Grzegorz Garboliński – Radny Miasta Kraków: GEJ, ALE JEDNAK NASZ

ZADANIE PUBLICZNE FINANSOWANE ZE ŚRODKÓW MIASTA KRAKOWA 

Z 25-letnim GRZEGORZEM GARBOLIŃSKIM, najmłodszym, a jednocześnie pierwszym jawnym gejem w Radzie Miasta Krakowa, członkiem zarządu krakowskiej Nowej Lewicy, rozmawia Tomasz Piotrowski

Co skłoniło cię do zaangażowania się w politykę?

Powstanie partii „Wiosna” Roberta Biedronia w 2019 r. Wtedy wiedziałem głównie tyle, że jestem młodym gejem i chciałbym, żeby innym młodym gejom żyło się w Polsce lepiej. To był mój punkt wyjścia. Z czasem dochodziły kolejne postulaty – społeczne, samorządowe, gospodarcze – ale wszystko zaczęło się od doświadczenia bycia częścią mniejszości. To ono nauczyło mnie empatii i wrażliwości na wykluczenie.

Zawsze miałem też potrzebę wpływania na rzeczywistość. W 2020 r. w moim liceum interweniowałem choćby w sprawie żołnierzy wyklętych, których portrety wisiały na korytarzach. Wśród nich byli też ci, którzy mieli udowodnione zbrodnie. O moim proteście pisała wtedy „Gazeta Wyborcza”, portrety zostały zdjęte, a ja po raz pierwszy poczułem sprawczość – że można upomnieć się o prawdę i można wygrać.

Bardzo ukształtował mnie też dziadek. Trochę zastępował mi ojca, którego przez rodzinne problemy – także związane z brakiem akceptacji mojej orientacji – często przy mnie nie było. Dziadek od zawsze ma w sobie ogromną ciekawość świata, a przy tym zachęcał do zadawania pytań. Zawsze dużo czytał, a przy jego łóżku piętrzą się książki i gazety. Jako dzieciak często po nie sięgałem – nawet jeśli były to wcale niełatwe lektury o II wojnie światowej czy starożytnym Rzymie.

fot. Karolina Król / @karolina.here

Też jest lewicowy?

Powiedziałbym raczej, że progresywny. Nie zajmuje się polityką w aktywny sposób. Na pewno nie jest jednak człowiekiem prawicy, ma liberalne poglądy i dużą otwartość. Mam poczucie, że to raczej ja przesunąłem dyskusję w domu w stronę lewicową. Dziś moja rodzina zupełnie inaczej patrzy na rzeczywistość polityczną i sytuację mniejszości niż jeszcze kilka lat temu.

Z jakimi postulatami szedłeś po stanowisko radnego? Co już udało ci się zrealizować?

Wcześniej byłem już radnym swojej dzielnicy Podgórza Duchackiego, znałem więc jej problemy. Od dzieciństwa mieszkam na obrzeżach Krakowa, na osiedlu z wielkiej płyty, więc problemów tu nie brakuje. Jednym z kluczowych tematów było dla mnie budownictwo społeczne. Kraków przez lata wyprzedawał mieszkania z gminnego zasobu, zamiast traktować je jako narzędzie polityki mieszkaniowej. Dziś udało się ograniczyć tę wyprzedaż i rozpocząć proces budowy nowych mieszkań. Uruchamiamy właśnie cztery konkursy architektoniczne na nowe bloki. Będzie to więc naprawdę jakościowe budownictwo społeczne, które stanie się dobrym przykładem na przyszłość.

Drugim ważnym obszarem były dla mnie szkoły, przedszkola i żłobki. Na początku mojej kadencji odwiedziłem praktycznie wszystkie lokalne placówki. Zobaczyłem, jak niewiele się w nich zmieniło od czasu, kiedy sam byłem uczniem. Często wchodziłem do budynku i widziałem dokładnie te same szatnie, te same sale, te same zaniedbane korytarze. Udało się już doprowadzić do wielu – bo ponad 40 – remontów. Dla mnie to ważne, bo dzieciaki z bloków, nierzadko z rodzin z problemami, powinny mieć w szkole estetyczne, bezpieczne miejsce, które „mówi” im: „jesteście ważni”.

Podobnym sposobem na odczarowanie naszych peryferyjnych osiedli jest organizacja wydarzeń kulturalnych. Bo kultura to nie tylko centrum, zabytki, teatry, opera i filharmonia. To także nasze osiedla z wielkiej płyty. Dlatego w tym roku udało się zorganizować pierwsze rodzinne święto dzielnicy z występami gwiazd, w tym lubianego przez młode pokolenie Janna, którego udało się ściągnąć, a niebawem ruszamy z pierwszym maratonem kin plenerowych. Wydarzenia, które odbywają się w przestrzeni naszych blokowisk, uczą nas współodpowiedzialności i troski za te miejsca i siebie nawzajem.

