ALICE WEIDEL: lesbijka, która nie jest queer

Jak wyoutowana ALICE WEIDEL godzi swoją orientację seksualną z przewodzeniem homofobicznej partii Alternative fűr Deutschland?
Tekst: Mathias Foit (nr 114. magazynu “Replika”marzec/kwiecień 2025)

fot. BERND VON JUTRCZENKA / PAP

 

Na czele skrajnej prawicy w Niemczech od lat stoi kobieta, lesbijka. Jak godzi swoją orientację seksualną z przewodzeniem na wskroś homofobicznej partii, jaką jest Alternatywa dla Niemiec (Alternative für Deutschland)? I na odwrót, dlaczego ugrupowanie polityczne walczące z tęczową społecznością i otwarcie zapowiadające ograniczenie jej praw wystawiło wyoutowaną lesbijkę jako kandydatkę na urząd kanclerski w ostatnich wyborach parlamentarnych? I w końcu, jak wytłumaczyć jej popularność wśród niemałego segmentu niemieckiej społeczności LGBTQ+? Poznajcie Alice Weidel.

Partnerka ze Sri Lanki mieszka w Szwajcarii

To, że kobiety przewodzą skrajnie prawicowym partiom, nie powinno w dzisiejszych czasach w zasadzie nikogo dziwić. We Francji liderką Frontu Narodowego, a później Zjednoczenia Narodowego od wielu lat jest Marine Le Pen, zaś we Włoszech premierką jest Giorgia Meloni z ekstremalnie prawicowej partii Bracia Włosi. Niemniej jednak lesbijka na stanowisku szefowej ugrupowania o profilu ultraprawicowym jest tylko jedna.

Alice Weidel urodziła się w 1979 r. w liczącym sto tysięcy osób mieście Gütersloh na zachodzie Niemiec. Studiowała ekonomię, z której w 2021 r. zrobiła doktorat na temat systemu emerytalnego w Chinach. Do AfD wstąpiła w 2013 r., po dwóch latach została wybrana do zarządu partii. Głośno zrobiło się o niej w kampanii do wyborów parlamentarnych w 2017 r., którą na rzecz AfD poprowadziła z Alexandrem Gaulandem i która zapewniła jej mandat poselski. Od tego momentu jest współprzewodniczącą partii (od 2021 r. w duecie z Tino Chrupallą), a w ostatnich, lutowych wyborach do Bundestagu po raz pierwszy startowała w charakterze kandydatki na urząd kanclerski.

Jej partia zdobyła aż 20,8% głosów, najwięcej w swojej historii i najwięcej w powojennej historii radykalnej prawicy w Niemczech. To właśnie Weidel jest najbardziej rozpoznawalną twarzą nacjonalistycznej, antyimigranckiej i populistycznej AfD. Niewątpliwie na szczyty partyjnej władzy doprowadziły ją ciężka praca i nieprzeciętna charyzma, choć otaczający ją nimb nietuzinkowości w dużej mierze wynika ze sprzeczności jej życia osobistego z wyznawaną przez jej partię ideologią.

Szefowa AfD jest związana z pochodzącą ze Sri Lanki producentką filmową Sarą Bossard, z którą wychowuje dwóch biologicznych synów tej drugiej. Co więcej, panie od lat żyją na co dzień nie w Niemczech, a w Szwajcarii, co w kontekście przewodzenia największej obecnie partii opozycyjnej w Niemczech było przedmiotem wielu kontrowersji. Jakby tego było mało, w kampanii poprzedzającej referendum na temat wprowadzenia w Szwajcarii małżeństw jednopłciowych w 2021 r. Bossard publicznie opowiedziała się za przyjęciem stosownego prawa.

Warto w tym miejscu przypomnieć o rysie ideologicznym formacji, jaką jest AfD. Jej rdzeń stanowi nie tylko ostry sprzeciw wobec dotychczasowej polityki migracyjnej niemieckiego rządu, zwłaszcza działań prouchodźczych, ale też obrona „tradycyjnych” wartości rodzinnych – a więc dobrze znana nam z polskiego podwórka polityka walki z „genderyzmem” i rzekomą seksualizacją dzieci w szkołach.

W programie partii w tamtym roku znalazł się popularny ostatnio (patrz USA) postulat reemigracji, która jest niczym innym, jak zawoalowanym przyzwoleniem na masowe deportacje. Co prawda w samym programie twórcy deklarują, że nie czynią rozróżnienia pomiędzy „etnicznymi” Niemcami a osobami z niemieckim obywatelstwem i z tzw. „historią migracji”, lecz w trakcie tajnego spotkania skrajnej prawicy w Poczdamie w listopadzie 2023 r., na którym obecni byli przedstawiciele partii, dyskutowano nad możliwością wydalenia z kraju tych drugich.

W październiku 2018 r., rok po wprowadzeniu w Niemczech równości małżeńskiej, AfD złożyło w parlamencie niemieckim wniosek o wycofanie tego prawa, choć bezskutecznie. Pojedynczy przedstawiciele tej partii sygnalizują, że w kolejnej kadencji Bundestagu mogliby powtórzyć ten manewr, a Weidel na kilka dni przed lutowymi wyborami na pytanie o utrzymanie równości małżeńskiej lawirowała, odpowiadając, że jest zwolenniczką utrzymania równouprawnienia związków partnerskich wobec małżeństw jednopłciowych.

Trudno o większe sprzeczności między profilem ideologicznym partii a życiem prywatnym jej współprzewodniczącej. Sama Weidel zdaje się jednak ich nie dostrzegać lub, jeśli zdaje sobie z nich sprawę, nie stanowią dla niej najmniejszego problemu. W wywiadzie z publicznym nadawcą ARD z września 2023 r. na pytanie reportera, czy czuje się dyskryminowana w swojej partii, odpowiedziała przecząco, dodając: „Bo dlaczego miałabym?”.

Ciężko dywagować nad jej osobistymi motywami, ale można tu też dostrzec pewną szerszą prawidłowość. Jej uprzywilejowanie, wynikające z zamożności i określonej pozycji społecznej, sprawia, że problemy zwykłych osób z tęczowej społeczności jej nie dotyczą i stają się dla niej odległe, ale jednocześnie nie gwarantuje absolutnej ochrony przed uprzedzeniami, które spotykają osoby LGBTQ+ bez względu na status społeczny i materialny. Weidel chętnie korzysta z wywalczonych nie przez nią samą wolności, równocześnie nie ryzykując zbyt wiele, jeśli homo- i transfobiczne postulaty jej partii staną się rzeczywistością.

Homonacjonalizm

Równie niezrozumiała może wydawać się tolerancja partii dla Weidel przy jednoczesnej walce z mniejszościami seksualnymi i płciowymi. Warto przypomnieć, że w samej historii niemieckiej nie jest to przypadek bez precedensu – homoseksualistami byli również Ernst Röhm, szef Oddziałów Szturmowych (SA) partii nazistowskiej i jedna z centralnych postaci tego ruchu, oraz inni funkcjonariusze SA, którzy później na rozkaz Hitlera zostali zamordowani podczas „nocy długich noży” w 1934 r.

I w tym wypadku mamy do czynienia z szerszym zjawiskiem, które amerykańska badaczka Jasbir Puar nazwała „homonacjonalizmem”. Polega on na instrumentalnym wykorzystaniu osób LGBTQ+ do legitymizowania polityki skrajnie nacjonalistycznej i ksenofobicznej lub na odwoływaniu się przez same osoby z tęczowej społeczności do kategorii narodowych i resentymentów rasistowskich.

Niezwykle obrazowym przykładem homonacjonalizmu jest plakat wyborczy AfD, który w 2016 r. znalazł się na islamofobusie kursującym wokół Nollendorfplatz, w samym sercu berlińskiej, gejowskiej dzielnicy Schöneberg. Przedstawiał dwóch mężczyzn i widniał na nim napis: „Mojemu partnerowi i mnie nie zależy na znajomości z muzułmańskimi imigrantami, dla których nasza miłość to grzech śmiertelny”. Partia cynicznie stawia się w roli obrońców tęczowej społeczności przed muzułmańskimi uchodźcami i migrantami, niezmiennie przedstawianymi w ich retoryce jako homofobiczni fundamentaliści. Fakt, że jej czołowa postać jest lesbijką, sprawia również, że jej działacze mogą odrzucać oskarżenia o homofobię i konserwatyzm, przedstawiając się jako „zdroworozsądkowa” alternatywa dla „genderyzmu”, „wokizmu” i rzekomej rewolucji obyczajowej, jaką ma planować lewica.

Jaka paradoksalna ta strategia by nie była, zdaje się przynosić owoce. Przed zeszłorocznymi wyborami do Europarlamentu niemieckie media queerowe obiegła sensacyjna informacja: według przeprowadzonej przez portal Romeo.com i magazyn „Männer” ankiety, 22% użytkowników aplikacji randkowej dla gejów Romeo wskazało AfD jako partię, na którą zamierzają głosować – o 6 punktów procentowych więcej niż ostatecznie wyniósł wynik tego ugrupowania.

Na krótko przed lutowymi wyborami do parlamentu niemieckiego opublikowano wynik kolejnej ankiety przeprowadzonej wśród gejów, w której AfD osiągnęło poparcie na poziomie 28%. Choć kampania IWWIT niemieckiej organizacji Deutsche Aidshilfe zwróciła uwagę na wadliwą metodologię badań, w których można było wziąć udział pod ogólnie dostępnym linkiem (a więc nie stosowano tu reprezentatywnej selekcji respondentów), można spokojnie założyć, że znaczna część głosów, które w ostatnich wyborach ostatecznie przypadły AfD, pochodziła od wyborców spod znaku tęczy. Końcówka nie jest tu przypadkowa – wszystko wskazuje na to, że wśród tęczowego elektoratu Alternatywy dla Niemiec zdecydowanie przeważają cis mężczyźni.

Co ciekawe, z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w wielu innych krajach zachodnich. W kampanii do wyborów prezydenckich we Francji w 2017 r. wiele mówiono o poparciu gejów dla Marine Le Pen, w dużej mierze motywowanym strachem przed muzułmańskimi uchodźcami napędzanym przez radykalną prawicę. Ten sam fenomen można było zaobserwować mniej więcej w tym samym czasie w Niderlandach przy okazji wyborów parlamentarnych i rosnącego poparcia dla lidera tamtejszej skrajnej prawicy Geerta Wildersa.

Ale również po drugiej stronie Atlantyku, w Stanach Zjednoczonych, homonacjonalizm ma długą tradycję, częściowo na poziomie instytucjonalnym. W latach 70. XX wieku w łonie Partii Republikańskiej powstała grupa skupiająca osoby LGBT – znani są jako Log Cabin Republicans (LCR). O ile w 2016 r. LCR podzieliła kwestia udzielenia poparcia republikańskiemu kandydatowi na prezydenta Donaldowi Trumpowi, to w wyborach w 2020 i 2024 r. grupa jednoznacznie opowiedziała się po jego stronie. Przed wyborami w 2016 r. w Stanach powstało też nieformalne zrzeszenie Gays for Trump, które stało się przyczółkiem różnej maści alt-rightowych działaczy, których łączy islamofobia, wiara w białą supremację, ale i transfobia.

Skąd bierze się poparcie osób LGBTQ+ dla skrajnie prawicowej polityki?

W przytoczonych tutaj przykładach można dostrzec kilka powtarzających się elementów współczesnego homonacjonalizmu. Jest nim zdecydowanie uprzedzenie do migrantów, zwłaszcza (ale nie tylko) z krajów muzułmańskich, którzy postrzegani są jako zagrożenie dla praw i stylu życia zachodnich osób LGBTQ+. Ważną rolę odgrywa tutaj także transfobia, która często jest autentyczna, ale czasami bywa po prostu strategiczna. Silna potrzeba bycia włączonym we wspólnotę narodową może popychać niektóre osoby do stygmatyzowania innych segmentów tęczowej społeczności, postrzeganych jako bardziej „radykalne” „niezasymilowane” z heteronormatywnym społeczeństwem, gdyż podważające tradycyjne wyobrażenia na temat płci, społecznych ról z nią związanych oraz binaryzmu płciowego – czyli właśnie osoby trans. Chodzi o przekierowanie niezrozumienia, niechęci bądź wręcz nienawiści wobec osób nieheteronormatywnych w ogóle na konkretną mniejszość w ramach tęczowej społeczności. Trochę na zasadzie „my jesteśmy normalni, nie różnimy się od was – jeśli szukacie wroga, to popatrzcie na nich, a nas zostawcie w spokoju!”.

