5 FILMÓW NA LGBT FILM FESTIVAL, POLECANYCH PRZEZ NASZĄ REDAKCJĘ

Łabędzi Śpiew

„Łabędzi śpiew” to emocjonalna w swojej pocieszności podróż ku samoodkupieniu przedstawiona z bardzo osobistej perspektywy. Opierając scenariusz na prawdziwej legendzie Sandusky, Stephens wykorzystuje postać Pitsenbargera, by opowiedzieć historię o miłości, żalu, akceptacji, ale w pewnym sensie ewolucji kultury gejowskiej w Ameryce. W tym kontekście film śmiało można określić jako postgejowski lub postcoming-outowy. Bycie homoseksualistą nie stanowi tutaj konfliktu, lecz starość i związany z nią strach przed utratą tego, czemu poświęciło się kawał swojego życia. A życie potrafi zaskakiwać, i to w najmniej oczekiwanych momentach. I nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o swoje jeszcze raz – zdaje się mówić nam Stephens. Pomimo tego, że dla Pata będzie to już tylko łabędzi śpiew.

Bartosz Szarek, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/labedzi-spiew/


Valentina

„Valentina” Cássio Pereiry dos Santosa to film pokazujący zupełnie nowy wymiar transpłciowości w kinie – walka o akceptację odbywa się tutaj bowiem w kontekście edukacji, będącej kluczem do lepszej, a w zasadzie jakiegokolwiek przyszłości.  Jest to kino przede wszystkim zaangażowane społecznie, dotykające problemu transpłciowych uczniów w Brazylii, z których aż 80% nie chodzi do szkoły z powodu nękania. Ale również głęboki, humanistyczny obraz o odwadze, świadomości swoich celów i bezkompromisowości w dążeniu do ich realizacji. I o autentycznej wolności, o którą trzeba walczyć w każdych warunkach.

Agnieszka Pilacińska, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/valentina/

 

7-My Sierpnia

Film dla mnie szczególnie ważny, też jestem jedną z osób bezprawnie zatrzymanych podczas “tęczowej nocy”. W historiach czwórki bohaterów przyglądamy się tym wydarzeniom nie przez pryzmat suchych faktów, czy beznamiętnych relacji, a przez doświadczenie emocjonalne i godność przedstawianych osób.

Daniel Oklesiński, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/7-sierpnia/

 

Przeklęta wiosna

Idealnie oddający nastrój piosenki, od której wziął tytuł, włoskiego przeboju z lat 80 – prosty, ale pełen emocji. Główne bohaterki to jeszcze niewinne trzynastolatki, ale młodzieńcza pierwsza miłość rozkwitać musi w cieniu rosnącego rozczarowania światem dorosłych.  

Daniel Oklesiński, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/wiosna/

 

Taxi zum Klo

Zabawny, bezpruderyjny obraz gejowskiego środowiska Berlina końca lat 70, czasów przed epidemią HIV/AIDS. Pikiety, bale i dyskoteki, miłosne i seksualne konstelacje. A także siedzenie w szafie, i podwójne życie. Dla tych wszystkich, którzy są ciekawi, jak wyglądali i co robili geje w ubiegłym stuleciu, pozycja obowiązkowa. 

Bartosz Żurawiecki, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/taxi/

 

 

  1. LGBT Film Festival będzie odbywał się w 8 miastach oraz online:

WARSZAWA, Kinoteka 17-24 września

GDAŃSK, Kino Kameralne Cafe 17-24 września

WROCŁAW, Kino Nowe Horyzonty 17-23 września

KRAKÓW, Kino Pod Baranami 17-23 września + e-kinopodbaranami.pl, 24 września-3 października

ŁÓDŹ, Kino Bodo 18-23 września

POZNAŃ, CKZ/Kino Pałacowe 27 września-3 października

KATOWICE, Drzwi Zwane Koniem 29 września-3 października

BYDGOSZCZ, MCK/Kino Orzeł 30 września-3 października

 

ONLINE, na platformie Outfilm.pl 4-18 października

Szczegóły na stronie festiwalu i na Facebooku.

LGBT+ Diamond Awards

Być sobą w pracy. Nagrody dla pracodawców, osób i organizacji

Mimo coraz większej społecznej świadomości, równe prawa osób LGBT+ wciąż są w Polsce kwestionowane. Są jednak społecznicy, społeczniczki, instytucje i firmy wspierające osoby nieheternomatywne w ich codziennym środowisku pracy i poza nim. Z początkiem września wystartowały publiczne nominacje do  tegorocznej edycji LGBT+ Diamonds Awards, jedynych nagród dla pracodawców tworzących przyjazne miejsca pracy, a także dla osób publicznych i organizacji.

W ostatnich dziesięcioleciach zmiany społeczne i prawne w Unii Europejskiej pozwoliły na budowanie bardziej przyjaznych i równych społeczeństw. Mimo to dyskryminacja ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową wciąż rośnie. Według zeszłorocznych badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) 43% osób LGBT zadeklarowało, że czują się dyskryminowane w swoim codziennym środowisku (w 2012 roku było to 37%). Wraz z większą widocznością osób LGBT+ zwiększa się mowa nienawiści i brak akceptacji. W odpowiedzi na ten niepokojący trend 4 lata temu powstał konkurs LGBT+ Diamonds Awards, w którym nagradzani są pracodawcy, organizacje społeczne i indywidualne osoby, które w znaczący sposób wspierają społeczność LGBT+ w sferze zawodowej i publicznej. Właśnie wystartowała tegoroczna odsłona wydarzenia. Pierwszym etapem są nominacje publiczne.

– To nasz sposób, w jaki chcemy podziękować osobom i organizacjom, które dokonują realnych zmian dla tzw. tęczowych pracowników. Wspieranie wszystkich osób, bez względu na płeć i orientację to nie tylko właściwe, ale i mądre posunięcie. Z doświadczenia naszego zespołu wynika, że osoby, którzy czują się akceptowane lepiej pracują i są bardziej kreatywne – mówi Dariusz Żak z NatWest Group w Polsce, organizator konkursu. – Polityka inkluzywności powinna według nas być standardem na rynku pracy, a nie wyróżnikiem. Do tego właśnie dążymy pokazując praktyki w firmach i działalność organizacji, które są gotowe do wdrożenia w każdym miejscu pracy – dodaje Żak.

