
TEKST: Mariusz Kurc, współpraca Daniel Oklesiński
Żeby poradzić sobie z rolą współczesnego geja, nie wystarczy być sprawnym aktorsko
Wstrzymywaliśmy się z komentarzem odnośnie do wypowiedzi Ignacego Lissa. Dla tych, co nie są na bieżąco: to aktor grający główną rolę Filipa – geja, lekkoducha, imprezowicza i narkomana, który musi zająć się malutką córką swej zmarłej siostry – w nowym serialu HBO Max pod tytułem „Proud”. Pierwszy odcinek miał premierę w piątek, 12 czerwca – tuż przed warszawską Paradą Równości. Wstrzymywaliśmy się z komentarzem, bo po tym, jak do aktora dotarła fala słusznej krytyki, nasz kolega redakcyjny, szef działu filmowego Daniel Oklesiński skontaktował się z Lissem w ramach przygotowania dłuższego komentarza dla Mint Magazine (TUTAJ TEN TEKST) . Miało dojść do spotkania. Jednak w pewnym momencie aktor zamilkł, kontakt się urwał.
Mamy więc tylko te wypowiedzi Lissa, jakich udzielił w dotychczasowych wywiadach. Daniel Oklesiński odniósł się do nich wyczerpująco w tekście dla „Mint Magazine” – polecamy. A poniżej – nasze krótkie komentarze do wypowiedzi Ignacego Lissa.
1. Zacznijmy od chyba najgorszej – dla amerykańskiego „Variety”
Liss o serial “Proud”: ”This isn’t about same-sex couples’ rights – this topic doesn’t even exist in Poland – but we do show that some people are bothered by Filip’s sexual orientation. We know this problem exists” (“To nie jest o prawach par jednopłciowych – ten temat nawet nie istnieje w Polsce – ale rzeczywiście pokazujemy, że niektórym ludziom orientacja seksualna Filipa przeszkadza. Wiemy, że te ten problem istnieje”)
Aż trudno uwierzyć. Temat praw par jednopłciowych „nie istnieje w Polsce” – słowa te padły w czasie, w którym projekt ustawy dający pewne prawa parom jednopłciowym właśnie przeszedł przez Sejm i trafił do Senatu.
2. W wywiadzie dla Plejady:
„Wydaje mi się że trzeba być bardzo ostrożnym i staram się być bardzo apolityczny, jeśli chodzi o wszelakiego rodzaju parady, pikiety, protesty, ponieważ nie lubię tego w naszym kraju, że jesteśmy tak bardzo skłóceni i poróżnieni. Bardzo często mówimy o tym samym i mamy podobne poglądy, a kłócimy się i rzucamy w siebie obelgami. Staram się po prostu unikać takich historii. (…) Jestem zwolennikiem rozmowy i słuchania siebie nawzajem, a nie wyzywania i skreślania.”
O wyzywanie i skreślanie Liss – deklarujący się jako katolik – powinien mieć chyba pretensje właśnie do kościoła katolickiego. To z jego strony padały takie wyzwiska wobec ludzi LGBT+ jak „tęczowa zaraza” a katechizm katolicki „skreśla” osoby LGBT, uznając relacje homoseksualne za „moralne nieuporządkowanie”.
Apolityczny? Zagrał geja we współczesnym serialu w Polsce w 2026 r., gdy temat praw osób LGBT jest jednym z najgorętszych tematów politycznych – i chce być apolityczny?
3. Na własnym Instagramie:
„Wierzę w to, że jest mnóstwo osób, które są w tych mniejszościach seksualnych, które też nie przepadają za takimi miejscami jak Parada Równości, czy Marsz Niepodległości czy inne protesty i pikiety, bo po prostu nie czują się tam bezpiecznie, ja trochę tak mam.”
W reakcji na krytykę Liss wypowiedział powyższe słowa na swoim Instagramie – i tylko pogorszył sytuację. Zestawienie Parady Równości z Marszem Niepodległości świadczy o ignorancji aktora – prawdopodobnie nigdy na żadnej Paradzie nie był – co z kolei pod znakiem zapytania stawia prawdziwość stwierdzenia, że „nie czuje się tam bezpiecznie”. Można nie czuć się bezpiecznie w miejscu, w którym nigdy się nie było?
A przede wszystkim Ignacy Liss powinien mieć świadomość, że bez Parad/Marszów Równości jego serialu by nie było. To my, społeczność LGBT+, walcząc od dekad na różne sposoby (m.in. poprzez Parady/Marsze Równości), sprawiliśmy, że wielka korporacja taka jak Warner Bros Discovery zdecydowała się zainwestować środki w serial właśnie o takiej tematyce.