Wyoutowany gej, który nie jest queer

To może również tłumaczyć, dlaczego Weidel zdecydowanie odrzuca etykietkę „queer” i nie chce, by tak ją określano. Warto dodać, że nie jest w tym osamotniona – teoretycznie mniej radykalny, ale również konserwatywny polityk chadecji Jens Spahn, w latach 2018–2021 minister zdrowia (który za swojej kadencji nie zrobił nic w sprawie ogólnego zakazu oddawania krwi przez mężczyzn utrzymujących kontakty seksualne z mężczyznami w Niemczech, niezależnie od tego, jak faktycznie wygląda ich życie seksualne), również stwierdził, że jest gejem, a nie queer.

Oczywiście nie chodzi tutaj o narzucanie komukolwiek sposobu określania swojej tożsamości i nawet Weidel czy Spahn mają prawo do wybierania takich kategorii, jakie im odpowiadają. Można tu jednak dostrzec pewną ideologiczną, być może pokoleniową różnicę – o ile słowa „gej” i „lesbijka” oraz związane z nimi wyobrażenia społeczne zostały już mniej więcej oswojone, queer nosi w sobie o wiele silniejszy ładunek emocjonalny i zazwyczaj sygnalizuje większy nonkonformizm oraz sprzeciw wobec reguł heteronormatywnego porządku społecznego. A przecież osobom takim jak Weidel czy Spahn nie chodzi o burzenie tego porządku, tylko udowodnienie za wszelką cenę, że są jego częścią i zaakceptowali jego reguły. Innymi słowy, że jest się odpowiednio zasymilowanym, a więc zasługuje się na szacunek i akceptację społeczeństwa.

Ponadto transfobia może wynikać z nieprzepracowanego stosunku do własnej odmieńczości. Niektórzy mężczyźni i kobiety homoseksualne mogą czuć przymus podkreślenia stereotypowo pojmowanej męskości i kobiecości, gdyż homofobiczne społeczeństwo systematycznie odmawia im prawa do własnej tożsamości. Nie chcą być utożsamiani z „przegiętymi ciotami” lub z „babochłopami”, jak postrzega to część społeczeństwa.

Bez względu na to, jak oceniamy działalność Weidel, jej kariera polityczna jest swego rodzaju fenomenem – tym bardziej że od momentu założenia w 2013 r. AfD jest na fali wznoszącej. Oprócz historycznego wyniku 20,8% w ostatnich wyborach do Bundestagu, w zeszłorocznych wyborach samorządowych na wschodzie Niemiec Alternatywa odniosła spektakularny sukces, osiągając 29,2% w Brandenburgii, 30,6% w Saksonii i 32,8% w Turyngii.

Większość osób ze społeczności LGBTQ+ z niepokojem obserwuje rozwój wydarzeń i wpływ, jaki na politykę ma AfD nawet bez uczestnictwa w rządzeniu, nękając organizacje queerowe licznymi interpelacjami i przyczyniając się do klimatu, w którym na przykład w Berlinie odcina się fundusze publiczne tęczowym inicjatywom i projektom. Jedno jest pewne: nawet lesbijka na czele Alternatywy dla Niemiec tutaj nie pomoże.

Czytaj cały 114. numer „Repliki”, dostępny jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej!

25 LAT WALKI O RÓWNOŚĆ Kampanii Przeciw Homofobii. Miko Czerwiński

ARTYKUŁ SPONSOROWANY

 

Z Miko Czerwińskim, osobą dyrektorską Kampanii Przeciw Homofobii, z okazji 25-lecia organizacji, rozmawia Anna Mikulska (KPH).

fot. Hania Linkowska

Gdy powstała Kampania Przeciw Homofobii, miałxś 11 lat. Wtedy też odbyła się w Warszawie pierwsza Parada Równości. Dorastałxś więc w czasach, gdy osoby LGBT+ w Polsce zaczęły być dostrzegane. Jak te zmiany wpłynęły na ciebie jako osobę nastoletnią?

Mój okres nastoletni to też pierwsze wspomnienia związane z KPH. Gdy miałxm jakieś 15–16 lat, w Gdańsku odbywał się festiwal wielokulturowy i Kampania miała tam swoje stoisko. Pamiętam, że brałxm stamtąd, trochę potajemnie, wszystko, co tylko mieli. To był mój pierwszy kontakt się z tematem LGBT+, dzięki któremu dowiedziałxm się więcej o sobie. Mogłxm wreszcie przeczytać merytoryczne materiały o tym, co czuję. W tym wieku zastanawiasz się, kim jesteś, szukasz właściwych słów. Tamten mały namiocik Kampanii w Gdańsku bardzo się w moim życiu zapisał.

W ubiegłym roku przejąłxś stery organizacji, ale związałxś się z KPH już dawno temu.

Jestem osobą członkowską KPH od około siedmiu lat. Przechodząc na stanowisko dyrektorskie, przypomniałxm sobie drugie, formujące dla mnie spotkanie z Kampanią, które miało miejsce wcześniej. To było szkolenie z rzecznictwa na rzecz osób LGBT+. Dowiedziałxm się, jak rozmawiać z politykami_czkami, jak poruszać się w tym obszarze, by najskuteczniej działać na rzecz naszej społeczności. W KPH istnieje zespół rzeczniczy, który codziennie walczy w ten sposób o nasze prawa.

Jakie wydarzenia na przestrzeni lat działalności organizacji były, twoim zdaniem, najważniejsze dla praw i ruchu LGBT+ w Polsce?

Jednym z kamieni milowych był rok 2023, czyli wygrana KPH przed ETPCz (Europejskim Trybunałem Praw Człowieka – przyp. red.). Sprawa dotyczyła związków osób tej samej płci. To pokazało, że działania KPH przynoszą zmianę. Równie ważnym obszarem naszej działalności jest wsparcie ruchu LGBT+.

I tu kolejne wspomnienie: pamiętam, jak bardzo pomógł nam grant od KPH, gdy jeszcze pracowałxm przy Marszu Równości w Krakowie. Dziś wspieramy lokalne działania społeczności nawet w najmniejszych miastach.

Jednym z flagowych projektów KPH jest plebiscyt Korony Równości, który w tym roku odbywa się po raz ósmy. Skąd pomysł na taką inicjatywę?

Jeszcze przed Koronami KPH organizowała galę osób sojuszniczych „Ramię w ramię po równość”. Wiemy, że rola osób sojuszniczych jest niezbędna w dążeniu do równości. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że widzimy i cenimy ich zaangażowanie. Jednak osiem lat temu zapadła decyzja, by docenić również osoby queerowe, które działają dla naszego wspólnego dobra. I tak powstał plebiscyt Korony Równości, który celebruje tych, którzy przyczyniają się do zmiany na lepsze. Korony są dziś dużym wydarzeniem i wiemy, że wielu osobom zależy na otrzymaniu nominacji. Razem świętujemy ich sukces podczas uroczystej gali.

Podoba mi się to, że do Koron każdy może zgłosić swojego_ją faworyta_kę. W ten sposób KPH oddaje sprawczość społeczności, która najlepiej wie, kto najwięcej dla nich zrobił.

Działa to tak: po otrzymaniu kandydatur kapituła selekcjonuje osoby nominowane do nagrody w każdej z ośmiu – zwyczajowo – kategorii: Aktywizm, Instytucje, Prawo, Polityka, Media, Internet, Biznes i Kultura. Potem głos wraca do społeczności, która decyduje, która z osób dostanie nagrodę. To nagroda od nas wszystkich.

Nagroda tym bardziej ważna, że Karol Nawrocki niedawno zawetował pierwszą w historii Polski ustawę regulującą związki jednopłciowe, która trafiła na biurko Prezydenta RP. To oznacza, że dziś społeczność jeszcze bardziej potrzebuje wsparcia i motywacji do dalszych działań.

Trzeba przyznać jasno – decyzja Karola Nawrockiego kończy prawie dwuletnią drogę projektu, który miał szansę po raz pierwszy uznać prawnie związki osób tej samej płci. Projektu, który mimo wielu perturbacji politycznych, miał większość w obu izbach parlamentu, a jednocześnie cieszył się poparciem społecznym. W ponad dwudziestoletniej historii walki o ustawę nigdy wcześniej nie byliśmy jako społeczność tak blisko przynajmniej minimum rozwiązań, których potrzebujemy.

Mimo to nie powinniśmy zapominać o licznych sukcesach, które jako osoby LGBT+ odnieśliśmy w tym roku.

Na przykład?

Konsekwentnie budowaliśmy i wciąż budujemy poparcie społeczne dla uznania prawnego związków osób tej samej płci – zarówno związków partnerskich, jak i małżeństw, które w ostatnich miesiącach sięga niemal 80%! To właśnie powoduje, że politycy i polityczki nie mogą już nie zauważać potrzeb osób LGBT+ w swojej agendzie.

Postulat wprowadzenia związków partnerskich pojawił się też w programach wyborczych trzech z czterech partii, które 13 grudnia 2023 r. objęły władzę. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie konsekwentna, wieloletnia praca wielu grup i osób, które na ulicach, marszach, w sądach, ale też działając w strukturach partii politycznych zabiegały i przypominały o postulatach społeczności osób LGBT+. Oczywiście, decyzja Karola Nawrockiego jest gorzką pigułką, jednak nie zapominajmy o tym i doceńmy naszą pracę jako społeczności, naszą determinację w walce o równe prawa, szacunek i widoczność.

Wierzysz, że będziemy żyli w Polsce równych praw?

Nie mam co do tego wątpliwości. Poprzez różne strategie zmierzamy do tego wspólnego celu: Polski z pełną równością małżeńską, z gwarancją ochrony praw każdej rodziny, z opartą na szacunku i godności procedurą uzgodnienia płci czy skuteczną walką z mową nienawiści i przemocą motywowaną uprzedzeniami wobec społeczności osób LGBT+. To długi marsz po równość – niełatwy i pełen zakrętów, ale konsekwentny i z jasnym celem, który osiągniemy.

 

Dowiedz się więcej o Koronach Równości i zagłosuj w plebiscycie: www.koronyrownosci.pl

Grzegorz Garboliński – Radny Miasta Kraków: GEJ, ALE JEDNAK NASZ

ZADANIE PUBLICZNE FINANSOWANE ZE ŚRODKÓW MIASTA KRAKOWA 

Z 25-letnim GRZEGORZEM GARBOLIŃSKIM, najmłodszym, a jednocześnie pierwszym jawnym gejem w Radzie Miasta Krakowa, członkiem zarządu krakowskiej Nowej Lewicy, rozmawia Tomasz Piotrowski

Co skłoniło cię do zaangażowania się w politykę?

Powstanie partii „Wiosna” Roberta Biedronia w 2019 r. Wtedy wiedziałem głównie tyle, że jestem młodym gejem i chciałbym, żeby innym młodym gejom żyło się w Polsce lepiej. To był mój punkt wyjścia. Z czasem dochodziły kolejne postulaty – społeczne, samorządowe, gospodarcze – ale wszystko zaczęło się od doświadczenia bycia częścią mniejszości. To ono nauczyło mnie empatii i wrażliwości na wykluczenie.

Zawsze miałem też potrzebę wpływania na rzeczywistość. W 2020 r. w moim liceum interweniowałem choćby w sprawie żołnierzy wyklętych, których portrety wisiały na korytarzach. Wśród nich byli też ci, którzy mieli udowodnione zbrodnie. O moim proteście pisała wtedy „Gazeta Wyborcza”, portrety zostały zdjęte, a ja po raz pierwszy poczułem sprawczość – że można upomnieć się o prawdę i można wygrać.

Bardzo ukształtował mnie też dziadek. Trochę zastępował mi ojca, którego przez rodzinne problemy – także związane z brakiem akceptacji mojej orientacji – często przy mnie nie było. Dziadek od zawsze ma w sobie ogromną ciekawość świata, a przy tym zachęcał do zadawania pytań. Zawsze dużo czytał, a przy jego łóżku piętrzą się książki i gazety. Jako dzieciak często po nie sięgałem – nawet jeśli były to wcale niełatwe lektury o II wojnie światowej czy starożytnym Rzymie.

fot. Karolina Król / @karolina.here

Też jest lewicowy?

Powiedziałbym raczej, że progresywny. Nie zajmuje się polityką w aktywny sposób. Na pewno nie jest jednak człowiekiem prawicy, ma liberalne poglądy i dużą otwartość. Mam poczucie, że to raczej ja przesunąłem dyskusję w domu w stronę lewicową. Dziś moja rodzina zupełnie inaczej patrzy na rzeczywistość polityczną i sytuację mniejszości niż jeszcze kilka lat temu.

