Wydarzenia LGBTQIA+ 2025 / ŚWIAT

🌈 Wydarzenia LGBT roku 2025: ŚWIAT

Miniony rok był dla społeczności LGBT+ na świecie czasem skrajności. Historyczne decyzje dotyczące równości małżeńskiej, rekordowa widoczność queerowych osób w kulturze masowej i polityce mieszały się z brutalnymi represjami, sądowymi regresami i konstytucyjnym wykluczaniem osób transpłciowych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wydarzenia — ponumerowane i opisane — które najlepiej pokazują, w jakim miejscu znalazł się dziś globalny ruch LGBT+

 

Tajlandia wprowadza równość małżeńską

23 stycznia Tajlandia stała się największym państwem Azji i pierwszym w Azji Południowo-Wschodniej, które wprowadziło równość małżeńską. Setki par jednopłciowych zawarły śluby w całym kraju, a w samym Bangkoku — tylko w jednym centrum handlowym — pobrało się ponad 200 par. Parlament przystrojono tęczowymi flagami, a premierka Paetongtarn Shinawatra ogłosiła: „Dziś tęcza dumnie powiewa nad Tajlandią”. Wcześniej na tym kontynencie podobne decyzje podjęły jedynie Tajwan i Nepal.

 

Oscary 2025: bezprecedensowa queerowa widoczność

97. ceremonia Oscarów przyniosła rekordową reprezentację osób LGBT+. Karla Sofía Gascón została pierwszą w historii transpłciową osobą nominowaną aktorsko za rolę pierwszoplanową („Emilia Pérez”). Queerowe osoby twórcze i aktorskie zdobyły także nagrody i nominacje w kluczowych kategoriach: Zoe Saldaña, Colman Domingo, Cynthia Erivo, Paul Tazewell i Lee Sandales. Sama gala była symbolem zmiany: queerowość przestała być wyjątkiem, a stała się integralną częścią głównego nurtu Hollywood.

 

Węgry: konstytucyjny zakaz Parad Równości i masowy sprzeciw

W marcu i kwietniu rząd Viktora Orbána dokonał jednego z najostrzejszych uderzeń w społeczność LGBT+ w Europie. Parlament zakazał organizacji Parad Równości, umożliwił identyfikację uczestników za pomocą technologii rozpoznawania twarzy i umocnił te rozwiązania w konstytucji, definiując istnienie wyłącznie dwóch płci. Mimo groźby kar i więzienia, 28 czerwca przez Budapeszt przeszła Parada Równości, w której wzięło udział nawet 180 tys. osób z całego świata — jeden z największych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa ostatnich lat.

 

Wielka Brytania: Sąd Najwyższy wyklucza kobiety transpłciowe

16 kwietnia Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii orzekł, że pojęcie „kobiety” w prawie odnosi się wyłącznie do „biologicznej płci”, co de facto wyklucza kobiety transpłciowe z ochrony prawnej. Orzeczenie wywołało falę protestów i krytyki. Jednym z najbardziej widocznych gestów sprzeciwu była koszulka „Protect The Dolls”, w której publicznie wystąpił Pedro Pascal, okazując solidarność z osobami transpłciowymi.

 

Robert De Niro wspiera transpłciową córkę

W kwietniu 29-letnia Airyn, córka Roberta De Niro, dokonała coming outu jako osoba transpłciowa. Aktor natychmiast publicznie wyraził wsparcie, pisząc: „Kochałem mojego syna Aarona, teraz kocham i wspieram moją córkę Airyn. Nie rozumiem, po co to całe zamieszanie”. Jego postawa była szeroko komentowana jako ważny przykład sojusznictwa w czasach narastającej transfobii.

 

Eurowizja i Interwizja: queer wygrywa nawet tam, gdzie miał przegrać

69. Konkurs Piosenki Eurowizji wygrał JJ (Johannes Pietsch) — kolejna queerowa osoba artystyczna po Nemo i Loreen. Jednocześnie w Moskwie, podczas konkursu Interwizji promowanego przez Kreml jako bastion „tradycyjnych wartości”, zwyciężył otwarcie gejowski wokalista Duc Phuc. Paradoksalnie, nawet tam, gdzie queerowość miała zostać wyparta, okazała się nie do zignorowania.

 

Śmierć Edmunda White’a — klasyka literatury LGBTQIA+ i Giorgia Armaniego

3 czerwca zmarł Edmund White, jeden z najważniejszych pisarzy literatury queerowej XX i XXI wieku. Autor ponad 30 książek, w tym przełomowej autobiograficznej trylogii oraz współtwórca „Radości seksu gejowskiego”, pozostawił po sobie dorobek, który ukształtował całe pokolenia czytelników i twórców. Z kolei 4 września zmarł Giorgio Armani, ikona światowej mody. Choć przez dekady nie mówił otwarcie o swojej orientacji, w ostatnich latach wspominał o relacji z Sergio Galeottim, który zmarł na AIDS w 1985 roku. Jego życie i twórczość były splecione z historią epidemii HIV i przemian obyczajowych drugiej połowy XX wieku.

 

USA: Sąd Najwyższy legalizuje zakaz tranzycji medycznej dla nieletnich

18 czerwca Sąd Najwyższy USA uznał zakaz terapii hormonalnych i blokerów dojrzewania dla osób transpłciowych poniżej 18. roku życia za zgodny z konstytucją. Wyrok dotyczy nie tylko Tennessee, ale także 25 innych stanów, które wprowadziły podobne regulacje. To jeden z największych regresów praw osób transpłciowych w historii współczesnych USA.

 

Turcja: policyjna przemoc wobec Parady Równości

30 czerwca w Stambule policja brutalnie stłumiła próby organizacji Parady Równości, zatrzymując ponad 50 osób. Centrum miasta zostało zablokowane, a władze — po raz kolejny — uzasadniały zakaz ochroną „moralności” i „rodziny”. W praktyce oznacza to dalsze ograniczanie wolności zgromadzeń i eskalację represji wobec społeczności LGBTQ+.

 

Holandia zakazuje „terapii konwersyjnej” i wybiera wyoutowanego geja do urzędu premiera

11 września Holandia oficjalnie zakazała praktyk konwersyjnych wobec osób LGBT+. Dołączyła tym samym do grona ponad 20 państw, które uznały je za formę przemocy psychicznej. W Polsce analogiczny projekt ustawy — przygotowany m.in. z KPH — nigdy nie doczekał się realnego procedowania.

Z kolei 7 listopada potwierdzono zwycięstwo socjalliberalnej partii D66. Jej lider, Rob Jetten, ma szansę zostać najmłodszym premierem w historii kraju i pierwszym wyoutowanym gejem na tym stanowisku. W listopadzie ogłosił także swoje zaręczyny z Nicolásem Keenanem.

 

Jonathan Bailey „Najseksowniejszym Mężczyzną Roku”

W listopadzie magazyn „People” uznał Jonathana Baileya za Najseksowniejszego Mężczyznę Roku 2025. Po raz pierwszy tytuł ten trafił do otwarcie homoseksualnego aktora. Bailey nie tylko przełamał branżowe stereotypy, ale stał się symbolem tego, że queerowa widoczność nie wyklucza ról w największych hollywoodzkich produkcjach.

 

 

Podsumowanie

Globalne zestawienie wydarzeń pokazuje świat w stanie głębokiego napięcia. Z jednej strony obserwujemy realne przełomy: równość małżeńską w Tajlandii, rekordową queerową widoczność na Oscarach, kolejne zwycięstwa w kulturze popularnej, symboliczne gesty sojusznicze i polityczne zmiany, które jeszcze dekadę temu wydawały się nieosiągalne. Z drugiej — brutalne regresy: konstytucyjne zakazy, sądowe wykluczenia osób transpłciowych, policyjną przemoc wobec Parad Równości, cofanie dostępu do opieki zdrowotnej i coraz śmielsze używanie języka „tradycyjnych wartości” jako narzędzia opresji.

Ten rok dobitnie pokazuje, że postęp nie jest liniowy. Że równość może być w jednym kraju celebrowana, a w innym penalizowana. Że queerowa obecność w kinie, muzyce czy modzie nie chroni automatycznie przed politycznym atakiem. I że każda zdobyta przestrzeń — czy to parlament w Bangkoku, scena Oscarów, czy ulice Budapesztu — musi być nieustannie broniona.

Z perspektywy „Repliki” to także przypomnienie, jak ważne jest globalne spojrzenie. Bo prawa osób LGBT+ nie kończą się na granicach państw, a regres w jednym miejscu szybko staje się inspiracją dla innych. Dlatego dokumentujemy te wydarzenia nie po to, by je jedynie odnotować, ale by je nazwać, zrozumieć i osadzić w szerszym kontekście.

Queerowy świat nie jest dziś ani jednoznacznie „wygrany”, ani „przegrany”. Jest w ruchu. W oporze. W nieustannej negocjacji swojej obecności. A my — jak od 20 lat — będziemy ten ruch dalej opisywać.

KUPCIE PRENUMERATĘ JUŻ TERAZ > 

 

Wydarzenia LGBTQIA+ 2025 / POLSKA

🌈 Wydarzenia LGBT roku 2025: POLSKA

Rok ten przyniósł społeczności LGBT+ w Polsce wydarzenia, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się nie do pomyślenia: przełomowe coming outy w męskim sporcie zawodowym, historyczne wyroki europejskich trybunałów, symboliczny koniec „stref wolnych od LGBT”, ale też bolesne porażki legislacyjne, polityczne blokady i kolejne dowody na to, jak krucha bywa zdobywana latami widoczność.

Był to rok kontrastów — nadziei i rozczarowań, realnych zmian i pozornych kompromisów, odwagi jednostek i oporu instytucji. Dla „Repliki” był to także rok szczególny: 21 grudnia skończyliśmy 20 lat. Od dwóch dekad opisujemy queerową rzeczywistość w Polsce — tę bieżącą i tę wypieraną z pamięci, tę radosną i tę trudną. Poniżej przypominamy najważniejsze wydarzenia minionego roku, wiedząc, że są one częścią dłuższej historii, którą dokumentujemy nieprzerwanie od 2005 roku. To zestawienie, a nie ranking, kolejność przypadkowa:

 

Wybory prezydenckie i otwarta deklaracja wykluczenia

Wybory prezydenckie w 2025 roku wygrał Karol Nawrocki, kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. W trakcie kampanii Nawrocki jednoznacznie deklarował, że „społeczność LGBT nie może oczekiwać ode mnie, że będę zajmował się ich sprawami”. Jego zwycięstwo w osobach LGBT+ wywołało ogromne rozczarowanie. Straciliśmy wtedy nadzieję, że w ciągu najbliższych 5 lat mamy szanse na realną poprawę sytuacji osób LGBT+ w Polsce. Przypominamy: kontrkandydatem był Rafał Trzaskowski, który już w trakcie kampanii zapowiedział, że podpisze ustawę o związkach partnerskich.

 

Ustawa o związkach partnerskich: od nadziei do kompromisu

Jednym z najważniejszych tematów roku były prace nad ustawą o związkach partnerskich. W lutym w Kancelarii Premiera odbyła się dwudniowa konferencja uzgodnieniowa, w której uczestniczyli przedstawiciele rządu, w tym ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar oraz ówczesna ministra ds. równości Katarzyna Kotula. Padły wówczas deklaracje, że ustawa jest „praktycznie gotowa”.

W kolejnych miesiącach proces legislacyjny uległ jednak znacznemu skomplikowaniu. W czerwcu Katarzyna Kotula złożyła poselski projekt ustawy, tożsamy z rządowym, by przyspieszyć procedowanie. Po lipcowej rekonstrukcji rządu i likwidacji stanowiska ministry ds. równości rozpoczęły się kolejne negocjacje z PSL-em, które doprowadziły do kompromisu.

W październiku ogłoszono projekt ustawy „o statusie osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu”, z którego usunięto w stosunku do poprzedniego projektu: nazwę „związki partnerskie”, możliwość zawarcia związku w USC i mała piecza zastępcza. Projekt spotkał się z ostrą krytyką części środowisk LGBT+, a prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze żadnej ustawy „podważającej status małżeństwa”. 30 grudnia Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, co oznacza, że trafi on pod obrady Sejmu. Najprawdopodobniej w dniach 21–23 stycznia 2026 r.

