Jarmiła Rybicka – w swojej knajpie zatrudnia uchodźców

Z JARMIŁĄ RYBICKĄ, założycielką i szefową warszawskiej Kuchni Konfliktu, knajpy, która zatrudnia osoby uchodźcze, rozmawia Michał Pawłowski

foto Aleksander Kleis

W 2016 r., w wieku 25 lat, zakładasz Kuchnię Konfliktu – knajpę, w której zatrudniasz uchodźców_czynie, pomagając im stanąć na nogi w Polsce. Przy okazji tworzysz miejsce, w którym można poznać nieznane dotąd smaki i kulturę inną niż polska czy europejska. Skąd ten pomysł?

Bezpośrednim bodźcem była dla mnie wojna w Donbasie. To działo się tak blisko nas, a mimo to czułam się bezsilna. Zastanawiałam się, co mogę zrobić, by pomóc tym ludziom, i postanowiłam działać lokalnie. Już wcześniej angażowałam się w działania na rzecz i z uchodźcami_czyniami, a oni często powtarzali, że to, czego najbardziej potrzebują, to możliwość zarabiania własnych pieniędzy, co pozwoli im na budowanie nowego życia, niezależność. W Polsce brakuje rozwiązań, które wspierałyby integrację osób uchodźczych, w tym na rynku pracy. Zależało mi również, by odejść od modelu charytatywnego, w którym działają tradycyjne organizacje. Chciałam stworzyć przestrzeń, która będzie pomagała, ale też pozwoli zaangażować się uchodźcom nie w roli biernych odbiorców pomocy, ale w roli aktywnej i decyzyjnej, w której oni z nami się czymś dzielą. W Kuchni ta pomoc oparta jest na współpracy. Razem gotujemy, serwujemy jedzenie, sprzątamy, wspólnie decydujemy o planach na przyszłość. Dzięki temu te osoby mogą odzyskiwać poczucie sprawczości. To jest kluczowe w Kuchni Konfliktu.

Ile osób przewinęło się przez Kuchnię? Kto to jest?

To kilkadziesiąt osób. Z Erytrei, Algierii, Kongo, Syrii, Iraku, Afganistanu, ale też z regionów bliższych nam: z Ukrainy, Gruzji, krajów Azji Środkowej, np. z Tadżykistanu. Historia każdej z tych osób jest wyjątkowa. Sultan z wykształcenia jest ratownikiem medycznym, Khedi pedagożką, Muhamadjon dziennikarzem, Suheila inżynierką, Inna przedszkolanką. Część osób nie miała możliwości skończyć nawet szkoły podstawowej, więc mamy w zespole bardzo różne doświadczenia. Wiele osób użyło Kuchni jako „trampoliny” i szybko znalazły wymarzoną pracę w innych branżach. Niektórzy zakładają własne organizacje – Hamza z Algierii został tłumaczem arabskiego, Ibragim pracuje nad aplikacją mobilną, która ma pomagać migrantom_kom, a Khava rozkręca biznes cateringowy. Moi współpracownicy mówią często, że kluczowe jest wsparcie na samym początku m.in. w wynajęciu mieszkania, napisaniu CV, podjęciu pierwszej pracy. Dzięki wzmocnieniu w Kuchni i zaspokojeniu podstawowych potrzeb większość osób zaczyna myśleć o realizacji swoich planów i marzeń. W końcu osoby czują się na tyle pewnie, by np. skończyć wieczorowo liceum, zapisać się na kurs angielskiego albo samemu zaangażować się w wolontariat.

Polska to dobre miejsce dla uchodźców_ czyń?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Polska często jest bezpieczniejszym miejscem dla tych osób niż kraje, z których musiały uciekać, ale to niestety nie oznacza dla nich tutaj łatwego życia. Dziewięć osób z Konga próbujących obecnie złożyć wniosek o azyl w Polsce kolejny raz zostało wywiezionych przez Straż Graniczną na pas przygraniczny – w ten sposób służby próbują uniemożliwić im skorzystanie z przysługującego im prawa. Te osoby są obecnie tak wycieńczone, że błagają, by pogranicznicy deportowali ich z powrotem do Konga, bo to, czego doświadczają na naszej granicy, jest gorsze niż cokolwiek, co wcześniej je spotkało. Ciężko powiedzieć też, czy Polska jest dobrym miejscem do życia dla mnie – kobiety i osoby nieheteronormatywnej. Tym bardziej dla osób z doświadczeniem uchodźczym. Najczęściej nie jest to kraj wymarzony ani docelowy dla nich. Jednak prawo jest skonstruowane tak, że trzeba pozostać w pierwszym kraju, w którym człowiek zacznie ubiegać się o azyl – nie ma swobody w poruszaniu się do innych państw. Z drugiej strony większość osób, z którymi pracuję, rzadko lub właściwie nigdy nie narzeka na Polskę i polską gościnność. My, Polacy i Polki, możemy narzekać na Polskę, ale jednak, patrząc w skali świata, jest to bardzo uprzywilejowane miejsce. Mimo pogarszających się standardów demokratycznych wciąż poszanowanie praw człowieka jest u nas na wyższym poziomie niż w krajach, z których oni do nas przybywają. Wiele osób ucieka przed realnym zagrożeniem życia i zdrowia ze względu na swoją działalność społeczno-polityczną. W Polsce aktywiści, dziennikarze, artyści nie są narażeni na tortury, karę więzienia czy śmierć, jak w wielu krajach, z których przybywają ci ludzie.

Jak twoi współpracownicy patrzą na obecne wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej?

Najbardziej przeżywają to moi przyjaciele, którzy pochodzą z Afganistanu, m.in. Afzal i Sultan. Od kilku lat mieszkają z rodzinami w Polsce. Zanim zamieszkali w Warszawie, przebywali w ośrodku dla cudzoziemców w Łukowie. Obecnie Sultan pracuje jako kucharz, Inna, jego żona, jest, jak wspomniałam, przedszkolanką, ich córka Karina – tłumaczką, a syn Arian uczy się w szkole. To wspaniali ludzie, Kuchnia Konfliktu dużo im zawdzięcza.

Sytuacja na granicy jest zaprzeczeniem człowieczeństwa i jest załamująca dla nas wszystkich. Tutaj wchodzi w grę łamanie prawa polskiego, międzynarodowego oraz podstawowych praw człowieka. Przetrzymywanie osób na granicy bez dachu nad głową, bez jedzenia i wody pitnej, bez dostępu do opieki medycznej – to tylko część dramatu, jaki się dzieje. Mamy też doniesienia o nielegalnych push backach, czyli wywożeniu na granicę, w głąb Puszczy Białowieskiej, osób, które dotarły już do Polski i złożyły wnioski o ochronę międzynarodową. Słyszymy również o pobiciach czy niszczeniu telefonów komórkowych, by uniemożliwić tym osobom jakikolwiek kontakt z prawnikami czy organizacjami pozarządowymi. Dodatkowo obowiązuje stan wyjątkowy, który skazuje aktywistów na jeszcze większą bezsilność. Ta sytuacja jest dramatyczna.

Wiem, że brakuje rozwiązań systemowych, a uchodźców_czyń może być dużo więcej niż obecnie. Co każdy z nas mógłby zrobić, by pomóc?