Z jakimi postulatami szedłeś po stanowisko radnego? Co już udało ci się zrealizować?

Wcześniej byłem już radnym swojej dzielnicy Podgórza Duchackiego, znałem więc jej problemy. Od dzieciństwa mieszkam na obrzeżach Krakowa, na osiedlu z wielkiej płyty, więc problemów tu nie brakuje. Jednym z kluczowych tematów było dla mnie budownictwo społeczne. Kraków przez lata wyprzedawał mieszkania z gminnego zasobu, zamiast traktować je jako narzędzie polityki mieszkaniowej. Dziś udało się ograniczyć tę wyprzedaż i rozpocząć proces budowy nowych mieszkań. Uruchamiamy właśnie cztery konkursy architektoniczne na nowe bloki. Będzie to więc naprawdę jakościowe budownictwo społeczne, które stanie się dobrym przykładem na przyszłość.

Drugim ważnym obszarem były dla mnie szkoły, przedszkola i żłobki. Na początku mojej kadencji odwiedziłem praktycznie wszystkie lokalne placówki. Zobaczyłem, jak niewiele się w nich zmieniło od czasu, kiedy sam byłem uczniem. Często wchodziłem do budynku i widziałem dokładnie te same szatnie, te same sale, te same zaniedbane korytarze. Udało się już doprowadzić do wielu – bo ponad 40 – remontów. Dla mnie to ważne, bo dzieciaki z bloków, nierzadko z rodzin z problemami, powinny mieć w szkole estetyczne, bezpieczne miejsce, które „mówi” im: „jesteście ważni”.

Podobnym sposobem na odczarowanie naszych peryferyjnych osiedli jest organizacja wydarzeń kulturalnych. Bo kultura to nie tylko centrum, zabytki, teatry, opera i filharmonia. To także nasze osiedla z wielkiej płyty. Dlatego w tym roku udało się zorganizować pierwsze rodzinne święto dzielnicy z występami gwiazd, w tym lubianego przez młode pokolenie Janna, którego udało się ściągnąć, a niebawem ruszamy z pierwszym maratonem kin plenerowych. Wydarzenia, które odbywają się w przestrzeni naszych blokowisk, uczą nas współodpowiedzialności i troski za te miejsca i siebie nawzajem.

My w „Replice” staramy się promować wyoutowane osoby LGBT+ startujące w wyborach. Pamiętam, że ty też w 2024 r. wysłałeś nam swój plakat, byśmy wrzucili go na nasze media społecznościowe. Bardzo doceniłem, że była na nim tęczowa flaga.

Politykiem się bywa, a członkiem społeczności LGBT+ jest się cały czas. Nigdy nie wstydziłem się tęczowej flagi. Nawet jeśli ukrywanie się byłoby politycznie wygodne, dla mnie nie byłoby tego warte. Jako pierwszy wyoutowany gej w Radzie Miasta Krakowa mam też poczucie odpowiedzialności za to, żeby tę społeczność reprezentować i upominać się o nią, skoro nikt inny tego nie robi.

Jedną z moich pierwszych inicjatyw było złożenie wniosku o usunięcie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z kapituły medalu Cracoviae Merenti. Wcześniej przez lata protestowałem z mieszkańcami przeciwko jego działaniom pod krakowską kurią. Uważałem, że człowiek, który publicznie krzywdzi społeczność LGBT+, nie powinien współdecydować o najważniejszych miejskich wyróżnieniach. To była trudna, głośna politycznie sprawa, ale finalnie udało się ten projekt przegłosować. Był dla mnie ważny także symbolicznie – jako wyraźne odcięcie się miasta od języka pogardy.

Udało się też doprowadzić do tego, że miasto po raz pierwszy realnie wspiera przestrzeń tworzoną przez społeczność LGBT+, bo partycypuje finansowo w powstawaniu nowej siedziby Federacji Znaki Równości (więcej o tym na stronie 8 – przyp. red). W tym roku próbowałem doprowadzić do tego, by po raz pierwszy zostały zabezpieczone środki na współorganizację Marszu Równości. To było dla mnie symboliczne, bo krakowscy politycy bardzo lubią przychodzić na Marsz, robić sobie zdjęcia, wywieszać flagę na magistracie – co oczywiście też jest ważne – ale dużo rzadziej idzie za tym realne wsparcie finansowe. Finalnie tych środków nie udało się jeszcze w tym roku przepchnąć przez urząd tak, jak chciałbym, ale będziemy próbować do skutku.

Udało się za to przeprowadzić szereg szkoleń równościowych dla urzędników i nauczycieli z krakowskich szkół. Obecnie pracujemy z kolei nad pierwszą miejską kampanią społeczną skierowaną do osób LGBT+ i ich otoczenia. Bardzo zależało mi, by nie była to kampania wymyślona zza biurka przez agencję reklamową, tylko żeby powstawała we współpracy z organizacjami oraz samą społecznością. Tak rzeczywiście się stało – koncepcja powstawała podczas warsztatów prowadzonych przez Miko Czerwińskiego z Fundacji Równość.org.pl, obecną osobę dyrektorską Kampanii Przeciw Homofobii.

Kampanię zobaczymy w przestrzeni miejskiej już jesienią. Ma opowiadać o LGBT+ w lokalnej skali: o sąsiadach, rodzinach, wspólnocie, o życiu w blokach i na obrzeżach miasta, czyli tam, gdzie mieszkam. Bo właśnie tam ta widzialność i oswajanie tematu są dziś szczególnie potrzebne.

for. Karolina Król / @karolina.here

Z jakimi reakcjami się spotykasz jako pierwszy jawny gej w Radzie Miasta Krakowa?

Hejt pojawiał się i w trakcie kampanii, i pojawia się do dziś, szczególnie kiedy podejmuję tematy związane z naszą społecznością. Homofobia w pewnym sensie mi jednak spowszedniała. Spotykałem się z nią w szkole, byłem pobity, doświadczyłem jej też w domu po coming oucie. Najbardziej dziś bolą mnie chyba już nie ataki ze strony skrajnej prawicy, tylko sytuacje, kiedy zawodzą ci, którzy deklarują się jako sojusznicy.

Tak było choćby 17 grudnia 2025 r., gdy Rada Miasta Krakowa debatowała nad moją rezolucją do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie wykonywania przez krakowski Urząd Stanu Cywilnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw par tej samej płci. Na sesji było kilkadziesiąt osób ze społeczności i organizacji. Wybuchła ogromna awantura. Część osób, które rok wcześniej potrafiły przyjść na Marsz Równości i robić sobie tam zdjęcia, nie była w stanie stanąć po stronie społeczności. Nie było ich na sali. To zabolało mnie nie tylko jako inicjatora tej rezolucji, ale przede wszystkim jako członka społeczności. Bo przychodzi taki moment, w którym trzeba się jednoznacznie określić po stronie wartości. Ostatecznie rezolucji nie udało się przegłosować.

Planowaną kampanię społeczną dotyczącą osób LGBT+ kierujecie m.in. do takiej dzielnicy jak twoja – bo w takich dzielnicach homo- i transfobia jest największa. Ale jednocześnie to właśnie mieszkańcy twojej dzielnicy wybrali geja na swojego radnego.

Myślę, że działa tu trochę zasada, że „gej, ale jednak nasz”. Uzyskałem naprawdę dobry wynik na moim osiedlu, a mam sąsiadów, którzy głosują na prawicę, chodzą co niedzielę do kościoła. Wiedzą, że jestem gejem, praktycznie nigdy się z tym nie kryłem i jednak traktują mnie z szacunkiem. Dlatego tak ważna jest nasza widzialność i ta codzienna, oddolna praca – rozmowy z rodziną, sąsiadami, znajomymi. Jeśli znasz osobę z grupy mniejszościowej, dużo trudniej jest ci ją odczłowieczyć albo opowiadać o niej w kategoriach zagrożenia.

Powiedziałeś, że twój coming out przed rodzicami nie był łatwy.

Właściwie nie miałem coming outu. Zostałem z szafy wyciągnięty. W wieku piętnastu lat poznałem mojego pierwszego chłopaka i wrzuciłem z nim zdjęcie na Instagram, jak się całujemy. Ktoś doniósł o tym moim rodzicom. Kiedy wróciłem do domu, czekali już na mnie w salonie. Była awantura, płacz mamy, wyjście ojca z domu, a później kolejne awantury i przemocowe zachowania ze strony taty. Dostałem też szlaban.

Z czasem sytuacja się uspokoiła, a mama – kiedy ojciec wychodził do pracy – pozwalała mi spotykać się z chłopakiem. To było dla mnie ważne, choć oczywiście nie zmienia faktu, że cały ten okres był bardzo trudny: pierwsze zakochanie, motyle w brzuchu, poczucie, że świat jest piękny, a nagle wszystko zostaje przerwane przez agresję, złość i przemoc.

 

Fot. Karolina Król / @karolina.here

A ty sam kiedy zorientowałeś się, że jesteś gejem?

Myślę, że już w podstawówce. Ale długo nie znałem żadnego innego geja. Dopiero w gimnazjum poznałem chłopaka z równoległej klasy, z którym bardzo się zaprzyjaźniłem. Ta relacja dużo mi dała – pokazała mi, że nie jestem sam, że nie muszę zakładać słuchawek na uszy i w samotności słuchać piosenek Igora Herbuta na łąkach, płacząc i paląc papierosy. (śmiech)

Nie kryłem swojej orientacji przed znajomymi ze szkoły właściwie odkąd miałem piętnaście lat. To było moje rejonowe gimnazjum publiczne, ale – uwaga – katolickie. Prowadzone przez jezuitów.

Czyli nie było łatwo.

Powiedziałbym ci, że nie było źle, ale moja terapeutka już zwróciła mi uwagę, że „Pan opowiada o tym wszystkim tak, jakby to było nic”. A przecież były szykany, kpiny, głupie żarty. Dwukrotnie zostałem pobity przez rówieśników ze szkoły, ale przemoc spotkała mnie też na osiedlu, kiedy indziej przy kawiarni, gdzie mnie pobito, a obok siedziało mnóstwo ludzi i nikt nawet nie zareagował. Powód? Miałem różową koszulkę, białe rurki i kolczyk w uchu. To wystarczyło.

Nigdy nie byłem też „grzecznym” uczniem. Zdarzało mi się lądować u pedagoga czy wychowawczyni, bo się malowałem. Spierałem się o religię, wyszukiwałem najbardziej zawiłe zapisy statutu szkolnego i próbowałem je interpretować na swoją korzyść. Swoją drogą – podobno tuż po moim odejściu statut specjalnie zmieniono, żeby kolejny taki Grzesiu się im nie przytrafił. (śmiech)

Raz zostałem zwyzywany przez księdza, który nazwał mnie pedałem na szkolnym korytarzu właśnie z powodu kolczyka w uchu.

Chcesz więcej? W pierwszej klasie gimnazjum wygrałem wybory na przewodniczącego szkoły, miałem świetną kampanię, moje plakaty wisiały praktycznie wszędzie. Ostatecznie jednak nim nie zostałem, gdyż usłyszałem, że pierwszoklasista nie może pełnić tej funkcji, więc zaproponowano mi jedynie stanowisko wiceprzewodniczącego. Do dziś nie wiem, czy taka zasada naprawdę istniała, czy została wymyślona na potrzeby chwili – byle tylko gej nie został przewodniczącym samorządu katolickiej szkoły.

Jednocześnie jednak byli tam nauczyciele, którzy naprawdę się o nas troszczyli. Był wicedyrektor, który chodził po korytarzach i pytał uczniów, czy smakowała darmowa dla uczniów zupa i czy wszystko jest w porządku. Szkoła nie miała jednak żadnych kompetencji, żeby naprawdę wesprzeć ucznia LGBT+.

Najbardziej traumatyczne było jednak poczucie osamotnienia. Jedyną osobą w rodzinie, która zachowała się wtedy naprawdę dobrze, był mój dziadek, przed którym nigdy nie zrobiłem coming outu, ale wziął mnie kiedyś na rozmowę i powiedział: „Grzesiu, czy ty myślisz, że ja nie wiem, co się wokół ciebie dzieje? Ja zawsze będę twoim dziadkiem i zawsze będę cię kochał”.