 

Wyrok TSUE: małżeństwa jednopłciowe muszą być uznawane. A do tego: kilka wyroków ETPCz

25 listopada Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał historyczny wyrok zobowiązujący Polskę do transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa par jednopłciowych. TSUE jasno wskazał, że odmowa narusza prawo do życia rodzinnego, swobodę przemieszczania się oraz zakaz dyskryminacji.

Wyrok zapadł dzięki wieloletniej walce Jakuba Cupriaka-Trojana i Mateusza Trojana. Jakub jest dobrze znany czytelnikom „Repliki”: w nr 77 (styczeń/luty 2019) opublikował przewodnik po niemieckiej procedurze ślubnej, a w nr 112 (listopad/grudzień 2024) – wraz z siostrą – analizę projektu ustawy o związkach partnerskich.

Wyrok TSUE jest zdecydowanie najważniejszy, jednak w tym roku Polska wielokrotnie usłyszała też wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wskazywał, że Polska ma obowiązek zapewnić parom jednopłciowym realną ochronę prawną. Chociażby 27 lutego ETPCz po raz trzeci w ciągu 1,5 roku orzekł przeciwko Polsce w sprawie dotyczącej dyskryminacji par jednopłciowych. Wyrok zapadł m.in. w sprawie Tomasza Szypuły – byłego prezesa Kampanii Przeciw Homofobii i członka Rady Fundacji Replika – oraz jego partnera.

 

Przełom w sprawach osób transpłciowych: wyrok Sądu Najwyższego

4 marca Izba Cywilna Sądu Najwyższego wydała historyczny wyrok, który znacząco uprościł procedurę korekty płci metrykalnej. Od tej pory w postępowaniu sądowym nie muszą uczestniczyć rodzice ani dzieci osoby transpłciowej – jedynymi stronami są osoba wnioskująca i jej małżonek lub małżonka.

Wyrok ten zakończył wieloletnią praktykę, która była dla osób transpłciowych źródłem dodatkowej traumy i upokorzenia, i został powszechnie uznany za jeden z najważniejszych kroków w kierunku poszanowania ich praw w Polsce.

 

Andrzej Stękała: pierwszy coming out w męskim sporcie zawodowym w Polsce

Coming out Andrzeja Stękały był jednym z najbardziej przełomowych momentów dla społeczności LGBT+ w Polsce w ostatnich latach – nie tylko w sporcie, ale w ogóle w sferze publicznej. Skoczek narciarski, medalista mistrzostw świata i wicemistrz Pucharu Świata w Zakopanem, 1 stycznia opublikował w mediach społecznościowych poruszający wpis, w którym po raz pierwszy publicznie powiedział: „Jestem gejem”.

Wyznanie miało dramatyczny kontekst – kilka tygodni wcześniej zmarł jego wieloletni partner Damian, z którym Stękała był związany od 2016 roku. Skoczek napisał wprost o żałobie, bólu i decyzji, by nie żyć już dłużej w ukryciu. Jego słowa – pełne emocji, miłości i straty – poruszyły nie tylko osoby LGBT+, ale szeroką opinię publiczną.

Coming out Stękały był wydarzeniem bez precedensu: według dostępnych informacji jest on obecnie jedynym jawnym gejem w skokach narciarskich na świecie. Informację podały największe agencje prasowe, m.in. Associated Press i Reuters, oraz media takie jak „The Guardian”. W Polsce pojawiła się fala wsparcia – od sportowców, komentatorów, kibiców i instytucji. Symboliczny był komentarz Polskiego Związku Narciarskiego, a także wypowiedzi Andrzeja Małysza, Macieja Kota czy Katarzyny Zillmann – medalistki olimpijskiej i bohaterki okładki „Repliki” nr 93 (wrzesień/październik 2021). Wywiad z Andrzejem Stękałą opublikowaliśmy w 115. (maj-czerwiec 2025) numerze „Repliki”. 

Na kolejny coming out w męskim sporcie zawodowym nie musieliśmy długo czekać – 14 czerwca coming outu dokonał Erik Shoji, amerykański siatkarz od lat grający w Polsce, reprezentant USA i medalista igrzysk olimpijskich. W nagraniu opublikowanym na Instagramie powiedział wprost: „Jestem queer”. Podkreślił, że decyzja była dla niego jednocześnie trudna i wyzwalająca.

 

Koniec „stref wolnych od LGBT”

24 kwietnia radni powiatu łańcuckiego uchylili ostatnią w Polsce uchwałę „przeciw ideologii LGBT”. Tym samym zakończył się kilkuletni okres, w którym ponad 100 samorządów przyjmowało symboliczne, ale realnie szkodliwe deklaracje wykluczające osoby LGBT+.

Było to zwycięstwo organizacji LGBT+ i Unii Europejskiej, która uzależniła wypłatę funduszy od tego, czy dana gmina/miasto wprowadziła dyskryminujące uchwały na swoim terenie, czy też nie. Po raz pierwszy od 2019 roku żadna jednostka samorządu terytorialnego w Polsce nie była już „strefą wolną od LGBT”.

 

Katarzyna Zillmann i Janja Lesar w „Tańcu z Gwiazdami”: historyczny debiut

14 września na antenie Polsatu rozpoczęła się 17. edycja „Tańca z Gwiazdami”, która przeszła do historii programu. Po raz pierwszy na parkiecie pojawiła się para jednopłciowa kobiet: wioślarka, medalistka olimpijska Katarzyna Zillmann i tancerka Janja Lesar.

Zillmann – bohaterka okładki „Repliki” nr 93 (wrzesień/październik 2021) – już wcześniej zapisała się w historii, dokonując spontanicznego coming outu na antenie TVP po zdobyciu olimpijskiego medalu. W „Tańcu z Gwiazdami” para kobiet nie tylko wystąpiła, ale odniosła ogromny sukces: w pierwszym odcinku zdobyła najwyższe noty, a cały udział spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem widzów. Ostatecznie Zillmann i Lesar zajęły 4. miejsce, odpadając tuż przed finałem, mimo świetnych ocen i dużej popularności.

Kuba Szmajkowski: najgłośniejszy muzyczny coming out od lat

19 września coming outu dokonał Kuba Szmajkowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych młodych wokalistów w Polsce. Choć wcześniej publikował sugestywne zdjęcia, dopiero nagranie na TikToku, na którym trzyma za rękę swojego chłopaka, stało się jednoznacznym wyznaniem.

W rozmowie z mediami potwierdził, że jest w związku z mężczyzną. Jego coming out został uznany za najgłośniejszy w polskiej muzyce od czasu wyznania Andrzeja Piasecznego w 2021 roku. Szmajkowski, finalista „The Voice Kids”, były członek zespołu 4Dreamers i zwycięzca „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, ma setki tysięcy obserwujących w mediach społecznościowych, co nadało jego decyzji ogromny zasięg.

 

Stolpersteiny we Wrocławiu i odzyskiwanie queerowej historii

27 października po raz pierwszy w Polsce upamiętniono osoby prześladowane za homoseksualność w czasie II wojny światowej. We Wrocławiu odsłonięto dwa Stolpersteiny (Kamienie Pamięci) poświęcone Friedrichowi Poguntkemu i Egbertowi Kipkemu – mężczyznom represjonowanym na mocy nazistowskiego paragrafu 175.

Wydarzenie towarzyszyło wystawie „Historie odzyskane. Queer na Dolnym Śląsku”, która w bezprecedensowy sposób przygląda się queerowej historii regionu. Ogromną rolę odegrała w tym procesie dr Joanna Ostrowska, przyjaciółka redakcji „Repliki”, autorka książki „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej” (Nagroda Nike Publiczności 2022).

 

Odzyskana queerowa historia: pamiętnik polskiego geja z lat 1913–1914

Jednym z najbardziej poruszających i symbolicznych wydarzeń 2025 roku było opublikowanie na łamach „Repliki” pierwszej części pamiętnika polskiego geja ze Lwowa z lat 1913–1914 — dokumentu absolutnie wyjątkowego w historii polskiej kultury i pamięci LGBT+. Pamiętnik został włączony do zbiorów Ossolineum (ZNiO) w styczniu 1939 roku we Lwowie, po II wojnie światowej trafił do Wrocławia i przeleżał tam niemal 80 lat, pozostając całkowicie nieznany. Dopiero w tym roku odnalazł go Michał Narożniak, naukowiec pracujący nad swoją rozprawą doktorską. To dzięki jego pracy i zaangażowaniu możemy dziś publikować ten niezwykły tekst — opatrzony niezbędnym, erudycyjnym i poruszającym wstępem autorstwa odkrywcy. Anonimowy autor (Nomen Nescio – N.N.) opisuje w nim swoją sekretną miłość do Stacha, syna rodziny, u której wynajmował pokój. Zapis zaczyna się w czasie egzaminów maturalnych ukochanego, a kończy we wrześniu 1914 roku — w momencie wyznania miłości, zbiegającego się z nadciąganiem wojsk rosyjskich do Lwowa. Jak pisze Narożniak, wyjątkowość tego dokumentu nie polega jedynie na bezprecedensowej szczerości, erotycznych fantazjach, modernistycznym — chwilami grafomańskim — języku czy niezachwianej dumie autora z własnych homoseksualnych pragnień. Dla historyka kluczowa jest możliwość obserwowania żywiołowych, intuicyjnych prób zrozumienia własnej homoseksualności w epoce, która nie oferowała na to żadnego bezpiecznego języka. Ten niemal pornograficzny, intymny dziennik — przechowywany w jednej z najważniejszych polskich bibliotek narodowych, obok archiwów wielkich rodów i klasyków literatury — stał się w 2025 roku jednym z najmocniejszych dowodów na to, że queerowa historia w Polsce istniała zawsze, nawet jeśli przez dekady była wypierana, przemilczana lub ukrywana. Pamiętnik, który zatytułowaliśmy „Twój niewolnik” (bo tak autor podpisuje każdy wpis, zwracając się bezpośrednio do Stacha), publikujemy w dwóch częściach — pierwszą w 118. numerze „Repliki”, drugą zapowiadaną w kolejnym wydaniu.

 

Sąd kontra homofobiczną propagandę: koniec „homofobusów”

Przełomowy wyrok zapadł 30 maja przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w sprawie wytoczonej przez Trójmiejskie Stowarzyszenie LGBT+ Tolerado przeciwko Fundacji Pro-Prawo do Życia. Sąd zakazał rozpowszechniania homofobicznej propagandy – zarówno z tzw. „homofobusów”, jak i w formie plakatów, banerów czy ulotek.

Zakaz dotyczy m.in. grafik z przekreśloną tęczową flagą oraz kłamliwych haseł o rzekomej „seksualizacji dzieci przez lobby LGBT”. Fundacja została również zobowiązana do zapłaty 30 tys. zł odszkodowania z odsetkami na rzecz Tolerado. Wyrok ten zamyka wieloletni proces sądowy i stanowi jedno z najważniejszych orzeczeń dotyczących mowy nienawiści wobec osób LGBT+ w Polsce.

 

Testy w kierunku wykrycia HIV dostępne u lekarza rodzinnego

Od 5 maja testy na HIV stały się dostępne w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. To jedna z najważniejszych zmian w obszarze zdrowia publicznego dotyczącego społeczności LGBT+ w ostatnich latach. Test można wykonać bezpłatnie, podczas wizyty u lekarza rodzinnego, co znacząco zwiększa dostępność diagnostyki – szczególnie poza dużymi miastami.

 

Paszport „Polityki” dla Wojtka Grudzińskiego

Nagroda Paszportu „Polityki” w kategorii „Scena” dla Wojtka Grudzińskiego była nie tylko wyróżnieniem artystycznym, ale także symbolicznym gestem widoczności queerowych twórców w głównym nurcie kultury. Grudziński – wyoutowany gej, tancerz i choreograf – od lat tworzy spektakle, które wprost mierzą się z queerową historią, cielesnością i pamięcią.

Czytelnicy i czytelniczki „Repliki” znają jego twórczość doskonale. Na naszych łamach recenzowane były wcześniejsze spektakle, takie jak „Rodos” czy „Dance Mom”, a o najnowszym przedstawieniu „Threesome/Trzy” – opowiadającym o trzech nieżyjących polskich homoseksualnych tancerzach – pisaliśmy w „Replice” nr 111 (wrzesień/październik 2024). Sam Grudziński był również bohaterem nagiego kalendarza „Repliki” na 2024 rok. Wywiad z laureatem opublikowaliśmy na łamach 114. numeru „Repliki” (marzec/kwiecień 2025).

