Ewa Błaszczyk: „Trudniej było grać z wąsami”

Z aktorką EWĄ BŁASZCZYK rozmawia Rafał Dajbor

fot. arch. Fundacji „A kogo”

Rozmowę z panią chciałbym zacząć rzecz jasna od serialu Zmiennicy. To chyba wciąż najpopularniejszy tytuł z pani udziałem?

Zdecydowanie tak. Ma na to wpływ nie tylko to, że to świetny serial, lecz także liczba powtórek. Chyba żaden inny fi lm, w którym grałam, nie jest aż tak często pokazywany w telewizji. Tak jest od premiery tego serialu. Miało to swoje pozytywne i negatywne konsekwencje. Te pozytywne – jeszcze z czasów PRL-u – to na przykład fakt, że dostawałam na bazarze świeższy szczypiorek i lepsze jajka. Ale miłośnicy fi lmu „Nadzór” pytali wręcz, jak mogłam po takiej roli wystąpić w jakiejś komedii.

Czym było dla pani zagranie postaci, która występuje w dwóch tożsamościach kobiety oraz kobiety udającej mężczyznę? Czy sam fakt, iż ktoś uznał, że będzie pani wiarygodna jako mężczyzna, nie wywołał w pani negatywnych emocji dotyczących własnej kobiecości?

Nie miałam żadnego związanego z tym stresu, ponieważ od samego początku widz miał wiedzieć, że to jest tylko maskarada. To nie było jak na przykład z Dustinem Hoff manem w „Tootsie”, tu od razu była „umowa” z widzem, mrugnięcie okiem – aby mieć robotę taksówkarza, moja bohaterka musi zdecydować się na taki trik. Może tylko klejenie wąsów nie było zbyt komfortowe, ale nie miałam aż tak wielu dni zdjęciowych z wąsami. Dla mnie, w tamtym czasie, najważniejsze było, żeby wyjść z szuflady „umęczonej Matki Polki” po fi lmie „Nadzór”.

Miał on premierę w 1985 roku, czyli na krotko przed rozpoczęciem produkcji Zmiennikow.

gadza się. Po premierze tego fi lmu telefon z propozycjami nie przestawał dzwonić, a każda z tych propozycji to była po prostu kolejna wersja Klary z „Nadzoru”. Wiadomo – sprawdziłam się w jakimś typie roli, więc… Na szczęście w tym czasie śpiewałam w Kabarecie pod Egidą, zagrałam rolę ekstrawaganckiej prostytutki w Teatrze Telewizji „Dusia, Ryba, Wal i Leta” u Basi Sass, panią psycholog Emilię w „Umrzeć ze śmiechu” Jacka Janczarskiego z Gabrysią Kownacką, także w Teatrze Telewizji. Chciałam się rozwijać, oddalać od Klary. A komediowa rola w „Zmiennikach” była jedną z dobrych ku temu okazji.

Wspomniała pani o swoim mężu Jacku Janczarskim, wspołscenarzyście Zmiennikow. W jednym z odcinkow zagrał on epizod geja, ktory podrywa panią w męskim przebraniu.

W windzie! Stanisław Bareja uwielbiał takie żarty, do „Zmienników” zatrudnił do jednej z ról swojego przyjaciela, Jana Łomnickiego, a i sam chętnie grał w swoich fi lmach. Tamta generacja reżyserów i w ogóle artystów uwielbiała tego rodzaju żarty i zabawy.

Są w Zmiennikach pewne teksty, ktore dziś mogą uchodzić za homofobiczne. Na przykład Mariusz Gorczyński jako pijak obserwujący, jak odkleja pani wąsy i staje się z powrotem kobietą, stwierdził, że go mgli, jak patrzy na zboczeńca, a Bronisław Pawlik jako poprzedni zmiennik Jacka powiedział, iż dopoki nie dowiedział się, że pani postać to jednak kobieta, nie mogł na was patrzeć od momentu, gdy widział wasz pocałunek. Jak wtedy odbieraliście państwo te fragmenty dialogów?

Każdy z nas, aktorów, jak i reżyser Stanisław Bareja, miał w swoim przyjacielskim i koleżeńskim gronie osoby homoseksualne i traktowaliśmy to wszyscy po prostu zwyczajnie. Było jasne, że są geje i lesbijki, a te teksty uznawaliśmy jako pasujące do postaci, które je wypowiadają – i to wszystko! Dopiero dzisiaj, gdy jesteśmy wszyscy tak strasznie podzieleni, sami wytwarzamy jakieś zupełnie niepotrzebne napięcie wokół na przykład tych dialogów, które pan przytoczył – próbujemy je doprecyzowywać, dopytywać, co znaczyły i kto jak na nie reagował.

Wróćmy do filmu Nadzor Wiesława Saniewskiego z panią w roli Klary Małosz, która w kobiecym więzieniu staje się obiektem pożądania i uwodzenia ze strony strażniczki granej przez Grażynę Szapołowską. W filmie tym były także sceny o charakterze lesbijskim, jak na przykład naga bojka pod prysznicem. Ewa Szykulska w wywiadzie dla Repliki zdradziła mi, że grałyście panie takie sceny pod lekkim wpływem alkoholu…

To prawda, było winko, żeby się rozluźnić i nie wstydzić. Ale nie było ani z naszej strony, ani ze strony reżysera żadnej dosadności, ani podekscytowania wpływającego na podejście do tematu, który był dla nas tematem jak każdy inny. Pamiętam też ważny wątek z pomarańczą, którą wręcza mi postać grana przez Grażynę Szapołowską, żeby mnie jakoś przekupić, przeciągnąć ku sobie i na swoją stronę. Z tą pomarańczą wiąże się anegdota związana ściśle z czasami, gdy kręciliśmy „Nadzór”. W tym czasie w całej Warszawie nie dało się kupić pomarańczy i w końcu drugi reżyser Witold Holtz wypożyczył ją z ambasady – już nie pamiętam której, francuskiej albo amerykańskiej. Była bardzo cennym rekwizytem, bo po zdjęciach musiał ją zwrócić . Było to na swój sposób symboliczne – w fabule pomarańcza symbolizowała coś, co jest cenne i co trudno zdobyć, w rzeczywistości też była czymś właśnie takim.

A jak wspomina pani szkołę teatralną? Jadwiga Jankowska-Cieślak w wywiadzie dla Repliki wspominała jedną z profesorek, która mówiła, że zbyt miękkiego chłopaka trzeba usunąć z grona studentów, bo to pedał. Dowiedziałem się potem, że tą profesorką była Rena Tomaszewska. Z kolei Ewa Szykulska powiedziała mi, iż profesor Tomaszewska była lesbijką. Pamięta pani jakieś homofobiczne zachowania pedagogów?

Niczego takiego sobie nie przypominam. Pamiętam jedną rozmowę z Reną Tomaszewską, w której tłumaczyła mi coś wręcz przeciwnego – że my, studenci tworzący jeden rocznik, jesteśmy tak różnorodni, bo w teatrze jeden musi zagrać intelektualistę, drugi zbrodniarza, a trzeci prostego człowieka; że jeden dużo w sobie niesie, ma bogate wnętrze, a drugi nieco mniej bogate, ale za to dobrze wygląda. Miałam z Reną Tomaszewską dobry kontakt, lubiłam z nią rozmawiać, bo to była mądra kobieta. W jakiś sposób wyróżniała z naszego roku mnie i Kasię Hanuszkiewicz, od lat mieszkającą w USA. Ale nigdy nie wyczułam w tej sympatii niczego lesbijskiego.  

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym, 117. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.