Jak całkowicie zniknąć (Polska, 2014), reż. P. Wojcieszek, wyk. A. Podsiadlik, P. Roggan, dystr. Alter Ego Pictures, premiera: 17.04.2015
fot. mat. pras.
Dziewczyna spotyka dziewczynę. Zaczyna się od podchodów w metrze: spojrzenia, uśmiechy, wysiadanie i wsiadanie na tych samych stacjach. Jakieś wzajemne przyciąganie. To Gerda, nieśmiała, skryta Polka wykona pierwszy krok. Mała Rozbójniczka, Niemka, podchwyci jej zabawę czy grę i potem, jako wygadana i wyzwolona, przejmie ster. Spędzą ze sobą kilkanaście godzin. Pojdą do klubu, do knajpy, do łózka. Trochę wygłupów, trochę błahych rozmów, trochę poważniejszych, trochę zauroczenia. Trochę seksu. „Przed wschodem słońca” w wersji lesbijskiej? Nie! Tam chłopak i dziewczyna bez przerwy gadali. Tu dziewczyny odzywają się w sumie niewiele. Są. Są razem. Homofobia, emancypacja – nie, tych tematów nie ma, ale i chyba nie musi być. Akcja filmu toczy się w Berlinie. Gerda, nawet jeśli pełny proces akceptacji ma jeszcze przed sobą, to tu, jako anonimowa postać w liberalnym mieście, może sobie „odpuścić” – i zachowywać się swobodnie, jak jej kompanka. Oniryczna muzyka i zjawiskowe zdjęcia – Berlin wygląda pięknie! – czynią z tej prostej opowieści miejską baśń, osadzoną w rzeczywistości, a jednak odrealnioną. Film zawiera animowane fragmenty, w których słyszymy myśli dziewczyn. Kto lubi takie klimaty, może się w nich zanurzyć i „całkowicie zniknąć”. Mnie brakowało trochę wyrazistych emocji i dynamiki.
A swoją drogą, reżyser Przemysław Wojcieszek coraz bardziej interesuje się LGBT. Po spektaklu „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” i po filmie „Sekret” to jego trzecie dzieło z tymi wątkami.
Film miał swoją prapremierę na zeszłorocznym wrocławskim Festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty. (Mateusz Chojnacki)
Tekst z nr 54/2-4 2015.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
O Pasolinim, Lorce, Schwarzenbach i Warholu, o pasji kręcenia filmów, o jej aktorach i aktorkach oraz o nieudawanych scenach erotycznych z reżyserką Małgą Kubiak rozmawia Marta Konarzewska
fot. mat. pras.
W 2005 r. zrobiłaś film o Sarze Kane („Cravings of Kane”), w 2012 – o Annemarie Schwarzenbach („Annemarie Schwarzenbach. Duende”), w 2013 – o Federico Garcii Lorce („Czarna rozpacz”), rok temu – o Pier Paolo Pasolinim („PPPasolini”), teraz kręcisz o Andy’m Warholu. To wszystko artyści homoseksualni. Przypadek?
Zapomniałaś o Yukio Mishimie („Fallen Angel”). Absolutnie to nie jest przypadek! Już jako dziecko kochałam się w poetach i pisarzach, jak się później okazało, homoseksualnych. Literatura zawsze miała na mnie ogromny wpływ.
Przez twojego ojca (Tadeusz Kubiak, poeta – przyp. red.)?
I jego środowisko. U nas się wszyscy zbierali, pili, płakali, bawili się. Przychodził m.in. Władysław Broniewski. W domu była też bogata biblioteka. Czytałam i czytałam, a niektórzy autorzy, wydawało się, że mówią wprost do mnie. Nie, że to wiersz, czy rym, tylko rozmowa ze mną. Dopiero, gdy byłam nastolatką odkryłam, że właśnie ci byli homoseksualni. Nie umiem tego dobrze wyrazić. Jak powiem, że poruszali mi serce i duszę, to zabrzmi patetycznie. Ale tak było. Pozostali i pozostałe – hetero – dawali mi tylko informacje, nie dotykali mnie emocjonalnie. A bez Oscara Wilde’a nie mogłam przebyć nawet jesieni! Przez cały październik i listopad zwykle najchętniej nie wychodziłam z domu i tylko czytałam Wilde’a, najpierw po polsku, potem po angielsku. Przeczytałam wszystko, w jego listach maczkiem wydanych siedziałam chyba trzy jesienie, to mi po prostu pomagało przeżyć – te podróże z nim. Jak zetknęłam się z postacią Schwarzenbach, też się natychmiast zakochałam. Wystarczyło mi obejrzeć kilka zdjęć (była podobna do mojej mamy) i przeczytać dwa artykuły.
A Lorca?
To samo! W Lorce kochałam się jak w moim tacie. To Lorca przybliżył mi ojca. Który nie był gejem, ale był straszliwie kobiecy, delikatny, miał drobne dłonie, małe stopy. Ciągle chlał i śpiewał, ale i ciągle płakał. Poeci go uwielbiali jak maskotkę. Nie był „męski” jak Broniewski czy Hłasko. W życiu mnie nie uderzył, no dobra, raz, jak zaszłam w ciążę.
Byłaś gówniarą.
Miałam 18 lat, byłam w klasie maturalnej.
Masz córkę i syna. Miałaś trzech mężów.
…ale moja seksualność hetero to pomyłka (śmiech). No, ale nie mogę ingerować w przeszłość. To znaczy – mogę.
Na przykład w sztuce. Mówisz, że w sztuce chodzi o przekraczanie granic.
Jako moja aktorka to rozumiesz. W filmach Carla Andersena, austriackiego reżysera z Berlina, zawsze grałam lesbijkę.
