Fotograf i aktywista Anna Piotr „Smarzu” Smarzyński o swojej niebinarności i o tym, jak wychowuje się syna z zespołem Downa

Z fotografem i aktywistą wrocławskiej Kultury Równości ANNĄ PIOTREM SMARZYŃSKIM o męskich i żeńskich zaimkach, o byciu chłopakiem, o byciu dziewczyną i o byciu osobą niebinarną, o wychowywaniu syna z zespołem Downa, o ciąży i o aborcji, a także o tym, dlaczego lubi określać się jako lesbijka – rozmawia Mariusz Kurc

Foto: Anna Huzarska

Poznałem cię kilkanaście lat temu jako Anię, ale wiem, że od kilku lat używasz męskich zaimków. Jak się do ciebie zwracać?

Spokojnie, możesz mi mówić „Ania”, żeńskie zaimki też są OK.

Ale używasz męskich.

Ale też nie zawsze, nie jestem w tym ortodoksyjny, żeńskie zaimki absolutnie mnie nie urażają.

Jak doszłaś… Jak doszedłeś do tego, że męskie zaimki pasują do ciebie?

Jak do tego doszedłem i jak odważyłem się ich używać – to są dwie różne kwestie. Ta historia jest długa – długa jak całe moje życie. Przez wiele lat tego chłopaka w sobie musiałem zagłuszać… Od czego by tu zacząć?

Mam syna z zespołem Downa. Dziś Oskar ma 22 lata – tyle, ile ja miałem, gdy go rodziłem. Gdy miał jakieś 10, zaczęłam związek z Mirką (Makuchowską – wieloletnią działaczką Kampanii Przeciw Homofobii – przyp. „Replika”), zamieszkaliśmy we trójkę, Mirka i ja używałyśmy żeńskich końcówek i Oskar, naśladując nas, zaczął też ich używać, jakby przestawił się. Generalnie miał problemy z mową, mówił niewyraźnie, więc by go oduczyć tych żeńskich form, postanowiłem, że przerzucę się na męskie. Wymawiałem je głośniej i bardzo wyraźnie, by Oskar podłapał. I wtedy odpaliła mi się cała sfera we mnie, którą zamknęłam wieki wcześniej – w okresie dojrzewania. Problem, by Oskara oduczyć żeńskich zaimków, to właściwie był pretekst, wierzchołek góry lodowej. Nie chodziło o to, że męskie koń- cówki mi się podobały, to jest dużo głębsze.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Poza tym od paru lat jestem w związku z pewną dziewczyną. Nie jest idealnie, bo oni się z Oskarem chyba nie do końca lubią, ale kto powiedział, że ma być idealnie?

Smarzu, a co sądzisz o tym, co się dzieje w Polsce po wyroku Trybunału Konstytucyjnego – o Ogólnopolskim Strajku Kobiet itd.?

To pewnie cię znów zaskoczę: miałem aborcję, oto, co sądzę. Masz kolejny coming out. To było przed Oskarem – w tym okresie, w którym, walcząc ze sobą, postanowiłem, że muszę być dziewczyną hetero. Wpadka. Zupełnie idiotyczna – wstyd powiedzieć, ale po latach seksu z dziewczynami, gdzie nie ma zagrożenia zajścia w ciążę, ja po prostu zapomniałam, że z chłopakiem trzeba się pilnować. Sam zabieg oczywiście nie był najprzyjemniejszy, ale zniosłam to. Gorzej było z tą napierdalanką, którą słyszałem wszędzie w mediach – że syndrom poaborcyjny, że to ze mną zostanie do końca życia, że się będę zadręczać – taka gadka wpędzała mnie w poczucie winy dużo bardziej niż sama aborcja i przez całe lata nikomu o niej nie mówiłam.