Parady mogą się Lissowi podobać lub nie, może on na nie chodzić lub nie – tak czy inaczej są one od ponad pół wieku jednym z głównych „narzędzi” emancypacji ludzi LGBT+ w całym zachodnim (i nie tylko zresztą) świecie. Chyba skutecznym, skoro sytuacja osób LGBT+ na tym obszarze zmieniła się w ciągu tego pół wieku diametralnie na lepsze.
4. W wywiadzie dla „K-Mag”
„Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja”
„Bardzo dużo zależało od tego, kto stanie po drugiej stronie kamery i jak potraktuje tę historię – czy będzie próbował kogokolwiek indoktrynować swoimi poglądami, czy po prostu opowie historię człowieka i pokaże, że taka historia ma prawo się wydarzyć.”
„Cieszę się, że to właśnie ja mogłem stać się częścią tej historii, a nie osoba, powiedzmy, z tego konkretnego środowiska gejowskiego.”
Gwoli ścisłości, papież Franciszek przyjął osoby transpłciowe na spotkaniu, nie znaleźliśmy informacji, jakoby mył w Wielki Czwartek nogi osobom trans. A co generalnie Liss miał na myśli, przywołując Franciszka? Że zagranie roli geja może przez kogoś być postrzegane jako pewna ujma na honorze – a więc wymaga odwagi? Nie, te czasy już minęły – ale nie minęły same z siebie, tylko społeczność LGBT poprzez lata pracy zmieniła nastawienie ogółu społeczeństwa. Poza tym,
Ignacy Liss powinien wiedzieć, że żadna współczesna historia osoby LGBT+ w Polsce nie jest historią „po prostu”. Jest historią specyficzną dlatego, że specyficzna jest sytuacja osób LGBT+ – borykających się z systemowymi uprzedzeniami i dyskryminacją. Choćby nie wiem, jak reżyser czy scenarzysta (czy aktor) chciał – nie ucieknie od „kontekstu”, w jakim żyją osoby LGBT+.
Natomiast trzecia wypowiedź to już hardcorowa homofobia – Liss cieszy się, że roli Filipa nie zagrał aktor, który jest wyoutowanym gejem. (Zdaje się też, że nie ma zielonego pojęcia o trwającej od dobrych kilku lat dyskusji o zatrudnianiu aktorów hetero/cis do ról LGBT+ a to temat-rzeka.)
5. W wywiadzie dla „GQ”:
„Marzy mi się, że ten serial nie będzie polaryzował opinii, bo jestem już zmęczony dyskusjami o aborcji czy prawach par jednopłciowych. To bardzo ważne, ale nie chcę być aktywistą. Nikt z ekipy pracującej przy tym filmie nie chciał nosić żadnych transparentów. Chcieliśmy zrobić historię o miłości. Każdy ma do niej prawo, nieważne, kim jest.”
W tej wypowiedzi chyba najlepiej widać, że Liss mówi z pozycji człowieka nawet niezdającego sobie sprawy z tego, w jak uprzywilejowanej pozycji się zajmuje. Heteroseksualny facet jest „zmęczony dyskusjami o aborcji czy prawach par jednopłciowych” – a więc kwestiami, które bezpośrednio w ogóle go nie dotyczą! Nie przychodzi mu do głowy, że osoby bezpośrednio tymi kwestiami zainteresowane są zmęczone dużo bardziej – ale nie mają wyjścia. Jeśli bowiem chcemy mieć te kwestie tak załatwione, jak to jest standardem w krajach zachodnich, musimy walczyć.
Gdyby Liss był białym amerykańskim farmerem w połowie XIX wieku, zapewne męczyłyby go dyskusje o zniesieniu niewolnictwa – i namawiałby Czarnych do nienoszenia transparentów, nawoływałby do „spokojnej” rozmowy.
Żadna mniejszość nie wywalczyła żadnych praw, grzecznie o nie prosząc.
„Chcieliśmy zrobić historię o miłości. Każdy ma do niej prawo, nieważne, kim jest” – tu Liss ponownie sprzeniewierza się religii, którą według jego własnych słów wyznaje. Przypomnijmy: zgodnie z katolickim katechizmem, osoby LGBT nie mają prawa do miłości.
***
Ignorancja Ignacego Lissa ujawnia jeszcze jeden problem – ignorancję Warner Bros Discovery. Jak można było do tego stopnia nie przygotować głównego aktora serialu do jego promocji?
Ale jest też coś optymistycznego: reakcja naszej społeczności. Na Instagramie aktora pojawiła się cała fala… nie, nie hejtu, a rzetelnej, merytorycznej krytyki. Brawo!
































































































