 

Pożegnanie dr Joanny Kubickiej i Roberta Piotra Łukasika

14 września zmarła dr n. med. Joanna Kubicka – wybitna lekarka, pionierka leczenia HIV w Polsce i bohaterka wywiadu w „Replice” nr 76 (listopad–grudzień 2018). Przez dekady pracowała z osobami żyjącymi z HIV, wdrażając PrEP i PEP, walcząc ze stygmatyzacją i ucząc, że zdrowie seksualne musi opierać się na wiedzy, nie stereotypach. Z kolei 6 listopada zmarł Robert Piotr Łukasik, jedna z najważniejszych postaci w historii polskiego ruchu LGBT+ i działań na rzecz osób żyjących z HIV. Był założycielem i prezesem Zjednoczenia Pozytywni w Tęczy, współtwórcą pierwszych organizacji queerowych w Polsce, promotorem kultury drag oraz właścicielem legendarnych klubów Paradise i Galeria.

 

Queerowa miłość bez tabu: Izabela Morska o związku z Marią Janion na łamach „Repliki”

W 114. numerze „Repliki” opublikowaliśmy wywiad z Izabelą Morską. W rozmowie z Olgą Górską autorka opowiedziała o swojej najnowszej książce „Trojka” i o tym, że pierwowzorem fabuły „Ośmiornicy” był… jej własny intymny związek z prof. Marią Janion. prof. Marią Janion to wybitna humanistka, która dokonała lesbijskiego coming outu w wieku 86 lat. Opowieść o ich relacji z 2007 roku była jednym z najważniejszych tekstów ostatnich lat – historią miłości, odwagi i queerowej pamięci, która wymyka się wszelkim schematom.

 

Podsumowanie

Patrząc na miniony rok z perspektywy „Repliki”, widzimy coś więcej niż listę wydarzeń. Widzimy ciągłość — historii, walki, widoczności i pamięci. Rok, w którym osoby LGBT+ znów były jednocześnie coraz bardziej obecne w przestrzeni publicznej i coraz częściej poddawane politycznym negocjacjom. Rok, w którym queerowe życie toczyło się dalej — mimo oporu, mimo cofnięć, mimo zmęczenia.

Coming outy Andrzeja Stękały, Erika Shojiego czy Kuby Szmajkowskiego nie były jedynie osobistymi decyzjami — stały się faktami społecznymi. Stolpersteiny we Wrocławiu i odnaleziony pamiętnik sprzed ponad stu lat przypominają, że queerowa historia w Polsce nie zaczęła się wczoraj i nie skończy się jutro. Wyroki ETPCZ i TSUE po raz kolejny potwierdziły to, o czym piszemy od lat: brak równości to nie „spór światopoglądowy”, lecz naruszenie praw człowieka.

Jednocześnie był to rok brutalnych przypomnień: że ustawy chroniące przed przestępstwami z nienawiści mogą zostać zablokowane jednym podpisem; że polityczne kompromisy często oznaczają prawa „na pół”; że Polska wciąż pozostaje na końcu europejskich rankingów równości. To dlatego żadnego z tych zwycięstw nie traktujemy jako ostatecznych.

Od dwóch dekad jesteśmy archiwum, kroniką i miejscem, w którym queerowe osoby w Polsce mogą mówić własnym głosem. Możemy to robić tylko dzięki Wam — osobom, które czytają, wspierają, prenumerują i polecają „Replikę” dalej. Jeśli ten tekst jest dla Was ważny, jeśli chcecie, by takie historie były nadal opisywane, archiwizowane i dostępne — zostańcie z nami na kolejne lata. Prenumerata to nie tylko magazyn. To realne wsparcie niezależnych, queerowych mediów w Polsce.

KUPCIE PRENUMERATĘ JUŻ TERAZ > 

My obiecujemy jedno: będziemy pisać dalej.
O ile Wy będziecie z nami — i będziecie nas czytać.

Z wirusem HIV czuję się świetnie

 

Z okazji Światowego Dnia Walki z AIDS rozmawiamy z Krzysztofem Olszewskim, który z wirusem HIV żyje już 10 lat. Jak sam mówi: Na początku to jest szok. To jest trudne, człowiek nie potrafi tego ogarnąć. Ale to mija. A potem? Potem człowiek żyje zupełnie normalnie. Rozmowa Tomasza Piotrowskiego.

Słyszałem plotki, że jesteś jedną z najbardziej pozytywnych osób żyjących z HIV.

(śmiech) Nie mi to chyba oceniać, ale jak najbardziej – jestem pozytywną, uśmiechniętą osobą. To, że żyję z HIV, nie wpłynęło na mnie aż tak negatywnie, jak się spodziewałem na samym początku. Jak usłyszałem o mojej diagnozie HIV, to narobiłem w majtki. Dosłownie. (śmiech) Musiałem przeprosić lekarkę i iść do łazienki. Zanim to przetrawiłem i poukładałem sobie w głowie, potrzebowałem miesiąca

Jak dowiedziałeś się o zakażeniu?

To było 10 lat temu, miałem wtedy 32 lata. Pierwsze objawy – coś w stylu silnej grypy – nie zostały przeze mnie zbagatelizowane, od razu poszedłem do lekarza. Od zawsze bardzo dbam o zdrowie. Jeżeli widzę, że coś jest nie tak i leki nie pomagają, a objawy nie pasują do zwykłego przeziębienia — natychmiast reaguję. I tak było w tym przypadku – dostałem leki objawowe, ale trzy dni ich brania nic nie dały. Poprosiłem więc o skierowanie do szpitala. Byłem wtedy u rodziców, w Bielsku Podlaskim. Na oddziale zakaźnym w tym mieście leżałem chyba trzy dni i wtedy padła diagnoza: „Ma pan HIV”. Zawsze uważałem, że dbam o bezpieczeństwo — nigdy nie odpuszczałem prezerwatywy, ale… raz sobie odpuściłem. Jeden jedyny raz. I to był właśnie ten raz.

Wiedziałeś wcześniej coś o wirusie HIV? Testowałeś się?  

Zawsze interesowałem się medycyną, nowinkami, różnymi chorobami — więc częściowo wiedziałem, „z czym to się je”. Nie zgłębiałem jednak tematu niewykrywalności i nowoczesnego leczenia. Największy szok był taki, że to mnie dopadło. 

Jak sobie poradziłeś? Miałeś jakąś pomoc psychologiczną, opiekę, kogoś, kto cię wsparł?

Pierwsi dowiedzieli się rodzice, bo wiedzieli przecież, że leżę w szpitalu. Gdy mama przyszła mnie odwiedzić to od razu złapała za kartę informacyjną wiszącą na łóżku. Powiedziałem wprost, jaka jest diagnoza. Mama zareagowała… specyficznie. Powiedziała: „Dzieciaku, ty tyle razy byłeś w szpitalu, to na pewno oni ci coś takiego wszczepili”. Tutaj powinniśmy chyba nadmienić, że w dzisiejszych czasach takie zakażenie HIV w szpitalu czy u stomatologa to mit. Mamie chyba jednak łatwiej było przyjąć taką informację. O tym, że jestem gejem, też nigdy nie rozmawialiśmy, mimo że jestem przekonany, że o tym wie. Miałem w niej wsparcie, była obok w tych pierwszych dniach, gdy byłem najbardziej załamany. Istnieje oczywiście możliwość wsparcia psychologa w takiej sytuacji, jednak ja się na nią nie zdecydowałem 


A jak wyglądała opieka w tym szpitalu? 10 lat temu – w Bielsku Podlaskim? Nie spotkałeś się ze stygmatyzacją ze strony personelu?

Nie było źle, jednak doszło do jednej nieprzyjemnej sytuacji. Z informacją o zakażeniu przyszła do mnie nie lekarz prowadząca, ale ordynatorka oddziału, widocznie była to już dla nich poważniejsza sprawa. Od wejścia powiedziała, że trzeba zrobić bardziej szczegółowy test, żeby potwierdzić HIV. Ja tylko dopytałem, czy ten wstępny już wyszedł dodatni, a ona na to, przy sali pełnej pacjentów: „To co, pan nie wie, z kim pan się puszcza?”. Wtedy z nerwów drugi raz narobiłem w gacie… Nie pozwoliłem sobie jednak na takie traktowanie. Jak tylko ochłonąłem, poszedłem do niej i powiedziałem, że naruszyła prawa pacjenta, że obowiązuje ją tajemnica lekarska i że takie sprawy omawia się na osobności, a nie przy pełnej sali. Zrobiło jej się głupio. Przeprosiła i przyznała, że nie powinna się tak zachować. Teraz to już oczywiście się nie zdarza. Przez te 10 lat naprawdę wiele się zmieniło. Lekarze są bardzo przychylni, empatyczni. Pielęgniarki tak samo. Zero stygmatyzacji, a leczenie jest na wysokim poziomie.

Terapię lekową zacząłeś od razu w szpitalu?  

Przy wypisie dostałem… najprostszy lek przeciwbólowy.

Słucham?  

W wypisie ze szpitala w zaleceniach znalazło się: paracetamol trzy razy dziennie. Po wypisie wróciłem do Warszawy i pojechałem do Poradni Profilaktyczno-Leczniczej Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego na Wolskiej 37. Myślałem, że będę czekać miesiącami. A pani w rejestracji sprawdziła i mówi: „Gabinet 21, proszę wejść od razu”. Lekarka zrobiła wywiad, obejrzała dokumenty i zleciła dokładny test HIV. Miałem wrócić za dwa tygodnie, oczywiście w tym czasie – żadnych kontaktów seksualnych. No i na kolejnym spotkaniu potwierdził się wynik. Wtedy zaczęła się ta typowa terapia tabletkowa.

 

 

Sprawdź gdzie w Polsce bezpłatnie, anonimowo i bez skierowania można wykonać testy na HIV:

https://aids.gov.pl/pkd/

 

Od maja 2025 roku testy można wykonać też bezpłatnie

w każdej przychodni POZ w Polsce. 

 

Jak wyglądało twoje leczenie? 

Na początku, przez około trzy miesiące, miałem pięć tabletek. Pytam: „Czemu tak dużo?”. – To tylko na chwilę – mówi lekarka – żeby tę pierwszą fazę wirusa zagłuszyć. I rzeczywiście dość szybko zeszliśmy do czterech tabletek, a po kolejnych dwóch latach –  do dwóch. Jak wspomniałem, interesują mnie nowinki medyczne, więc gdy tylko wyczytałem w internecie, że mają być dostępne terapie jednotabletkowe, to od razu zapytałem o nie lekarkę. A ona: A skąd pan o tym wie? To prawda, ale na razie to tylko za granicą. Powiedziałem, że jeśli wejdą do Polski i będzie refundacja, chciałbym od razu na nie przejść. I tak było – po 5 miesiącach zacząłem brać jedną tabletkę. Tak było przez kolejne 6 lat.

Do dziś jesteś na terapii tabletkowej?

Coś ty! Gdy tylko wyczytałem, że ma wejść do Polski terapia iniekcyjna, od razu powiedziałem lekarce, że chcę z niej skorzystać. Znowu była zdziwiona, że już o tym wiem. Wpisała mnie na listę osób chętnych i tak stałem się jedną z pierwszych 3 osób w Polsce, które rozpoczęły przyjmowanie leków w tej formie. To było około 2,5 roku temu. Ta terapia polega na tym, że raz na dwa miesiące spotykam się z lekarzem i dostaję dwa zastrzyki: jeden w lewy, a drugi w prawy pośladek. Komfort jest ogromny. Nie zastanawiam się codziennie czy wziąłem już tabletkę, czy jeszcze nie. A najlepsze jest to, że wcześniejsze leki miały zawsze jakiś skutek uboczny – u mnie to były problemy żołądkowe. W trakcie tej iniekcyjnej terapii jest zupełnie inaczej. Większy komfort i dla organizmu, i dla psychiki. A co najlepsze – zdecydowanie poprawiły mi się wyniki.

Wspomniałeś jednak, że to aż dwa zastrzyki w jeden i drugi pośladek. To nie boli?

