Make a Yuletide Gay, 2009, USA, reż. R. Williams, outfilm.pl, DVD, grudzień 2012
foto. mat. pras.
Homoseksualna „propaganda” zagląda pod choinkę! Oto bożonarodzeniowa gejowska komedia romantyczna. Jak znalazł dla tych, co chcą rodzicom zrobić świąteczny prezent w postaci coming outu. Olaf (ksywka „Gunn”), chciałby w końcu powiedzieć „to” niczego niepodejrzewającej mamie i tacie, który też nic nie czai. Ale wszystkie „oczywiste” oznaki gejostwa Gunna przechodzą niezauważone. Dopiero, gdy wkracza jego wyoutowany chłopak – Nathan… Ten film jest jak piosenka „Have Yourself a Merry Little Christmas” – problemy albo łatwo rozwiązać, albo same odejdą w niepamięć. Wszyscy się kochają, gdy w rodzinnej atmosferze zasiadają do świątecznego stołu, a w piekarniku pachną słodkie ciasteczka. Dla amatorów/ek słodkości. (Michał Kośka)
Tekst z nr 40/11-12 2012.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Gods and Monsters (USA, 1998), reż. B. Condon; wyk. I. McKellen, B. Fraser, L. Redgrave, premiera na outfilm.pl: marzec 2016
fot. mat. pras.
Reżyser James Whale był pionierem horroru, autorem klasyków z lat 30.: „Frankensteina”, „Narzeczonej Frankensteina” czy „Niewidzialnego człowieka”. Był też jawnym gejem, co w Hollywood nawet dziś nie jest zbyt częste, a co dopiero w tamtych czasach. „Bogowie i potwory” to fikcyjna opowieść o tym, jak mogły wyglądać ostatnie miesiące życia 67-letniego, pochodzącego z Wielkiej Brytanii, filmowca. Gra go wyśmienicie Ian McKellen (nominacja do Oscara).
Mimo że Whale nie nakręcił filmu od 16 lat, nadal mieszka w Los Angeles. Wygodnie – w pięknej willi, ale dość nudno. Trochę maluje, za codzienną towarzyszkę mając kostyczną gosposię (też nominowana Lynn Redgrave). Artysta wyraźnie ożywia się, gdy na ogrodnika zatrudnia bardzo przystojnego Claytona Boone’a (Brendan Fraser). Najpierw są zdawkowe rozmowy, Clayton nie okazuje się zbyt lotny, potem np. propozycja skorzystania z basenu („strój kąpielowy niepotrzebny” – rzuca reżyser niby od niechcenia). Whale snuje wspomnienia – opowiada o swej pierwszej miłości, ukochanym, który zginął na froncie I wojny światowej. Ogrodnik słucha z zainteresowaniem i powoli orientuje się, że ma do czynienia z gejem. W końcu pada oferta – Whale chciałby namalować Claytona nago.
„Bogowie i potwory” toną w atmosferze tęsknoty za wiecznym pięknem męskiego ciała, a jednocześnie – pogodzenia się z przemijaniem. Precyzyjnie skonstruowany, nagrodzony Oscarem scenariusz, subtelnie analizuje podskórne, homoseksualne wątki w twórczości Whale’a oraz daje wgląd w to, jak funkcjonowała homoseksualna szafa złotej ery Fabryki Snów, która prawdopodobnie spowodowała załamanie się kariery Whale’a.
Kilka dekad wysiłków ruchu LGBT – i historię Whale’a opowiadają nam trzej wyoutowani geje: Christopher Bram, autor książki „Ojciec Frankensteina” o reżyserze, Bill Condon, reżyser/ scenarzysta, który ją zaadoptował na ekran oraz wspomniany Ian McKellen w głównej roli. „Bogowie i potwory” trafiają do nas oficjalnie niemal 18 lat (!) po premierze – kto jeszcze nie widział, ma szansę nadrobić zaległość na outfilm.pl. (Mariusz Kurc)
Tekst z nr 60/1-2 2016.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Trylogia Jonasa Gardella, w znakomitym przekładzie Katarzyny Tubylewicz, przedstawia losy grupki zaprzyjaźnionych homoseksualistów w Szwecji lat 80., w strasznym cieniu AIDS. Pierwsze dwa tomy („Miłość” i „Choroba”) ukazały się w zeszłym roku, teraz otrzymujemy część najbardziej przytłaczającą – „Śmierć”. Benjamin i Rasmus oraz Bengt, Paul, Seppo i Lars-Ake wkraczają w czas rozpaczliwej walki z chorobą. Swojej własnej albo przyjaciół. Roztrząsają problemy typu: kiedy najlepiej popełnić samobójstwo? Czy zaraz po otrzymaniu wiadomości, że choruje się na AIDS, czy może po pierwszej wizycie w szpitalu, czy jeszcze później? Jeden załatwił sprawę szybko, nawet nie zdążył schudnąć – i teraz kumple narzekają, bo trzeba się namęczyć, by nieść jego trumnę. Z innymi było łatwiej.
