Paweł Frąckiewicz i Carlos Vega, polsko-hiszpańskie małżeństwo, adoptowali synka w Niemczech, gdzie mieszkają

rozmowa Mariusza Kurca

fot. Richard Nadolny

Paweł mówi, że od zawsze funkcjonuje jako Frąc i właściwie nawet nie reaguje na imię Paweł, dlatego właśnie tak się do niego zwracam.

Frąc, ty jesteś Polakiem, Carlos – Hiszpanem. Mieszkacie w  Hamburgu. Wasz syn Milan będzie trójjęzyczny?

Frąc: Mamy taką nadzieję. Ja do niego mówię po polsku, jego niania również. Carlos oczywiście po hiszpańsku. A w żłobku słyszy język niemiecki.

F: Jawohl! (śmiech)

Ile ma lat Milan? Czy mówi już trochę?

Carlos: 16 marca skończył dwa lata. Pewnie, że mówi. Nawet więcej niż tylko pojedyncze słowa. Zaczyna składać zdania, choć czasem mieszają mu się języki i je łączy. Któregoś razu, gdy chciał więcej wody, powiedział: „mehr aqua” (mehr – z niemieckiego: „więcej”, aqua – z  hiszpańskiego – „woda” – przyp. red.).

A wy ze sobą w domu rozmawiacie…?

F: Po hiszpańsku.

Podoba się Milanowi w żłobku?

F: Bardzo. Do tego stopnia, że gdy go odbieram, to zwykle zostaję jeszcze dwadzieścia minut, bo nie chce od razu iść do domu.

C: Poszedł do żłobka, jak miał rok. Wtedy chodził jeszcze tak dosyć chwiejnie, wahał się. Dosłownie po tygodniu czy dwóch wszelkie wahania zniknęły – widocznie zorientował się, że starsze dzieci chodzą pewniej i też tak zaczął chodzić.

Wychowujecie Milana od dnia jego urodzenia, prawda?

C: Tak jest. Proszę, opowiedzcie, jak wyglądał proces adopcyjny.

F: Wniosek adopcyjny złożyliśmy do Jugendamt (niemiecki urząd ds. dzieci i  młodzieży – przyp. red.) w Hamburgu w 2019 r. Następnym krokiem jest to, że zapraszają cię na spotkanie informacyjne, podczas którego dowiadujesz się, jak wygląda cały proces zostania rodzicami adopcyjnymi od strony prawnej, proceduralnej. To spotkanie jest obowiązkowe, więc jeśli po nim nadal jesteś chętny i gotowy, dają ci mnóstwo formularzy do wypełnienia oraz listę dokumentów do dostarczenia, włącznie z aktem urodzenia i aktem ślubu. Jest też ankieta dotycząca akceptowalnych dla ciebie opcji, jeśli chodzi o samo dziecko – przykładowo wiek dziecka, kolor skóry czy ewentualne niepełnosprawności. Natomiast największe wyzwanie stanowi obowiązek napisania autobiografi i, która jednocześnie pełni funkcję listu motywacyjnego. Powinieneś opisać rodzinę, z jakiej pochodzisz, przedstawić historię związku małżeńskiego, w którym jesteś. No i najważniejsze – musisz napisać, dlaczego uważasz, że będziesz dobrym rodzicem. Jak napisać list motywacyjny do pracy, to wiedzieliśmy – tu było trudniej.

Jak długi powinien to być tekst?

C: Nie precyzują tego. Może być na jedną stronę, ale wtedy prawie na pewno nie „kupią” cię jako potencjalnego dobrego rodzica. Nasze autobiografi e miały niecałe dwadzieścia stron każda.

F: Napisanie ich zajęło nam wieki.

C: Wieki, czyli kilka miesięcy.

F: Trzeba opisać swoje szkolne lata, dorastanie, relacje z rodzeństwem, z rodziną.

C: Wszystko, co doprowadziło cię do dzisiejszego punktu w  życiu, gdy chcesz zostać rodzicem.

