Kino (nie)jawne: Queerowe kody PRL-u

Z dumą przedstawiamy nasz pierwszy autorski cykl filmowy! W każdą środę czerwca nasz redaktor filmowy, Daniel Oklesiński, zaprezentuje film z okresu PRL-u. Szczególnym wydarzeniem będzie pierwszy(!) pokaz „Carmilli” od czasów oryginalnej emisji telewizyjnej w 1980 roku. Po seansie spotkanie z Izabelą Trojanowską, a samą projekcję uświetni muzyka na żywo!

STRONA CYKLU

Powszechną narracją jest że queeru w powszechnej kulturze czasów komunizmu prawie nie było. I faktycznie, postaci wprost nieheteronormatywnych jest niewiele, zazwyczaj przemykają na drugim czy trzecim planie. Jeśli jednak umiejętnie odczytamy tropy i strategie opowiadania o elgiebetach, to nagle znajdzie się kilka filmów, które wypełniają queerowe protonarracje na pierwszym planie. Przez cały czerwiec takie właśnie filmy będziemy prezentować w warszawskiej Kinotece. Obejrzymy Wojciecha Pokorę w dragu, poszukiwanie seryjnego mordercy w pomorskim miasteczku, Izabelę Trojanowską jako uwodzicielską wampirzycę oraz Gustawa Holoubka zafascynowanego młodym cyrkowcem.

Przebieranki – „Poszukiwany, poszukiwany” (1973)

3 czerwca, 20:00, po seansie rozmowa z Klarą Cykorz i Krzysztofem Tomasikiem. Kup bilety!

Najsłynniejszym przykładem przebieranek w kinie polskim jest oczywiście barejowski „Poszukiwany, poszukiwany” (1973) Stanisława Barei, w którym, w celu uniknięcia potencjalnej odpowiedzialności karnej, historyk sztuki ukrywa się jako służba domowa – Marysia (w tej roli oczywiście Wojciech Pokora). Jest ona podrywana przez facetów, ale też utrzymuje czułe stosunki ze swoją żoną, na przykład na oczach młodej dziewczyny, którą fascynują pozornie damsko-damskie zaloty. Film rozsadza, nawet jeśli nieświadomie i głównie humorystycznie, utarte konwenanse heteronormy. Bareja powróci do przebieranek w serialu „Zmiennicy”, tym razem przebierając Ewę Błaszczyk za taksówkarza. Więcej o tym i innych barejowych tęczowych wątkach pisze Rafał Dajbor w „Replice” #98 (7-8 2022) i w swoich dwóch książkach poświęconych reżyserowi.

Źródła przebieranek są oczywiście dużo starsze niż PRL, Bareja czy nawet kino – wystarczy przywołać Szekspira czy starożytną mitologię. Tylko w polskiej przedwojennej kinematografii kilka filmów bazujących na motywie kobiety udającej mężczyznę. W „Czy Lucyna to dziewczyna?” (1934) megagwiazda Jadwiga Smosarska gra dziewczynę która by obejść ojcowski zakaz pracy, zatrudnia się jako pomocnik inżyniera, oczywiście udając mężczyznę. Zdobycie pracy to także powód przebieranek w „Książątku” (1937), z kolei w żydowskiej komedii „Judeł gra na skrzypcach” Molly Picon (która zagrała później w „Skrzypku na dachu”) udaje mężczyznę ze względów bezpieczeństwa. Co ciekawe, za scenariusz tych trzech filmów odpowiada jeden człowiek, Konrad Tom.

W komunizmie, poza Bareją, przebieranki wracają najczęściej w formie komedii science fiction. Oczywistym przykładem jest Wiesław Michnikowski w „Seksmisji” (1983), ale też krótki metraż Andrzeja Wajdy na podstawie Stanisława Lema, czyli „Przekładaniec” (1968), w którym Bogumił Kobiela jako kierowca rajdowy po poważnym wypadku ratowany jest poprzez sklejanie różnych, w tym kobiecych, ciał. Za naszą południową granicę, do podobnych zamian ciał (tym razem poprzez transplant mózgów) dochodzi w czechosłowackiej komedii Václava Vorlíčka z roku 1970 pod tytułem „Jest pan wdową, proszę pana!”.

