Ksawery Kondrat: „Na decyzję o metodzie stworzenia penisa wielki wpływ miała moja narzeczona”

Z KSAWERYM KONDRATEM, transpłciowym chłopakiem, autorem popularnego profilu na Instagramie, Spotify i TikToku, rozmawia Michalina Chudzińska

arch. pryw.

Bezinteresowny On Air” – pod tą nazwą prowadzisz konto na Instagramie, nagrywasz podcast na Spotify i filmiki na TikToku. Przeważa na nich tematyka transpłciowości, o której opowiadasz z niesamowitą werwą i pozytywną energią.

Choć ciężko w to uwierzyć, sam jeszcze 3 lata temu prawie nic nie wiedziałem na ten temat. Pochodzę z bardzo małej miejscowości pod Białymstokiem i samo pojęcie „trans” nie było mi znane, kiedy jeszcze tam mieszkałem. Brakowało mi polskiego źródła wiedzy, które byłoby wystarczająco rzetelne, szukałem na stronach zagranicznych. Postanowiłem, że skoro i tak wykonałem jakąś robotę, to dlaczego się tym nie podzielić? Słyszałem wielokrotnie, że mam smykałkę do przekazywania wiedzy. Stąd pomysł, by zacząć mówić o transpłciowości głośno. Tik- Tok jest dobrym miejscem, by docierać do osób młodych, które zmagają się z podobnymi problemami, co ja kiedyś. Zaczęło się od podcastu, który zacząłem najpierw w formie pamiętnika bez świadomości, że to do kogokolwiek dotrze. To była dla mnie swego rodzaju terapia, bo na początku tranzycja była dla mnie bardzo trudna.

Dorastanie czy dojrzewanie to szczególny czas, kiedy odkrywa się swoją seksualność i tożsamość płciową. Jak to wyglądało u ciebie?

Odbywało się etapami. Na początku dojrzewania była we mnie pewna niezgodność. Zauważyłem, że mam pociąg do kobiet, i długo myślałem, że jestem homoseksualną kobietą. Nie było to jednak dla mnie wystarczające, ale zaakceptowałem to. Później, kiedy ciało zaczęło dojrzewać, inne dziewczynki cieszyły się z tego, a mi to strasznie przeszkadzało. Starałem się Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Lula Pink, queerowy sklep z gadżetami erotycznymi

Z MARTĄ BRZEZIŃSKĄ i AGATĄ PTAK, które od czterech lat prowadzą feministyczno-queerowy sklep internetowy z zabawkami erotycznymi Lula Pink oraz redagują wieloautorski blog z recenzjami gadżetów erotycznych i artykułami z zakresu edukacji seksualnej, rozmawia Małgorzata Tarnowska

fot. Klaudia Ekert-Waraczewska

Kim są założycielki Lula Pink?

Marta Brzezińska: Znamy się od czasów studenckich. Miałyśmy wspólnych znajomych. Ja studiowałam filologię chorwacką, a Agata – polską, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nasze drogi przecinały się głównie na imprezach. Od zawsze byłyśmy też częścią queerowego środowiska w Poznaniu. Identyfikuję się jako osoba queerowa, wchodząca w związki z facetami, które jednak nie mieszczą się w heteronormie.

Agata Ptak: Identyfikuję się jako lesbijka „z gwiazdką” (symbol gwiazdki służy podkreśleniu, że kobiecość w tym rozumieniu lesbijskości jest postrzegana jako spektrum – przyp. red.) – moja historia relacji romantycznych wskazuje, że jestem lesbijką, choć również, jak Marta, pozwalam sobie na wychodzenie poza tę kategorię. Po prostu nie jest dla mnie wystarczająca.

Jak po studiach filologicznych trafiłyście do branży zabawek erotycznych?

AP: Humaniści_stki zajmują się zawodowo wszystkim – tego nauczyły mnie studia. (śmiech) Moja dziewczyna, też humanistka, jest analityczką rynków i papierów wartościowych. Ja znów wylądowałam w klasycznym call center z administracją w tle. Korporacyjna kariera pewnie rozwijałaby się dalej, gdyby przyjaciel nie zaproponował mi wspólnego projektu. Założyliśmy firmę i zaczęliśmy analizować rynki e-commerce. Sprzedawaliśmy wszystko – od czajników, przez zabawki z drewna, po nowe technologie. Ten projekt cały czas trwa.

MB: Feministycznymi gadżetami erotycznymi zainteresowałam się na przełomie 2016 i 2017 r., gdy mój partner Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Krzysztof Kałek, emerytowany nauczyciel gej o tym, dlaczego nigdy nie był w związku

Z KRZYSZTOFEM KAŁKIEM, emerytowanym nauczycielem chemii, rozmawia Mariusz Kurc

arch. pryw.

Gdy przeczytałem, że w zeszłorocznym wielkim badaniu ankietowym osób LGBT przeprowadzonym przez Kampanię Przeciw Homofobii i Lambdę Warszawa tylko 1% stanowili ludzie powyżej 46. roku życia, postanowiłem, że muszę coś zrobić, by widoczność starszych osób LGBT była większa, choćby na łamach Repliki.

Jestem w tym jednym procencie. Wypełniłem tę ankietę. Ale masz rację, geje w moim wieku i starsi są jakby niemi, nie odzywają się. Całe pokolenie jakoś „wyciszone”, przykucnięte, rodzinom nie chcą się narażać, by „nie robić problemów”, już lepiej być „starym kawalerem”, któremu „coś” w życiu nie wyszło, niż „starym pedałem”. A niestety u młodych gejów jest inne zjawisko – spychają nas, starszych, na boczny tor, jakbyśmy już nie mieli racji bytu, brak wsparcia. Jak gdyby naszą powinnością było zniknąć z ich pola widzenia. Nawet to rozumiem – jest to reakcja obronna! Przecież „JA” będę zawsze młody i pociągający, mnie to nie dotyczy, nie zdarzy mi się! Zwróć też uwagę, że jeśli tworzy się jakieś instrumenty pomocy dla ludzi LGBT, to głównie z myślą o młodych – tymczasem przypuszczam, że starsi mogą nieraz mieć większe problemy, a na pewno porównywalne. Z reguły samotnie dociągają do ostatnich dni i samotnie umierają. Czy problem z odnalezieniem się wśród współczesnych mediów społecznościowych, a więc kontakty ze światem, są dla młodych dużo łatwiejsze. Ja zawsze, na szczęście, miałem pasję i smykałkę do elektroniki, informatyki.