Jest tam seks?
Jest, ale to udawany seks.
Za to u ciebie w filmach jest nieudawany.
Tak.
I dużo gejowskiego, m.in. z udziałem znanego aktora Alexiego Carpentieri. To nie porno, ale na granicy. Pasoliniego gra Er win Leder, słynny aktor austriacki. Pokazuje się nago. Jak ci się udaje nakłonić aktorów do tych transgresji?
Przecież wiesz – nie nakłaniam. Alexi mi to daje. On mi dostarcza i ja to biorę. Kiedy chciał zagrać 100 procent realną scenę seksu z Severynem XY…
… i z ananasem…
(śmiech) i z ananasem – no to zagrał. Jeśli chciał, by mu Severyn włożył marchewkę w odbyt, to zrobili to. Ja tego nie wycinam. Może gdybym wycięła, pokazaliby mnie na kilku festiwalach, na które się nie dostałam. Ale zawsze miałam seks w swoich filmach i muszę być konsekwentna.
Ananas pokazali we Wrocławiu na Nowych Horyzontach 2013 i na LGBT Film Festiwalu 2014, który w tegorocznej edycji pokaże odważnego, parapornograficznego, parapolitycznego, semi-doku „PPPasoliniego”. To tam jest ta marchewka.
To prawda. Alexi gra tam Ninetto.
Młodego kochanka Pasoliniego, do którego tuż przed śmiercią półnaga próbuję dodzwonić się z wanny.
Właśnie. A w epilogu gra też Sandro – bohatera powieści Pasoliniego „Petrolio”. Mamy tu orgię trzech gejów pod okiem Pasoliniego. Kręciliśmy to w Marakeszu w hostelu, gdzie nie było nawet klucza do drzwi… Baliśmy się.
Ale dla ciebie na planie pragnie się zrobić wszystko. Co nie jest łatwe, trzeba wiele pokonać. Wstyd, lęk.
Zależy mi głownie na tym! To metoda katharsis. Mówię metoda, choć nie stosuję jej z wyrachowaniem. Mój każdy film to musi być jazda bez trzymanki, można by tylko kręcić te filmy i ich nigdzie nie pokazywać, nie montować. To już jest wydarzenie dla całego teamu i dla mnie jako reżysera.
Dajesz max, ale i dostajesz.
To samo krytycy znaleźli u Warhola. Jego aktorki i aktorzy strasznie dużo mu oddawali, to prawda, ale on nie tylko od nich brał, on im też dużo dawał. Wiem, niektórzy uważają go za potwora, ale przecież środowisko z jego Fabryki było już tak znarkotyzowane i zneurotyzowane, że…
… nic nie jest oczywiste. U ciebie Warhol jest niejednoznaczny i nawet gra go kilku aktorów. W twoich filmach w ogóle zawsze oglądamy jakby inną stronę znanej postaci, historii. Na przykład Lorcę kojarzy się z folklorem Andaluzji, a ty podkreśliłaś jego stronę rewolucyjną.
Bo on sam nie chciał być uważany za barwnego cygana od flamenco, tylko za intelektualistę. On był rewolucyjny! Był komunistą, dramatopisarzem.
Ale znanym raczej z lirycznego cante jondo. Podobnie z Pasolinim. Legenda mówi, że został zabity przez Pelosiego, który był męską prostytutką. Mniej znana wersja mówi o politycznym podłożu tej zbrodni – że była na zlecenie Chrześcijańskiej Demokracji. A u ciebie jeszcze inna historia – polityczna, ale spiskowa, masońska.
Ale ja tu nic nie wymyśliłam! Zawsze robię dokładną dokumentację do moich filmów i teraz też zrobiłam. Faktem jest, że w czasie śmierci Pasoliniego włamano się do jego studia w Chia i bezpowrotnie skradziono 70 stron „Petrolio”, która traktuje o władzy magnatów politycznoekonomicznych i ich działalności seksualnej i kryminalnej. Faktem jest też, że w ostatnich dniach życia Pasolini mówił na spotkaniach i w wywiadach, że zostanie zamordowany i bał się. Propaganda Due (masońska organizacja, którą pokazuję w PPP) to nie to samo, co Chrześcijańska Demokracja, ale należeli do niej ci sami ludzie! Jej listy (spisy) członków były tajne, ale później je znaleziono i ujawniono.
Seks i polityka zawsze miesza się w twoich filmach. Seksualność jest polityczna?
Oczywiście! Dla mnie sytuacja polityczna jest tak samo ważna, jak ta emocjonalna, bo to jest zawsze kombinacja. U Lorki – homoseksualnego komunisty zamordowanego przez bojówkę prawicową, jak i u Pasoliniego, i u Schwarzenbach. Mówi się, że ona przewróciła się na rowerze, uderzyła w głowę i zmarła. Ale przecież to jej związana z faszystami bardzo bogata rodzina i konserwatywne środowisko mogły się jej pozbyć. Annemarie była im niewygodna, niebezpieczna. Paliła opium, przyjaźniła się z Żydem komunistą Klausem Manem, kochała się w jego siostrze Eryce Mann, była lesbijką, miała męża geja, dyplomatę francuskiego. Zmarła w 1942 r. po pobycie w szpitalu psychiatrycznym, gdzie ją wcześniej wielokrotnie zamykano. A wtedy właśnie weszły na parnas lobotomie… Być może nie bez powodu były problemy z ekshumacją jej zwłok? Bo po ekshumacji widać, co było robione w czaszce.
Seks, polityka, tragiczna śmierć.