Gej musi umrzeć? „Wśród nocnej ciszy” (1978)

10 czerwca, 19:00, po seansie dyskusja z widownią. Kup bilety!

Jak pisze Krzysztof Tomasik w swojej książce „Gejerel: mniejszości seksualne w PRL-u”, osoby LGBT+ w tym okresie pojawiały się w przestrzeni publicznej przede wszystkim w kronikach kryminalnych, jako ofiary lub przestępcy godni kary śmierci. „Bury your gays” (z ang. dosłownie „pogrzeb swoich gejów”) to klisza według której jedyny możliwy sposób w jaki może zakończyć się historia queerowej postaci to właśnie jej śmierć. Ciekawie przetwarza ten motyw „Wśród nocnej ciszy” z 1978. Tadeusz Chmielewski, autor komedii takich jak „Nie lubię poniedziałku” czy „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” prezentuje tym razem swoją mroczną stronę. Na Pomorzu grasuje seryjny morderca młodych chłopców. Komisarz prowadzący śledztwo musi radzić sobie także w domu z trudną relacją z 15-letnim synem. Jedyna postać kodowana na homoseksualną w końcu umiera, choć nieoczywistym jest czy w tym przypadku to klasyczna kara za złamanie „zasad natury” czy jednak tragiczny chichot losu.

Samo hasło „bury your gays” spopularyzowało się w ostatnich dekadach w kontekście dyskusji okołofilmowych nad współczesną reprezentacją osób queerowych, w której to ciągle śmierć okazuje się zbyt częstym rozwiązaniem fabularnym (żeby wymienić seriale takie jak „Buffy: Postrach wampirów”, „Obsesja Eve”, „Supernatural” czy komedię romantyczną „Cztery wesela i pogrzeb” – zgadnijcie która z pięciu tytułowych imprez dotyczy geja). Wywodzi się ono jednak i z historii (gejom w wielu okresach historii, a i jeszcze dziś w niektórych rejonach, groziła kara śmierci czy bycie ofiarą homofobicznego linczu), ze wspomnianych kronik kryminalnych (w których najłatwiej można było usłyszeć o nieheteronormatywnych osobach), ale też z purytańskiego podejścia do kultury według którego każdą literacką, a później filmową, postać za grzechy musi spotkać odpowiednia kara. W literaturze Aschenbach umiera w finale „Śmierci w Wenecji” (1912) Tomasza Manna. Najsłynniejsze literackie samobójstwo, czyli „Cierpienia młodego Wertera” (1774) Goethego teoretycznie opowiada o hetero miłości, ale oparte jest na prawdziwej miłości autora do mężczyzny. Zarówno Goethe, jak i Mann pozwolili sobie opisać swoje męsko-męskie pragnienia pod warunkiem zabicia literackiego alter ego. Maria Modrakowska w swej emancypacyjnej lesbijskiej powieści „Anetka” z 1933 także, koniec końców, uśmierca tytułową bohaterkę.

W świecie filmu mamy chociażby niemieckie „Dziewczęta w mundurkach” z 1933 roku. Film kończy się akurat niejednoznacznie, ale literacki pierwowzór Christy Winslow wprost mówi o samobójstwie głównej bohaterki. W „Niewiniątkach” (1961), bohaterka grana przez Shirley MacLaine, zakochana w postaci Audrey Hepburn, także się zabija. Nawet późniejsze najsłynniejsze oscarowe dramaty przecierające szlaki queerowej emancypacji kończą się nieuchronną śmiercią – wymienię chociażby „Filadelfię”, „Nie czas na łzy”, „Tajemnicę Brokeback Mountain” i „Obywatela Milka”. Tym ciekawiej na tym tle prezentuje się moralna szarzyzna jaką reprezentuje „Wśród nocnej ciszy” powstałe teoretycznie w dużo bardzo opresyjnych warunkach PRL-u.