Przykład, który powinien skłonić nas do refleksji, to zatrucie się grzybami przez rodzinę z Afganistanu w ośrodku dla uchodźców. Stawka dzienna na wyżywienie jest bardzo niska, ale nie chodzi o to, że ci ludzie tam głodują. Warto zwrócić uwagę na brak systemowych rozwiązań, na to, że ośrodki lokowane są na odludziu, że brakuje w nich tłumaczy, pracowników socjalnych i psychologów, W Polsce nie mamy żadnej polityki integracyjnej. Trwają pracę nad przepisami, które ułatwią deportowanie ludzi i utrudnią im składanie wniosku o azyl. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym jest częścią tej polityki. Jak każdy może wesprzeć uchodźców_czynie? Jeśli chodzi o nas, to sprawa jest prosta: można do nas przyjść, kupić obiad, przetwory czy rękodzieło uchodźcze – to namacalna i konkretna forma wsparcia. Plus, śledząc Kuchnię i inne organizacje, znajdzie się masę akcji, do których można się po prostu przyłączyć.

Jest wiele powodów, dla których ludzie decydują się na ucieczkę ze swojej ojczyzny w nieznane. Jednym z nich jest orientacja seksualna lub tożsamość płciowa.

W ponad 70 krajach akty homoseksualne są karane, w tym w kilku – karą śmierci. Ludzie często uciekają z tego powodu z Afganistanu czy Pakistanu. Nie trzeba też szukać daleko – w Gruzji, Uzbekistanie czy Czeczenii bycie osobą LGBT+ również wiąże się z zagrożeniem. Ciężko powiedzieć, ile osób decyduje się na ucieczkę ze względu na bycie LGBT+, bo najczęściej one same się z tym nie ujawniają. Ze wszystkich osób uchodźczych LGBT+, które poznałam, nikt nie był publicznie wyoutowany. Zresztą to niełatwe też w Polsce – homofobia u nas jest na porządku dziennym. Osoby te często mogą doświadczyć wtórnej przemocy w ośrodkach dla uchodźców, w okresie przejściowym, gdy już ubiegają się o azyl, a także ze strony swojej rodzimej narodowej społeczności oraz ze strony społeczeństwa polskiego. Te osoby doświadczają wieloaspektowej dyskryminacji, dlatego najczęściej nie mogą zrobić bezpiecznego coming outu. Co ważne, zarówno Konwencja Genewska Praw Człowieka, jak i Unia Europejska uznały prześladowania ze względu na orientację i tożsamość płciową jako wystarczające i adekwatne powody do ubiegania się o azyl i ochronę międzynarodową.

Czy Polska jest zobowiązana do udzielenia azylu osobie, której grożą prześladowania ze względu na orientację seksualną/tożsamość płciową?

W Polsce organy azylowe są formalnie zobowiązane wziąć pod uwagę taki wniosek o ochronę. Niestety, większość państw UE, w tym Polska, nadal stosuje tzw. wymóg dyskrecji – np. w dość dużej liczbie przypadków wnioski azylowe gejów z Iranu zostały odrzucone, ponieważ uznano, że mogą oni prowadzić życie homoseksualne w ukryciu. Jeśli chodzi o Polskę, organy azylowe zalecają uchodźcom przedłożenie dodatkowych dowodów w postaci np. wyników testów psychologicznych oraz opinii seksuologów czy lekarzy innych specjalności. W Polsce odmówiono nadania statusu uchodźcy np. osobie z Pakistanu, bo zdaniem polskich władz przepisy penalizujące homoseksualność nie są tam stosowane. Zarówno zasada „dyskrecji”, wymaganie specjalnych „dowodów” poświadczających orientację/tożsamość płciową, jak i odmawianie uchodźcom LGBT+ azylu ze względu na to, że w ich kraju kara więzienia jest rzadko stosowana, uważam za haniebne.

Kuchnia Konfliktu to nie tylko miejsce, które wspiera uchodźców_czynie. Głośno opowiadacie się też za prawami kobiet, LGBT+. Jak udaje ci się budować otwartość w zespole?

Staram się nie zakładać, że te osoby są z założenia bardziej konserwatywne niż ja czy jacyś „my”. Bo patrząc na to z innej strony – ja również jestem osobą urodzoną w konserwatywnej i patriarchalnej Polsce. Mamy w zespole różne poglądy, nie będę udawać, że wszyscy się zgadzamy. Dzięki temu mamy dużo tematów do dyskusji. To, co nas łączy – to że staramy się tworzyć przestrzeń wolną od przemocy. Mamy w zespole sojuszników LGBT+ i osoby, które przeszły wewnętrzną przemianę w tym temacie, bo na początku były lekko sceptyczne lub po prostu nie miały wiedzy. Uchodźcy_czynie wiedzą, że w Polsce jest trudno nie tylko im – widzą, jaka jest sytuacja kobiet, osób z niepełnosprawnościami, ludzi LGBT+. Choćby w moim osobistym kontekście – wszyscy wiedzą w Kuchni, że mam dziewczynę, i ją znają. To nie jest temat tabu i nigdy nie zauważyłam, żeby dla kogoś był to problem.

Robisz przed nimi coming outy?

To wychodzi naturalnie – gdy przedstawiam im Agatę, mówię o niej „moja dziewczyna”. Nie bałam się tego jakoś specjalnie. Jako osoba LGBT+ odkrywam zresztą, że proces outowania się nigdy się nie kończy. Zdałam sobie sprawę, że jestem biseksualna, gdy byłam nastolatką. Teraz, w wieku 30 lat, mam już wiele coming outów za sobą, ale też wiem, że wiele jeszcze przede mną. Dopiero niedawno porozmawiałam o tym otwarcie z babcią i dziadkiem, dopiero od niedawna zaczęłam mówić o tym w pełni publicznie, wcześniej wiedzieli o tym przyjaciele i bliscy znajomi. Ten wywiad to również dla mnie duży krok i pierwszy tak szeroki publiczny coming out. Brak podstawowych praw osób LGBT+ m.in. do zawarcia związku partnerskiego czy małżeństwa strasznie mnie złości. Chcę, aby Polska była dla mnie miejscem, w którym mogę normalnie żyć. Jestem tu, w Polsce, w Warszawie bardzo zakorzeniona. Chcę tu być. Bycie kobietą w Polsce to nieustające doświadczanie przemocy systemowej.

Zaczęłaś outować się publicznie ze względu na twój związek, na miłość? To pomogło ci się bardziej otworzyć?

Tak. To ma dla mnie duże znaczenie. Czuje się teraz dużo bardziej bezpiecznie. Związek z Agatą to dla mnie bardzo ważna relacja. Myślałam kiedyś, że jak zrobiłam coming out, mając 18-20 lat, przed zaufanym gronem znajomych – to już po wszystkim. Dopiero później zrozumiałam, jaki proces jest przede mną.

Skończyłaś studia socjologiczne, jesteś aktywistką, od lat działasz na rzecz innych. Co cię napędza?

Pomaganie innym daje mi dużo radości i spełnienia, np. kiedy widzę, że Kuchnia wzmacnia osoby w kryzysie. Gdy uchodźcy_ czynie, którzy dołączyli do Kuchni, odzyskują uśmiech na twarzy, gdy sprzedają swoje kolejne produkty, żartują z klientami, gdy cieszą się, że potrafią, mogą i współdecydują. Wielką satysfakcję daje mi, gdy mogę im pomóc wyjść poza Kuchnię, np. gdy teraz pomagam założyć Sultanowi jego własną fundację, która ma wspierać Afganki i Afgańczyków w Polsce. To bardzo wzruszające momenty dające mi energię do działania.

