Rozmowa Mariusza Kurca.

Mateusz: Zacznijmy może od ustalenia jednej ważnej kwestii: nie rozmawiamy o naszym życiu prywatnym, tylko o naszej sprawie – o transkrypcji.
Dobrze. Jeśli się zagalopuję, to zwróćcie mi uwagę. Od jak dawna jesteście razem?
Jakub: Poznaliśmy się w 2006 r. Parą jesteśmy od 2008 r., czyli osiemnaście lat. W 2018 r., po dziesięciu latach związku, wzięliśmy ślub. Teraz, gdy słyszę, że ktoś bierze ślub po trzech-czterech latach znajomości, często wydaje mi się, że to za szybko.
M: Mnie się też tak wydaje, ale to tylko nasze zdanie, o które nikt nie pytał. Każdy powinien mieć prawo wziąć ślub choćby i po tygodniu, bez żadnego „okresu próbnego” wymyślanego przez niektórych polityków. Oczywiście powinien też mieć prawo i możliwość rozwieść się.
Gratuluję wam ogromnego sukcesu, który w oczywisty sposób ma wpływ nie tylko na was, ale na całą polską społeczność LGBT+. Jak to wszystko wyglądało z waszej perspektywy tego historycznego dnia 14 maja, gdy zostaliście pierwszą małżeńską parą jednopłciową uznaną przez polskie państwo?
J: Dzięki. Już 13 maja dostaliśmy telefon z Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie z informacją, że transkrypcja będzie dokonana 14 maja. Zostaliśmy też zaproszeni na wręczenie odpisu aktu małżeństwa 14 maja po południu. Odpis wręczył nam prezydent Rafał Trzaskowski w swoim gabinecie, bez obecności mediów. Było to bardzo miłe i nieformalne spotkanie, trwało niecałe dwadzieścia minut. Na spotkaniu była też wiceprezydentka Warszawy Aldona Machnowska-Góra, której podlega Urząd Stanu Cywilnego, oraz posłanka Dorota Łoboda z Koalicji Obywatelskiej. Dokument wygląda tak jak wszystkie odpisy aktów małżeństwa wydawane na dotychczasowych wzorach – zawiera rubryki „kobieta” i „mężczyzna”. Wbrew temu, co piszą niektóre media, nie można wybrać, która z osób będzie wpisana w której rubryce. Transkrypcja to wierne przeniesienie treści zagranicznego aktu stanu cywilnego do polskiego rejestru. Osoba wymieniona w zagranicznym akcie jako pierwsza wpisywana jest w pierwszą rubrykę, czyli w rubrykę „mężczyzna”. Osoba wymieniona jako druga wpisywana jest w rubrykę „kobieta”. Wpisywana jest też adnotacja, że dane mężczyzny wpisano w dostępne pola kobiety (lub odwrotnie) ze względu na ograniczenia techniczne.
Co ciekawe, w naszym nowym polskim akcie małżeństwa nie ma informacji o naszym stanie cywilnym. W drodze transkrypcji wpisuje się tylko te dane, które znajdowały się w oryginalnym akcie. Ponieważ w naszym niemieckim akcie małżeństwa nie jest wpisany stan cywilny, informacja ta nie znalazła się też w naszym polskim akcie. W ten sposób udało się uniknąć określeń niedopasowanych do naszej sytuacji, czyli „żonaty” lub „zamężna”. Wpisanie innego słowa, na przykład „zamężny”, nie jest możliwe, bo nazwy poszczególnych stanów cywilnych wymienione są w ustawie – Prawie o aktach stanu cywilnego. Określenie „zamężny” się tam nie znajduje, a więc nie można go użyć.
Czy to jest pierwszy wasz wywiad w sprawie transkrypcji?
J: Nie pierwszy, ale jeden z niewielu. Dostajemy zapytania w sprawie wywiadów, ale z braku czasu nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na wszystkie pozytywnie. Być może dzięki naszej sprawie udało nam się przejść do historii, ale nie na emeryturę – codziennie normalnie chodzimy do pracy. Musimy zatem ograniczyć się do mediów, które są ważne dla naszej społeczności, tak jak „Replika”. Rozmawiamy też z mediami związanymi z kościołem ewangelickim – ja jestem ewangelikiem i zależy mi na poruszeniu kwestii małżeństw osób tej samej płci na forum kościelnym, żeby w polskich kościołach ewangelickich wreszcie rozpoczęła się dyskusja na ten temat.