Diamenty dla sojuszników i sojuszniczek

Utworzenie tęczowej sieci pracowniczej, wspólny udział w Marszu Równości, neutralna płciowo komunikacja wewnętrza w firmie. To tylko kilka przykładów, które tworzą otwarte i równe środowisko pracy. Między innymi takie inicjatywy można zgłaszać do LGBT+ Diamonds Awards. Z początkiem września ruszyła tegoroczna odsłona wydarzenia. Pierwszym etapem są publiczne nominacje, w których może wziąć udział każdy. Na stronie www.lgbtdiamondsawards.pl już można zgłaszać osoby, organizacje i firmy wspierające osoby LGBT+ w miejscach pracy: pracodawca roku, pracownicza sieć LGBT+ roku oraz kategoriach ogólnych, pozazawodowych: ambasador_ka roku osób LGBT+, inicjatywa roku wspierająca LGBT+, partnerstwo roku (organizacja pozarządowa), a także lokalna inicjatywa roku. Do tej pory nagrodzeni zostali m.in. Wolontariat Równości, Sylwia Chutnik, CD Projekt RED czy Fundusz dla Odmiany.

Przyznanie nagród LGBT+ Diamonds 2021 odbędzie się 21 października o godz. 19.00. Wydarzenie będzie transmitowane online na Facebooku oraz na stronie konkursu, gdzie można zyskać materiały dodatkowe po rejestracji. Organizatorem wydarzenia jest NatWest Group w Polsce, brytyjski bank posiadający centrum usług wspólnych, którego zespół pracowników stworzył jedną z większych sieci tęczowych w Polsce. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęły Ambasada Kanady i Ambasada Norwegii. Partnerem głównym wydarzenia jest ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych). Opieką merytoryczną konkurs objęła Fundacja Trans-fuzja. Patronatu społecznego udzielili już m.in. Instytut Spraw Publicznych, Diversity Polska, Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado, Miłość nie wyklucza, Karta Różnorodności (FOB), Lambda Warszawa, Perspektywy Women in Tech, My Rodzice, Fundacja Bęc Zmiana, Voces Gaudii, Feminoteka, Fundusz dla Odmiany oraz Centrum Praw Kobiet. Patroni medialni konkursu to Replika, MyCompany, i Queer.pl. Więcej informacji, formularz zgłoszeń oraz rejestracja na wydarzenie 21 października dostępne na stronie www.lgbtdiamondsawards.pl.

 

***
National Westminster Bank Plc z siedzibą w Londynie, 250 Bishopsgate, Londyn EC2M 4AA, Wielka Brytania, zarejestrowanym w Anglii i Walii pod numerem 929027, prowadzącym działalność w Polsce poprzez oddział National Westminster Bank Plc Spółka Akcyjna Oddział w Polsce z siedzibą w Warszawie, adres: ul. 1 Sierpnia 8A, 02-134, Warszawa, wpisany do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie, XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, pod numerem KRS: 0000677815,  NIP: 1070038385 

Kontakt dla mediów |Ewa Babicka |ewa.babicka@propsypr.pl |795 659 569

 

53 filmy w 8 miastach – LGBT Film Festival ogłosił program

Będzie to już 12. edycja imprezy, uważanej za największe w Europie Środkowo-Wschodniej święto kina o tematyce LGBT+. Projekcje festiwalowe będą odbywać się w ośmiu polskich miastach, poczynając od odsłony warszawskiej, zaplanowanej na 17-24 września. Potem część filmów pokazanych będzie też online, w internetowej edycji wydarzenia.

Festiwal pokaże rekordowych ponad 50 fabuł i dokumentów. Wśród nich nominowany do Queer Lion na Festiwalu w Wenecji „Saint-Narcisse”, a także oczekiwane: „Jump, Darling”, „Dlaczego nie ty”, „Valentina” i „Transkids”. Filmem otwarcia będzie „Łabędzi śpiew” z Udo Kierem, Jennifer Coolidge i Lindą Evans w rolach głównych.

Ważnymi zagadnieniem będzie w tym roku szkolna przemoc na tle homofobicznym, jak w rozgrywającym się w szkole filmie „Fag”. Widzowie i widzki zobaczą też wybór klasyki niemieckich filmów z lat 80-tych poruszających zagadnienia związane ze społecznością LGBT.

– Rozrastanie się naszego programu oznacza coraz większą inkluzywność i różnorodność – staramy się zapewnić ekranową reprezentację możliwie jak najszerszemu spektrum odbiorczyń i odbiorców, odpowiadając zarazem na potrzeby zróżnicowanego grona widzów. Podczas tegorocznej hybrydowej edycji festiwalu zaprezentujemy pełnometrażowe fabuły skierowane do fanów zarówno undergroundowego prowokatora Bruce’a LaBruce’a („Saint-Narcisse”), jak i entuzjastek lesbijskiego coming-of-age („My First Summer”, „Przeklęta wiosna”), sekcja dokumentalna obejmie z kolei tematy zaczerpnięte z historii drugiej wojny światowej, jak „Dear Fredy”, przybliżający postać homoseksualnego Żyda, Fredy’ego Hirscha, próbującego ratować dzieci osadzone w Theresienstadt i Auschwitz, ale i te, które wstrząsnęły społecznością zeszłego lata, jak „7-my sierpnia” – mówi Anna Flagmańska, zajmująca się programem festiwalu. – Wśród najciekawszych produkcji trzeba też wymienić australijską, dokumentalną „Morganę”, której tytułowa bohaterka z rozbrajającą szczerością opowiada o swojej przemianie ze stłamszonej gospodyni domowej w wyzwoloną twórczynię feministycznych filmów erotycznych, której ciężka depresja nie pozwala jednak cieszyć się nowymi sukcesami. Nie jest to bowiem klasyczna opowieść o kobiecej emancypacji z nieodwracalnym happy endem.