Od czego zaczniemy? Od jakiegoś twojego ważnego coming outu?

W moim pokoleniu to chyba w ogóle nie było pojęcia coming outu i mam do tego stosunek taki… Publiczne krzyczenie, że jestem gejem? Po co? By zaistnieć w ten sposób? Mnie jak ktoś pytał, to nie zaprzeczałem, ale żeby ogłaszać to wszem i wobec? Kogo to tak naprawdę interesuje? Jest to jeden z elementów tzw. prywatności! Nic nikomu do tego! Podobnie w rodzinie. Mama szybko zorientowała się, że ma syna geja. Niestety, umarła, gdy byłem jeszcze młody – w 1992 r. Potem mieszkałem z tatą, wzajemnie się sobą opiekowaliśmy, zmarł ponad trzy lata temu. Tata wiedział oczywiście też i widział, że sam zostanę na starość, i mówił: Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

LGBT-y bronią Ukrainy

Wywiad z Wiktorem Pylypenko, żołnierzem ukraińskim i szefem stowarzyszenia Wojskowych LGBT na rzecz równych praw, obecnie broniącym Kijowa.

Wywiad przeprowadził Vitalii Mazurenko dla New Eastern Europe, jeszcze przed obecną eskalacją wojny. Przetłumaczył Linus Lewandowski z Homokomanda.

 

Wiktor (na środku) z sąsiadami, po mobilizacji 26 lutego, przed wysłaniem do akcji.

 

VITALII MAZURENKO: Jak wygląda akceptacja społeczności LGBTQ+ w Ukraine?

VIKTOR PYLYPENKO: Ukraińskie społeczeństwo zmienia się przed naszymi oczami. Może jakiś czas temu wydawało się, że jesteśmy za innymi krajami w tej kwestii, ale teraz jest inaczej. Jak chodzi o transformację społeczną, edukację równościową i prawa człowieka, w tym prawa osób LGBTQ+, idziemy do przodu. Widzimy to m.in. w liczbie uczestników Kyiv Pride. W 2015 uczestnicy marszu (których było bardzo mało) zostali zaatakowani przez prawicowych radykałów, a dziś takie marsze są znacznie większe, i są organizowane także w mniejszych miejscowościach.

Muszę tu też wspomnieć moją organizację – stowarzyszenie „Wojskowi LGBT na rzecz równych praw”, która jest pierwszą inicjatywą tego typu w sferze post-sowieckiej. Zrzesza ukraińskich żołnierzy i żołnierki, którzy mówią coraz bardziej otwarcie o swojej orientacji seksualnej. Także – mogę powiedzieć, że Ukraina doświadcza pozytywnej przemiany społecznej.

Według mojej wiedzy, to też pierwsza tego typu organizacja w całej Wschodniej Europie. Jakie są Wasze cele i metody działania?

Jesteśmy zarejestrowani w państwowym rejestrze stowarzyszeń. Jednakże – dwukrotnie odmówiła nam tej rejestracji religijna i homofobiczna urzędniczka. Obrażała nas, i utrudniała naszą rejestrację przeszkodami biurokratycznymi. Udało nam się je ominąć, i zarejestrowaliśmy się w Kramatorsku. Planujemy w przyszłości przerejestrować się do Kijowa.

Współpracujemy z Tergo, grupą wsparcia dla rodziców osób LGBT. Zapraszają nas na spotkania z nauczycielami i psychologami szkolnymi, którym opisujemy nasze doświadczenia. Nasze projekty wspierają ambasady – kanadyjska, holenderska i amerykańska, a także organizacja Freedom House. Nagraliśmy serię krótkich filmów dokumentalnych o wyoutowanych żołnierzach i żołnierkach, i pokazaliśmy go na warszawskim Festiwalu Filmowym UKRAINA!. Zorganizowaliśmy też panele dyskusyjne z udziałem naszych członków oraz weteranów nie-LGBTQ+ i polityków.

Kolejną aktywnością jest wsparcie dla żołnierzy LGBTQ+. Zorganizowaliśmy spotkania z psychologami dla ponad stu żołnierzy, którzy potrzebowali wsparcia nie tylko z PTSD czy urazami fizycznymi, ale także z akceptacją własnej orientacji seksualnej. W tym zakresie współpracujemy z grupą wsparcia prowadzoną przez wyoutowaną lesbijkę weterankę Nastię Konfederat. Dziś ta organizacja ma ponad 100 członków. Naszym głównym celem jest edukacja. Chcemy pokazać społeczeństwu, że istnieją żołnierze LGBTQ+. Prawda jest taka, że jeśli wyjdziemy z wielkich miast, to w mniejszych miejscowościach – miejscach z których pochodzi większość naszych żołnierzy – niewielu ludzi o tym wie. W Mariupolu zostaliśmy zaproszeni do lokalnej telewizji, co było ciekawym doświadczeniem. Później dowiedzieliśmy się, że opinie oglądających o tym, co mówiliśmy, były przeważająco pozytywne. Staramy się oderwać od sowieckiego myślenia o osobach nieheteronormatywnych i armii.

Biorąc pod uwagę, że nie każdy żołnierz może się wyoutować, jaka jest Wasza strategia komunikacyjna?

Gdy się wyoutowałem, stało się dla mnie jasne że będę spotykał się z homofobią, i dlatego założyłem grupę na Facebooku. Moje zdjęcie pojawiło się na wystawie zdjęć żołnierzy LGBTQ+, którai została pokazana publicznie przez media. Poprosiłem je by przekazały link do naszej grupy w swoich programach, i to zadziałało. Wiele osób zaczęło dołączać. Założyłem też zamknięte grupy wewnątrz tej społeczności. Ci, którzy chcieli dołączyć, byli pytani czy są żołnierzami lub żołnierkami – a jeśli tak, to czy są “przyjaciółmi Doroty” (slangowe pytanie o orientację seksualną), czy tylko wspierają. Tylko “przyjaciele Doroty” mogli dołączyć do zamkniętych grup. Od czasu do czasu widzimy też puste profile. Większość z nich to żołnierze trochę starsi, 45+. Nazywamy ich “ojcami”.

Czy finalnie wyoutowałeś się przed kolegami z wojska?