To mnie nakręca. Naładowany maksymalnie dramat z prawdziwego życia zawsze jest głębszy i cięższy niż dramat, który sobie napiszesz.
I znów: ja tych ludzi zwyczajnie kocham. Tak samo jak kocham się w moich aktorkach i aktorach. To wytwarza maksymalną energię.
I ta rozerotyzowana energia – mam na myśli erosa jako popęd życia i erotyzm jako seks – jakoś ożywia te zmarłe tragicznie postaci?
Albo wywołuje ich duchy (śmiech). Viana Asencio, tancerka i aktorka, mówiła, że dla niej granie w „Czarnej rozpaczy” to było olbrzymie przeżycie, bo jej się wydawało, że ten żywy, prawdziwy Lorca tam jest. I ja też to czuję.
Małga Kubiak – reżyserka, aktorka, performerka, pisarka. Jako Miss Mess współpracowała m.in. z Nickiem Cavem. Autorka filmow określanych jako deliryczne poematy, balansujących na granicy poezji i porno. Laureatka nagrody Niedźwiedź Polarny 2015, skandynawskiej organizacji LGBT „Tupilak”, która zostanie wręczona podczas tegorocznego festiwalu LGBT Film Festival w Warszawie. Film „PPPasolini”, który trzeba zobaczyć podczas tego festiwalu, to biografia Piera Paolo Pasoliniego kręcona „od tyłu”. Zaczyna się od epilogu (który funkcjonuje też jako osobny fi lm) – ekranizacji fragmentów najbardziej upadłej powieści Pasoliniego „Petrolio”. Część główna to ostatnie cztery dni z życia reżysera i jego śmierć. Małga Kubiak robi aktorski comeback w obu częściach w roli Demona Pasoliniego i wszystkich kobiet z „Petrolio”. Marta Konarzewska występuje w najnowszym filmie Małgi – „Andy Warhol, to se wrati” (powstaje obecnie) oraz w epizodzie „PPPasolini”.
Tekst z nr 54/2-4 2015.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Sekret (2012), reż. P. Wojcieszek, wyk. T. Tyndyk, dystr. Nowe Horyzonty, premiera: 17.04.2013
fot. mat. pras.
Tytułowy „Sekret” odnosi się do przeszłości Jana, który był więźniem stalinowskim, ale również być może, tuż po zakończeniu wojny, mordercą Żydów. Na taki właśnie trop wpada Karolina, badaczka problematyki żydowskiej. Postanawia sprawdzić u źródła – jej przyjacielem jest wnuk Jana – Ksawery, gej występujący jako drag queen. Oboje i Ksawery jadą do Jana na wieś – do domu, w który przed laty miało dojść do zbrodni. Kolejne sceny będą prowadzić do bolesnej konfrontacji z przeszłością staruszka, ale i do konfrontacji młodych z własną tożsamością. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę.
Akcja co rusz rwie się, sporo tu sekwencji jakby „niedokończonych”. To rozedrganie może drażnić lub fascynować widzów rozsmakowanych w tzw. artystycznych ujęciach. Ciekawa jest relacja między Ksawerym, a jego dziadkiem. „Nie zakochuję się w dziewczynach” – mówi wnuk, gdy Jan dopytuje o koleżankę. Ciekawy jest też pomysł, by z przemilczaną niechlubną stroną relacji polskożydowskich mierzył się gej (i drag queen). Ale to jednak kino tylko dla koneserów. Oraz dla… fanów Madonny: kolejne rozdziały filmu mają tytuły wzięte z jej piosenek – np. „Jak to jest być dziewczyną”, „Opowieść do poduszki”. (Arek Michalski)
Tekst z nr 43/5-6 2013.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Los Amantes Pasajeros, Hiszpania (2013), reż. P. Almodovar, wyk. C. Roth, J. Camara i inni. dystr. Gutek Film, premiera: 10.05.2013
fot. mat. pras.
Almodovar wrócił do komedii i rozczarował, choć zapowiadało się wyśmienicie. Na pokładzie samolotu z Madrytu do Meksyku, tuż po starcie okazuje się, że podwozie jest zepsute. Trzeba lądować, ale nie ma gdzie, krążymy więc w kółko nad Toledo. Trzej zabawnie przegięci stewardzi geje za kołnierz nie wylewają. Innymi środkami pobudzającymi też zresztą nie gardzą. Piloci wyglądają na statecznych heretyków, ale to pozory. Do tego jeden podejrzany typ, jeden gwiazdor filmowy, jeden finansista z przekrętami na koncie, jedna dziewica, która w końcu chce z kimś mieć seks oraz zdzira w średnim wieku z lubością opowiadająca o swych ekscesach erotycznych „z najważniejszymi osobami w tym państwie od numeru jeden do sześćset”, czyli archetyp gejowskiej divy. Plus młody przystojny byczek, obiekt westchnień stewardów, ale zajęty przez świeżo poślubioną żonę.
Może ta Hiszpania w pigułce jest pokazana trafnie, ale jednak nie gra. Fabuła bez nerwu, brak zwrotów akcji, przydługie dialogi. Zamiast śmiać się do rozpuku, można się tylko parę razy uśmiechnąć. Na przykład, gdy stewardzi rozkosznie tańczą do „I’m so excited” Pointer Sisters. (Mariusz Kurc)
Siła przyciągania (Freier Fall), Niemcy (2013), reż. S. Lacant, wyk. H. Koffler, M. Riemelt; dystrybucja: Tongariro, premiera w Polsce: 6 września 2013 r.
fot. mat. pras.