Z roku na rok rozszerza się też festiwalowy repertuar filmów krótkometrażowych.

– Bloków krótkometrażowych pojawi się w tym roku aż pięć – dodaje Anna Flagmańska. – Na szczególną uwagę zasługują filmy południowokoreańskiego reżysera Sung-bina Byuna: „God’s Daughter Dances” o transpłciowej tancerce, wezwanej przed komisję wojskową oraz „Hands and Wings”, ukazujący perspektywę młodego geja, któremu niepełnosprawność uniemożliwia samodzielną realizację seksualnych pragnień, a także zestaw Lesbian Shorts, niejednorodny gatunkowo, bo obok komedii romantycznej znajdziemy tam enigmatyczne ghost story i przybliżający doświadczenia kobiet przeżywających miłość w różnym wieku – od nastolatek ze szkolnej drużyny piłki ręcznej („Regarde passer mon fantôme”) po seniorki oddające się erotycznym uniesieniom w domu spokojnej starości („Strangers”). W czułe struny uderza „Ayaneh”, opowieść o młodej uchodźczyni z Afganistanu, wyzwalającej się z okowów patriarchatu. Przypomnimy również queerowe rewelacje sezonu – godną następczynię „Portretu kobiety w ogniu”, czyli „Świat, który nadejdzie” Mony Fastvold i „Ostatni komers” Dawida Nickela – pełnometrażowy debiut jednego z najbardziej obiecujących polskich twórców młodego pokolenia.

  1. LGBT Film Festival będzie odbywał się w 8 miastach oraz online:

WARSZAWA, Kinoteka 17-24 września

GDAŃSK, Kino Kameralne Cafe 17-24 września

WROCŁAW, Kino Nowe Horyzonty 17-23 września

KRAKÓW, Kino Pod Baranami 17-23 września + e-kinopodbaranami.pl, 24 września-3 października

ŁÓDŹ, Kino Bodo 18-23 września

POZNAŃ, CKZ/Kino Pałacowe 27 września-3 października

KATOWICE, Drzwi Zwane Koniem 29 września-3 października

BYDGOSZCZ, MCK/Kino Orzeł 30 września-3 października

 

ONLINE, na platformie Outfilm.pl 4-18 października

Szczegóły na stronie festiwalu i na Facebooku.

Krzysztof Wodliczko. Niebo nad Krakowem. LGBT mówi. Dronowy pokaz na Rynku Głównym

 

Termin realizacji: 24–26.9.2021, godz. 20.30–22          

Miejsce: Rynek Główny w Krakowie

Kuratorzy: Maria Anna Potocka, Roman Krzysztofik

Koordynatorzy: Łukasz Klec, Adrian D. Kowalski

Koordynator społeczności: Krzysztof Marchlak

 

Moje poglądy nie mogą ograniczać wolności drugiego człowieka

Homofobia – podobnie jak antysemityzm – to spuścizna kulturowo-religijnych absurdów, z których stopniowo wychodzimy, ale jest to proces powolny i bolesny. Obecnie obserwujemy – mam taką nadzieję – resztki złych emocji, którymi karmią się ludzie skażeni agresywną pustką. Chcą o coś koniecznie walczyć, ale wybierają temat, który czyni ich moralnymi przestępcami. Nie ma ich wielu, ale mimo to potrafią zdominować pejzaż społeczny. Tych z ulicy wspierają asekuranci zza ekranu. A gdzieś w zaciszu kryje się wielu, którzy z „tradycji” są homofobami i antysemitami. W sumie mamy wielowarstwową grupę tak czy inaczej wrogą. Na tych emocjach grają cyniczni politycy, szukający tanich chwytów na zdobycie przychylności wyborców.

Psychologowie i naukowcy uznali homoseksualność za orientację równoprawną heteroseksualności, niemającą cech choroby czy dewiacji. Około 10 procent ludzkości odczuwa pociąg seksualny do własnej płci i ten argument statystyczny jest kolejnym potwierdzeniem normalności. Jeżeli homoseksualność jest równoprawna heteroseksualności, to dlaczego „społeczne i prawne łaski” są osobom homoseksualnym dozowane tak skąpo? Polska jest w tych praktykach na szarym końcu, bo nie przeszła nawet progu związków partnerskich.

O równoprawności osób homoseksualnych w społeczeństwie demokratycznym należy rozmawiać bezpośrednio z ludźmi. I znaleźć drogę oraz sposób, które tę rozmowę ułatwią. Wydaje się, że istotna byłaby zmiana retoryki. Zamiast wyrazów opisujących zjawiska socjologiczne, należałoby używać słów uruchamiających wyobraźnię, słów, które pozwolą wczuć się w sytuację „tamtego” człowieka.      

Istnieją też artystyczne sposoby odwoływania się do wrażliwości społecznej. Tę drogę dawno temu odkrył Krzysztof Wodiczko. Przez lata realizował działania w przestrzeniach publicznych, ukazując w przejmujący sposób najbardziej bolesne sprawy wybranego miejsca. We wrześniu 2021 roku MOCAK zorganizuje jego trzecią projekcję w Krakowie. Pierwsza dotyczyła przemocy domowej wobec kobiet, druga traumy żołnierzy wracających z Afganistanu, obecna ukaże krzywdę, na jaką nierówność społeczna skazuje osoby nieheteroseksualne. Dwie pierwsze były wyświetlane na wieży ratuszowej. Najnowsza odbędzie się w jej pobliżu. Oczy osób mówiących o swoich problemach będą widoczne na monitorach unoszonych przez drony. Taka „technologiczna” forma spotkania z osobą pokrzywdzoną okazuje się drogą skutecznie uruchamiającą wyobraźnię na cudzy los.

