadczyło przemocy, w tym 22% seksualnej

70% unika konkretnych miejsc w obawie przed dyskryminacją

75% milczało o byciu LGBT w obawie przed dyskryminacją

55% ma myśli samobójcze

44% ma poważne objawy depresji

140 tysięcy chce wyjechać z Polski

89% nie ufa policji (w por. z 57% w ubiegłej edycji)

99% nie ufa rządowi

45% matek i 60% ojców nie wie, że ich dzieci są LGBT

A z tych, którzy wiedzą:

39% matek i 46% ojców nie akceptuje swoich dzieci LGBTA

1/10 osób LGBTA została wyrzucona z domu

20% osób LGBTA uciekło z domu rodzinnego

Udowodniono wpływ braku akceptacji rodziny na

intensyfikację myśli samobójczych

Z powodu orientacji seksualnej / tożsamości płciowej

ponad 20% lesbijek, gejów i osób trans straciło kogoś bliskiego

Tekst z nr 95 / 1-2 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Koniec z Eddym

reż. A. Smolar. Wyst.: D. Dobosz, S. Roszczuk, R. Wasiewicz, E. Żak, D. Biernat, M. Pempuś, M. Smoliński. Teatr Studio w Warszawie, premiera: 24 X 2020.

Daniel Dobosz, fot. Bartek Warzecha

Do obejrzenia na platformie VOD teatru: https://www.vod.teatrstudio.pl/wideo/57/publiczne. To dość frustrujące pisać o spektaklu, który chce się polecić, ale nie wiadomo, kiedy znów będzie go można zobaczyć. Został wprowadzony do repertuaru w okresie, kiedy na widowni mogło być już tylko 25 procent widowni, pokazany kilka razy, wkrótce teatry zamknięto. Obecnie (połowa stycznia) można zapoznać się z przedstawieniem jedynie przez internetową projekcję na platformie VOD Teatru Studio.

Pisarza Édouarda Louisa w „Replice” chyba nie trzeba przedstawiać. Zarówno „Koniec z Eddym”, jak i późniejsza „Historia przemocy” nie tylko ukazały się w polskim przekładzie, ale także przez wiele miesięcy okupowały listę bestsellerów Bearbooka, internetowej księgarni LGBT. Zaskakujące, że obie tak błyskawicznie doczekały się teatralnych wersji, o wystawionej w Gnieźnie „Historii przemocy” w reżyserii Eweliny Marciniak już pisałem („Replika”, nr 83), teraz otrzymujemy zdecydowanie lepszy spektakl Anny Smolar. Swoją drogą to dość znaczące, że do przeniesienia na scenę książek, w których tak istotną rolę odgrywa homoseksualność, w obu przypadkach zaproszono heteroseksualne kobiety, mimo dość powszechnego przekonania o dominacji gejów w polskim teatrze.

„Koniec z Eddym” to rodzaj autobiografii. Louis wraca w niej w rodzinne strony, do biednego dzieciństwa, życia, które musiał i chciał porzucić, nie tylko, aby odnieść sukces jako pisarz i wejść w paryskie sfery, ale także po to, aby móc zaakceptować swój homoseksualizm. Odciął się także symbolicznie, Eddy stał się Édouardem. Opisuje to wszystko z mieszaniną wstydu i niechęci, ale też sentymentu.

Spektakl Smolar jest dość wierną, a zarazem inteligentną adaptacją. Mniej gejowską niż książka, co w tym wypadku jest raczej stwierdzeniem faktu niż zarzutem. Po prostu kwestia klasowości wydaje się mieć dla reżyserki większe znaczenie niż orientacja seksualna. Nie znaczy to oczywiście, że tematu nie ma. Już w pierwszej scenie ojciec (Rob Wasiewicz), oczekujący narodzin Eddiego (Daniel Dobosz), fantazjuje o przyszłości syna, który ma być stuprocentowym heterykiem podbijającym świat i zdobywającym kobiety. Potem jak refren wraca poczucie nieprzystosowania, mierzenie się z wyobrażeniami na temat męskości, bo przecież nawet przez sposób chodzenia można się zdradzić i skazać na prześladowanie za pedalskość. Wszystko to dzieje się we francuskim miasteczku w połowie pierwszej dekady XXI wieku (Louis to rocznik 1992), choć brzmi bardzo znajomo, także w polskim kontekście, zarówno z okresu jeszcze PRL-owskiego, jak i dzisiejszego.

