„Gniew nie mija” – Bart Andersen wygrał z Polską w Trybunale w Strasburgu

Z BARTEM ANDERSENEM, który pozwał Polskę o brak możliwości transkrypcji małżeństwa zawartego w Walii, rozmawia Angela Getler

arch. pryw.

 

O co z mężem pozwaliście Polskę?

O brak możliwości transkrypcji małżeństwa zawartego prawie rok wcześniej w danym momencie, po tym jak prokuratura krajowa zleciła monitorowanie takich par jak nasza.

Kiedy to było?

Staraliśmy się o transkrypcję od dnia zakochanych w 2017 roku. Po kolejnych procesach w Polsce nasza sprawa wylądowała w Strasburgu w 2022 roku. Wyrok zapadł dopiero w tym roku w kwietniu*.

Mieszkacie w Walii, po co wam ta transkrypcja?

Było mi to wtedy potrzebne, bo chciałem studiować w Polsce stomatologię, a brak transkrypcji sprawił, że musiałem zmieniać plany. Było to bardzo stresujące.

Gdy przenosisz się z państwa, gdzie z małżonkiem masz uregulowany status związku do miejsca, gdzie de jure jesteście sobie obcymi osobami, to pojawia się mnóstwo problemów. Zwłaszcza gdy tylko jedno z was mówi po polsku. Wpływa to na sposób, w jaki sposób możemy zarządzać naszymi codziennymi sprawami, ale też niecodziennymi, na przykład, takimi jak spadki. Do dzisiaj nie wiem, w jaki sposób to będzie funkcjonowało.

Gdyby polskie prawo uznawało nasze małżeństwo, to przenosiny oraz podróże do Polski byłyby dla nas możliwe. Żartujemy, że przeprowadzka do Polski w tym momencie byłaby co najwyżej najszybszą drogą, żeby wziąć rozwód.

Co orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu?

Orzekł oczywiście, że Polska złamała swoje zobowiązania prawne. To było do przewidzenia, dlatego że w podobnych kwestiach, chociaż niekoniecznie takich samych, orzekano podobnie. Trybunał w Strasburgu jest jednak niekonkretny i wymaga uznania jakiejkolwiek formy związku, czyli na przykład związku, gdzie można tylko odbierać nawzajem listy, jak i małżeństwa z pełnią praw.

Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka już w 2018 roku wydał opinię, że wszystkie prawa rodzinne, jakie mają pary heteroseksualne, powinny być zagwarantowane także parom jednopłciowym oraz że nie powinno się w tym celu wprowadzać odrębnej instytucji związku formalnego (partnerskiego – przyp. red.), lecz że „najprostszym i najbardziej efektywnym sposobem”, by powyższe zapewnić, będzie rozszerzenie prawa do małżeństwa na pary jednopłciowe.

Masz więc ten wyrok. I co teraz?

Bardzo dobre pytanie, ponieważ Polska nie respektuje prawa i nie stosuje się do wyroków Trybunału od lat. Rządy w Polsce nie są demokratyczne. Na przykład Alicja Tysiąc czekała dekady na implementację swojego wyroku w sprawie uniemożliwienia jej dostępu do aborcji. W międzyczasie umarła, a wyrok nadal nie jest respektowany. To więc było nie tylko pod rządami Zjednoczonej Prawicy, ale też pod rządami PO oraz KO i jej koalicjantów. Jesteśmy z mężem w sytuacji Alicji Tysiąc, być może będę miał wypadek albo w jakiś inny sposób umrę i po prostu nie doczekam tak jak ona.

Jako społeczność musimy wychodzić z jakiejś pozycji siły, gdzie domagamy się, by nasze prawa były respektowane, a nie z pozycji płaszczenia się przed politykami.

Czy wobec niewykonywania wyroku przysługuje ci jakieś odszkodowanie?

Dostałem jakieś symboliczne „odszkodowanie” tysiąc euro mimo ośmioletniego procesu, wpływu, jaki na mnie miał, jego kosztów i ciągłego braku transkrypcji. I miałem szczęście, bo większość pozywających Polskę w podobnych sprawach nie dostała niczego.