Maria Anna Potocka

Projekt

Projekt ten jest artystyczną próbą publicznego oddania głosu osobom ze środowisk LGBT. Wykorzystuje się w nim technologię dronów. Urządzenia wyposażono w pary wyświetlaczy ledowych i głośników megafonowych. Na ekranach widzimy ruchy i wyraz oczu osób filmowanych w trakcie nagrywania ich słów, a głośniki emitują ich wypowiedzi.

To ważne, bo wyraz oczu uwidocznia, podkreśla i dopowiada to, co wypowiadane. Ekrany stają się oczami, a głośniki ustami mówiących. Drony nabierają cech istot ludzkich.

Krzysztof Wodiczko

Zapraszamy na publiczne pokazy na Rynku Głównym w Krakowie 24, 25 i 26 września (piątek, sobota, niedziela). Każdego dnia odbędą się trzy projekcje: o godz. 20.30, 21 i 21.30.

Krzysztof Wodiczko (ur. 1943)

Artysta i teoretyk sztuki. Autor obiektów i interwencyjnych projekcji społecznych w przestrzeni publicznej. Absolwent wzornictwa przemysłowego w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Profesor Universytetu Harwarda, były profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, profesor Ecole Nationale Superieure des Beaux-Arts w Paryżu oraz Massachusetts Institute of Technology. Mieszka i pracuje w Nowym Jorku, Bostonie i Warszawie.

Jeden z najwybitniejszych polskich twórców, który zyskał międzynarodowy rozgłos. Reprezentant Polski na 53. Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji. Laureat licznych nagród, między innymi Hiroshima Art Prize (1998), Kepes Arts Prize (2004) i Nagrody im. Katarzyny Kobro (2006), w 2009 roku odznaczony medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

W realizowanych na dużą skalę projekcjach w przestrzeni publicznej Krzysztof Wodiczko porusza problemy lokalnych społeczności, takie jak uprzedzenia, wykluczenie i przemoc, oddaje przy tym głos między innymi ofiarom przemocy domowej, bezdomnym, imigrantom, weteranom wojennym, osobom uzależnionym, niepełnosprawnym. Projekty te oparte są na ścisłym współdziałaniu trzech elementów – obrazu, treści i miejsca prezentacji (miasta, budynku, pomnika). Dotychczas artysta zrealizował ponad 90 projekcji w 40 miastach na całym świecie. Konstruowane przez niego interaktywne obiekty, podobnie jak pokazy performatywne, koncentrują się na marginalizowanych grupach, ujawniając istniejącą niesprawiedliwość społeczną i nierówności. Temat ten pojawia się również w jego tekstach teoretycznych.

Pokaz Loro (Oni), Parco Sempione, Mediolan, 6–8 czerwca 2019, fot. K. Wodiczko
Wizualizacja pokazu Niebo nad Krakowem, proj. M. Mosiołek, fot. F. Gąsiorowski

Rysunek techniczny drona, 2019, courtesy K. Wodiczko

Pokaz Loro (Oni), Parco Sempione, Mediolan, 6–8 czerwca 2019, fot. K. Wodiczko
Pokaz Ustedes, Governors Island, Nowy Jork, 3 października 2020, fot. B. Warford
Pokaz próbny Nieba nad Krakowem, MOCAK, 23 kwietnia 2021, fot. K. Wodiczko

Posłanka Magdalena Biejat: „Tęczowe rodziny nie mogą czekać”

Czy Czarnka odwoła Sejm, czy może ulica? Czy Tusk i Trzaskowski odbiorą Lewicy tlen? Jak walczyć z wymierzoną w osoby LGBT+ nagonką TVP i czy powinniśmy outować polityków, jeśli są homofobami? Na te i wiele innych pytań odpowiada MAGDALENA BIEJAT, posłanka Lewicy/Razem. Rozmowa Mateusza Witczaka.

fot. Przemek Krysiak

Lewica ruszyła ze zbiórką podpisów pod „obywatelskim wotum nieufności” dla Przemysława Czarnka. Czy o dymisję ministra nie lepiej walczyć w Sejmie?

Działania parlamentarne to jedno, ale chcemy pokazać, że nie tylko politycy mają coś do zarzucenia ministrowi Czarnkowi. Przecież on budzi ogromny sprzeciw zarówno ze strony uczniów i uczennic, jak i rodziców i nauczycieli – czyli właściwie wszystkich. Właśnie dlatego porozumieliśmy się ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i Akcją Demokracja, która zaczęła zbierać podpisy w internecie.

Posłanki i posłowie Lewicy zbierają je z kolei m.in. we Wrocławiu i w Opolu. Czy sprzeciw wobec MEiN to dobry pretekst, by ruszyć z lewicową agendą w Polskę?

Bardzo nam brakowało wyjazdów w teren, bo to esencja pracy politycznej, zwłaszcza dla ludzi Lewicy. Wsłuchujemy się w głos ludzi, chcemy być na bieżąco z tym, co jest dla nich najważniejsze, gdzie są realne problemy. Koronawirus przez wiele miesięcy uniemożliwiał nam kontakt z wyborczyniami i wyborcami, dlatego, rzeczywiście, rozjechaliśmy się po Polsce. Przede wszystkim chcemy opowiedzieć w tych „rozjazdach” o naszym programie i o naszej wizji przyszłości Polski. Jesteśmy przekonani, że poparcie dla lewicowych postulatów jest dużo większe, niż mogłoby to wynikać z sondaży, ale trudno dotrzeć do nowych wyborców.