Jak widzisz tu swoją przyszłość i przyszłość Kuchni?

Po 5 latach działalności chciałam, by zarządzanie Kuchnią przejęła grupa uchodźców_czyń. To się udało i jestem w trakcie przekazywania dorobku Kuchni w ręce Khedi Alievy, Aminat i grupy związanych z nimi kobiet z doświadczeniem migracji. Dla mnie jest to niesamowicie ważny i piękny moment i spełnienie założeń Kuchni. Na pewno będę dalej współpracować z uchodźcami_czyniami i oczywiście wspierać grupę, która będzie prowadzić Kuchnię. Jestem podekscytowana tym, że mogę patrzeć, jak Kuchnia zaczyna żyć własnym życiem. A prywatnie jestem bardzo szczęśliwa.

Ka Katharsis – Drag queen i transmatka

Z KASIĄ TWARDOWSKĄ, czyli KA KATHARSIS, queerową artystką, drag queen, transmatką House of Katharsis, o jej burzliwym dorastaniu, o jej partnerach, o wstydzie i o transpłciowym coming oucie, a także o jej rewii w krakowskim teatrze Barakah rozmawia Mariusz Kurc

foto No Pic No Chat Michał Sosna

Katharsis, idziesz jak burza. W czerwcu w krakowskim teatrze Barakah premierę miały rewia „Come back”, dwugodzinny spektakl łączący klasyczną szkołę dragową ze współczesną, twoja wystawa grafik ,,Antrum” oraz audiowizualny performance ,,Ofelia”.

Dokładnie tak! Trzy ważne wydarzenia, które odbyły się w przeciągu jednego miesiąca w jednym miejscu. Jestem bardzo wdzięczna Ani Nowickiej i Monice Kufel, czyli dyrekcji Barakah, za przyjęcie mnie pod swoje skrzydła – te osoby zaufały mojej intuicji i pozwoliły mi zrealizować te trzy wydarzenia, nie znając zupełnie ekipy, która będzie tworzyć ze mną, czyli House Of Katharsis, którego jestem matką założycielką. Obecnie dom przerodził się w migracyjny hostel. (śmiech)

Opowiesz o tych działaniach?

Sam pomysł na rewię pojawił się zupełnie spontanicznie, podczas wernisażu wystawy ,,Antrum”, którą zrobiłam wspólnie z Janem Warlikowskim w teatrze, kuratorowaną przez Tomka Barana i Michała „No Pic No Chat” Sosnę. Kiedy świętowaliśmy sukces, dostałam w prezencie od dyrekcji stworzenie line upu do nowej produkcji rewiowej i tak oto w 3 tygodnie powstał spektakl ,,Nowa Rewia. »Come back«”, w której wzięły udział Lady Brigitte, Filo, Mona Lizak, Vipera i Amba. W międzyczasie moją zachcianką było stworzenie performance’u ,,Ofelia”. To rozwinięcie filmu pod tym samym tytułem, który zrobiliśmy wspólnie z No Pic No Chat, wspaniałym fotografem, a jednocześnie moim przyjacielem, ubratowionym bratem, menadżerem. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

 

SPROSTOWANIE

Wszystkie wydarzenia Teatru BARAKAH, o których p. Ka Katharsis wspomina w wywiadzie z p. Mariuszem Kurcem, który ukazał się 1 października 2021 roku na Państwa stronie internetowej, czyli: Nowa Rewia “Come back”, performance “Ofelia” oraz wystawa “Antrum” powstały w ramach projektu “UWAGA! Strefa LGBT”, którego organizatorem i pomysłodawcą jest Fundacja Dziesięciu Talentów na rzecz Teatru BARAKAH. Projekt jest realizowany z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG. Pomysł na projekt narodził się w 2019 roku i wtedy też został napisany wniosek do konkursu. Wniosek pisali dyrekcja i pracownik Teatru BARAKAH. 

Nie jest więc prawdą, że – jak twierdzi p. Ka Katharsis – “pomysł na rewię pojawił się spontanicznie, podczas wernisażu <<Antrum>>”. Pomysł ten pojawił się dużo wcześniej. Co więcej jedynym producentem i organizatorem Nowej Rewii – “Come back” jest Teatr BARAKAH. Reżyserem rewii jest Dyrektor, Wiceprezes Fundacji Dziesięciu Talentów i jedna z założycielek teatru Ana Nowicka. Rewia powstała podczas prób prowadzonych przez nią, przy pomocy choreografki Caroline Kwiatuszewskiej i scenografki Moniki Kufel, jednocześnie Prezesa Fundacji Dziesięciu Talentów i drugiej założycielki teatru. P. Ka Katharsis pomogła w skompletowaniu obsady oraz występowała w rewii, za co jesteśmy jej niezmiernie wdzięczni, jednakże na tym jej rola się kończy. Nazywanie więc tego przedsięwzięcia “własną rewią” p. Ka Katharsis jest dużym nadużyciem. Co do pokazu performance’u “Ofelia”, to nazywanie go przez p. Ka Katharsis “zachcianką” zdaje się być dość osobliwym odczuciem. Z pełną stanowczością podkreślamy, że Teatr BARAKAH nie jest od spełniania artystycznych “zachcianek” twórców, ale jest instytucją kultury działającą wg własnej linii programowej i z dość sporym wyprzedzeniem tworzonych planów. Przy wspomnianym projekcie brało udział łącznie dziesięciu artystów i wszyscy na takich samych prawach, w związku z czym trudno nazywać go “zachcianką” czy też pomysłem jednego z nich. Zarówno spektakl, jak i performance to praca kolektywna. Podkreślamy, że w przypadku “Ofelii” również producentem i organizatorem jest Teatr BARAKAH. 

Powyższe słowa potwierdzą zarówno twórcy biorący udział przy tworzeniu Nowej Rewii – “Come back” i “Ofelii”, jak i pracowniczy administracyjni oraz techniczni Teatru BARAKAH, którzy pracują przy projekcie “UWAGA! Strefa LGBT”. Na przyszłość zaś dajemy dobrą radę, by weryfikować takie wywiady, bo niezweryfikowane stają się jedynie “zachcianką” rozmówcy, a nie rzetelnym dziennikarskim materiałem. 

Janina Bąk – Sojuszniczka LGBT z Koroną Równości

JANINA BĄK, naukowczyni, autorka bloga „JaninaDaily” , sojuszniczka LGBT+, laureatka tegorocznej Korony Równości. Rozmowa Mateusza Witczaka

arch. pryw.

Co statystyka mówi o sytuacji osób LGBT+ w Polsce?

Najbardziej przerażają mnie liczby związane z  reakcjami rodziców na wyoutowanie dzieci, bo przecież miłość rodzicielska nie powinna nigdy się kończyć. A  tymczasem 88% wyoutowanych nastolatków nie jest akceptowanych przez ojców, a 75% przez matki. 70% ma myśli samobójcze. Połowa: objawy depresji. Ponad dwie trzecie społeczności LGBTQ+ doświadczyło przemocy. Te statystyki sprawiają, że mam w głowie wykrzykniki, choć jestem niezwykle wdzięczna Kampanii Przeciw Homofobii i innym organizacjom, które je zbierają. Te liczby są groźne same w sobie, a robią się jeszcze groźniejsze, gdy spojrzymy, jak reaguje na nie klasa polityczna. Gdy przytaczała je w  Sejmie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, prawa strona sali zagłuszała ją oklaskami.