Smolar nie tylko opowiada historię, ale też tematyzuje sam przekaz. Dlatego Édouarda gra Sonia Roszczuk, co dodatkowo podkreśla przepaść, jaka dzieli teoretycznie tą samą postać i pozwala na spieranie się bohatera z samym sobą, co przybiera postać efektownego dialogu. Temu służy także brawurowy monolog Roba Wasiewicza, który wychodzi z roli ojca i opowiada, jakim wyzwaniem jest granie przez aktora geja roli heteroseksualnego mężczyzny – homofoba. Aktorstwo to zresztą jeden z największych atutów spektaklu, oprócz Wasiewicza na szczególne wyróżnienie zasługuje grająca matkę Ewelinę Żak, Dominika Biernat (siostra), i wcielający się w kilka postaci (w tym nauczyciela) Marcin Pempuś. Ich przynależność do „gorszego” świata komunikują świetnie kostiumy, ze specjalnie podwyższonym stanem zrównującym ramiona z czubkiem głowy, które nadają sylwetkom karykaturalny, niemal nieludzki wygląd. To wśród nich Eddy od początku czuje się inny.

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Twoje imię wyryte jest we mnie

Your Name Engraved Herein (Tajwan, 2020), reż. Kuang-Hui Liu, premiera na Netfliksie: 23 grudnia 2020

mat. pras.

Tajwan jest dziś czempionem praw LGBT na Dalekim Wschodzie, jedynym krajem regionu z równością małżeńską, ale akcja filmu toczy się ponad trzy dekady wcześniej. Mamy rok 1987, właśnie zniesiono stan wojenny. Jesteśmy w chrześcijańskiej szkole męskiej, która w następnym semestrze zamieni się w koedukacyjną. A-han i Birdy, czyli Ptasiek (kto pamięta „Ptaśka” Williama Whartona?), grają w szkolnej orkiestrze. Zaczynają odwzajemniać znaczące spojrzenia, dyskretne uśmiechy. Zdecydowanie love is in the air. Tyle tylko, że w powietrzu wisi też homofobia – A-han i Birdy widzą, jak inny chłopak, podejrzewany o homoseksualność, jest bity i prześladowany przez rówieśników, a interweniować nie ma u kogo – kadra pedagogiczna i rodzice są również strażnikami przemocowego „porządku”. W takiej sytuacji kiełkujące uczucie między chłopakami staje się udręką – sceny delikatnej, romantycznej czułości przeplatane są gęsto miotaniem się, wyrzutami, awanturami. Zwłaszcza że – jak nierzadko bywa – jeden jest skory do jako takiej otwartości, drugi bardziej do tkwienia w szafie. Koedukacyjność szkoły ułatwia „dostęp” do dziewczyn, pojawia się więc pytanie: może lepiej ulec presji i poszukać narzeczonej? Do tego konflikt religijny – osią filmu są rozmowy A-hana z kanadyjskim księdzem-nauczycielem Oliverem. Film był największym kasowym hitem na Tajwanie w zeszłym roku. Niektóre kody kulturowe są dla nas chyba trudne do odczytania, ostatnia, rozgrywająca się współcześnie część, trochę nuży; niemniej „Twoje imię…” jest czymś w rodzaju tamtejszej „Tajemnicy Brokeback Mountain”. (Piotr Klimek)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Cyberpunk 2077

Cyberpunk 2077 (Polska, 2020), reż. A. Badowski, CD Projekt Red, premiera: 10 grudnia 2020 CD

mat. pras.