Stosunkowo szybko potem zaszłam w drugą ciążę – i to był Oskar. Po urodzeniu go dostałam kwitek, że jeśli zajdę w następną ciążę i badania prenatalne wykażą zespół Downa, to mogę mieć legalną aborcję. Oskara kocham, ale powiem wprost: gdybym wtedy miał wybór i gdybym wiedział o zespole Downa, to Oskar by się nie urodził. Mówię to z pełną świadomością i bez wyrzutów sumienia. Cieszę się z obecnych protestów. Bardzo chciałbym, by nikt nie był zmuszany do rodzenia. Nie mogę znieść tego, że pro-life’owcy wykorzystują wizerunek osób  z zespołem Downa do swojej propagandy. To jest poniżające – niby nie chcą „zabijać”, a to właśnie oni wytykają mnie na ulicy palcami, jak idę z Oskarem, lub okazują swoje współczucie tekstami: „Sama sobie jesteś winna, po pijaku go robiłaś?”.

To nasze cholerne państwo w żaden sposób  nie dba o osoby niepełnosprawne. Ja nie wiem, czy mój syn będzie mógł godnie żyć, jak mnie zabraknie, więc to jest walka o wolność, godność i prawa człowieka dla nas wszystkich. To są nasze ciała i to powinny być nasze decyzje, koniec. Te protesty zresztą odbieram jako protesty nie tylko za wyborem w sprawie aborcji, tylko szerzej: za wolnością po prostu.

Ostatnie pytanie: czy robiłaś coming out przed Oskarem?

Tak, ale dla niego nie ma tematu. Sam jest totalnie hetero. Gdy próbowałem pewne rzeczy mu wyjaśnić i nazwać, nie rozumiał albo to go nie obchodziło – aczkolwiek intuicyjne wszystko łapie. Gdy Oskar widzi, jak sobie okazujemy czułość z moją dziewczyną, mówi: „Miłość, miłość”.

Les_be_together, para instagramerek: Sylwia Ryba i Kasia Żukowska; o tym, jak organizuje się wesela, gdy same nie mają prawa do ślubu

SYLWIĄ RYBĄKATARZYNĄ ŻUKOWSKĄ, parą instagramerek znanych jako LES_BE_TOGETHER, rozmawia Tomasz Piotrowski

Foto: arch. pryw.

Zawodowo zajmujecie się organizacją wesel. Jak to jest robić coś, do czego samej nie ma się prawa?

K: Traktujemy to bardzo technicznie – ot, praca. Wiele imprez weselnych robiłyśmy razem i bywamy już tym zmęczone – co tydzień wesele, stres, organizacja, siedzenie do rana. W pewnym momencie to przestaje być coś wyjątkowego.

S: Trochę oswoiłyśmy się z sytuacją, że nam nie jest to dane, choć to smutno brzmi. Straszne, ale adaptacyjna funkcja umysłu tak działa. I tak, niby traktujemy to służbowo, ale gdy byłyśmy na ślubie byłej dziewczyny Kasi z jej nową partnerką – mamy super kontakt, one mieszkają w Holandii – to tam było zupełnie inaczej. Na początku ceremonii rozdawali chusteczki i pamiętam, że Kaśka spojrzała na mnie z politowaniem i powiedziała: „Ja nigdy nie płaczę na takich ceremoniach”. I co? Pierwsza się rozbeczała.

Wasi klienci wiedzą, że jesteście parą?

K: Prędzej czy później się dowiadują, bo nie ukrywamy związku, zachowujemy się normalnie. Jesteśmy w pracy, więc nie całujemy się na środku sali, ale zdarza się nam przytulić. Nie mają nic przeciwko. Organizujemy wesela w Łodzi w starej fabryce, którą wynajęłyśmy dwa lata temu – specyficzne miejsce, nie ma wiele wspólnego z „typowymi” polskimi weselami w remizie z chlaniem wódy na umór. Trafia więc do nas inny „rodzaj” klienta.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Piotr Jör Grabowski & Daniel Uzdowski: Gdy plus kocha plusa

