Radek Pestka: po zwycięstwie w „Top Model” totalnie mi odbiło

Z RADKIEM PESTKĄ, DJ-em i influencerem, zwycięzcą „Top Model” sprzed dziesięciu lat, a obecnie jednym z bohaterów nagiego kalendarza „Repliki” „Intymność” na 2026 rok, rozmawia Tomasz Piotrowski

fot. Kuba Stachowiak

W tym roku mija dziesięć lat od twojego udziału w „Top Model”. Jak minął ten czas?

Szybko. Nawet nie wiem kiedy. Dla mnie najważniejsze było ostatnich pięć lat. Zrobiłem największy progres. Byłem na terapii, zdałem maturę, rozpocząłem studia – japonistykę, choć musiałem je rzucić. Long story.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że po programie „uderzyła ci sodówka do głowy”.

Strasznie mi wtedy odbiło. Myślałem, że wszystko mi się należy, byłem samolubny, narcystyczny. Potrafiłem spóźnić się na sesję dwie godziny. Wiem też, że nie zawsze zachowywałem się dobrze wobec przyjaciół, wobec mojej siostry bliźniaczki. Ale z drugiej strony trochę się nie dziwię, że mi odbiło. Wrzuć do telewizyjnego programu chłopaka z totalnie biednej rodziny – u nas była taka bieda, że kaczki nam chleb rzucały. (śmiech) Ale na poważnie – daj temu dwudziestoletniemu chłopakowi nagle jakąś „rozpoznawalność” i pieniądze. Nie wiedziałem, jak je zainwestować, jak wykorzystać ten rozgłos. Jak współpracować z tymi firmami, które zaczęły się do mnie odzywać? Jakie są stawki? Tego w programie nikt mnie nie nauczył.

Dziś zarabiasz chyba głównie jako DJ, a nie jako model. Co z tymi wielkimi kontraktami obiecywanymi po wygranej w „Top Model”?

To nie do końca tak wygląda. Umówmy się, to nie jest program, który odzwierciedla świat modelingu, to reality show. Po programie od razu się okazało, że nie będę na tym zarabiać. Gdy pojechałem na kontrakt do Chin, przez dwa miesiące miałem bardzo mało pracy. Chodzisz na castingi, nie dostajesz roboty. Po co się pieprzyć i wmawiać sobie, że wszystko będzie OK? Dodatkowo modeling to jeden z niewielu zawodów, gdzie kobiety zarabiają 30% więcej niż mężczyźni, a konkurencja jest i tak ogromna. Jak idziesz w pokazie w Polsce, zarabiasz grosze. Żeby się przebić do Paryża czy na inne kontrakty – potrzeba masy wyrzeczeń, a do tego backupu finansowego, żeby spokojnie chodzić na castingi i nie martwić się, za co kupić jedzenie. Życie zweryfikowało, że się do tego nie nadaję. Na Instagramie można zarobić, tylko czy to jeszcze jest modeling, czy bycie influencerem? I szczerze? Z perspektywy czasu jestem dziś bardziej nieśmiały przed aparatem niż kiedyś. Straciłem tę pewność siebie przez te wszystkie castingi.

Tym bardziej chyba muszę ci podziękować, że zgodziłeś się wziąć udział w naszym nagim kalendarzu na 2026 rok.

Biłem się z myślami, czy powinienem, a już szczególnie, czy powinienem zgodzić się na okładkę. Z jednej strony chciałem, ale z drugiej miałem w głowie tę wpadkę z 2016 roku, gdy przypadkowo wrzuciłem nieocenzurowane zdjęcie na Snapchata. Opowiadałem chyba o tym w naszej ostatniej rozmowie (wywiad z Radkiem i Romkiem Gelo, jego ówczesnym chłopakiem, znalazł się w „Replice” nr 76, lis/gru 2018 – przyp. red.). Mój świat runął, straciłem wszystkie kontrakty, współprace, ludzie na ulicy pokazywali mnie palcami i wyśmiewali, a portale plotkarskie pisały tylko o tym. Ale czy ja kogoś skrzywdziłem tą sytuacją? Zabiłem kogoś, pobiłem, okradłem, złamałem prawo? A porównywano mnie do najgorszych ludzi. Najpierw spójrzmy na siebie, a potem oceniajmy innych. Taka sytuacja mogła zdarzyć się każdemu. Słyszałem, że inni też mieli takie wpadki, tyle tylko, że ja jestem osobą publiczną. Uderzyło we mnie tsunami nienawiści i pogardy, z którymi ledwo dałem sobie radę. Miałem wtedy próbę samobójczą. Dlatego chcę podkreślić: hejt upadla, niszczy, a nawet zabija.

Sprawa tego nagiego zdjęcia sprzed dziewięciu lat wciąż się za tobą ciągnie?

