Dana Vitkovska, transpłciowa voguerka z Ukrainy

Z DANĄ VITKOVSKĄ, transpłctową tancerką i performerką specjalizującą się w voguingu, bohaterką filmu dokumentalnego „Ciało wojny” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta, rozmawia Angela Getler

fot. Mateusz Jaskot

Jak się czujesz kilka miesięcy od premiery filmu?

Już jest dobrze. Było to dla mnie bardzo dużym przeżyciem.

Jakie emocje ci towarzyszyły?

Ekscytacja, że mogę być częścią takiego dużego projektu z takimi nazwiskami. Jako artystka oraz jako aktywistka i osoba z Ukrainy. Ale też przerażenie, bo wiedziałam, że to będzie film, który wygeneruje różne opinie. Komuś może bardzo się spodobać, komuś nie. Podzieliłam się bardzo prywatną częścią mojego życia i bałam się, że nie będę mogła się od tego zdystansować.

Dlaczego zostałaś zaangażowana do tego filmu?

Film jest opowieścią o ciałach z perspektywy wojny. Są w nim trzy historie – o żołnierzach, którzy stracili kończyny, o kolektywie artystycznym Open Group, robiącym wystawy na tematy polityczne, oraz o mnie, jako queerowej artystce mieszkającej w Warszawie. Myślę, że zostałam zaproszona do udziału, by dodać kontrastu bardzo mrocznym i tragicznym obrazom wojny w Ukrainie, ale też, by spojrzeć na nią pod innym kątem.

Kiedy tu przyjechałaś?

Osiem lat temu, a moja mama przyjechała dwa lata wcześniej. Gdy w 2014 r. zaczęła się wojna na Krymie i wschodzie kraju, ona wiedziała, że wszystko szybko się nie skończy. Myślała naprzód. Okazało się, że mamy polskie pochodzenie i że to najłatwiejsza droga do emigracji z Ukrainy. Gdy skończyłam szkołę w Ukrainie, przeprowadziłam się i ja. Najpierw zamieszkałam we Wrocławiu, ale zupełnie nie mogłam tam się odnaleźć. W międzyczasie spotkałam tancerkę i performerkę Bożnę Wydrowska. Zaczęła angażować mnie do różnych artystycznych projektów i wspólnych warsztatów voguingu w Warszawie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Poznałam przez to też wielu ludzi, zaczęłam mieć różnych znajomych. Po roku po prostu się tu przeniosłam.

Co się dalej działo?

Moim celem było pójście na studia, co było mi też potrzebne w staraniach o polskie obywatelstwo. Dostałam się na dziennikarstwo kulturowe. Na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Zaczęłam studia jeszcze przed tranzycją, a skończyłam już jako ja, Dana. Myślałam, że będzie gorzej, ale okazało się, że nawet większość wykładających księży była bardzo spoko. Na dodatek pracę dyplomową napisałam o kulturze ballroomu, czyli kulturze osób queerowych, transpłciowych, Czarnych, w tym trans kobiet z Nowego Jorku.

Jak komisja egzaminacyjna przyjęła taki temat?

Moja promotorka jest bardzo postępowa i była otwarta, ale był taki moment, że ksiądz prodziekan chciał zmusić egzaminatorów do misgenderowania mnie. Mieli się do mnie zwracać tak, jak mam w dokumentach. Jak mnie jednak zobaczyli na żywo, stwierdzili, że to nie ma sensu. I nawet ten ksiądz wtedy już po prostu zwracał się do mnie bezosobowo.

Czemu nie zmieniłaś danych przed obroną?

Bo musiałabym jechać do Ukrainy. Przez ambasadę się nie da, bo tam nie załatwiają żadnych dokumentów osobom z męskim oznaczeniem płci. Chcą, żeby wróciły, by wcielić je do wojska. Z ich strony mam związane ręce. Na razie więc czekam na polskie obywatelstwo. Prawie rok trwało, by złożyć do urzędu cały pakiet dokumentów. Gdy dostanę obywatelstwo, to wtedy będę mogła formalnie zmienić imię i oznaczenie płci. Mieszkam w Polsce już osiem lat, tutaj jest całe moje życie. Chcę przejść przez ten cały proces tutaj, ponieważ mam wsparcie. Do Ukrainy nie wrócę, bo jeśli nie wcielą mnie do wojska, to zrobią coś innego.

Co takiego?

Czytałam o trans kobiecie, która na początku wojny próbowała wyjechać z Ukrainy. Miała już zmienione wszystkie dane, ale w systemie zobaczyli, że kiedyś było inaczej i jej nie wypuścili  

Z Kraju. Jeśli tam pojadę, to dopiero jako Polka.

Skąd jesteś?  

Z Krzemieńczuka, w samym centrum Ukrainy. Tam jest o wiele „grubiej” niż tutaj.

Czyli jak?

Jest o wiele gorzej pod względem homofobii, transfobii i w ogóle queerfobii. Wydaje mi się, że jakbym zaczęła tam tranzycję, to chyba przez pierwszy rok wychodziłabym nie z domu, póki nie miałabym większego passingu. Choć wydaje mi się, że to się zmienia wszędzie i w Polsce dziesięć lat temu pewnie też było gorzej niż teraz. Tu jednak znalazłam swoje bezpieczne przestrzenie, przyjaznych ludzi i zaczęłam zgłębiać siebie przez bale czy queerowe imprezy.

Jak ten proces akceptacji własnej tożsamości u ciebie wyglądał?

W Ukrainie nie ma żadnej świadomości na temat transpłciowości. Gdy dorastałam, nie wiedziałam, co to jest. Nawet tutaj zajęło mi trochę czasu, by zrozumieć siebie i to był bardzo długi proces. A przecież tkwiłam już w kulturze ballroomu, która została stworzona przez Czarne trans kobiety. One były bardziej inspiracjami tanecznymi, ale wydaje mi się, że znając ich historie z lat 80. i 90., miałam z tyłu głowy, że transpłciowość…, że to jest bardzo trudne. Bałam się bycia transpłciową kobietą, bo wydawało mi się, że to najgorsze, co może się wydarzyć.

Co było w ich historiach przerażającego?

Przemoc, dyskryminacja, wykluczenie. Bałam się, że i mnie to spotka. Potem zrozumiałam, że czasy się zmieniają i jest w tym też bardzo dużo piękna.

Jak więc się postrzegałaś w młodości?

Namiastki były od dzieciństwa, ale myślałam, że to wszystko jest powiązane z orientacją seksualną. Gdy zaczęłam odkrywać siebie na queerowych imprezach i wyrażać się coraz bardziej kobieco, zaczęło to przechodzić w życie codzienne. By zrobić „pazy”, depilację albo ubrać się bardziej kobieco. Zrozumiałam, że bardzo dobrze czuję się w kobiecej ekspresji. Moja terapeutka powiedziała mi: „Pojedź tam, gdzie czujesz się bezpiecznie i po prostu spróbuj wyrażać się tak kobieco nie tylko na imprezach, ale przez cały dzień”. Gdy byłam w samolocie do Madrytu, to zaczęłam płakać. Dotarło do mnie, że nawet nie potrzebuję tej podróży, bo i tak już wszystko wiem. Jak wróciłam, to zaczęłam tranzycję. 

Cały wywiad do przeczytania w 122. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.