Skąd właściwie ten rozdźwięk? Polki i Polacy mają coraz bardziej liberalny stosunek do aborcji i praw osób LGBTQIA+, CBOS donosi, że odsetek ludzi o poglądach lewicowych dynamicznie rośnie – natomiast poparcie dla partii lewicowej oscyluje wokół 10%.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Miron Białoszewski na magnesie dla prenumeratorów/ek

Prenumeratorzy/rki „Repliki” otrzymują GRATIS magnes z wizerunkiem Mirona Białoszewskiego w ramach kolekcji „Polskie ikony LGBTIA”

W czerwcu przyszłego roku przypada setna rocznica urodzin MIRONA BIAŁOSZEWSKIEGO. To dobry moment nie tylko, żeby na nowo przyjrzeć się jego twórczości, ale też zastanowić, na ile stał się polską ikoną LGBT

rys. Marcel Olczyński

 

Białoszewski to bodaj najbardziej warszawski z wybitnych poetów. W stolicy Polski nie tylko urodził się i umarł, kolejne adresy (Leszno, Chłodna, Poznańska, plac Dąbrowskiego, Lizbońska) wyznaczają istotne okresy jego życia. W Warszawie na przełomie lat 40. i 50. pracował w redakcjach kilku czasopism, potem współprowadził eksperymentalny Teatr na Tarczyńskiej. Ściśle związana z miastem jest jego najsłynniejsza książka prozatorska, czyli wspomnieniowy „Pamiętnik z powstania warszawskiego”, wydany w 1970 r.

Kolejna istotna część warszawskości Mirona, o której mało się pisze, to uczestniczenie w homoseksualnym, nocnym życiu stolicy, bywanie na pikietach, wówczas jedynym miejscu spotkań mężczyzn szukających seksu z innymi mężczyznami, co wiązało się także z legitymowaniem przez milicję, w zawoalowany sposób wspominał o tym Stanisław Prószyński, jeden z przyjaciół poety: „[na Poznańskiej] przerzucił się na całkowitą zmianę trybu życia: w dzień, kiedy współlokatorzy byli w pracy, Miron przeważnie spał, a w nocy, kiedy było cicho i spokojnie – pisał, rozmyślał, chodził po Warszawie. W owych czasach – jak to się potem pięknie określiło: «błędów i wypaczeń» zdarzało się, że idącego po pustych, nocnych ulicach Warszawy zatrzymywali milicjanci i legitymowali, srogo pouczając, że o tej porze ludzie pracy śpią, więc kto on taki? (…) Myślę, że taki «odwrócony» tryb życia, coraz bardziej dlań charakterystyczny i któremu pozostał wierny przez wszystkie dalsze lata swego życia – rozpoczął się właśnie w opisywanym okresie”.

Mój rodzaj

Białoszewski (rocznik 1922), o wiele młodszy od znanych już przed wojną Iwaszkiewicza czy Andrzejewskiego, realizował zupełnie inny model homoseksualny niż jego starsi koledzy po piórze. W twórczości miał wiele utworów homoerotycznych, ale spora część z nich światło dzienne ujrzała dopiero po jego śmierci. Partnerów nie ukrywał, wiedzieli o nich współpracownicy i krąg przyjacielski, ale w rozmowach z nimi tej kwestii nie problematyzował. Nigdy się nie ożenił, dość szybko zaakceptował siebie, o czym pisał po latach:

„Sex-przygody z mężczyznami. Traktowałem swoje potrzeby homo jako przejściowe, że niby kiedyś znormalnieję. Mając 15 czy 16 lat zadałem sobie pytanie «kiedy»? Niby zmienię się z dnia na dzień? Nie. Wobec tego trzeba przyjąć siebie takiego, jakim się jest. Ustaliłem to, przestałem się tym turbować. I nadal uprawiałem swoje sex-przygody ze świadomością, że to jest mój rodzaj. Wszelkie słyszane określenia i przezwiska owych gustów nie przejmowały mnie specjalnie. W ten sposób szkoliłem swój upór i nieprzemakalność. W seksie i w pisaniu. Nie przejmując się krytyką. Czy nieuznawaniem. Było to dobre i skuteczne samoszkolenie. (…) Przyszedł czas, po wojnie, że uświadomiłem rodziców co do siebie. Musieli to uznać. Później to samo z przyjaciółmi nie tego rodzaju, ze znajomymi” (19 V 1982).

Rozwydrzone noce

W tym samym wpisie Białoszewski dość bezwzględnie opisywał swój pierwszy ważny związek z aktorem Januszem (nazywanym Janem) Gładyszem (1923-81): „Pierwszy poważny długi związek uczuciowy, z Jankiem z Częstochowy, zaczął się przed samym powstaniem. Po powstaniu Janek przyjechał do mnie do Oppeln, zorganizował mnie i ojcu ucieczkę przez zieloną granicę do Częstochowy. Od maja 1945 r. mieszkaliśmy razem w Warszawie. Mój ociec zraził się do Janka. Ojciec był kombinatorem na innym poziomie. Raczej fantastą. Janek miał pociąg do hochsztaplerki prymitywniejszej. Z czasem się wyrobił. Wpadał na pomysły. I umiał je przeprowadzać. Nakręcił znajomego tak, że tamten ze swoim krótkim wzrokiem stanął za Janka do komisji wojskowej. Janek w ten sposób uzyskał zwolnienie, nosił okulary dla pokrycia, zresztą mu imponowały. Mnie zmusił niejako do zdania za niego małej matury. Dla eksternów. Niemało trudu. Udało się. Ze świadectwem Janek dostał się na studia aktorskie. Nie miał specjalnych zdolności. Tak mnie się wydawało. Prezencji też nie. Ale się wyrobił. Poszedł do teatru. Przecież miał w sobie aktorstwo życiowe. Jego dewiza brzmiała – być aktorem drugorzędnym, na prowincji, byleby być aktorem. W późniejszych latach życie sobie pokręcił. Mnie zdradzał. Kłamać umiał dobrze. O drobne zdrady nie dbałem. Ale przy grubszych zbuntowałem się. Nie od razu. Ileś wytrzymałem. Aż zmęczenie podbechtało wolę. Zerwałem nagłą decyzją. Jak to u mnie. I nagle poczułem się wolny.” Gładysz rzeczywiście nie zrobił kariery aktorskiej, nigdy nie zagrał w filmie, za to zaliczył udział w wielu zespołach teatralnych, zaczynał od Poznania, potem była Częstochowa, Kalisz, Tarnów, Gniezno, Bielsko-Biała, Gdynia, Gorzów. Bodaj jedyna znacząca rola w jego dorobku to Albin w „Ślubach panieńskich” w Kaliszu (1952). Właśnie z nim w tużpo wojennej Częstochowie Białoszewski przeżył jeden z najbardziej erotycznych momentów w swoim życiu: „Ktoś nas zaprosił na wigilię. Poszliśmy z Jankiem. Gospodarz, podstarzały pan, upił się, jego stara matka zasnęła. Wszystko w jednym pokoiku. Janek umył im naczynia. Potem zgasił światło. I po ciemku, po cichu obaj rozebraliśmy się do naga i spędziliśmy jedną z najbardziej rozwydrzonych nocy na stojąco i siedząco. Koło wygasłej kuchni. Między katastrofami. Tak, że nieraz wspominam sobie tę noc z przyjemnością”.