To chyba szczególnie trudne w przypadku gejów. Bo my często mamy wdrukowane, że być gejem oznacza nieposiadanie dzieci. Nie wiem, może ta mentalność jest już inna w Hiszpanii, gdzie, Carlos, ty dorastałeś – macie równość małżeńską od 21 lat.

C: Zgadzam się, że jest trudniej, ale obraliśmy taką strategię, że do naszej homoseksualności w ogóle się nie odnieśliśmy – uznaliśmy ją za oczywistość. Obaj napisaliśmy dużo o naszej relacji, że łączy nas miłość i że to jest wielki emocjonalny związek na całe życie. Ale o samej orientacji nic. Kiedy w ogóle zaczęliście myśleć o adopcji dziecka?

C: Bardzo wcześnie. Niedługo po tym, jak się poznaliśmy i zakochaliśmy w sobie. Ja od zawsze chciałem zostać ojcem, Frąc na początku nie był bezwarunkowo na tak.

F: Tu właśnie wychodzi ten nasz różny background. Dorastałem w Polsce, która była i niestety wciąż jest bardzo homofobicznym krajem. Uznałem, że społeczeństwo nie jest gotowe na to, by zaakceptować dziecko wychowywane przez dwóch ojców. Ale na studia przyjechałem do Hamburga i tu już zostałem. Tu otoczenie jest przyjazne i stopniowo zmieniłem stanowisko.

C: Na początku ojcostwo było ideą na przyszłość, bo byliśmy bardzo młodzi, mieliśmy po dwadzieścia pięć lat, gdy się poznaliśmy. Gdy tę ideę zaczęliśmy wprowadzać w  życie, składając wniosek adopcyjny, Frąc dawno był już zupełnie „na pokładzie” razem ze mną, wręcz to on mnie poganiał z wszystkimi formalnościami.

Wróćmy do procesu adopcji. Składacie wszystkie dokumenty wraz z  autobiografi ami.

F: Następnie przeprowadzają wywiady – oddzielnie ze mną, z Carlosem i trzeci z  nami oboma. Potem jest wizyta w  domu – sprawdzają, czy dziecko będzie miało dobre warunki.

C: Po czym następuje końcowa rozmowa, podczas której mówią ci, czy cię wciągają na listę oczekujących, czy nie. Wciągnęli nas.

F: Było to w lipcu 2021 r.

Milan urodził się w marcu u 2024 r., czyli prawie trzy lata później.

F: Na tę listę wciągają cię na dwa lata. Po upływie dwóch lat, jeśli nie adoptujesz dziecka, możesz ubiegać się o roczne przedłużenie wpisu na liście. Jeśli po trzech latach nadal nie adoptujesz, wypadasz z gry.

A to, czy adoptujesz, zależy od…

F: No właśnie. Tu proces robi się nieprzejrzysty. Bo to oni – ośrodek adopcyjny, czyli nasz Jugendamt – „kojarzy” rodziców i  dzieci. Jak to robią? Na podstawie jakich kryteriów? Powiedziano nam, że brano pod uwagę charaktery, zainteresowania czy temperamenty rodziców biologicznych i  adopcyjnych – ale to wszystko jest przecież dość subiektywne. Do tamtego momentu nie mieliśmy poczucia, że jesteśmy jakkolwiek gorzej traktowani. Ale następnie dowiedzieliśmy się, że Jugendamt pyta biologicznych rodziców lub rodzica, czy akceptują, że dziecko może być zaadoptowane przez jednopłciową parę. Jeśli biologiczni rodzice będą na „nie”, Jugendamt nie zaproponuje dziecka takiej parze. Według mnie to jest niekonstytucyjne. Nie pytają biologicznych rodziców, czy akceptują rodziców adopcyjnych o innym niż oni wyznaniu religijnym lub kolorze skóry.

C: Jedna urzędniczka na początku procesu powiedziała nam nieoficjalnie, że nie mamy zbyt wielkich szans na adopcję i że w tym ośrodku jeszcze nie mieli przypadku jednopłciowej pary, która adoptowała. O  ile się orientuję, pierwszy przypadek mieli w 2020 r. i  dopiero od niedawna tych przypadków zaczęli mieć już sporo.

Cały wywiad do przeczytania w 120. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.