My w „Replice” staramy się promować wyoutowane osoby LGBT+ startujące w wyborach. Pamiętam, że ty też w 2024 r. wysłałeś nam swój plakat, byśmy wrzucili go na nasze media społecznościowe. Bardzo doceniłem, że była na nim tęczowa flaga.

Politykiem się bywa, a członkiem społeczności LGBT+ jest się cały czas. Nigdy nie wstydziłem się tęczowej flagi. Nawet jeśli ukrywanie się byłoby politycznie wygodne, dla mnie nie byłoby tego warte. Jako pierwszy wyoutowany gej w Radzie Miasta Krakowa mam też poczucie odpowiedzialności za to, żeby tę społeczność reprezentować i upominać się o nią, skoro nikt inny tego nie robi.

Jedną z moich pierwszych inicjatyw było złożenie wniosku o usunięcie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z kapituły medalu Cracoviae Merenti. Wcześniej przez lata protestowałem z mieszkańcami przeciwko jego działaniom pod krakowską kurią. Uważałem, że człowiek, który publicznie krzywdzi społeczność LGBT+, nie powinien współdecydować o najważniejszych miejskich wyróżnieniach. To była trudna, głośna politycznie sprawa, ale finalnie udało się ten projekt przegłosować. Był dla mnie ważny także symbolicznie – jako wyraźne odcięcie się miasta od języka pogardy.

Udało się też doprowadzić do tego, że miasto po raz pierwszy realnie wspiera przestrzeń tworzoną przez społeczność LGBT+, bo partycypuje finansowo w powstawaniu nowej siedziby Federacji Znaki Równości (więcej o tym na stronie 8 – przyp. red). W tym roku próbowałem doprowadzić do tego, by po raz pierwszy zostały zabezpieczone środki na współorganizację Marszu Równości. To było dla mnie symboliczne, bo krakowscy politycy bardzo lubią przychodzić na Marsz, robić sobie zdjęcia, wywieszać flagę na magistracie – co oczywiście też jest ważne – ale dużo rzadziej idzie za tym realne wsparcie finansowe. Finalnie tych środków nie udało się jeszcze w tym roku przepchnąć przez urząd tak, jak chciałbym, ale będziemy próbować do skutku.

Udało się za to przeprowadzić szereg szkoleń równościowych dla urzędników i nauczycieli z krakowskich szkół. Obecnie pracujemy z kolei nad pierwszą miejską kampanią społeczną skierowaną do osób LGBT+ i ich otoczenia. Bardzo zależało mi, by nie była to kampania wymyślona zza biurka przez agencję reklamową, tylko żeby powstawała we współpracy z organizacjami oraz samą społecznością. Tak rzeczywiście się stało – koncepcja powstawała podczas warsztatów prowadzonych przez Miko Czerwińskiego z Fundacji Równość.org.pl, obecną osobę dyrektorską Kampanii Przeciw Homofobii.

Kampanię zobaczymy w przestrzeni miejskiej już jesienią. Ma opowiadać o LGBT+ w lokalnej skali: o sąsiadach, rodzinach, wspólnocie, o życiu w blokach i na obrzeżach miasta, czyli tam, gdzie mieszkam. Bo właśnie tam ta widzialność i oswajanie tematu są dziś szczególnie potrzebne.

for. Karolina Król / @karolina.here

Z jakimi reakcjami się spotykasz jako pierwszy jawny gej w Radzie Miasta Krakowa?

Hejt pojawiał się i w trakcie kampanii, i pojawia się do dziś, szczególnie kiedy podejmuję tematy związane z naszą społecznością. Homofobia w pewnym sensie mi jednak spowszedniała. Spotykałem się z nią w szkole, byłem pobity, doświadczyłem jej też w domu po coming oucie. Najbardziej dziś bolą mnie chyba już nie ataki ze strony skrajnej prawicy, tylko sytuacje, kiedy zawodzą ci, którzy deklarują się jako sojusznicy.

Tak było choćby 17 grudnia 2025 r., gdy Rada Miasta Krakowa debatowała nad moją rezolucją do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie wykonywania przez krakowski Urząd Stanu Cywilnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw par tej samej płci. Na sesji było kilkadziesiąt osób ze społeczności i organizacji. Wybuchła ogromna awantura. Część osób, które rok wcześniej potrafiły przyjść na Marsz Równości i robić sobie tam zdjęcia, nie była w stanie stanąć po stronie społeczności. Nie było ich na sali. To zabolało mnie nie tylko jako inicjatora tej rezolucji, ale przede wszystkim jako członka społeczności. Bo przychodzi taki moment, w którym trzeba się jednoznacznie określić po stronie wartości. Ostatecznie rezolucji nie udało się przegłosować.

