Przypomnienie KRZYSZTOFA KOLBERGERA, jednego z największych gwiazdorów polskiego kina i telewizji z okazji 75. rocznicy jego urodzin. W 94. numerze „Repliki” (lis/gru 2021) córka aktora Julia Kolberger przecięła wieloletnie spekulacje na temat homoseksualnej orientacji ojca, udzielając wywiadu pod tytułem „Tata gej jest ok”. W styczniu przyszłego roku przypada 15. rocznica śmierci Kolbergera

Kariera Krzysztofa Kolbergera to przykład spektakularnego sukcesu. Urodził się w 1950 roku w Gdańsku, karierę zaczął na początku lat 70. Był częścią znakomitego rocznika w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Razem z nim studiowały takie znakomitości, jak: Marek Kondrat, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Ewa Dałkowska czy Joanna Żółkowska. Po dyplomie całą grupą wyjechali na jeden sezon (1972-1973) do Teatru Śląskiego w Katowicach, żeby w mniejszym ośrodku się „wygrać”, ale szybko wrócili, bo upomniano się o nich w stolicy. Na Kolbergera uwagę zwrócił Adam Hanuszkiewicz, wówczas dyrektor Teatru Narodowego, mający umiejętność tworzenia gwiazd. Zaledwie rok wcześniej narodowa scena poniosła wielką stratę, w tragicznych okolicznościach w wieku zaledwie 25 lat utopił się homoseksualny aktor Andrzej Nardelli, wyjątkowo delikatny i wrażliwy, jeden z najsłynniejszych Kordianów z dramatu Słowackiego w historii polskiego teatru. Hanuszkiewicz potrzebował aktora do klasycznego repertuaru, który wówczas wystawiał, a Kolberger nadawał się idealnie. Jego atutami były młodość, uroda amanta i piękny głos. Zaczął od „Trzy po trzy” Fredry (1973), potem był tytułowy bohater w „Wacława dziejach” (1973), Aleksiej w „Miesiącu na wsi” (1974) i Jasiek w „Weselu” (1974) – wszystkie spektakle w reżyserii Hanuszkiewicza.
Masową popularność przynosił jednak nie teatr, tylko radio, w którym Kolberger czytał poezje, oraz spektakle Teatru Telewizji, gdzie szybko zaczął występować. Przełomowy okazał się rok 1974, kiedy to zagrał trzy znaczące role w ważnych tytułach: „Popiół i diament”, „Hamlet” i „Romeo i Julia”. W telewizyjnej adaptacji powieści Jerzego Andrzejewskiego był Maćkiem Chełmnickim, stając się tym samym symbolicznym następcą Zbigniewa Cybulskiego, któremu szesnaście lat wcześniej ta rola przyniosła sławę. Sukcesem był także udział w „Hamlecie” u boku Jana Englerta i Magdaleny Zawadzkiej, ale największą popularność przyniosła rola Romea w znakomitym spektaklu Jerzego Gruzy. Bez przesady można stwierdzić, że Kolberger stał się wówczas obiektem westchnień wielu heteroseksualnych kobiet, a zapewne także licznych gejów.
„RAZ JEST DOBRZE, RAZ JEST ŹLE”
W 1974 roku Kolberger poślubił Annę Romantowską, która w szkole teatralnej była dwa roczniki niż ej. Aktorka szybko znalazła się w zespole Teatru Narodowego, dużo razem występowali. W 1978 roku telewizja emitowała popularny amerykański serial „Pogoda dla bogaczy” z polskim dubbingiem, główny bohater Ruby mówił w nim głosem Kolbergera, a jego ukochana Julie – głosem Romantowskiej. Także w 1978 roku. urodziła się córka aktorskiej pary Julia.
Ciekawe są wywiady z tamtego okresu. Mimo deklaracji o niechęci do dzielenia się z publicznością swoim życiem rodzinnym, aktor nie miał oporów, żeby pozować z najbliższymi. Na okładce tygodnika „Razem” (1980) fotografuje się z córką, która wskazuje palcem aparat, a rok później, przy okazji rozmowy ze śląską „Panoramą”, pierwszą stronę zdobi zdjęcie całej trójki. Kolberger nosił wówczas brodę, co w „Razem” stało się zresztą pretekstem do pytań o wyglą d. Aktor odpowiedział: „Ja w ogóle niezbyt się sobie podobam, z brodą czy bez brody”. Mówił także o swoim małżeństwie: „Raz jest dobrze, raz jest źle. Źle jest wtedy, gdy oboje jesteśmy zdenerwowani jakimiś niepowodzeniami zawodowymi czy okresem przestoju w pracy. Nie jest łatwo, gdy ma się 47-metrowe mieszkanie”. Kolberger i Romantowska aż trzykrotnie zagrali małżeństwo w fi lmach: „Jeśli się odnajdziemy” (1982), „Przyspieszenie” (1984) i „Rajska jabłoń” (1985).