Trochę tak, trochę nie. Właśnie dlatego zastanawiałem się nad kalendarzem – czy to nie będzie taka przypominajka tamtej sytuacji. Ale z drugiej strony chyba już od tego nie ucieknę, pogodziłem się z tym. Wiele od tamtej pory się zmieniło. Wtedy temat seksualności czy w ogóle „niebieskiej platformy” (OnlyFans – przyp. red.) był znikomy, a jeśli był, to bardzo stygmatyzowany. Gdyby coś takiego wydarzyło się teraz, myślę, że poradziłbym sobie zupełnie inaczej. Boli mnie jedynie, że wciąż są marki, które mówią: „Radek? Nie, bo afera!”. Co z tego, że to było prawie dziesięć lat temu, a dziś współpracują z kimś, kto świadomie założył konto na Only- Fans. Mówię im, że u mnie to był przypadek. I tak jestem na gorszej pozycji, niż ktoś, kto świadomie wrzuca swoje nagie fotki do netu. Co mogę zrobić? Nic, patrzę już z dystansem. Ci, co mnie mnie poznali bliż ej przez te lata i współpracują ze mną, wiedzą, że mam inne wartości. Wraz z Romkiem brałem już udział w waszym kalendarzu na 2020 rok. Jednak wtedy byliśmy jeszcze dzieciakami, dopiero ostatnio stałem się bardziej świadomy siebie, swojego ciała, seksualności. Tego, że naprawdę cieszę się, że jestem gejem. Totalnie nie wyobrażam sobie być hetero. Jeżeli po śmierci czeka nas jakaś reinkarnacja, to mam nadzieję, że znowu będę gejem. Mimo wszystkich rzeczy, które dzieją się wokół nas – stygmatyzacji, hejtu, braku praw.

W 2022 roku, w odpowiedzi na czyjeś pytanie na IG, napisałeś, że po pięciu latach rozstałeś się z Romkiem, ale jest „git między wami”. Do dziś chyba jesteście przyjaciółmi.

Tak, ale zanim to się stało, potrzebowaliśmy trochę czasu. Przez pół roku nie odzywaliśmy się do siebie. Potem umówiliśmy się na „pranie brudów” i teraz… nie wyobrażam sobie życia bez Romka.

Mnóstwo relacji kończy się tak, że jedna osoba blokuje drugą na komunikatorach i nie chce jej znać. Wy pokazujecie, że można inaczej.

Wiele osób tego nie rozumie. Mówią, że pewnie jeszcze do siebie wrócimy, ale… no fucking way! Śmiejemy się, że zamieszkamy razem w domu starości. Kocham Romka nad życie. Wiem, że on mnie też. To jest tylko czysta przyjaźń, taka platoniczna miłość. Gadamy ze sobą codziennie, naprawdę codziennie i możemy powiedzieć sobie wszystko bez oceniania, bez tajemnic. Właściwie to jesteśmy jak bracia. Znamy się osiem lat, gdy zaczęliśmy się spotykać, szybko poznałem jego mamę, tatę, siostrę. Oni zastąpili mi rodzinę, której nie miałem. Jego rodzice zaczęli mówić do mnie „synek” po miesiącu. I mówią tak do dziś, mimo że nie jesteśmy razem. Mamy ze sobą kontakt, wciąż jestem zapraszany na wszystkie święta.

Takie przyjaźnie z byłymi partnerami, niestety, często psują kolejne związki.

Przyznaję: zarówno były chłopak Romka, jak i mój mieli trochę z tym problem. Mój partner niby go lubił, ale jednak nie rozumiał naszej relacji, zdarzały się o nią kłótnie. Tylko… to nie jest mój problem. Wiemy, że do siebie nie wrócimy. Nie wszyscy to rozumieją. To nie jest mój były chłopak, to moja rodzina. Nieważne, jak bardzo byśmy byli pijani i tak nie skończylibyśmy razem w łóżku. Była taka sytuacja w Amsterdamie. Coś tam wypiliśmy, spojrzeliśmy na siebie i mieliśmy takie… No nie, nic z tego. (śmiech)

Wspomniałeś, że wróciłeś do edukacji, zdałeś maturę i poszedłeś na studia.

Skończyłem szkołę średnią w trakcie pandemii i podszedłem do matury, ale zabrakło mi 2% z matmy. Nie odpuściłem. W 2024 roku spróbowałem znowu. Musiałem jednak oprócz tej nieszczęsnej matmy podejść już też do ustnego polskiego i angielskiego. Byłem załamany, non stop książki. Ale udało się! Na matmie strzelałem i ustrzeliłem 35%. Polski ustny 100%, angielski ustny – 100%. Byłem w szoku. Potem poszedłem na japonistykę, ale nie dałem rady. Lektury, historia, gramatyka, słówka, kultura, wiedza o języku, rozmówki, kanji – zajęć było ogromnie dużo, codziennie w godzinach 13-20, po szkole wciąż siedziałem nad książkami. A jeszcze przecież musiałem kiedyś pracować, żeby się utrzymać. Wiem, że każde studia są trudne, i nie chodzi o to, że „było trudno, to się poddałem”, tylko o to, że musiałbym mieć naprawdę zajebisty backup finansowy, by skupić się tylko na edukacji. Na razie odpuściłem.

Cały wywiad do przeczytania w 118. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.