Dużo osób o tym mówi i właśnie o to chodzi, że nie. Może to taki syndrom igły – że sama myśl odstrasza. To jest zwykłe, krótkie ukłucie cieniutką igiełką! Niektórzy mówią, że pośladki bolą, że nie mogą usiąść – ja nic takiego nie mam. To boli tylko jeden dzień w miejscu ukłucia. Jakby się człowiek gdzieś uderzył.

Czyli powrotu do tabletek nie planujesz? 

Jeżeli nie będzie takiej potrzeby – nigdy. Wyjeżdżając za granicę, nie muszę pakować tabletek, pilnować pudełek. Bywały też krępujące sytuacje, gdy ludzie dopytywali: „A co ty bierzesz za leki?”, „Po co ci one?”. A przy iniekcjach nikt tego nie widzi. Raz na dwa miesiące idę do lekarza, dostaję zastrzyki, wracam do domu i żyję dalej. Ostatnio odbyło się nawet sympozjum dla osób, które leczą pacjentów żyjących z HIV. Zostałem na nie zaproszony jako osoba, która miała podzielić się swoim doświadczeniem z iniekcjami. Miałem 20-minutowe wystąpienie. Sam dużo się na niej dowiedziałem na temat iniekcji. Lekarze mówili, że mają one nawet lepszą skuteczność niż leki podawane w tabletkach. Bo tabletki: najpierw trafiają do wątroby, wątroba musi je częściowo przetworzyć, a do krwi trafia mniej substancji aktywnych niż przy iniekcjach.

Jak się dziś czujesz?   

Szczerze? Dużo lepiej niż kiedyś, zanim jeszcze zakaziłem się HIV. Może to zbieg okoliczności, a może tego, że jako osoba żyjąca z HIV muszę przechodzić szczegółowe i regularne badania, ale na tej terapii jestem zdrowszy niż wcześniej. Kiedyś miałem grypę czy przeziębienie dwa–trzy razy w roku. W ciągu ostatnich 10 lat — nic — żadnej grypy, żadnego przeziębienia, żadnego bólu gardła. Tylko raz, w 2020 roku, zachorowałem na COVID.

Co robisz na co dzień? Wiesz dużo o lekach, wypowiadasz się prawie jak lekarz.  

(śmiech) Nic z tych rzeczy. Wiesz, jak to się zaczęło? Przez babcię. Chorowała m.in. na serce. Ja miałem wtedy ok. 13 lat. Patrzyłem, jak ciągle jeździ do lekarza, dostaje leki, a stan się nie poprawia. Mówiła: „Chodzi o to, żeby nie było gorzej”. Wziąłem tę jej torbę leków i zacząłem czytać wszystkie ulotki. Zafascynowało mnie to. Chciałem wiedzieć więcej, poszedłem do biblioteki po jakieś książki. Zapytałem babcię, czy mogę pójść z nią do lekarza. Zgodziła się. Lekarz zaczął ze mną rozmawiać i był zdumiony, że znam nazwy leków, nawet łacińskie składniki. Pokazał mi echo serca, wytłumaczył, jak to działa. I od tego momentu zacząłem drążyć. Chodziłem z babcią na każdą wizytę i w końcu doszło do tego, że zacząłem lekarzowi sugerować, jakie leki mógłby babci przepisać. Wytłumaczyłem dlaczego, on wszystko przeanalizował i przyznał mi rację – powiedział, że możemy spróbować. I faktycznie — babci stan zaczął się poprawiać. Lekarz sam to zauważył. To mnie podbudowało. Od tamtej pory zacząłem czytać coraz więcej książek farmaceutycznych i artykułów.

 

I nie jesteś dziś lekarzem?   

Chciałem zostać farmaceutą, ale gdy powiedziałem o tym mamie, to mnie wyśmiała: Dzieciaku, wybij to sobie z głowy, W naszej rodzinie nie ma farmaceutów. Nie poradzisz sobie. To było ponad 20 lat temu, to były inne czasy. Na studia trzeba było mieć pieniądze, a u nas było ciężko. Mimo to nadal się uczyłem. I dziś lekarze rzadko są w stanie mnie czymś zaskoczyć. A rodzina? Jak cokolwiek komuś dolega, najpierw idą do mnie po analizę leków, a dopiero potem do lekarza. Mama dziś sama przyznaje, że źle zrobiła, że wtedy podcięła mi skrzydła.

To czym się zajmujesz?

Pracuję w salonie jubilerskim znanej marki. Siedzę w tym już od 12 lat. Dlaczego akurat jubilerstwo? Gdy kończyłem szkołę średnią – a była to elektromechanika – to dyrektor zapytał mojej mamy czy syn chce pracować, jeżeli tak to zasugerował, żeby iść pod wskazany adres i powołać się na niego. Tak zrobiłem. Okazało się, że to lokalny jubiler. Postawili przede mną garnek pełen jakichś różnych kawałków metali i powiedzieli: wybierz z tego złoto. To nie było proste, bo to były złoto z rafinacji, a nie gotowe wyroby. Ale udało się – dostałem tą pracę. Przez pięć lat nauczyłem się zawodu do takiego stopnia, że potrafiłem ręcznie wykonać pół kilograma skończonych obrączek dziennie. Szef powiedział, że przez 30 lat pracy nie miał takiego pracownika. Dostałem podwyżkę. Potem ściągnąłem jeszcze brata, dołączyli też moi koledzy i zrobiła się z tego firma trochę rodzinna. Wykonywałem typowe obrączki ślubne, a do tego krzyżyki, medaliki, zawieszki, wszelkiego rodzaju naprawy. Jestem jednak osobą, która nie usiądzie w miejscu więc dodatkowo zatrudniłem się jeszcze w Agencji Skarbu Państwa. Coś zupełnie odmiennego. Wtedy zacząłem też studia – skoro nie farmacja, to przynajmniej zaoczne poszedłem na administrację publiczną. Od 6:00 do 14:00 pracowałem w administracji, od 14:00 do 22:00 w jubilerstwie. A w weekendy studia. Trwało to chyba dwa lata 

 

Dałeś radę? 

Im więcej pracowałem, tym miałem więcej siły i energii. Nie wiem, co mnie wtedy bardziej kręciło – czy praca, czy to, że na konto wpływały pieniądze, czy to, że zdobywałem wiedzę. Jednak po dwóch latach, ku przerażeniu rodziców, rzuciłem pracę w jednym i drugim miejscu i poszedłem… do seminarium.

Spora zmiana.

Tak i  kolejna długa historia. Ograniczę więc do tego, że byłem tam pięć lat, więc niewiele już zostało, a byłbym dziś księdzem. Zrezygnowałem, gdy pewnego dnia przyszedł do mnie rektor uczelni i powiedział: Jesteś tak naprawdę moją prawą ręką, więc powiem ci coś w zaufaniu… Trzeba by trochę inwigilować jedną osobę. Tak dokładniej. Zapytałem, co to dokładnie znaczy, czy mam komuś przejrzeć szafki i prywatne rzeczy? Gdy potwierdził, to poprosiłem o wydanie moich dokumentów. Zrezygnowałem z dnia na dzień. To była kolejna decyzja, która zaskoczyła moich rodziców. Gdy wróciłem do mojej rodzinnej miejscowości to część ludzi nagle przestała mówić mi „dzień dobry”. Wtedy zdecydowałem: „O nie. Tak to nie będzie wyglądać. Wyprowadzam się. Jadę do Warszawy”. Zadzwoniłem do kolegów z seminarium, którzy również zrezygnowali i mieszkali w stolicy. Zgodzili się, bym u nich pomieszkał, dopóki sytuacja się nie ustabilizuje. W portfelu miałem 800 zł, do samochodu zapakowałem trochę jedzenia od rodziców: mięso, warzywa i worek ziemniaków i ruszyłem. Miałem być tutaj na rok, a mija już 13 lat.

Rozmawiałem już z kilkoma osobami żyjącymi z HIV i zawsze wraca to pytanie: jak powiedzieć partnerowi — czy seksualnemu, czy takiemu na życie — że ma się HIV? 

Ja mówię o tym od razu. Bo wiadomo — chodzi o seks. I zawsze pada pytanie: „W prezerwatywie czy bez?”. Więc zawsze tłumaczę, że jestem na terapii ARV, mam niewykrywalną wiremię, więc na pewno się ode mnie nie zakazisz. To tak zwana zasada N=N. Niewykrywalny = niezakaźny. Oczywiście prezerwatywę i tak należy stosować, bo jest jeszcze cała masa innych chorób zakaźnych, ale pod względem HIV – mój partner jest w pełni bezpieczny. Mam wrażenie, że dziś świadomość ludzi jest zdecydowanie większa niż 5-6 lat temu. Ludzie coraz częściej wiedzą, że osoby, które są w terapii i pod kontrolą lekarzy, nie przenoszą wirusa.

Jak wygląda twoja codzienność jako osoby żyjącej z HIV?   

Zupełnie nie różni się od życia innych osób. Chodzę na siłownię, pracuję, jestem zdrowy, nie choruję. Może kiedyś, przy starszych terapiach, ludzie czuli się gorzej. Teraz — przy obecnej opiece medycznej — to wygląda zupełnie inaczej. Nie ma kolejek, nie jestem traktowany inaczej przez personel. Nikt mnie nie dyskryminuje. Leczenie jest na bardzo wysokim poziomie, a obecne leki — nawet te w tabletkach — nie mają takich skutków ubocznych, żeby wpływały na codzienne życie. Ja czuję się z wirusem HIV świetnie. 

Są momenty, że muszę sobie przypomnieć, że w ogóle mam HIV i że muszę pójść do lekarza na kolejne zastrzyki. Myślę, że ludzie, którzy biorą leki na inne, przewlekłe choroby, często czują się gorzej niż osoby żyjące z HIV.

 

Jeżeli czyta to teraz osoba, u której właśnie wykryto wirusa HIV. Co byś jej powiedział?

Na początku to jest szok. To jest trudne, człowiek nie potrafi tego ogarnąć.  Ale to mija. A potem? Potem człowiek żyje zupełnie normalnie. Pamiętaj, że przychodnie mają swoich terapeutów — możesz tam otrzymać pomoc i wsparcie. Ale naprawdę — nie ma się czym przejmować. Lekarze są bardzo przychylni, empatyczni. Pielęgniarki tak samo. Leczenie jest na wysokim poziomie, możesz skorzystać z naprawdę wygodnej terapii iniekcyjnej i niedługo prawie zapomnisz, że żyjesz z HIV. Naprawdę.   

 

/////


Już 3 grudnia o godzinie 20:00 na naszym Instagramie odbędzie się rozmowa LIVE z Krzyśkiem, a także Antkiem (działającym w grupie wsparcia Buddy Polska) już dziś serdecznie zapraszamy! 

19. edycja Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków już on-line!

 

 

🌏🎬 Startuje 19. edycja Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków! 🎬🌏
A właściwie… startuje druga połowa festiwalu, bo choć pokazy stacjonarne się zakończyły, to właśnie ruszyła edycja online! 💻✨
Do 30 listopada możecie oglądać filmy na stronie 👉 piecsmakow.pl

To jedna z najważniejszych filmowych jesieni w Polsce:
od neonowych lat 80. w Japonii, przez queerowy Seul, po futurystyczne wizje Chin i koreańskie opowieści o dorastaniu. W tym roku w programie 50 filmów w ośmiu sekcjach – totalny przegląd różnorodności i kreatywności azjatyckiego kina.

My – jak co roku – przeglądamy dla Was program i wybieramy najciekawsze queerowe tytuły.
Nasza recenzentka, Agnieszka Pilacińska, poleca 3 filmy, które koniecznie trzeba zobaczyć: ⤵️

 

🏳️‍🌈✨ 1. WAKACJE 1999 / reż. Shūsuke Kaneko

.

W sekcji japońskiej klasyki lat 80. znajdziemy odurzający melancholią obraz w reżyserii Shūsuke Kaneko. To opowieść zawieszona między jawą a snem, światem rzeczywistym i fantazją, życiem a śmiercią. Podczas wakacyjnej przerwy trzech uczniów: Norio, Kazuhiko i Naoto zostaje zmuszonych do pozostania w szkolnych murach. W pewnym momencie do placówki przybywa Kaoru, łudząco podobny do ich zmarłego przed trzema miesiącami kolegi Yu. Między chłopcami rośnie napięcie wypełnione fascynacją, zazdrością i złością. Kaneko prowokuje na każdym kroku, także obsadą –  powierzając role chłopców aktorkom bawi się konstruktem płci i tożsamości seksualnej. Oniryczne zdjęcia Kenji Takama pozwalają bez reszty zatopić się w przedstawionym świecie.