Powtarzasz, że nie ma matematycznych głąbów, ale w takim razie może są emocjonalne głąby?

Statystyką i  pracą naukową zaczęłam się zajmować dlatego, że chciałam zrozumieć świat. Natomiast przekonań homo–, bi- i transfobicznych zrozumieć nie potrafi ę. Szukałam teorii socjologicznych i  psychologicznych, ale nie znalazłam takiej, która tłumaczy, skąd bierze się w ludziach tak czysta nienawiść. Potrafi ę sobie tylko wyobrazić, że jakiś polityk Konfederacji albo homofobiczny wujek przekaże i wdrukuje komuś „informację”, że LGBT+ to nie ludzie, to ideologia i że zasługują na przemoc. I że adresat tych wypowiedzi będzie tak leniwy intelektualnie, że nijak tych słów nie zweryfikuje.

Przestrzegasz, by nie traktować cudzej niewiedzy z pogardą, ale co możemy zrobić, skoro do takich „leniwych intelektualnie” osób apelujemy, przytaczamy statystyki, badania i osobiste tragedie, a w ich narracji nic się nie zmienia?

Musimy być konsekwentni. W  przypadku mojej społeczności konsekwencja w  zarządzaniu komentarzami doprowadziła do tego, że gdy publikuję cokolwiek na temat osób LGBT+, rzadko zdarzają się wpisy, które wymagałyby mojej reakcji. Niemniej gdy się pojawiają, czasem zaczynam z  czytelnikami dyskutować. Staram się uczyć ich inkluzywnego języka, wyjaśniać, czym jest transpłciowość, gdzie szukać informacji, jaka jest sytuacja prawna osób LGBTQ+ – i to będę robić do końca świata. Jeśli przekonam choć jedną osobę – będzie to sukces. Pisałam m.in. o przemocy słownej. Gdy aresztowano Margot, wiele mediów uparcie ją misgenderowało, co było objawem czystego wyrachowania: jedyne, co musiał zrobić dziennikarz_rka, to używać takich końcówek, formy i  imienia, jakiej osoba sobie życzyła. Cholera, gdyby przyszła do nich koleżanka, która stwierdziłaby, że nienawidzi, gdy ktoś mówi do niej „Anka”, i poleciła, by mówić „Ania” – nie mieliby problemu. Ale nie, lepiej celowo zignorować prośbę Margot tylko po to, by pokazać swoją „siłę” czy „wyższość”.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Znamy zwycięzców 12. LGBT Film Festival

W piątek w warszawskiej Kinotece ogłoszono laureatów Nagród publiczności 12. edycji LGBT Film Festival. Nagrody przyznano w kategoriach Najlepszy film pełnometrażowy, dokumentalny i krótkometrażowy.

Za Najlepszy Film Pełnometrażowy publiczność uznała „Cykady” – osobistą historię o próbie przepracowania traum i dążeniu do samoakceptacji. To opowieść złożona z prawdziwych historii Matta Fifera (reżysera filmu) oraz Sheldona D. Browna. Obaj są nie tylko autorami scenariusza, ale także występują w głównych rolach. Film zdobył wcześniej liczne nagrody na festiwalach w Montrealu, Madrycie, Nowym Jorku i Oslo. Podbił serca krytyków i publiczności osiągając wynik 96% na Rotten Tomatoes.

„Cykady”

Najlepszym dokumentem festiwalu został film „Transkids” Hilli Medalii – efekt czteroletniej dokumentacji życia czwórki nastolatków i ich rodzin, rzucający nowe światło na problemy społecznego i wpływu, jaki wywiera na osobach transpłciowych najbliższe otoczenie. Uzgodnienie płci w młodym wieku wzbudza wciąż kontrowersje na całym świecie, nie tylko we współczesnym, zmilitaryzowanym Izraelu, gdzie powstawał film. Jednak ten – naturalnie trudny – proces, to nie jedyne wyzwanie z jakim muszą sobie radzić ludzie na tak wczesnym etapie życia.

„Transkids”

Po raz kolejny LGBT Film Festival przyznał też Nagrodę dla Najlepszego Filmu Krótkometrażowego. W tym roku otrzymał ją australijski obraz „Strangers” Jamiesona Pearce’a, wzruszająco-zabawny, zniuansowany portret jesieni życia. Oto Adrienne i Stewart muszą zająć się chorującą matką, która – eksplorując swoją seksualną tożsamość – zaczyna łamać zasady domu opieki.

Po uroczystości wręczenia nagród widzowie obejrzeli film zamknięcia, „Dlaczego nie ty”, debiut reżyserski Evi Romen, uhonorowany główną nagrodą na Festiwalu Filmowym w Zurychu, nominowany także Austrian Film Award i Torino Film Award. Reżyserka podejmuje w nim tematy straty i odrzucenia, nie daje jednak jednoznacznych odpowiedzi. W doskonały sposób wykorzystuje malowniczość tyrolskich gór i wiosek, żeby przedstawić historię i oddać emocje, które rozdzierają jej bohaterów.

Wciąż trwają festiwalowe pokazy w Gdańsku. Przed nami jeszcze projekcje w Poznaniu, Katowicach i Bydgoszczy. Potem, 4 października festiwal przeniesie się do Internetu. W odsłonie online na platformie Outfilm.pl można będzie zobaczyć większość festiwalowych tytułów.

  1. LGBT Film Festival odbywa się w 8 miastach oraz online:

WARSZAWA, Kinoteka 17-24 września

GDAŃSK, Kino Kameralne Cafe 17-24 września

WROCŁAW, Kino Nowe Horyzonty 17-23 września

KRAKÓW, Kino Pod Baranami 17-23 września + e-kinopodbaranami.pl, 24 września-7 października

ŁÓDŹ, Kino Bodo 18-23 września

POZNAŃ, CKZ/Kino Pałacowe 27 września-3 października

KATOWICE, Drzwi Zwane Koniem 29 września-3 października

BYDGOSZCZ, MCK/Kino Orzeł 30 września-3 października

ONLINE, na platformie Outfilm.pl 4-18 października

Szczegóły na stronie https://lgbtfestival.pl/ i na Facebooku: https://www.facebook.com/LGBTfestival

5 FILMÓW NA LGBT FILM FESTIVAL, POLECANYCH PRZEZ NASZĄ REDAKCJĘ

Łabędzi Śpiew

„Łabędzi śpiew” to emocjonalna w swojej pocieszności podróż ku samoodkupieniu przedstawiona z bardzo osobistej perspektywy. Opierając scenariusz na prawdziwej legendzie Sandusky, Stephens wykorzystuje postać Pitsenbargera, by opowiedzieć historię o miłości, żalu, akceptacji, ale w pewnym sensie ewolucji kultury gejowskiej w Ameryce. W tym kontekście film śmiało można określić jako postgejowski lub postcoming-outowy. Bycie homoseksualistą nie stanowi tutaj konfliktu, lecz starość i związany z nią strach przed utratą tego, czemu poświęciło się kawał swojego życia. A życie potrafi zaskakiwać, i to w najmniej oczekiwanych momentach. I nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o swoje jeszcze raz – zdaje się mówić nam Stephens. Pomimo tego, że dla Pata będzie to już tylko łabędzi śpiew.

