Z MICHAŁEM CZAPLĄ, doktorem habilitowanym nauk o zdrowiu z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dietetykiem, ratownikiem medycznym, specjalistą w dziedzinie promocji zdrowia i edukacji zdrowotnej rozmawia Bartosz Żurawiecki

Dzień dobry panie doktorze.
Michał, proszę.
Tytuł doktora habilitowanego budzi respekt i działa paraliżująco.
To tylko stopień naukowy. A trzeba być przede wszystkim człowiekiem.
Dobrze, będziemy rozmawiać bez „panowania”. Spotykamy się w związku z twoimi badaniami nad jakością opieki zdrowotnej w odniesieniu do osob LGBT+, chociaż nie tylko – także uchodźców i seniorów żyjących samotnie.
To projekt, który robiliśmy na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu we współpracy z hiszpańskim Uniwersytetem de La Rioja w Logrono. Projekt realizował także mój serdeczny przyjaciel Antoni Dissen ze Stanów Zjednoczonych, który jest dietetykiem i specjalistą od zdrowia publicznego, oraz dr Piotr Karniej z Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu. Stwierdziliśmy, że czas najwyższy zacząć walczyć z nierównościami w opiece zdrowotnej i w ten sposób zrobić coś dla naszej queerowej społeczności. Istnieje kwestionariusz LGBT-DOCSS służący ocenie wiedzy i kompetencji do pracy z pacjentami LGBT. Jego autor, profesor Markus Bidell, pozwolił nam go przetłumaczyć na polski i hiszpański, a potem opublikować wyniki badań.
Sytuacja osób LGBT+ w Polsce jest trochę inna niż w Hiszpanii.
Oni właśnie świętują dwudziestolecie równości małżeńskiej, a my nie mamy nawet związków partnerskich. Nic więc dziwnego, że Hiszpanie w naszych badaniach osiągnęli lepsze wyniki. Polski system opieki zdrowotnej jest nieco… z tyłu, tak to powiedzmy. Na przykład – w Hiszpanii 35 proc. uczestników badania zadeklarowało, że w ciągu ostatnich pięciu lat brało udział w kursach dotyczących zdrowia osób LGBT+, podczas gdy w Polsce było to jedynie 17 proc.
Jak te badania wyglądały? Rozumiem, że wysłaliście kwestionariusze do pracowników ochrony zdrowia.
Tak, brali w tym udział lekarze, personel pielęgniarski, studenci kierunków medycznych, dietetycy, ratownicy medyczni i inni pracownicy. Problem z polskimi badaniami polegał na tym, że duż o osób do nich przystą piło, grupa liczyła 684 badanych, ale ukończyło tylko 124.
Dlaczego?
Rezygnowały przede wszystkim osoby o poglądach prawicowych i te, które deklarowały się jako wierzące. Pytaliśmy bowiem na początku o takie rzeczy, jak właśnie religia, poglądy polityczne, ale też o wielkość miasta, w którym badany mieszka, o miejsce, w którym pracuje, czy jest to szpital, czy przychodnia. Chodziło nam o te wszystkie czynniki, które mogą być predyktorami wiedzy i kompetencji wobec pacjentów LGBT+. Następnie badani mieli zaznaczyć w kwestionariuszu, na przykład, czy w skali 1-7 zgadzają się z twierdzeniem, że transpłciowość to zaburzenie psychiczne itp. Wyniki badań dotyczących wyłącznie Polski opublikowaliśmy w międzynarodowym czasopiśmie naukowym „Sexuality Research and Social Policy”. I recenzenci naszego artykułu zwrócili uwagę, że jest to problem badawczy nie tylko w Polsce – ludzie nie chcą brać udziału w tego typu badaniach. Ktoś więc powie – 124 osoby, co to za badanie! Ale od czegoś trzeba przecież zacząć
Natomiast teraz prowadzimy badania z drugiej strony. Czyli jakie mają doświadczenia z polską ochroną zdrowia osoby LGBT+. Zachęcam do udziału w ankiecie, dostępnej internetowo (lgbtq-hces.webankieta.pl). To zajmuje tylko 8 minut. Nikogo tutaj nie wykluczamy. Badanie dotyczy i gejów, i lesbijek, i osób biseksualnych, transpłciowych, niebinarnych… Jeżeli nas nie wspomożecie, to i my nie będziemy mogli wspomóc naszej społeczności. A przecież robimy to po to, żeby propagować postawy afirmatywne wśród personelu medycznego wobec osób LGBT+ i zwiększyć świadomość problemów, z którymi się borykają.
No właśnie. Gadamy już chwilę, a jeszcze nie zadałem ci podstawowego pytania – po co badać stosunek akurat do pacjentów queerowych? Czy oni się czymś różnią od innych pacjentów?
Podobne pytanie zadał mi jeden z wykładowców na uczelni – czy pacjent LGBT+ ma inne jelito niż pacjent heteroseksualny? Co to w ogóle za problem, czyżby się już skończyły tematy na doktoraty? Tymczasem pacjenci LGBT+ częściej milczą u lekarza o swojej sytuacji życiowej i problemach zdrowotnych, obawiając się stygmatyzacji. Albo w ogóle nie idą z nimi do lekarza.
Weźmy taki przykład – terapia hormonalna osób transpłciowych i ryzyko sercowo-naczyniowe. To sytuacja, w której informacja o tożsamości płciowej jest niezbędna do właściwego prowadzenia działań profilaktycznych czy leczenia. Tożsamość pacjenta ma tu bezpośrednie znaczenie kliniczne. Inny przykład – przychodzi do proktologa pacjent gej ze szczeliną odbytu.
Jeśli na wstępnym etapie leczenia nie powie na przykład, że jest osobą pasywną w kontaktach seksualnych, to zastosowane metody leczenia mogą nie odnieść pożądanego skutku. Lekarz powinien porozmawiać z takim pacjentem, wyjaśnić, że nawet jeśli po tygodniu przestanie boleć, to jeszcze przez miesiąc nie można odbyć stosunku, bo musi się porządnie wygoić. Tak samo ryzyko zakażenia wirusem HPV jest większe wśród homoseksualnych mężczyzn, którzy są pasywni w seksie. Dalej – kwestia PrEP-u. Osoby, które przyznają się u lekarza do jego przyjmowania, są od razu postrzegane jako rozwiązłe. Z drugiej strony wielu lekarzy spoza środowiska LGBT+ nie wie, czym są PrEP i doxy PEP. Dlatego ważne jest, aby środowisko medyczne chciało zrozumieć pacjenta ze szczególnymi – w tym przypadku – potrzebami.
Cały wywiad do przeczytania w 116. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.































































































