Nie, przed nimi nie. Moja mama, mój ojczym i mój brat wiedzieli. Moi przyjaciele, którzy służyli ze mną, też zauważyli to wcześniej. Zaakceptowali moją orientację, mówiąc że podejrzewali ją od jakiegoś czasu. Uważają to za coś normalnego, czasem o tym żartują – ale nie obrażam się, bo ufam im. W wojsku – jednak nie mówię o tym szerzej, żeby uniknąć negatywnych reakcji ze strony przełożonych. Mogliby twierdzić że nie stosuję się do reguł, nękać mnie, lub nawet wyrzucić ze służby. To niebezpośrednie zastraszanie.

Słyszałeś o takich przypadkach?

Tak. Mój przyjaciel został wyrzucony za “nie stosowanie się do reguł”. Nie pamiętam dokładnej frazy, ale brzmiała jakoś tak. Znam kilku gejów, którzy służyli ze mną, ale wszyscy się boją.

Zorganizowałeś tę grupę? Wspieracie się wzajemnie?

Ogólnie, jest nas dużo w armii. Dlatego boli mnie gdy słyszę, że geje nie walczą, że zostają w domach. Co więcej – wielu z nas znało się już wcześniej, i ponownie się spotkaliśmy w armii.

Czy w armii jest więcej homofobii niż w szerszym społeczeństwie?

Myślę, że jest jej mniej, ale ciężko mi to określić, bo ludzie są różni. Sam nie spotkałem się z dużą ilością homofobii, i dlatego nie wiem jak na to odpowiedzieć. Ogólnie jest sporo homofobii werbalnej, szczególnie wśród osób które nie spotkały jeszcze żadnego geja. Widzę też zmianę wśród moich znajomych, z których część była wcześniej homofobiczna.

Jak myślisz, czy wobec braku podziału na prawicę i lewicę, szczególnie w ukraińskich mediach, społeczność LGBTQ+ nie jest odbierana jako tylko lewicowy ruch? Czy może to oznaczać, że w przyszłości będzie miała reprezentację we wszystkich częściach sceny politycznej?

To niewątpliwie pozytywna rzecz. Widzę, co się dzieje w innych europejskich krajach. Tam społeczność LGBTQ+ ma trudności z powodu zaangażowania politycznego. W Ukrainie udało nam się tego uniknąć. Były próby grania tą kartą, ale mieliśmy poczucie że były inspirowane z zewnątrz, sugerując że są prawicowcy i lewicowcy i muszą ze sobą walczyć.

Dokładnie. Ewidentnie, nacjonalistyczne organizacje nie dotykają tematu w ogóle…

Powiem więcej. W naszej organizacji mamy członków grup, o których mówisz. Na przykład, mamy trzech żołnierzy z batalionu Azov. Warto dodać, że wsparcie dla tej grupy jest bardzo, bardzo małe. Nawet gdyby wszystkie organizacje nacjonalistyczne się zjednoczyły, nie zdobyłyby więcej niż 2% głosów. W przeciwieństwie do niemieckiego AfD czy Marine Le Pen we Francji.

Dyskutowałbym z tym porównaniem, bo większość francuskiej prawicy to wynik państwowej polityki sekularyzacji i istnieje w życiu publicznym od czasów Charles’a de Gaulle’a, podczas gdy AfD to projekt Putina…

Marine Le Pen też otrzymuje pieniądze z Rosji. W Ukrainie mamy podobny projekt zwany “Tradycja i Porządek”. Pokazywali prorosyjskie tendencje gdy przyszli protestować i wspierać kanały TV Viktora Medvedchuka, mówiąc przy tym o naruszeniu ich wolności słowa. Rosja wspiera ruchy populistyczne we wszystkich krajach, bo chwytają, tak jak wcześniej antysemityzm. Populiści nie muszą tworzyć nic nowego, po prostu biorą problem i eksploatują go. To samo było z ruchami antyuchodźczymi czy Cambridge Analytica, finansowaną przez Lukoil. Z drugiej strony, musimy widzieć że w Ukrainie te ruchy, pomimo małego wsparcia społecznego, mają silne finansowanie. Przechodzą szybko przez państwowe procedury rejestracyjne i unikają kar za łamanie prawa. Policja często nie reaguje na ich aktywności. Wydaje mi się, że były minister spraw wewnętrznych Arsen Avakov podzielił je na prawicowe i lewicowe by kontrolować dynamikę protestów ulicznych. To też jest wygodne dla prorosyjskich polityków. W Ukrainie, radykalne prawicowe ruchy są bardzo sztuczne. Podam przykład. Najpierw, kilku nastolatków jest wspieranych przez dorosłych, którzy jednak realizują w tym swój interes. Potem “wrzucają” te dzieciaki na aktywności skierowane przeciw społeczności LGBTQ+.

Wydaje mi się też, że ukraińska społeczność LGBTQ+ jest pod wpływem rosyjskiej kultury, szczególnie rosyjskiej popkultury. Choćby drag queenki, które podążają za przykładami swoich odpowiedniczek z Moskwy…

Społeczność LGBTQ+, tak samo jak armia, jest po prostu częścią społeczeństwa. Dlatego łatwo odrzucić tezę, że jesteśmy grupą polityczną, czy wszyscy mamy tę samą linię partyjną czy ideologię. Prawda jest taka, że jesteśmy bardzo różni. Znam wielu ludzi z różnymi poglądami. Są nacjonaliści i są osoby prorosyjskie. Jest też starsze pokolenie, straumatyzowane przez doświadczenia sowieckie. Dlatego nasza organizacja stara się trzymać dystans od ideologicznych i politycznych debat. Na mojej ukraińskiej fladze podczas marszu równości zapisałem przysięgę wojskową, którą składamy ukraińskiemu narodowi i konstytucji. Trzymałem tę flagę z moją koleżanką lesbijką. I to jest nasza największa wartość. Nie kierujemy się żadnymi politycznymi czy ideologicznymi wyborami. Jako żołnierze – bronimy wszystkich mieszkańców Ukrainy.

