
Z dumą przedstawiamy nasz pierwszy autorski cykl filmowy! W każdą środę czerwca nasz redaktor filmowy, Daniel Oklesiński, zaprezentuje film z okresu PRL-u. Szczególnym wydarzeniem będzie pierwszy(!) pokaz „Carmilli” od czasów oryginalnej emisji telewizyjnej w 1980 roku. Po seansie spotkanie z Izabelą Trojanowską, a samą projekcję uświetni muzyka na żywo!
Powszechną narracją jest że queeru w powszechnej kulturze czasów komunizmu prawie nie było. I faktycznie, postaci wprost nieheteronormatywnych jest niewiele, zazwyczaj przemykają na drugim czy trzecim planie. Jeśli jednak umiejętnie odczytamy tropy i strategie opowiadania o elgiebetach, to nagle znajdzie się kilka filmów, które wypełniają queerowe protonarracje na pierwszym planie. Przez cały czerwiec takie właśnie filmy będziemy prezentować w warszawskiej Kinotece. Obejrzymy Wojciecha Pokorę w dragu, poszukiwanie seryjnego mordercy w pomorskim miasteczku, Izabelę Trojanowską jako uwodzicielską wampirzycę oraz Gustawa Holoubka zafascynowanego młodym cyrkowcem.
Przebieranki – „Poszukiwany, poszukiwany” (1973)
3 czerwca, 20:00, po seansie rozmowa z Klarą Cykorz i Krzysztofem Tomasikiem. Kup bilety!
Najsłynniejszym przykładem przebieranek w kinie polskim jest oczywiście barejowski „Poszukiwany, poszukiwany” (1973) Stanisława Barei, w którym, w celu uniknięcia potencjalnej odpowiedzialności karnej, historyk sztuki ukrywa się jako służba domowa – Marysia (w tej roli oczywiście Wojciech Pokora). Jest ona podrywana przez facetów, ale też utrzymuje czułe stosunki ze swoją żoną, na przykład na oczach młodej dziewczyny, którą fascynują pozornie damsko-damskie zaloty. Film rozsadza, nawet jeśli nieświadomie i głównie humorystycznie, utarte konwenanse heteronormy. Bareja powróci do przebieranek w serialu „Zmiennicy”, tym razem przebierając Ewę Błaszczyk za taksówkarza. Więcej o tym i innych barejowych tęczowych wątkach pisze Rafał Dajbor w „Replice” #98 (7-8 2022) i w swoich dwóch książkach poświęconych reżyserowi.
Źródła przebieranek są oczywiście dużo starsze niż PRL, Bareja czy nawet kino – wystarczy przywołać Szekspira czy starożytną mitologię. Tylko w polskiej przedwojennej kinematografii kilka filmów bazujących na motywie kobiety udającej mężczyznę. W „Czy Lucyna to dziewczyna?” (1934) megagwiazda Jadwiga Smosarska gra dziewczynę która by obejść ojcowski zakaz pracy, zatrudnia się jako pomocnik inżyniera, oczywiście udając mężczyznę. Zdobycie pracy to także powód przebieranek w „Książątku” (1937), z kolei w żydowskiej komedii „Judeł gra na skrzypcach” Molly Picon (która zagrała później w „Skrzypku na dachu”) udaje mężczyznę ze względów bezpieczeństwa. Co ciekawe, za scenariusz tych trzech filmów odpowiada jeden człowiek, Konrad Tom.

W komunizmie, poza Bareją, przebieranki wracają najczęściej w formie komedii science fiction. Oczywistym przykładem jest Wiesław Michnikowski w „Seksmisji” (1983), ale też krótki metraż Andrzeja Wajdy na podstawie Stanisława Lema, czyli „Przekładaniec” (1968), w którym Bogumił Kobiela jako kierowca rajdowy po poważnym wypadku ratowany jest poprzez sklejanie różnych, w tym kobiecych, ciał. Za naszą południową granicę, do podobnych zamian ciał (tym razem poprzez transplant mózgów) dochodzi w czechosłowackiej komedii Václava Vorlíčka z roku 1970 pod tytułem „Jest pan wdową, proszę pana!”.