Koszt dla państwa jest bardzo symboliczny, więc Trybunał „wysyła wiadomość”, że łamanie praw człowieka jest tanie. Tymczasem sędziowie Trybunału mają bardzo dobre płace, bardzo dobre emerytury, więc nie wiem, na co te pieniądze idą z naszych podatków. Czy potrzebujemy słabych instytucji, które tak naprawdę nas nie chronią? To stosuje się też do sądów w Polsce. Sędziowie mają swoje protesty, ale kiedy przychodzi coś złego, nie wykazują żadnego zainteresowania prawami człowieka. Zwłaszcza, kiedy ich kariera czy społeczna pozycja są w jakiś sposób zagrożone. A przecież te prawa dotyczą też ich samych, ponieważ byli i znów mogą być ofi arami politycznej nagonki. Zaufanie do sędziów jest niskie nie bez powodu – brak im przysłowiowych jaj. Tak się czuję, że nie mamy sojuszników i musimy liczyć wyłącznie na siebie.

Oczywiście nie zamierzam biernie czekać na przyjęcie nowego prawa. Już teraz złożyłem skargę na sędzię, która orzekała w naszym procesie w Polsce oraz pracuję nad listem otwartym. Omawiam go z prawnikiem i z innym małżeństwem z Polski. To jest symboliczna rzecz, realnie nie mamy żadnych narzędzi, by zrobić cokolwiek. Ludzie nie powinni być w takiej sytuacji, ale to przejaw braku sprawczości obywatelskiej w krajach niedemokratycznych. Mam jednak trochę wolnego czasu, mam trochę wolnego gniewu, więc warto to wykorzystać.

Ministra Katarzyna Kotula dogadała się z PSL-em w sprawie projektu ustawy o statusie osoby najbliższej. Czekamy, kiedy ten projekt ujrzy światło dzienne. Czy taka ustawa sprawi, że Polska przestanie naruszać twoje prawa?

Jest to żałosne i obraźliwe. Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Nawet związki partnerskie byłyby rozwiązaniem może w 1989 roku, ale nie w 2025 roku, kiedy po prostu potrzebujemy pełnego równouprawnienia.

Czy nie minął ci gniew po dziesięciu latach?

Na Polskę na pewno nie mija. Dosłownie od czasu upadku reżimu PRL-u praktycznie nic nie zmieniło się w sytuacji prawnej osób LGBT w Polsce. Wiele osób miało nadzieję, że po wyborach 2023 roku nastąpi jakiegoś rodzaju demokratyzacja, ale zamiast tego widzimy coraz gorszą sytuację. Na przykład rząd zawiesza prawa człowieka na granicy, czyli de facto unicestwia układ z Schengen i maltretuje niewinnych ludzi. To bardzo zły sygnał, który oznacza, że będziemy następni, jeśli tylko pojawi się taka okazja i będzie trzeba szukać jakichś kozłów ofi arnych.

W Wielkiej Brytanii wywołano wojnę kulturową z osobami transpłciowymi, dlatego że nie wychodziło politykom w gospodarce po brexicie. Nadal nie wychodzi, więc ta wojna trwa i rozszerza się z rosnącą wrogością wobec wszystkich osób LGBT.

Ale przecież teraz w Wielkiej Brytanii rząd jest lewicowy. Nie próbuje jakoś załagodzić tej sytuacji?

W ogóle nie, gdyż jest kontynuacja tego, co było wcześniej. Jest jeszcze gorzej niż za czasów rządów konserwatywnych, choć to wtedy nakręcono tę spiralę. Oczywiście byli też „pożyteczni idioci”, którzy sami będąc gejami i lesbijkami, ustawiali się w kolejce, żeby dopiekać osobom trans. Osoby, które nienawidzą osób trans, często też nienawidzą całej reszty osób LGBT i innych grup. Wzrosła liczba przestępstw motywowanych uprzedzeniami. Kiedy pracowałem jako policjant, był to w miarę stabilny problem. Ostatnio jest gorzej. Pamiętam bardzo smutne sceny sprzed około roku, gdy w Anglii mieliśmy rasistowskie zamieszki. Ponieważ nie było żadnych w Walii, to wiele osób przyjechało tutaj na dwa czy trzy tygodnie, żeby w jakiś sposób przeczekać niepokoje. 

Cały wywiad do przeczytania w 118. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.