Jego pasjażycia

Z ważnych partnerów Białoszewskiego najwięcej wiadomo o malarzu Leszku Solińskim (1926-2005). To słynny „Le.” z zapisków poety, postać barwna, ale trudna, typ diwy, silna osobowość, intrygant i awanturnik, którego wiele osób się bało. Już po śmierci Mirona opisywał w jakich okolicznościach zaczęła się ich znajomość: „Poznaliśmy się w środę przewodnią (22 kwietnia) 1950 roku. Byłem wówczas studentem filologii polskiej w Krakowie na UJ, statystowałem w «Balladynie». Spotkaliśmy się na wykładzie Wyki, kiedy Miron zatrzymał się w Krakowie, w drodze na reportaż do Zakopanego. (…) Życie akademickie, dom, zrobiły na Mironie niezwykłe wrażenie. Był oczarowany, zafascynowany. Podziwiał nawet cierpki świergot i pisk jaskółek nad naszym domem. Przyjeżdżał też do Krakowa na każdą wolną chwilę. Zaprosił mnie również do Warszawy, którą zobaczyłem pierwszy raz”. W tym samym wywiadzie Soliński opowiedział o miłosnych dedykacjach, jakie składali sobie na prezentach: Miron za pierwszym razem przyjechał do mnie w wel wetowej ciemnoniebieskiej marynarce i w popielatych spodniach. Nic więcej ze sobą nie wziął. Latami nosił tę odzież. Na prezent przywiózł mi raz książkę Irvinga Stone’a «Pasja życia» i napisał na niej dedykację: «Swojej pasji życia». Ta dedykacja mnie przeraziła, bo pasja to znaczy także «krzyż», a tego w przyjaźni nie chciałem. Dałem Mironowi w rewanżu książkę Giovanniego Papiniego pt. «Gog» i swoją fotografię, jak stoję na zboczach podgórskich i wyciągam ręce do słońca. Na fotografii napisałem: «Jedno i nierozdzielne jesteśmy». Nosił ją w portfelu całe życie”.

Soliński został spadkobiercą Białoszewskiego, choć ich związek rozpadł się długo przed śmiercią poety. Mimo rozstania pozostawali w kontakcie i przyjaźnili się, długo mieszkali też razem przy pl. Dąbrowskiego 7. Z czasem zamieszkał z nim następny partner Leszka, holenderski slawista Henk Proeme, za którego po latach, będąc już po 70-tce, wyszedł za mąż. W połowie lat 70. udało się załatwić przydział mieszkania dla Solińskiego, ale malarz nie zgodził się na rezygnację z centrum. Ostatecznie na Lizbońską przeprowadził się Białoszewski, co okazało się nowym impulsem literackim, inspiracją dla wierszy z końca lat 70. i wydanego po latach dzienni- ka „Chamowo”.

Amerykańskie seksualia

W październiku 1982 r., osiem miesięcy przed śmiercią, 60-letni Białoszewski przebywał w Nowym Jorku, nagrodzony w ten sposób przez Fundację im. Alfreda Jurzykowskiego. Mieszkał w hotelu prowadzonym przez zakonnice, a w wolnym czasie korzystał z „infrastruktury” gejowskiej, seks shopów i kin porno: „Wdałem się w to kino. Tylko 6 dolarów, a ogląda się i ogląda. Na widowni tu i ówdzie ktoś siedzi, przesiada się, coś czasem się dzieje. Pijak za mną palił papierosy, komentował na głos to, co szło na ekranie, w końcu pomacał mnie, potem gadał, przesiadał się. Po długim czasie, po iluś filmach Murzyn powiedział – gut najt” (14 X 1982). Następny dzień wyglądał podobnie: „Dokupiłem sobie jeszcze męskie porno i imitację gumową męskiego wdzięku za pięć dolarów. Bardzo mnie kusi kupowanie płyt i starej muzyki, a szczególnie azjatycko-sakralnej, ale to za drugim pobytem w Nowym Jorku. Bo po co wozić ze sobą. To miasto jest tak pochłaniająco ciekawe, że tylko trzeba wytrzymać z energią, bo pieniądze na swoje zachcianki mam. W hotelu zakonnic, w świetnym moim pokoiku rozpakowywałem ananasy, banany, ciastka, seksualia i mówiłem do siebie:

– co za prezenty!

– co za prezenty!” (15 X 1982).

 

 

 

Reżyserka Kristine Stolakis o terapii konwersyjnej

Z KRISTINE STOLAKIS, reżyserką dokumentu „Pray Away” o terapiach konwersyjnych w USA (od 3 sierpnia na Netfliksie), rozmawia Michał Kaczoń

mat. pras.

 

Dlaczego w swoim debiutanckim pełnometrażowym dokumencie zdecydowałaś się podjąć temat terapii konwersyjnych, czyli „leczenia” homoseksualności?