Oglądając „Siłę przyciągania” trudno pozbyć się wrażenia, że gdzieś już ten fi lm widzieliśmy. Fabuła zdaje się bowiem posklejana z elementów znanych z innych branżowych produkcji. Nowością jest miejsce akcji, w której rozwija się uczucie między facetami, a mianowicie: policja.
Poznajemy Marca, małomównego i zamkniętego w sobie młodego policjanta. Marc ma kochającą dziewczynę, z którą planuje się pobrać, oczekują także narodzin pierwszego dziecka. Wkrótce jednak w ich uporządkowane i na pozór szczęśliwe życie wkroczy Kay, nowy kolega z pracy Marca. Jest otwarty i bezpośredni, nie próbuje nawet kryć swojego pociągu do Marca, którego opor stopniowo słabnie. W końcu między mężczyznami dochodzi do zbliżenia, a powściągliwy dotąd Marc okaże się człowiekiem gotowym zaryzykować wiele dla nieznanej mu dotąd namiętności.
Nawet średnio zorientowany w kinie LGBT widz potrafi wskazać produkcje opowiadające podobne historie. Ale tak, jak w przypadku szwedzkiego „Pocałuj mnie” (patrz: „Replika” nr 43 – przyp. red.), oglądając „Siłę przyciągania” nie czuje się znużenia ogranym schematem. Na pochwały zasługują również aktorzy, zwłaszcza odtwórcy głównych rol. Są przekonujący w każdym geście, włącznie z licznymi scenami gorących pocałunków. Największe wrażenie robi scena w lesie, w której napięcie erotyczne między bohaterami zostaje w końcu rozładowane. Chłodny i opanowany dotąd Marc ujawnia burzę targających nim emocji, od ciekawości i żądzy, do ulgi i wstydu. Jest przy tym tak rozczulająco nieporadny, że ani przez chwilę nie wątpimy w realizm całej sytuacji. O ile sceny zbliżeń pomiędzy bohaterami w branżowych filmach często rażą sztucznością, w „Sile przyciągania” urzekają autentyzmem. Także od strony warsztatowej fi lm nie pozostawia wiele do życzenia – zdjęcia i montaż umiejętnie podkreślają coraz większe zagmatwanie sytuacji Marca.
Przy okazji „Siły przyciągania” można się zastanawiać, ile jeszcze nowych tematów można poruszyć w filmach LGBT. O ile historia wewnętrznej przemiany Marca i jego nauki życia w zgodzie z samym sobą jest wciągająca i autentyczna, trudno zignorować fakt, iż oglądaliśmy ją już wielokrotnie. Czekam więc na następny „etap” – wciągające historie miłosne facetów, którzy proces samoakceptacji mają już dawno za sobą. Czy takie branżowe produkcje podzielą los filmów romantycznych, w których wszystko już pokazano i które różnią się jedynie detalami? Miejmy jednak nadzieję, że te nowe filmy będą miały tak dobrych realizatorów i tak dobrych aktorów, jak „Siła przyciągania”. (Mateusz Sulwiński)
Tekst z nr 44/7-8 2013.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
W okresie „złotej ery porno” mogło się wydawać, że kino „dla dorosłych” i jego gwiazdy przebiją się do mainstreamu. Ale dotyczyło to tylko produkcji hetero
Rex Chandler zagrał „Jamesa Bonda” w gejowskiej porno wersji przygód słynnego agenta – „A View To A Thrill” (1989), mat. pras.
Rewolucja seksualna sprawiła, że w latach 70. w USA wszystko było możliwe. Przemysł porno był jednym z największych beneficjentów tej sytuacji. Nie tylko wyszedł z podziemia, ale zaczął stawać w szranki z produkcją głównego nurtu. Pojawiły się pełnometrażowe fabuły, w których sceny niesymulowanego seksu były integralną częścią akcji i nie dominowały nad całością. To była nowa jakość, która budziła zachwyt. W 1972 r. na czwartym miejscu w box office znalazł się „Behind the Green Door” Jima i Artie Mitchellów, a jednocześnie kolejki ustawiały się, by zobaczyć zakazane w 23 stanach „Głębokie gardło” Gerarda Damiano. Zaczęły działać te same mechanizmy, co w Hollywood, każdy sukces znajdował naśladowców, próbowano też kontynuacji. Już w 1973 r. jeden z braci Mitchell wraz z Jonem Fontaną zaprezentował „Resurrection of Eve”, znów z Marilyn Chambers, odkryciem „Behind the Green Door”. Z kolei w 1974 r. pokazano „Głębokie gardło, część II” Josepha W. Sarno z tą samą parą wykonawców (Linda Lovelance i Harry Reems). Branżę ogarnęła euforia! Reżyser Gerard Damiano (1928-2008) wierzył, że filmy pornograficzne będą zyskiwać na znaczeniu i popularności, coraz większe budżety wpłyną na lepszą jakość i wkrótce znikną wszelkie podziały między mainstreamem a niszą. Sam nie chciał jedynie odcinać kuponów od powodzenia „Głębokiego gardła” i postanowił przygotować coś nietypowego: porno w zaświatach. „Diabeł w pannie Jones” (1973) to opowieść o nieszczęśliwej dziewicy (Georgina Spelvin), która popełnia samobójstwo. Odebranie sobie życia okazuje się jej jedynym grzechem, więc aby nie trafi ć do piekła (wieczność z impotentem) musi wrócić na ziemię i zapracować na niebo, poznając uroki seksu. Nauczycielem erotyki jest sam Harry Reems, a bohaterka próbuje kolejnych konfiguracji: miłości lesbijskiej, orgii i podwójnej penetracji.
