rozmowa Piotra Grabarczyka

Ten ostatni rok był dla ciebie szalony. Eurowizja, „Taniec z gwiazdami”, występy w telewizji i na koncertach. Można powiedzieć, że to kulminacja wszystkich twoich zawodowych marzeń?
I tak, i nie. Nie mogłem przypuszczać, że coś takiego, jak Eurowizja, w ogóle się wydarzy. Nie było to w obrębie moich marzeń czy celów, bo to jest zupełnie inny świat. Jestem fanem Eurowizji od dziecka, więc to niesamowite, że to wszystko tak się ułożyło. Co innego „Taniec z gwiazdami” – to było coś bardziej realnego, o co mogłem faktycznie się starać.
Jak wygląda to staranie się o udział w jednym z największych telewizyjnych show?
Pierwszy casting do programu miałem jakieś siedem lat temu. Był fatalny. Okropnie mi na nim poszło, nie umiałem się odpowiednio zaprezentować i myślę, że nie byłem wtedy jeszcze gotowy na taki program. Na kolejny przyszedł czas dwa, trzy lata później i było zdecydowanie lepiej, ale też się nie udało. Często jest to kwestia dopasowania się do gwiazd i składu, który się na daną edycję tworzy. Po roku zwrócono się do mnie już z propozycją – szukali kogoś do pary dla Jacka Jelonka.
Jak zareagowałeś na taki pomysł?
Pojawiła się w mojej głowie pierwsza myśl, czy to nie będzie za mocne, że po tym przyjdzie cios od hejterów i on nas powali. Że to może być pierwsze wyjście i ostatnie, bo też było ryzyko, że to się nie przyjmie. Ale bardzo krótko miałem tę myśl, to chyba jest taki pierwszy strach, gdy generalnie coś nowego do ciebie przychodzi i twoje ciało daje ostrzeżenie, czy to na pewno jest bezpieczne i czy wszystko będzie OK. A później, już po chwili namysłu, inaczej na to spojrzałem: to rzeczywiście jest ta szansa, żeby pokazać coś ludziom. Ta pierwsza myśl jest o tobie, a potem widzisz to szerzej, gdyż to jednak może być w jakiś sposób misyjne i pootwierać trochę głowy. Stwierdziłem, że chcę to zrobić. Na próbach wszystko poszło OK, ale do współpracy ostatecznie nie doszło.
Z Jackiem zatańczył Michał Danilczuk, heteroseksualny tancerz.
Tak, mój kolega po fachu, zresztą świetny specjalista, z którym trenowałem swego czasu w jednym klubie tanecznym. Nie wiem dokładnie, dlaczego finalnie nie doszło do tej współpracy, krążyły plotki, że bezpieczniej będzie, jeśli w przypadku pierwszej pary męsko-męskiej w programie zatańczą facet homoseksualny i facet heteroseksualny. Być może chciano wybadać reakcję publiczności? Niektóre decyzje na zawsze zostają w czterech ścianach. Jednakże myślę, że ta decyzja była trafiona zarówno dla mnie, bo prawdopodobnie wtedy nie trafiłbym na Eurowizję, jak i dla nich – bo Polska ich pokochała, dzięki czemu w finale walczyli o zwycięstwo. Gdy przyszło zaproszenie w jednej z kolejnych edycji, wszystko już zagrało – dostałem do pary Magdalenę Narożną, która była bardzo wspierającą mnie partnerką i to marzenie o „Tańcu z gwiazdami” się spełniło. Ten format tworzą wspaniali ludzie i można się tam czuć jak w domu.
Może następnym razem gwiazdą mogłaby być któraś z naszych drag queens?
Tym bardziej że w zagranicznych edycjach były takie pary i bardzo fajnie to wypadało. Z tego, co wiem, to był taki pomysł, ale nie doszedł jeszcze do skutku. Zobaczymy, może kiedyś.
Czy taniec towarzyski dwóch facetów to jakieś wyzwanie pod kątem czysto technicznym?
Tak, ale nie jest to nic nowego. Prowadzimy z moim partnerem kursy dla par jednopłciowych, przychodzą też do nas chłopaki na lekcje indywidualne i tańczymy. W świecie tańca funkcjonują turnieje w kategorii „same sex”, gdzie mogą tańczyć dwie dziewczyny lub dwóch chłopaków i to nie jest jakaś nisza, bo to się dzieje podczas prestiżowych imprez. Widziałem komentarze, że pary jednopłciowe na parkiecie to wymysł telewizji, bo coś takiego nie istnieje. To nieprawda. Istnieje i ma się bardzo dobrze.
Jak duże jest zainteresowanie waszym kursem tańca dla par jednopłciowych? To raczej chyba wciąż nowość na rynku.
Na ten moment, z uwagi na ograniczenia czasowe, robimy jedną grupę w tygodniu, ale myślę, że byłoby wystarczająco wielu chętnych na kolejną. Na recepcji cały czas słyszę, że pary dzwonią i pytają, ogłaszamy się w sieci. Ludzie też sami szukają dla siebie takiej rozrywki – gdy patrzę na to z boku, to myślę, że ponad wszystko jest to po prostu fajnie spędzony czas razem. Skoro chodzimy razem do kina, na tenis czy inne sporty, to tak samo można pójść ze swoją drugą połówką potańczyć.
Kiedy taniec zawitał do twojego życia?
Zacząłem tańczyć późno, bo miałem 13 lat, a dzieci często zaczynają w wieku 8–9 lat. Gdy dołączyłem do pierwszej grupy tanecznej, w niej już były dzieci, które trenowały wcześniej i miały wyższe klasy niż ja, więc musiałem je troszkę gonić i czasami miałem wrażenie, że nie traktowano mnie do końca poważnie. Jakoś tak się zawziąłem, że faktycznie dzisiaj z całej grupy chyba tylko ja nadal tańczę. (śmiech)
Czy dorastanie w takim środowisku, bo zakładam, że ten świat tańca jest bardziej otwarty, ułatwiło odkrywanie siebie?
Ja akurat miałem dość fajną szkołę, bo to był profil teatralny, więc dzieciaki były bardziej otwarte. Dobrze się tam czułem, bo faktycznie, w takim środowisku są też „inni” chłopcy – tacy bardziej wrażliwi, którzy są artystami. Raczej nikt ci nie mówi: „Czemu tak czy siak się zachowujesz? Czemu tak stoisz?” itp. Oczywiście nikt nie chodził po szkole i nie mówił „jestem gejem” – i pamiętam, że to też był dla mnie jakiś stres i lęk przed oceną, przed tym, co powiedzą inni. Przede wszystkim chcesz być lubiany w grupie, a wiadomo, że każda inność może stwarzać ryzyko, że się od tej grupy oddalisz. W gimnazjum miałem przyjaciółkę, której pokazywałem dziewczyny, które mi się podobają, a ona mi pokazywała chłopaków, którzy jej się podobali. Niby wiesz, że to jednak działa u ciebie w inną stronę, ale jednocześnie nadal doceniasz piękno tej płci przeciwnej i potrafisz się tym zachwycić, tylko bez wydźwięku seksualnego czy romantycznego. Historia skończyła się tak, że ja wylądowałem w związku z chłopakiem, a ona z dziewczyną. (śmiech) Ewidentnie coś nas przyciągnęło do siebie, byliśmy podobni w tym, że szukaliśmy akceptacji u kogoś i chyba gdzieś tak się znaleźliśmy trochę w tym świecie.
Cały wywiad do przeczytania w 120. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

































































































