 

Fot. Karolina Król / @karolina.here

Wracając do Krakowa: 24 maja br. odbyło się referendum, w którym odwołano dotychczasowego prezydenta miasta – Aleksandra Miszalskiego. Frekwencja była zbyt mała, by odwołać również Radę Miasta. Jeszcze w tym roku odbędą się przedterminowe wybory na urząd prezydenta (wśród kandydatek m.in. bohaterka numeru 115. „Repliki” – Aleksandra Owca). Co myślisz o nadchodzącej zmianie?

Dla społeczności LGBT+ nadchodzące wybory są realnym zagrożeniem. Coraz częściej słyszę nie tylko wśród osób obywatelskich, ale i w samej Radzie, że te przegrane przez dotychczasowego prezydenta referendum to „przez tęczowe osoby”, „przez Marsz Równości”, „przez tęczową flagę na budynku urzędu”. To absurd, ale niestety politycznie wygodny. Przed Krakowem stoi realne ryzyko skrętu w prawo w Radzie i na urzędzie prezydenckim. A to może oznaczać zatrzymanie albo cofnięcie wielu progresywnych działań skierowanych także m.in. do osób LGBT+, które udało się rozpocząć.

Marsz Równości (pod nazwą Marsz Tolerancji) odbył się w Krakowie 7 maja 2004 r. Była to pierwsza tego typu manifestacja w Polsce zorganizowana poza Warszawą. Wiele środowisk konserwatywnych i prawicowych próbowało zablokować wydarzenie. Protestowały też władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. W odpowiedzi na to wystosowano list otwarty do władz Krakowa i jego mieszkańców, pod którym podpisali się m.in. polscy nobliści: Wisława Szymborska i Czesław Miłosz. Marsz ostatecznie się odbył, ale uczestnicy wspominają go jako jedno z najbardziej niebezpiecznych wydarzeń LGBT+ w historii Polski. Przemarsz zaatakowały grupy pseudokibiców oraz konserwatywnych środowisk, które obrzucały uczestników jajkami, butelkami i kamieniami. Uczestnicy Marszu uciekali, chowali się w bramach. Jesteś Krakowianinem, żyjesz otwarcie od dziesięciu lat. Chyba wiele się już od 2004 r. zmieniło?

Zdecydowanie. Mamy coraz więcej miejsc LGBT-friendly, Marsze Równości – jak wspomniałeś – odbywają się od 22 lat, rozwija się Festiwal Queerowy Maj, a queerowe wydarzenia weszły do ważnych instytucji kultury. Widać też zmianę po stronie miasta – jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że prezydent, wiceprezydentka albo radni będą uczestniczyć w queerowych wydarzeniach i robić to w sposób oczywisty.

Wciąż mamy jednak dużo do zrobienia. Brakuje nam chociażby hostelu interwencyjnego dla osób LGBT+. Sam chodziłem za rękę z chłopakiem i całowałem się z nim w przestrzeni publicznej, ale nie powiem, żebym czuł się z tym całkowicie bezpiecznie. Ten lęk wciąż jest we mnie. I myślę, że to najlepiej pokazuje, ile jeszcze mamy do zrobienia.

Więc tak – Kraków się zmienia, ale wciąż nie jest miejscem, w którym każda osoba LGBT+ może po prostu odetchnąć i nie myśleć o konsekwencjach bycia sobą. Po to właśnie jestem w Radzie Miasta, po to działają lokalne organizacje i po to coraz mocniej angażują się instytucje miejskie, żeby Kraków naprawdę stawał się bezpieczniejszym miejscem do życia. Zmiana już się dzieje, ale wciąż jest o co walczyć.

 

 

*******************************

Czytaj więcej o tym, co dzieje się w Krakowie: 

Informacje o organizacjach pozarządowych:  ngo.krakow.pl 
Kraków dla Równości:  www.rownosc.krakow.pl

QUEEROWY DOM EQ w Krakowie

ZADANIE PUBLICZNE FINANSOWANE ZE ŚRODKÓW MIASTA KRAKOWA 

O Krakowskim Centrum Równości z EMANUELĄ LEWANDOWSKĄ (onx/jex), osobą wiceprezesującą Zarządu Federacji Znaki Równości, rozmawia Tomasz Piotrowski

Krakowskie Centrum Równości DOM EQ powstało w 2019 r. jako wspólna siedziba lokalnych organizacji LGBTQIAP+. Właśnie przenosi się do nowego, trzykrotnie większego lokalu.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie DOM EQ?

Do Federacji Znaki Równości należy dziś ponad dwadzieścia krakowskich organizacji równościowych, ale kiedy w 2019 r. tworzyłyśmy pierwszą wersję DOM EQ, było ich znacznie mniej. Większość nie miała własnych siedzib. Stowarzyszenia i fundacje były rejestrowane pod prywatnymi adresami osób aktywistycznych, a kiedy trzeba było się spotkać, do wyboru były jedynie kawiarnie i bary. Pierwotnym pomysłem na DOM EQ było więc stworzenie wspólnej siedziby, w której osoby aktywistyczne mogłyby się spotykać, pracować i rozwijać swoje inicjatywy. Badania i rozmowy pokazały jednak, że potrzeba czegoś więcej – bezpiecznej przestrzeni, która nie jest ani klubem, ani prywatnym mieszkaniem i w której można po prostu być. Tak powstał pierwszy DOM EQ, działający w wynajmowanym domu o powierzchni nieco ponad stu metrów kwadratowych.

 

Od lewej: Marianna Maśnik (koordynatorka DOM EQ),Łukasz Kupiec (Prezes Federacji Znaki Równości), Adam Łuczecki (Członek Zarządu FZR), Emanuela Lewandowska (Osoba Wiceprezesująca FZR), Dawid Wojtyczka (Osoba Wiceprezesująca FZR, Koordynator projektu DOM EQ 2.0) | fot. Dorota Grzegorczyk

Co można było tam robić?

Odbywały się tam m.in. bezpłatne warsztaty szycia, programowania i języków obcych, wspólne gotowanie, zajęcia rozwijające kompetencje społeczne, spotkania grupy teatralnej, klubu książki, wieczorki poetyckie czy wystawy. Działały też grupy wsparcia, między innymi dla osób transpłciowych i niebinarnych oraz rodziców osób queerowych. Miałyśmy także „wolne strefy” – nazwa powstała jako odpowiedź na „strefy wolne od LGBT”. Można było po prostu przyjść, spotkać innych ludzi, poczytać książkę z naszej społecznej biblioteki, zagrać w planszówki albo wspólnie coś ugotować. W kuchni czekała pełna lodówka, kawa i herbata. Przez sześć lat zorganizowałyśmy w DOM EQ ponad 2400 wydarzeń.

Dlaczego opuściłyście dotychczasowy budynek?

Stare okna przepuszczały zimno, instalacje wymagały wymiany, regularnie pękały rury, a czynsz rósł. Nasilały się też ataki: pojawiały się homofobiczne i transfobiczne napisy na murze, kradziono flagi, niszczono furtkę. Poza tym podczas niektórych wydarzeń frekwencja była taka, że zwyczajnie przestałyśmy się mieścić.

Jak udało się wam znaleźć nową siedzibę?

Pierwszy DOM EQ był całkowicie oddolną inicjatywą. Uznałyśmy jednak, że działamy przecież nie tylko dla samych organizacji, ale także po prostu dla mieszkanek i mieszkańców Krakowa, dlatego zaczęłyśmy rozmowy z władzami miasta. Wśród osób otwartych na współpracę był radny Grzegorz Garboliński, radny ze społeczności, angażujący się w inicjatywy na rzecz osób LGBTQIAP+ (patrz: wywiad na stronach 36–39 – przyp. red.). Stanęłyśmy do publicznego przetargu na lokal z zasobów Zarządu Budynków Komunalnych przy ul. Krakowskiej 22. Dzięki preferencyjnej stawce dla NGO za około trzysta metrów kwadratowych, a więc trzy razy więcej niż wcześniej, płacimy mniej. A znajdujemy się w centrum krakowskiego Kazimierza.

Co znajdzie się w DOM EQ 2.0?

Między innymi sala konferencyjna, przestrzeń do pracy. Będzie też kuchnia, biblioteka i minigaleria. Będziemy nadal organizować grupy wsparcia, a także bezpłatne porady prawne, pomoc psychologiczną i przeróżne wydarzenia. Wszystko to wciąż nieodpłatne. W budynku znajdzie się też kawiarnia społeczna połączona z naszym PrideShopem – sklepem z tęczowymi gadżetami i produktami stworzonymi przez queerowych artystów, który na razie działa online. Kawiarnia ma pomóc nam częściowo uniezależnić się od grantów i tworzyć miejsca pracy dla osób z naszej społeczności.

Z tego, co widziałem w waszych mediach społecznościowych, dużą część prac remontowych wykonałyście same.

Tak, by ograniczyć koszty. Ale duży remont realizowany przez miasto, obejmujący m.in. wymianę instalacji, witryn i okien, zaplanowano na koniec tego roku. Pełne otwarcie DOM EQ 2.0 planujemy dopiero na przyszły rok. Stwierdziłyśmy więc, że skoro i tak płacimy już za wynajem – trzeba jakoś skorzystać z tej przestrzeni. Pierwszą salę, która wymagała najmniej pracy, wyremontowałyśmy same, ze wsparciem niewielkiej ekipy remontowej. Pod koniec lipca oficjalnie otworzyłyśmy tzw. DOM EQ 1.5 – pierwszą wyremontowaną salę, która już służy społeczności i przyjmuje inicjatywy skierowane do osób LGBTQIAP+.

*******************************

Czytaj więcej o tym, co dzieje się w Krakowie: 

Informacje o organizacjach pozarządowych:  ngo.krakow.pl 
Kraków dla Równości:  www.rownosc.krakow.pl

RÓWNOŚĆ W KRAKOWIE

ZADANIE PUBLICZNE FINANSOWANE ZE ŚRODKÓW MIASTA KRAKOWA 

Kraków. Z jednej strony – miasto pomników, narodowych symboli, szkolnych wycieczek i opowieści o polskości budowanej wokół Wawelu. Z drugiej – europejska stolica weekendowych imprez. Czy dla osób LGBTQIA+ to jest dziś bezpieczne miejsce do życia?

Coś w Krakowie wyraźnie się zmienia. Widać to szczególnie w maju, gdy przez miasto przechodzi Marsz Równości, odbywa się Festiwal Queerowy Maj, a queerowa społeczność przejmuje przestrzeń miasta nie tylko protestem, ale też kulturą i sztuką. Organizatorzy Stowarzyszenia Queerowy Maj od lat też z tego patriotycznego ducha miasta korzystają – hasłem tegorocznego marszu było „Nie rzucim ziemi”, zaczerpnięte z „Roty” ikony LGBT+ Marii Konopnickiej, a oprawa graficzna wydarzenia inspirowana była folklorem oraz twórczością Zofii Stryjeńskiej. Towarzyszący marszowi Festiwal Queerowy Maj w ubiegłym roku stał się największym festiwalem tęczowej społeczności w Polsce. Tegoroczna edycja, podczas której zorganizowano blisko sto wydarzeń, pobiła ubiegłoroczny rekord. Symbolicznym momentem był również kolejny Queerowy Bal w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej – wydarzenie, które pokazuje, że queerowa społeczność coraz mocniej zaznacza swoją obecność także w najbardziej prestiżowych instytucjach kultury.

Ale prawdziwe pytanie brzmi dziś inaczej: czy za tęczowymi flagami idą konkretne działania miasta?

Po zwinięciu tęczowych flag

Jeszcze kilka lat temu medialnym symbolem zmiany była podświetlona na tęczowo Kładka Bernatka czy obecność przedstawicieli miasta na Marszu Równości. Takie gesty są ważne – szczególnie w kraju, w którym osoby queerowe przez lata słyszały od polityków głównie język pogardy lub lekceważenia. Znacznie trudniej jednak budować codzienny system wsparcia.

Kraków nie traktuje działań na rzecz równości osób LGBT+ jako jednorazowego wydarzenia ani jako tematu ograniczonego do maja – mówi Magdalena Furdzik, zastępczyni dyrektora Wydziału Polityki Społecznej, Równości i Zdrowia Urzędu Miasta Krakowa. – Całoroczna polityka miasta opiera się na czymś szerszym: na budowaniu miejskiego systemu równego traktowania, współpracy z organizacjami pozarządowymi, edukacji, działaniach antydyskryminacyjnych oraz tworzeniu miejsc, w których osoby doświadczające przemocy lub wykluczenia mogą uzyskać realną pomoc.