Bartosz Szarek, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/labedzi-spiew/


Valentina

„Valentina” Cássio Pereiry dos Santosa to film pokazujący zupełnie nowy wymiar transpłciowości w kinie – walka o akceptację odbywa się tutaj bowiem w kontekście edukacji, będącej kluczem do lepszej, a w zasadzie jakiegokolwiek przyszłości.  Jest to kino przede wszystkim zaangażowane społecznie, dotykające problemu transpłciowych uczniów w Brazylii, z których aż 80% nie chodzi do szkoły z powodu nękania. Ale również głęboki, humanistyczny obraz o odwadze, świadomości swoich celów i bezkompromisowości w dążeniu do ich realizacji. I o autentycznej wolności, o którą trzeba walczyć w każdych warunkach.

Agnieszka Pilacińska, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/valentina/

 

7-My Sierpnia

Film dla mnie szczególnie ważny, też jestem jedną z osób bezprawnie zatrzymanych podczas “tęczowej nocy”. W historiach czwórki bohaterów przyglądamy się tym wydarzeniom nie przez pryzmat suchych faktów, czy beznamiętnych relacji, a przez doświadczenie emocjonalne i godność przedstawianych osób.

Daniel Oklesiński, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/7-sierpnia/

 

Przeklęta wiosna

Idealnie oddający nastrój piosenki, od której wziął tytuł, włoskiego przeboju z lat 80 – prosty, ale pełen emocji. Główne bohaterki to jeszcze niewinne trzynastolatki, ale młodzieńcza pierwsza miłość rozkwitać musi w cieniu rosnącego rozczarowania światem dorosłych.  

Daniel Oklesiński, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/wiosna/

 

Taxi zum Klo

Zabawny, bezpruderyjny obraz gejowskiego środowiska Berlina końca lat 70, czasów przed epidemią HIV/AIDS. Pikiety, bale i dyskoteki, miłosne i seksualne konstelacje. A także siedzenie w szafie, i podwójne życie. Dla tych wszystkich, którzy są ciekawi, jak wyglądali i co robili geje w ubiegłym stuleciu, pozycja obowiązkowa. 

Bartosz Żurawiecki, Magazyn „Replika”

Więcej o filmie: https://lgbtfestival.pl/filmy-2021/taxi/

 

 

  1. LGBT Film Festival będzie odbywał się w 8 miastach oraz online:

WARSZAWA, Kinoteka 17-24 września

GDAŃSK, Kino Kameralne Cafe 17-24 września

WROCŁAW, Kino Nowe Horyzonty 17-23 września

KRAKÓW, Kino Pod Baranami 17-23 września + e-kinopodbaranami.pl, 24 września-3 października

ŁÓDŹ, Kino Bodo 18-23 września

POZNAŃ, CKZ/Kino Pałacowe 27 września-3 października

KATOWICE, Drzwi Zwane Koniem 29 września-3 października

BYDGOSZCZ, MCK/Kino Orzeł 30 września-3 października

 

ONLINE, na platformie Outfilm.pl 4-18 października

Szczegóły na stronie festiwalu i na Facebooku.

LGBT+ Diamond Awards

Być sobą w pracy. Nagrody dla pracodawców, osób i organizacji

Mimo coraz większej społecznej świadomości, równe prawa osób LGBT+ wciąż są w Polsce kwestionowane. Są jednak społecznicy, społeczniczki, instytucje i firmy wspierające osoby nieheternomatywne w ich codziennym środowisku pracy i poza nim. Z początkiem września wystartowały publiczne nominacje do  tegorocznej edycji LGBT+ Diamonds Awards, jedynych nagród dla pracodawców tworzących przyjazne miejsca pracy, a także dla osób publicznych i organizacji.

W ostatnich dziesięcioleciach zmiany społeczne i prawne w Unii Europejskiej pozwoliły na budowanie bardziej przyjaznych i równych społeczeństw. Mimo to dyskryminacja ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową wciąż rośnie. Według zeszłorocznych badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) 43% osób LGBT zadeklarowało, że czują się dyskryminowane w swoim codziennym środowisku (w 2012 roku było to 37%). Wraz z większą widocznością osób LGBT+ zwiększa się mowa nienawiści i brak akceptacji. W odpowiedzi na ten niepokojący trend 4 lata temu powstał konkurs LGBT+ Diamonds Awards, w którym nagradzani są pracodawcy, organizacje społeczne i indywidualne osoby, które w znaczący sposób wspierają społeczność LGBT+ w sferze zawodowej i publicznej. Właśnie wystartowała tegoroczna odsłona wydarzenia. Pierwszym etapem są nominacje publiczne.

– To nasz sposób, w jaki chcemy podziękować osobom i organizacjom, które dokonują realnych zmian dla tzw. tęczowych pracowników. Wspieranie wszystkich osób, bez względu na płeć i orientację to nie tylko właściwe, ale i mądre posunięcie. Z doświadczenia naszego zespołu wynika, że osoby, którzy czują się akceptowane lepiej pracują i są bardziej kreatywne – mówi Dariusz Żak z NatWest Group w Polsce, organizator konkursu. – Polityka inkluzywności powinna według nas być standardem na rynku pracy, a nie wyróżnikiem. Do tego właśnie dążymy pokazując praktyki w firmach i działalność organizacji, które są gotowe do wdrożenia w każdym miejscu pracy – dodaje Żak.

Diamenty dla sojuszników i sojuszniczek

Utworzenie tęczowej sieci pracowniczej, wspólny udział w Marszu Równości, neutralna płciowo komunikacja wewnętrza w firmie. To tylko kilka przykładów, które tworzą otwarte i równe środowisko pracy. Między innymi takie inicjatywy można zgłaszać do LGBT+ Diamonds Awards. Z początkiem września ruszyła tegoroczna odsłona wydarzenia. Pierwszym etapem są publiczne nominacje, w których może wziąć udział każdy. Na stronie www.lgbtdiamondsawards.pl już można zgłaszać osoby, organizacje i firmy wspierające osoby LGBT+ w miejscach pracy: pracodawca roku, pracownicza sieć LGBT+ roku oraz kategoriach ogólnych, pozazawodowych: ambasador_ka roku osób LGBT+, inicjatywa roku wspierająca LGBT+, partnerstwo roku (organizacja pozarządowa), a także lokalna inicjatywa roku. Do tej pory nagrodzeni zostali m.in. Wolontariat Równości, Sylwia Chutnik, CD Projekt RED czy Fundusz dla Odmiany.

Przyznanie nagród LGBT+ Diamonds 2021 odbędzie się 21 października o godz. 19.00. Wydarzenie będzie transmitowane online na Facebooku oraz na stronie konkursu, gdzie można zyskać materiały dodatkowe po rejestracji. Organizatorem wydarzenia jest NatWest Group w Polsce, brytyjski bank posiadający centrum usług wspólnych, którego zespół pracowników stworzył jedną z większych sieci tęczowych w Polsce. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęły Ambasada Kanady i Ambasada Norwegii. Partnerem głównym wydarzenia jest ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych). Opieką merytoryczną konkurs objęła Fundacja Trans-fuzja. Patronatu społecznego udzielili już m.in. Instytut Spraw Publicznych, Diversity Polska, Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado, Miłość nie wyklucza, Karta Różnorodności (FOB), Lambda Warszawa, Perspektywy Women in Tech, My Rodzice, Fundacja Bęc Zmiana, Voces Gaudii, Feminoteka, Fundusz dla Odmiany oraz Centrum Praw Kobiet. Patroni medialni konkursu to Replika, MyCompany, i Queer.pl. Więcej informacji, formularz zgłoszeń oraz rejestracja na wydarzenie 21 października dostępne na stronie www.lgbtdiamondsawards.pl.

