Niemiecki aktor Hans Berlin

O podbijaniu Hollywood, o graniu w gejowskim porno, o życiu z HIV, o jego musicalu „Shooting Star” oraz o jego wspaniałych rodzicach – rozmowa Mathiasa Foita

fot. Daniel M. Schmude

Chciałbym zacząć od tego, z czego, jak myślę, zna cię wielu polskich gejów czyli od twojej kariery w branży porno. Współpracowałeś m.in. z takimi wytwórniami, jak Titan, Kristen Bjorn czy Lucas Entertainment. Często mowisz, że wyruszyłeś na podbój Hollywood, by zostać niemieckim Bradem Pittem, ale życie potoczyło się trochę inaczej. Jak wylądowałeś w tej branży?

Zacznę od tego, że w moim odczuciu wielu mężczyzn – obojętnie, czy hetero, czy homo – skrycie marzy o karierze w przemyśle porno. Kto nie chciałby dostawać kasy za seks z pięknymi osobami? Niemniej, nigdy do tego nie dążyłem ze względu na łączące się z tą karierą piętno społeczne. Sama myśl wydawała mi się super, ale nigdy nie był to mój świadomy plan. Jak wspomniałeś, w 2002 r. trafiłem do Stanów Zjednoczonych, do Los Angeles, by rozwinąć karierę aktorską, ale jednocześnie z czegoś musiałem się utrzymywać. Przez długi czas pracowałem przy obsłudze prywatnych imprez dla pięknych i bogatych tego świata jako kelner, miałem okazję obsługiwać m.in. małżeństwo Obamów, Jennifer Lopez, Barbrę Streisand, Meryl Streep…

Wow!

Tak, to było zabawne. Często myślę, że wszechświat chyba źle zrozumiał moje marzenia: w końcu nie chciałem pracować dla gwiazd, lecz razem z nimi! W ramach tej pracy poznałem pewną parę tancerzy go-go z West Hollywood, gejowskiej dzielnicy Los Angeles. Podpowiedzieli mi, że mógłbym tam nieźle dorobić jako tancerz w klubach nocnych, a że miałem już doświadczenie w tej branży z mojego pobytu w Berlinie, to zgodziłem się. Taniec go-go w USA różni się od tego w Niemczech, jest o wiele bardziej seksualny. To właśnie w klubie w 2010 r. otrzymałem propozycję wystąpienia w gejowskim porno. Moja początkowa reakcja brzmiała: „Nie, jestem prawdziwym aktorem. Nie mogę sobie na to pozwolić, bo przez to zniszczę moją karierę aktorską”. Trochę mi to zajęło, zresztą musiałem być długo namawiany, ale gdy w końcu uświadomiłem sobie, że nie mam kariery aktorskiej, którą mógłbym zniszczyć i że mógłbym z mojego „hobby” uczynić pracę… (śmiech) No i tak w 2012 r. nakręciłem swój pierwszy film.

Wychowałeś się w małej, bawarskiej wiosce nieopodal Garmisch-Partenkirchen. Opowiedz, proszę, o twoich pierwszych coming outach, miłościach.

W wieku osiemnastu lat powiedziałem mojej mamie, z którą miałem bardzo dobry kontakt, że jestem gejem, chociaż nie byłem tego jeszcze w stu procentach pewny. Zaakceptowała to, ale wyraziła nadzieję, że sąsiedzi się nie dowiedzą i zasugerowała, że to tylko taka faza. To spowodowało we mnie pragnienie bycia „normalnym”, próbowałem nawet seksu z kobietami. Ale w wieku dwudziestu lat, 16 maja 1992 r. – tę datę obchodzę do dzisiaj jako rocznicę mojego comingu outu – pojechałem z mojej wioski do Monachium, a tam udałem się sam do klubu New York (dzisiaj NY.Club – przyp. red.). Poznałem tam mojego pierwszego partnera, który niesamowicie mi pomógł w coming oucie. Ale nawet wtedy nie odważyłem się powiedzieć o tym moim rodzicom, zamiast tego twierdziłem, że w Monachium poznałem dziewczynę, a chłopakowi mówiłem, że pochodzę z innej miejscowości, bo obawiałem się, że może zechcieć odwiedzić mnie w domu rodzinnym. Po którymś pytaniu mojej mamy, kiedy pozna moją wybrankę serca, przyznałem w końcu, że mam chłopaka i że jednak definitywnie jestem gejem. Wcześniej dowiedział się o tym jeszcze mój brat, ale upłynęły aż dwa lata zanim porozmawiałem o tym z ojcem. Starałem się to przed nim ukryć, ale pewnego razu w trakcie pewnej kłótni rzuciłem do niego: „Nic o mnie nie wiesz!”. Na co on odpowiedział: „Myślisz, że nie wiem, że jesteś gejem? Jesteś moim synem, dlaczego miałbym cię z tego powodu mniej kochać?”. W tym momencie opadła mi szczęka. Po czym otworzyliśmy szampana i wznieśliśmy za mnie toast.

Boże, jak pięknie!

Tak, totalnie, chociaż żałuję, że mój ojciec nie zakomunikował mi tego wcześniej, bo może łatwiej byłoby mi z coming outem. Mojego następnego chłopaka Stefana, mogłem już bez strachu zaprosić do rodzinnego domu i przedstawić rodzicom. Ale to ukrywanie się, udawanie, ten balast psychiczny – to trauma, która towarzyszy mi do dzisiaj i którą ciągle próbuję przepracować.

A jak wyglądały twoje coming outy jako osoby seropozytywnej i jako aktora porno?

O mojej seropozytywności dowiedziałem się w 2001 r. O wirusie HIV usłyszałem po raz pierwszy jeszcze w dzieciństwie z reklam dotyczących bezpiecznego seksu. Zakodowałem sobie, że przy każdym seksie muszę używać prezerwatywy. Tak też robiłem, nawet gdy zdradzałem Stefana i gdy z kolejnym chłopakiem otworzyłem związek. Uważałem, że skoro używam prezerwatyw, to nie muszę się regularnie testować. W 1999 r. zachorowałem na mononukleozę zakaźną, prawdopodobnie wtedy się zakaziłem, bo jeździłem ze Stefanem po paradach w całych Niemczech i chodziliśmy razem do saun gejowskich. Jako pasyw polegasz na drugiej osobie, że będzie pilnować, żeby kondom nie zsunął się w trakcie stosunku, ale przecież pewności nigdy nie masz.

Cały wywiad do przeczytania w 116. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.