Co to oznacza w praktyce? Miasto stworzyło stanowisko Pełnomocniczki Prezydenta Miasta Krakowa ds. Polityki Równościowej. Jest nią obecnie Ewelina Pytel, do której można zgłaszać sprawy związane z prawami człowieka i tematyką równościową. Działa Rada ds. Równego Traktowania, której celem jest m.in. przeciwdziałanie dyskryminacji. Funkcjonuje też miejski serwis informacyjny „Kraków dla Równości”, a organizacje społeczne mogą otrzymywać wsparcie finansowe na działania równościowe. Jak podkreśla Furdzik: To jest mniej widowiskowe niż duże wydarzenie, ale niezwykle ważne, bo równość nie może zależeć wyłącznie od dobrej woli pojedynczych osób. Musi mieć swoje miejsce w strukturze urzędu, swoje procedury, osoby odpowiedzialne i kanały kontaktu.

Od deklaracji do codziennej pomocy

O tym, czy osoby LGBTQIA+ naprawdę mogą czuć się w mieście bezpiecznie, decydują jednak codzienne sytuacje: kontakt z urzędem, rozmowa z policją czy wezwanie pomocy w kryzysie.

W instytucjach miejskich standardem powinien być szacunek, brak deadnamingu, używanie preferowanego imienia i zaimków wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, oraz obsługa spraw urzędowych bez komentarzy, oceniania czy upokarzania – mówi Magdalena Furdzik. Jak podkreśla, miasto publikuje materiały edukacyjne dotyczące języka inkluzywnego wraz z poradami, np.: jak reagować na homofobiczne i transfobiczne komentarze oraz jak pytać o formę zwracania się do danej osoby.

Jednym z najważniejszych elementów systemu wsparcia jest działający całodobowo Ośrodek Interwencji Kryzysowej przy ul. Radziwiłłowskiej 8b. Oferuje on pomoc psychologiczną, prawną, wsparcie socjalne oraz – w razie potrzeby – schronienie, także osobom LGBTQIA+. Pracownicy zostali przeszkoleni z języka inkluzywnego, sytuacji prawnej osób LGBT+, stresu mniejszościowego i przeciwdziałania stygmatyzacji. Osoba, która zgłasza się po pomoc, nie powinna najpierw walczyć o uznanie swojej tożsamości – dodaje przedstawicielka magistratu. W praktyce oznacza to możliwość korzystania z preferowanego imienia i zaimków. Od 2025 r. w strukturze MOPS działa także Patrycja Durska, Krakowska Rzeczniczka ds. Przeciwdziałania Przemocy.

Równość jako polityka miasta

Kraków coraz częściej próbuje patrzeć na równość szerzej – nie tylko przez pryzmat pojedynczych wydarzeń czy interwencji. Miasto uczestniczyło w międzynarodowym projekcie FEMACT-Cities realizowanym w ramach programu URBACT IV, dotyczącym tworzenia bardziej bezpiecznych i włączających przestrzeni miejskich. Te działania zostały zauważone także poza Polską. W 2025 roku Kraków otrzymał Brązową Nagrodę Komisji Europejskiej w konkursie European Capitals of Inclusion and Diversity Award.

Jeszcze kilka lat temu wiele działań wymagało tłumaczenia, dlaczego w ogóle miasto powinno zajmować się osobami LGBT+ – wyjaśnia Magdalena Furdzik. – Dziś coraz częściej punktem wyjścia jest nie pytanie: „czy to jest rola miasta?”, ale: „jak zrobić to dobrze?”.

I może właśnie tutaj najlepiej widać zmianę, która wydarzyła się w Krakowie – nie tylko w liczbie tęczowych wydarzeń, lecz także w tym, że równość coraz częściej zaczyna być traktowana jako element jakości życia w mieście.

*******************************

Czytaj więcej o tym, co dzieje się w Krakowie: 

Informacje o organizacjach pozarządowych:  ngo.krakow.pl 
Kraków dla Równości:  www.rownosc.krakow.pl

Ignorancja i nieuświadomiony przywilej Ignacego Lissa

mat. pras.

 

TEKST: Mariusz Kurc, współpraca Daniel Oklesiński 


Żeby poradzić sobie z rolą współczesnego geja, nie wystarczy być sprawnym aktorsko 

Wstrzymywaliśmy się z komentarzem odnośnie do wypowiedzi Ignacego Lissa. Dla tych, co nie są na bieżąco: to aktor grający główną rolę Filipa – geja, lekkoducha, imprezowicza i narkomana, który musi zająć się malutką córką swej zmarłej siostry – w nowym serialu HBO Max pod tytułem „Proud”. Pierwszy odcinek miał premierę w piątek, 12 czerwca – tuż przed warszawską Paradą Równości. Wstrzymywaliśmy się z komentarzem, bo po tym, jak do aktora dotarła fala słusznej krytyki, nasz kolega redakcyjny, szef działu filmowego Daniel Oklesiński skontaktował się z Lissem w ramach przygotowania dłuższego komentarza dla Mint Magazine (TUTAJ TEN TEKST) . Miało dojść do spotkania. Jednak w pewnym momencie aktor zamilkł, kontakt się urwał.

 

Mamy więc tylko te wypowiedzi Lissa, jakich udzielił w dotychczasowych wywiadach. Daniel Oklesiński odniósł się do nich wyczerpująco w tekście dla „Mint Magazine” – polecamy. A poniżej – nasze krótkie komentarze do wypowiedzi Ignacego Lissa. 

 
1. Zacznijmy od chyba najgorszej – dla amerykańskiego „Variety” 

Liss o serial “Proud”: ”This isn’t about same-sex couples’ rights – this topic doesn’t even exist in Poland – but we do show that some people are bothered by Filip’s sexual orientation. We know this problem exists” (“To nie jest o prawach par jednopłciowych – ten temat nawet nie istnieje w Polsce – ale rzeczywiście pokazujemy, że niektórym ludziom orientacja seksualna Filipa przeszkadza. Wiemy, że te ten problem istnieje”) 

 

Aż trudno uwierzyć. Temat praw par jednopłciowych „nie istnieje w Polsce” – słowa te padły w czasie, w którym projekt ustawy dający pewne prawa parom jednopłciowym właśnie przeszedł przez Sejm i trafił do Senatu. 

 

2. W wywiadzie dla Plejady: 

„Wydaje mi się że trzeba być bardzo ostrożnym i staram się być bardzo apolityczny, jeśli chodzi o wszelakiego rodzaju parady, pikiety, protesty, ponieważ nie lubię tego w naszym kraju, że jesteśmy tak bardzo skłóceni i poróżnieni. Bardzo często mówimy o tym samym i mamy podobne poglądy, a kłócimy się i rzucamy w siebie obelgami. Staram się po prostu unikać takich historii. (…) Jestem zwolennikiem rozmowy i słuchania siebie nawzajem, a nie wyzywania i skreślania.” 

O wyzywanie i skreślanie Liss – deklarujący się jako katolik – powinien mieć chyba pretensje właśnie do kościoła katolickiego. To z jego strony padały takie wyzwiska wobec ludzi LGBT+ jak „tęczowa zaraza” a katechizm katolicki „skreśla” osoby LGBT, uznając relacje homoseksualne za „moralne nieuporządkowanie”. 

Apolityczny? Zagrał geja we współczesnym serialu w Polsce w 2026 r., gdy temat praw osób LGBT jest jednym z najgorętszych tematów politycznych – i chce być apolityczny? 

 

3. Na własnym Instagramie: 

„Wierzę w to, że jest mnóstwo osób, które są w tych mniejszościach seksualnych, które też nie przepadają za takimi miejscami jak Parada Równości, czy Marsz Niepodległości czy inne protesty i pikiety, bo po prostu nie czują się tam bezpiecznie, ja trochę tak mam.” 

W reakcji na krytykę Liss wypowiedział powyższe słowa na swoim Instagramie – i tylko pogorszył sytuację. Zestawienie Parady Równości z Marszem Niepodległości świadczy o ignorancji aktora – prawdopodobnie nigdy na żadnej Paradzie nie był – co z kolei pod znakiem zapytania stawia prawdziwość stwierdzenia, że „nie czuje się tam bezpiecznie”. Można nie czuć się bezpiecznie w miejscu, w którym nigdy się nie było? 

A przede wszystkim Ignacy Liss powinien mieć świadomość, że bez Parad/Marszów Równości jego serialu by nie było. To my, społeczność LGBT+, walcząc od dekad na różne sposoby (m.in. poprzez Parady/Marsze Równości), sprawiliśmy, że wielka korporacja taka jak Warner Bros Discovery zdecydowała się zainwestować środki w serial właśnie o takiej tematyce. 

Parady mogą się Lissowi podobać lub nie, może on na nie chodzić lub nie – tak czy inaczej są one od ponad pół wieku jednym z głównych „narzędzi” emancypacji ludzi LGBT+ w całym zachodnim (i nie tylko zresztą) świecie. Chyba skutecznym, skoro sytuacja osób LGBT+ na tym obszarze zmieniła się w ciągu tego pół wieku diametralnie na lepsze. 

 

4. W wywiadzie dla „K-Mag” 

„Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” 

 

„Bardzo dużo zależało od tego, kto stanie po drugiej stronie kamery i jak potraktuje tę historię – czy będzie próbował kogokolwiek indoktrynować swoimi poglądami, czy po prostu opowie historię człowieka i pokaże, że taka historia ma prawo się wydarzyć.” 

 

„Cieszę się, że to właśnie ja mogłem stać się częścią tej historii, a nie osoba, powiedzmy, z tego konkretnego środowiska gejowskiego.” 

 

Gwoli ścisłości, papież Franciszek przyjął osoby transpłciowe na spotkaniu, nie znaleźliśmy informacji, jakoby mył w Wielki Czwartek nogi osobom trans. A co generalnie Liss miał na myśli, przywołując Franciszka? Że zagranie roli geja może przez kogoś być postrzegane jako pewna ujma na honorze – a więc wymaga odwagi? Nie, te czasy już minęły – ale nie minęły same z siebie, tylko społeczność LGBT poprzez lata pracy zmieniła nastawienie ogółu społeczeństwa. Poza tym,   

 

Ignacy Liss powinien wiedzieć, że żadna współczesna historia osoby LGBT+ w Polsce nie jest historią „po prostu”. Jest historią specyficzną dlatego, że specyficzna jest sytuacja osób LGBT+ – borykających się z systemowymi uprzedzeniami i dyskryminacją. Choćby nie wiem, jak reżyser czy scenarzysta (czy aktor) chciał  – nie ucieknie od „kontekstu”, w jakim żyją osoby LGBT+. 

 

Natomiast trzecia wypowiedź to już hardcorowa homofobia – Liss cieszy się, że roli Filipa nie zagrał aktor, który jest wyoutowanym gejem. (Zdaje się też, że nie ma zielonego pojęcia o trwającej od dobrych kilku lat dyskusji o zatrudnianiu aktorów hetero/cis do ról LGBT+ a to temat-rzeka.) 

 

5. W wywiadzie dla „GQ”: 

„Marzy mi się, że ten serial nie będzie polaryzował opinii, bo jestem już zmęczony dyskusjami o aborcji czy prawach par jednopłciowych. To bardzo ważne, ale nie chcę być aktywistą. Nikt z ekipy pracującej przy tym filmie nie chciał nosić żadnych transparentów. Chcieliśmy zrobić historię o miłości. Każdy ma do niej prawo, nieważne, kim jest.” 

 

W tej wypowiedzi chyba najlepiej widać, że Liss mówi z pozycji człowieka nawet niezdającego sobie sprawy z tego, w jak uprzywilejowanej pozycji się zajmuje. Heteroseksualny facet jest „zmęczony dyskusjami o aborcji czy prawach par jednopłciowych” – a więc kwestiami, które bezpośrednio w ogóle go nie dotyczą! Nie przychodzi mu do głowy, że osoby bezpośrednio tymi kwestiami zainteresowane są zmęczone dużo bardziej – ale nie mają wyjścia. Jeśli bowiem chcemy mieć te kwestie tak załatwione, jak to jest standardem w krajach zachodnich, musimy walczyć. 

Gdyby Liss był białym amerykańskim farmerem w połowie XIX wieku, zapewne męczyłyby go dyskusje o zniesieniu niewolnictwa – i namawiałby Czarnych do nienoszenia transparentów, nawoływałby do „spokojnej” rozmowy. 

Żadna mniejszość nie wywalczyła żadnych praw, grzecznie o nie prosząc. 

 

„Chcieliśmy zrobić historię o miłości. Każdy ma do niej prawo, nieważne, kim jest” – tu Liss ponownie sprzeniewierza się religii, którą według jego własnych słów wyznaje. Przypomnijmy: zgodnie z katolickim katechizmem, osoby LGBT nie mają prawa do miłości. 