Projekt Red ponad siedem lat temu ogłosił prace nad „Cyberpunkiem 2077”, a w międzyczasie wypuścił „Wiedźmina 3” – uważanego za jedną z najlepszych gier video i zawierającego symboliczną reprezentację queerową w pobocznych zadaniach. Nic więc dziwnego, że cały świat czekał ze zniecierpliwieniem na wielokrotnie przekładaną premierę. Gaymerzy w szczególności liczyli na kolejny krok naprzód w reprezentacji LGBT. Cyberpunk to w końcu gatunek sci-fi , który w swoich założeniach ma takie hasła, jak transhumanizm, ulepszanie swojego ciała i praktycznie porzucenie standardowych norm płciowych. Oczekiwać więc można było, że fabuła gry będzie w znacznym stopniu eksplorować te tematy. Czy tak się stało? Niestety nie. Ale po kolei. W grze wcielamy się w V. Jesteśmy mieszkańcami dystopijnego i futurystycznego Night City. Na ulicach nietrudno natknąć się na strzelaninę między gangsterami i policją, miasto jest pod kontrolą korporacji i wojska. Wszechobecne są wszczepy – implanty i inne mechaniczne modyfikacje – dające faktyczne lub tylko estetyczne ulepszenie ciała. W wyniku nieudanego skoku naszej postaci aktywuje się biochip z zapisaną kopią Johnny’ego Silverhanda (w tej roli Keanu Reeves), nieżyjącego od 50 lat muzyka i rebelianta. Jeśli V nie znajdzie sposobu, jak go usunąć, Silverhand nadpisze całą jego osobowość w przeciągu kilku tygodni. Jak na klasyczną grę RPG przystało, zaczynamy od stworzenia swojej postaci. Najpierw wybieramy typ ciała (męski lub żeński), nie determinuje on kolejnych kroków, takich jak fryzura czy nawet genitalia – możemy wybrać, czy nasz V. ma waginę, czy jeden z sześciu rodzajów penisa (3 rozmiary + obrzezany lub nie). Nie ma to jednak żadnego wpływu na grę. Niezależnie od ciała możemy też wybrać sobie głos – męski lub żeński. Niestety, on determinuje zaimki używane względem nas. Tak więc nie możemy stworzyć trans mężczyzny o kobiecym głosie – inne postacie będą go traktować jak kobietę; ani tym bardziej osoby niebinarnej – o opcji zaimkowej they/them, funkcjonującej już w angielskim, w Night City nikt nie słyszał. W głównym wątku tematów LGBT niestety nie ma. Możemy tylko romansować. W każdej chwili można zajść do sex workera dowolnej płci, są też cztery (tylko!) bardziej rozbudowane postaci w grze, które mają napisany wątek romansu. Niestety są one sztucznie ograniczone. Połowa z nich przyjmie nasze podboje tylko jeśli gramy jako kobieta, druga połowa analogicznie zainteresuje się mężczyzną – zawsze jest to jedna kobieta i jeden facet. Jeśli więc uznamy, że nasza postać nie jest biseksualna, to de facto mamy do wyboru tylko jedną postać do romansowania. Poza tym w wątku pobocznym jedna z postaci (barmanka zaangażowana w nocne wyścigi) okazuje się trans. I to na tyle. Szkoda, że nie wykorzystano ogromnego potencjału tkwiącego w stworzonym świecie. Może, razem z naprawą licznych bugów, z czasem i w tym zakresie sytuacja się poprawi. (Daniel Oklesiński)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Książę

El Principe (Chile, 2019), reż. S. Munoz, premiera na outfilm.pl: wrzesień 2020

mat. pras.

Ten wyróżniony queerową nagrodą festiwalu w Wenecji AD 2019 film to rozgrywająca się w chilijskim więzieniu wczesnych lat 70. ubiegłego wieku opowieść o 20-letnim Jaime (świetny Juan Carlos Maldonado), który trafi a za kratki po zabójstwie w miłosnym afekcie swojego przyjaciela. W więzieniu urodziwy młodzieniec szybko staje się ulubieńcem dużo starszego El Potro (Alfredo Castro), z którym Książę – bo taki przydomek zyskuje Jaime – musi odtąd dzielić pryczę. Nowy faworyt wzbudza jednak śmiertelną niekiedy zazdrość innych więźniów, w tym i poprzednich wybrańców króla celi. Zahukany, wystraszony początkowo Książę z czasem zyskuje pewność siebie i tylko patrzeć, jak zajmie miejsce na szczycie więziennej hierarchii. Co nie obędzie się bez krwi i kolejnych zbrodni. Będący czymś w rodzaju gejowskiej wersji głośnego parę lat temu francuskiego dramatu więziennego („Prorok”), debiut Sebastiana Munoza bardzo sugestywnie oddaje homospołeczną atmosferę męskiego więzienia, w którym kartą przetargową są młodość i seks. Nie mniej przekonująco wypadają charakteryzacja i kostiumy, wskazujące na czas akcji. Zwróćcie tylko uwagę, jakie majtki noszą (i często zdejmują) bohaterowie „Księcia”! (Bartosz Żurawiecki)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Bo to grzech

It’s a Sin (UK, 2021), twórca. Russell T. Davies, premiera na HBO GO: 23.01.2021

mat. pras.