🏳️‍🌈✨ 2. 3670 / reż. Park Joon-ho

Park Joon-ho w swoim pełnometrażowym debiucie oprowadza nas po queerowej mapie Seulu. W centrum opowieści stawia Cheol-juna (Cho You-hyun), młodego geja, który uciekł z Korei Północnej. Zagubiony w tętniącej możliwościami metropolii swojego szczęścia próbuje na randkach grupowych. W ten sposób zauracza się przystojnym Hyeon-taekem (Cho Dae-hee) i zaprzyjaźnia z dowcipnym Yeong-junem (Kim Hyun-mok). Ten ostatni staje się jego przewodnikiem po tęczowym świecie. Nie jest to jednak film tylko o relacjach z innymi i pierwszych prawdziwych miłościach. Przede wszystkim to obraz o odnajdywaniu siebie, godzeniu swojej przeszłości z tożsamością i odwadze do życia na własnych zasadach.

 

🏳️‍🌈✨ 3. DOBRE DZIECKO / reż. Ong Kuo Sin

Singapurski reżyser przygląda się emocjonalnej tkance rodziny, wykorzystując do tego konstrukt płci. Drag queen Jia Hao (Richie Koh) wraca do domu po śmierci ojca i zaczyna zajmować się popadającą w coraz większą demencję matką (Hong Huifang). W wyniku splotu nieprzewidzianych wydarzeń przyjmuje na siebie rolę jej dawno zaginionej córki. Trochę komedia pomyłek, a trochę dramat obyczajowy o niezagojonych ranach i emocjonalnym odnajdywaniu swoich bliskich. Film jest adaptacją biografii Christophera Lima – drag queen występującej pod psudonimem Sammi Zhen.

***

🎟 Pięć Smaków jak co roku przypomina, że azjatyckie kino to przestrzeń odwagi, innowacji i wyjątkowego queerowego spojrzenia na świat.
A my – jak co roku – polecamy z całego serca i zachęcamy: korzystajcie z edycji online, póki trwa! 🏳️‍🌈💻✨

👉 OGLĄDAJ DO 30.11: piecsmakow.pl

 

Nowy, dostępniejszy program QueerMuzeum Warszawa!

 

fot. Karolina Jackowska

 

QueerMuzeum Warszawa to założona oddolnie, otwarta przestrzeń spotkań z historią osób i społeczności LGBTQ+, miejsce gromadzenia i udostępniania dokumentów, artefaktów i świadectw. Zlokalizowane w samym centrum Warszawy, na ulicy Marszałkowskiej 83, jest pierwszym tego typu miejscem w Polsce i jednym z nielicznych na świecie. Muzeum uzupełnia historię głównego nurtu, upominać się o to, co zapomniane, wymazane i przemilczane, odzyskiwać i przywracać miejsce historiom mniejszościowym. 

W Muzeum zobaczysz zarówno wystawę stałą – Oś czasu, obejmującą okres od 1559 roku, aż do początków XXI  oraz wystawy czasowe. 

 

Dzięki wsparciu programu grantowego  Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2025 Muzeum poszerzyło swoją ofertę wydarzeń o oprowadzania z tłumaczeniem na języki: angielski, białoruski, ukraiński, Polski Język Migowy (PJM) oraz dla grup seniorskich, lekcje muzealne we współpracy z osobami ze społeczności queer, migranckich i z niepełnosprawnościami, a także udogodnienia w tym audiodeskrypcje i tyflografiki dla wybranych obiektów.

 

Lekcje muzealne to nowa inicjatywa QueerMuzeum Warszawa, która otwiera przestrzeń dla głosów osób trans, queerowych, migrantek i migrantów, artystek i artystów, osób Głuchych oraz aktywistek i aktywistów na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami. W ramach cyklu zapraszamy te osoby do dzielenia się swoimi perspektywami i poszerzania wiedzy o naszej wspólnej historii i dziedzictwie – w sposób dostępny dla wszystkich. Projekt realizujemy dzięki wsparciu programu grantowego “Kultura Dostępna” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2025.

 

HARMONOGRAM LEKCJI MUZEALNYCH

 

Październik

Dmitry Ermalovich-Dashchynski – 5 października 2025, 14.00

Białoruskie archiwum queerowe na emigracji 

lekcja muzealna w języku białoruskim

 

Nataniel Maslianinov – 12 października 2025, 14.00

Kto piszę historię queeru?

lekcja muzealna w języku ukraińskim

 

Angela Getler – 26 października 2025, 14.00

Transpłciowość na taśmie filmowej 

lekcja muzealna w języku polskim

 

Listopad

Filip Kijowski – 2 listopada 2025, 14.00

Choreografia sojuszu

lekcja muzealna w języku polskim 

 

Taras Gembik – 9 listopada 2025, 14.00

Blakytna Trojanda /Блакитна Троянда/ Błękitna Róża

lekcja muzealna w języku ukraińskim / polski na życzenie

 

Ryszard Kisiel – 16 listopada 2025, 14.00

Czterdzieści lat od akcji “Hiacynt”

lekcja muzealna w języku polskim

 

Lulla La Polacca – 23 listopada, 14.00

Żyć to ja potrafię!

lekcja muzealna w języku polskim + PJM

 

Daniel Kotowski – 27 listopada 2025, 18.00

Podwójna tożsamość queer+głuchota  

Wydarzenie odbywa się w polskim języku migowym oraz będzie tłumaczone na foniczny język polski.

 

Grudzień

Anton Ambroziak – 7 grudnia 2025

Ćwiczenia z narracji 

lekcja muzealna w języku polskim

 

Lesbi Pensjonari – 14 grudnia 2025

Afektywne czytanie archiwum

lekcja muzealna w języku polskim

 

Przestrzeń:

Muzeum składa się z dwóch pięter. Na parterze budynku znaduje się wystawa stała, stanowisko obsługi oraz toaleta. Na pierwszym piętrze znajduje się nowa siedziba Archiwum Lambdy Warszawa, siedziba redakcji czasopisma QueerStoria oraz niewielka biblioteka. 

 

Wejście do QueerMuzeum jest darmowe dla każdego.

 

Jesteśmy muzeum społecznym i oddolnym.

Działamy dzięki wolontariuszom oraz wsparciu darczyńców i odwiedzających.

 

 

NAGI kalendarz „Repliki” 2026!

To już tradycja — każdego roku Fundacja Replika (wydawca magazynu „Replika”) przygotowuje wyjątkowy nagi kalendarz z udziałem queerowych osób, które łączą odwagę, wrażliwość i poczucie misji. W tym roku projekt nosi tytuł „INTYMNOŚĆ”, a jego autorem fotograficznym jest Piotr Porębski – legenda polskiej sceny mody, reklamy i kultury, autor niezliczonych portretów i okładek płyt.

Dla osób prenumerujących: ponad 50% zniżki na kalendarz! Zamiast 119 zł zapłacisz tylko 59 zł! Dowiedz się jak dostać zniżkę. Przeczytaj ten artykuł!  

Na okładce: Radek Pestka. Fot: Piotr Porębski

„Intymność” to 12 niezwykłych kadrów – 14 osób, które łączy odwaga bycia sobą, nieheteronormatywna tożsamośćbrak wstydu wobec własnego ciała.
Każde zdjęcie to inna historia: artystyczna, zawodowa, emocjonalna. Znajdziecie tu modela o międzynarodowej sławie, osobę niebinarną ze sceny teatralnej, projektanta mody, artystów, aktywistów i pary, które dzielą się swoją miłością.

Jak mówi Albert Judycki, kierownik produkcji kalendarza (i zarazem jeden z bohaterów zdjęć):

„Podczas rozmów z bohaterami kalendarza szukaliśmy motywu, który z jednej strony połączyłby dwanaście zdjęć w całość, a z drugiej pozwoliłby na ukazanie wszystkich osób w ich różnorodności.
W wyniku tych rozmów wybraliśmy INTYMNOŚĆ jako główny temat tegorocznego kalendarza – bardzo różnie rozumianą: od intymności erotycznej, przez intymność w samotności, aż po intymność pełną smutku. Szukaliśmy jej w geście, w spojrzeniu, w sytuacji, w uchwyconej chwili.”

KUP KALENDARZ TERAZ >


📸 Bohaterowie kalendarza

W tegorocznym wydaniu znajdziecie 14 wyjątkowych osób:
Paweł Bednarek, Rob Wasiewicz, Jan Kardas, Piotr Tarczyński, Kiki Surprise (Kamil Świątek), Radek Pestka, Jakub „Jasza” Nowicki, Rejsel, Piotr Gruszczyński, Dawid Dudko, Paweł Żołądek, Marek Szolc, Albert Judycki i Grześ Wabik.

Każde zdjęcie to osobny portret intymności – nie seksualnej, lecz ludzkiej. To kalendarz o ciele i prawdzie, o różnorodności i dumie, o tym, że nagość może być językiem widzialności, a nie wstydu.
Chcesz zobaczyć jakie to zdjęcia? Zobacz tutaj >


💜 Jak otrzymać zniżkę na kalendarz?

Kalendarz „INTYMNOŚĆ” kosztuje 119 zł, ale osoby, które mają aktywną prenumeratę „Repliki”, mogą kupić go ponad 50% taniej – za 59 zł! 🎉

Aby skorzystać ze zniżki:
1️⃣ Wejdź na stronę i kup prenumeratę „Repliki” 👉 https://replika-online.pl/kup-replike/
2️⃣ Zakończ transakcję i opłać prenumeratę.
3️⃣ W kolejnej transakcji dodaj kalendarz do koszyka 👉 https://replika-online.pl/produkt/kalendarz-2026/
4️⃣ Zniżka naliczy się automatycznie – nie trzeba wpisywać żadnego kodu 💫

 


🌈 Dlaczego warto kupić kalendarz?

👉 Cały dochód z jego sprzedaży zostanie przeznaczony na rozwój Fundacji Replika i dalsze wydawanie jedynego w Polsce drukowanego magazynu LGBT+.
👉 Wszystkie osoby pozujące, fotograf i zespół produkcyjny pracowali pro bono, wierząc w ideę projektu.
👉 Każde zdjęcie to manifest – nagość bez uprzedzeń, ciała bez filtrów, widzialność zamiast seksualizacji.

 


🖤 Specyfikacja

📐 Format: B3 (35×50 cm)
📦 Wysyłka: w sztywnej, tekturowej kopercie, zawartość niewidoczna
📸 Fotograf: Piotr Porębski
🎨 Kierownictwo produkcji: Albert Judycki

 


Kupując kalendarz „INTYMNOŚĆ”, wspieracie nie tylko kulturę queer, ale też przyszłość niezależnych mediów LGBT+ w Polsce.
To projekt, który przypomina, że intymność jest formą odwagi 💜

👉 Kup teraz: https://replika-online.pl/produkt/kalendarz-2026/
👉 Kup prenumeratę z darmową książką LGBT+ „Fafnik”: https://replika-online.pl/kup-replike/

 

 

 

Influencerki Agnieszka i Karolina Skrzeczkowskie zdradzają szczegóły ślubu! [WYWIAD]

Tylko w „Replice”! Szczegóły ślubu i relacji najpopularniejszej pary kobiet w polskim internecie – Agnieszki i Karoliny Skrzeczkowskich!

Tuż przed ceremonią zawarcia związku partnerskiego w ukochanych przez dziewczyny Włoszech (ceremonia odbyła się 30 września) Karolina i Agnieszka zdradziły dwumiesięcznikowi LGBTQIA+  „Replika” m.in. jak będzie ona przebiegać, czy z głośników poleci disco polo i to, że już planują dziecko!

Dziewczyny wracają na łamy magazynu „Replika” po 5 latach (pierwszy wywiad ukazał się w 87. numerze, wrzesień/październik 2020). W rozmowie z Tomaszem Piotrowskim wspominają co wydarzyło się w tym czasie i czy wciąż spotykają się z homofobią na polskich ulicach i w klubach.

„Miałyśmy nadzieję, że związki partnerskie w końcu będą w Polsce możliwe. Zmienił się rząd i… nic się nie zmieniło” – mówi Karolina.

