Jarmiła Rybicka – w swojej knajpie zatrudnia uchodźców

Z JARMIŁĄ RYBICKĄ, założycielką i szefową warszawskiej Kuchni Konfliktu, knajpy, która zatrudnia osoby uchodźcze, rozmawia Michał Pawłowski

foto Aleksander Kleis

W 2016 r., w wieku 25 lat, zakładasz Kuchnię Konfliktu – knajpę, w której zatrudniasz uchodźców_czynie, pomagając im stanąć na nogi w Polsce. Przy okazji tworzysz miejsce, w którym można poznać nieznane dotąd smaki i kulturę inną niż polska czy europejska. Skąd ten pomysł?

Bezpośrednim bodźcem była dla mnie wojna w Donbasie. To działo się tak blisko nas, a mimo to czułam się bezsilna. Zastanawiałam się, co mogę zrobić, by pomóc tym ludziom, i postanowiłam działać lokalnie. Już wcześniej angażowałam się w działania na rzecz i z uchodźcami_czyniami, a oni często powtarzali, że to, czego najbardziej potrzebują, to możliwość zarabiania własnych pieniędzy, co pozwoli im na budowanie nowego życia, niezależność. W Polsce brakuje rozwiązań, które wspierałyby integrację osób uchodźczych, w tym na rynku pracy. Zależało mi również, by odejść od modelu charytatywnego, w którym działają tradycyjne organizacje. Chciałam stworzyć przestrzeń, która będzie pomagała, ale też pozwoli zaangażować się uchodźcom nie w roli biernych odbiorców pomocy, ale w roli aktywnej i decyzyjnej, w której oni z nami się czymś dzielą. W Kuchni ta pomoc oparta jest na współpracy. Razem gotujemy, serwujemy jedzenie, sprzątamy, wspólnie decydujemy o planach na przyszłość. Dzięki temu te osoby mogą odzyskiwać poczucie sprawczości. To jest kluczowe w Kuchni Konfliktu.

Ile osób przewinęło się przez Kuchnię? Kto to jest?

To kilkadziesiąt osób. Z Erytrei, Algierii, Kongo, Syrii, Iraku, Afganistanu, ale też z regionów bliższych nam: z Ukrainy, Gruzji, krajów Azji Środkowej, np. z Tadżykistanu. Historia każdej z tych osób jest wyjątkowa. Sultan z wykształcenia jest ratownikiem medycznym, Khedi pedagożką, Muhamadjon dziennikarzem, Suheila inżynierką, Inna przedszkolanką. Część osób nie miała możliwości skończyć nawet szkoły podstawowej, więc mamy w zespole bardzo różne doświadczenia. Wiele osób użyło Kuchni jako „trampoliny” i szybko znalazły wymarzoną pracę w innych branżach. Niektórzy zakładają własne organizacje – Hamza z Algierii został tłumaczem arabskiego, Ibragim pracuje nad aplikacją mobilną, która ma pomagać migrantom_kom, a Khava rozkręca biznes cateringowy. Moi współpracownicy mówią często, że kluczowe jest wsparcie na samym początku m.in. w wynajęciu mieszkania, napisaniu CV, podjęciu pierwszej pracy. Dzięki wzmocnieniu w Kuchni i zaspokojeniu podstawowych potrzeb większość osób zaczyna myśleć o realizacji swoich planów i marzeń. W końcu osoby czują się na tyle pewnie, by np. skończyć wieczorowo liceum, zapisać się na kurs angielskiego albo samemu zaangażować się w wolontariat.

