Maria Minakowska, genealożka, marszałkini Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego i transpłciowa kobieta

Z MARIĄ JADWIGĄ MINAKOWSKĄ, filozofką, genealożką, doktorą nauk humanistycznych, wydawczynią, twórczynią Wielkiej Genealogii Minakowskiej, współzałożycielką i pierwszą marszałkinią Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego, rozmawia Angela Getler

fot. Joanna Mezyk

Skąd u ciebie wzięło się zainteresowanie genealogią?

Zaraził mnie dziadek, to był początek lat 80. Kiedy byłam w podstawówce, opowiadał mi o swoim dziadku. Ściągnął z półki „Słownik biografi czny Teatru Polskiego” i  gdzieś pod literą „M” jest tam Karol Minakowski, jego dziadek. Był baletmistrzem w  Teatrze Wielkim za czasów Heleny Modrzejewskiej. W  międzyczasie trafi ł do Archangielska nad Morzem Białym, gdzie mieszkał w  jednym mieszkaniu z Bolesławem Limanowskim, który opisał go w pamiętnikach. Razem tam na zesłaniu podrywali laski.

Pogłębiło się, gdy tata przyniósł do domu „Polski Słownik Biograficzny”. Był kierownikiem biblioteki Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie i tam dostał zeszyt, w którym było nazwisko „Radzicki”, a moja babcia była z domu Radzicka. Znajdował się tam biogram: „Józef Radzicki, podkomorzy Zakroczymski, poseł na Sejm czteroletni, członek Rady Nieustającej…” i coś tam jeszcze. Babcia powiedziała, że to jej praprapradziadek.

Na zainteresowanie genealogią miał też wpływ fakt, że urodziłam się i wychowywałam w Olsztynie. To było takie miasto, do którego ludzi przywożono wagonami w 1945 r. – wszyscy byli sobie obcy i nie czuli więzi.

Dziadek pracował na uczelni w Warszawie, ale w 1953 r. dostał ofertę katedry biochemii na Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie. Było to dla niego tym atrakcyjniejsze, że rok wcześniej rozstrzelali mu brata w ramach procesów stalinowskich wobec wyższych oficerów.

Mój tata jeszcze postudiował w Warszawie, gdzie skończył bibliotekoznawstwo na UW, ale potem też dołączył. Było tu duże środowisko zainteresowane historią Prus Wschodnich. Mój tata też, bo napisał pracę magisterską o Warmii, Mazurach i Powiślu. Ale to był kraj egzotyczny, nie kraj naszych przodków.

Co ci dały te odkrycia?

Ta genealogia pozwoliła mi się wtedy odnaleźć. Jak zaczęłam w tym grzebać, to wpadłam w króliczą norę, aż doszłam do średniowiecza. Nagle się okazało, że ci, których portrety wiszą na ścianach szkolnej pracowni, mają takie ludzkie twarze i nie są obcy. Że jak się bardzo dobrze poszuka, to jesteśmy rodziną. Byłam umoczona w historię. Nie czułam się już tak wyobcowana.

Czy tylko to poczucie niedopasowania tak cię motywowało?

W roku 2024 dostałam naraz dwie diagnozy. Mając 52 lata, dostałam diagnozę transpłciowości i również diagnozę spektrum autyzmu. Mój autyzm przejawiał się tak, że jak zaczynałam jakiś przedmiot badawczy, to siedziałam w nim po kilka lat, aż go wygrzebałam do samego końca.

Też teraz rozumiem siebie – z wzorcami, że „najlepszym” zajęciem dla młodego chłopaka jest siedzieć w domu i czytać książki o historii sztuki, filozofi i i  tak dalej. Więc nawet moja nieuświadomiona wtedy transpłciowość mi nie przeszkadzała. W naszej rodzinie mężczyźni się zajmują nauką, dziadek z  tatą przerzucają się sentencjami łacińskimi. Wiadomo było, że to jest to normalne i tak wszyscy robią.

Potem się okazało, że jednak nie wszyscy. Koledzy mnie bili, bo byłam inna. Chciałam się bawić z dziewczynami, ale one ze mną nie. To siedziałam w domu i dalej czytałam książki.

To wszystko dało efekty. Poszłam na studia na fi lozofi ę na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie już siedem lat po maturze obroniłam doktorat na temat logiki formalnej przed czasami Arystotelesa. Żeby to zrobić, musiałam się nauczyć starogreckiego i przeczytać wszystko, co się zachowało w tym języku przed 350 r. p.n.e. „Normalni, zdrowi” ludzie na studiach w  tym czasie zajmowali się imprezowaniem. Autyzm poza tym, że mnie trochę wyłączał ze społecznego funkcjonowania, dał mi szansę zrobienia dużej ilości rzeczy, które z kolei dały mi rozpoznawalność i pozycję. Jak to się stało, że dopiero w wieku 52 lat przebadałaś się i na autyzm, i na transpłciowość?

Nic u siebie wcześniej nie podejrzewałaś?

Będąc właśnie taką osobą, która sobie nie bardzo radziła w relacjach, „zostałam spotkana” przez pewną panią asystentkę z Muzeum Narodowego w  Krakowie, która była ode mnie o połowę starsza. Miałam 21 lat, ona miała 30 lat i okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów, na przykład możemy dużo rozmawiać o starożytnych Grekach.

Zakochałam się i wzięłyśmy ślub. To był związek, który z czasem się okazał bardzo toksyczny, ale i taki, w którym od ślubu do orzeczenia rozwodu cywilnego przetrwałam prawie 30 lat. Żyłam zdysocjowana od mojego ciała – jak „czysta inteligencja”, cyborg, który jest przypięty do komputera.

Moje potrzeby emocjonalne czy potrzeby ciała były przeze mnie bardzo ignorowane i w ogóle się nimi nie przejmowałam. Tak naprawdę żyłam myślą, żeby jakoś tam dożyć do śmierci, a po śmierci to już będzie fajnie. Zasłużę sobie na zmartwychwstanie, dostanę nowe ciało i  wtedy będzie dobrze, byle tylko jakoś zapracować na to.

Skąd taki pogląd?

Naczytałam się trochę złych książek w okresie młodzieńczym jak „Tristan i Izolda”. Stąd wiedziałam, że jak się złoży ślub, to potem człowiek ma obowiązek go za wszelką cenę dotrzymać do końca. Złożę się na ołtarzu wierności małżeńskiej, będę sobie tak jakoś żyła i zasłużę na zbawienie. Tylko jeszcze kilkadziesiąt lat trzeba wytrzymać i ciężko pracować.

Ale w międzyczasie urodziło nam się dziecko – córka, która nie odnalazła się w tej rodzinie do tego stopnia, że mając dwanaście lat chciała popełnić samobójstwo, bo „tak się dłużej żyć nie da”.

Co zrobiłaś?

Mimo protestu żony, zaprowadziłam córkę do psychiatry dziecięcego. Dostała antydepresanty i skierowanie na psychoterapię. Żona zerwała terapię z  pierwszą terapeutką, znalazłam drugą. Ta po jakimś czasie dała mi książkę „Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek”. Powiedziała: „Panie Marku, to jest o pana rodzinie”.

I co na to żona?

Sytuacja w domu była już pełna awantur. Żona stała się zazdrosna o moją relację z córką. Ujawnił się bardzo złożony konflikt.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.