Wampirzyce-lesbijki – „Carmilla” (1980)

17 czerwca, 19:00, seans z muzyką na żywo! Po seansie spotkanie z Izabelą Trojanowską. Kup bilety!

W latach 70. horror klasy B, szczególnie europejski, został zdominowany przez wampirzyce-lesbijki. Ten motyw nie wziął się znikąd. Zanim „Drakula” (1897) zaczął podbijać wyobraźnię masowej popkultury, to właśnie „Carmilla” (1872), irlandzka powieść Sheridana le Fanu o wampirzycy uwodzącej młode dziewczęta, tworzyła pierwsze schematy w tym gatunku. Od razu stworzyła też struktury do opowiadania o queerowej czułości, a jednocześnie ukrywania jej przed bezwzględnym, purytańskim okiem. Skoro Carmilla, a potem Drakula to wampiry, potwory, to nikt o zdrowych zmysłach nie pomyśli że są cool, wzorem do naśladowania, można więc sugerować że są queerowe. Najczęściej i tak, w myśl bury your gays, czeka na nich wyłącznie osikowy kołek.

Połączmy to z rewolucją seksualną lat 60. i 70. i mamy wyjaśnienie fenomenu ekranowych lesbijek-wampirzyc, często skąpo ubranych i ochoczo uprawiających seks. Belgijskie „Dzieci nocy” (1971) inspirowane są krwawymi legendami o Elżbiecie Batory. W francuskiej „Fascynacji” (1979) Jeana Rollina uciekający złodziej trafia do pałacu zamieszkanego przez dwie biseksualne pokojówki. Trochę wcześniej wampir-gej pojawia się też, tym razem jako obiekt żartów, w brytyjskim filmie Romana Polańskiego, „Nieustraszeni pogromcy wampirów” (1967). Luźne adaptacje „Carmilli” pojawiają się we Francji, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.

Wydawać by się mogło, że to zbyt odważny trend dla Polski tamtego czasu, ale jednak i on dotarł do PRL-u. W 1980, w ramach Teatru Telewizji, powstała, być może najwierniejsza, adaptacja oryginalnego tekstu w reżyserii Janusza Kondratiuka. Tytułową rolę zagrała Izabela Trojanowska. Na marginesie to nie jedyny raz jak PRL-owski Teatr Telewizji przemycił queerowe tematy. W 1989 roku widzowie mogli oglądać (zaledwie 4 lata po premierze światowej!) „Normalne serce” Larry’ego Kramera – dramat o epidemii AIDS w Nowym Jorku.

Co ciekawe, nie przetrwała do dziś oryginalna oprawa muzyczna spektaklu, seans w ramach cyklu uświetni więc muzyka na żywo w wykonaniu Mateusza Dębskiego – zwycięzcy prestiżowego Transatlantyk Instant Composition Contest.

Uczeń i mistrz – „Zygfryd” (1986)

24 czerwca, 19:00, po seansie dyskusja z widownią. Kup bilety!

O „Zygfrydzie” Andrzeja Domalika (1986) nierzadko mówi się i pisze, że to jedyny gejowski film okresu PRL-u. Koneser sztuki Stefan Drawicz (Gustaw Holoubek) fascynuje się o wiele lat młodszym akrobatą z przyjezdnego cyrku (Tomasz Hudziec). Zaczyna go zapraszać do siebie, pokazuje mu swoje księgozbiory (to nie jest eufemizm!), próbuje poszerzyć horyzonty młodzieńca. Czy ta relacja pozostanie platoniczna? Ten nietypowy dramat psychologiczny jest adaptacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza o tym samym tytule wydanego w 1946 r. I choć to najbardziej tęczowa, przynajmniej w dosłowności, adaptacja iwaszkiewiczowskiej prozy, to bynajmniej nie jedyna. Bartosz Żurawiecki na łamach Krytyki Politycznej interpretował bratnią zazdrość z „Brzeziny” (1970) Andrzeja Wajdy w kontekście homoerotyzmu, a tytułowe „Panny z Wilka” (tekst – 1933, oscarowa ekranizacja Wajdy – 1979) to tylko przykrywka dla sześciu braci Świerczyńskich, z którymi w młodości mieszkał (i w których się podkochiwał) Iwaszkiewicz.