Ritchie, Roscoe i Colin to trzech 18-latków, współlokatorów. Różni ich wiele: pochodzenie, ambicje, podejście do seksu; ale mają punkt styczny – to geje, którzy przeprowadzili się do Londynu, by zacząć dorosłe życie z dala od rodziny i szkolnych problemów. Jest jednak początek lat 80., w Wielkiej Brytanii AIDS zaczyna zbierać żniwo. W miniserialu Russella T. Daviesa (twórcy m. in. „Queer as Folk” i „Roku za rokiem”), który tytuł zaczerpnął z hitu Pet Shop Boys z 1987 r., nie dostaniemy szkolnej czytanki historycznej. Serial koncentruje się na młodych ludziach, żyjących na przekór pandemii. Szczególnie dzisiaj ciekawie wypada wątek wypierania faktów, rzadko eksplorowany w tekstach kultury o HIV. Ritchie nie wierzy w AIDS ani tym bardziej, że mógł się zarazić – tak łatwiej skupić się na aktorskiej karierze. Brakuje też zaufania do ekspertów medycznych, wśród chorych szerzą się domowe próby zapobieganiu AIDS, m. in. picie… kwasu akumulatorowego. Davies przyzwyczaił nas do pewnego poziomu produkcji i znowu dostarcza porządną produkcję, wypełnioną barwnymi, i co ważniejsze, wiarygodnymi, postaciami. W głównej roli – Olly Alexander (wokalista zespołu „Years & Years”), na drugim planie przewijają się Neil Patrick Harris, Stephen Fry. Szkoda tylko, że próbując stworzyć rozległy obraz personalnych potyczek na polu bitwy z AIDS, Davies znów ogranicza się tylko do gejów, nie ma istotnej postaci trans ani tym bardziej lesbijki. Znaczące role kobiece sprowadzają się do matek i przyjaciółek (świetna Lydia West jako gejowska matka Teresa – Jill Baxter). Można obejrzeć. (Daniel Oklesiński)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Cheerleaderka

But I’m a Cheerleader (USA, 1999), reż. Jamie Babbit, premiera na outfilm.pl: 31 grudnia 2020

mat. pras.

22 lata po amerykańskiej premierze „Cheerleaderka” Jamie Babbit doczekała się polskiej dystrybucji. I choć przedstawia świat sprzed dwóch dekad, to ostatnie produkcje dotyczące terapii awersyjnej homoseksualizmu, czyli „Złe wychowanie Cameron Post” Desireey Akhavany i „Wymazać siebie” Joela Edgertona, pokazują, jak ważny i ciągle aktualny jest to temat. Główna bohaterka, Megan (znakomita Natasha Lyonne), cheerleaderka, zostaje „oskarżona” przez katolicką rodzinę, koleżanki z drużyny oraz swojego chłopaka o homoseksualizm i wysłana na specjalny obóz „leczący” odchylenia od heteroseksualnych norm. Zarzuty wobec Megan są zaś nie byle jakie: wegetariańska dieta, zdjęcia modelek powieszone w szkolnej szafce i (tłumaczona religijnością) wstrzemięźliwość seksualna. Środkiem do osiągnięcia celu jest przede wszystkim przyuczanie do ról społecznych typowych dla danej płci – prania i prasowania dla dziewcząt, rąbania drewna i strzelania dla chłopców, koniecznie w różowych i niebieskich uniformach. Grzeszne myśli o osobach tej samej płci rozwiązuje zaś samobiczowanie elektroszokerem. Megan poddaje się dość lekko kolejnym etapom „leczenia”, chcąc oczywiście jak najszybciej opuścić obóz, ale w międzyczasie zaczyna odkrywać siebie i uczucie do Graham, koleżanki z grupy. Film pociągnięty jest grubą, ironiczną kreską w błyskotliwy sposób wyśmiewającą nie tylko terapię awersyjną, ale przede wszystkim postrzeganie stereotypowych wzorców żeńskich i męskich oraz dyskursu upatrującego przyczyn homoseksualizmu chociażby w emancypacji kobiet czy preferencjach dietetycznych. W klasyce kina queer jest to pozycja obowiązkowa, gwarantująca dawkę dobrego i inteligentnego humoru. (Agnieszka Pilacińska)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Błażej Warkocki, Alessandro Amenta, Tomasz Kaliściak – „Dezorientacje. Antologia polskiej literatury queer”

