Grabari i Irene Salamon o fenomenie przyjaźni gejów i dziewczyn hetero

Właśnie ukazała się książka „Dyskoteki, chłopaki i ogólnie takie, takie”, w której o tym, jak się podrywa chłopaków zarówno na jednorazowe „ustawki”, jak i na dłużej, rozmawiają nasz stały współpracownik PIOTR „GRABARI” GRABARCZYK i projektantka mody IRENE SALAMON, czyli gej i jego przyjaciółka hetero (albo heteryczka i jej przyjaciel gej). U nas Grabari i Irene rozmawiają o fenomenie takich przyjaźni

fot. Adrian Białkowski

Grabari: Gej i jego hetero przyjaciółka w jednym stali domu… Jak my się znajdujemy?!

Irene: Jak my się znajdujemy, gdy nawet nie wiemy jeszcze, że ci nasi koledzy i przyjaciele są gejami?

G: My sami czasami jeszcze tego nie wiemy!

I: Mnie zawsze do nich ciągnęło…

G: Dla takiego dorastającego geja przyjaciółki znaczą wiele, nawet na takim powierzchownym poziomie. Fakt, że otaczał mnie wianuszek koleżanek w szkole był wygodną wymówką, jeśli ktoś podejrzewał mnie o bycie gejem, niezależnie, czy byliby to inni chłopcy, czy rodzice. „Wokół Piotrka to same dziewczyny!” – powtarzała im moja polonistka. Z jednej strony taka iluzja daje spokój, z drugiej buduje fałszywą tożsamość i potem przy coming oucie następuje wielkie zdziwienie, że jak to gej, a tych dziewczyn tyle zawsze było obok… No ale same do mnie lgnęły!

I: Ja też lgnęłam i jak się nad tym zastanowić, to raczej niewiele tych przyjaźni miałam z chłopakami hetero. Czy w tym połączeniu chodzi o podobną wrażliwość? Jej nie warunkuje przecież orientacja, ale może już od najmłodszych lat czujemy, że w opozycji do chłopaków hetero to dziewczyny i geje mogą mieć pod górkę, i to nas podświadomie do siebie zbliża.

G: Swoje robi też brak tego podtekstu romantyczno-seksualnego. Choć pewnie na początku to może być dziwne, bo jednak mamy wtłaczane do głów, że jeśli osoba płci przeciwnej się tobą interesuje, chce spędzać z tobą czas, może to oznaczać tylko jedno. A w naszym przypadku to po prostu szczera sympatia. Nie ma chyba lepszego fundamentu do budowania przyjaźni.

I: Nie ma tych wszystkich gierek, podchodów, rywalizacji. To stwarza bezpieczną przestrzeń, gdzie nie musimy martwić się, co powiemy, jak wyglądamy czy jakie sygnały wysyłamy.

G: Nie do końca rezygnowałbym z tego stereotypowego spojrzenia na wrażliwość, że to jest coś, co łączy kobiety i gejów. Nie bez powodu część homoseksualnych chłopaków ma problem z tym, żeby odnaleźć się w relacjach z kolegami. Brakuje wspólnych tematów, nie chcesz grać w piłkę ani obleśnie komentować dziewczyn, rozmijacie się w zainteresowaniach. Jak chciałem porozmawiać z kimś o Spice Girls czy pobawić się lalkami, to wiedziałem dobrze, do kogo z tym iść, i nie był to żaden z moich kolegów. Chłopcy się nawzajem oceniają, od początku tworzy się system hierarchiczny, w którym najsilniejsi, najbardziej męscy dowodzą grupą, a jak odstajesz, to jesteś wyśmiewany.

I: Podejrzewam, że chłopaki hetero też uwielbiali Spice Girls, ale nawet nie mogli się tym z nikim podzielić, bo przed kolegami głupio się do tego przyznać, a przed dziewczynami tym bardziej. W ich mniemaniu oczywiście – jak pokazuje twój przykład, również oni byliby przez nas zaopiekowani w tej sferze. (śmiech)

G: Czyli kobieca opiekuńczość, mamy kolejny stereotyp do kolekcji!

I: Opiekuńczość po prostu. W naszym gimnazjum czy liceum nie było ujawnionych osób LGBT+, a te, o których wiedzieliśmy, to byli nasi bliscy przyjaciele i pamiętam, że był to dla nas wrażliwy temat – martwienie się o ich bezpieczeństwo, czy będą mogli, tak jak my, hetero, doświadczać tych relacji ze swoimi drugimi połówkami, i jak reagować, gdy pojawiały się pytania czy plotki dotyczące ich orientacji. Czy je od razu dementować, czy jednak przyjmować postawę, w której i tak nie ma w tej informacji nic złego, więc po co zaprzeczać?

