O ślubie podczas spektaklu „Spartakus. Miłość w czasach zarazy”, o weselu, a także o ich hobbitowym azylu Matajamie na Dolnym Śląsku – z MATEUSZEM MACHOWICZEM i WITOLDEM CHUDYM rozmawia Tomek Kern

„Spartakus. Miłość w czasach zarazy” to jeden z ważniejszych spektakli poruszających tematykę LGBT ostatnich lat. Premiera odbyła się 13 maja 2022 roku w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Reżyser Jakub Skrzywanek, dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie, został uhonorowany Paszportem „Polityki” w 2023 roku w kategorii teatr, między innymi za spektakl „Spartakus…”. Podczas każdego kolejnego spektaklu jedna prawdziwa jednopłciowa para wchodzi na scenę i w fi nałowej sekwencji bierze symboliczny ślub. „Śluby na »Spartakusie« wzięły tak znane pary, jak Agnieszka Graff z Magdą Staroszczyk i Robert Biedroń z Krzysztofem Śmiszkiem. Jedna para gejów spod Bolesławca przyjechała z sześćdziesięcioma osobami i po spektaklu bawiła się na weselu” – mówił Jakub Skrzywanek w „Replice” (nr 108, mar/kwi 2024). Tą parą byli właśnie Mateusz i Witold.
Jak to się stało, że 6 stycznia 2023 roku wzięliście ślub podczas „Spartakusa”?
Witek: Późną jesienią 2022 roku zadzwoniła nasza znajoma, a zarazem krytyczka teatralna Magda Piekarska, która wciąż była pełna emocji po spektaklu „Spartakus”. Opisała cały finał, w którym para jednopłciowa bierze symboliczny ślub na scenie i powiedziała, że natychmiast pomyślała o nas. W tamtej chwili nie byliśmy jeszcze nawet zaręczeni, ale Mati zawsze powtarza, że szczęście czeka na odpowiednią okazję.
Mateusz: Zaczęliśmy czytać recenzje, oglądać fragmenty, przegadywać temat. Pewnego listopadowego wieczoru, gdy jechaliśmy samochodem, zapytałem: „To co, robimy to?”. Usłyszałem od Witka „tak” – słodkie jak klasyczne „oświadczyny”, tylko bez klękania i pudełeczka. Gdy dotarliśmy do domu, zarezerwowaliśmy termin. Zaproponowano nam 6 stycznia 2023 roku, czyli około pięć tygodni później. Spodobała nam się ta data, bo dzięki niej zawsze będziemy mieli dzień wolny w rocznicę.
Pięć tygodni? Ale poradziliście sobie?
M: Brzmi to jak szaleństwo, ale tak, poradziliśmy sobie. Patrząc z perspektywy czasu, uważam, że jakkolwiek byśmy chcieli zaplanować nasz ślub i wesele, nie bylibyśmy w stanie zrobić tego lepiej, niż to, co się wydarzyło. Spontaniczność oszczędziła nam wielu stresów.
W: Organizacja nie odbyła się bez niespodzianek. Pojawiły się kwestie, które wymagały od nas kreatywności. Na przykład w dniu spektaklu przyjechaliśmy zająć się salą i przekąskami, przywieźliśmy kilkanaście litrów własnej cytrynówki, a kompletnie zapomnieliśmy o wodzie do picia. Uratowała nas obsługa, która miała kilka zgrzewek wody mineralnej pod ladą, chyba specjalnie na takie chwile.
M: A kwestię tortu rozwiązaliśmy w ten sposób, że tydzień przed ślubem, gdy byliśmy na urodzinach znajomej, zobaczyliśmy tam piękny tort, poznaliśmy dziewczynę, która go upiekła, i od razu zapytaliśmy, czy przygotowałaby tort na nasze wesele. Zgodziła się. Później nasze przyjaciółki wiozły go przez pół Polski samochodem – z Wrocławia do Szczecina – zimą, z włączoną klimatyzacją, żeby dekoracje się nie rozpuściły.
Jak wyglądały przygotowania do spektaklu?
W: Kuba Skrzywanek i cała ekipa teatralna przyjęli nas z niezwykłą serdecznością. Reżyser poprosił nas, byśmy przyszli godzinę przed spektaklem na szybką próbę. Oprowadzono nas po scenie. Pokazano, z której strony wejść, w którym miejscu stanąć, jakie gesty wykonać. Potem usiedliśmy w pierwszym rzędzie z naszymi mamami po obu stronach, ubrani w garnitury z muszkami w kolorowe polne kwiaty.
To musiały być niezapomniane chwile.
M: Trzysta osób na widowni, my w pierwszym rzędzie otoczeni najbliższą rodziną i przyjaciółmi. W drugiej części spektaklu aktorzy przebrani w tęczowe stroje podeszli do nas i zabrali na środek sceny. Dostaliśmy kolorowe czepce z mnogością kwiatów oraz ludowe pelerynki.
Aktorka grająca urzędniczkę stanu cywilnego poprowadziła ceremonię ślubu. Po tym, jak uroczyście ślubowaliśmy sobie miłość i wsunęliśmy sobie teatralne obrączki, powiedziała: „Niezgodnie z obowiązującymi przepisami prawa RP, stwierdzam i uroczyście ogłaszam, że związek małżeński między Witoldem a Mateuszem został zawarty!”. I nastąpiła burza braw, publiczność zerwała się z krzeseł. Zostaliśmy mężem i mężem. To było niesamowite – nasza miłość, nasza przysięga stały się częścią spektaklu i naprawdę czułem, że razem z zebranymi osobami tworzymy coś wspaniałego.
W: Słowa o niezgodności z obowiązującym prawem stały się aktem silnego sprzeciwu – były nie tylko stwierdzeniem aktualnego stanu prawnego, ale także wyrażeniem niezgody na ten stan.
Mateusz, powiedziałeś: „teatralne obrączki”?
M: Tak. Podczas spektaklu nie mieliśmy własnych obrączek – założyliśmy teatralne, zabawkowe pierścionki dla dzieci, które dostaliśmy godzinę przed spektaklem. W szale organizacji zupełnie nie zdążyliśmy z zakupem własnych. Ale czułem, że te teatralne pierścionki, choć dziecięce i symboliczne, znaczą dokładnie to, co powinny – obietnicę wypowiedzianą publicznie, wśród ludzi, którzy nas wspierają.
Cały wywiad do przeczytania w 117. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

































































































