Ten film zrodził się z bardzo osobistych pobudek. Mój wujek był poddany terapii konwersyjnej jako dziecko. To wydarzenie rzuciło się cieniem na całe jego życie. Kiedy ujawnił się jako osoba trans, został zabrany do terapeuty. To było na przełomie lat 50. i 60., i to, co mu wtedy zrobiono, uznawane było za humanitarne działanie. Dostał leki, w tym antydepresanty. Przyjmowanie ich w tak młodym wieku przyczyniło się do tego, że w późniejszym życiu zmagał się z nałogiem, atakami paniki, zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi czy objawami depresji. Poznałam  go już jako człowieka dorosłego. Wiedziałam, że miał problemy natury zdrowotnej, ale nie zdawałam sobie sprawy, skąd one się wywodzą. Dopiero, gdy byłam starsza, dowiedziałam się o doświadczeniach z terapią konwersyjną. Najbardziej zaszkodziło mu, że terapia konwersyjna opiera się na pewnym systemie przekonań, wedle którego zmiana jest możliwa i kryje się tuż za rogiem. Jest to bardzo zwodnicze myślenie, które rodzi sztuczną nadzieję na to, że można „przezwyciężyć” naturę, co powoduje później ogromne straty moralne, gdy zmiana nie nadchodzi. Dotarło do mnie, jak przerażające i dewastujące są to praktyki. Przez lata mój wujek dogłębnie wierzył, że może się zmienić i żył tą uporczywą nadzieją. To było niezwykle smutne i bolesne.Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Bart Staszewski & Sławek Wodzyński – jak się kochają aktywiści?

SŁAWEK WODZYŃSKI twierdzi, że aby zmienić Polskę, potrzeba więcej Bartów Staszewskich. BART STASZEWSKI potrzebuje natomiast jednego Sławka Wodzyńskiego. Aktywistami są obaj, ale tym razem opowiadają o swoim życiu po zejściu z barykady i odwieszeniu na kołek tęczowych flag. Rozmowa Mateusza Witczaka

fot. Paweł Spychalski

 

Barcie, dzieciństwo spędziłeś w Szwecji, a nastoletnie lata – w Lublinie. Do stolicy wyjechałeś już z dowodem osobistym, by – jak powiedziałeś w jednym z wywiadów – „szukać miłości”. Udało się?

Bart Staszewski: Tak. Ale to była pierwsza, młodzieńcza miłość, potrwała ze dwa lata i znikła. Potem tułałem się, tułałem… aż dotułałem się do Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, którego billboardy zobaczyłem w Warszawie. I tam poznałem Sławka.

Sławek Wodzyński: Źle pamiętasz, to były billboardy Kampanii Przeciw Homofobii!

Zakładam, że Sławek wie, o czym mówi, bo już wtedy był czynnym aktywistą.

SW: Jakoś koło 2010 r. zacząłem obserwować Miłość Nie Wyklucza na Facebooku, podobnie jak Wojtka Szota, który na swoim blogu „Abiekt” bardzo ostro i bezkompromisowo pisał o tym, co się dzieje w środowisku aktywistycznym. Czy słusznie – to inna sprawa. Na pewno interesująco. Miłość Nie Wyklucza zorganizowała wtedy otwarte spotkanie w kawiarni Leniviec w  Śródmieściu. Przyszło ze 20 osób. Wiele z nich włączyło się później w aktywizm, a wręcz zostało ważnymi działaczami – chociażby Hubert Sobecki czy Oktawiusz Chrzanowski, którzy też się wtedy w Lenivcu pojawili.

Bart dołączył później?

SW: Trzy lata później. Akurat debatowaliśmy o tym, żeby się wreszcie sformalizować.

Od razu wpadliście sobie w oko?

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Masz problem z łysieniem? Przeszczep włosów w Turcji!

ARTYKUŁ SPONSOROWANY

 

Przeszczep włosów w Turcji – co warto wiedzieć?

Problem łysienia androgenowego dotyka coraz większy odsetek społeczeństwa, większości mężczyzn, ale coraz częściej także i kobiet. Składa się na to wiele czynników od genetycznych poprzez środowiskowe, które powodują, że struktura włosów staje się słabsza, a ich ilość systematycznie się zmniejsza. Coraz młodsze osoby obserwują zmiany w wyglądzie swoich włosów. Utrata włosów dla niektórych osób nie stanowi problemu, innych mobilizuje do znalezienia przyczyny i ustalenia odpowiedniego leczenia. Z wizytą udajemy się wówczas do dermatologa lub trychologa, który zdiagnozuje rodzaj łysienia, a także zaleci odpowiednie zabiegi i leczenie.

W przypadku, kiedy doszło już do trwałej utraty włosów w wyniku działania szkodliwego dla mieszków włosowych DHT (pochodna testosteronu), jedyną skuteczną metodą na odzyskanie włosów jest zabieg przeszczepu włosów.

 

Na czym polega zabieg transplantacji włosów?

Przeszczep włosów zaliczany jest do zabiegów medycyny estetycznej, jest to zabieg mikrochirurgiczny w znieczuleniu miejscowym. Transplantacja włosów polega na pobraniu od pacjenta ze strefy potylicznej zdrowych mieszków włosowych wolnych od działania DHT i wszczepieniu ich tam, gdzie są widoczne ubytki (najczęściej zakola czy korona głowy).

Przy wyborze kliniki przeszczepu włosów powinniśmy kierować się przede wszystkim jej doświadczeniem oraz jakością przeprowadzanych zabiegów. Polskie kliniki niestety znacznie odstają od światowej stolicy przeszczepu włosów jaką jest Turcja. To właśnie w Turcji przeprowadza się najwięcej tego typu zabiegów na świecie. Dodatkową zaletą tureckich klinik jest także ich przystępna cena, które w porównaniu do rodzimych klinik jest kilkakrotnie niższa, a sam zabieg można połączyć ze zwiedzaniem urokliwego Stambułu.

 

Jak wybrać klinikę przeszczepu włosów w Turcji?

Przy wyborze kliniki warto zwrócić uwagę na kilka aspektów.