 

***
National Westminster Bank Plc z siedzibą w Londynie, 250 Bishopsgate, Londyn EC2M 4AA, Wielka Brytania, zarejestrowanym w Anglii i Walii pod numerem 929027, prowadzącym działalność w Polsce poprzez oddział National Westminster Bank Plc Spółka Akcyjna Oddział w Polsce z siedzibą w Warszawie, adres: ul. 1 Sierpnia 8A, 02-134, Warszawa, wpisany do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie, XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, pod numerem KRS: 0000677815,  NIP: 1070038385 

Kontakt dla mediów |Ewa Babicka |ewa.babicka@propsypr.pl |795 659 569

 

53 filmy w 8 miastach – LGBT Film Festival ogłosił program

Będzie to już 12. edycja imprezy, uważanej za największe w Europie Środkowo-Wschodniej święto kina o tematyce LGBT+. Projekcje festiwalowe będą odbywać się w ośmiu polskich miastach, poczynając od odsłony warszawskiej, zaplanowanej na 17-24 września. Potem część filmów pokazanych będzie też online, w internetowej edycji wydarzenia.

Festiwal pokaże rekordowych ponad 50 fabuł i dokumentów. Wśród nich nominowany do Queer Lion na Festiwalu w Wenecji „Saint-Narcisse”, a także oczekiwane: „Jump, Darling”, „Dlaczego nie ty”, „Valentina” i „Transkids”. Filmem otwarcia będzie „Łabędzi śpiew” z Udo Kierem, Jennifer Coolidge i Lindą Evans w rolach głównych.

Ważnymi zagadnieniem będzie w tym roku szkolna przemoc na tle homofobicznym, jak w rozgrywającym się w szkole filmie „Fag”. Widzowie i widzki zobaczą też wybór klasyki niemieckich filmów z lat 80-tych poruszających zagadnienia związane ze społecznością LGBT.

– Rozrastanie się naszego programu oznacza coraz większą inkluzywność i różnorodność – staramy się zapewnić ekranową reprezentację możliwie jak najszerszemu spektrum odbiorczyń i odbiorców, odpowiadając zarazem na potrzeby zróżnicowanego grona widzów. Podczas tegorocznej hybrydowej edycji festiwalu zaprezentujemy pełnometrażowe fabuły skierowane do fanów zarówno undergroundowego prowokatora Bruce’a LaBruce’a („Saint-Narcisse”), jak i entuzjastek lesbijskiego coming-of-age („My First Summer”, „Przeklęta wiosna”), sekcja dokumentalna obejmie z kolei tematy zaczerpnięte z historii drugiej wojny światowej, jak „Dear Fredy”, przybliżający postać homoseksualnego Żyda, Fredy’ego Hirscha, próbującego ratować dzieci osadzone w Theresienstadt i Auschwitz, ale i te, które wstrząsnęły społecznością zeszłego lata, jak „7-my sierpnia” – mówi Anna Flagmańska, zajmująca się programem festiwalu. – Wśród najciekawszych produkcji trzeba też wymienić australijską, dokumentalną „Morganę”, której tytułowa bohaterka z rozbrajającą szczerością opowiada o swojej przemianie ze stłamszonej gospodyni domowej w wyzwoloną twórczynię feministycznych filmów erotycznych, której ciężka depresja nie pozwala jednak cieszyć się nowymi sukcesami. Nie jest to bowiem klasyczna opowieść o kobiecej emancypacji z nieodwracalnym happy endem.


Z roku na rok rozszerza się też festiwalowy repertuar filmów krótkometrażowych.

– Bloków krótkometrażowych pojawi się w tym roku aż pięć – dodaje Anna Flagmańska. – Na szczególną uwagę zasługują filmy południowokoreańskiego reżysera Sung-bina Byuna: „God’s Daughter Dances” o transpłciowej tancerce, wezwanej przed komisję wojskową oraz „Hands and Wings”, ukazujący perspektywę młodego geja, któremu niepełnosprawność uniemożliwia samodzielną realizację seksualnych pragnień, a także zestaw Lesbian Shorts, niejednorodny gatunkowo, bo obok komedii romantycznej znajdziemy tam enigmatyczne ghost story i przybliżający doświadczenia kobiet przeżywających miłość w różnym wieku – od nastolatek ze szkolnej drużyny piłki ręcznej („Regarde passer mon fantôme”) po seniorki oddające się erotycznym uniesieniom w domu spokojnej starości („Strangers”). W czułe struny uderza „Ayaneh”, opowieść o młodej uchodźczyni z Afganistanu, wyzwalającej się z okowów patriarchatu. Przypomnimy również queerowe rewelacje sezonu – godną następczynię „Portretu kobiety w ogniu”, czyli „Świat, który nadejdzie” Mony Fastvold i „Ostatni komers” Dawida Nickela – pełnometrażowy debiut jednego z najbardziej obiecujących polskich twórców młodego pokolenia.

  1. LGBT Film Festival będzie odbywał się w 8 miastach oraz online:

WARSZAWA, Kinoteka 17-24 września

GDAŃSK, Kino Kameralne Cafe 17-24 września

WROCŁAW, Kino Nowe Horyzonty 17-23 września

KRAKÓW, Kino Pod Baranami 17-23 września + e-kinopodbaranami.pl, 24 września-3 października

ŁÓDŹ, Kino Bodo 18-23 września

POZNAŃ, CKZ/Kino Pałacowe 27 września-3 października

KATOWICE, Drzwi Zwane Koniem 29 września-3 października

BYDGOSZCZ, MCK/Kino Orzeł 30 września-3 października

 

ONLINE, na platformie Outfilm.pl 4-18 października

Szczegóły na stronie festiwalu i na Facebooku.

Posłanka Magdalena Biejat: „Tęczowe rodziny nie mogą czekać”

Czy Czarnka odwoła Sejm, czy może ulica? Czy Tusk i Trzaskowski odbiorą Lewicy tlen? Jak walczyć z wymierzoną w osoby LGBT+ nagonką TVP i czy powinniśmy outować polityków, jeśli są homofobami? Na te i wiele innych pytań odpowiada MAGDALENA BIEJAT, posłanka Lewicy/Razem. Rozmowa Mateusza Witczaka.

fot. Przemek Krysiak

Lewica ruszyła ze zbiórką podpisów pod „obywatelskim wotum nieufności” dla Przemysława Czarnka. Czy o dymisję ministra nie lepiej walczyć w Sejmie?

Działania parlamentarne to jedno, ale chcemy pokazać, że nie tylko politycy mają coś do zarzucenia ministrowi Czarnkowi. Przecież on budzi ogromny sprzeciw zarówno ze strony uczniów i uczennic, jak i rodziców i nauczycieli – czyli właściwie wszystkich. Właśnie dlatego porozumieliśmy się ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i Akcją Demokracja, która zaczęła zbierać podpisy w internecie.