Po dziesiątce jedenastka
Jest mnóstwo przykładów, że porno starało się wpisać w historię kina i wchodzić w „dialog” z głównym nurtem. Jednym z przejawów było odwoływanie się do klasyki. Kampowym musicalem „Blonde Ambition” (1981, nakręcony w 1977 r., reż. Lem i John Amero) złożono hołd komediom muzycznym z lat 50., takim jak „Mężczyźni wolą blondynki” (1953) z Marilyn Monroe. Do tego musicalu nawiązywał też tytuł filmu Bruce’a Sevena „Mężczyźni wolą rude” (1986). Zabawy tytułami były częste, odwoływano się do aktualnego przeboju lub klasyki sprzed lat, np. „She’s No Angel” (1976) to niejako odpowiedź na dawny przebój z Mae West „I’m No Angel” (1933). W luźnej przeróbce „Portretu Doriana Graya” Oscara Wilde’a: „Take Off ” (1978, reż. Armand Weston) jedna z bohaterek nazywa się Henrietta Wilde, a inna – Jean Harlot, wzorowana jest na słynnej seksbombie lat 30. Jean Harlow. Porno kręcono szybciej i taniej, więc błyskawicznie można było reagować na aktualne przeboje kinowe, przedstawiając własne wersje. Często zmieniano płeć głównemu bohaterowi; odpowiedzią na „Ojca chrzestnego” była „Matka chrzestna” z tego samego 1972 r. Przykład bezpośredniej parodii to „M*A*S*H’d” (1976, reż. Emton Smith) nawiązujący do „MASH” Roberta Altmana (1970) i opowiadającego tę samą historię serialu „M*A*S*H” (1972- 83). Film Smitha reklamowano hasłem: Wojenne historie, których nawet w „M*A*S*H” nie można było opowiedzieć. Niemal równocześnie zrealizowano „Amerykańskiego żigolaka” (1979) z Richardem Gere’em i „Kalifornijskiego żigolaka” (1979, reż. Bob Chinn) z Johnem Holmesem, jednym z najsłynniejszych aktorów w dziejach porno, którego historia stanowiła podstawę hollywoodzkiego „Boogie Nights” (1997) z Markiem Wahlbergiem. Na olbrzymie powodzenie „Dziesiątki” (1979) Blake’a Edwardsa (7 miejsce w box office w 1979 r.) branża porno odpowiedziała filmem także traktującym o kryzysie mężczyzny w wieku średnim zatytułowanym „Jedenastka” (1980, reż. Elliot Lewis i Harry Lewis). Tytuł nawiązywał do filmu Edwardsa, w którym główny bohater (Dudley Moore) po poznaniu Jenny (Bo Derek) uznaje, że w punktacji ideału kobiety od 1 do 10 przyznaje jej 11. W haśle reklamowym odwoływano się do pierwowzoru: „11” równie dobra co „10”, ale pokazująca dużo więcej! Z czasem porno odpowiedniki miały coraz bardziej finezyjne tytuły, inteligentnie nawiązujące do pierwowzorów. Niemal równocześnie z filmem „Listonosz dzwoni zawsze dwa razy” („The Postman Always Rings Twice”, 1981), powstało „Please… Mr. Postman” (1981, reż. Ken Gibb). Po „9 i pół tygodnia” (1985) pojawiło się „10 i pół tygodnia” (1986, reż. Gary Graver), a rok po wielkim sukcesie „Fatalnego zauroczenia” (1987), nadeszło… „Analne zauroczenie” (1988, reż. Charlie Diamont). To była przygrywka do coraz odważniejszych tytułów, po komedii „Rybka zwana Wandą” (1988), nadeszła „Cipka zwana Wandą” (1992, reż. Eric Edwards).
Krążąc po gejowskiej dzielnicy
Pod względem nawiązań do głównego nurtu i klasyki kina, gejowskie porno wyglądało przy swoim heteryckim odpowiedniku jak ubogi krewny. Filmy dla homoseksualistów siłą rzeczy miały mniejszą szansę na masową sprzedaż, ich budżety były skromne, a scenariusze bardziej banalne. Nieliczne odnosiły sukcesy wykraczające poza krąg zainteresowanych; pozytywny przykład to przełomowe „Boys in the Sand” (1971, reż. Wakefield Poole) nawiązujące do „Boys in the Band”, gejowskiej sztuki przeniesionej na ekran w 1970 r. Dopiero na początku lat 80. gejowski biznes porno dojrzał na tyle, by realizować nawiązania do aktualnych tytułów. Kontrowersyjny thriller „Cruising” (1979) Williama Friedkina z Alem Pacino, przeciwko któremu protestowała społeczność LGBT, zainspirował „Cruisin’ the Castro” (1981) Michaela R. Newmana. Tytułowe krążenie po miejscach spotkań gejów nie jest tu pokazane jako niebezpieczne i demoniczne, tylko służące przyjemności. „Centurians of Rome” (1981) Johna Christophera wykorzystywał zamieszanie powstałe przy premierze „Kaliguli” (1979) do innej historii ze starożytności. W chwili realizacji było to najdroższe gejowskie porno, budżet filmu wynosił 100 tys. dolarów (wcześniejszy o dziesięć lat „Boys in the Sand” kosztował 8 tys.). W głównych rolach wystąpili George Payne i Eric Ryan, dwaj gwiazdorzy znani także z filmów hetero. Co ciekawe, Ryan zagrał epizod w „Cruising”, pojawił się jako mężczyzna przy barze, co miało dodatkowo uwiarygodnić scenę. Znacząca jest biografia reżysera „Centurians of Rome”, geja Johna Christophera, znanego przede wszystkim z filmów hetero. Urodził się w tradycyjnej rodzinie w New Jersey w 1953 r., naprawdę nazywał Christopher Covino. Na studiach działał w kółku teatralnym, pociągało go aktorstwo, ale nie miał urody amanta. Największy wpływ na jego drogę zawodową miało poznanie w 1972 r. Chucka Vincenta, starszego o 13 lat geja, początkującego reżysera porno. Christopher został jego pomocnikiem, a wkrótce sam zaczął realizować filmy, podobnie jak Vincent – heteryckie. Zadebiutował już w 1973 r., ale pierwsze gejowskie porno („Games Men Play”) zrobił dopiero sześć lat później. W sumie nakręcił 24 tytuły, jednocześnie regularnie występował w filmach kolegów, grał niewielkie role niewymagające nagości. Zmarł na AIDS w 1984 r. mając zaledwie 31 lat. Jego ostatni film to gejowski „Hard Money” (1984); pamięci Christophera dedykowana jest komedia „Jack ‘n Jill 2” (1984) Chucka Vincenta.