Chciałbym jednak usłyszeć więcej o kulturze…

Ukraińska społeczność LGBTQ+ jest dość zamknięta w sobie. Dlatego my – żołnierze LGBTQ+ – kładziemy nacisk na zachęcaniu ludzi do outowania się. Robimy to z planem, nie tylko po to by robić hałas. Centrum Razumkova szacuje, że najbardziej zaufaną instytucją w Ukrainie jest armia. Jednak jasne jest, że gdyby gwiazdy popu czy ikony kulturalne wyoutowały się, proces by jeszcze przyspieszył. Mam nadzieję że przejmą inicjatywę w przyszłości, bardzo by to pomogło. Doprowadziłoby do powstania ukraińskiej kultury akceptacji. Dlatego czekamy by te gwiazdy były odważne i wyoutowały się. W dyskusji społecznej wspominamy o postaciach historycznych jak Wasyl Wyszywany (Wilhelm von Habsburg) czy Ahatanheł Krymski. Sołomija Pawłyczko napisała o Krymskim w książce pt. Nacjonalizm, seksualność, orientalizm. Były też dyskusje o platonicznej miłości między Łesią Ukrainką i Olgą Kobylanśką. Także mamy w historii przykłady, o których warto mówić. Obecnie wojskowa społeczność LGBTQ+ zachęca szerszą społeczność LGBTQ+ by więcej mówić o sobie.

Jak chodzi o Rosję używającą swojej kultury jako narzędzia wpływu, to tak, robią to skutecznie. Kultura ta jest dość prosta, łatwa do przyjęcia, konsumpcjonistyczna. Dlatego miliony ludzi są uzależnieni od tych treści. Trudno z tym walczyć. Dlatego to dobrze, że mamy wymóg udziału języka ukraińskiego w naszych mediach, i prawo które to reguluje. Jako aktywista, bardzo wspierałem to prawo. Co najważniejsze, udało nam się pokonać opór osób, które były przekonane że regulacja nie jest niezbędna, i dotychczasowy system był wystarczający. Jak masz zmieniać rzeczy gdy cała ugruntowana machineria jest przeciwko Tobie?

Jak już mówimy o prawach, artykuł 161 ukraińskiego Kodeksu Karnego stwierdza, że każda forma dyskryminacji z powodu rasy, narodowości, religii czy innych przyczyn, w tym bycia częścią społeczności LGBTQ+, jest zakazana. Czy potrzeba osobnej regulacji sytuacji społeczności LGBTQ+, czy to raczej kwestia egzekwowania prawa?

Faktycznie jest to problem egzekwowania prawa. Nawet artykuł 161 Kodeksu Karnego mógłby być efektywny, gdyby ukraińskie sądy i policja zostały zreformowane. Niedawno odroczono rozprawę sądową ws. ataku na mnie. Robią to po to, by sprawa uległa przedawnieniu. Dzieje się to, bo sędzia nie jest zainteresowana szukaniem sprawiedliwości. Udało jej się uniknąć lustracji, mimo tego że sądziła aktywistów zaangażowanych w Rewolucję Godności. Ukraiński system sądowy po prostu nie działa. Dlatego z moim prawnikiem przygotowujemy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jednocześnie, byliśmy zaskoczeni gdy pojawił się projekt ustawy o walce z dyskryminacją na tle homofobicznym. Dobrze, że się pojawił, ale wziął się z nikąd. Rada Ministrów złożyła go pewnego dnia, bez żadnych konsultacji społecznych. Wydaje mi się, że tylko robią dobry PR przed zachodnimi partnerami. Jednak obawiam się, że nawet po jego przyjęciu, wiele się nie zmieni bez reformy sądów.

Po Rewolucji Godności, pozycja religijnych społeczności istotnie wzrosła. Jak zauważalna jest ta zmiana, i jak kuszące jest dla władz by współpracować z nimi?

Ukraińskie centralne i wschodnie regiony są dość obojętne w kwestiach religii. Zachód Ukrainy jest znacznie bardziej religijny. Jednakże, homofobiczne postawy są inspirowane głównie przez Kościół Ortodoksyjny Moskiewskiego Patriarchatu. Niestety jednak słyszeliśmy też trochę negatywnych komentarzy od reprezentacji Kijowskiego Patriarchatu, w tym jego głowy – Metropolity Epiphaniusa. Według śledztwa Bellingcat, nawet amerykańscy konserwatyści inwestują w ruchy takie jak “Miłość przeciw homoseksualności” i członków Werchownej Rady, ukraińskiego parlamentu. Wśród tych parlamentarzystów jest Światosław Jurasz, twórca grupy “Wartości. Godność. Rodzina.”, która wzięła udział w National Prayer Breakfast w Waszyngtonie. Jednocześnie, Ogólnoukraińska Rada Kościołów i Związków Religijnych łączy wiele religijnych społeczności opartych o interesy finansowe i korupcje. Członkowie tej organizacji mają dostęp do najwyższych poziomów władzy i są w stanie blokować inicjatywy antydyskryminacyjne. Używają terminu “ideologia gender” by ukrywać swoje działania. W rzeczywistości, tak zwani “zwykli ludzie” nie są specjalnie homofobiczni. Żyją według paru mitów, które można z czasem obalić. Żyję we wsi niedaleko Kijowa, i nie mam żadnych problemów gdy idę na siłownię, na przykład. Żyje u nas też para gejów. Początkowo dyskryminowano ich w szkole, ale później zostali zaakceptowani. Pokazuje to, że zwykli ludzie zaakceptują Cię i będą normalnie reagować, jeśli będziesz z nimi rozmawiał.

A jakie są relacje z kapłanami wojskowymi?

Nie jestem chrześcijaninem. Bliżej mi do pogańskiej religii wedyjskiej. Wiele osób próbuje dyskryminować mnie z powodu moich poglądów religijnych. Mówią mi, że powinienem być chrześcijaninem, bo jest to religia moich przodków. Ale przed chrześcijaństwem, Ruś była zamieszkana przez pogan, i czuję że bliżej mi do nich. 

Jak ciężko gejowi utrzymać związek podczas służbty wojskowej?

Obecnie nie jestem w związku, i raczej nie będę póki nie zdecyduję się zacząć porządnie randkować. Ale wiem, że są pary, które czekały na siebie. Zazdroszczę im tego, ale też cieszę się. Jestem w kontakcie online z wieloma osobami, ale myślę że musimy spotkać się na żywo, bo relacje nie są takie same na odległość.

A jakie są Twoje poglądy polityczne?

Jestem za Ukrainą. Kocham moją ojczyznę i jestem przeciwnikiem prorosyjskich partii. Wspieram demokrację z odrobiną socjalizmu. Władza musi należeć do ludzi, i musi być sprawiedliwość i równość.

Jaki jest cel tej wojny?

Odzyskać ukraińską suwerenność i integralność terytorialną wewnątrz jej granic. Ale też by odzyskać Krym. I uzyskać reparacje od Rosji. Finalnie, zapewnić prawo i porządek na całym terytorium Ukrainy.