Polska to dobre miejsce dla uchodźców_ czyń?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Polska często jest bezpieczniejszym miejscem dla tych osób niż kraje, z których musiały uciekać, ale to niestety nie oznacza dla nich tutaj łatwego życia. Dziewięć osób z Konga próbujących obecnie złożyć wniosek o azyl w Polsce kolejny raz zostało wywiezionych przez Straż Graniczną na pas przygraniczny – w ten sposób służby próbują uniemożliwić im skorzystanie z przysługującego im prawa. Te osoby są obecnie tak wycieńczone, że błagają, by pogranicznicy deportowali ich z powrotem do Konga, bo to, czego doświadczają na naszej granicy, jest gorsze niż cokolwiek, co wcześniej je spotkało. Ciężko powiedzieć też, czy Polska jest dobrym miejscem do życia dla mnie – kobiety i osoby nieheteronormatywnej. Tym bardziej dla osób z doświadczeniem uchodźczym. Najczęściej nie jest to kraj wymarzony ani docelowy dla nich. Jednak prawo jest skonstruowane tak, że trzeba pozostać w pierwszym kraju, w którym człowiek zacznie ubiegać się o azyl – nie ma swobody w poruszaniu się do innych państw. Z drugiej strony większość osób, z którymi pracuję, rzadko lub właściwie nigdy nie narzeka na Polskę i polską gościnność. My, Polacy i Polki, możemy narzekać na Polskę, ale jednak, patrząc w skali świata, jest to bardzo uprzywilejowane miejsce. Mimo pogarszających się standardów demokratycznych wciąż poszanowanie praw człowieka jest u nas na wyższym poziomie niż w krajach, z których oni do nas przybywają. Wiele osób ucieka przed realnym zagrożeniem życia i zdrowia ze względu na swoją działalność społeczno-polityczną. W Polsce aktywiści, dziennikarze, artyści nie są narażeni na tortury, karę więzienia czy śmierć, jak w wielu krajach, z których przybywają ci ludzie.

Jak twoi współpracownicy patrzą na obecne wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej?

Najbardziej przeżywają to moi przyjaciele, którzy pochodzą z Afganistanu, m.in. Afzal i Sultan. Od kilku lat mieszkają z rodzinami w Polsce. Zanim zamieszkali w Warszawie, przebywali w ośrodku dla cudzoziemców w Łukowie. Obecnie Sultan pracuje jako kucharz, Inna, jego żona, jest, jak wspomniałam, przedszkolanką, ich córka Karina – tłumaczką, a syn Arian uczy się w szkole. To wspaniali ludzie, Kuchnia Konfliktu dużo im zawdzięcza.

Sytuacja na granicy jest zaprzeczeniem człowieczeństwa i jest załamująca dla nas wszystkich. Tutaj wchodzi w grę łamanie prawa polskiego, międzynarodowego oraz podstawowych praw człowieka. Przetrzymywanie osób na granicy bez dachu nad głową, bez jedzenia i wody pitnej, bez dostępu do opieki medycznej – to tylko część dramatu, jaki się dzieje. Mamy też doniesienia o nielegalnych push backach, czyli wywożeniu na granicę, w głąb Puszczy Białowieskiej, osób, które dotarły już do Polski i złożyły wnioski o ochronę międzynarodową. Słyszymy również o pobiciach czy niszczeniu telefonów komórkowych, by uniemożliwić tym osobom jakikolwiek kontakt z prawnikami czy organizacjami pozarządowymi. Dodatkowo obowiązuje stan wyjątkowy, który skazuje aktywistów na jeszcze większą bezsilność. Ta sytuacja jest dramatyczna.

Wiem, że brakuje rozwiązań systemowych, a uchodźców_czyń może być dużo więcej niż obecnie. Co każdy z nas mógłby zrobić, by pomóc?

Przykład, który powinien skłonić nas do refleksji, to zatrucie się grzybami przez rodzinę z Afganistanu w ośrodku dla uchodźców. Stawka dzienna na wyżywienie jest bardzo niska, ale nie chodzi o to, że ci ludzie tam głodują. Warto zwrócić uwagę na brak systemowych rozwiązań, na to, że ośrodki lokowane są na odludziu, że brakuje w nich tłumaczy, pracowników socjalnych i psychologów, W Polsce nie mamy żadnej polityki integracyjnej. Trwają pracę nad przepisami, które ułatwią deportowanie ludzi i utrudnią im składanie wniosku o azyl. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym jest częścią tej polityki. Jak każdy może wesprzeć uchodźców_czynie? Jeśli chodzi o nas, to sprawa jest prosta: można do nas przyjść, kupić obiad, przetwory czy rękodzieło uchodźcze – to namacalna i konkretna forma wsparcia. Plus, śledząc Kuchnię i inne organizacje, znajdzie się masę akcji, do których można się po prostu przyłączyć.