 

 

*** 

 

Ignorancja Ignacego Lissa ujawnia jeszcze jeden problem – ignorancję Warner Bros Discovery. Jak można było do tego stopnia nie przygotować głównego aktora serialu do jego promocji? 

 Ale jest też coś optymistycznego: reakcja naszej społeczności. Na Instagramie aktora pojawiła się cała fala… nie, nie hejtu, a rzetelnej, merytorycznej krytyki. Brawo! 

 

Tylko u nas! Fragmenty utworów z nowej płyty MONY LIZAK!

Kilka dni temu informowaliśmy Was o premierze „Occultici” Mony Lizak – jednej z najbardziej bezkompromisowych i osobistych płyt na polskiej scenie queerowej. Dziś wracamy do tego projektu z czymś wyjątkowym! Jako matronka medialna albumu publikujemy ekskluzywny materiał dostępny tylko w „Replice” – pełną tracklistę „Occultici” wraz z opisami wszystkich utworów i ich fragmentami!

 

Okładka płyty “Occultica”

 

Premiera „OCCULTICI” już 27 marca!

To nie jest zwykła płyta – to pełnokrwisty rytuał, mroczny spektakl utkany z elektroniki, industrialnego pulsu, klubowego transu i teatralnej ekspresji. Album prowadzi słuchacza przez cztery kolejne fazy metafizycznej ceremonii: seans spirytystyczny, opętanie, egzorcyzm oraz epilog – uświęcenie. W tej podróży muzyka staje się medium, teksty – zaklęciami, a głos Mony Lizak – głosem osoby, która wreszcie decyduje się zdjąć maskę.

Jeśli chcecie naprawdę wejść w świat „Occultici” – nie tylko go usłyszeć, ale zrozumieć i poczuć – ten materiał jest dla Was!

 

 

OCCULTICA” – OPISY UTWORÓW

 

CHAPTER I – SESSIO SPIRITUALIS

  1. Occultica

Album otwiera mroczna inwokacja – elektroniczny seans spirytystyczny ubrany w pulsujący dark synth-pop i house lat 90. W tempie 120 BPM w tonacji G-moll powstaje klubowy rytuał: przesterowane basy, syntezatory i industrialny puls budują atmosferę hipnotycznego transu. Tekst prowadzi słuchacza do świata, w którym umysł staje się planszą Ouija, a duchy przeszłych relacji, ambicji i obsesji zaczynają przemawiać własnym głosem. Mona Lizak przywołuje obrazy Boscha, Klimta czy Dalego, malując galerię ludzkich grzechów. „Occultica” jest bramą do całego albumu – zaproszeniem do tańca z własnymi demonami.

 

  1. Bible (ft. Tempera Mental)

To jeden z najbardziej prowokacyjnych momentów albumu – 160 BPM, eksplozja industrialnego house’u i etnicznych motywów elektronicznych. Agresywne partie smyczkowe i ciężka perkusja tworzą niemal rytualny groove, a duet z Temperą Mental zamienia się w erotyczno-religijną grę symboli w gotyckiej katedrze. Tekst igra z ikonografią religijną, zamieniając świętość w cielesność i pożądanie. „Bible” jest jak bluźniercza msza odprawiana w klubowym półmroku – prowokacyjna, ironiczna i uzależniająco taneczna.

 

  1. Losing Game (ft. Ivanka)

Cinematic house-pop w tonacji C-moll zamienia historię kolejnego złamanego serca w dramatyczny klubowy manifest. Mocne bębny, syntezatorowe basy i smyczkowe akcenty tworzą wpadający w ucho refren, w którym emocje eksplodują. W duecie z Ivanką utwór opowiada o toksycznych relacjach, powtarzalnych schematach i bolesnym momencie, gdy człowiek uświadamia sobie, że miłość była tylko grą. Z popiołów tej porażki rodzi się jednak siła – odrzucenie roli ofiary i odzyskanie własnej korony.

 

  1. Addicted

Brudny, pulsujący industrialny house opowiada o uzależnieniu od drugiej osoby. Przesterowane gitary, glitchy efekty i ciężki czterotaktowy beat tworzą niemal fizyczne napięcie. Tekst balansuje między erotyczną obsesją a emocjonalnym uzależnieniem – pragnienie staje się tu głodem, który wymyka się spod kontroli. „Addicted” to klubowy moment całkowitego zatracenia się w drugiej osobie.

 

  1. Ready for Love

Zamknięcie pierwszego rozdziału przynosi monumentalny drum’n’bass z symfoniczną orkiestrą i chórem. Skrzypce, elektroniczne arpeggia i dynamiczna sekcja rytmiczna tworzą dramatyczny kontrast z kruchym tekstem o strachu przed kolejnym zranieniem. Mona Lizak balansuje między nadzieją a lękiem: czy po wszystkich bitwach serca można jeszcze zaufać miłości? To moment ciszy przed kolejną częścią rytuału.

 

CHAPTER II – POSSESSIO

 

  1. Thirty-Something (ft. Lady Brigitte)

Energetyczny, ironiczny manifest wolności ubrany w electro-swing z jazzową sekcją dętą i klubowym beatem. Mona Lizak i Lady Brigitte celebrują życie poza społecznymi schematami, bez oczekiwań narzuconych przez innych. Utwór jest jednocześnie kabaretowy i buntowniczy: między brassowymi riffami a tanecznym groovem pada jasna deklaracja – życie to scena i każdy sam pisze swój scenariusz.

 

  1. Rosalia (ft. Amba Fatima)

Latynoski klimat reggaetonu i trapu spotyka się tu z ironicznym popem. Utwór balansuje między flirtującą fantazją a autoironią – bohaterka marzy o nagraniu piosenki z Rosalią – hiszpańskojęzyczną gwiazdą, jednocześnie śmiejąc się z własnych ambicji. Wtóruje jej Amba Fatima, która jak gdyby z przekąsem, odpowiada na stawiane przez Monę tezy. Rytm dembow, gitarowe akcenty i pulsujący subbas tworzą lekki, klubowy numer o pragnieniu sławy, fantazjach i popkulturowych marzeniach.

 

  1. Tarantula

Mroczny klubowy banger inspirowany moombahtonem i reggaetonem. Orientalne syntezatory i ciężki bas tworzą atmosferę egzotycznego niepokoju. „Tarantula” to metafora drapieżnej kobiety – uwodzicielskiej, niebezpiecznej i nieprzewidywalnej. Tekst bawi się symboliką pająka jako istoty, która jednocześnie przyciąga i przeraża.

 

  1. Just Go Home (ft. Patryk Janiak)

Jeden z najbardziej tanecznych i najjaśniejszych momentów płyty – disco-dance-pop z funkowym basem i błyszczącymi syntezatorami. W duecie z Patrykiem Janiakiem Mona Lizak tworzy queerowy hymn pewności siebie. Utwór jest odpowiedzią na plotki, hejt i zazdrość – klubowa deklaracja dumy i autentyczności. Gdy bohaterka wchodzi na parkiet, wszyscy patrzą.

 

  1. Voices in My Head

Energetyczny miks trapu i pop-punkowej agresji opowiada o wewnętrznym chaosie i autodestrukcyjnych myślach. Smyczki, szybkie tempo i krzyczane refreny oddają spiralę wątpliwości. Tekst jest brutalnie szczery – o nadmiernym gadaniu, sabotowaniu własnych relacji i strachu przed samotnością. To moment, w którym opętanie zaczyna mówić własnym głosem.

 

  1. Mirrors

Jeden z najbardziej osobistych utworów albumu. Cinematyczny alternative trap z orkiestralnymi smyczkami tworzy ciężką, introspektywną atmosferę. Tekst dotyka problemów z ciałem, uzależnień, poczucia obcości wobec własnego odbicia. „Mirrors” to moment brutalnej konfrontacji z samym sobą – gdy maski opadają, a prawda staje się nie do uniknięcia.

 

CHAPTER III – EXORCISMUS

 

  1. L.O.K. Me

Eksplozja nu-metalu, drum’n’bassu i rap-rocka o tempie 160 BPM. Gitary, industrialne syntezatory i agresywne wokale oddają paranoję zdrady i zazdrości. Tekst jest brutalny, niemal groteskowy – obsesja miłości zamienia się w destrukcyjną furię. To moment, w którym demony przejmują kontrolę.

 

  1. Queen of Cups (ft. Hekate Sama)

Industrialny trap z potężnymi gitarami i mroczną energią. W duecie z Hekate Sama utwór zamienia się w manifest czarownicy, która odzyskuje władzę nad własnym losem. Tarotowa karta „Queen of Cups” zostaje tu odwrócona – zamiast empatii pojawia się gniew i magia zemsty.

 

  1. A Fukken Freakshow

Jedna z najbardziej teatralnych kompozycji na albumie. Industrialny trap spotyka cyrkową groteskę: akordeonowe riffy, śmiech i chaotyczna energia tworzą klimat mrocznego kabaretu. Tekst opowiada historię outsidera, który przetrwał wszystko – miłość, uzależnienia, upadki – i teraz sam ogłasza się właścicielem własnego cyrku.

 

  1. Sexence

Elektroniczny, pulsujący dance-pop z elementami synthwave, trap i house. To najbardziej cielesny utwór albumu, eksplorujący temat seksualności jako przestrzeni wolności i szczerości. Tekst balansuje między erotyką a potrzebą prawdziwej bliskości – pragnienie fizyczne staje się drogą do emocjonalnej prawdy.

 

  1. Ghost (ft. Aquarius)

Po burzy emocji pojawia się melancholijna refleksja. „Ghost” to emocjonalna, taneczna ballada z elektronicznym pulsem, opowiadająca o utracie i pamięci. Duet z Aquariusem tworzy przestrzeń na żałobę po relacji, która już nie istnieje – pozostaje tylko jej duch.

 

  1. City of Death

Brutalny portret nocnego życia wielkiego miasta. Industrialny beat i surowa energia opisują Berlin jako miejsce hedonizmu, uzależnień i duchowego wypalenia. Klubowe noce zamieniają się w spiralę autodestrukcji, w której bohaterowie gubią siebie.

 

EPILOGUE – SANCTIFICATIO

 

  1. No Gods (ft. Amba Fatima & Vipera)

Finał albumu jest filozoficznym katharsis. Wspólnie z Ambą Fatimą i Viperą Mona Lizak zamyka rytuał refleksją nad sensem życia, wiarą i duchowością. Elektroniczna produkcja spotyka się tu z niemal mistyczną atmosferą. W świecie bez bogów jedyną świętością okazuje się życie samo w sobie – kruche, krótkie, ale prawdziwe.

“Occultica” – lista utworów

 

 

Premiera w Surowcu” we Wrocławiu

Oficjalna premiera albumu odbędzie się 27 marca we wrocławskim klubie Surowiec, znanym z bycia sercem queerowej kultury w mieście. To idealne miejsce na rytuał – klub mieści się przy samej Galerii Neonów przy ul. Ruskiej, a jego wnętrza przypominają mroczne, podziemne lochy. Na scenie pojawią się wszyscy artyści i artystki zaproszeni do współpracy przy płycie, a wydarzenie zaplanowano jako pełnoprawny performatywny rytuał muzyczny, łączący koncert, klubową energię i teatralną narrację.

Na miejscu dostępny będzie również specjalny merch związany z albumem – od płyt fizycznych po limitowane gadżety.

 

Kim jest Mona Lizak?

Mona Lizak (Adrian Kraweć) to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny queerowej – wokalistka, raperka, autorka tekstów, producentka, performerka i drag queen. Artystka łączy muzykę z teatrem i performansem, tworząc prowokacyjne widowiska sceniczne.

Swoją karierę rozpoczęła w 2020 roku, szybko zdobywając rozpoznawalność dzięki charakterystycznemu stylowi, który łączy hip-hopową energię z teatralną ekspresją. Występowała m.in. w Teatrze Barakah, współtworząc rewie dragowe, a także pojawiła się w programie „Mam Talent!”, gdzie wraz z Amba Fatimą i Viperą zaprezentowała swój sceniczny show. Artystka, wraz z koleżankami, znalazła się także w półfinale 44. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, jednego z najważniejszych festiwali teatralno-muzycznych w Polsce, gdzie jej performatywny styl i sceniczna ekspresja spotkały się z dużym zainteresowaniem publiczności.