Dotychczas nie udzielaliśmy się w mediach także dlatego, by nie formułować za ich pośrednictwem oczekiwań wobec przebiegu sprawy. Właściwym miejscem na wyrażanie takich oczekiwań jest sala sądowa i pisma procesowe. Teraz, po transkrypcji, nasze podejście niewiele się zmieni, bo cel został już osiągnięty. Już po zapadnięciu wyroku TSUE z listopada zeszłego roku, gdy Ministerstwo Cyfryzacji przedstawiło w styczniu swój pomysł wpisywania danych obu osób tej samej płci w jedną rubrykę po ukośniku i pozostawienie drugiej rubryki pustej, ja zrobiłem wyjątek i zdecydowałem się na kilka krótkich wypowiedzi dla mediów, żeby skrytykować ten pomysł.
M: A oprócz tego milczymy, bo nie jesteśmy aktywistami, działaczami, influencerami czy celebrytami i chcielibyśmy jednak zachować możliwie dużo prywatności. I tak nieco jej poświęciliśmy, dla dobra sprawy.
Mimo wszystko dzięki tej sprawie trochę staliście się aktywistami, ale rozumiem wasze podejście. Ślub wzięliście w Berlinie. Dlaczego tam?
J: Wybraliśmy Urząd Stanu Cywilnego w berlińskiej dzielnicy Neukölln, bo w tym urzędzie jest przechowywany mój niemiecki akt urodzenia. Mam dwa akty urodzenia, bo mam też dwa obywatelstwa – niemieckie i polskie. Dzięki temu, że ślub był w tym samym urzędzie, nie musiałem przedkładać żadnych dokumentów oprócz dowodu osobistego. Mateusz musiał zaś dostarczyć swoje dokumenty z Polski: odpis zupełny aktu urodzenia, zaświadczenie o stanie cywilnym i zaświadczenie o adresie zamieszkania. Poza tym urząd mieści się w neogotyckim budynku dawnego szpitala ewangelickiego, a sala ślubów w dawnej kaplicy tego szpitala, więc kwestie estetyczne też miały pewne znaczenie.
M: Względy estetyczne oczywiście są ważne, ale jak widać pierwszorzędne znaczenie miały względy pragmatyczne. Bo my chyba jesteśmy dość pragmatyczni i racjonalni.
Względy były estetyczne, pragmatyczne – i może też symboliczne dla ciebie, Jakubie? Skoro mówimy o kaplicy ewangelickiej?
J: Nie, to nie jest przestrzeń sakralna. Z ewangelickiego punktu widzenia budynek kościoła czy kaplicy ma przede wszystkim funkcję użytkową.
Kiedy złożyliście wniosek o transkrypcję i jak wyglądała dalsza droga przez polskie sądy?
J: Wniosek o transkrypcję złożyliśmy w 2019 r. w warszawskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Dostaliśmy odmowę, od której odwołaliśmy się do Wojewody Mazowieckiego. Wojewoda również odmówił nam wpisu. Decyzję wojewody zaskarżyliśmy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie, a wyrok tego sądu – podtrzymujący odmowną decyzję wojewody – do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Od początku postępowania twierdziliśmy, że do naszej sprawy ma zastosowanie prawo Unii Europejskiej. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z pytaniem o interpretację tego prawa. Po jej uzyskaniu (wspominane już orzeczenie TSUE z 25 listopada 2025 r. – przyp. red.) NSA 20 marca 2026 r. orzekł, że nasze małżeństwo powinno zostać wpisane do polskiego rejestru stanu cywilnego. Całe postępowanie trwało w sumie siedem lat. Najdłużej czekaliśmy na wyznaczenie terminu rozprawy przez NSA – trzy lata. Polskie sądy są naprawdę nadmiernie obciążone dużą liczbą spraw.
Cały wywiad do przeczytania w 121. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.
































































































