„Była akcja medialna ‘100 dni do związków partnerskich’, którą organizowali Jakub i Dawid Kwiecińscy-Mycek. Też brałyśmy w niej udział, ale te 100 dni minęło dawno temu. Coraz więcej mówi się o tym, że na zmiany w Polsce możemy czekać do starości. Więc ostatecznie zdecydowałyśmy, że lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i wziąć ślub za granicą” – dodaje Agnieszka.

Choć Włochy nie wprowadziły jeszcze równości małżeńskiej, to właśnie tam para zawarła związek partnerski.

„Zawieramy związek partnerski. Czy to będzie ślub, czy związek partnerski – w żaden sposób nie zmieni naszej sytuacji prawnej w Polsce. Dlatego stwierdziłyśmy, że ważniejsze jest dla nas samo miejsce, a Włochy kochamy obie. Tam były zaręczyny, tam bywamy na wakacjach, rozważamy, czy zamieszkać tam w przyszłości… Toskania to nasze miejsce na ziemi!” – mówią.

Rodzice Karoliny i Agnieszki w pełni zaakceptowali ich decyzję:

„Myślałyśmy, że rodzice będą oczekiwać, że zrobimy klasyczne wesele i zaprosimy przynajmniej 200 osób. Bo jak tu nie zaprosić tego wujka, tamtej cioci? Ale nasi rodzice totalnie nas zaskoczyli – pełen luz, żadnego wtrącania się. Zapytali tylko: ‘Podjęłyście taką decyzję? Super. Nie będzie tych ciotek? To nawet lepiej’.”

Ślubna impreza trwała trzy dni:

„Pierwszego dnia robimy pizza party – na spokojnie, integracyjnie. Drugiego dnia ceremonia i wesele. A trzeciego… poprawiny nad basenem. Grill, muzyka, pełna zabawa. Potem połowa naszej ekipy – najbliższa rodzina – jedzie z nami jeszcze nad morze na kilka dni. A my po wszystkim zostajemy same. To będzie nasz miesiąc miodowy.”

Dla Agnieszki to spełnienie marzenia, które jeszcze kilka lat temu wydawało się odległe:

„Czy wyobrażałam sobie wtedy siebie w roli panny młodej tak często, jak robi to wiele dziewczyn hetero? Raczej nie. Ale jeśli pytasz, czy chciałam ślubu – to tak, zawsze tego pragnęłam. No i w końcu to zaraz się stanie!”

fot. Greta Burzyńska / IG @burzaphotography

 

Po udziale w programie Love Never Lies Polska para zdecydowała się na wspólną terapię:

„Po programie poszłyśmy jeszcze razem na terapię. Chciałyśmy domknąć pewne sprawy, które były niewyjaśnione. Pomyślałyśmy też, że skoro ludzie w kościele mają kursy przedmałżeńskie, to my zrobimy coś podobnego – tylko w formie terapii dla par. I to naprawdę fajnie nam poukładało różne rzeczy. Te mniejsze i te ważniejsze problemy przegadałyśmy oraz ‘dopieściłyśmy’.”

Karolina przyznaje, że dzięki terapii nauczyła się lepiej rozumieć siebie:

„Kiedy wszystko się skończyło, zaczęłyśmy wychodzić na prostą, dopadło mnie coś w rodzaju depresji. Nie wiedziałam dlaczego, przecież już było dobrze. Mój organizm po prostu wtedy znalazł czas, żeby ‘odchorować’ te wcześniejsze przeżycia. Poszłam na terapię. Chodzę już dwa lata. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Dzięki terapii dowiedziałam się chociażby, że mam ADHD.”

Para myśli już o przyszłości:

„Pragnę zmienić nazwisko, bo chcę zaznaczyć, że jesteśmy w związku. No i planujemy dziecko. Chcemy, żeby miało to samo nazwisko, co obie mamy. To dla mnie bardzo ważne, a przy tym wiele może w przyszłości ułatwić” – mówi Karolina.

Choć w sieci zdarzały im się homofobiczne komentarze, w codziennym życiu doświadczają coraz więcej akceptacji:

„Ostatnio na przykład widzimy grupę ‘dresów’, idą w naszym kierunku, serce podchodzi do gardła… a oni: ‘Dziewczyny, możemy zdjęcie z wami?’”

****


Pełna rozmowa z Karoliną Brzuszczyńską i Agnieszką Skrzeczkowską – o miłości, ślubie, terapii i życiu bez filtrów – dostępna w najnowszym numerze magazynu LGBTQIA+ „Replika”.Cały wywiad do przeczytania w 117. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

A do wywiadu dołączone są zdjęcia zrobione podczas wyjątkowej sesji zdjęciowej! Fotki zrobiła sama Greta Burzyńska, wyoutowana aktorka, którą gościliśmy na łamach 97. numeru „Repliki”.

fot. Greta Burzyńska / IG @burzaphotography


Sesja:

Foto: Greta Burzyńska | @burzaphotography

Suknie ślubne: Karolina Twardowska Atelier | @atelier.twardowska

Make up: Amanda Grelich | @amandagrelich_makeup

Fryzjer: Łukasz Szczepański | @szczepanski_house_of_hair

 

 

 

20. rocznica zakazanej Parady Równości

Dziś 20. rocznica jednego z najważniejszych wydarzeń w historii polskiego ruchu LGBT+.11 czerwca 2005 r. ulicami Warszawy przeszła wyjątkowa – bo zakazana przez prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego – Parada Równości.

Parada Równości 2005. Od lewej: ówczesny prezes Kampanii Przeciw Homofobii Robert Biedroń, wicepremierka Izabela Jaruga-Nowacka oraz prezeska niemieckiej partii Zieloni Claudia Roth (obecna wicemarszałkini Bundestagu)

Dlaczego była tak ważna? 

Pomysłodawcą przeniesienia na polski grunt parad Pride był Szymon Niemiec. To on wymyślił nazwę Parada Równości i on zorganizował pierwsze trzy Parady – w latach 2001, 2002 i 2003. Przyciągały one za pierwszym razem kilkaset, a potem już tysiąc, dwa tysiące osób uczestniczących.

18 listopada 2002 r. prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński, który w 2003 r. – mimo homofobicznych poglądów, które ujawni później – bez problemu zezwolił na Paradę. Co się stało, że w 2004 r. zmienił zdanie i zakazał Parady – a w 2005 r. ponownie wydał zakaz?

W 2003 r. postulaty LGBT – wcześniej niebrane zbyt poważnie – weszły do polityki „na serio”. Przyczyniły się do tego przede wszystkim dwa wydarzenia:

  • akcja „Niech Nas Zobaczą” Kampanii Przeciw Homofobii, która zyskała mega rozgłos; w mediach dyskutowano o niej miesiącami (na ponad 30 billboardach w całym kraju pojawiły się zdjęcia, na których w przestrzeni publicznej stały pary jednopłciowe – ubrane od stóp do głów – i trzymały się za ręce; autorką zdjęć była Karolina Breguła), akcję, co ważne, wsparła Izabela Jaruga-Nowacka, Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn
  • pierwszy projekt ustawy o związkach partnerskich, pilotowany przez senatorkę SLD Marię Szyszkowską, w II połowie 2003 r. trafił do parlamentu

Wyobrażacie sobie, jakie przerażenie te dwa wydarzenia musiały wywołać u homofoba? Gdy Lech Kaczyński zakazał Parady w 2004 r., zamiast niej odbył się wiec. W 2005 r., gdy Kaczyński ponownie wydał zakaz, niezgoda społeczności LGBT na nierówne traktowanie była już na tyle duża, że stało się jasne, że tym razem na wiecu się nie skończy.

 

Parada Równości 2005

Byliśmy gotowi iść w Paradzie mimo zakazu. I poszliśmy. Paradę zorganizowała świeżo założona Fundacja Równości z Tomaszem Bączkowskim na czele (wspieranym m.in. przez KPH i Lambdę Warszawa).

Ważna była też data. Już nie 1 maja, jak wcześniej, gdy Parada mogła nieco „schować się” wśród wielu pierwszomajowych pochodów, ale czerwiec – Miesiąc Dumy.

A konkretnie w 2005 r. – 11 czerwca. Parada ruszyła spod Sejmu i już tam czuć było taką energię, że nie było siły, która by nas zatrzymała – mimo że w naszą stronę już tam pod Sejmem poleciał deszcz jajek, a czasem też i kamieni. Naprzeciw nas stał zwarty mur „prawdziwych Polaków”, sam „kwiat” młodzieży wszechpolskiej, której prominentnym działaczem był m.in. Roman Giertych.

Udział w Paradzie wsparła Izabela Jaruga-Nowacka, która „w międzyczasie” objęła stanowisko Wicepremierki. „Wsparła” to mało powiedziane – Izabela Jaruga-Nowacka szła w pierwszym rzędzie Parady! Trzymając za rękę ówczesnego prezesa KPH – Roberta Biedronia.

Podobno udział wicepremierki przekonał ministra spraw wewnętrznych Ryszarda Kalisza do wysłania policji, która miała – no właśnie, nie spacyfikować Paradę, tylko przeciwnie – ochronić ją.

W Paradzie wzięło ponoć udział ok. 5 tys. osób – absolutny rekord na ówczesne czasy. I absolutny sukces całego ruchu LGBT+.

 

Zakaz był bezprawny

Fundacja Równości zaskarżyła zakaz prezydenta Kaczyńskiego. Przeszła ścieżkę sądową w Polsce aż sprawa trafiła do Trybunału w Strasburgu. 

3 maja – w symboliczny dla Polski dzień, rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja – Strasburg wydał wyrok: zakaz Kaczyńskiego był bezprawny, niezgodny z gwarantowaną przez Konstytucję wolnością zgromadzeń. 

 Wszystkich, którzy 11 czerwca 2005 r. stawili opór homofobii, uczestnicząc w zakazanej Paradzie, pozdrawiamy dziś szczególnie gorąco. A zupełnie wszystkich, którym leżą na sercu prawa LGBT+, zapraszamy w imieniu organizatorów_ek – na tegoroczną Paradę Równości w najbliższą sobotę o godz. 14 ruszamy spod Pałacu Kultury i Nauki. 

 

„OdLOT w szpilkach” − jubileusz Jedynej Rewii Drag Queen w Polsce.

 

„OdLOT w szpilkach” − jubileusz Jedynej Rewii Drag Queen w Polsce. Kabaret, burleska, iluzja, muzyka, zabawa formą – „OdLOT w szpilkach” to widowisko przygotowane z okazji jubileuszu 10-lecia Jedynej Rewii Drag Queen w Polsce, które zostanie zaprezentowane 27 czerwca w Małej Hali TAURON Areny Kraków. Będzie to podróż przez historię rewii, która stała się fenomenem na krakowskiej i ogólnopolskiej scenie artystycznej, a także zaproszenie do wspólnego świętowania różnorodności i inkluzywności podczas Miesiąca Dumy – Pride Month.

 

Materiał organizatora

 

TEKST: materiał prasowy organizatora

„OdLot w Szpilkach” będzie podróżą pełną ekstrawagancji, elegancji i niezapomnianych turbulencji artystycznych. Przygotujcie się na spektakularny rejs przez historię naszej rewii: od krótkiego kołowania na ul. Krakowskiej, przez długodystansowe loty na Paulińskiej, aż po wielkie przesiadki na scenie Teatru Nowego Proxima. Teraz, w TAURON Arenie Kraków, osiągamy nową wysokość i wznosimy się na poziom zupełnie nieziemskiego widowiska! – tak na jubileuszowy spektakl zaprasza przygotowująca wydarzenie Fundacja Kultura dla Tolerancji.

Witamy na pokładzie! 10 lat różnorodności na scenie

27 czerwca 2015 roku w Krakowie została pokazana pierwsza Rewia Drag Queen. Pomysłodawcą zaprezentowania tej formy artystycznej szerszej publiczności był Henryk Pasiut – producent teatralny, animator, działacz kultury, wieloletni prezes Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie. Henryk Pasiut chciał pokazać, że sztuka drag queen ma uniwersalny potencjał artystyczny doceniany na całym świecie, a prezentacjami spektakli z udziałem drag queens można walczyć ze stereotypami.