PIOTR JÖR GRABOWSKI jest terapeutą i modelem. DANIEL UZDOWSKI jest copywriterem w agencji reklamowej. Obaj żyją z HIV. Są parą poliamorystów, którzy zadeklarowali monogamię. Lubią dyskusje o anatomii związków, o psychologii i o seksie. Rozmowa Mariusza Kurca

fot. FotoMan/Łukasz Jurewicz

Pierwszy raz gościmy na łamach „Repliki” parę gejów, którzy obaj żyją z HIV i mówią o tym otwarcie. Być może zresztą jesteście pierwszą taką parą w całej polskiej prasie.
Daniel: O, kurczę.
Piotr: Z jednej strony miło przecierać szlaki, a z drugiej smutno, że HIV jest wciąż tabu – na szczęście coraz mniejszym.

Dodatkowo, dla ciebie, Danielu, ten wywiad, to po prostu publiczny coming out, prawda?
D: Nie ukrywam, że jestem gejem już od dość dawna, ale w tym wywiadzie to będzie pierwszy raz „czarno na białym”, masz rację.

Zgodziliście się porozmawiać o waszym związku. Obaj jesteście modelami, z tym, że dla Piotra to jest zajęcie dodatkowe, bo jesteś, Piotrze, przede wszystkim terapeutą, udzieliłeś wywiadu „Replice” pięć lat temu, opowiadałeś m.in. o zajęciach, które prowadziłeś dla mężczyzn wchodzących w relacje intymne z mężczyznami. Danielu, ty natomiast pracujesz głównie jako model, tak?
D: Też już tylko dodatkowo. Na co dzień pracuję w dużej agencji reklamowej. Ale mam za sobą kilkanaście lat modelingu.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Liv Furga, mężbieta/kobieczyzna, niebinarna performerka, bohaterka kalendarza „Afiszujemy się” (błękitnego)

LIV FURGA mówi o sobie „them fatale”, kobieczyzna/mężbieta. Od ponad trzech lat, jako Livbertine, angażuje się w działania na scenie queer i polskiej burleski. Za dnia projektancie graficzne. W czasach pandemii – osoba aktywistyczna. Uczestnik_czka projektu „Naked Girls Reading” w ramach festiwalu Pomada. Element kolektywu scenicznych odszczepieńców Queer Explosion. A także – bohaterka naszego kalendarza „Afiszujemy się” (wersja błękitna – z kobietami i osobami niebinarnymi). Rozmowa Marty Konarzewskiej

fot. Emilia Lyon

Jedno słowo na określenie tego kalendarza?
Wybuchowa mieszanina światów wewnątrz środowiskowego naczynia. Więc mieszanina. Albo wybuch!

Wow. I co teraz będzie?
Fala uderzeniowa po takim ładunku piękna!

Jedno słowo na ciebie?
Hmmm. Pytające?

A można pytać o płeć?
Można, nawet należałoby. Odrzucam binarny podział.

Nasz kalendarz jest z założenia „kobiecy”, a nawet – „lesbijski”.
Kobiecość jest dla mnie trochę łatką, trochę przywarą nadaną z genetycznej loterii. Nie odcinam się od niej, ale też jakoś szczególnie nie identyfikuję. Budzi mój ogromny sprzeciw, kiedy z ramienia kulturowego bagażu kobiecości narzuca mi się jakieś schematy zachowania, role społeczne, bariery. Z drugiej strony – kobiecość to ogromny ładunek siły jednoczącej pewną mniejszość. Z punktu widzenia biologii niepodważalnie jestem istotą o cechach kobiecych i z tym jestem pogodzona. Jako osoba o potencjale do wydania potomstwa (i w oczach niektórych o takiej powinności) mam w tym kraju o co walczyć. Szczególnie, że nie chcę mieć dzieci i nigdy nie było mi to bliskie zagadnienie.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Jakub Wilczyński, szef sieci klubów HaH o sobie i o swoich biznesach