Planowaną kampanię społeczną dotyczącą osób LGBT+ kierujecie m.in. do takiej dzielnicy jak twoja – bo w takich dzielnicach homo- i transfobia jest największa. Ale jednocześnie to właśnie mieszkańcy twojej dzielnicy wybrali geja na swojego radnego.

Myślę, że działa tu trochę zasada, że „gej, ale jednak nasz”. Uzyskałem naprawdę dobry wynik na moim osiedlu, a mam sąsiadów, którzy głosują na prawicę, chodzą co niedzielę do kościoła. Wiedzą, że jestem gejem, praktycznie nigdy się z tym nie kryłem i jednak traktują mnie z szacunkiem. Dlatego tak ważna jest nasza widzialność i ta codzienna, oddolna praca – rozmowy z rodziną, sąsiadami, znajomymi. Jeśli znasz osobę z grupy mniejszościowej, dużo trudniej jest ci ją odczłowieczyć albo opowiadać o niej w kategoriach zagrożenia.

Powiedziałeś, że twój coming out przed rodzicami nie był łatwy.

Właściwie nie miałem coming outu. Zostałem z szafy wyciągnięty. W wieku piętnastu lat poznałem mojego pierwszego chłopaka i wrzuciłem z nim zdjęcie na Instagram, jak się całujemy. Ktoś doniósł o tym moim rodzicom. Kiedy wróciłem do domu, czekali już na mnie w salonie. Była awantura, płacz mamy, wyjście ojca z domu, a później kolejne awantury i przemocowe zachowania ze strony taty. Dostałem też szlaban.

Z czasem sytuacja się uspokoiła, a mama – kiedy ojciec wychodził do pracy – pozwalała mi spotykać się z chłopakiem. To było dla mnie ważne, choć oczywiście nie zmienia faktu, że cały ten okres był bardzo trudny: pierwsze zakochanie, motyle w brzuchu, poczucie, że świat jest piękny, a nagle wszystko zostaje przerwane przez agresję, złość i przemoc.

 

Fot. Karolina Król / @karolina.here

A ty sam kiedy zorientowałeś się, że jesteś gejem?

Myślę, że już w podstawówce. Ale długo nie znałem żadnego innego geja. Dopiero w gimnazjum poznałem chłopaka z równoległej klasy, z którym bardzo się zaprzyjaźniłem. Ta relacja dużo mi dała – pokazała mi, że nie jestem sam, że nie muszę zakładać słuchawek na uszy i w samotności słuchać piosenek Igora Herbuta na łąkach, płacząc i paląc papierosy. (śmiech)

Nie kryłem swojej orientacji przed znajomymi ze szkoły właściwie odkąd miałem piętnaście lat. To było moje rejonowe gimnazjum publiczne, ale – uwaga – katolickie. Prowadzone przez jezuitów.

Czyli nie było łatwo.

Powiedziałbym ci, że nie było źle, ale moja terapeutka już zwróciła mi uwagę, że „Pan opowiada o tym wszystkim tak, jakby to było nic”. A przecież były szykany, kpiny, głupie żarty. Dwukrotnie zostałem pobity przez rówieśników ze szkoły, ale przemoc spotkała mnie też na osiedlu, kiedy indziej przy kawiarni, gdzie mnie pobito, a obok siedziało mnóstwo ludzi i nikt nawet nie zareagował. Powód? Miałem różową koszulkę, białe rurki i kolczyk w uchu. To wystarczyło.

Nigdy nie byłem też „grzecznym” uczniem. Zdarzało mi się lądować u pedagoga czy wychowawczyni, bo się malowałem. Spierałem się o religię, wyszukiwałem najbardziej zawiłe zapisy statutu szkolnego i próbowałem je interpretować na swoją korzyść. Swoją drogą – podobno tuż po moim odejściu statut specjalnie zmieniono, żeby kolejny taki Grzesiu się im nie przytrafił. (śmiech)

Raz zostałem zwyzywany przez księdza, który nazwał mnie pedałem na szkolnym korytarzu właśnie z powodu kolczyka w uchu.

Chcesz więcej? W pierwszej klasie gimnazjum wygrałem wybory na przewodniczącego szkoły, miałem świetną kampanię, moje plakaty wisiały praktycznie wszędzie. Ostatecznie jednak nim nie zostałem, gdyż usłyszałem, że pierwszoklasista nie może pełnić tej funkcji, więc zaproponowano mi jedynie stanowisko wiceprzewodniczącego. Do dziś nie wiem, czy taka zasada naprawdę istniała, czy została wymyślona na potrzeby chwili – byle tylko gej nie został przewodniczącym samorządu katolickiej szkoły.