Gej musi umrzeć? „Wśród nocnej ciszy” (1978)
10 czerwca, 19:00, po seansie dyskusja z widownią. Kup bilety!
Jak pisze Krzysztof Tomasik w swojej książce „Gejerel: mniejszości seksualne w PRL-u”, osoby LGBT+ w tym okresie pojawiały się w przestrzeni publicznej przede wszystkim w kronikach kryminalnych, jako ofiary lub przestępcy godni kary śmierci. „Bury your gays” (z ang. dosłownie „pogrzeb swoich gejów”) to klisza według której jedyny możliwy sposób w jaki może zakończyć się historia queerowej postaci to właśnie jej śmierć. Ciekawie przetwarza ten motyw „Wśród nocnej ciszy” z 1978. Tadeusz Chmielewski, autor komedii takich jak „Nie lubię poniedziałku” czy „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” prezentuje tym razem swoją mroczną stronę. Na Pomorzu grasuje seryjny morderca młodych chłopców. Komisarz prowadzący śledztwo musi radzić sobie także w domu z trudną relacją z 15-letnim synem. Jedyna postać kodowana na homoseksualną w końcu umiera, choć nieoczywistym jest czy w tym przypadku to klasyczna kara za złamanie „zasad natury” czy jednak tragiczny chichot losu.
Samo hasło „bury your gays” spopularyzowało się w ostatnich dekadach w kontekście dyskusji okołofilmowych nad współczesną reprezentacją osób queerowych, w której to ciągle śmierć okazuje się zbyt częstym rozwiązaniem fabularnym (żeby wymienić seriale takie jak „Buffy: Postrach wampirów”, „Obsesja Eve”, „Supernatural” czy komedię romantyczną „Cztery wesela i pogrzeb” – zgadnijcie która z pięciu tytułowych imprez dotyczy geja). Wywodzi się ono jednak i z historii (gejom w wielu okresach historii, a i jeszcze dziś w niektórych rejonach, groziła kara śmierci czy bycie ofiarą homofobicznego linczu), ze wspomnianych kronik kryminalnych (w których najłatwiej można było usłyszeć o nieheteronormatywnych osobach), ale też z purytańskiego podejścia do kultury według którego każdą literacką, a później filmową, postać za grzechy musi spotkać odpowiednia kara. W literaturze Aschenbach umiera w finale „Śmierci w Wenecji” (1912) Tomasza Manna. Najsłynniejsze literackie samobójstwo, czyli „Cierpienia młodego Wertera” (1774) Goethego teoretycznie opowiada o hetero miłości, ale oparte jest na prawdziwej miłości autora do mężczyzny. Zarówno Goethe, jak i Mann pozwolili sobie opisać swoje męsko-męskie pragnienia pod warunkiem zabicia literackiego alter ego. Maria Modrakowska w swej emancypacyjnej lesbijskiej powieści „Anetka” z 1933 także, koniec końców, uśmierca tytułową bohaterkę.

W świecie filmu mamy chociażby niemieckie „Dziewczęta w mundurkach” z 1933 roku. Film kończy się akurat niejednoznacznie, ale literacki pierwowzór Christy Winslow wprost mówi o samobójstwie głównej bohaterki. W „Niewiniątkach” (1961), bohaterka grana przez Shirley MacLaine, zakochana w postaci Audrey Hepburn, także się zabija. Nawet późniejsze najsłynniejsze oscarowe dramaty przecierające szlaki queerowej emancypacji kończą się nieuchronną śmiercią – wymienię chociażby „Filadelfię”, „Nie czas na łzy”, „Tajemnicę Brokeback Mountain” i „Obywatela Milka”. Tym ciekawiej na tym tle prezentuje się moralna szarzyzna jaką reprezentuje „Wśród nocnej ciszy” powstałe teoretycznie w dużo bardzo opresyjnych warunkach PRL-u.