Ukraińscy Wojskowi LGBT na rzecz równych praw prowadzą zbiórkę na zakup hełmów, kamizelek kuloodpornych, i innych rzeczy potrzebnych na wojnie. Można ją wspomóc:

Sofia Lapina
IBAN – UA123220010000026205315732562 Monobank
IBAN – UA023052990000026201731031894 Privatbank
PayPal: basikannndruh@icloud.com +14152799995
BTC: bc1qst3w3adx2hls7xu6ztkuugyphqhec56yl9sn87
ETH: 0x451Cfd3Fd63CE31b3b97fF7Bcc7f34ff03Cb47DC

Viktor Pylypenko to ukraiński żołnierz i założyciel stowarzyszenia wspierającego osoby LGBTQ+ służące w ukraińskiej armii. Obecnie – broni Kijowa.

Vitalii Mazurenko to zastępca redaktora naczelnego Obserwatora Międzynarodowego, prawnik (prawa człowieka, prawo międzynarodowe i ukraińskie prawo konstytucyjne) i dziennikarz (polityka ukraińska i wschodnioeuropejska, religia, LGBTQ+).

Kora na plakacie 13. LGBT+ Film Festival

Kora, która zawsze solidaryzowała się ze społecznością LGBT+, została bohaterką plakatu największego w tej części Europy festiwalu filmowego poświęconego kinu LGBT+.

– Na zawsze ikona – podkreślają organizatorzy LGBT+ Film Festival. – Kora to osobistość, która była dla społeczności LGBT+ w Polsce wielkim wsparciem i prawdziwą sojuszniczką. Zachwycała nie tylko talentem muzycznym, ale również odwagą i postawą życiową, która opierała się na zasadzie poszanowania każdego człowieka. Walczyła o prawa kobiet. Bardzo dziękujemy Kamilowi Sipowiczowi za wsparcie naszej inicjatywy upamiętnienia Kory. 

Ta legendarna piosenkarka rockowa, autorka tekstów i wokalistka zespołu Maanam urodziła się w 1951 roku w Krakowie. Już na przełomie lat 60. i 70. nazywano ją królową krakowskich hipisów. Maanam zrobił furorę na festiwalu piosenki w Opolu w roku 1980, wpisując się na stałe do polskiej popkultury i historii rocka. Fani zespołu uważają „Boskie Buenos”, „O! Nie rób tyle hałasu” i „Lucciola” za hymny lat 80. Z kolejną dekadą łączą się między innymi „Wyjątkowo zimny maj” i „Po to jesteś na świecie”. W 1989 roku Kora wydała tomik poezji „Krakowski Spleen”, a w 1992 r. autobiograficzną książkę „Podwójna linia życia”, napisaną razem z Kamilem Sipowiczem.
Występowała również w filmach, między innymi „Wielkiej majówce” (1981) Krzysztofa Rogulskiego, „Przystani” (1997) Jana Hryniaka, „Pięciu bajkach o miłości” (1996) Mariusza Grzegorzka i „Beats of Freedom – zewie wolności” (2010) Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty.

Od roku 2013 artystka walczyła z nowotworem. Zmarła 28 lipca 2018 roku.

Autorką plakatu 13. LGBT+ Film Festival jest Marta Konarzewska – ilustratorka, graficzka, współpracująca z festiwalem od kilku lat. Na co dzień projektuje okładki książek w wydawnictwie Filtry, tworzy murale w przestrzeni warszawskiej i zajmuje się składem magazynu „Ferment. Pismo o winie.”, dla którego również tworzy ilustracje.

LGBT+ Film Festival jest największym w Europie Środkowo-Wschodniej wydarzeniem kulturalnym prezentującym kinematografię z pojemnego, kolorowego parasola LGBT+ (lesbian, gay, bisexual, transgender).

Najbliższa, 13. edycja Festivalu odbędzie się w dniach 22-29 kwietnia, rekordowo w aż 10 polskich miastach: Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy, Szczecinie i Koninie. Na edycję warszawską organizatorzy zapraszają do nowego miejsca na kulturalnej mapie stolicy: Fabryki Norblina. Podczas festiwalu, oprócz projekcji filmowych odbędzie się też koncert, spektakle teatralne, dyskusje i wernisaże.

Podczas Gali Otwarcia odbędzie się koncert Ramony Rey w repertuarze Kory. W ten sposób organizatorzy uczczą pamięć bohaterki tegorocznego plakatu.

Szczegóły na stronie https://lgbtfestival.pl/ i na Facebooku: https://www.facebook.com/LGBTfestival

 

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek o 20-leciu związku w wywiadzie dla magazynu „Replika”

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek

Rober Biedroń – europoseł wraz z partnerem Krzysztofem Śmiszkiem – posłem na sejm RP, 14 lutego 2022 obchodzili 20. rocznicę związku. O tym jak się poznali, kto pierwszy wypowiedział „kocham cię”, jak zmienia się ich relacja i jaki wpływ na to ma ich działalność publiczna oraz jak wyobrażają sobie własny ślub opowiedzieli w wywiadzie live dla magazynu „Replika”

„Bycie w fajnym, rozumiejącym i tolerancyjnym związku, daje mi motywację i chęć i energię do robienia innych rzeczy. Myślę, że bardzo wiele z nas ma za sobą doświadczenia rozstania i samotności i nikt mi nie powie, że te doświadczenia pomagają się skupić i robić inne rzeczy w życiu. Naszą receptą na fajne życie i pożycie jest dużo otwartości i zrozumienia. Po 20 latach mamy swoje przyzwyczajenia, znamy się na wylot. Ta przewidywalność też jest miła.” – mówi w wywiadzie poseł Krzysztof Śmiszek

„Nasz związek się zmienia, jest jak wino. Oczywiście jest coraz ciekawszy. Ma swoje wzloty i upadki, ma swoje płomienne chwile, ale ma też takie letnie chwile, a czasami mrożące (…). Każdy ma swój sposób i każdy sobie sprawdza jak ten związek powinien wyglądać i z tym eksperymentuje i układa. Ja nie cierpię tych wszystkich schematów. Dekonstruowanie mitów o małżeństwach, o związkach mnie bardzo kusi, bo każdy związek, który znam, ma swój urok i powinniśmy to szanować i akceptować.”  – dodaje europoseł Robert Biedroń

Panowie w wywiadzie wrócili również do początków związku i opowiedzieli o tym, jak rozpoczęła się ich znajomość w 2002 roku. Kto pierwszy wykonał pierwszy krok, a kto powiedział „kocham cię”?