JAKUB WILCZYŃSKI – szef jedynej w Polsce sieci klubów LGBT opowiada o interesach, o homofobii, o tym, jak sam pierwszy raz poszedł do klubu gejowskiego w wieku… 14 lat, a także o tym, jak łączy biznes z działalnością na rzecz naszej społeczności. Rozmowa Tomasza Piotrowskiego

fot. Anna Kamińska

Jesteś właścicielem jedynej sieci klubów LGBT+ w Polsce, HaH – w Poznaniu, Wrocławiu, Sopocie i Katowicach. Masz także siedem innych biznesów, a pewnie i tak nie wszystkimi się pochwaliłeś. Urodziłeś się od razu za biurkiem dyrektora własnej firmy?
(śmiech) To prawda, że do własnego biznesu kręciło mnie od zawsze, ale byłem kiedyś pracownikiem! Przez chwilę byłem nawet
sprzedawcą butów, pracowałem też w ubezpieczeniach. Ale w wieku 18 lat wraz ze swoim ekschłopakiem otworzyliśmy w Poznaniu sex shop, to było w 2003 r.

Sex shop w wieku 18 lat? Rozumiem, że nie branżowy?
Był dla wszystkich. Było to dość odważne w tamtych czasach i w tym wieku, ale była na to duża nisza w Poznaniu. Potem miałem też
sklepy wysyłkowe, jednak wtedy wszedł mocniej Internet, my się na to nie załapaliśmy, więc już nie dogoniliśmy rynku. Potem, w 2005 r., otworzyłem swój pierwszy klub, powiedzmy, że LGBT+, chociaż wtedy mówiło się Klub Ludzi Tolerancyjnych – Hallo! Cafe. Kojarzysz,
jak to działało?

Nie bardzo, w 2005 r. miałem 9 lat.
(śmiech) W lokalu na każdym stoliku stał telefon. Goście siadali przy stolikach pojedynczo i każdy mógł zadzwonić do baru zamówić
piwo, ale i zadzwonić do kogoś siedzącego przy innym stoliku i tak kogoś zaczepić. Takie randki przed czasami Grindra.

Wow! Dlaczego już tego nie ma? (śmiech)
No, czasy się już zmieniły! Ten klub naprawdę dobrze sobie radził. A największą popularność zyskał dzięki mojemu festiwalowi
z 2009 r. Ninio Knows How dedykowanego słoniowi-gejowi w Poznaniu. Nie wiem, czy pamiętasz – to była głośna akcja w Polsce, ale
i na świecie, gdy poznańskie zoo wybudowało nową słoniarnię i sprowadziło tam 10-letniego słonia – Ninio. Okazało się, że jest on homoseksualny, a jeden z PiS-owskich radnych skomentował: „Nie po to wydawaliśmy 37 mln zł na największą w Europie słoniarnię, aby mieszkał w niej słoń-gej”. Generalnie chcieli Ninio oddać. Dla mnie to był jakiś absurd. Stanęliśmy w jego obronie, dostaliśmy zaproszenie do kilku telewizji i powstał potem 2-tygodniowy festiwal, który odbywał się w Hallo! Cafe. Były występy drag queens, była muzyka, wystawa fotografi i, wieczór poetycki. Zebrane fundusze zostały przekazane na utrzymanie słonia.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

„Ten Kościół? Niech runie” – mówi Anna Strzałkowska, matka, żona, wykładowczyni, lesbijka, katoliczka, aktywistka

ANNA STRZAŁKOWSKA – matka, żona, naukowczyni, lesbijka, katoliczka, aktywistka, uczestniczka Strajku Kobiet. Rozmowa Mariusza Kurca

fot. Renata Dąbrowska

Anna Strzałkowska gościła na naszych łamach siedem lat temu wraz z całą swoją tęczową rodziną („Replika” nr 45. wrzesień/październik 2013). Kilka miesięcy wcześniej urodziła syna Mateusza. Żoną Ani jest Marta Abramowicz, była prezeska Kampanii Przeciw Homofobii, obecnie pisarka, reportażystka, autorka głośnych książek „Zakonnice odchodzą po cichu” i „Dzieci księży”. Tatą Mateusza jest Leszek Uliasz, były działacz Kampanii Przeciw Homofobii, od lat związany z samorządem warszawskim.