Osobna sprawa to rodzice. Nawet jeśli jakoś przeboleli ten „potworny” fakt, że mają syna homo, to po śmierci bez mrugnięcia okiem zrobią z niego hetero. A jego partnerowi nie pozwolą się nawet podpisać pod nekrologiem. „Pedała” nawet z żałoby się wyklucza.
Gardell, jak w poprzednich tomach, i tym razem na marginesie historii bohaterów snuje opowieść o szwedzkim ruchu LGBT, o tym, jak traktowano chorych na AIDS w początkach epidemii i w jak przewrotny sposób koszmar choroby przyczynił się do wprowadzenia związków partnerskich w Szwecji.
Mocne, a jednocześnie przystępne, napisane z myślą o tym, by ten nieznany świat „odmieńców” w obliczu katastrofy poznały również osoby, które nie miały z nim nic wspólnego. Zabieg się udał. Trylogia odniosła w Szwecji wielki sukces, na jej podstawie nakręcono serial. (MPU)
Tekst z nr 53/1-2 2015.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Po raz pierwszy Filmem Roku okrzyknięto obraz z gejem w roli głównej. Oscara dla dla „Moonlight” otrzymał też Tarell Alvin McCraney za scenariusz, który oparł na własnej historii
Tarell McCraney (z lewej) napisał nagrodzony Oscarem scenariusz do „Moonlight” wraz z reżyserem filmu Barrym Jenkinsem (z prawej), na podstawie własnej sztuk mat. pras.
Ten Oscar jest dla wszystkich czarnych i brązowych chłopaków i dziewczyn, którzy nie przystają do normy płciowej czy seksualnej. Wiem, że nie jesteśmy widoczni w kulturze. Próbowałem nas pokazać. Dzięki – powiedział 36-letni dramaturg Tarell Alvin McCraney, odbierając Oscara za scenariusz do „Moonlight”.
„Moonlight” to pierwsze w niemal 90-letniej historii Akademii Filmowej dzieło z homoseksualnym bohaterem w roli głównej nagrodzone w głównej kategorii. Nominowany do ośmiu Oscarów, z ceremonii wyszedł „Moonlight” z trzema; poza dwoma wymienionymi statuetkę otrzymał jeszcze Mahershala Ali za najlepszą męską rolę drugoplanową.
McCraney dołączył zaś do wąskiego grona wyoutowanych zdobywców Oscarów (patrz: ramka). Dokonał on wraz z reżyserem Barrym Jenkinsem adaptacji własnej sztuki pt. „In Moonlight Black Boys Look Blue” („W świetle księżyca czarni chłopcy wyglądają niebiesko”). Dramaturg nie kryje, że treść sztuki i filmu jest autobiograficzna. Opowiada o Chironie, czarnym homoseksualnym chłopaku wychowywanym przez uzależnioną od narkotyków matkę, bez ojca. Rzecz dzieje się w Liberty City, biednej dzielnicy Miami na Florydzie. Dorastanie Chirona śledzimy w trzech aktach. W pierwszym chłopak ma 10 lat. Słyszy rzucane w swą stronę wyzwiska „pedał” jeszcze zanim odkryje własną orientację. W drugim, jako 16-latek, przeżywa pierwsze doświadczenie erotyczne z rówieśnikiem a także boryka się z ostrą, szkolną homofobią. W ostatniej części jest 20-letnim młodym facetem, uosobieniem siły z mięśniami twardymi jak stal i… sercem trzęsącym się jak galareta. Homoseksualność spycha do nieświadomości, ale jednak jedzie na spotkanie z dawną, nastoletnią miłością.
McCraney: Kwestie poruszone w „Moonlight” są dla mnie nadal aktualne. Traumy homofobii i wychowania przez mamę-narkomankę nadal we mnie są. Chciałbym, by odeszły. (…) Do sztuki zabrałem się, będąc w żałobie po śmierci mamy na AIDS. Miałem 22 lata.