„Zawsze ktoś musi wykonać pierwszy krok i to chyba byłem ja, bo Robert spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Chociaż na początku nie było wzajemności z jego strony. Ale zrobiłem ten pierwszy krok i okazał się on sukcesem.” – mówi Śmiszek

„To chyba ja powiedziałem pierwszy „kocham cię”. Ale nie trzeba mówić „kocham cię” żeby dostawać tego dowody. Ja dostaję w każdej sekundzie naszej wspólnej drogi i to jest fascynujące, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie życia bez tego.” – uzupełnia Biedroń

Związek Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka od lat wystawiony jest widok publiczny. Robert Biedroń zaangażowany w polską politykę jest od ponad kilkunastu lat, był pierwszym wyoutowanym posłem w polskim parlamencie, następnie prezydentem Słupska, a obecnie jest europosłem. Później, bo w roku 2018 w działalność polityczną zaangażował się Krzysztof Śmiszek, który od 2019 jest posłem na sejm RP z ramienia Lewicy – wcześniej zawodowo realizował się jako prawnik i działacz społeczny.

„Człowiek cieszy się z małych chwil, kiedy nie jest się podglądanym. To są najpiękniejsze momenty, których niestety z Krzysztofem mamy coraz mniej, bo wybraliśmy życie jako osoby publiczne.” – twierdzi w wywiadzie Robert Biedroń.

„Jako społeczność LGBT+ jesteśmy tak wytresowani, wychowani, że wychodząc na zewnątrz czujemy wewnętrzny opór i czujemy stres mniejszościowy. Czujemy się bardziej obserwowani, nawet kiedy tak nie jest, bo społeczeństwo doprowadziło do takiego myślenia, że nam można mniej, nam nie wypada, narażamy się na ocenę, a nawet na agresję, okazując sobie uczucia. Nawet my mamy takie sytuacje w życiu, w których doświadczyliśmy agresji na ulicy. Nie ma tu się czemu dziwić nawet nam, a co dopiero dziwić się osobom niepublicznym, które w odróżnieniu od nas nie mają żadnego parasola ochronnego. Zupełnie mnie nie dziwi, że wiele osób LGBT+ nie okazuje sobie uczuć publicznie. Uważam, że trzeba to zmienić. Każdy, kto czuje się na siłach, każdy kto ma w sobie choć trochę takiego buntowniczego myślenia lub beztroski, powinien próbować, bo jeśli mówimy o tej części tożsamości, jaką jest orientacja seksualna, tożsamość płciowa, to jesteśmy widoczni. A widoczność jest w tym wszystkim najważniejsza.” – mówi Krzysztof Śmiszek.

„Nie wyobrażam sobie życia bez Krzysztofa. Tyle sobie miłych słów mówimy publicznie teraz. Wydaje mi się, że to jest potrzebne, by o tym mówić, bo w polskiej polityce i w ogóle w życiu publicznym jest mało takich par jednopłciowych i bardzo mało się mówi o nich. Jest wiele mitów i stereotypów, więc wiem, że trzeba o tym mówić i pisać, mimo że mnie osobiście czasem mierzi i uwiera fakt, że znowu trzeba o tym mówić. Ale tak trzeba” – dodaje Biedroń

„Widoczność daje nam mandat do tego, żeby w ogóle mówić, że istniejemy, a dopiero następnie upominać się o swoje prawa. Bez widoczności nie będzie następnego kroku. Jeśli społeczeństwo nie będzie nas dostrzegać, to walka o nasze prawa będzie przegrana, bo będziemy zawsze zderzać się ze ścianą i z argumentem, że przecież nas nie ma, nie upominamy się i jesteśmy jakąś małą mniejszością, z którą nie trzeba się liczyć. Jeśli jest jeszcze coś, co bym chciał dla społeczności LGBT zrobić, to jest to uczynienie nas jeszcze bardziej widocznymi.” – podsumowuje Śmiszek

Przypomnijmy, że Polska to najbardziej homo- i transfobiczny kraj UE. Osoby nieheteronormatywne nie mają równych praw m.in. również tych do zawierania związków partnerskich, czy małżeństw. W większość krajów Unii Europejskiej uznaje się związki partnerskie osób tej samej płci (21/27 państw), a w coraz większej ilości państw również małżeństwa jednopłciowe (13/27 państw). W obliczu tego wiele par decyduje się na legalizację związku za granicą, jednak nawet w takich przypadkach nie jest on w Polsce uznawany prawnie. Część społeczności LGBT+, tak jak Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek czeka jednak na możliwość zawarcia małżeństwa w Polsce.

Ja bym po prostu chciał, żeby była taka możliwość. I czy zrobimy to w zaciszu urzędu stanu cywilnego, czy z wielką pompą na Wawelu, to jest to drugorzędna sprawa. Najważniejsze jest to, żeby doprowadzić do przesilenia politycznego. Chciałbym, żeby każdy miał prawo do wyboru tego czy sam chce wstąpić w związek, czy uważa, że to jest ważne, czy też nie ważne. Mi się wydaje, że najważniejszy jest wybór. Prawo do wyboru. Chciałbym, żeby to państwo, dla którego razem z Robertem ciężko pracujemy w ostatnich latach, nas w końcu uznało za pełnoprawnych obywateli i dało nam prawo albo do wielkiego greckiego wesela, albo kameralnej imprezy. Chciałbym by moje państwo uważało, że jesteśmy równymi obywatelami.” – dodaje poseł Krzysztof Śmiszek

Z Robertem Biedroniem i Krzysztofem Śmiszkiem rozmawiał Tomasz Piotrowski – zastępca redaktora naczelnego magazynu „Replika”.
LINK DO WYWIADU:
https://www.instagram.com/p/CaArjLhBRjR/

Joanna Ostrowska w Jury nagrody Teddy Festiwalu Berlinale

Selekcjonerka LGBT+ Film Festival, historyczka i dramaturżka zasiądzie w Jury nagrody Teddy na jednym z najbardziej prestiżowych festiwali filmowych na świecie.