Dziś Mateusz chodzi do drugiej klasy podstawówki. Od kilku miesięcy umawialiśmy się na wywiad z Anią – początkowo miał być o tym, jak polski system edukacji przyjmuje dziecko, które ma dwie mamy. Wściekle homofobiczna kampania prezydencka, potem aresztowanie Margot, a następnie haniebny wyrok pseudotrybunału konstytucyjnego z 22 października sprawiły, że zakres tematów do poruszenia mocno się poszerzył. Ania spóźnia się kilka minut na video-czat i zaczyna od przeprosin.

Przepraszam cię, musiałam Mata odebrać ze szkoły, a to jest na drugim końcu miasta i oczywiście korki, wiesz.

Podstawówka Mata jest na drugim końcu Gdańska?
No, tak.


To jest szkoła, która bez problemu zaakceptowała naszą rodzinę. Długo takiej szukaliśmy. Mateusz nie wie, że coś może być nie tak i jego rodzina nie jest pożądana w Polsce – i niech na razie pozostanie w tej niewiedzy. A że dzieci opowiadają w szkole o swoich rodzinach, to nie chcieliśmy, by Mat miał wychowawczynię, która na wieść o dwóch mamach będzie się wymownie dziwiła. Sporo ludzi już to rozumie, ale sporo jeszcze nie. Niedawno w sądzie prawnik Ordo Iuris miał do Marty tylko jedną kwestię. Zapytał: „Czy pani się nie pomyliła, że chodzi o pani syna Mateusza? Bo wcześniej składała zeznania pani Anna, która mówiła, że to jest jej syn”. Więcej uwag nie miał. Marta odpowiedziała, że nie rozumie, a sąd nie ciągnął tej kwestii dłużej.

W jakiej sprawie w ogóle składałyście zeznania?
O napaść na nas podczas Pikniku Tęczowych Rodzin w Gdańsku w 2017 r. Mogę o tym opowiedzieć i o perypetiach w szkołach też, ale może później? Lepiej zacznijmy od czegoś pozytywnego, co?

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

22-letni trans chłopak Edmund Krempiński mówi o swojej tranzycji i biseksualizmie

EDMUND KREMPIŃSKI – bohater naszego nagiego kalendarza „Afiszujemy się” (wersja różowa – z mężczyznami), student Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, trans chłopak. Rozmowa Mariusza Kurca

fot. FotoMan (Łukasz Jurewicz)

Gdy zgodziłeś się pozować zupełnie nago do kalendarza „Repliki”, pomyślałem: oto robimy następny krok w kwestii odtabuizowania
transpłciowości, odtabuizowania ciała osób transpłciowych.
Gdy zaproponowałeś mi pozowanie, nie miałem nawet sekundy wahania. To było moje małe marzenie! Niecały rok wcześniej oglądałem poprzedni kalendarz „Repliki”, nie było w nim trans chłopaków i pomyślałem: „Ale byłoby super wziąć udział w następnym kalendarzu”. I jestem!

Pojawiłeś się na sesji cały podekscytowany, w towarzystwie przyjaciółki, i po jakichś dwóch minutach zapytałeś: „Czy mogę się już rozebrać?”. (śmiech) Niesamowite, jaką masz pozytywną energię i otwartość wobec własnego ciała. A jednocześnie czuję, że mimo dopiero 22 lat, przeszedłeś pewnie krętą drogę, by do takiej otwartości dojść.
Oj, tak. Pochodzę z Łodzi, obecnie mieszkam w Krakowie, gdzie studiuję grafikę na Akademii Sztuk Pięknych, jestem na czwartym roku. Ta przyjaciółka to Natalia, moja była dziewczyna. Chodziliśmy razem do liceum, teraz razem studiujemy i jesteśmy sąsiadami. Obecnie mam chłopaka, Bartka. Jestem biseksualny. Nowe dokumenty, z męskim imieniem, odebrałem na tydzień przed sesją. A ciało przez większą część mojego życia stanowiło dla mnie wielki problem. Od bardzo niedawna jest źródłem radości.
Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