Jest również aktywistką i ważnym głosem polskiej społeczności queer – prowadziła marsze równości w wielu miastach Polski, występowała w stacjach radiowych i z powodzeniem zrealizowała ogólnopolską trasę koncertową Maski Tour wraz z Ambą FatimąViperą.

Jej twórczość od początku balansuje na granicy sztuki, kabaretu, muzyki klubowej i społecznego komentarza.

 

Mona Lizak – Sexence by Norbert Jóźwiak

MONA LIZAK wydaje nową płytę! „OCCULTICA” już od 27 marca!

Są albumy, których się słucha. I są takie, które się odprawia. „Occultica” Mony Lizak należy bez wątpienia do tej drugiej kategorii dlatego z przyjemnością objęliśmy ten album swoim matronatem! 

Okładka płyty “Occultica”

 

Premiera „OCCULTICI” już 27 marca!

To nie jest zwykła płyta – to pełnokrwisty rytuał, mroczny spektakl utkany z elektroniki, industrialnego pulsu, klubowego transu i teatralnej ekspresji. Album prowadzi słuchacza przez cztery kolejne fazy metafizycznej ceremonii: seans spirytystyczny, opętanie, egzorcyzm oraz epilog – uświęcenie. W tej podróży muzyka staje się medium, teksty – zaklęciami, a głos Mony Lizak – głosem osoby, która wreszcie decyduje się zdjąć maskę.

„Occultica” to najbardziej osobiste i bezkompromisowe wydawnictwo w karierze artystki. Album powstał na styku klubowej elektroniki, dark popu, industrialu, trapu i teatralnego spoken wordu, tworząc dźwiękowy pejzaż przypominający nocny rytuał odprawiany w klubie, w którym parkiet staje się ołtarzem, a bas – sercem ceremonii.

Za produkcję muzyczną odpowiadają Mona Lizak oraz producent Peter Kveld, znany ze swojej mrocznej, alternatywnej estetyki i zamiłowania do ciężkich, pulsujących brzmień. Kveld to jedna z tych postaci polskiej sceny muzycznej, które równie dobrze odnajdują się w studiu, jak i w świecie absurdalnego humoru. Producent, agencjusz, filantrop i współprowadzący podcast „Boliamoria”, znany jest z tego, że inspiracje potrafi znaleźć dosłownie wszędzie – także tam, gdzie inni woleliby nawet nie zaglądać. Z Moną Lizak współpracuje od lat, współtworząc brzmienie jej kolejnych projektów. Na Occultice odpowiada za produkcyjny kręgosłup albumu, łącząc mroczny klimat konceptualnej opowieści z nowoczesną, klubową energią. W swojej karierze pracował również m.in. z Madoxem – ikoniczną postacią polskiej sceny pop, znaną z programu „Mam Talent” oraz założycielem wytwórni Unisex Records.

Mona i Kveld wspólnie stworzyli materiał, który brzmi jak spotkanie rave’u z czarną mszą, gdzie analogowe syntezatory, hipnotyczne beaty i industrialne tekstury splatają się z dramatycznymi melodiami i teatralną narracją.

Album powstał przy współpracy z labelem Unisex Records, który wspiera artystkę w realizacji tej koncepcyjnej, odważnej wizji.

 

 

Rytuał zamknięty w czterech chapterach

„Occultica” została zaprojektowana na kształt spójnego seansu narracyjnego, w którym poszczególne utwory przenikają się i prowadzą słuchacza przez kolejne etapy emocjonalnej inicjacji.

Pierwszy rozdział –Sessio Spiritualis” – otwiera portal. To moment przywoływania duchów przeszłości: wspomnień, traum i relacji, które nigdy nie zostały naprawdę zamknięte. W utworach tej części pojawiają się hipnotyczne beaty i mroczne syntezatory, a teksty balansują między intymnym wyznaniem a metafizyczną narracją.

Drugi rozdział – Possessio” – to eksplozja emocji. Produkcja staje się cięższa, bardziej agresywna, pełna industrialnych pulsów i klubowej energii. To moment, w którym demony zaczynają mówić własnym głosem, a bohaterka albumu traci kontrolę nad rzeczywistością.

Trzecia część – Exorcismus” – przynosi konfrontację. To najbardziej brutalny i intensywny fragment płyty, w którym klubowy beat przypomina rytm serca podczas paniki, a teksty przybierają formę emocjonalnego rozrachunku z przeszłością.

Album zamyka Sanctificatio” – epilog, który nie jest triumfem, lecz spokojnym, gorzkim, pozornym oczyszczeniem. To moment ciszy po burzy, gdy kurz po rytuale opada, a człowiek zostaje sam ze sobą.

 

Demony, które mają głos

Teksty na „Occultice” są brutalnie szczere. Artystka mówi w nich o depresji, zaburzeniach odżywiania, rozpadzie relacji i poczuciu bycia nawiedzaną przez własną przeszłość.

Jak mówi sama Mona Lizak:

„Ten album powstał w czasie, kiedy moje życie zaczęło mnie doganiać, jak na seansie spirytystycznym. Złamane serce, depresja, zaburzenia odżywiania, izolacja, strach, zwątpienie. Czułam się, jakbym mieszkała w domu pełnym duchów – wspomnień, traum, ludzi, którzy już dawno powinni zniknąć z mojego życia. ‘Occultica’ to próba wypędzenia tych demonów. Ale też przyznanie, że niektóre z nich zostają z nami na zawsze.” 

Artystka podkreśla również, że album został zaprojektowany jako doświadczenie niemal rytualne:

„Tworzyłam tę płytę z myślą o bardzo konkretnym, mistyczno-tanecznym, rytualnym doświadczeniu. Chcę, żebyście odpaliły/odpalili ‘Occulticę’ na naprawdę dobrych słuchawkach, w ciemnym pokoju. Zamknij oczy i pozwól, żeby ta energia cię porwała. Ten album jest jak przepływ – jak rytuał, który zaczyna się powoli, potem przejmuje nad tobą kontrolę, a na końcu zostawia cię w zupełnie innym miejscu.”

Ta szczerość sprawia, że płyta jest jednocześnie manifestem, spowiedzią i egzorcyzmem.

 

Mona Lizak – A Fukken Freakshow by Vipera

 

 

Kontrowersyjna era

Era „Occultici” została zapowiedziana przez siedem singli i teledysków, które wzbudziły duże emocje wśród odbiorców i mediów. Klipy balansują na granicy sztuki performatywnej i prowokacji – pełne symboliki okultystycznej, cielesności i teatralnej groteski.

Wizualna estetyka albumu czerpie z horroru, kina kultowego oraz queerowej kontrkultury. To świat neonowych klubów, rytualnych scenografii i postaci wyglądających jak zjawy z nocnego sabatu. Era Occultici zaczęła się z rozmachem i od pierwszych singli jasno było widać, że nie będzie to zwykły popowy rollout. Każdy z wydanych utworów otwierał kolejne drzwi do świata albumu – mrocznego, klubowego i bardzo osobistego.

„A Fukken Freakshow” stało się manifestem tej epoki – brutalnie szczerym, autoironicznym wyznaniem o życiu na scenie i poza nią. W warstwie muzycznej utwór balansuje między industrialnym trapem a groteskową, „cyrkową” estetyką, a jego refrenowe „my circus, my monkeys” brzmi jak deklaracja przejęcia kontroli nad własną narracją.

„No Gods”, zamykające album i jednocześnie zgłoszone do preselekcji konkursu Eurowizji w 2025 roku, już na etapie singla pokazało jego filozoficzny ciężar. To hymn o poszukiwaniu sensu poza religią i dogmatem – oparty na monumentalnym brzmieniu łączącym trap, elementy folkowe i symfoniczne aranżacje z bębnami i gitarą rockową. Utwór kończy się niemal rytualną kulminacją, która staje się jednym z najmocniejszych momentów całego projektu.

„Sexence” reprezentuje najbardziej hedonistyczną stronę Occultici. To klubowy, pulsujący numer o seksualności jako energii, sile i przestrzeni wolności. Elektroniczny groove i synthwave’owa produkcja tworzą taneczny kontrast dla bardzo bezpośredniego, intymnego tekstu.

„L.O.K. Me” emocje eksplodują – to brutalna historia obsesji, zdrady i granicy między miłością a destrukcją. Rap-rockowa energia, punkowa agresja i tempo drum’n’bass budują jeden z najbardziej wściekłych momentów albumu.

„Tarantula” wprowadza do świata Occultici figurę drapieżnej kobiecej energii – niebezpiecznej, magnetycznej i hipnotycznej. Reggaetonowy puls i egzotyczne syntezatory tworzą mroczny taneczny klimat, w którym bohaterka utworu staje się niemal mitologicznym drapieżnikiem.

Z kolei „Rosalia” pokazuje ironiczne oblicze projektu – autoironiczny flirt z popkulturą i latynoską estetyką, w którym humor miesza się z komentarzem do świata muzycznych aspiracji i viralowej sławy. To jeden z najbardziej przewrotnych momentów całej ery.

Wreszcie „Queen of Cups” przenosi słuchacza w sam środek wiedźmiego sabatu. Agresywna industrial-trapowa produkcja i tekst pełen klątw, zaklęć i czarnej ironii budują wizerunek bohaterki jako bezlitosnej, magicznej siły, która zamiast empatii wybiera konfrontację.

Razem single te stworzyły intensywny, wielowymiarowy wstęp do Occultici. Od groteskowego autoportretu, przez seksualną ekstazę i gniew, po duchowe pytania o sens – każdy z nich odsłaniał inny fragment tej historii. Dzięki temu jeszcze przed premierą albumu era Occultici zdążyła zamienić się w pełnoprawny rytuał.

 

“Occultica” – lista utworów

 

Wydanie fizyczne – artefakt

„Occultica” ukaże się nie tylko w wersji streamingowej, ale także jako kolekcjonerskie wydanie fizyczne. Album zostanie wydany w formie 36-stronicowego digibooka, zawierającego mroczne ilustracje przygotowane przez Olę Orzechowską, fotografie autorstwa Norberta Jóźwiaka oraz elementy wizualne inspirowane estetyką okultystycznych ksiąg. Część grafik przygotowano w anaglifie 3D, a do wydania dołączone są specjalne okulary, dzięki którym odbiorcy mogą zanurzyć się w wielowymiarowym świecie „Occultici”.

To nie jest zwykły nośnik – to artefakt rytuału.

 

Premiera w Surowcu” we Wrocławiu

Oficjalna premiera albumu odbędzie się 27 marca we wrocławskim klubie Surowiec, znanym z bycia sercem queerowej kultury w mieście. To idealne miejsce na rytuał – klub mieści się przy samej Galerii Neonów przy ul. Ruskiej, a jego wnętrza przypominają mroczne, podziemne lochy. Na scenie pojawią się wszyscy artyści i artystki zaproszeni do współpracy przy płycie, a wydarzenie zaplanowano jako pełnoprawny performatywny rytuał muzyczny, łączący koncert, klubową energię i teatralną narrację.

Na miejscu dostępny będzie również specjalny merch związany z albumem – od płyt fizycznych po limitowane gadżety.

 

Kim jest Mona Lizak?

Mona Lizak (Adrian Kraweć) to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny queerowej – wokalistka, raperka, autorka tekstów, producentka, performerka i drag queen. Artystka łączy muzykę z teatrem i performansem, tworząc prowokacyjne widowiska sceniczne.

Swoją karierę rozpoczęła w 2020 roku, szybko zdobywając rozpoznawalność dzięki charakterystycznemu stylowi, który łączy hip-hopową energię z teatralną ekspresją. Występowała m.in. w Teatrze Barakah, współtworząc rewie dragowe, a także pojawiła się w programie „Mam Talent!”, gdzie wraz z Amba Fatimą i Viperą zaprezentowała swój sceniczny show. Artystka, wraz z koleżankami, znalazła się także w półfinale 44. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, jednego z najważniejszych festiwali teatralno-muzycznych w Polsce, gdzie jej performatywny styl i sceniczna ekspresja spotkały się z dużym zainteresowaniem publiczności.

Jest również aktywistką i ważnym głosem polskiej społeczności queer – prowadziła marsze równości w wielu miastach Polski, występowała w stacjach radiowych i z powodzeniem zrealizowała ogólnopolską trasę koncertową Maski Tour wraz z Ambą FatimąViperą.

Jej twórczość od początku balansuje na granicy sztuki, kabaretu, muzyki klubowej i społecznego komentarza.