Wyd. Krytyki Politycznej 2020

Ponad 900-stronicowa książka nie jest do „połknięcia” za jednym zamachem. Raczej do wracania, podczytywania, poznawania częściami. Zawiera teksty 100 osób, od XVIII w. do współczesności. Ten pochód rozpoczynają wiersze Franciszka Karpińskiego, jednego z czołowych poetów polskiego oświecenia, kończy zaś fragment wystawionej w Poznaniu sztuki Jolanty Janiczak o związku Marii Konopnickiej z Marią Dulębianką. To znaczące, bo odniesienia do ikon LGBT, takich jak Oscar Wilde, Safona, Piotr Włast czy właśnie Konopnicka, są tutaj bardzo ważne. Jak każda antologia, także i ta jest próbą stworzenia kanonu, w tym wypadku polskiej literatury LGBT. Są więc wszyscy, których oczekujemy, od Juliusza Słowackiego, przez Narcyzę Żmichowską, Jarosława Iwaszkiewicza, Jana Lechonia, Witolda Gombrowicza, do Michała Witkowskiego, Sylwii Chutnik, Bartosza Żurawieckiego, Jacka Dehnela. Jest dużo twórców i twórczyń dziś już zapomnianych, albo wręcz nigdy nie znanych szerszemu gronu, a także queerowanie naszych największych, od Adama Mickiewicza, Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego, Witkacego, aż do Olgi Tokarczuk. Warto, aby nie był to zbiór skończony, a raczej wręcz przeciwnie, żeby przy lekturze wskazywać braki, dodawać własne typy, uznawać pewne nazwiska za zbędne. Tylko wówczas jest szansa, że ta antologia będzie „żyć”! (Piotr Klimek)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Weronika Łodyga – „Hurt & Comfort”

Wyd. YA 2020

18-letni Artur jest zamkniętym w sobie, zakompleksionym outsiderem. Wypracował strategie, które pomagają mu radzić sobie ze światem (np. zamyka się w świecie ciszy). Pełen rezerwy, nieufny wobec innych, skazuje się na samotność, bo boi się odrzucenia. A przecież potrzebuje bliskości. Na jego drodze staje ekstrawertyczny Janek, który akceptuje siebie i własne życie. Artur początkowo jest mu niechętny, ale Janek uparcie chce się zaprzyjaźnić. Nie ukrywa swojego zakochania i wreszcie przełamuje opór Artura. Między chłopakami czuć chemię, kibicuje się im. Jednak ich historia nie będzie łatwa – niepewność, demony przeszłości, zahamowania, to wszystko wciąż rządzi Arturem, nie pozwala mu się otworzyć na miłość, na drugiego człowieka. W swojej debiutanckiej powieści Weronika Łodyga porusza wiele problemów nieobcych dzisiejszym nastolatkom: trudności z samoakceptacją, skomplikowane relacje z rodzicami, poczucie odstawania wśród rówieśników, homofobia. Jednak najciekawszy pozostaje Artur ze swoimi wiecznymi lękami, poczuciem winy, niewiarą w to, że może być lubiany czy kochany. Sama powieść jest bezpretensjonalna, lekka w lekturze, choć niepozbawiona autentycznego dramatyzmu. Bardzo dobry debiut. (Michał Paweł Urbaniak)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Katarzyna Ryrych – „Hodowla”

Wyd. Adamada 2020

Tymon, narrator „Hodowli”, decyduje się powrócić do rodzinnego miasteczka. Nie wspomina go dobrze, to miejsce smutne, niedające perspektyw, nietolerujące łamania zasad i schematów. Szczególną niechęcią Tymon darzy swoją dawną szkołę zwaną Zakładem. Jego wychowawczyni, Królowa Matka, potrafiła psychicznie łamać niepokornych uczniów. Poniekąd jedną z jej ofiar stał się Maciek, wrażliwy, inteligentny i zbuntowany chłopak, gej, który nie wpisywał się w schematy, płynął pod prąd, miał opinię ptaka-albinosa. To właśnie ze względu na niego Tymon wraca. Znał sekret Maćka, jeszcze zanim poznali go inni uczniowie. Widział, jak Maciek doznaje wykluczenia, a potem spotyka się z nienawiścią, która doprowadziła do tragedii. Po latach Tymon trafi a do chłopaka, nazwanego „antagonistą” – tego, który dręczył Maćka. „Hodowla” to przejmująca powieść o homofobii, o konfrontacji z Innym. Katarzyna Ryrych wiarygodnie ukazała problemy dojrzewania, gdy bardzo nie chce się odstawać od rówieśników, a potrzeba akceptacji otoczenia jest tak silna, że można zaprzeć się samego siebie. Jeśli zostaje się „albinosem”, jak Maciek, płaci się wysoką cenę. Bohaterowie „Hodowli” są samotni, zagubieni i uwięzieni we własnych lękach. Bardzo aktualna powieść. Choć przeznaczona dla młodzieży, poruszy też niejednego dorosłego. (Michał Paweł Urbaniak)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.