Posłanki i posłowie Lewicy zbierają je z kolei m.in. we Wrocławiu i w Opolu. Czy sprzeciw wobec MEiN to dobry pretekst, by ruszyć z lewicową agendą w Polskę?

Bardzo nam brakowało wyjazdów w teren, bo to esencja pracy politycznej, zwłaszcza dla ludzi Lewicy. Wsłuchujemy się w głos ludzi, chcemy być na bieżąco z tym, co jest dla nich najważniejsze, gdzie są realne problemy. Koronawirus przez wiele miesięcy uniemożliwiał nam kontakt z wyborczyniami i wyborcami, dlatego, rzeczywiście, rozjechaliśmy się po Polsce. Przede wszystkim chcemy opowiedzieć w tych „rozjazdach” o naszym programie i o naszej wizji przyszłości Polski. Jesteśmy przekonani, że poparcie dla lewicowych postulatów jest dużo większe, niż mogłoby to wynikać z sondaży, ale trudno dotrzeć do nowych wyborców.

Skąd właściwie ten rozdźwięk? Polki i Polacy mają coraz bardziej liberalny stosunek do aborcji i praw osób LGBTQIA+, CBOS donosi, że odsetek ludzi o poglądach lewicowych dynamicznie rośnie – natomiast poparcie dla partii lewicowej oscyluje wokół 10%.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Miron Białoszewski na magnesie dla prenumeratorów/ek

Prenumeratorzy/rki „Repliki” otrzymują GRATIS magnes z wizerunkiem Mirona Białoszewskiego w ramach kolekcji „Polskie ikony LGBTIA”

W czerwcu przyszłego roku przypada setna rocznica urodzin MIRONA BIAŁOSZEWSKIEGO. To dobry moment nie tylko, żeby na nowo przyjrzeć się jego twórczości, ale też zastanowić, na ile stał się polską ikoną LGBT

rys. Marcel Olczyński

 

Białoszewski to bodaj najbardziej warszawski z wybitnych poetów. W stolicy Polski nie tylko urodził się i umarł, kolejne adresy (Leszno, Chłodna, Poznańska, plac Dąbrowskiego, Lizbońska) wyznaczają istotne okresy jego życia. W Warszawie na przełomie lat 40. i 50. pracował w redakcjach kilku czasopism, potem współprowadził eksperymentalny Teatr na Tarczyńskiej. Ściśle związana z miastem jest jego najsłynniejsza książka prozatorska, czyli wspomnieniowy „Pamiętnik z powstania warszawskiego”, wydany w 1970 r.

Kolejna istotna część warszawskości Mirona, o której mało się pisze, to uczestniczenie w homoseksualnym, nocnym życiu stolicy, bywanie na pikietach, wówczas jedynym miejscu spotkań mężczyzn szukających seksu z innymi mężczyznami, co wiązało się także z legitymowaniem przez milicję, w zawoalowany sposób wspominał o tym Stanisław Prószyński, jeden z przyjaciół poety: „[na Poznańskiej] przerzucił się na całkowitą zmianę trybu życia: w dzień, kiedy współlokatorzy byli w pracy, Miron przeważnie spał, a w nocy, kiedy było cicho i spokojnie – pisał, rozmyślał, chodził po Warszawie. W owych czasach – jak to się potem pięknie określiło: «błędów i wypaczeń» zdarzało się, że idącego po pustych, nocnych ulicach Warszawy zatrzymywali milicjanci i legitymowali, srogo pouczając, że o tej porze ludzie pracy śpią, więc kto on taki? (…) Myślę, że taki «odwrócony» tryb życia, coraz bardziej dlań charakterystyczny i któremu pozostał wierny przez wszystkie dalsze lata swego życia – rozpoczął się właśnie w opisywanym okresie”.

Mój rodzaj

Białoszewski (rocznik 1922), o wiele młodszy od znanych już przed wojną Iwaszkiewicza czy Andrzejewskiego, realizował zupełnie inny model homoseksualny niż jego starsi koledzy po piórze. W twórczości miał wiele utworów homoerotycznych, ale spora część z nich światło dzienne ujrzała dopiero po jego śmierci. Partnerów nie ukrywał, wiedzieli o nich współpracownicy i krąg przyjacielski, ale w rozmowach z nimi tej kwestii nie problematyzował. Nigdy się nie ożenił, dość szybko zaakceptował siebie, o czym pisał po latach:

„Sex-przygody z mężczyznami. Traktowałem swoje potrzeby homo jako przejściowe, że niby kiedyś znormalnieję. Mając 15 czy 16 lat zadałem sobie pytanie «kiedy»? Niby zmienię się z dnia na dzień? Nie. Wobec tego trzeba przyjąć siebie takiego, jakim się jest. Ustaliłem to, przestałem się tym turbować. I nadal uprawiałem swoje sex-przygody ze świadomością, że to jest mój rodzaj. Wszelkie słyszane określenia i przezwiska owych gustów nie przejmowały mnie specjalnie. W ten sposób szkoliłem swój upór i nieprzemakalność. W seksie i w pisaniu. Nie przejmując się krytyką. Czy nieuznawaniem. Było to dobre i skuteczne samoszkolenie. (…) Przyszedł czas, po wojnie, że uświadomiłem rodziców co do siebie. Musieli to uznać. Później to samo z przyjaciółmi nie tego rodzaju, ze znajomymi” (19 V 1982).

Rozwydrzone noce

W tym samym wpisie Białoszewski dość bezwzględnie opisywał swój pierwszy ważny związek z aktorem Januszem (nazywanym Janem) Gładyszem (1923-81): „Pierwszy poważny długi związek uczuciowy, z Jankiem z Częstochowy, zaczął się przed samym powstaniem. Po powstaniu Janek przyjechał do mnie do Oppeln, zorganizował mnie i ojcu ucieczkę przez zieloną granicę do Częstochowy. Od maja 1945 r. mieszkaliśmy razem w Warszawie. Mój ociec zraził się do Janka. Ojciec był kombinatorem na innym poziomie. Raczej fantastą. Janek miał pociąg do hochsztaplerki prymitywniejszej. Z czasem się wyrobił. Wpadał na pomysły. I umiał je przeprowadzać. Nakręcił znajomego tak, że tamten ze swoim krótkim wzrokiem stanął za Janka do komisji wojskowej. Janek w ten sposób uzyskał zwolnienie, nosił okulary dla pokrycia, zresztą mu imponowały. Mnie zmusił niejako do zdania za niego małej matury. Dla eksternów. Niemało trudu. Udało się. Ze świadectwem Janek dostał się na studia aktorskie. Nie miał specjalnych zdolności. Tak mnie się wydawało. Prezencji też nie. Ale się wyrobił. Poszedł do teatru. Przecież miał w sobie aktorstwo życiowe. Jego dewiza brzmiała – być aktorem drugorzędnym, na prowincji, byleby być aktorem. W późniejszych latach życie sobie pokręcił. Mnie zdradzał. Kłamać umiał dobrze. O drobne zdrady nie dbałem. Ale przy grubszych zbuntowałem się. Nie od razu. Ileś wytrzymałem. Aż zmęczenie podbechtało wolę. Zerwałem nagłą decyzją. Jak to u mnie. I nagle poczułem się wolny.” Gładysz rzeczywiście nie zrobił kariery aktorskiej, nigdy nie zagrał w filmie, za to zaliczył udział w wielu zespołach teatralnych, zaczynał od Poznania, potem była Częstochowa, Kalisz, Tarnów, Gniezno, Bielsko-Biała, Gdynia, Gorzów. Bodaj jedyna znacząca rola w jego dorobku to Albin w „Ślubach panieńskich” w Kaliszu (1952). Właśnie z nim w tużpo wojennej Częstochowie Białoszewski przeżył jeden z najbardziej erotycznych momentów w swoim życiu: „Ktoś nas zaprosił na wigilię. Poszliśmy z Jankiem. Gospodarz, podstarzały pan, upił się, jego stara matka zasnęła. Wszystko w jednym pokoiku. Janek umył im naczynia. Potem zgasił światło. I po ciemku, po cichu obaj rozebraliśmy się do naga i spędziliśmy jedną z najbardziej rozwydrzonych nocy na stojąco i siedząco. Koło wygasłej kuchni. Między katastrofami. Tak, że nieraz wspominam sobie tę noc z przyjemnością”.

