Katarzyna Puzyńska i jej seria kryminałów z lesbijką policjantką jako jedną z głównych osób bohaterskich

Rozmowa Tomasza Piotrowskiego

fot. Agata Madrachowska

Tematyka LGBT+ w literaturze jest dziś popularna. Nasz dział recenzji ma pełne ręce roboty. Jednak gdy w 2014 r. ukazywał się twój debiutancki kryminał „Motylek”, było inaczej. Skąd pomysł, żeby jedna z głównych bohaterek piętnastotomowej serii „Lipowo” była lesbijką?

Szczerze mówiąc, nie wiem. (śmiech) Działam sercem – ta postać po prostu powstała w mojej głowie. Była lesbijką, bo nią po prostu była. Tak samo, jak nie rozważałam na przykład, że inna bohaterka była heteroseksualną kobietą. Poczucie, że to może być jakaś cegiełka, którą dorzucę od siebie, pojawiło się, kiedy ta postać już istniała w mojej głowie. Zdawałam sobie też sprawę, że może wywołać rozmaite emocje. Odbiór tematyki LGBT+ przez te lata bardzo się zmienił, ale hejt wciąż się zdarza. Mimo że Klementyna to chyba najpopularniejsza postać w całej tej sadze, zdarza się czasem, że komuś się nie spodoba i nadal wywołuje pewne kontrowersje. Ostatnio przypomniałam o niej przy okazji akcji charytatywnej Łatwoganga, w ramach której znane osoby goliły głowy w geście solidarności z osobami chorującymi na nowotwory. Klementyna też ogoliła głowę – dla swojej zmarłej na raka partnerki Teresy. I mimo że piszę o niej od dwunastu lat, pojawiły się komentarze, że „znowu te dewiacje” i że próbuję „starą babę wpisać w modę na LGBT+”. Sama nie wiem, co budziło większe kontrowersje – czy fakt, że Klementyna jest lesbijką, czy że jest starą lesbijką – a to jeszcze szerszy temat do dyskusji. Kiedy publikuję posty na takie tematy, mam świadomość, że wystawiam się na hejt. Wiem, że on będzie. Ale chcę to robić. Dlatego niemal w każdej mojej powieści, a 16. czerwca na rynek wchodzi moja dwudziesta piąta książka pojawia się wątek LGBT+. Nie godzę się na to, żeby nie było równości dla wszystkich. Kiedy pojawiło się w tobie takie przekonanie? Od zawsze miałaś przyjaciół LGBT+? Na etapie pisania pierwszej książki nie znałam jeszcze osobiście żadnej osoby LGBT+, a przynajmniej wówczas nie wiedziałam, że znam. Bo były też osoby, które dopiero później zdecydowały się na coming out. Po „Motylku” zaczęli do mnie pisać ludzie, którzy chcieli o tym porozmawiać. To było dla mnie bardzo ważne, bo zawsze chciałam, żeby moja praca komuś coś dawała. Dostawałam wiadomości, że dla kogoś znaczące było to, że w mainstreamowym kryminale pojawia się nieheteronormatywna bohaterka. Bo po książkę z tęczową okładką nie każdy sięgnie. A tutaj ludzie biorą kryminał, chcą poczuć dreszczyk emocji, wkręcają się w historię i nagle okazuje się, że najlepsza policjantka na komendzie jest lesbijką. Mam nadzieję, że ten wątek może pomóc oswoić kogoś z myślą, że osoby LGBT+ są po prostu wśród nas. Żyją normalnym życiem, pracują, ścigają przestępców, chodzą po tych samych ulicach. A skąd we mnie chęć zahaczania o tę tematykę? W domu o jednopłciowych relacjach nie mówiło się wprost, ale była duża akceptacja dla bycia „innym”. Mój tata działał w środowisku fi lmowym, mama pracowała w HR we francuskiej fi rmie, dziadkowie mieszkali przez długi czas za granicą. To był dość otwarty świat. Ja jako nastolatka mogłam wyglądać bardzo ekstrawagancko, punkowo i rodzicom to nie przeszkadzało. Duże znaczenie miało też właśnie środowisko punkowe, z którego się wywodzę. Tam, gdzie ja byłam, było dużo empatii: prawa zwierząt, równość, przekonanie, że wszystkim powinno być dobrze. Byliśmy młodymi ideowcami. Do dziś mam tak, że gdy widzę niesprawiedliwość, to mnie ona po prostu wkurza. Teoretycznie temat LGBT+ mnie nie dotyczy, bo należę do większości i jestem w grupie uprzywilejowanej. Ale właśnie dlatego tym bardziej uważam, że trzeba reagować. Bo dlaczego ja mam mieć jakieś prawa, a inni nie, tylko dlatego, że mam męża, a nie żonę?