Jest wiele powodów, dla których ludzie decydują się na ucieczkę ze swojej ojczyzny w nieznane. Jednym z nich jest orientacja seksualna lub tożsamość płciowa.

W ponad 70 krajach akty homoseksualne są karane, w tym w kilku – karą śmierci. Ludzie często uciekają z tego powodu z Afganistanu czy Pakistanu. Nie trzeba też szukać daleko – w Gruzji, Uzbekistanie czy Czeczenii bycie osobą LGBT+ również wiąże się z zagrożeniem. Ciężko powiedzieć, ile osób decyduje się na ucieczkę ze względu na bycie LGBT+, bo najczęściej one same się z tym nie ujawniają. Ze wszystkich osób uchodźczych LGBT+, które poznałam, nikt nie był publicznie wyoutowany. Zresztą to niełatwe też w Polsce – homofobia u nas jest na porządku dziennym. Osoby te często mogą doświadczyć wtórnej przemocy w ośrodkach dla uchodźców, w okresie przejściowym, gdy już ubiegają się o azyl, a także ze strony swojej rodzimej narodowej społeczności oraz ze strony społeczeństwa polskiego. Te osoby doświadczają wieloaspektowej dyskryminacji, dlatego najczęściej nie mogą zrobić bezpiecznego coming outu. Co ważne, zarówno Konwencja Genewska Praw Człowieka, jak i Unia Europejska uznały prześladowania ze względu na orientację i tożsamość płciową jako wystarczające i adekwatne powody do ubiegania się o azyl i ochronę międzynarodową.

Czy Polska jest zobowiązana do udzielenia azylu osobie, której grożą prześladowania ze względu na orientację seksualną/tożsamość płciową?

W Polsce organy azylowe są formalnie zobowiązane wziąć pod uwagę taki wniosek o ochronę. Niestety, większość państw UE, w tym Polska, nadal stosuje tzw. wymóg dyskrecji – np. w dość dużej liczbie przypadków wnioski azylowe gejów z Iranu zostały odrzucone, ponieważ uznano, że mogą oni prowadzić życie homoseksualne w ukryciu. Jeśli chodzi o Polskę, organy azylowe zalecają uchodźcom przedłożenie dodatkowych dowodów w postaci np. wyników testów psychologicznych oraz opinii seksuologów czy lekarzy innych specjalności. W Polsce odmówiono nadania statusu uchodźcy np. osobie z Pakistanu, bo zdaniem polskich władz przepisy penalizujące homoseksualność nie są tam stosowane. Zarówno zasada „dyskrecji”, wymaganie specjalnych „dowodów” poświadczających orientację/tożsamość płciową, jak i odmawianie uchodźcom LGBT+ azylu ze względu na to, że w ich kraju kara więzienia jest rzadko stosowana, uważam za haniebne.

Kuchnia Konfliktu to nie tylko miejsce, które wspiera uchodźców_czynie. Głośno opowiadacie się też za prawami kobiet, LGBT+. Jak udaje ci się budować otwartość w zespole?