Wampirzyce-lesbijki – „Carmilla” (1980)
17 czerwca, 19:00, seans z muzyką na żywo! Po seansie spotkanie z Izabelą Trojanowską. Kup bilety!
W latach 70. horror klasy B, szczególnie europejski, został zdominowany przez wampirzyce-lesbijki. Ten motyw nie wziął się znikąd. Zanim „Drakula” (1897) zaczął podbijać wyobraźnię masowej popkultury, to właśnie „Carmilla” (1872), irlandzka powieść Sheridana le Fanu o wampirzycy uwodzącej młode dziewczęta, tworzyła pierwsze schematy w tym gatunku. Od razu stworzyła też struktury do opowiadania o queerowej czułości, a jednocześnie ukrywania jej przed bezwzględnym, purytańskim okiem. Skoro Carmilla, a potem Drakula to wampiry, potwory, to nikt o zdrowych zmysłach nie pomyśli że są cool, wzorem do naśladowania, można więc sugerować że są queerowe. Najczęściej i tak, w myśl bury your gays, czeka na nich wyłącznie osikowy kołek.
Połączmy to z rewolucją seksualną lat 60. i 70. i mamy wyjaśnienie fenomenu ekranowych lesbijek-wampirzyc, często skąpo ubranych i ochoczo uprawiających seks. Belgijskie „Dzieci nocy” (1971) inspirowane są krwawymi legendami o Elżbiecie Batory. W francuskiej „Fascynacji” (1979) Jeana Rollina uciekający złodziej trafia do pałacu zamieszkanego przez dwie biseksualne pokojówki. Trochę wcześniej wampir-gej pojawia się też, tym razem jako obiekt żartów, w brytyjskim filmie Romana Polańskiego, „Nieustraszeni pogromcy wampirów” (1967). Luźne adaptacje „Carmilli” pojawiają się we Francji, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.

Wydawać by się mogło, że to zbyt odważny trend dla Polski tamtego czasu, ale jednak i on dotarł do PRL-u. W 1980, w ramach Teatru Telewizji, powstała, być może najwierniejsza, adaptacja oryginalnego tekstu w reżyserii Janusza Kondratiuka. Tytułową rolę zagrała Izabela Trojanowska. Na marginesie to nie jedyny raz jak PRL-owski Teatr Telewizji przemycił queerowe tematy. W 1989 roku widzowie mogli oglądać (zaledwie 4 lata po premierze światowej!) „Normalne serce” Larry’ego Kramera – dramat o epidemii AIDS w Nowym Jorku.
Co ciekawe, nie przetrwała do dziś oryginalna oprawa muzyczna spektaklu, seans w ramach cyklu uświetni więc muzyka na żywo w wykonaniu Mateusza Dębskiego – zwycięzcy prestiżowego Transatlantyk Instant Composition Contest.
Uczeń i mistrz – „Zygfryd” (1986)
24 czerwca, 19:00, po seansie dyskusja z widownią. Kup bilety!
O „Zygfrydzie” Andrzeja Domalika (1986) nierzadko mówi się i pisze, że to jedyny gejowski film okresu PRL-u. Koneser sztuki Stefan Drawicz (Gustaw Holoubek) fascynuje się o wiele lat młodszym akrobatą z przyjezdnego cyrku (Tomasz Hudziec). Zaczyna go zapraszać do siebie, pokazuje mu swoje księgozbiory (to nie jest eufemizm!), próbuje poszerzyć horyzonty młodzieńca. Czy ta relacja pozostanie platoniczna? Ten nietypowy dramat psychologiczny jest adaptacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza o tym samym tytule wydanego w 1946 r. I choć to najbardziej tęczowa, przynajmniej w dosłowności, adaptacja iwaszkiewiczowskiej prozy, to bynajmniej nie jedyna. Bartosz Żurawiecki na łamach Krytyki Politycznej interpretował bratnią zazdrość z „Brzeziny” (1970) Andrzeja Wajdy w kontekście homoerotyzmu, a tytułowe „Panny z Wilka” (tekst – 1933, oscarowa ekranizacja Wajdy – 1979) to tylko przykrywka dla sześciu braci Świerczyńskich, z którymi w młodości mieszkał (i w których się podkochiwał) Iwaszkiewicz.
