Rozmowa Mariusza Kurca

(Rozmawiamy po polsku, bo Jan rozumie polski. Gdy proszę go o wypowiedzi, mówi po angielsku).
Związek partnerski zawarliście w kopenhaskim Ratuszu 9 czerwca 1990 r. – za chwilę będziecie świętować 36. rocznicę. Dania była pierwszym krajem na świecie, który wprowadził instytucję prawną związku partnerskiego dla par jednopłciowych – począwszy od 1 października 1989 r. Skorzystaliście z tych przepisów osiem miesięcy później. Roman, ty być może jesteś swego rodzaju rekordzistą. Ciekawe, czy znajdzie się Polak lub Polka, który ma dłuższy staż w sformalizowanym związku jednopłciowym.
Roman: Może nie jestem rekordzistą, ale możliwe też, że jednak byłem tym pierwszym…
Po Danii drugim krajem była Norwegia, ale dopiero cztery lata później – w 1993 r. A gdybyście chcieli zawrzeć związek partnerski w Polsce, to czekalibyście do dziś.
R: Śledzimy te wygibasy rządzącej koalicji – zarówno w kwestii projektu ustawy o statusie osoby najbliższej, jak i transkrypcji aktów ślubu. Jesteśmy tym żywo zainteresowani, bo również chcielibyśmy uregulować nasz związek w Polsce. Czytałem niedawno, że jeden z pomysłów jest taki, by każda para przechodziła tę samą drogę sądową, co ci pierwsi panowie. Paranoja!
Jak to było wtedy, 9 czerwca 1990 r.?
R: Pamiętamy to dokładnie, duże wzruszenie, radość i nadzieja na normalne życie. Nie myśleliśmy wtedy, że ten nasz dzień jest również początkiem lawiny, która przetoczy się przez kawał świata. Nasz ślub wyglądał o wiele skromniej niż śluby, z których zdjęcia widujemy teraz w mediach. W Polsce – nawet jeśli sam ślub ma miejsce za granicą – jest bardziej spektakularnie, szyje się odświętne stroje i tak dalej. W Danii bywa spokojniej. Jest mniej pompy, a więcej luzu.
Jan: Moi przyjaciele zorganizowali małe przyjęcie. Były obrączki, które jakiś czas później wymieniliśmy na lepsze i nosimy je do dziś. I to tyle. Nawet nie wiem dokładnie, gdzie mamy kilka zdjęć z tamtego wieczora.
R: Ja wiem.
W 2012 r. Dania wprowadziła równość małżeńską. Rozumiem, że nie zamieniliście wtedy waszego związku partnerskiego na małżeństwo, tak?
R: Nie zamieniliśmy, bo nie mieliśmy takiej potrzeby. Prawa już i tak mieliśmy identyczne (związki partnerskie mają w Danii prawo do adopcji dzieci od 2010 r. – przyp. red.), małżeństwa jednopłciowe zawierają raczej ludzie bardziej wierzący, niektórzy biorą ślub w kościele, bo też jest to możliwe.
Nie myśleliście o dzieciach?
R: Gdy adopcja stała się możliwa, obaj byliśmy już zapracowanymi mężczyznami w średnim wieku, mnie ciągle nie było w domu – przeciętnie latałem w delegację dwa lub trzy razy w miesiącu. Posiadanie dziecka przez parę gejów to była wtedy wielka nowość, dziś już jest inaczej. Wielu naszych znajomych gejów pobrało się dopiero w wieku dojrzałym po rozwodach, utrzymują kontakty rodzinne nie tylko z żonami, ale też opiekują się wnukami.
Kiedy i jak się poznaliście?
R: Tu w Kopenhadze w 1987 r. – przez wspólnych przyjaciół, małżeństwo, które postanowiło nas zeswatać. Wręcz naciskali, że powinniśmy się poznać.
Romanie, jak znalazłeś się w Kopenhadze w 1987 r., czyli jeszcze w czasach PRL-u?
R: W Kopenhadze znalazłem się już w marcu 1986 r., bo dostałem dziewięciomiesięczne stypendium z duńskiego ministerstwa edukacji – a dokładniej, znalazłem się na Duńskim Uniwersytecie Technicznym w Lyngby niedaleko Kopenhagi. W tym czasie byłem już adiunktem na Politechnice w Poznaniu. Współpraca z uniwersytetem trwała przez kolejne trzy lata, każdego roku byłem w Danii przez parę miesięcy. W Danii robiłem badania, wracałem do Poznania, uczyłem studentów, następnie znów jechałem do Danii, prezentowałem wyniki badań i tak dalej. A w sierpniu 1987 r. poznałem Jana.
Czym się w ogóle zajmujesz?
R: Już jesteśmy obaj na emeryturze, ale zajmowałem się wieloma rzeczami. Jestem geofizykiem. Skończyłem studia na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Tutaj w Danii na początku zajmowałem się badaniami geofizycznymi, hydrogeologicznymi a potem zanieczyszczeniami gruntów i wód podziemnych przez przemysł oraz przez odpady komunalne. Pracowałem i w administracji, i w znanej duńskiej firmie Krüger A/S (obecnie w Polsce VEOLIA) jako project manager na Europę Wschodnią. To było jeszcze przed rozszerzeniem Unii Europejskiej na kraje Europy Wschodniej. Realizowałem projekty w Polsce, Estonii, Litwie, Rosji (Kaliningradzie), Ukrainie i oczywiście w Danii. Po powodzi stulecia w Polsce w 1997 r. moja firma uczestniczyła w odbudowie zniszczonej infrastruktury miejskiej w województwie opolskim. Byłem odpowiedzialny za budowę nowej stacji monitoringu na rzece Białej. Niestety stacja ta została zniszczona ponownie przez powódź w 2024 r. Wszystkie te projekty były sponsorowane przez duńskie Ministerstwo Środowiska.
W 2001 r. zostałem wysłany przez rząd duński do zniszczonego powojennego Kosowa. Pracowałem w Tymczasowej Misji Administracji Narodów Zjednoczonych w Kosowie (UNMIK) jako senior water expert, zajmując się koordynacją projektów zasobów wód głębinowych, ich zarządzaniem oraz ochroną. W Kosowie spędziłem cały 2001 r. Od 2007 r. pracowałem w Region Sjalland (duński odpowiednik województwa – przyp. red.), dalej zajmując się badaniami, oczyszczaniem gruntów i wód podziemnych. Od początku mojego pobytu byłem członkiem Duńskiego Związku Inżynierów, ale w Region Sjalland zostałem wybrany jako mąż zaufania. Mąż zaufania w firmie w Danii to osoba wybrana przez pracowników, która reprezentuje ich interesy wobec pracodawcy, czyli prowadziłem negocjacje płacowe przy zatrudnianiu i przy kolejnych podwyżkach.
Janie, poznałeś Romana i…
J: Zaiskrzyło od początku.
R: Tak jest. Wprowadziłem się do Jana po miesiącu i przez następne miesiące byliśmy już razem, chodziliśmy do pracy – Jan do swojej, ja na uniwersytet, aż do wyjazdu do Polski.
Cały wywiad do przeczytania w 121. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.
































































































