Jego pasjażycia

Z ważnych partnerów Białoszewskiego najwięcej wiadomo o malarzu Leszku Solińskim (1926-2005). To słynny „Le.” z zapisków poety, postać barwna, ale trudna, typ diwy, silna osobowość, intrygant i awanturnik, którego wiele osób się bało. Już po śmierci Mirona opisywał w jakich okolicznościach zaczęła się ich znajomość: „Poznaliśmy się w środę przewodnią (22 kwietnia) 1950 roku. Byłem wówczas studentem filologii polskiej w Krakowie na UJ, statystowałem w «Balladynie». Spotkaliśmy się na wykładzie Wyki, kiedy Miron zatrzymał się w Krakowie, w drodze na reportaż do Zakopanego. (…) Życie akademickie, dom, zrobiły na Mironie niezwykłe wrażenie. Był oczarowany, zafascynowany. Podziwiał nawet cierpki świergot i pisk jaskółek nad naszym domem. Przyjeżdżał też do Krakowa na każdą wolną chwilę. Zaprosił mnie również do Warszawy, którą zobaczyłem pierwszy raz”. W tym samym wywiadzie Soliński opowiedział o miłosnych dedykacjach, jakie składali sobie na prezentach: Miron za pierwszym razem przyjechał do mnie w wel wetowej ciemnoniebieskiej marynarce i w popielatych spodniach. Nic więcej ze sobą nie wziął. Latami nosił tę odzież. Na prezent przywiózł mi raz książkę Irvinga Stone’a «Pasja życia» i napisał na niej dedykację: «Swojej pasji życia». Ta dedykacja mnie przeraziła, bo pasja to znaczy także «krzyż», a tego w przyjaźni nie chciałem. Dałem Mironowi w rewanżu książkę Giovanniego Papiniego pt. «Gog» i swoją fotografię, jak stoję na zboczach podgórskich i wyciągam ręce do słońca. Na fotografii napisałem: «Jedno i nierozdzielne jesteśmy». Nosił ją w portfelu całe życie”.

Soliński został spadkobiercą Białoszewskiego, choć ich związek rozpadł się długo przed śmiercią poety. Mimo rozstania pozostawali w kontakcie i przyjaźnili się, długo mieszkali też razem przy pl. Dąbrowskiego 7. Z czasem zamieszkał z nim następny partner Leszka, holenderski slawista Henk Proeme, za którego po latach, będąc już po 70-tce, wyszedł za mąż. W połowie lat 70. udało się załatwić przydział mieszkania dla Solińskiego, ale malarz nie zgodził się na rezygnację z centrum. Ostatecznie na Lizbońską przeprowadził się Białoszewski, co okazało się nowym impulsem literackim, inspiracją dla wierszy z końca lat 70. i wydanego po latach dzienni- ka „Chamowo”.

Amerykańskie seksualia

W październiku 1982 r., osiem miesięcy przed śmiercią, 60-letni Białoszewski przebywał w Nowym Jorku, nagrodzony w ten sposób przez Fundację im. Alfreda Jurzykowskiego. Mieszkał w hotelu prowadzonym przez zakonnice, a w wolnym czasie korzystał z „infrastruktury” gejowskiej, seks shopów i kin porno: „Wdałem się w to kino. Tylko 6 dolarów, a ogląda się i ogląda. Na widowni tu i ówdzie ktoś siedzi, przesiada się, coś czasem się dzieje. Pijak za mną palił papierosy, komentował na głos to, co szło na ekranie, w końcu pomacał mnie, potem gadał, przesiadał się. Po długim czasie, po iluś filmach Murzyn powiedział – gut najt” (14 X 1982). Następny dzień wyglądał podobnie: „Dokupiłem sobie jeszcze męskie porno i imitację gumową męskiego wdzięku za pięć dolarów. Bardzo mnie kusi kupowanie płyt i starej muzyki, a szczególnie azjatycko-sakralnej, ale to za drugim pobytem w Nowym Jorku. Bo po co wozić ze sobą. To miasto jest tak pochłaniająco ciekawe, że tylko trzeba wytrzymać z energią, bo pieniądze na swoje zachcianki mam. W hotelu zakonnic, w świetnym moim pokoiku rozpakowywałem ananasy, banany, ciastka, seksualia i mówiłem do siebie:

– co za prezenty!

– co za prezenty!” (15 X 1982).

 

 

 

Reżyserka Kristine Stolakis o terapii konwersyjnej

Z KRISTINE STOLAKIS, reżyserką dokumentu „Pray Away” o terapiach konwersyjnych w USA (od 3 sierpnia na Netfliksie), rozmawia Michał Kaczoń

mat. pras.

 

Dlaczego w swoim debiutanckim pełnometrażowym dokumencie zdecydowałaś się podjąć temat terapii konwersyjnych, czyli „leczenia” homoseksualności?

Ten film zrodził się z bardzo osobistych pobudek. Mój wujek był poddany terapii konwersyjnej jako dziecko. To wydarzenie rzuciło się cieniem na całe jego życie. Kiedy ujawnił się jako osoba trans, został zabrany do terapeuty. To było na przełomie lat 50. i 60., i to, co mu wtedy zrobiono, uznawane było za humanitarne działanie. Dostał leki, w tym antydepresanty. Przyjmowanie ich w tak młodym wieku przyczyniło się do tego, że w późniejszym życiu zmagał się z nałogiem, atakami paniki, zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi czy objawami depresji. Poznałam  go już jako człowieka dorosłego. Wiedziałam, że miał problemy natury zdrowotnej, ale nie zdawałam sobie sprawy, skąd one się wywodzą. Dopiero, gdy byłam starsza, dowiedziałam się o doświadczeniach z terapią konwersyjną. Najbardziej zaszkodziło mu, że terapia konwersyjna opiera się na pewnym systemie przekonań, wedle którego zmiana jest możliwa i kryje się tuż za rogiem. Jest to bardzo zwodnicze myślenie, które rodzi sztuczną nadzieję na to, że można „przezwyciężyć” naturę, co powoduje później ogromne straty moralne, gdy zmiana nie nadchodzi. Dotarło do mnie, jak przerażające i dewastujące są to praktyki. Przez lata mój wujek dogłębnie wierzył, że może się zmienić i żył tą uporczywą nadzieją. To było niezwykle smutne i bolesne.Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.