Przez 10 lat krakowska Rewia Drag Queen przygotowała i zaprezentowała na różnych scenach szereg widowisk, m.in.: „Pokochaj mnie”, „Divas Night”, „Life&Diamond” czy „Królowe Dancingu”. W tym czasie stała się zarówno największą i najbardziej rozpoznawalną produkcją drag queen w kraju, jak też głosem o równość i wolność artystycznego wyrazu. Dziś jest przestrzenią akceptacji i szacunku dla różnorodności. Przyciąga miłośników widowisk teatralnych i kabaretowych ceniących przedstawienia pełne muzyki, humoru i barwnych kostiumów.

 

Pasy zapięte? Wyśmienita zabawa i ważny przekaz

Dokładnie dekadę po pierwszym spektaklu Jedynej Rewii Drag Queen w Polsce – 27 czerwca 2025 roku w Małej Hali TAURON Areny Kraków odbędzie się prezentacja nowej produkcji, przygotowanej specjalnie na jubileusz. „OdLOT w szpilkach” połączy to, co najbardziej charakterystyczne dla najlepszych widowisk z udziałem drag queens z podróżą przez historię krakowskiej rewii.

Podczas tego lotu zobaczycie pierwszej klasy pokaz burleski, iluzji i dragowego splendoru, nie zabraknie emocjonujących turbulencji wspomnień, zawrotnych manewrów metamorfozy oraz mistrzowskich akrobacji na niebotycznych obcasach. Każdy numer to osobny przystanek na mapie naszej historii – bądźcie gotowi na niespodziewane lądowania i starty wprost w stronę nieokiełznanej ekstrawagancji – zapowiada Paweł Rupala, performer, stand-uper, aktor krakowskiego Teatru Nowego Proxima, gdzie gra w cieszących się niesłabnącą popularnością spektaklach „Kora. Boska” oraz „Królowa”. Wykreowana przez niego drag queen Papina McQueen, która przejmie stery podczas czerwcowego wydarzenia, znana jest z teatralnych i kabaretowych scen, a także z telewizyjnych programów „Śpiewajmy razem. All Together Now” oraz „Fort Boyard”.

 

Boarding completed? Miesiąc Dumy

„OdLOT w szpilkach” będzie największą rewią drag queen w tej części Europy gromadzącą osobowości artystyczne występujące na polskich i światowych scenach. W jubileuszowym widowisku wezmą udział: Adelon (grała w serialu „Królowa”, gdzie odpowiadała także za dragową charakteryzację Andrzeja Seweryna, mentorka w programie TVN „Czas na Show. Drag Me Out”), Armani Divine (Gran Canaria), Babsi Bonèr, Elektroda, Kiki Surprise, Lady Brigitte, Lucy d‘Arc (serial „Królowa”), Papina McQueen, Savannah Crystal, Zizi Boom, Zuzanna Star, Veren de Heddge (burleska), Victor Febo (iluzja).

Widowisko jest zaproszeniem zarówno do dobrej zabawy, jak też do włączenia się w świętowanie międzynarodowego Miesiąca Dumy i wsparcia osób LGBTQ+ (Pride Month). W czasie obchodzonego na całym świecie Miesiąca Dumy odbywają się wydarzenia mające na celu promowanie różnorodności, równości i akceptacji.

Bilety na „OdLOT w szpilkach” będą dostępne od czwartku, 3 kwietnia od godz. 12.00 na stronie:
sklep.arenakrakow.pl.

____________________________________________________________________

„OdLOT w szpilkach” w Małej Hali TAURON Areny Kraków

występują: Adelon, Armani Divine, Babsi Bonèr, Elektroda, Kiki Surprise, Lady Brigitte, Lucy d‘Arc, Papina McQueen, Savannah Crystal, Zizi Boom, Zuzanna Star, Veren de Heddge, Victor Febo
produkcja: Fundacja Kultura dla Tolerancji
reżyseria: Sebastian Szul, Paweł Rupala
choreografia: Sebastian Szul
kierownictwo techniczne: Marcin Chrzanowski
realizacja dźwięku: Andrzej Bączyński
realizacja światła: Paweł Murlik
wizualizacje / multimedia: Justyna Molenda, Małgorzata Fatalska
plakat: Łukasz Błażejewski

 

 

Magdalena Biejat w wywiadzie o osobach LGBTQIA+

Sławomir Mentzen realnie zagraża naszemu bezpieczeństwu, zwłaszcza bezpieczeństwu kobiet i osób queerowych – mówi MAGDALENA BIEJAT, wicemarszałkini Senatu, kandydatka Nowej Lewicy w wyborach prezydenckich. Rozmowa Mateusza Witczaka.

fot. Nowa Lewica

 

Prawicowi kandydaci starają się instrumentalizować uprzedzenia, ale czy „zdrowy rozsądek” nie podpowiada nam aby, że dyskryminacja się po prostu nie opłaca? Ze styczniowego raportu Open for Business dowiadujemy się, iż Polska traci na niej aż 20 mld zł rocznie, bo zamiast pracować w ojczyźnie, osoby LGBT+ emigrują (a te, które zostają, częściej mierzą się z problemami zdrowotnymi; przede wszystkim: depresją). Wiemy ponadto, że tolerancyjne firmy osiągają lepsze wyniki niż konkurenci. 

Czy spojrzymy na to z punktu widzenia gospodarczego czy moralnego, wszystko przemawia za tym, by zapewnić osobom LGBT+ pełnię praw. Cieszę się, że wreszcie udało nam się przeprowadzić przez Sejm nowelizację kodeksu karnego, która realnie wzmocni wasze bezpieczeństwo o (przestępstwa z nienawiści ze względu na orientację seksualną i płeć mają być ścigane z urzędu – przyp. red.). Czekam, aż będę mogła podnieść za nią rękę w Senacie. 

Od początku mojej działalności w polityce konsekwentnie powtarzam: jestem zwolenniczką równości małżeńskiej i adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. W interesie państwa jest zadbanie o bezpieczeństwo wszystkich obywateli i obywatelek, ale polska prawica nie kieruje się racjonalnymi przesłankami. Podczas gdy do granic UE puka Rosja, PiS i Konfederacja tworzą poczucie zagrożenia tam, gdzie go nie ma: czasem kozłem ofiarnym stają się w ich narracji osoby LGBT+, kiedy indziej uchodźcy, UE albo Ukraińcy. Swój elektorat mobilizują poprzez strach, który najłatwiej wzbudzić właśnie wobec innego. 

 

Sami też czują ten strach? 

Prawda jest taka, że oni nie chcą się nawet konfrontować z ludźmi, na których szczują. Kilka miesięcy temu Kosiniak-Kamysz nie zgodził się na spotkanie z tęczowymi rodzinami, minister nie był nawet w stanie wysłuchać waszych postulatów, a co dopiero je zrozumieć. 

 

Wymowne, że podczas dyskusji nad przysposobieniem dzieci marszałek senior Marek Sawicki na sejmowym korytarzu zatrzasnął drzwi przed nosem parze wychowujących dziecko lesbijek. 

PSL zamyka oczy na rzeczywistość, ale ona nie zniknie. Rodziny jednopłciowe istnieją, a osoby queerowe prowadzą w Polsce biznesy, pracują, działają w kulturze i sztuce. One też współtworzą nasz PKB, a odpowiedzialny polityk powinien zadbać, by nie myślały o emigracji. 

To jest dla gospodarki wielka strata, boli mnie, że przez wielu polityków niedostrzegalna. Prawica woli hejtować, wierząc, że w krótkiej perspektywie zapewni jej to wzrost słupków poparcia i zagna przestraszony elektorat do urn. Jednak na dłuższą metę takie podejście jest po prostu szkodliwe i to nie tylko dla tych, których bezpośrednio dotyka, ale także dla wszystkich innych. 

 

Pani koleżanka z klubu, Anna Maria Żukowska, podniosła ostatnio w debacie ciekawy wątek. „Dlaczego młodzi geje mieliby ginąć za ojczyznę, kiedy ojczyzna właściwie nie dostrzega, że chcieliby normalnie funkcjonować, tak jak wszystkie inne związki?” – pytała z mównicy sejmowej. 

Jej wypowiedź traktuję jako figurę retoryczną, która miała obnażyć absurd sytuacji. Jestem przekonana, że jeśli zajdzie taka potrzeba, osoby queerowe będą bronić Polski, bo są patriotami. Ale jeśli mamy jakieś oczekiwania wobec nieheteronormatywnych obywateli i nakładamy na nich obowiązki, państwo musi zadbać o ich prawa. O to, żeby również oni czuli się w swoim kraju bezpiecznie; by mieli taki sam dostęp do usług i instytucji. To naprawdę nie są wygórowane żądania, a podstawowe standardy. Nie wiem, jak można być „demokratą”, jednocześnie odmawiając tych standardów milionom ludzi. Jak można twierdzić, że „dba się o rodzinę”, zamykając oczy na fakt, że kilkadziesiąt tysięcy dzieciaków wychowuje się w jednopłciowych parach. Jak pogodzić deklaracje o „otwartości na dialog” z brakiem próby zrozumienia drugiej strony. Podziwiam osoby, które latami walczą o prawa społeczności LGBT+, bo to jest nieustanne walenie głową w mur i walka z wiatrakami. 

 

Półtora roku po wyborach w środowisku aktywistycznym czuć wypalenie i rozczarowanie. Prace nad ustawą o związkach partnerskich wloką się przez opór ludowców, a przecież jej uchwalenie wydawało się absolutnym minimum. 

Związki partnerskie i prawo do przerywania ciąży to nie tylko obietnice Lewicy, ale również Koalicji Obywatelskiej. Premier Tusk wielokrotnie potrafił „się wściec”, tupnąć nogą i wymóc coś na swoich koalicjantach, nagle jednak ważniejsze od godności ludzi stają się dla niego uprzedzenia Władysława Kosiniak-Kamysza i lęki Marka Sawickiego. 

Uważam za skandal, że dla PSL-u problematyczna jest nawet propozycja, by pary LGBT+ miały zwykłą ceremonię w urzędzie stanu cywilnego. I że dyskusja o projekcie ustawy stała się dla ludowców pretekstem do odzierania części obywateli z godności. Jestem pod wrażeniem (ministry równości – dop. red.) Katarzyny Kotuli, która nieustająco dobija się do ich drzwi, a jak nie otwierają – wchodzi oknem. Oczekiwałabym jednak, że nie będzie w tej walce sama, bo przecież ostatecznie za politykę rządu odpowiada premier. Nie może być tak, że Donald Tusk „nie ma zdania” w tej sprawie.  

Podczas wyborów walczymy nie tylko o Pałac Prezydencki, ale również o kształt debaty. Nie dajmy się szantażować tym, którzy podpowiadają, że trzeba zagłosować w nich na mniejsze zło. Wytłumaczmy Rafałowi Trzaskowskiemu, Szymonowi Hołowni i ich kolegom, że nie mogą cały czas obiecywać tej samej kiełbasy wyborczej, a potem odkładać ją do lodówki. Zmiana potrzebna jest teraz!  

 To dobry moment, by pokazać KO i Polsce 2050 żółtą kartkę, zakomunikować, że nie będziemy głosować na te partie wyłącznie ze strachu przed PiS-em i Konfederacją. Obiecuję wam, że będę konsekwentnie stać po waszej stronie, a mojego wsparcia dla społeczności nie wyrzeknę się ani w tej kampanii, ani nigdy. Nie chcę unikać tematu czy udzielać w mediach wymijających odpowiedzi, bo nie po to szłam do polityki, żeby dać sobie w niej złamać kręgosłup.   

 

Do niedawna wydawało się, że obrona przed Rosją to obrona wartości Zachodu, w tym również tolerancji. Patrząc jednak na poetykę tej kampanii, wielu kandydatów pojmuje „wolność” niezwykle wąsko: jako wolność do robienia, co się chce, nawet do krzywdzenia innych. Dowodem spór o uchwaloną przez Sejm nowelizację kodeksu karnego. Artykuł 257. zakazywał dotychczas dyskryminacji ze względu na przynależność narodową, etniczną, rasową i wyznaniową, jednak dopisanie do listy przesłanek niepełnosprawności, wieku, płci i orientacji seksualnej ma być według prawicy „zamachem na wolność słowa”. 

Niestety moi kontrkandydaci, również ci ze strony demokratycznej, skręcają mocno w prawą stronę. Apeluję do nich: nie róbcie tego. Ściganie się z Konfederacją to droga donikąd, zawsze będzie ona wiarygodniejsza w swoich postulatach, a w dodatku taki przechył wzmocni ją w długim okresie.  