„Zygfryd” wpisuje się też w jeden z najstarszych wzorów męsko-męskich relacji, taki który zdominował sposób w jaki europejscy intelektualiści XIX i XX wieku, wszyscy przecież z obsesją na punkcie antyku, myśleli o męsko-męskich relacjach. W starożytnych Atenach, szczególnie w elitach, relacje homoseksualne często były narzędziem do zdobycia pozycji i przejścia w wyższe sfery. Dorosły mężczyzna, zwany erastesem, upatrywał sobie młodzieńca, który mu się podobał, eromenosa. Erastes stawał się mentorem, który zapewniał edukację i wprowadzał młodzieńca w struktury społeczne, polityczne i państwowe. Eromenos w zamian mógł być pasywną stroną w seksie, naraziłby się jednak na dyshonor, gdyby zaczął traktować swojego mentora jako partnera. 

Spopularyzowany dzięki „Sympozjonowi” Platona, przez wieki był to dominujący, przynajmniej wśród europejskiej socjety, schemat rozumienia męsko-męskich związków, i tych fikcyjnych, i prawdziwych. Oscar Wilde spotkał swego najsłynniejszego kochanka Bosiego, gdy sam miał 36 lat, a chłopak miał 20. Wspomniany Tomasz Mann „Śmierć w Wenecji” oparł na własnej obsesji względem kilkunastoletniego polskiego chłopca, którego obserwował z daleka przez całe wakacje na weneckim Lido. Dodajmy na marginesie, że w 1971 Luchino Visconti z sukcesem zekranizował nowelę, a aktor grający chłopca wzbudził taki szał w Japonii, że zapoczątkował podgatunek japońskich komiksów zwany yaoi, którego rdzeniem są właśnie męsko-męskie relacje wyróżniające się bardzo nierówną relacją władzy. Dziś częściej napotkamy relacje budowane na gruncie partnerstwa, ale postać mentora i ucznia ciągle ma się dobrze, chociażby w „Tamte dni, tamte nocy” – w nich to niby młodszy Elio pochodzi z akademickiej rodziny, ale to właśnie starszy Oliver jest odpowiedzialny za jego inicjację do dorosłego życia.

Wracając do PRL-u, poza „Zygfrydem”, motyw ten przewija się na dalszym planie w kilku produkcjach. W „Wielkiej majówce” (1981) Krzysztofa Rogulskiego głównych bohaterów na wieczór zaprasza do siebie starszy aktor, postać być może wzorowana na Nasierowskim. W „Ojcu” (1967) Jerzego Hoffmana, główny bohater zapraszany jest bezskutecznie przez amatora nagich męskich rzeźb na koniak. Ale to już faktycznie tylko epizody, w których mentor to jednoznacznie predator czyhający na niewinną młodzież. „Zygfryd” to faktycznie pierwszy film, który podchodzi do tematu mniej czarno-biało.

O „Zygfrydzie” pisał także Rafał Dajbor w „Replice” #92 (7-8 2021).

Fundacja Replika razem z warszawską Kinoteką organizuje w czerwcu przegląd „Kino (nie)jawne: queerowe kody PRL-u” w ramach którego w kolejne środy pokazane zostaną „Poszukiwany, poszukiwana”, „Wśród nocnej ciszy”, „Carmilla” oraz „Zygfryd”. Cykl kuratorowany jest przez Daniela Oklesińskiego. Każde seans poprzedzi jego prelekcja, po seansach poprowadzi on dyskusje.

