
Dwóch gejów idzie na randkę do restauracji. Kto powinien zapłacić?
(śmiech) Chyba oglądałeś moją rozmowę z Dodą sprzed czterech lat.
Dokładnie. W jednym z wywiadów pytasz Dodę, kto powinien płacić na pierwszej randce, a potem dopytujesz, jak to u gejów powinno wyglądać. Na co Doda po krótkim zastanowieniu: „To ty mi powiedz!”. Nie udzieliłeś odpowiedzi, więc dopytuję.
Mogę powiedzieć, jak to jest u mnie. Jeżeli ktoś mi się podoba, to zapłacę, a jeżeli nie… (śmiech) Nie no, żartuję, zazwyczaj ja płacę. Zgodnie z zasadami – ten, kto zaprasza, ten płaci, a że zazwyczaj ja wychodzę z tą propozycją, to koszt spada na mnie. A ty jak uważasz?
Zapraszając na spotkanie, jestem gotowy zapłacić, ale zazwyczaj druga osoba się buntuje wobec takiego scenariusza i każdy płaci za siebie. Można cię spotkać na aplikacjach randkowych?
Na Tinderze, ale ostatnio zablokowali mi konto.
Wysyłasz ludziom niecenzuralne zdjęcia i Tinder cię blokuje?
(śmiech) Nie! Po prostu ktoś zgłosił mój profi l, nie zweryfikowałem się w wyznaczonym przez Tindera czasie i usunęli mi profil. Przez ten incydent straciłem cały swój magazyn potencjalnych związków. Mam teraz nowego Tindera, ale… niestety nie cieszę się dużym powodzeniem.
Ludzie cię tam nie rozpoznają?
Rozpoznają i to jest problem. Dużo osób ma już jakieś zdanie na mój temat. Jedni mnie nie lubią, inni wiedzą, czym się zajmuję i uważają, że to byłoby przytłaczające. Jest wiele powodów, dlaczego nie mam powodzenia. A finał jest taki: wydaje mi się, że jeśli kogoś poznam, to raczej w życiu, nie w aplikacji.
Może masz słaby opis?
Zajebisty mam opis! „Ten, który drugi dołączy do pary, ten się odzywa”. I jak go dodałem pięć lat temu, to mnóstwo osób pisało, że „wow, ale pomysłowe”. Teraz sporo osób też ma takie opisy, ale ja taki miałem, kiedy to jeszcze nie było modne. Moim zdaniem to ja ten opis wymyśliłem i ludzie ode mnie go ściągnęli! Generalnie od kiedy zacząłem pracować w Pomponiku, to zainteresowanie mną zaczęło falować. Jak mam dobry feedback, ludziom podoba się to, co robię, to widzę więcej par, jak zły – mniej. Na przykład ostatnio po reality show „Good Luck Guys” (Prime Video), w którym brałem udział, zainteresowanie spadło.
Ludziom nie spodobał się twój udział w tym programie?
Byłem jedną z najmniej lubianych osób. Chodziło w nim o rywalizację, o grę. I pod tym względem uważam, że zaprezentowałem się okej, ale ludzie przez to odebrali mnie jako kogoś, kto idzie „po trupach do celu”. Jednak na całe szczęście była też grupa osób, która mi kibicowała. Mniejsza, ale była.
Jednak ludzie uwielbiają oglądać twoje wywiady z gwiazdami, bo chyba nikt inny nie ma odwagi zadać niektórych pytań.
Na początku robiłem zupełnie „normalne” wywiady i mało kto je oglądał, bo nikogo to nie interesowało. W pewnym momencie skumałem, że najlepszą opcją jest zadawać pytania, które wzbudzają emocje. Niektórzy myślą, że nie zdawałem sobie sprawy, że to przekracza granice. Doskonale o tym wiedziałem. To była część mojego planu, aby „wybić się”. To była ciężka droga, bo regularnie byłem krytykowany, jednak w Pomponiku jest dużo fajnych osób, które mnie wspierały i razem przetrwaliśmy ten ciężki czas. Teraz jest trochę inaczej, bo „wybicie się” mam za sobą i trochę spuściłem z tonu. Nie idę w stronę kontrowersji.
O swojej orientacji mówisz raczej mimochodem: w jednym z wywiadów mówiłeś „my” w kontekście: „my, osoby LGBT”, w innym mówisz, że miałeś chłopaka. Jesteś gejem? Czy może identyfikujesz się jako biseksualny facet?
Przez pewien czas myślałem, że jestem biseksualny. Jednak teraz wiem, że jestem gejem.
To można powiedzieć, że ten wywiad będzie twoim coming outem?
Kurde… no można! To właściwie nigdy nie była też jakaś wielka tajemnica. Mimo że nie zrobiłem coming outu, to mówię o tym dość swobodnie. Chociażby o tym, że biorę ślub z chłopakiem, bo miałem już takie plany! Gdy wynika to z rozmowy, że ktoś pyta, co robiłem w weekend, to mówię, że na przykład byłem gdzieś na randce z chłopakiem.
To też są przecież coming outy.
No to tak, takich to robię pełno, bo to dla mnie nie jest jakiś wielki temat. Nigdy po prostu nie wydawałem jakiegoś oświadczenia, nie pisałem długiego postu na Instagramie, w którym ogłaszałem wszem i wobec, że jestem gejem. Bo po prostu to dla mnie naturalne.
A przed rodzicami nie miałeś coming outu?
Nigdy nie usiedliśmy przy stole i nie powiedziałem im: „Mamo, tato, jestem gejem”. Zresztą do tej pory nie rozmawialiśmy o tym wprost. To nie jest tak, że oni nie wiedzą – doskonale wiedzą. Mama kiedyś zapytała: „To jest twój chłopak?”, powiedziałem: „tak”. Ona: „okej”. I tyle. Mega mi pomogło, że u mnie w rodzinie była już lesbijka. Ona chyba „przetarła ścieżki” – w naszym domu pojawiały się rozmowy na ten temat. I to nie były rozmowy: „Matko Boska, lesbijka, co teraz będzie?!”, tylko po prostu: że ona ma dziewczynę, że będzie z nią na rodzinnym spotkaniu. To mi dodało pewności siebie. Rodzice poznawali moich chłopaków. Wiem, że jestem szczęściarzem, że u mnie był taki luz z orientacją. Jedynie w technikum było inaczej.
Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.






























































































