Staram się nie zakładać, że te osoby są z założenia bardziej konserwatywne niż ja czy jacyś „my”. Bo patrząc na to z innej strony – ja również jestem osobą urodzoną w konserwatywnej i patriarchalnej Polsce. Mamy w zespole różne poglądy, nie będę udawać, że wszyscy się zgadzamy. Dzięki temu mamy dużo tematów do dyskusji. To, co nas łączy – to że staramy się tworzyć przestrzeń wolną od przemocy. Mamy w zespole sojuszników LGBT+ i osoby, które przeszły wewnętrzną przemianę w tym temacie, bo na początku były lekko sceptyczne lub po prostu nie miały wiedzy. Uchodźcy_czynie wiedzą, że w Polsce jest trudno nie tylko im – widzą, jaka jest sytuacja kobiet, osób z niepełnosprawnościami, ludzi LGBT+. Choćby w moim osobistym kontekście – wszyscy wiedzą w Kuchni, że mam dziewczynę, i ją znają. To nie jest temat tabu i nigdy nie zauważyłam, żeby dla kogoś był to problem.

Robisz przed nimi coming outy?

To wychodzi naturalnie – gdy przedstawiam im Agatę, mówię o niej „moja dziewczyna”. Nie bałam się tego jakoś specjalnie. Jako osoba LGBT+ odkrywam zresztą, że proces outowania się nigdy się nie kończy. Zdałam sobie sprawę, że jestem biseksualna, gdy byłam nastolatką. Teraz, w wieku 30 lat, mam już wiele coming outów za sobą, ale też wiem, że wiele jeszcze przede mną. Dopiero niedawno porozmawiałam o tym otwarcie z babcią i dziadkiem, dopiero od niedawna zaczęłam mówić o tym w pełni publicznie, wcześniej wiedzieli o tym przyjaciele i bliscy znajomi. Ten wywiad to również dla mnie duży krok i pierwszy tak szeroki publiczny coming out. Brak podstawowych praw osób LGBT+ m.in. do zawarcia związku partnerskiego czy małżeństwa strasznie mnie złości. Chcę, aby Polska była dla mnie miejscem, w którym mogę normalnie żyć. Jestem tu, w Polsce, w Warszawie bardzo zakorzeniona. Chcę tu być. Bycie kobietą w Polsce to nieustające doświadczanie przemocy systemowej.

Zaczęłaś outować się publicznie ze względu na twój związek, na miłość? To pomogło ci się bardziej otworzyć?

Tak. To ma dla mnie duże znaczenie. Czuje się teraz dużo bardziej bezpiecznie. Związek z Agatą to dla mnie bardzo ważna relacja. Myślałam kiedyś, że jak zrobiłam coming out, mając 18-20 lat, przed zaufanym gronem znajomych – to już po wszystkim. Dopiero później zrozumiałam, jaki proces jest przede mną.

Skończyłaś studia socjologiczne, jesteś aktywistką, od lat działasz na rzecz innych. Co cię napędza?

Pomaganie innym daje mi dużo radości i spełnienia, np. kiedy widzę, że Kuchnia wzmacnia osoby w kryzysie. Gdy uchodźcy_ czynie, którzy dołączyli do Kuchni, odzyskują uśmiech na twarzy, gdy sprzedają swoje kolejne produkty, żartują z klientami, gdy cieszą się, że potrafią, mogą i współdecydują. Wielką satysfakcję daje mi, gdy mogę im pomóc wyjść poza Kuchnię, np. gdy teraz pomagam założyć Sultanowi jego własną fundację, która ma wspierać Afganki i Afgańczyków w Polsce. To bardzo wzruszające momenty dające mi energię do działania.

Jak widzisz tu swoją przyszłość i przyszłość Kuchni?

Po 5 latach działalności chciałam, by zarządzanie Kuchnią przejęła grupa uchodźców_czyń. To się udało i jestem w trakcie przekazywania dorobku Kuchni w ręce Khedi Alievy, Aminat i grupy związanych z nimi kobiet z doświadczeniem migracji. Dla mnie jest to niesamowicie ważny i piękny moment i spełnienie założeń Kuchni. Na pewno będę dalej współpracować z uchodźcami_czyniami i oczywiście wspierać grupę, która będzie prowadzić Kuchnię. Jestem podekscytowana tym, że mogę patrzeć, jak Kuchnia zaczyna żyć własnym życiem. A prywatnie jestem bardzo szczęśliwa.