G: Przyjaciółki gejów są na froncie, jeśli chodzi o powierzanie tej tajemnicy. Zaryzykowałbym nawet tezę, że zdecydowana większość tych naszych coming outów odbywa się właśnie przed nimi. Że to często one są pierwszymi osobami, które wiedzą, na długo przed rodziną i całą resztą. W moim przypadku było podobnie – po tym jak zakochałem się po raz pierwszy w chłopaku, nie wytrzymałem długo i moja przyjaciółka Monika była pierwszą osobą, przed którą w ogóle zwerbalizowałem to, co się działo w mojej głowie. Ona zresztą poznała też tego chłopaka, bo to wszystko się działo podczas naszego wakacyjnego wyjazdu, więc czułem, że mogę się przed nią otworzyć. Cała rzecz miała miejsce na Gadu-Gadu, bo nie miałem na tyle odwagi, żeby zrobić to twarzą w twarz.

I: I jak zareagowała? Była zaskoczona czy już się czegoś domyślała?

G: Jej reakcja była pozbawiona jakiejkolwiek oceny. Była raczej taka zapewniająca, że nic się między nami nie zmieni i wszystko będzie w porządku. Bo oczywiście w tej wiadomości wyraziłem taką obawę i dodałem, że mam nadzieję, że ta informacja nic między nami nie popsuje. Z perspektywy czasu bardzo mnie to wzrusza, bo dojrzałość, którą ona wtedy się wykazała, to nie jest coś, czego można wymagać od 17-latków. A dla mnie tych kilka słów wsparcia oznaczało cały świat. Nie miałem też żadnych wątpliwości, że ten „sekret” zostanie między nami. Przy coming oucie wchodzi się na poziom zaufania, który wybija poza skalę.

I: Zapytałam, czy się domyślała, bo wspominając coming out jednego z moich przyjaciół, pamiętam, że ja wiedziałam, że on jest gejem, ale czekałam, aż on się zdecyduje, żeby mi to powiedzieć. Poprzedzały to różne rozmowy, w których sugerował, że np. podoba mu się jakiś chłopak, ale nie było takiej defi – nitywnej deklaracji. Pewnego razu spotkaliśmy się w knajpie i tam zrobił przede mną coming out, który mnie wprawdzie nie zaskoczył, ale też wiedziałam, że muszę poczekać i nic nie wymuszać. I gdy powiedział mi, że jest gejem, to chciał, żebym o to pytała więcej, bo miał do przekazania i nadrobienia tyle informacji i opowieści, którymi wcześniej się nie dzielił, a ja też w swoich pytaniach o jego miłostki byłam bardziej zachowawcza.

G: Coming out bez wątpienia rozpoczyna nowy rozdział w takiej relacji, bo możemy już mówić o wszystkim. Ale jest jeden temat, który przyćmiewa inne. Chłopaki.

I: Bo ostatecznie chodzi o nich właśnie! Oczywiście, nasze zainteresowania wykraczają poza randkowanie i seks, ale możliwość swobodnej rozmowy o tym, kto nam się podoba, o naszych doświadczeniach, nadziejach i porażkach… To ekstremalnie zbliża.

G: Moja przyjaciółka na studiach na wieść o tym, że jestem gejem, odparła z entuzjazmem: „W końcu będę miała z kim porozmawiać o robieniu laski”, i nie myliła się.

I: Ja również takie porady dotyczące seksu oralnego otrzymałam i w myśl zasady, że mężczyzna wie najlepiej, jak zadowolić innego mężczyznę, przyjęłam je do wiadomości.

G: Dużo mówi się teraz o fetyszyzacji przyjaciela geja i ja absolutnie wierzę i wiem z własnego doświadczenia, że geje i ich przyjaciółki mają też inne tematy do rozmów niż kolesie, seks i ciuchy, ale nie zamierzam z akurat tym stereotypem jakoś specjalnie walczyć.

I: Są różne rodzaje znajomości i ich centrum zainteresowań jest gdzie indziej, ale w naszym przypadku bardzo często rozmawiamy o chłopakach, make-upach i modzie, bo to jest część naszego życia i ja się w ogóle tego nie wstydzę. W przypadku ciuchów choćby – to jest dla mnie ważne, jak wyglądam, sprawia mi to dużo frajdy i zawsze otaczałam się ludźmi, którzy te zainteresowania albo podzielali, albo choćby rozumieli. Bez względu na ich orientację.