Jednocześnie jednak byli tam nauczyciele, którzy naprawdę się o nas troszczyli. Był wicedyrektor, który chodził po korytarzach i pytał uczniów, czy smakowała darmowa dla uczniów zupa i czy wszystko jest w porządku. Szkoła nie miała jednak żadnych kompetencji, żeby naprawdę wesprzeć ucznia LGBT+.

Najbardziej traumatyczne było jednak poczucie osamotnienia. Jedyną osobą w rodzinie, która zachowała się wtedy naprawdę dobrze, był mój dziadek, przed którym nigdy nie zrobiłem coming outu, ale wziął mnie kiedyś na rozmowę i powiedział: „Grzesiu, czy ty myślisz, że ja nie wiem, co się wokół ciebie dzieje? Ja zawsze będę twoim dziadkiem i zawsze będę cię kochał”.

 

Fot. Karolina Król / @karolina.here

Wracając do Krakowa: 24 maja br. odbyło się referendum, w którym odwołano dotychczasowego prezydenta miasta – Aleksandra Miszalskiego. Frekwencja była zbyt mała, by odwołać również Radę Miasta. Jeszcze w tym roku odbędą się przedterminowe wybory na urząd prezydenta (wśród kandydatek m.in. bohaterka numeru 115. „Repliki” – Aleksandra Owca). Co myślisz o nadchodzącej zmianie?

Dla społeczności LGBT+ nadchodzące wybory są realnym zagrożeniem. Coraz częściej słyszę nie tylko wśród osób obywatelskich, ale i w samej Radzie, że te przegrane przez dotychczasowego prezydenta referendum to „przez tęczowe osoby”, „przez Marsz Równości”, „przez tęczową flagę na budynku urzędu”. To absurd, ale niestety politycznie wygodny. Przed Krakowem stoi realne ryzyko skrętu w prawo w Radzie i na urzędzie prezydenckim. A to może oznaczać zatrzymanie albo cofnięcie wielu progresywnych działań skierowanych także m.in. do osób LGBT+, które udało się rozpocząć.

Marsz Równości (pod nazwą Marsz Tolerancji) odbył się w Krakowie 7 maja 2004 r. Była to pierwsza tego typu manifestacja w Polsce zorganizowana poza Warszawą. Wiele środowisk konserwatywnych i prawicowych próbowało zablokować wydarzenie. Protestowały też władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. W odpowiedzi na to wystosowano list otwarty do władz Krakowa i jego mieszkańców, pod którym podpisali się m.in. polscy nobliści: Wisława Szymborska i Czesław Miłosz. Marsz ostatecznie się odbył, ale uczestnicy wspominają go jako jedno z najbardziej niebezpiecznych wydarzeń LGBT+ w historii Polski. Przemarsz zaatakowały grupy pseudokibiców oraz konserwatywnych środowisk, które obrzucały uczestników jajkami, butelkami i kamieniami. Uczestnicy Marszu uciekali, chowali się w bramach. Jesteś Krakowianinem, żyjesz otwarcie od dziesięciu lat. Chyba wiele się już od 2004 r. zmieniło?

Zdecydowanie. Mamy coraz więcej miejsc LGBT-friendly, Marsze Równości – jak wspomniałeś – odbywają się od 22 lat, rozwija się Festiwal Queerowy Maj, a queerowe wydarzenia weszły do ważnych instytucji kultury. Widać też zmianę po stronie miasta – jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że prezydent, wiceprezydentka albo radni będą uczestniczyć w queerowych wydarzeniach i robić to w sposób oczywisty.

Wciąż mamy jednak dużo do zrobienia. Brakuje nam chociażby hostelu interwencyjnego dla osób LGBT+. Sam chodziłem za rękę z chłopakiem i całowałem się z nim w przestrzeni publicznej, ale nie powiem, żebym czuł się z tym całkowicie bezpiecznie. Ten lęk wciąż jest we mnie. I myślę, że to najlepiej pokazuje, ile jeszcze mamy do zrobienia.

Więc tak – Kraków się zmienia, ale wciąż nie jest miejscem, w którym każda osoba LGBT+ może po prostu odetchnąć i nie myśleć o konsekwencjach bycia sobą. Po to właśnie jestem w Radzie Miasta, po to działają lokalne organizacje i po to coraz mocniej angażują się instytucje miejskie, żeby Kraków naprawdę stawał się bezpieczniejszym miejscem do życia. Zmiana już się dzieje, ale wciąż jest o co walczyć.

 

 

*******************************

Czytaj więcej o tym, co dzieje się w Krakowie: 

Informacje o organizacjach pozarządowych:  ngo.krakow.pl 
Kraków dla Równości:  www.rownosc.krakow.pl