Z celebrantkami DOROTĄ OYRZANOWSKĄ i NATALIĄ ZAKRZEWSKĄ-SOBCZAK z Kolektywu Niezapominajki rozmawia Anna Grodzka

„To był piękny pogrzeb” – nigdy nie pomyślałabym, że takie zdanie przyjdzie mi kiedykolwiek do głowy. A jednak właśnie tak pomyślałam. Kiedy jest się w moim wieku, coraz częściej zdarza się uczestniczyć w pożegnaniu osób bliskich. Uczestnicząc wcześniej w katolickich i świeckich pogrzebach, czułam żal i smutek, ale nigdy nie udało mi się w trakcie pogrzebu przeżyć jeszcze raz takiego samego uczucia bliskości, jakie miałam, kiedy zmarła osoba jeszcze żyła Tym razem – oczywiście, w tle był smutek, przecież brałam udział w pogrzebie bliskiej mi osoby, ale jednocześnie poczułam sympatię i ciepło, jakie towarzyszyło moim spotkaniom ze Zmarłą. Jak to było możliwe? Gdy tylko weszłam do domu pogrzebowego, zaskoczyła mnie Jej symboliczna obecność. Sala udekorowana była przedmiotami, jakie mi się z Nią kojarzyły. Stała Jej gitara jak u Niej w domu – jakby Ona miała za chwilę na niej zagrać. W wazonach hortensje, których zawsze pełen był Jej ogródek, a przed urną i Jej zdjęciem – dekoracja z mchu, traw i polnych kwiatów. Na każdym z krzeseł dla gości ktoś położył misternie wycięte czarne profile ptaków. Wszyscy, którzy Ją znali, pamiętają, że zawsze dbała o dosypanie karmy dla ptaków do karmnika w ogrodzie. W uszach brzmiała cicho muzyka, o której wiem, że jej słuchała i lubiła.
Usiadłam na krześle zdumiona. Zamiast przygnębienia, jakie towarzyszyło mi w drodze na tę uroczystość, poczułam pewien rodzaj rozpromienienia i spokoju. Byłam znowu u Niej – z Nią. Nigdy bym się nie spodziewała tego uczucia w chwili pożegnania – w chwili gdy Jej już nie ma. Gdy przyszedł na to czas, pani celebrująca pogrzeb – celebrantka – zabrała głos. Mówiła o zmarłej w taki sposób, jakby był to ktoś, kto przeżył z Nią całe życie – ktoś Jej bardzo bliski. Były to związane z Nią wspomnienia. Czasem wzruszające, czasem radosne, chwilami nawet zabawne. Nie znałam wielu tych szczegółów. Skąd ta celebrantka to wie? – pomyślałam.
Po raz pierwszy w życiu nie wyszłam z pogrzebu zdołowana. A przecież chciałoby się, aby każde takie ostatnie pożegnanie pozwalało uczestnikom na czuły, skupiony ostatni kontakt z osobą zmarłą – z Nią, właśnie z Nią – taką, jaka była w swej najlepszej i w prawdziwej postaci.
Do tamtej pory jeszcze nigdy nie myślałam o swoim pogrzebie. Teraz pomyślałam, że nie chciałabym ludziom, którzy zechcą przyjść mnie pożegnać, fundować tradycyjnej traumy. Zwróciłam się zatem do dwóch kobiet, które przygotowały oraz przeprowadziły ten pogrzeb i zapytałam, czy pomogłyby mi go zaplanować.
Czy to jest OK, że razem z wami zaplanuję swój pogrzeb?
Natalia: Bardzo OK. To dojrzała decyzja, najlepsze, co możemy po sobie zostawić, to porządek.
Ale ja mam na myśli przede wszystkim komfort żałobników.
N: Jasne. Czy masz jakiś pomysł, jakieś wyobrażenie o przebiegu tego wydarzenia?
Jedyne, czego jestem pewna – nie chcę księdza. Reszty nie jestem pewna. Dlatego pomóżcie mi. Chciałabym, aby ludzie zebrali się w jakimś swobodnym miejscu. Koniecznie nad brzegiem wody albo jeziora. Żeby było ognisko, wino, piwo i wiele pięknej muzyki. Takiej, jaką lubiłam, i chciałabym, żeby oni także lubili. Bo ostatnio moją pasją jest komponowanie muzyki.
Dorota: A jeśli to będzie zima?
Nie da się poczekać do lata? Bo przecież chcę być skremowana. Urna poczeka.