G: Oj, już bez przesady, że bez względu na orientację. Cytując Madonnę: „Jeśli dwóch pedałów mówi ci, że coś wygląda źle, jesteś w tarapatach”. Ważne i potrzebne słowa.

I: Zapisuję.

G: Na celowniku są ostatnio dziewczyny, które mają przyjaciół gejów, ale jednocześnie wiążą się z homofobami, nie podejmując raczej żadnych działań, aby tym swoim facetom przemówić do rozsądku. Pytanie, czy to jest w ogóle ich zadanie i odpowiedzialność? Czy da się jednocześnie funkcjonować w tak odległych od siebie światach?

I: Dyskutowałam niedawno z koleżanką o binarności świata. Zaczynamy oswajać się z faktem, że ta binarność w kontekście orientacji seksualnych czy tożsamości płciowych nie jest dobra – że tych kolorów jest dużo więcej i wiele może nas ominąć. To binarne spojrzenie towarzyszy nam wszędzie: albo jest się za jedną opcją polityczną, albo za drugą. Albo ktoś jest homofobem, albo sojusznikiem. Dzieląc świat w ten sposób, nie jesteśmy w stanie znaleźć pierwiastka, który nas połączy. Mówienie o tej sytuacji, o której wspomniałeś, w taki sposób, przypisuje odpowiedzialność za chłopaka na jego dziewczynie, co jest częstym zjawiskiem – kobieta ma być odpowiedzialna za swojego mężczyznę. On jest niby uważany za tę decyzyjną stronę, ale jak tylko ma to jakieś negatywne konotacje, to ona nie daje z siebie wystarczająco dużo i wymaga się od niej pracy. Z drugiej strony, jak odnajdujesz się w sytuacji, gdzie masz przyjaciela, którego istnienie i prawa neguje najbliższa ci osoba? Pewnie patrzę na to zbyt optymistycznie i mam idealistyczne podejście, ale zawsze wierzę, że można nie tyle zmienić drugiego człowieka, ile pokazać mu inny świat i że jeśli go pozna, to nie będzie mógł się od niego odwrócić, chyba że będzie się okłamywać. Natomiast faktem jest, iż nie wyobrażam sobie być z homofobem, bo homofobia to agresja w stronę innego człowieka, a to nie są moje wartości. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, gdzie ta druga osoba jest – jak bardzo jest otwarta na to, że to, co myśli, może się zmienić?

G: Kobiety i geje to również wspólnota doświadczeń – obie grupy, rozszerzając gejów do osób LGBT+ w ogóle, są pierwszymi, po które sięga opresyjna władza, o czym przekonujemy się regularnie w Polsce. I o ile „pedały z kobietami” to nie tylko transparent, ale i realne wsparcie, o tyle kwestia tego, czy to działa w drugą stronę… Mam pewne wątpliwości i słodko-gorzkie refleksje. Widzę tęczę na każdym proteście dotyczącym aborcji, widzę tam dziesiątki tysięcy kobiet, ale nie widziałem ich na demonstracjach choćby po wydarzeniach z sierpnia 2020 na Starym Mieście w Warszawie. I nie wiem, co mam o tym sądzić, nie wiem, czy w ogóle mogę takie wątpliwości publicznie formułować.

I: Mam wrażenie, że jest za mało ujednoliconego frontu, który mówi: „chcemy wszystkiego!”, bo taki powinien być nasz transparent. Mamy tendencję do tego, żeby iść na protest tylko, gdy jesteśmy w 100% za jakimś hasłem lub grupą, a przecież te grupy same w sobie są podzielone i nie zawsze zgodne. Część kobiet jest za aborcją na żądanie, inne tylko w konkretnych przypadkach.

G: Podobnie z gejami. Jedni walczą o małżeństwa, innym wystarczą związki partnerskie, a na dźwięk słowa „adopcja” mówią: „No może bez przesady, jestem gejem, ale też jestem przeciw”.

I: To jest, niestety nieświadomie, ale danie się zmanipulować drugiej stronie. Bo ten podział działa tylko i wyłącznie przeciwko nam i naszej sprawie. Byliśmy ostatnio na Paradzie Równości i były tłumy, ale wciąż jest nas tam za mało. Ja chcę tam widzieć całe miasto albo przynajmniej tę część mieszkańców, która się nie zgadza z tym, co się aktualnie dzieje. Bez zastanawiania się, czy ktoś chce czegoś, czego my mu nie chcemy dać, bo wtedy stawiamy się w roli opresora, który chce podejmować decyzje za kogoś. Mi się marzy Parada, na której heteryków będzie więcej, bo ich jest więcej i czas to w końcu wykorzystać w słusznej sprawie.

G: Amen, sister![/restrict]