„Zygfryd” wpisuje się też w jeden z najstarszych wzorów męsko-męskich relacji, taki który zdominował sposób w jaki europejscy intelektualiści XIX i XX wieku, wszyscy przecież z obsesją na punkcie antyku, myśleli o męsko-męskich relacjach. W starożytnych Atenach, szczególnie w elitach, relacje homoseksualne często były narzędziem do zdobycia pozycji i przejścia w wyższe sfery. Dorosły mężczyzna, zwany erastesem, upatrywał sobie młodzieńca, który mu się podobał, eromenosa. Erastes stawał się mentorem, który zapewniał edukację i wprowadzał młodzieńca w struktury społeczne, polityczne i państwowe. Eromenos w zamian mógł być pasywną stroną w seksie, naraziłby się jednak na dyshonor, gdyby zaczął traktować swojego mentora jako partnera.
Spopularyzowany dzięki „Sympozjonowi” Platona, przez wieki był to dominujący, przynajmniej wśród europejskiej socjety, schemat rozumienia męsko-męskich związków, i tych fikcyjnych, i prawdziwych. Oscar Wilde spotkał swego najsłynniejszego kochanka Bosiego, gdy sam miał 36 lat, a chłopak miał 20. Wspomniany Tomasz Mann „Śmierć w Wenecji” oparł na własnej obsesji względem kilkunastoletniego polskiego chłopca, którego obserwował z daleka przez całe wakacje na weneckim Lido. Dodajmy na marginesie, że w 1971 Luchino Visconti z sukcesem zekranizował nowelę, a aktor grający chłopca wzbudził taki szał w Japonii, że zapoczątkował podgatunek japońskich komiksów zwany yaoi, którego rdzeniem są właśnie męsko-męskie relacje wyróżniające się bardzo nierówną relacją władzy. Dziś częściej napotkamy relacje budowane na gruncie partnerstwa, ale postać mentora i ucznia ciągle ma się dobrze, chociażby w „Tamte dni, tamte nocy” – w nich to niby młodszy Elio pochodzi z akademickiej rodziny, ale to właśnie starszy Oliver jest odpowiedzialny za jego inicjację do dorosłego życia.

Wracając do PRL-u, poza „Zygfrydem”, motyw ten przewija się na dalszym planie w kilku produkcjach. W „Wielkiej majówce” (1981) Krzysztofa Rogulskiego głównych bohaterów na wieczór zaprasza do siebie starszy aktor, postać być może wzorowana na Nasierowskim. W „Ojcu” (1967) Jerzego Hoffmana, główny bohater zapraszany jest bezskutecznie przez amatora nagich męskich rzeźb na koniak. Ale to już faktycznie tylko epizody, w których mentor to jednoznacznie predator czyhający na niewinną młodzież. „Zygfryd” to faktycznie pierwszy film, który podchodzi do tematu mniej czarno-biało.
O „Zygfrydzie” pisał także Rafał Dajbor w „Replice” #92 (7-8 2021).
Fundacja Replika razem z warszawską Kinoteką organizuje w czerwcu przegląd „Kino (nie)jawne: queerowe kody PRL-u” w ramach którego w kolejne środy pokazane zostaną „Poszukiwany, poszukiwana”, „Wśród nocnej ciszy”, „Carmilla” oraz „Zygfryd”. Cykl kuratorowany jest przez Daniela Oklesińskiego. Każde seans poprzedzi jego prelekcja, po seansach poprowadzi on dyskusje.
































































































