Fakt, że jestem gejem, nie zwalnia mnie z tego, co łączy się w USA z byciem czarnym mężczyzną. Biali policjanci wyciągali mnie z samochodu, przykładali pistolet do skroni, zmuszali do położenia się na ziemi twarzą w dół. Bez przyczyny. Byłem lepiej traktowany dopiero, gdy w plecaku znależli legitymację uniwersytecką – to był mój „biały przywilej”. A coś takiego jak „gejowski przywilej” nie istnieje.
Homofobia to inna twarz mizoginii. Wciąż żywy jest antyfeminizm, przekonanie, że męskość z góry oznacza władzę. A jeśli pokazujemy gejów, to raczej tych heteronormatywnych. Marginalizujemy „kobiecych” gejów”, „męskie” dziewczyny hetero i „kobiecych” heteryków też, a przecież są i tacy.
Tak, jest homofobia w czarnej społeczności – ale trzeba uważać, by nie popaść w myślenie: „No tak, ci czarni…” Bo homofobia wśród białych też jest. Wielki czarny handlarz narkotyków, grany przez Mahershala Ali, nie jest homofobem – i nie jest to postać fikcyjna. Nie miałem jednego momentu coming outu. Podobnie jak Chironowi, ludzie mówili mi, że jestem gejem na długo zanim sam to odkryłem. Bratu przedstawiłem chłopaka słowami: „To jest mój chłopak”. „OK, w porzo” – odparł i to było tyle. Bywałem intymnie z kobietami i mężczyznami, ale gdy szukałem miłości, to do mężczyzny. Dopiero zakochując się zdałem sobie sprawę, że jestem gejem. (wypowiedzi Tarella pochodzą m.in. z wywiadów dla „The Guardian”, „Here & Now”)
***
Wyoutowani zdobywcy Oscara
Sir John Gielgud (drugoplanowa rola w filmie „Artur”, 1981), Rob Epstein & Jeffrey Friedmann (dokument „Czasy Harveya Milka”, 1982), Howard Ashman (utwór „Under the Sea” z „Małej syrenki”, 1990, oraz utwór „Piękna i bestia” z „Pięknej i bestii”, 1992) Stephen Sondheim (utwór „Sooner Or Later” z filmu „Dick Tracy” w wykonaniu Madonny, 1991), Elton John (utwór „Can You Feel the Love Tonight?” z filmu „Król Lew”, 1995), Pedro Almodovar („Wszystko o mojej matce”, 1999, oraz za scenariusz do „Porozmawiaj z nią”, 2003), Bill Condon (scenariusz „Bogowie i potwory”, 1998), John Corigliano (muzyka do „Purpurowych skrzypiec”, 1998), Alan Ball (scenariusz „American Beauty”, 2000), Melissa Etheridge (utwór „I Need To Wake Up” z filmu „Inconvenient Truth”, 2006), Dustin Lance Black (scenariusz „Obywatel Milk”, 2008), Sam Smith (utwór „Writing’s on the Wall” z filmu „Spectre”, 2015). Lista wydłuża się nieznacznie, jeśli ująć te osoby LGBT, które zrobiły coming outy już po oscarowych zwycięstwach (np. Jodie Foster, Joel Grey, John Schlesinger)
Tekst z nr 66/3-4 2017.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Tymon, narrator „Hodowli”, decyduje się powrócić do rodzinnego miasteczka. Nie wspomina go dobrze, to miejsce smutne, niedające perspektyw, nietolerujące łamania zasad i schematów. Szczególną niechęcią Tymon darzy swoją dawną szkołę zwaną Zakładem. Jego wychowawczyni, Królowa Matka, potrafiła psychicznie łamać niepokornych uczniów. Poniekąd jedną z jej ofiar stał się Maciek, wrażliwy, inteligentny i zbuntowany chłopak, gej, który nie wpisywał się w schematy, płynął pod prąd, miał opinię ptaka-albinosa. To właśnie ze względu na niego Tymon wraca. Znał sekret Maćka, jeszcze zanim poznali go inni uczniowie. Widział, jak Maciek doznaje wykluczenia, a potem spotyka się z nienawiścią, która doprowadziła do tragedii. Po latach Tymon trafi a do chłopaka, nazwanego „antagonistą” – tego, który dręczył Maćka. „Hodowla” to przejmująca powieść o homofobii, o konfrontacji z Innym. Katarzyna Ryrych wiarygodnie ukazała problemy dojrzewania, gdy bardzo nie chce się odstawać od rówieśników, a potrzeba akceptacji otoczenia jest tak silna, że można zaprzeć się samego siebie. Jeśli zostaje się „albinosem”, jak Maciek, płaci się wysoką cenę. Bohaterowie „Hodowli” są samotni, zagubieni i uwięzieni we własnych lękach. Bardzo aktualna powieść. Choć przeznaczona dla młodzieży, poruszy też niejednego dorosłego. (Michał Paweł Urbaniak)