O postaciach trans w grach video opowiada transpłciowa twórczyni gier Julia Kurowska

„CD Projekt i inne korporacje dbają raczej o imidż, kreowanie brandu. Duże gesty ładnie wyglądają i stawiają firmę na równi ze światowymi gigantami, ale mnie się wydaje, że żywi ludzie są ważniejsi od symboli” – mówi JULIA KUROWSKA, transpłciowa twórczyni gier. Rozmowa Mateusza Witczaka

archiwum prywatne

Zrobię w tym pytaniu błond, bo ponoć parałaś się ich wykrywaniem.
To było dawno i nieprawda. Ale faktycznie, osiem lat temu, jak zaczynałam w gamedevie, zajmowałam się QA, czyli testowaniem. To bardzo popularna droga dla ludzi, którzy nie mieli szansy zdobyć dyplomu i nie mają zaplecza programistycznego czy artystycznego. No i pierwszy krok, żeby zorientować się, co mi w grach wideo tak naprawdę pasuje, a później robić coś innego, choć – oczywiście – są i tacy, dla których jest to krok ostatni, bo ta ścieżka kariery bardzo im się podoba.

Ja jednak wielkiej pasji do tego nie miałam. Parę lat temu przerzuciłam się na inną dziedzinę w tym naszym „giereczkowie”, próbowałam sił z produkcją i zarządzaniem zespołem… ale okazało się to strasznie niesatysfakcjonujące. Mam potrzebę wiedzieć, która z cegiełek w tym „domu” została ulepiona przeze mnie. Zostałam więc UI/UX designerką.

Julia, to jest „Replika”, nie „CD-Action”. Musimy mówić wielkimi literami.
„UI” to skrót od „user interface”, a więc projektowania interfejsu. Zajmujemy się przyciskami – tym, gdzie one są, jak wyglądają, czemu ramki tekstu w grze są takie grube i czemu jest za nimi cień. To kwestie stricte grafi czne. „UX” znaczy „user experience”, doświadczenie użytkownika. Staramy się zgłębić, czemu oko gracza poszło najpierw w ten punkt ekranu, dlaczego pewne elementy, które widzi, przykuły jego uwagę.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Bohaterowie kalendarza 2021

Aby zakupić różowy kalendarz „Afiszujemy się” na rok 2021, KLIKNIJ TUTAJ.

Poniżej prezentujemy skadrowane fragmenty zdjęć z różowego kalendarza „Afiszujemy się” na rok 2021:

Bartosh Puc – performer i tancerz z ogniem, właściciel agencji Master Events

Dr Maciej Socha – ginekolog-położnik-onkolog, Ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku, Kierownik Katedry Położnictwa Collegium Medicum w Bydgoszczy oraz jego partner Mateusz Wartęga, również lekarz

 

Edmund Krempiński – student grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jeden z dwóch trans mężczyzn w kalendarzu

 

Kuba Darling (Jakub Gajewski) – inżynier z Radomia, obecnie mieszkający w Londynie, popularny instagramer

 

Bartłomiej Bobrowski, znany również jako drag queen Graża Grzech – aktor Teatru Narodowego w Warszawie

 

Andrzej Hurny – bohater dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, w dzieciństwie molestowany przez księdza, zdobywca tytułów Vice Mister Gay Poland oraz Mister Publiczności z 2019 r.