 Skrajna prawica ma usta pełne frazesów, ale jej politycy wcale nie chcą „wolności”, no chyba, że wolności dla wielkiego biznesu. Dla zwykłych ludzi Sławomir Mentzen nie ma żadnej oferty. Nie widzę w jego programie propozycji rozwiązania kryzysu mieszkaniowego ani wsparcia w dostępie do ochrony zdrowia, którą kandydat Konfederacji najchętniej by sprywatyzował. Skończyłoby się dokładnie tak samo, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie ciężko chorzy ludzie tracą dach nad głową, bo nie stać ich na leczenie, a za poród trzeba zapłacić kilkadziesiąt tysięcy dolarów. To nie jest żadna „wolność”! Wolność polega na tym, że państwo traktuje z godnością każdego człowieka, dając mu prawo do podejmowania decyzji zgodnie z własnym sumieniem (oczywiście pod warunkiem, że szanuje on granice innych ludzi). Zadaniem odpowiedzialnej władzy jest stworzenie takich warunków, byśmy mogli podejmować swoje decyzje rozsądnie, dla naszego bezpieczeństwa, a także zapewnienie dobrej edukacji i ochrony zdrowia oraz wsparcie np. w relacji z bankami. 

Ograniczmy wreszcie koszty kredytów, bo w tej chwili są one najwyższe w Unii Europejskiej. Bardzo trudno w ogóle uzyskać kredyt hipoteczny, a jeśli już się uda – kosztuje nas on drugie tyle, ile zapłaciliśmy za mieszkanie. Bierność państwa doprowadziła do sytuacji, w której banki bogacą się kosztem zwykłych Polek i Polaków, w ubiegłym roku ich zysk netto wyniósł ponad 42 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 50% w porównaniu z 2023 r.! Prawdziwa wolność to własny dach nad głową, nie prawo do nieskrępowanego robienia komuś krzywdy. 

 

 Wiele emocji budzą teraz także big techy – rozmawiamy chwilę po tym, jak premier Gawkowski zapowiedział obłożenie tychże podatkiem od przychodów bądź zysków. Gdy jednak Thomas Rose, nowy ambasador USA w Polsce, zagroził na X (dawnym Twitterze) bliżej niesprecyzowanymi „konsekwencjami”, Ministerstwo Finansów zakomunikowało, że bynajmniej prac nad taką ustawą nie prowadzi. 

Facebook i X powinny płacić w Polsce podatki, tak samo, jak powinny je płacić platformy chińskie i europejskie. Przecież big techy bogacą się kosztem polskich użytkowników i użytkowniczek, sprzedając u nas reklamy, korzystając z naszej infrastruktury i obracając naszymi danymi. Z doświadczeń krajów, które wprowadziły podobne rozwiązania – Kanady, Francji czy Hiszpanii – wiemy, że taka ustawa mogłaby przynieść budżetowi kilka miliardów złotych rocznie, które Ministerstwo Cyfryzacji chce przeznaczyć na rozwój rodzimych technologii i wsparcie tradycyjnych mediów. Facebook, X i Google zasysają informacje wyprodukowane przez dziennikarzy, w związku z tym część zarobionych pieniędzy powinny im zwrócić.   

 

Facebook zapowiedział odejście od moderacji na rzecz wprowadzonych przez X „notatek społeczności”, z których sam Elon Musk zdaje się jednak wycofywać, gdyż – twierdzi – są one „,manipulowane przez rządy i media”. Co Polska może zrobić, by walczyć w sieci z fake newsami i hejtem?  

Niewiele, na poziomie krajowym nie mamy możliwości wywarcia realnego wpływu na platformy społecznościowe. Na szczęście jednak jesteśmy częścią Unii Europejskiej, która stanowi na tyle duży rynek zbytu, że big techy nie mogą jej zignorować. Odpowiedzialnością rządu i prezydenta, który jest przecież współodpowiedzialny za naszą politykę zagraniczną, będzie wynegocjowanie na poziomie UE większej kontroli nad platformami cyfrowymi. 

Musimy wiedzieć, w jaki sposób i do czego wykorzystuje się nasze dane, a także zyskać wgląd w algorytmy, które na dziś są kompletnie nieprzejrzyste. Wolność od mowy nienawiści ma fundamentalne znaczenie, bo hejt przekłada się na realne dramaty ludzi: na ich depresję, autoagresję i próby samobójcze.  

 

W 2021 r. otrzymała pani Koronę Równości, z przymrużeniem oka zapytam, czy w tym roku powinien ją odebrać Zbigniew Ziobro? Na jego wniosek Sąd Najwyższy wydał właśnie rozstrzygnięcie, w wyniku którego osoby trans nie będą musiały pozywać własnych rodziców, a sprawy o uzgodnienie płci mają być prowadzone w trybie nieprocesowym. 

Bardzo cieszy mnie ten wyrok ale jest to radość niepełna. Pamiętajmy, że ten sam Zbigniew Ziobro odpowiada za demolkę systemu sprawiedliwości, w wyniku której decyzja SN może zostać podważona. Symbolicznie ma ona jednak ogromne znaczenie i na pewno warto docenić, że tzw. neosędziowie stoją po stronie rozumu i godności człowieka (zwłaszcza że nie jest to dla nich typowe). Teraz potrzebujemy dobrej ustawy o uzgodnieniu płci, która osobom transpłciowym poczucie bezpieczeństwa. Również bezpieczeństwa ekonomicznego, bo terapia jest dziś bardzo droga. 

 

Nie wietrzy pani w tym wyroku podstępu? Karol Nawrocki próbował kilkukrotnie odgrzać resentyment wobec naszej społeczności – że wspomnę teatralne zniszczenie okładki komiksu „Gender Queer: A Memoir”  – a teraz skład wyłoniony z obsadzonej przez neosędziów Izby Cywilnej SN, pod przewodnictwem koleżanki Andrzeja Dudy, Małgorzaty Manowskiej, wydaje rozstrzygnięcie, które działa na prawicowy elektorat niczym płachta na byka. 

Prawicowi sędziowie (których trudno niekiedy odróżnić od polityków) potrafią zaskakiwać. W czasach, gdy Mikołaj Pawlak był rzecznikiem praw dziecka, zasiadałam w parlamentarnym zespole ds. równouprawnienia osób LGBT i w komisji polityki społecznej, która przyjmowała sprawozdanie rzecznika. Toczyła się wtedy sprawa dotycząca transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci z rodzin jednopłciowych. Naczelny Sąd Administracyjny zawyrokował, że nie ma możliwości wykonywania takich transkrypcji, ale Polska powinna wydać dzieciom dokumenty bez niej, na podstawie zagranicznego aktu urodzenia.  

Pojawił się jednak problem, bo polskie urzędy stanu cywilnego, a także niektóre konsulaty czy ambasady, nie chciały tych dokumentów przesłać. Choć rzecznik tego nie nagłaśniał, włączył się on w sprawę nie po stronie NSA, ale po stronie dzieci z tęczowych rodzin. Mało tego: osobiście interweniował w jednym z konsulatów! 

Nawet prawica miewa czasem przebłyski i dostrzega, że warto działać na rzecz dzieci i młodzieży, a nie przeciwko nim. Być może pani Manowska również uznała, że pozywanie rodziców po prostu nie ma sensu.  

 

Podczas Wielkiej Konwencji Kobiecej nazwała pani Sławomira Mentzena „talibem w garniturze”. Tymczasem – zdradził w jednym z wywiadów znany z programu „Prince Charming” gej Jacek Jelonek, gdyby Konfederacja była pro-LGBT i prokobieca, to zagłosowałby właśnie na nią.    

Gdyby babcia miała wąsy, toby była dziadkiem, a gdyby Mentzen był pro-LGBT i prokobiecy, to nie byłoby go w Konfederacji. Rozumiem, że może się on wydawać ciekawą propozycją, ponieważ na okres kampanii schował wiele swoich skrajnych postulatów, jak chociażby propozycję karania kobiet dziesięcioma latami więzienia za aborcję (również wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu). Ale przestrzegam, by nie dać się zwieść fasadzie śmiesznych filmików na TikToku. To jest naprawdę niebezpieczny człowiek, który nie będzie stał po stronie tych, którzy faktycznie potrzebują wsparcia. Nie bez przyczyny znalazł się on w tej samej ekipie, co środowiska faszyzujące, nie wolno nam również zapomnieć, że wraz z kolegami powtarza on putinowską propagandę na temat wojny w Ukrainie i UE. Mentzen realnie zagraża naszemu bezpieczeństwu, zwłaszcza bezpieczeństwu kobiet i osób queerowych.   

 

Największych gejożerców – myślę tu o Grzegorzu Braunie i Januszu Korwin-Mikke – się jednak pozbył. Swego czasu zaproponował nawet zniesienie podatku od spadków i darowizn, podkreślając, że Konfederacja jest partią przyjazną gejom i lesbijkom. 

A jak zagłosował w sprawie mowy nienawiści? No właśnie. Kiedy przychodzi do konkretów, do potrzeby zadbania o wasze bezpieczeństwo, podnosi rękę przeciwko. Gwarantuję, że kiedy przejdziemy do głosowań nad związkami partnerskimi lub jakąkolwiek inną, ważną dla osób queerowych inicjatywą, Sławomir Mentzen stanie na drodze do jej przyjęcia. 

 

Zarówno on, jak i PiS chcą uczynić jednym z tematów kampanii relacje z USA, które walczy teraz z programami DEI, wycofuje środki z USAID, z których korzystały queerowe organizacje, a nawet gumkuje ze stron Pentagonu zdjęcie samolotu Enola Gay. Również krajowi demokraci zapewniają o potrzebie dogadania się z Donaldem Trumpem, pani przyznaje natomiast: „Administracja Trumpa to ucieleśnienie tego, z czym walczę, polityki budowanej na strachu, manipulacji i uprzywilejowanie najbogatszych kosztem zwykłych ludzi”. 

Nie jestem zwolenniczką prowadzenia polityki językiem siły, ale jest dla mnie jasnym, że w przypadku polityków takich jak Donald Trump nie ma innej drogi. Trump nie szanuje tych, którzy mu się podlizują i ustawiają w roli podnóżków, ale tych, którzy potrafią twardo negocjować. Właśnie dlatego przy okazji awantury o Starlinki stanęłam po stronie Radosława Sikorskiego, z którym wielokrotnie było mi przecież nie po drodze. Minister dość uprzejmie przypomniał Elonowi Muskowi, że należy wywiązywać się z podpisanych umów. Miał rację, nie dając się zakrzyczeć ani Muskowi, ani Marco Rubio, stanowczo podnosząc polską rację stanu. 

 

Kilka ostatnich badań pokazało, że młodzież – do niedawna raczej lewicująca – skręca w prawo. Idą ciężkie czasy dla lewicowych partii? 

Przed lewicą duże wyzwanie, musimy lepiej odnajdywać się w interneciem, bo, umówmy się, długo mieliśmy z tym problem. Potrzebujemy przeprosić się z TikTokiem i rozmawiać z młodzieżą tam, gdzie ona jest, tłumacząc, że na równości skorzystamy wszyscy, a równouprawnienie nikomu niczego nie zabiera, przeciwnie: oznacza większą wolność. Na konwencji zaproponowałam stuprocentowo płatny urlop rodzicielski dla obojga rodziców, bo dziś ojciec dostaje mniejszy zwrot, a ponieważ mężczyźni zarabiają zwykle więcej, rodzina podejmuje racjonalną decyzję, by w domu została mama. Takie rozwiązanie dałoby rodzinom szansę na podjęcie lepszego, bardziej świadomego wyboru.   

 

Skoro lewica znalazła się w defensywie, to skąd styczniowy rozłam? Partia Razem zdecydowała się wyjść z koalicji, czego efektem jest wysunięcie przez nią w wyborach kandydatury Adriana Zandberga. Kim jest dziś on dla pani: kolegą, oponentem czy przeciwnikiem? 

Bardzo żałuję tego rozłamu, do samego końca starałam się przekonać kolegów i koleżanki do pozostania w naszym klubie parlamentarnym. Sondaże są jakie są. Drogą do wzmocnienia poparcia na pewno nie jest w tym momencie podział, jednak partia Razem przeszła do opozycji. Miała takie prawo, ale mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się na wspólnych listach. Będę do tego zachęcać, bo siła tkwi we współpracy, w byciu, nomen omen, razem.  

 


Continue reading