1. Doświadczenie kliniki przeszczepu włosów.

Klinika, która ma długoletnią, udokumentowaną historię pod jedną nazwą, zasługuje na uwagę.

2. Personel wykonujący przeszczep włosów w Turcji.
Renomowane kliniki przeprowadzają zabieg w zespole składającym się z lekarza specjalisty w dziedzinie transplantologii włosów, anestezjologa, a także wykwalifikowanego personelu technicznego, wspierającego segregację mieszków włosowych i będący operatywnym zapleczem dla lekarza.

3. Metody przeszczepu włosów.

Obecnie najnowocześniejszymi metodami są: metoda szafirowe FUE i metoda DHI. Obie metody wymagają specjalistycznych szkoleń i kwalifikacji zespołu medycznego. Jeśli klinika ma w swojej ofercie obie metody przeszczepu włosów, masz gwarancję, że zostanie dla Ciebie dobrana taka, która odpowiada strukturze włosów i osiągnięciu założonego efektu.

4. Gwarancja na zabieg.

Sprawdź koniecznie czy klinika zapewniając o wysokim standardzie usług potwierdza jakość wykonania zabiegu gwarancją, która w razie niepowodzenia zapewnia bezpłatny zabieg naprawczy. Tylko kliniki o najwyższym standardzie usług podejmują się takiej gwarancji.

5. Opieka po powrocie do kraju.

Renomowane kliniki współpracują z wykwalifikowanymi konsultantami na terenie danego kraju. Pacjenci po powrocie do Polski mogą liczyć na opiekę w całym okresie rekonwalescencji.

6. Opinie pacjentów po przeszczepie włosów.

Zaufajmy klinikom z długoletnią historią i pozytywnymi opiniami rozłożonymi na przestrzeni lat. Zadowoleni pacjenci dzielą się opiniami na różnych etapach, zarówno zaraz po przeszczepie, jak i po wielu miesiącach po zabiegu i to jest kolejny czynnik, na który należy zwrócić uwagę.

Klinika, która może się poszczycić nieskazitelną opinią to Dr. Serkan Aygin Clinic w Stambule. Założyciel kliniki Dr. Serkan Aygin to uznany światowej sławy lekarz dermatolog, który leczeniem łysienia zajmuje się już od 25 lat. Jest także wielbicielem sztuki nowoczesnej, którą otacza się także w klinice, dzięki temu jej wnętrza przyjmują luksusowy, ale bardzo przyjazny charakter.

Klinika świadczy usługi dla każdego pacjenta z niemalże każdego zakątka świata, niezależne od rasy, wyznania czy orientacji seksualnej. Pracownicy są bardzo otwarci i służą pomocą na każdym etapie pobytu w klinice, bo bezpieczeństwo i komfort pobytu pacjentów to dla nas priorytet.

Polskimi pacjentami kliniki zajmuje się FlyMedica – wyłączny przedstawiciel w Polsce. Oferta FlyMedica zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ pacjent otrzymuje kompleksową opiekę w zakresie organizacji całego procesu przeszczepu włosów, aż po 12-miesięczną opiekę w okresie rekonwalescencji.

FlyMedica oferuje wyjazdy indywidualne, w parach lub wyjazdy grupowe. Więcej na temat przeszczepu włosów w Turcji >>> TUTAJ.

 

Zobacz jak wygląda klinika i cały proces przeszczepu włosów: 

 

Aleksander Szymielewicz – bohaterski powstaniec, gej

Tekst: Marek Teller

W Powstaniu Warszawskim walczyli również ludzie LGBT – na przykład bohaterski lekarz ALEKSANDER SZYMIELEWICZ, który przed wojną był partnerem Karola Szymanowskiego

Przechodzili tę samą gehennę ludności cywilnej, pomagali rannym jako medycy i  sanitariuszki, chwytali za broń, aby walczyć o  ukochaną Warszawę. Chociaż ludzie nieheteronormatywni też uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim lub zostali doświadczeni przez trwające walki, nie należą do „patriotycznej” wizji walki o ojczyznę. Przeciwnie, same próby przypisywania (niektórym) żołnierzom Armii Krajowej homoseksualnych relacji wielu Polaków traktuje jako atak na dumę narodową, szarganie świętości.

Tymczasem „Pamiętnik z  powstania warszawskiego”, jeden z najważniejszych zapisów powstańczych przeżyć z perspektywy cywila, jest dziełem Mirona Białoszewskiego, geja. Szefem grupy operatorów fi lmujących Powstanie Warszawskie i  jedną z  jego ofi ar cywilnych był biseksualny reżyser Juliusz Mieczysław Krawicz. Wśród „robinsonów” ukrywających się w zniszczonej stolicy znajdował się zaś między innymi transpłciowy mężczyzna Bronisław Dragan vel Jerzy Zdanowicz.

Do grona medyków ratujących rannych żołnierzy i cywilów należał z kolei Aleksander Szymielewicz, który na początku lat 30. był kochankiem kompozytora Karola Szymanowskiego. Za pomoc udzielaną potrzebującym zapłacił najwyższą cenę, ginąc w gruzach miasta, które stało się dla niego drugim domem po wyjeździe z Kresów.

Z Kresów do Warszawy

Aleksander Szymielewicz urodził się 13 sierpnia 1912 r. w Lidzie w guberni wileńskiej (dzisiejsza Białoruś) jako syn katolika Jana Szymielewicza i  wyznawczyni prawosławia Zofi i z Makarewiczów. Pochodził z szanowanej rodziny litewskiego pochodzenia, a jego stryjem był historyk ziemi lidzkiej Michał Szymielewicz. Aleksander zdobywał wykształcenie w Gimnazjum Państwowym im. Romualda Traugutta w Brześciu nad Bugiem, w którym jego ojciec pracował jako sekretarz. Większość uczniów szkoły stanowili Polacy, lecz uczęszczali do niej również Żydzi i Rosjanie. Kolegą Szymielewicza z klasy był między innymi Menachem Begin, późniejszy premier Izraela (w  latach 1977– 1983).

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.