Tekst z nr 89 / 1-2 2021.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Monumentalna (ponad 800 stron), bardzo szczegółowa biografia polskiego kompozytora, „największego po Chopinie”. Gwizdalanka odchodzi w niej od hagiograficznego tonu poprzednich książek, poświęconych Szymanowskiemu. Stara się „odbrązowić” jego postać. Widać, że ma do swojego bohatera stosunek co najmniej ambiwalentny. Przedstawia go jako narcyza, egoistę, hipochondryka i megalomana z wiecznymi pretensjami do świata, który go rzekomo nie doceniał. W pięciu częściach przedstawione zostały różne aspekty życiorysu Szymanowskiego. Mamy więc rozdziały poświęcone jego relacjom z innymi ludźmi, życiu prywatnemu, twórczości, osobowości, wreszcie odbiorowi muzyki i osoby kompozytora. Jest też o homoseksualności Szymanowskiego, a więc kwestii, która dotychczas była raczej pomijana w pracach mu poświęconych (choć, jak lojalnie zauważa Gwizdalanka, pierwszy otwarcie napisał o tym w 1998 roku Jerzy Waldorff ). W rozdziale „Z orszakiem »cudnych młodzieńców«” poznajemy kilkunastu kochanków bohatera, z którymi łączyły go mniej lub bardziej trwałe więzi. Szymanowski był efebofilem, wybierał młodych ludzi z rozmaitych grup i warstw społecznych, choć, jak przypomina autorka, najbardziej jednak kochał siebie. Gwizdalanka wspomina również o homoerotycznym wymiarze „Króla Rogera”, uznawanym obecnie za czołową operę gejowską w historii tego gatunku. Przywołuje także przypisywane kompozytorowi zdanie: „Już mi się chłopczyki znudziły, a tej trzeciej płci jak nie ma, tak nie ma”. To by się Szymanowski dzisiaj zdziwił! (Bartosz Żurawiecki)
Tekst z nr 91 / 5-6 2021.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Oliver Sacks był genialnym neurologiem z talentem literackim. Jego książki, w których opisywał swych pacjentów z nietypowymi przypadłościami, stawały się bestsellerami – najsłynniejsze to „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”, „Antropolog na Marsie” czy „Przebudzenia”, na podstawie których powstał znakomity film z Robertem DeNiro i Robinem Williamsem. Sacks zmarł w 2015 r. w wieku 82 lat. Ostatnią książką, którą napisał kilka miesięcy przed śmiercią, okazała się jego własna autobiografia. Właśnie wyszła u nas. To w prostolinijny, bezpośredni sposób napisana opowieść o skomplikowanym życiu. Sacks po raz pierwszy wyjawia, że jest gejem. „Żałuję, że cię w ogóle urodziłam” – usłyszał od matki, ginekolożki, po coming oucie. Był 1951 r. Oliver miał 18 lat, a homoseksualizm w Wielkiej Brytanii był przestępstwem. Doktor nie stroni od opisów swych krótszych i dłuższych związków. Gdy skończył 40 lat, przeżył płomienny, tygodniowy romans z pewnym „przystojnym studentem”, po czym… przestał uprawiać seks na następnych 35 lat. W wieku lat 75 poznał miłość swego życia, młodszego o dwie dekady pisarza Billy’ego Hayesa. Byli razem do śmierci naukowca. Ale „Stale w ruchu” to nie tylko życie miłosne – jest o wiele bogatsza. Są tu samotne podróże przez USA, przerażający wypadek w norweskich górach, pasja do motocykli i podnoszenia ciężarów (tak!), a także fascynujące, jak zawsze u Sacksa, i bardzo empatyczne omówienia terapii jego niecodziennych pacjentów. (Mariusz Kurc)
Tekst z nr 69 / 9-10 2017.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Aby zakupić kalendarz „Dumne z natury” na rok 2024, KLIKNIJ TUTAJ.
