Rozmowa Dawida Dudko

To twój comingoutowy wywiad?
Na to wygląda.
Ale na okładkę „Repliki” już trafi łeś. Razem z czterdziestoma siedmioma queerowymi osobami aktorskimi (nr 119, sty/lut 2026 – przyp. red.).
Wiesz, Dawid, dziwnie było zobaczyć siebie w tym jednoznacznie queerowym kontekście. Niby dla mnie wcale nie nowym, ale jednak innym – bez chowania się za graną postacią.
Żeby było jasne – nie zostałeś przez „Replikę” wyoutowany.
Oczywiście, że nie.
Bo outować można tylko w określonej sytuacji: żeby obnażyć hipokryzję kogoś, kto poprzez sianie nienawiści zagraża podstawowemu bezpieczeństwu innych osób LGBT+.
Za moją wiedzą i zgodą wspomniał o mnie w wywiadzie inny aktor Daniel Dobosz, z którym przyjaźnimy się i znamy z teatru. Później redakcja „Repliki” zapytała, czy chciałbym znaleźć się na takiej specjalnej okładce. Odpowiedziałem: dlaczego nie.
Wobec twojej pracy scenicznej powiedziałbym o queerowej niejednoznaczności.
Przez większość dotychczasowego życia towarzyszył mi wiecznie niewypowiedziany wstyd, z którym nie bardzo wiedziałem, co zrobić. Myślałem, że nie ma innej drogi, niż dopasowanie się do otoczenia, które, jak mi się długo wydawało, za wszelką cenę oczekuje utrwalania obrazu stereotypowo silnego faceta. Ale dzięki teatrowi coś zrozumiałem: można inaczej, po swojemu.
Rozumiem to bardzo dobrze. Dla mnie przestrzenią emancypacji okazało się dziennikarstwo.
Teatr, ten najbliższy mojemu sercu – otwarty na eksperymenty, queerowanie rzeczywistości – pomógł mi wypowiedzieć pewne rzeczy na głos. Teraz na przykład na premiery w moim teatrze w Lublinie, na wschodzie Polski, zawsze zakładam spódnicę. Wierzę w aktorstwo, które służy wyzwoleniu, oddechowi. Myślę, że obaj, ty i ja, pracujemy na rzecz reprezentacji człowieka w przestrzeni publicznej.
Dopasowywanie się, mówisz. Czy to oznacza siedzenie w szafie?
Rodzina o mnie wie, chociaż nie za sprawą takiej całkowicie otwartej rozmowy. Pamiętam, gdy jako dorosły facet przyjechałem na wakacje do dziadka z moim chłopakiem, dziadek nie miał pojęcia, że jesteśmy parą. Temat został przez niego przemilczany. Zupełnie inaczej niż ze strony rodziców, którzy od razu mnie zaakceptowali.
Dzięki nim odetchnąłeś?
Tak, dziękuję im za to. Mama zachęcała mnie do otwartości. Dlatego kiedy po raz pierwszy miałem chłopaka, chciałem zaprosić go do domu, żeby poznał moich rodziców. Niby rodzina zawsze wiedziała o mojej delikatniejszej, tej kulturowo bardziej dziewczęcej stronie spod znaku „Czarodziejki z Księżyca”. Ale nikt nie zapytał wprost.
Mamy podobne doświadczenia jako niemal rówieśnicy z pokolenia milenialsów. Na etapie dorastania popkultura karmiła nas jednym obrazem geja – cierpiącego, zwykle umierającego na AIDS.
I ciągłym niedopowiedzeniem, które zdominowało nasze życie.
Zakładam, że nasi bliscy nie potrafili zapytać. Nikt ich na taką rozmowę nie przygotował.
Moja mama w końcu zaczęła dopytywać, tak na około, czy „jest ktoś”, a ja odpowiadałem, że nie ma. Zgodnie z prawdą, ponieważ pierwszego chłopaka miałem dopiero w wieku dwudziestu ośmiu lat.
Raczej późno. Dziś, doprecyzujmy, masz trzydzieści cztery lata.
Reszta rodziny też poznała mojego ówczesnego chłopaka. Nie wydawali się zaskoczeni, że nie trzymam za rękę dziewczyny.
Niektórzy się dziwią, Maciek, po cholerę nam dziś jeszcze ta cała kultura coming outu. Zawsze odpowiadam to samo: coming out przestanie być tematem, gdy społeczeństwo nie będzie z zasady zakładało heteroseksualności jako jedynej „słusznej” drogi.
Nie zawsze chodzi o coś, co jednoznacznie nazwalibyśmy homofobią. Wystarczy takie podstawowe założenie: jako chłopak musisz lubić dziewczyny, bo przecież innej opcji nie ma. Nie może być. Długo czułem, że nie spełniam niewypowiedzianego, ale jednak bardzo wyraźnego społecznego oczekiwania. Doskonale pamiętam mój pierwszy towarzyski coming out.
Najpierw sprawdzamy otwartość tych, na których ewentualne odrzucenie jesteśmy bardziej przygotowani.
Na początku studiów powiedziałem o sobie grupie i poczułem akceptację. Takie podstawowe wsparcie, dzięki któremu nie musisz bez przerwy kontrolować swoich naturalnych odruchów. Chociaż zdarzały się niezręczne dowcipy.
To znaczy?
Niekoniecznie homofobiczne. Czasem w duchu typowego macho.
Jacek Poniedziałek wspominał o homofobii w krakowskiej szkole teatralnej, którą ty również kończyłeś.
Wiele się zmieniło w tych szkołach na przestrzeni lat. Przyszła młodsza kadra profesorska, a wraz z nią inne nawyki, standardy, sposoby nauki, komunikacji. Na pewno nadal realizuje się w aktorstwie obraz hetero mężczyzny, choć może w nieco mniej konserwatywnym wydaniu. Ja do tego obrazu nigdy nie przystawałem, tylko dzisiaj nie robię sobie z tego wyrzutów.
Cały wywiad do przeczytania w 121. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.
































































































