Nagroda Teddy przyznawana jest od roku 1987, kiedy niemieccy filmowcy Wieland Speck i Manfred Salzberg założyli jury o nazwie International Gay & Lesbian Film Festival Association (IGLFFA) aby wręczać nagrodę dla filmów o tematyce queer. Pierwszą statuetkę otrzymał wtedy Pedro Almodóvar za film „Prawo pożądania”. W 1992 nagroda Teddy oficjalnie stała się częścią Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Zostaje wręczona w przeddzień ceremonii zamknięcia festiwalu w trzech kategoriach: film fabularny, film dokumentalny lub esej filmowy oraz film krótkometrażowy. Co roku przyznawana są także nagrody specjalne. Tegoroczne nagrody Teddy zostaną przyznane już po raz 36 filmom prezentowanych na berlińskim festiwalu, odbywającym się w dniach 10-20 lutego 2022.

W Jury nagrody zasiadają co roku organizatorzy festiwali filmowych LGBT+. Oprócz Joanny Ostrowskiej są to w tym roku Pepe Ruiloba z Raindance Film Festival w Londynie, Robert Moussa z Soura Film Festival w Berlinie i Faridah Gbadamosi reprezentująca Outfest w Stanach Zjednoczonych.

Joanna Ostrowska, reprezentująca w tegorocznym Jury polski LGBT+ Film Festival jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie historii. Pracuje jako wykładowczyni akademicka, dramaturżka i selekcjonerka festiwalu LGBT+ Film Festivalu. Przez lata należała do zespołu selekcyjnego Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W swojej pracy badawczej zajmuje się tematyką związaną z przemocą seksualną w czasie II wojny światowej i queer historią. Autorka głośnej książki “Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej” (2018), za którą otrzymała prestiżową nagrodę Mauthausen-Memorial-Forschungspreis oraz “Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej” (2021).

fot. W. Orski

 

Najbliższa, 13. edycja LGBT+ Film Festival odbędzie się w dniach 22-29 kwietnia, rekordowo w aż 10 polskich miastach: Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy, Szczecinie i Koninie. Na edycję warszawską organizatorzy zapraszają do nowego miejsca na kulturalnej mapie stolicy: Fabryki Norblina. Podczas festiwalu, oprócz projekcji filmowych odbędzie się też koncert, spektakle teatralne, dyskusje i wernisaże. 

Szczegóły na stronie https://lgbtfestival.pl/ i na Facebooku: https://www.facebook.com/LGBTfestival

Mirka Makuchowska i Marta Bartosiak – małżeństwo aktywistek – wywiad

Z MIRKĄ MAKUCHOWSKĄ, wieloletnią aktywistką, a obecnie wicedyrektorką Kampanii Przeciw Homofobii, i z jej żoną MARTĄ BARTOSIAK rozmawia Mariusz Kurc

fot. Emilia Oksentowicz/kolektyw

Jesteście małżeństwem, w Polsce oczywiście nieuznawanym, zawartym w Danii w 2018 r. Jak się poznałyście?

Marta Bartosiak: 2009 rok, Zielona Góra, w której całe życie mieszkałam. W kwestiach LGBT nic się w moim mieście nie dzieje, z grupką znajomych i z moją ówczesną partnerką Bunią patrzymy na Wrocław, gdzie powstał właśnie oddział Kampanii Przeciw Homofobii. Chciałyśmy coś robić. Cokolwiek. Choćby to było roznoszenie tęczowych ulotek walentynkowych, które zrobiła Kampania Przeciw Homofobii. Bunia napisała do KPH o te ulotki i że chcemy działać. Ekipa z KPH, w tym właśnie Mirka, przyjechała z Wrocławia zobaczyć, kim jesteśmy. Przywieźli nam te ulotki. Tak powstał oddział KPH w Zielonej Górze. Był 15 sierpnia 2009 r. Przez ponad 5 następnych lat prężnie działaliśmy.

A parą zostałyście kiedy?

MB: Parą zostałyśmy w 2015 r., wcześniej było luźne koleżeństwo i spotkania czysto aktywistyczne, mniej więcej raz na rok, od Parady do Parady. W 2015 r. Bunia zmarła, a Mirka przyjechała na pogrzeb.

Zaraz, zaraz Czy Bunia to Kasia Bienias?

MB: Tak.

O, Boże. Kasia była kontaktem Replikiw Zielonej Górze. Pamiętam, że zginęła tragicznie, gdy podczas wichury drzewo spadło na jej auto. Marta, nie wiedziałem, że miała ksywkę Bunia ani że byłą twoją dziewczyną.

MB: To właśnie Mirka stała się dla mnie wsparciem w tym potwornym okresie. Powolutku się do siebie zbliżałyśmy. Dzięki niej podniosłam się po tragedii, dzięki niej w ogóle zaczęłam chcieć się podnosić. Mirka była moim światełkiem.

Mirka Makuchowska: A dla mnie Kasia i Marta, które były razem kilkanaście lat, stanowiły jakby wzorcowy lesbijski związek, obserwowałam i podziwiałam je.

MB: Miesiąc po wypadku wyprowadziłam się z Zielonej Góry. Nie byłam w stanie tam dalej mieszkać, musiałam całkowicie zmienić scenerię. Przyjechałam do Warszawy.

Mirka, ty jesteś z Wrocławia.

MM: Tak, ale już wtedy, od 2012 r., mieszkałam w Warszawie.

Parom jednopłciowym, które biorą ślub za granicą, zadaje się zwykle pytanie, dlaczego się zdecydowały, skoro ten ślub nie ma prawnego znaczenia w Polsce.

MM: Dla mnie niewątpliwie śmierć Kaśki wpłynęła na decyzję. Marta była w żałobie, zobaczyłam z bliska kruchość życia. Koniec może być nagły, to zostało w mojej głowie. Więc gdy zaczęłyśmy o ślubie rozmawiać, zniknęło mi myślenie: „Musimy poczekać, aż to będzie w Polsce możliwe”. Nie, na nic nie będę czekać, bo nie wiem, czy jutro będę jeszcze na tym świecie. Wcześniej jak najbardziej miałam postanowienie, że nie zrobię tego za granicą, uważałam to wręcz za ujmę na godności, by jechać gdzieś, bo w Polsce jest zakaz. Poza tym, tak, dziś ten certyfikat leży w szufladzie i kurzy się, jednak jest dla mnie symbolicznym znakiem chęci ustatkowania się.