Nazywam się Chandler, Rex Chandler
W drugiej połowie lat 80. gejowskie porno na dobre zaczęło realizować własne wersje oglądanych masowo produkcji. Jednym z najlepszych pomysłów była powstanie „Dynastud” (1986, reż. Scott Hansen). W tej parodii „Dynastii” głównymi bohaterami nie są wcale Blake, Krystle i Alexis, tylko Steven i Adam Harringtonowie (Christopher Lance i Mark Miller), obaj niezwykle romansowi (Steven spóźnia się na spotkanie, bo musi „poznać” nowego chłopca stajennego, a Adam uprawia seks nawet w samolocie). Film został wydany tylko na wideo i w 1987 r. był nominowany do Adult Video News Awards w kategorii najlepszego filmu gejowskiego (przegrał z „Powertool” z Jeffem Strykerem). W 1994 r. reżyser przedstawił „Dynastud 2: Powerhouse” z innymi aktorami (z pierwszej obsady został tylko Rick Donovan). Dwa miesiące przed premierą, w wieku 27 lat zmarł tragicznie odtwórca roli Stevena, Christopher Lance – został śmiertelnie dźgnięty nożem w czasie kłótni z partnerem. Rok później samobójstwo popełnił Joel Curry grający seksownego Briana kochającego się z Adamem w przestworzach. Przedawkował leki i zasnął na tylnym siedzeniu samochodu z włączonym silnikiem w garażu. Na drzwiach powiesił kartkę dla młodszego brata i przyrodniej siostry: „Nie wchodź do garażu – idź i zadzwoń do taty”. Jedynie na wideo ukazał się także „A View to a Thrill” (1989, reż. Mark Frederics), gejowski odpowiednik „A View to a Kill” (1985) o przygodach Jamesa Bonda z Rogerem Moorem (i Grace Jones). Głównym bohaterem jest szpieg, który odwiedza różne miejsca na świecie. Przytrafiają mu się niesamowite erotyczne przygody (przy seksie oralnym nie przeszkadza nawet wąż pełznący po jego nodze). Bohater nazywa się Rex Chandler, odtwarza go aktor noszący pseudonim… Rex Chandler. Z ekranu oczywiście pada kwestia: Nazywam się Chandler, Rex Chandler, a otwierająca film piosenka przypomina przebój Duran Duran z „A View to a Kill”.
Świadkowie mimo woli
Eric Ryan ze wspomnianego wyżej „Cruising” nie był jedynym aktorem porno zaangażowanym do hollywoodzkiego filmu. Wielu jego kolegów i koleżanek po fachu miało nadzieje na kariery w kinie głównego nurtu, ale zazwyczaj kończyło się na epizodach albo udziale w filmach znanych jedynie najbliższej rodzinie reżysera. Często chodziło o puszczenie oka do bardziej spostrzegawczego widza, tak było choćby we wspomnianej „Dziesiątce”, gdzie w scenie przyjęcia pojawia się cała masa gwiazd porno (Annette Haven, Jamie Gillis, Candida Royalle, Desiree West, David Morris). Na podobnej zasadzie w musicalu o zespole Village People „Can’t stop the music” (1980) do epizodu mężczyzny uprawiającego jogging zaangażowano George’a Payne’a. Kiedy trafiała się szansa dużej roli w potencjalnym przeboju, coś stawało na przeszkodzie. Tak było z pomysłem, by Harry Reems zagrał trenera w „Grease” (1978) oraz by Annette Haven wystąpiła jako Holly Body w „Świadku mimo woli” (1984). Akcja filmu częściowo dotyczy biznesu porno, reżyser Brian De Palma jako tancerkę erotyczną widział właśnie Haven, ale wytwórnia Columbia nie zgodziła się i rolę zagrała Melanie Griffith. Nazwisko Haven pojawia się w napisach, ostatecznie pracowała przy filmie jako konsultantka, a kariera Griffith nabrała rozpędu – aktorka otrzymała wówczas pierwszą nominację do Złotego Globu.