Queerowo-lesbijski kalendarz „Dumne z natury” jest odpowiedzią na brak reprezentacji nieheteronormatywnych kobiet* (gwiazdka oznacza osoby identyfikujące się z doświadczeniem kobiecości bez względu na płeć przypisaną przy urodzeniu) w polskiej przestrzeni publicznej. Na 12 kartach kalendarza nago pozują – same lub z partnerkami – lesbijki, osoby biseksualne, queerowe i transpłciowe, w tym redaktorki „Repliki”. Autorkami zdjęć są Anna Kamińska i Emilia Oksentowicz.
Zdjęcia w kalendarzu oczywiście bez znaku wodnego.
styczeń Ada Hyzopska transpłciowa modelka, uczestniczka 11. edycji „Top Model” (2022) Foto: Anna Kamińskaluty Izabela Zabielska wokalistka, autorka tekstów i tiktokerka Foto: Anna Kamińskamarzec Ania Matras prawniczka i aktywistka, założycielka Lesbikonu. Kongresu Kobiet* Queer Foto: Emilia Oksentowiczkwiecień Patrycja Sikora (z lewej), pisarka i poetka, oraz Małgorzata Tarnowska, redaktorka „Repliki” i badaczka literatury Foto: Emilia Oksentowiczmaj Ania Radosińska redaktorka „Repliki” Foto: Anna Kamińskaczerwiec Sylvia Baudelaire transpłciowa raperka i autorka tekstów Foto: Emilia Oksentowiczlipiec Michalina Chudzińska redaktorka „Repliki” i historyczka sztuki Foto: Anna Kamińskasierpień Anna Maria Łozińska (z lewej), redaktorka „Repliki”, i Natalia Winiarska – inżynierka biomedyczna Foto: Anna Kamińskawrzesień Greta Burzyńska aktorka znana m.in. z „Na Wspólnej” Foto: Anna Kamińskapaździernik Aleksandra „Kola” Kluczyk sexworkerka, edukatorka i aktywistka, autorka książki „Niech żyją ku*wy” (2023) Foto: Emilia Oksentowiczlistopad Agnieszka Małgowska (na dole) i Monika Rak(Damski Tandem Twórczy) – duet artaktywistyczny działający na rzecz widoczności lesbijek* Foto: Emilia Oksentowiczgrudzień Lulu Zubczyńska (z lewej) i Aga Ozon – artystki, twórczynie kanału Tęczowy Lifestyle Foto: Emilia Oksentowicz
Aby zakupić kalendarz „Dumne z natury” na rok 2024, KLIKNIJ TUTAJ.
Aby zakupić kalendarz „Naga duma” na rok 2024, KLIKNIJ TUTAJ.
W kalendarzu „Naga Duma” nago pozują geje, w tym jeden transpłciowy oraz mężczyźni pansseksualni. Autorami pięknych, bezpruderyjnych zdjęć są Anken Berge, Krystian Lipiec i Marek Zimakiewicz.
W kalendarzu wzięło udział więcej mężczyzn niż jest miesięcy w roku – stąd dwa kalendarzowe miesiące są „podwójne”, a oprócz tego na karcie bonusowej znajdują się jeszcze trzy dodatkowe zdjęcia.
styczeń Wojciech Grudziński tancerz i choreograf („RODOS”, „Dance Mom”) fot. Marek Zimakiewiczluty Maciej Zawadzki wokalista i aktor foto: Anken Berge marzec Dominik Piekarski student organizacji produkcji filmowej, pracownik w branży nieruchomości foto: Anken Bergekwiecień Jacek Sikorski (z lewej), operator i montażysta, a także prezes tęczowego klubu sportowego Volup orazMarek Przyborowski, bankowiec fot. Marek Zimakiewiczmaj Polka Dot (Robert Kocur) drag queen, a także pracownik organizacji LGBT w Londynie fot. Marek Zimakiewiczczerwiec Rafał Paulina analityk w firmie ubezpieczeniowej, aktywista LGBT fot. Anken Berge czerwiec Rafał Dembe pracownik międzynarodowych instytucji finansowych, aktywista LGBT fot. Krystian Lipieclipiec Daniel Uzdowski model i copywriter fot. Krystian Lipiec sierpień Piotr Pytlak pracownik firmy konsultingowej fot. Anken Berge sierpień Marcin Synowiecki sexworker, twórca cyfrowy fot. Anken Berge wrzesień Konrad Braciak sufler, jedyny w kalendarzu mężczyzna transpłciowy fot. Marek Zimakiewicz październik Piotr Józef Grabowski artysta, kompozytor, model fot. Krystian Lipiec listopad Himera drag queen, a także konsultant ds. sprzedaży fot. Anken Berge grudzień Grzegorz Janiczak (na dole) i Patryk Florek prowadzą rodzinną firmę ogrodniczą. Grzegorz jest aktywistą wielu organizacji działających na rzecz praw człowieka oraz praw zwierząt. W 2023 r. z ramienia Lewicy kandydował do Sejmu fot. Anken Berge
Aby zakupić kalendarz „Naga duma” na rok 2024, KLIKNIJ TUTAJ.
Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM, krytykiem i historykiem architektury, autorem nagradzanych książek „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949” (2020) oraz nominowanej w tym roku do Nagrody Nike „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939”, rozmawia Mariusz Kurc
fot. Marek Zimakiewicz
Przygotowując się do naszej rozmowy, sprawdzałem, czy w którymś z wywiadów lub na swoich mediach społecznościowych miałeś swój publiczny coming out. Niczego takiego nie znalazłem.
Nie było czegoś takiego, nie potrzebowałem żadnego „szczerego wywiadu dla »Vivy!«” ani oświadczenia na Instagramie. Po prostu w pewnym momencie, już wiele lat temu, przestałem uważać na to, co postuję, czy gryźć się w język i swobodnie używam takich pojęć jak np. „mój chłopak”. Gdyby wszystkie publiczne osoby LGBT, które wciąż gryzą się w język, przestały, to by w zupełności wystarczyło.
Właśnie. Większość się gryzie.
Od wydania „Najlepszego miasta świata” w 2020 r. mogę chyba myśleć o sobie jako o osobie publicznej. Dostałem tzw. walidację zewnętrzną. Książka świetnie się sprzedała, otrzymałem za nią nagrody. Poczułem się naprawdę doceniony. I powiem ci, że będąc w takiej pozycji, to już naprawdę nie ma się co opierdalać. Nie chcę nikogo stawiać pod ścianą, ale serio, niewyoutowani znani ludzie LGBT, co tak naprawdę wam grozi? Boicie się, że fani się odwrócą? Większość pewnie zostanie i doceni tę szczerość. Nasze społeczeństwo jest mentalnie dużo dalej w rozwoju niż politycy. Stracicie kontrakt influencerski na coś tam? To jest chyba najgorsze, co może się zdarzyć. Więc naprawdę nie ma się czego bać – a życie jest za krótkie, by zadawać się z ludźmi, którzy was nie szanują takimi, jakimi jesteście. Albo co gorsza się do nich wdzięczyć.
Z tego, co mówisz, rozumiem, że funkcjonowanie publicznie jako architekt, pisarz, ale też właśnie jako wyoutowany gej nie było wynikiem jakieś trudnej decyzji podjętej po namyśle, tylko oczywistością.
Kiedyś nie było takie oczywiste. Proces dochodzenia do tego „wyoutowanego geja” był długi i stopniowy. Trochę czasu mi zajęło, by nauczyć właśnie nie gryźć się w język. Kiedy miałem dwadzieścia parę lat, chodziłem do pracy i wtedy na przykład, kiedy rozmawiało się o wakacjach, to starałem się używać jakichś bliżej niesprecyzowanych form „my”, podczas gdy byłem z chłopakiem. Co mi takiego groziło? Do pewnego momentu w życiu znajomi dzielili się na wtajemniczonych i niewtajemniczonych.
Zerwanie z tym niesamowicie dużo mi dało. To człowieka uskrzydla i wyzwala, a przy okazji pomaga innym. Każdy jest przecież jakoś rozpoznawalny – w miejscu pracy, w okolicy, w jakimś środowisku. Jeśli odważy się nie ukrywać, to pomaga tym osobom LGBT w jego otoczeniu, które wciąż się kryją. Ta odwaga, ta otwartość pączkują, rozmnażają się. Będąc otwartym w kwestii mojej homoseksualności, pokazuję innym, że jest to możliwe.
Jestem w uprzywilejowanej pozycji: urodziłem się i mieszkam w Warszawie, jestem niebiedny i jestem na tyle znany, że mam jakieś forum publiczne, jest grono ludzi, którzy będą słuchać, jeśli coś powiem. W takiej sytuacji, nawet powiedziałbym, że niesiedzenie w szafi e jest moją powinnością.
Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.
Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie tego portalu oraz marketing, umieszczamy na komputerze użytkownika (bądź innym urządzeniu) małe pliki – tzw. cookies („ciasteczka”).