Z OSKAREM SADOWSKIM, reżyserem queerowego filmu krótkometrażowego „Pieśń o nocy” wyróżnionego na tegorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym, rozmawia Mariusz Kurc

Najpierw była orgia
Tak. To było kilka lat temu. Tam poznałem chłopaka, który opowiedział mi, że gdy miał dziewiętnaście lat, kierował nim tak silny popęd seksualny, że był gotów na erotyczne doświadczenie niemal z każdym. Zapytałem, co ma na myśli. Powiedział, że na Romeo.com odezwała się do niego kobieta z pytaniem, czy za pieniądze spotkałby się z jej mężem, starszym mężczyzną. Zgodził się. Na miejscu okazało się, że ten mężczyzna jest terminalnie chory. Ale spotkanie potoczyło się inaczej, niż się spodziewał. Ta historia zaczęła we mnie pracować.
Od razu wiedziałeś, że to jest punkt wyjścia do scenariusza filmu „Pieśń o nocy”?
Tak, poczułem, że to będzie idealna historia na film krótkometrażowy. Jeden wieczór, który opowiem w trzydzieści minut. Na początku fascynował mnie przede wszystkim ten chłopak. Było w nim coś mrocznego, niepokojącego. Z czasem jednak coraz bardziej przyciągała mnie historia tego małżeństwa, ich nieoczywista tragedia.
Usłyszałeś od tego chłopaka, że ten pan nigdy nie uprawiał seksu z facetem?
Usłyszałem, że nigdy nie uprawiał seksu analnego. Czy był kryptogejem? Nie wiem.
Tamta opowieść była tylko inspiracją, impulsem do startu budowania naszej opowieści. Poszedłem w stronę, która mnie interesowała – analizy człowieka, który nie jest w stanie żyć w zgodzie z własną prawdą, z własną orientacją seksualną.
Ten temat jest ci bliski, bo masz podobne doświadczenie?
Akurat z ukrywaniem homoseksualności nie mam doświadczeń, ale każdy ma swoje tajemnice. Myślę, że problem narzuconych ram przez wychowanie, społeczeństwo i jego uprzedzenia, ale też nasze przeżyte traumy, autocenzura i nabyte przekonania często nie pozwalają nam być w pełni sobą. Być tym, kim tak naprawdę chcielibyśmy być, kim gdzieś naprawdę w środku jesteśmy, ale mamy jakiś lęk, który nas przed tym powstrzymuje. Myślę, że wiele osób może się w tym odnaleźć.
- Więc skupmy się na homoseksualności. Sam mam za sobą lata siedzenia w szafie. Ty jesteś dużo młodszy, ale serio nie masz takich doświadczeń?
Pierwszy raz wyoutowałem się przed rodzicami w wieku pięciu lat.
Żartujesz.
Nie. Wróciłem z przedszkola i powiedziałem, że zakochałem się w koledze z grupy.
Co oni na to?
Tata powiedział, że mogą z tego być straszne choroby. Podejrzewam, że miał na myśli AIDS i jakiś strach o swoje dziecko. To były lata 90. Zapytałem, czy da się te choroby wyleczyć rosołem, bo dziadek mówił, że wszystko można wyleczyć rosołem. Ale generalnie, oczywiście, oboje to zbagatelizowali. Potem przez jakiś czas myślałem, że za seks idzie się do więzienia, tak powiedziała mi koleżanka na podwórku; na trzepaku mówiąc dokładniej. Nie chodziło o gejowski seks, tylko w ogóle o seks. Miałem, jak to się mówi, trudne dzieciństwo. Jestem teraz w terapii traum EMDR. Kiedy wydarzały się trudne sytuacje, oglądałem je jak film – jakby one nie mnie się przydarzały. Raniły za mocno – psychika wytworzyła więc obronny mechanizm odcięcia się od emocji. Nie mogę powiedzieć, że jestem wdzięczny za traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa, ale myślę, że dzięki nim rozwinęła się w moim mózgu cała kreatywna część. I pewnie dlatego mam tę silną potrzebę, ale też łatwość tworzenia. Bo właśnie wyobraźnia była tym wentylem i miejscem ucieczki od tego, co działo się w rzeczywistości.
Ale z samym faktem, że jesteś gejem, nie miałeś problemu, tak? Czy jednak miałeś?
Miałem i nie miałem. Tamten coming out w wieku pięciu lat rodzice, jak już mówiłem, puścili w niepamięć. Tak naprawdę o mojej orientacji rodzice dowiedzieli się, gdy miałem trzynaście lat, mama odkryła, że mam konto na Fellow.pl (polska gejowska aplikacja randkowa popularna przed pojawieniem się Grindra – przyp. red.). Rok wcześniej zabrałem tatę do kina na „Tajemnicę Brokeback Mountain”. Nie domyślił się, co kryło się za tym zaproszeniem.
Nie!?
No nie, naprawdę.
Może nie chciał albo nie umiał stawić temu czoła?
Może. tego, co pamiętam, zapytał mnie po seansie, dlaczego akurat ten film jest dla mnie tak ważny. Nie opowiedziałem całej prawdy.
A mama?
Po moim właściwym coming oucie nie układało mi się z mamą. Rodzice byli już wtedy po rozwodzie. Mieszkałem z nią, a ona obawiała się, że będę spotykał się ze starszymi mężczyznami. Nie były to zresztą obawy całkowicie bezpodstawne. Nakładała więc na mnie coraz więcej ograniczeń – między innymi nie pozwalała mi wychodzić z domu po szkole, więc wymykałem się. Sytuacja między nami stawała się coraz bardziej napięta. W końcu przeprowadziłem się do taty, a mama uznała, że uciekłem z domu – zresztą nie po raz pierwszy. Zgłosiła moje zaginięcie na policję. O tym, gdzie ostatecznie będę mieszkał – z mamą, z tatą czy w ośrodku – miał zadecydować sąd. Sędzia wiedziała, że jestem gejem. Do czasu rozprawy skierowała mnie do szpitala psychiatrycznego.
Boże! Na jak długo?
Na miesiąc.
Myślisz, że homofobia grała rolę w tej decyzji sędzi?
Sam nie wiem, homofobia albo głęboka nieświadomość i pokrętna troska o moje bezpieczeństwo. Mogłem zostać przecież przeniesiony do babci czy ciotki, jednak to moja orientacja była powodem wyboru szpitala psychiatrycznego. Sąd stwierdził, że będzie to najbezpieczniejsze miejsce dla mnie. Paradoksalnie doszło tam do sytuacji, w której prawie straciłem życie – zostałem pobity przez jednego z pacjentów. Powodem nie było moje gejostwo, a podejrzenie podrywania jego dziewczyny, gdyż poprosiłem ją o pożyczenie prostownicy do włosów, miałem wtedy grzywkę. (śmiech) Zostałem też wyrzucony z gimnazjum – za bycie gejem.
Cały wywiad do przeczytania w 122. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.


































































































