 

Mona Lizak – Sexence by Norbert Jóźwiak

17. LGBT+ Film Festival Poland 2026!

17. edycja LGBT+ Film Festival Poland, już 10-18 kwietnia w Warszawie a potem 18-23 kwietnia we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu! Od 18 kwietnia do 3 maja wybrane filmy będzie można również oglądać online na platformie outfilm.pl. Wyjątkowe święto kina queer: spektakularne wydarzenia, niezwykli goście i atmosfera, która na długo pozostaje w sercach widzek i widzów!

 

autorka grafiki: Marta Konarzewska

 

Twarzą tegorocznej edycji LGBT+ Film Festival Poland jest Tamara Łempicka.

Biseksualna, żydowska artystka. Uchodźczyni. Ikona art déco. Kobieta, która z autokreacji uczyniła strategię przetrwania. Nie czekała na zgodę epoki. Mimo przeciwności z dumą mościła sobie w niej należyte miejsce. Zobaczymy m.in Prawdziwa historia Tamary Łempickiej (The True Story of Tamara de Lempicka & The Art of Survival) – hipnotyzującą podróż przez życie ikony art déco Tamary Łempickiej. Od paryskiego blasku lat 20., przez ucieczkę przed wojną do USA, po spektakularny renesans na rynku sztuki. To historia kobiety, która z luksusu i zmysłowości uczyniła tarczę przetrwania.

Tamara Łempicka wiedziała, że sztuka to przetrwanie. My też to wiemy!

LGBT+ Film Festival Poland wraca w tym roku z mieszanką humoru, buntu i refleksji nad tym, co naprawdę ważne. Program łączy komedie z manifestem, taniec z polityką, a brokat z prawdą bez kompromisów. To kino, które bawi, prowokuje i sprawnie balansuje między politycznym zaangażowaniem a przestrzeniami do oddechu przed codzienną zadyszką.

W tym roku szczególną uwagę poświęcamy Palestynie. Blok No Pride in Genocide to platforma dla queerowych Palestynek i Palestyńczyków, którzy opowiadają o okupacji, przemocy, seksualności i rezyliencji. W programie także m.in. dokument Pinkwashing zdemaskowany. Kontratak! (Pinkwashing Exposed: Seattle Fights Back!) oraz panel dyskusyjny o pinkwashingu.

Festiwal to także wspólnota i pamięć. Spotkanie z Alexandrą Juhasz, nowojorską legendą walki o prawa osób żyjących z HIV/AIDS, pozwoli porozmawiać o archiwach oporu i sile narracji.
Nie zabraknie też rozrywki: powracają nasze ulubione bloki lesbijskich, gejowskich i queerowych shortów, klasyka queerowego kina (sekcja kryminałów), m.in. włoski Filibus z 1915 roku, niemy film przygodowy o podniebnej piratce podróżującej zeppelinem, okradającej muzea i podrywającej kobiety będąc w męskim dragu. Pokaz z narracją na żywo.

W programie nowa kategoria GenZ kontra Millenialsi, w której konflikt pokoleń spotyka się na ekranie. Poza tym kilka mocnych dokumentów i ponad dwadzieścia pełnometrażowych perełek wyselekcjonowanych z najlepszych światowych festiwali. A także bogata Scena Artystyczna!

 

Kadr z filmu: Prawdziwa historia Tamary Łempickiej

 

Gdzie i kiedy można wybrać się na filmy?

– Warszawa 10-18 kwietnia, Kinoteka/PKiN
– Wrocław 17-23 kwietnia, Kino Nowe Horyzonty
– Kraków 17-23 kwietnia, Kino Pod Baranami
– Poznań 17-23 kwietnia, Kino Teatr Apollo
– Online 18 kwietnia – 3 maja, Outfilm.pl

Więcej informacji i program już niebawem na stronie: www.LGBTfestival.pl

 

Wydarzenia LGBTQIA+ 2025 / ŚWIAT

🌈 Wydarzenia LGBT roku 2025: ŚWIAT

Miniony rok był dla społeczności LGBT+ na świecie czasem skrajności. Historyczne decyzje dotyczące równości małżeńskiej, rekordowa widoczność queerowych osób w kulturze masowej i polityce mieszały się z brutalnymi represjami, sądowymi regresami i konstytucyjnym wykluczaniem osób transpłciowych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wydarzenia — ponumerowane i opisane — które najlepiej pokazują, w jakim miejscu znalazł się dziś globalny ruch LGBT+

 

Tajlandia wprowadza równość małżeńską

23 stycznia Tajlandia stała się największym państwem Azji i pierwszym w Azji Południowo-Wschodniej, które wprowadziło równość małżeńską. Setki par jednopłciowych zawarły śluby w całym kraju, a w samym Bangkoku — tylko w jednym centrum handlowym — pobrało się ponad 200 par. Parlament przystrojono tęczowymi flagami, a premierka Paetongtarn Shinawatra ogłosiła: „Dziś tęcza dumnie powiewa nad Tajlandią”. Wcześniej na tym kontynencie podobne decyzje podjęły jedynie Tajwan i Nepal.

 

Oscary 2025: bezprecedensowa queerowa widoczność

97. ceremonia Oscarów przyniosła rekordową reprezentację osób LGBT+. Karla Sofía Gascón została pierwszą w historii transpłciową osobą nominowaną aktorsko za rolę pierwszoplanową („Emilia Pérez”). Queerowe osoby twórcze i aktorskie zdobyły także nagrody i nominacje w kluczowych kategoriach: Zoe Saldaña, Colman Domingo, Cynthia Erivo, Paul Tazewell i Lee Sandales. Sama gala była symbolem zmiany: queerowość przestała być wyjątkiem, a stała się integralną częścią głównego nurtu Hollywood.

 

Węgry: konstytucyjny zakaz Parad Równości i masowy sprzeciw

W marcu i kwietniu rząd Viktora Orbána dokonał jednego z najostrzejszych uderzeń w społeczność LGBT+ w Europie. Parlament zakazał organizacji Parad Równości, umożliwił identyfikację uczestników za pomocą technologii rozpoznawania twarzy i umocnił te rozwiązania w konstytucji, definiując istnienie wyłącznie dwóch płci. Mimo groźby kar i więzienia, 28 czerwca przez Budapeszt przeszła Parada Równości, w której wzięło udział nawet 180 tys. osób z całego świata — jeden z największych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa ostatnich lat.

 

Wielka Brytania: Sąd Najwyższy wyklucza kobiety transpłciowe

16 kwietnia Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii orzekł, że pojęcie „kobiety” w prawie odnosi się wyłącznie do „biologicznej płci”, co de facto wyklucza kobiety transpłciowe z ochrony prawnej. Orzeczenie wywołało falę protestów i krytyki. Jednym z najbardziej widocznych gestów sprzeciwu była koszulka „Protect The Dolls”, w której publicznie wystąpił Pedro Pascal, okazując solidarność z osobami transpłciowymi.

 

Robert De Niro wspiera transpłciową córkę

W kwietniu 29-letnia Airyn, córka Roberta De Niro, dokonała coming outu jako osoba transpłciowa. Aktor natychmiast publicznie wyraził wsparcie, pisząc: „Kochałem mojego syna Aarona, teraz kocham i wspieram moją córkę Airyn. Nie rozumiem, po co to całe zamieszanie”. Jego postawa była szeroko komentowana jako ważny przykład sojusznictwa w czasach narastającej transfobii.

 

Eurowizja i Interwizja: queer wygrywa nawet tam, gdzie miał przegrać

69. Konkurs Piosenki Eurowizji wygrał JJ (Johannes Pietsch) — kolejna queerowa osoba artystyczna po Nemo i Loreen. Jednocześnie w Moskwie, podczas konkursu Interwizji promowanego przez Kreml jako bastion „tradycyjnych wartości”, zwyciężył otwarcie gejowski wokalista Duc Phuc. Paradoksalnie, nawet tam, gdzie queerowość miała zostać wyparta, okazała się nie do zignorowania.

 

Śmierć Edmunda White’a — klasyka literatury LGBTQIA+ i Giorgia Armaniego

3 czerwca zmarł Edmund White, jeden z najważniejszych pisarzy literatury queerowej XX i XXI wieku. Autor ponad 30 książek, w tym przełomowej autobiograficznej trylogii oraz współtwórca „Radości seksu gejowskiego”, pozostawił po sobie dorobek, który ukształtował całe pokolenia czytelników i twórców. Z kolei 4 września zmarł Giorgio Armani, ikona światowej mody. Choć przez dekady nie mówił otwarcie o swojej orientacji, w ostatnich latach wspominał o relacji z Sergio Galeottim, który zmarł na AIDS w 1985 roku. Jego życie i twórczość były splecione z historią epidemii HIV i przemian obyczajowych drugiej połowy XX wieku.

 

USA: Sąd Najwyższy legalizuje zakaz tranzycji medycznej dla nieletnich

18 czerwca Sąd Najwyższy USA uznał zakaz terapii hormonalnych i blokerów dojrzewania dla osób transpłciowych poniżej 18. roku życia za zgodny z konstytucją. Wyrok dotyczy nie tylko Tennessee, ale także 25 innych stanów, które wprowadziły podobne regulacje. To jeden z największych regresów praw osób transpłciowych w historii współczesnych USA.

 

Turcja: policyjna przemoc wobec Parady Równości

30 czerwca w Stambule policja brutalnie stłumiła próby organizacji Parady Równości, zatrzymując ponad 50 osób. Centrum miasta zostało zablokowane, a władze — po raz kolejny — uzasadniały zakaz ochroną „moralności” i „rodziny”. W praktyce oznacza to dalsze ograniczanie wolności zgromadzeń i eskalację represji wobec społeczności LGBTQ+.

 

Holandia zakazuje „terapii konwersyjnej” i wybiera wyoutowanego geja do urzędu premiera

11 września Holandia oficjalnie zakazała praktyk konwersyjnych wobec osób LGBT+. Dołączyła tym samym do grona ponad 20 państw, które uznały je za formę przemocy psychicznej. W Polsce analogiczny projekt ustawy — przygotowany m.in. z KPH — nigdy nie doczekał się realnego procedowania.

Z kolei 7 listopada potwierdzono zwycięstwo socjalliberalnej partii D66. Jej lider, Rob Jetten, ma szansę zostać najmłodszym premierem w historii kraju i pierwszym wyoutowanym gejem na tym stanowisku. W listopadzie ogłosił także swoje zaręczyny z Nicolásem Keenanem.

 

Jonathan Bailey „Najseksowniejszym Mężczyzną Roku”

W listopadzie magazyn „People” uznał Jonathana Baileya za Najseksowniejszego Mężczyznę Roku 2025. Po raz pierwszy tytuł ten trafił do otwarcie homoseksualnego aktora. Bailey nie tylko przełamał branżowe stereotypy, ale stał się symbolem tego, że queerowa widoczność nie wyklucza ról w największych hollywoodzkich produkcjach.

 

 

Podsumowanie

Globalne zestawienie wydarzeń pokazuje świat w stanie głębokiego napięcia. Z jednej strony obserwujemy realne przełomy: równość małżeńską w Tajlandii, rekordową queerową widoczność na Oscarach, kolejne zwycięstwa w kulturze popularnej, symboliczne gesty sojusznicze i polityczne zmiany, które jeszcze dekadę temu wydawały się nieosiągalne. Z drugiej — brutalne regresy: konstytucyjne zakazy, sądowe wykluczenia osób transpłciowych, policyjną przemoc wobec Parad Równości, cofanie dostępu do opieki zdrowotnej i coraz śmielsze używanie języka „tradycyjnych wartości” jako narzędzia opresji.

Ten rok dobitnie pokazuje, że postęp nie jest liniowy. Że równość może być w jednym kraju celebrowana, a w innym penalizowana. Że queerowa obecność w kinie, muzyce czy modzie nie chroni automatycznie przed politycznym atakiem. I że każda zdobyta przestrzeń — czy to parlament w Bangkoku, scena Oscarów, czy ulice Budapesztu — musi być nieustannie broniona.

Z perspektywy „Repliki” to także przypomnienie, jak ważne jest globalne spojrzenie. Bo prawa osób LGBT+ nie kończą się na granicach państw, a regres w jednym miejscu szybko staje się inspiracją dla innych. Dlatego dokumentujemy te wydarzenia nie po to, by je jedynie odnotować, ale by je nazwać, zrozumieć i osadzić w szerszym kontekście.

Queerowy świat nie jest dziś ani jednoznacznie „wygrany”, ani „przegrany”. Jest w ruchu. W oporze. W nieustannej negocjacji swojej obecności. A my — jak od 20 lat — będziemy ten ruch dalej opisywać.

KUPCIE PRENUMERATĘ JUŻ TERAZ >