Pierwszy wyoutowany aktor
W „Świadku mimo woli” jest zabawny epizod z awanturującym się aktorem porno, który wykrzykuje, że ma reputację w tym biznesie. Zagrał go Michael Kearns (ur. 1950), który miał na koncie udział w filmach „dla dorosłych”. W legendarnym „L.A. Tool & Die” (1979, reż. Tim Kincaid) pojawia się w pierwszej scenie jako Jim, który uprawia seks oralny z całą grupą mężczyzn ustawionych wokół niego. Erotyka od początku odgrywała ważną rolę w karierze Kearnsa. Zaczynał w teatrze, w 1971 r. wystąpił w kontrowersyjnym, pełnym nagości i seksu, kończącym się orgią, musicalu Toma Eyena „The Dirtiest Show in Town”. Spektakl, w którym były też postacie gejów i lesbijek, szybko zyskał status kultowego wśród LGBT, a Kearns w 1973 r. trafił na okładkę „Advocate”. Prawdziwa sława nadeszła dwa lata później wraz z publikacją książki „Happy Hustler” o doświadczeniach biseksualnej męskiej prostytutki. Podpisana pseudonimem Grant Tracy Saxon robiła wrażenie nie tylko treścią, ale też nagim zdjęciem autora załączonym do każdego egzemplarza. Na pomysł publikacji wpadł ówczesny partner aktora, twórca oper mydlanych Th om Racina, który wymyślił Saxona jako męski odpowiednik bijącej rekordy popularności autorki książki „Happy Hooker”. Sukces (250 tys. sprzedanych egz.) sprawił, że na kilka lat Kearns stał się Saxonem, udzielał wywiadów, pozował do zdjęć i promował dalszy ciąg „Making Love: The Happy Hustler’s Intimate Way to Bisensual Lovemaking”. Po latach Kearns uznał książkę za stuprocentową fikcję, dla wielu była jednak ważna, nawet gwiazdor porno Al Parker przyznał, że była to pierwsza „gejowska rzecz”, jaką przeczytał. Na początku lat 80. Kearns zagrał kilka rólek w popularnych produkcjach, był gejem futbolistą w serialu „Zdrówko” (1983) i gejem fryzjerem w telewizyjnym „Making of a Male Model (1983) z Joan Collins. Gościnnie pojawiał się w filmach o AIDS: „A orkiestra grała dalej” (1993) z Matthew Modine, „A Mother’s Prayer” (1995) z Lindą Hamilton i „Moje przyjęcie” (1996) z Ericem Robertsem. Dziś Kearns uznawany jest za pierwszego geja z Hollywood, który zrobił coming out (po śmierci Rocka Hudsona oskarżył przemysł filmowy o homofobię), a także powiedział, że żyje z HIV (w 1991 r.). W 2012 r. wydał wspomnienia „The Truth is Bad Enough”, w których opisał dotychczasowe życie, w tym adopcję czarnej córki i romanse z gwiazdorami: Rockiem Hudsonem, Salem Mineo, Bradem Daviesem, Paulem Lynde i Barrym Manilowem.
Tekst z nr 71 / 1-2 2018.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Konstytucja (Ustav Republike Hrvatske); Chorwacja-Czechy-Słowenia-Republika Macedonii 2016, reż. R. Grlić; dystrybucja: Aurora; premiera w Polsce: 8.09.2017
mat. pras.
Zagrzeb. Vjeko, mężczyzna w średnim wieku, jest nauczycielem historii w liceum. Wyznaje poglądy nacjonalistyczne, głosi chwałę ustaszy – chorwackich katofaszystów, do których w czasie wojny należał jego ojciec, obecnie przykuty do łóżka po wylewie i amputacji nóg. Ale Vjeko jest także homoseksualistą (tak go staromodnie należy nazwać) i w dodatku lubi przebierać się w damskie stroje. Którejś nocy zostaje pobity na ulicy przez krzepkich, „patriotycznie” nastawionych chłopaków. Z ran pomaga mu się wylizać sąsiadka, pielęgniarka Maja. W ramach rewanżu Vjeko pomaga jej mężowi, policjantowi Antemu przygotować się do egzaminu z chorwackiej konstytucji. Tyle że Ante jest z pochodzenia Serbem, a Serbów nasz bohater nie znosi najbardziej. Ante zaś wyzywa Vjeka od pedofili. Proces docierania się dwóch mężczyzn – między którymi negocjuje kobieta, stanowcza, ale o matczynym usposobieniu – stanowi główną oś filmu. Przesłanie nietrudno odgadnąć: w demokratycznym państwie musimy nauczyć się wspólnie żyć i szanować się nawzajem. Bo też ustawa zasadnicza zabrania dyskryminowania kogokolwiek. Zacna wymowa, niewątpliwie bardzo na czasie, także w polskim kontekście. Film Rajka Grlicia trochę jednak zbyt nachalnie podsuwa nam te morały. I zbyt automatycznie korzysta z klisz, zwłaszcza „w temacie homoseksualizmu”. Transowe ciągoty Vjeka dają się od biedy wytłumaczyć jego fascynacją operą, krawiectwem i pięknym kostiumami (choć, tak na zdrowy rozum, chętnie przywołujący grecki ideał miłości między wojownikami mężczyzna powinien być raczej transofobem), ale to, że wychodzi w kiecce na ulicę zdaje się wynikać wyłącznie z konieczności dania mu wycisku i tym samym pchnięcia akcji naprzód. Wiele jednak wynagradza wyborna kreacja Nebojszy Glagovaca w roli Vjeka. A także frapujące pytanie, czy można być jednocześnie gejem i nacjonalistą, skoro wszystko, co odmienne, jest a priori antynarodowe. (Bartosz Żurawiecki)
Tekst z nr 69 / 9-10 2017.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Żniwa (Stadt Land Fluss); reż. B. Cantu. Wyk. L. Steltner, K.M. Müller; Niemcy 2011; dystr. Tongariro; premiera w kinach: sierpień 2012
mat. pras.
„Żniwa” to historia spotkania dwóch młodych chłopaków na praktykach na farmie. Rzecz dzieje się w Janicksdorf, na terenach byłej NRD w okolicy Berlina. Trafi a tam młodzież z problemami rodzinnymi i społecznymi. Pracownicy socjalni starają się pomoc im wystartować w życiu.