 

Patryk Rybarski – aktor i tancerz wielu warszawskich musicali (m.in. „Koty”, „Upiór w operze”), wicemistrz świata w tańcu na rurze

 

Linus Lewandowski – informatyk, założyciel grupy sportowej „Homokomando”, aktywista LGBT zatrzymany podczas policyjnej łapanki po demonstracji solidarności z Margot 7 sierpnia 2020 r.

 

Dawid Jagielski – trener personalny i jego niemiecko-rosyjski partner Evgeny Pesto, informatyk

 

Dawid Brzozowski – fryzjer z Lublina, obecnie mieszkający w Warszawie

 

Tomasz GrycMaciej Kozak – pracownicy korporacji, para z Białegostoku

 

Daniel Mękarski – współwłaściciel firmy logistycznej Artfol, zajmującej się m.in. dystrybucją „Repliki”

 

Paweł Tomaszewski – aktor teatralny i filmowy (m.in. serial „Hotel 52” czy spektakl Krystiana Lupy „Capri – wyspa uciekinierów”)

 

Marcel Lelo, czyli drag queen Lelita Petit – śpiewająca własnym głosem drag queen, wodzirejka wielu Marszów Równości

 

Chris C.J. João – do niedawna pracownik jednej z korporacji w Warszawie, urodzony i wychowany w Polsce syn Angolańczyka i obywatelki Wysp św. Tomasza, jeden z dwóch trans mężczyzn w kalendarzu

 

Adam Fotek – plastyk z Krakowa, wieloletni prenumerator „Repliki”, propagator terapii PrEP zapobiegającej zakażeniu HIV

 

Maciej „Gąsiu” Gośniowski – queerowy performer, tancerz i aktor oraz jego partner Paweł Mężyński, pracownik korporacji

 

Kayden Gray – polski gwiazdor gejowskiego porno, pracownik seksualny, aktywista na rzecz walki z HIV/AIDS, sam żyje z HIV od 4 lat

 

Aby zakupić różowy kalendarz „Afiszujemy się” na rok 2021, KLIKNIJ TUTAJ.

Bohaterki kalendarza 2021

Aby zakupić błękitny kalendarz „Afiszujemy się” na rok 2021, KLIKNIJ TUTAJ.

Poniżej prezentujemy skadrowane fragmenty zdjęć z błękitnego kalendarza „Afiszujemy się” na rok 2021:

Hanna Kociszewska – założycielka Twin Heart, największego w Polsce cyklu imprez lesbijskich (wraz z Anną Tryskuć, również bohaterką kalendarza), właścicielka tęczowego sklepu Qwear

 

Zofka Jabłońska – aktywistka LGBTIA i feministyczna, tatuatorka

 

Małgorzata Klisz – kierowniczka w warszawskim klubie Rakieta

 

Sylwia Ryba & Katarzyna Żukowska – para instagramerek @les_be_together

 

Maja Lipka – student psychologii; jedna z dwóch osób niebinarnych w kalendarzu

 

Asia Polowczyk – barmanka w warszawskim klubie PiwPaw

 

Irena Mąkowska, finansistka i Aleksandra Magdziarz, graficzka

 

Anna Tryskuć, DJ-ka, założycielka Twin Heart, największego w Polsce cyklu imprez lesbijskich (wraz z Hanną Kociszewską, również bohaterką kalendarza)

 

Liv Furga (Livbertine) – jedna z dwóch osób niebinarnych w kalendarzu, queerowa performerka, zaangażowany aktywista, projektancie graficzne, a także element kolektywu scenicznych odszczepieńców Queer Explosion

 

Harpy Queen – artystka, performerka specjalizująca się w neoburlesce

 

Marta Konarzewska – polonistka, badaczka kultury, scenarzystka (m.in. film „Nina” Olgi Chajdas)

 

Omniseksualna para: transpłciowa Julianna Novak i jej partnerka Nina Novak

 

Sonia Gach – terapeutka pracująca przede wszystkim z  dziećmi i seniorami

 

Aby zakupić błękitny kalendarz „Afiszujemy się” na rok 2021, KLIKNIJ TUTAJ.