Dysponując dzisiejszą wiedzą, można się zastanawiać, czy w ówczesnych rolach aktora nie ma ukrytych tropów, które można byłoby odczytać poprzez queerowy klucz. Znaczące wydaje się, że nawet w najbardziej „amancim” okresie często grał w fi lmach bohaterów w jakiś sposób złamanych, pełnych wątpliwości, którym nie układa się z kobietami. Taki był choćby Piotr z „Kontraktu” (1980) Krzysztofa Zanussiego, któremu ukochana uciekła sprzed ołtarza, a wpływowy ojciec chciał go wysłać na obserwację psychiatryczną.
Jeszcze ciekawszy pod tym względem jest zapomniany dramat „Hotel klasy Lux” (1979) Ryszarda Bera, w którym Kolberger zagrał dziennikarza Michała. Ze wszystkich postaci jego bohater ma największy problem ze sobą, swoim życiem, szuka dziury w całym, nie satysfakcjonuje go to, co osiągnął. Znaczące są sceny, w których pijany patrzy w lustro, zastanawiając się, kim jest. Nienormatywne jest także jego życie intymne, gdyż Michał nawiązuje romans ze starszą kobietą (Emilia Krakowska), a wcześniej, żeby ją uwieść, rozbiera się do naga. Tym samym to męskie, a nie kobiece ciało jest pokazane jako atrakcyjne i pożądane, co nawet współcześnie nie jest oczywiste.
OSOBA DO UCZUCIA, SEKSU I SPRAW BYTOWYCH
Pod koniec lat 80. Romantowska i Kolberger rozstali się, ale pozostali w przyjaźni. Aktorka związała się z reżyserem Jackiem Bromskim, do którego fi lmów Kolberger był angażowany („Zabij mnie glino” 1987, „Kuchnia polska” 1991, „1968. Szczęśliwego Nowego Roku” 1992). Z czasem u Bromskiego zaczęła też występować Julia Kolberger. W telewizyjnej wersji „Kuchni polskiej” (1992) wcieliła się w rolę córki postaci granej przez Kolbergera, a w „Dzieciach i rybach” (1996) – córkę bohaterki odtwarzanej przez Romantowską.
Kluczowa rola aktora z późniejszego okresu kariery to nazistowski blokowy w „Kornblumenblau” (1988) Leszka Wosiewicza. Po raz pierwszy Kolberger zagrał nie tylko postać negatywną, ale także homoseksualną. Jednocześnie występował jako ukochany głównych bohaterek w popularnych serialach Jana Łomnickiego: „Rzeka kłamstwa” (1987) i „Modrzejewska” (1989). Wkrótce znów grał rolę geja, wychowawcę Marka w brutalnym „Zakładzie” (1990) Teresy Kotlarczyk, dziejącym się w poprawczaku. Właśnie wtedy w środowisku artystycznym zaczęto plotkować o „nowym życiu” aktora i jego romansach z mężczyznami. On sam sugerował, że jest gotowy na kolejny związek.W wywiadzie z 1990 roku zdradził, że marzy o „idealnej osobie przy boku”, którą tak charakteryzował: „jest w stanie zapewnić mi spokój, w szerokim tego słowa znaczeniu, a także stabilizację w uczuciu, seksie i sprawach bytowych”. Jeszcze cztery lata później utrzymywał, że wciąż szuka miłości. Wkrótce związał się z mężczyzną, o którym Julia Kolberger mówiła w „Replice”: „Jestem do dziś bardzo zaprzyjaźniona z partnerem taty, wspaniałym człowiekiem. To jest dziadek dla mojego syna”.
Cały tekst do przeczytania w 117. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.
































































































