Marko to cichy, stroniący od rówieśników samotnik z patologicznej rodziny. Pracowity, ale bez przekonania do tego, co robi. W zasadzie nie ma planów na dalsze życie. Ożywia się trochę, gdy pewnego dnia na farmie pojawia się nowy praktykant Jacob. Między Marko a Jacobem nie „iskrzy” – raczej mozolnie wiąże się nić sympatii, która przeradza się w romans. Nie wszystko idzie łatwo – obaj nie są zbyt rozmowni, nie umieją również nazwać tego, co się między nimi dzieje. A otoczenie raczej nie sprzyja coming outom. Marko bardzo jest spragniony czułości, ale i nieufny – stawia opor i na początku ucieka Jacobowi. Ten delikatnie próbuje się do niego zbliżyć. Ostatecznie noc spędzona wspólnie w Berlinie przełamuje lody.
Film jest bardzo wyciszony, odbiegający od standardowej formy wartkiej narracji. Chwilami przypomina nawet dokument – ujęcia z ręki, zaglądanie bohaterom przez ramię. Akcja toczy się spokojnie w rytm prac na farmie. Farma w Janicksdorf to autentyczne miejsce, więc można się przyjrzeć, jak faktycznie wygląda życie rolnika. Może nie wszyscy są entuzjastami takich klimatów, ale sama historia warta jest obejrzenia. A już szczególnie ostatnia, bardzo wzruszająca scena.
Tekst z nr 38/7-8 2012.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Houseboy (2007, USA), reż. S. Schilly, wyk. N. May, B. Young- Fountain. Premiera na outfilm.pl: sierpień 2014
Niskobudżetowy, kameralny i zaskakująco śmiały film. 20-letni Ricky, chłopak uroczy, ale naiwny i bez ambicji, mieszka z parą 30-latkow. Stanowią „nierówny” trójkąt, w którym Ricky jest „przyczepką”. Na święta para wyjeżdża do rodziny, zostawiając go samego. Do swojej rodziny pojechać nie może – zrobił coming out i nie został zaakceptowany. Umęczony samotnością Ricky postanawia popełnić samobójstwo w Wigilię, ale przedtem rozpoczyna „polowanie” na chłopaków. Przez jego mieszkanie przewija się więc cały korowód gości. Jest dużo seksu i mało rozmów, choć Ricky próbuje nawiązać kontakt nie tylko fizyczny.
Producent Derek Curl udostępnił gratis film „Houseboy” polskiej wypożyczalni internetowej filmów LGBT outfilm.pl, postawił jednak jeden warunek: cały dochód z filmu zostanie przekazany na wybrany szczytny cel związany ze społecznością LGBT. Właściciele outfilm.pl zdecydowali, że dochód z „Houseboy” przekażą na rzecz „Repliki”. Bardzo serdecznie dziękujemy zarówno Derekowi Curlowi, jak i Leszkowi Masłowskiemu i Jakubowi Mrozowi z outfilm.pl Zachęcamy do obejrzenia „Houseboy” na outfilm.pl
Tekst z nr 51/9-10 2014.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Gerontophilia (2013, Kanada) , reż. B. la Bruce, wyk.P.G. Lajoie, W. Borden. Dystr. Tongariro, premiera w kinach: 3.10.2014 r.
mat. pras.
Lake (debiutujący prześliczny kanadyjski model Pier- Gabriel Lajoie) ma dziewczynę, ale kręcą go starsi mężczyźni. Mocno starsi. By moc być bliżej nich, zatrudnia się na szpitalnym oddziale – pełno na nim staruszków. W oko wpada mu 81-letni Melvyn. Historii miłosnych z dużą różnicą wieku było już w kinie kilka, ale z tak dużą? Jeden z internautów napisał, że „Gerontofilia” to gejowska wersja słynnego „Harold i Maud”, filmu, w którym młodziutki chłopak zakochiwał się w staruszce. Z tą jednak różnicą, że Lake nie zakochuje się w Melvynie pomimo jego podeszłego wieku, ale ze względu na ten podeszły wiek! Patrzy na staruszka pożądliwym wzrokiem, maluje jego zmysłowe akty itp.
Bruce la Bruce, bezkompromisowy mistrz queerowej awangardy, autor „Otto, czyli niech żyją umarlaki” (dostępny na outfilm.pl) czy „Raspberry Reich”, zrobił „Gerontofilię” wręcz lajtowo, jak na swe własne standardy. Erotyka jest, ale bez dosadności. Anarchistyczny duch – też, ale subtelny. Bo jak na standardy mainstreamu, to sam temat jest mocno niekonwencjonalny. „Gerontofilia” ma cudowną – może nawet trochę perwersyjną? – lekkość. La Bruce zdaje się mówić: spoko, nie ma się czym przerażać, po prostu Lake „tak ma” i już. Na dokładkę okrasza film świetnymi piosenkami i dowcipem. Zafascynowana wielkimi rewolucjonistkami dziewczyna Lake’a stwierdza na odchodne, że tak naprawdę go podziwia: „Gdybyś tylko był kobietą, trafiłbyś na moją listę rewolucjonistek” – mówi. Sam Lake ani myśli oglądać się na społeczne tabu, jakim jest pociąg seksualny do pomarszczonego ciała. Ba! Wchodzi nawet w rolę samczyka i jest o swego Melvyna zazdrosny. Jego pewność siebie i niezłomne spojrzenie są nie tylko sexy, ale mają też emancypacyjną siłę! (MK)
Tekst z nr 51/9-10 2014.
Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.
Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie tego portalu oraz marketing, umieszczamy na komputerze użytkownika (bądź innym urządzeniu) małe pliki – tzw. cookies („ciasteczka”).