Niepokorne wspomnienia Witolda Jabłońskiego

Tekst: Witold Jabłoński

Od redakcji: Z wielką przyjemnością przedstawiamy na naszych łamach trzyczęściową autobiografię pisarza Witolda Jabłońskiego, autobiografię wyjątkową, bo napisaną z perspektywy gejowskiej

Prolog

Urodziłem się w Łodzi, a wychowałem w dzielnicach Polesie i Stare Bałuty, gdzie mieszkam do dziś. Najbardziej z wczesnego dzieciństwa wrył mi się jednak w pamięć śródmiejski gmach przy Moniuszki 3/5.

Przed laty mieściła się tam Przychodnia Ortopedyczna, w której wylądowałem jako niespełna ośmiolatek z wykrytą skoliozą kręgosłupa.

Doktorka kazała mi zdjąć ubranie, co uczyniłem z lekkim wahaniem, bo jako dzieciak byłem jeszcze dość pruderyjny, nie pozwalając się do końca obnażać na plaży ani na basenie. Z oporami rozebrałem się w końcu do majtek. Gdy pielęgniarka ważyła mnie i mierzyła, lekarka ściągnęła mi ostatnią część garderoby, mamrocząc, że dzięki temu będzie mogła mnie lepiej obejrzeć. Następnie otwarła drzwi do przyległej sali. Wydawały mi się wielkie i ciężkie jak brama do zakazanego świata. Stał tam po obu stronach sprzęt do gimnastyki korekcyjnej, a przez środek biegł mocno wydeptany chodnik. Lekarka tonem nieznoszącym sprzeciwu poleciła mi tam paradować, to znaczy przejść do końca pomieszczenia i zawrócić do gabinetu.

Do dziś pamiętam jej nieco skrzekliwy głos: — No nie zakrywaj tak tego ptaszka, nie ucieknie ci!

Posłusznie przestałem się zakrywać i ruszyłem na „wybieg”. Lekarka obserwowała mnie z profesjonalną uwagą, z pozoru niewzruszona, za to pielęgniarka zrobiła się czerwona jak piwonia. Nie umiem powiedzieć, gdzie była wtedy moja matka – może siedziała gdzieś dalej, pod ścianą gabinetu, biernie przyjmując polecenia lekarskie, jako przy danym badaniu niezbędne, albo wyszła akurat do toalety?

W sali obok ćwiczyli dorastający chłopcy, w wieku od około dwunastu do piętnastu lat, którzy na mój widok wybałuszyli zdumione gały.

Paradując tak kilkakrotnie (co najmniej trzy razy, bo ortopeda i jej asystentka wyraźnie napawały się tym widokiem) na oczach innych, stopniowo wyzbyłem się resztek wstydu i jakiegokolwiek zakłopotania niecodzienną bądź co bądź sytuacją.

Cały tekst do przeczytania w 116. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.