D: Urna zostanie, ale twoim bliskim będzie trudno czekać tyle czasu. Pogrzeb jest ceremonią domykającą i pozwala bliskim zamknąć pewien etap i pójść dalej, już bez ciebie. Wymyślmy jakieś alternatywne miejsce na wypadek mrozu i zawieruchy. Możemy na tę ceremonię wynająć klub lub inne miejsce, z którym czujesz się związana.
No tak. To w takim razie awaryjnie muszę postawić na muzykę, a nie widoki. Albo tak zakombinować, żeby umrzeć latem.
N: Ale zaraz, zaraz, jeszcze nie umierasz, na razie planujemy. Widoki też mogą być. Może nam towarzyszyć ekran z widokiem płynącej rzeki albo jeziora, mogą się na nim przewijać twoje zdjęcia. Często osoby planujące swój pogrzeb piszą lub nagrywają list – pożegnanie. Możesz też nagrać nam jakiś fi lm ze swoją muzyką. Byłoby dobrze, żebyś przekazała nam informacje, z kim mamy rozmawiać, żeby zebrać wspomnienia o tobie. Bo twoi pogrzebowi goście będą chcieli, aby ktoś o tobie opowiedział. Temu służy mowa pogrzebowa. Dobrze jest też nie planować wszystkiego w szczegółach, żeby zostawić trochę decyzyjności i sprawczości najbliższym, aby poczuli się częścią tej ceremonii.
Ale wiecie co? Mam problem. Nie wiem, co zrobić z moim grobem. Bo z jednej strony przychodzi mi na myśl, żeby rozsypać moje prochy – oddać je jakoś przyrodzie, a z drugiej strony zastanawiam się, czy nie byłoby sensowne, aby było jakieś miejsce, w którym jestem pochowana. Co radzicie?
D: Porozmawiaj o tym z najbliższymi. Jeśli chcesz rozsypać prochy, istnieje możliwość zrobienia tego na Łące Pamięci, niestety tylko na kilku cmentarzach w Polsce. A jeśli chcesz mieć grób, to zostaw informację, na którym cmentarzu chcesz być pochowana.
Gdzie mam zostawić tę i inne informacje?
D: Proponuję stworzyć tzw. czerwoną teczkę memo, do której włożysz wszystkie informacje będące przewodnikiem dla twoich najbliższych.
OK!
N: Jak będziesz gotowa, to spotkamy się jeszcze raz i spiszemy wszystko, żebyś mogła zostawić jasne wytyczne.
To teraz powiedzcie osobom czytelniczym „Repliki”, jak to się stało, że zostałyście celebrantkami.
D: Wszystko zaczęło się od jogi – poznałyśmy się na studiach podyplomowych z jogi na warszawskiej AWF. Obie miałyśmy ciężko chore matki. Myślę, że to spotkanie było nieprzypadkowe, obie podświadomie szukałyśmy wytchnienia, wyrwania wolnego czasu dla siebie, zawalczenia o zdrowie fizyczne i psychiczne. W tym czasie już dużo czytałam o śmierci i umieraniu, brałam udział w warsztatach i spotkaniach Instytutu Dobrej Śmierci. Miałam wówczas myśl, że chciałabym sama celebrować pogrzeb mojej mamy, ale bałam się, że zrobię coś nie tak i że to wpłynie na resztę członków rodziny. Dlatego gdy mama umarła, zdecydowałam się na ceremonię pogrzebową przy pomocy domu pogrzebowego i celebrantki humanistycznej, również członkini Instytutu Dobrej Śmierci. Praca z nią przy ceremonii była dla mnie bardzo wspierająca. Czułam, że odzyskuję kontrolę nad sytuacją, że wiem, co się będzie działo na pogrzebie, wiem, co zostanie powiedziane, mam wpływ na to, jak mama zostanie przedstawiona i zapamiętana. Ten pogrzeb był tak dobry, że obie z Natalią podeszłyśmy do dziewczyn obsługujących ceremonię, by im podziękować. Pamiętam, że powiedziałyśmy im, że też chcemy to robić.
Cały wywiad do przeczytania w 116. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.







































































































