MB: Żadnego ślubu humanistycznego, żadnego ślubu za granicą – no way! Chcę mieć ślub prawdziwy i w Polsce i musimy najpierw to wywalczyć, inaczej to jest jakiś rodzaj zdrady. Taki miałam pogląd przez całe lata. A potem, już kilka miesięcy po śmierci Buni, wiedziałam, że Mirka jest tą osobą, z którą wezmę ślub, i nie mogę z nim czekać na Polskę. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Sara Ramirez, niebinarna aktorka z kontynuacji „Seksu w wielkim mieście”

Z aktorką SARĄ RAMÍREZ, odtwórcą roli Che w serialu „I tak po prostu”, kontynuacji kultowego „Seksu w wielkim mieście”, rozmawia Artur Zaborski

fot. HBO

Uzgodniliśmy z Sarą, że w treści wywiadu zastosowane zostaną naprzemiennie zaimki/końcówki męskie i żeńskie, zarówno w odniesieniu do samej Sary, jak i granej przez nią postaci Che.

Twoja serialowa bohaterka Che Diaz jest osobą niebinarną. Odnoszę wrażenie, że twórcy I tak po prostu naprawdę postarali się, by go właściwie zaprezentować na ekranie.

To prawda. Nie dostajemy jakichś szczątkowych informacji na jej temat, dokładnie poznajemy jego życie. Dowiadujemy się, że przy urodzeniu została zidentyfikowana jako biologiczna kobieta, ale nie określa się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna. Czasami jest obiema płciami, czasami żadną. Jest w spektrum tożsamości płciowej, choć ma bardziej męską ekspresję. Jej orientacją psychoseksualną jest biseksualność, ale Che czuje pociąg seksualny i romantyczny do więcej niż jednej płci. Identyfikuje się natomiast jako osoba queer. Bardzo lubię Che.

Za co?

Ma wielkie serce i świetną prezencję. Jest osobą mądrą, ludzką, zabawną, dynamiczną, bałaganiarską i niezwykle złożoną. Pojawia się w serialu, żeby trochę namieszać. Jest postacią prawdziwą, żyje w zgodzie ze sobą i za nic nie przeprasza, bo bardzo ciężko zapracował na to, żeby być tam, gdzie jest. Swoją postawą inspiruje innych bohaterów, rozbudzając w nich refleksje na temat skrywanych potrzeb i smutków.

Podobał ci się oryginalny Seks w wielkim mieście?

Mam do niego szczególny sentyment z powodu Nowego Jorku, który stał się moją miłością po raz pierwszy, gdy się do niego wprowadziłam we wczesnych latach 90., a po raz drugi, gdy stał się moim ulubionym bohaterem „Seksu w wielkim mieście”. Mam też dużo szacunku do tego, jak na ekranie pokazano relacje, które łączyły serialowe bohaterki. Cieszyło mnie, jak bardzo się nawzajem wspierały. Serial inspirował mnie również seksualnie, co pokazuje, jak mocno przyczynił się do progresu społecznego. Oczywiście, nie był idealny, ale ja powtarzam, że ważne jest, by dążyć do postępu, a nie do perfekcji. Przełom wieków to dla mnie początek pracy w aktorstwie i zarazem okres marzeń, by wystąpić gościnnie – chociażby jako drzewo! – w „Seksie…”. Bardzo się cieszę, że teraz te marzenia się dla mnie spełniły. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Anna Dżabagina o sobie i innych lesbijkach na polskich uniwersytetach

Z ANNĄ DŻABAGINĄ, historyczką literatury, autorką książki „Kalkowska. Biogeografia”, o coming outach przed rodziną i na uczelni, o jej bohaterce – biseksualnej pisarce sprzed stu lat – i o widoczności nieheteroseksualnych kobiet w polskich naukach humanistycznych rozmawia Małgorzata Tarnowska

fot. Emilia Oksentowicz/kolektyw

Bohaterką twojej biograficznej książki jest polsko-niemiecka pisarka Eleonora Kalkowska (1883-1937), jak się okazał biseksualna.

O tym, że Kalkowska była pisarką biseksualną, dowiedziałam się, dopiero kiedy zaczęłam czytać niemieckojęzyczne źródła poświęcone jej twórczości. Pamiętam dokładnie, jak natrafiłam na fragment o tym, że w latach 20. żyła w związku z bardzo uznaną modernistyczną rzeźbiarką Milly Steger. Prowadziła dosyć otwarte, mówiąc współczesnymi kategoriami: wyoutowane, życie nieheteronormatywnej kobiety.

Co poczułaś jako badaczka lesbijka kiedy odkryłaś, że masz do czynienia z queerową pisarką?

Było to dla mnie absolutnie zwalające z nóg.

W Polsce o tym nie pisano?

W żadnym z tekstów, które ukazały się o Kalkowskiej – czy to na początku lat 90., czy dwutysięcznych – nigdzie taka wzmianka się nie pojawia.

Skąd ten rozdźwięk w recepcji jej seksualności?

Myślę, że zagadnienie jej nieheteronormatywności zostało dostrzeżone w Polsce dopiero teraz ze względu na większą otwartość zachodniej akademii na poruszanie queerowych wątków. Co prawda polskie studia queerowe są obecnie dość prężnie rozwijającym się obszarem badawczym, przynajmniej w kontekście historii literatury, ale w kontekście literatury francuskiej, niemieckiej i anglosaskiej ten proces trwa już od wielu dekad.

Z czego wynikała trudność związana z tym odkryciem?

Pojawiły się we mnie różnego rodzaju obawy. Moje badania przebiegały w dość bliskiej współpracy z żyjącą rodziną Kalkowskiej, a jak wiemy z różnych przypadków historycznych, zdarza się, że to współczesna rodzina jest głównym cenzorem, który nie godzi się na to, żeby o nieheteronormatywnej przeszłości ważnych postaci historycznych – czy to pisarzy, czy artystów – pisać czy wzmiankować. Często są to pola walki na ten temat. Tak było w przypadku dziennika Anny Kowalskiej, którego fragmenty dotyczące związku z Marią Dąbrowską zostały ocenzurowane ze względu na naciski rodziny. Strategia, którą ostatecznie obrałam w pisaniu o seksualności Kalkowskiej, była najbardziej zgodna z moim sumieniem, ale też faktami historycznymi. Pisałam o tym, że miała męża Marcelego Szarotę, i tak samo napisałam o tym, że miała partnerkę – Milly Steger. W dzienniku jej przyjaciółki, dość znanej malarki ekspresjonistycznej Gabrielle Münter, Kalkowska jest opisywana jako społecznie zaangażowana, lewicowa, feministyczna, pacyfistyczna, otwarcie żyjąca ze swoją seksualnością kobieta biseksualna. Dokładnie w ramach takiej samej narracji wprowadziłam ten wątek do swojej książki. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.