Zdawałam sobie też sprawę, że może wywołać rozmaite emocje. Odbiór tematyki LGBT+ przez te lata bardzo się zmienił, ale hejt wciąż się zdarza. Mimo że Klementyna to chyba najpopularniejsza postać w całej tej sadze, zdarza się czasem, że komuś się nie spodoba i nadal wywołuje pewne kontrowersje. Ostatnio przypomniałam o niej przy okazji akcji charytatywnej Łatwoganga, w ramach której znane osoby goliły głowy w geście solidarności z osobami chorującymi na nowotwory. Klementyna też ogoliła głowę – dla swojej zmarłej na raka partnerki Teresy. I mimo że piszę o niej od dwunastu lat, pojawiły się komentarze, że „znowu te dewiacje” i że próbuję „starą babę wpisać w modę na LGBT+”. Sama nie wiem, co budziło większe kontrowersje – czy fakt, że Klementyna jest lesbijką, czy że jest starą lesbijką – a to jeszcze szerszy temat do dyskusji. Kiedy publikuję posty na takie tematy, mam świadomość, że wystawiam się na hejt. Wiem, że on będzie. Ale chcę to robić. Dlatego niemal w każdej mojej powieści, a 16. czerwca na rynek wchodzi moja dwudziesta piąta książka pojawia się wątek LGBT+. Nie godzę się na to, żeby nie było równości dla wszystkich.

Kiedy pojawiło się w tobie takie przekonanie? Od zawsze miałaś przyjaciół LGBT+?

Na etapie pisania pierwszej książki nie znałam jeszcze osobiście żadnej osoby LGBT+, a przynajmniej wówczas nie wiedziałam, że znam. Bo były też osoby, które dopiero później zdecydowały się na coming out. Po „Motylku” zaczęli do mnie pisać ludzie, którzy chcieli o tym porozmawiać. To było dla mnie bardzo ważne, bo zawsze chciałam, żeby moja praca komuś coś dawała. Dostawałam wiadomości, że dla kogoś znaczące było to, że w mainstreamowym kryminale pojawia się nieheteronormatywna bohaterka. Bo po książkę z tęczową okładką nie każdy sięgnie. A tutaj ludzie biorą kryminał, chcą poczuć dreszczyk emocji, wkręcają się w historię i nagle okazuje się, że najlepsza policjantka na komendzie jest lesbijką. Mam nadzieję, że ten wątek może pomóc oswoić kogoś z myślą, że osoby LGBT+ są po prostu wśród nas. Żyją normalnym życiem, pracują, ścigają przestępców, chodzą po tych samych ulicach. A skąd we mnie chęć zahaczania o tę tematykę? W domu o jednopłciowych relacjach nie mówiło się wprost, ale była duża akceptacja dla bycia „innym”. Mój tata działał w środowisku fi lmowym, mama pracowała w HR we francuskiej fi rmie, dziadkowie mieszkali przez długi czas za granicą. To był dość otwarty świat. Ja jako nastolatka mogłam wyglądać bardzo ekstrawagancko, punkowo i rodzicom to nie przeszkadzało. Duże znaczenie miało też właśnie środowisko punkowe, z którego się wywodzę. Tam, gdzie ja byłam, było dużo empatii: prawa zwierząt, równość, przekonanie, że wszystkim powinno być dobrze. Byliśmy młodymi ideowcami. Do dziś mam tak, że gdy widzę niesprawiedliwość, to mnie ona po prostu wkurza. Teoretycznie temat LGBT+ mnie nie dotyczy, bo należę do większości i jestem w grupie uprzywilejowanej. Ale właśnie dlatego tym bardziej uważam, że trzeba reagować. Bo dlaczego ja mam mieć jakieś prawa, a inni nie, tylko dlatego, że mam męża, a nie żonę?  

Cały wywiad do przeczytania w 121. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.