Klasyka: Happy Together

(Hongkong, 1997), reż. Wong Kar-Wai, w kinach (odrestaurowana wersja): 17.06.2022

Z okazji 25-lecia „Happy Together” do kin 17 czerwca trafi odrestaurowana wersja filmu. Cofnijmy się do roku 1997. Wong Kar-Wai zaczyna być ceniony i rozpoznawalny na całym filmowym świecie. Jego na wpół oniryczne, afabularne portrety romansów hongkońskiej młodzieży zyskują kolejnych wyznawców. Pokazywane na festiwalu w Cannes „Happy Together” przypieczętuje jego renomę jako mistrza kina autorskiego, ale zapisze się też w historii kina queerowego. Ho i Lai to para młodych mężczyzn. Nie mogą żyć bez siebie, nie mogą żyć ze sobą. Chcą zobaczyć słynny wodospad Iguazú w Argentynie, jednak po kolejnej sprzeczce gubią się i tracą dobytek. Kończą bez grosza, nie umiejąc rozróżnić między miłością a nienawiścią. Zostają skazani i na siebie – i Argentynę. Mistrzowskie budowanie klimatu i rozedrganych emocji buzującego związku spowodowało, że wierni już fani Kar-Waia nie zająknęli się nawet na pokazany u niego pierwszy raz jednopłciowy związek. W końcu dostrzeżono, że film może jednocześnie być i queerowy, i uniwersalny. Czyli jednak heterycy są w stanie utożsamić się również z gejowską parą – tak jak tęczowe osoby od zawsze utożsamiają się z heteronormatywnymi bohaterami. (Daniel Oklesiński)

Tekst z nr 97 / 5-6 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Cheerleaderka

But I’m a Cheerleader (USA, 1999), reż. Jamie Babbit, premiera na outfilm.pl: 31 grudnia 2020

mat. pras.

22 lata po amerykańskiej premierze „Cheerleaderka” Jamie Babbit doczekała się polskiej dystrybucji. I choć przedstawia świat sprzed dwóch dekad, to ostatnie produkcje dotyczące terapii awersyjnej homoseksualizmu, czyli „Złe wychowanie Cameron Post” Desireey Akhavany i „Wymazać siebie” Joela Edgertona, pokazują, jak ważny i ciągle aktualny jest to temat. Główna bohaterka, Megan (znakomita Natasha Lyonne), cheerleaderka, zostaje „oskarżona” przez katolicką rodzinę, koleżanki z drużyny oraz swojego chłopaka o homoseksualizm i wysłana na specjalny obóz „leczący” odchylenia od heteroseksualnych norm. Zarzuty wobec Megan są zaś nie byle jakie: wegetariańska dieta, zdjęcia modelek powieszone w szkolnej szafce i (tłumaczona religijnością) wstrzemięźliwość seksualna. Środkiem do osiągnięcia celu jest przede wszystkim przyuczanie do ról społecznych typowych dla danej płci – prania i prasowania dla dziewcząt, rąbania drewna i strzelania dla chłopców, koniecznie w różowych i niebieskich uniformach. Grzeszne myśli o osobach tej samej płci rozwiązuje zaś samobiczowanie elektroszokerem. Megan poddaje się dość lekko kolejnym etapom „leczenia”, chcąc oczywiście jak najszybciej opuścić obóz, ale w międzyczasie zaczyna odkrywać siebie i uczucie do Graham, koleżanki z grupy. Film pociągnięty jest grubą, ironiczną kreską w błyskotliwy sposób wyśmiewającą nie tylko terapię awersyjną, ale przede wszystkim postrzeganie stereotypowych wzorców żeńskich i męskich oraz dyskursu upatrującego przyczyn homoseksualizmu chociażby w emancypacji kobiet czy preferencjach dietetycznych. W klasyce kina queer jest to pozycja obowiązkowa, gwarantująca dawkę dobrego i inteligentnego humoru. (Agnieszka Pilacińska)

Tekst z nr 89 / 1-2 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Olympia Dukakis (1931-2021)

mat. pras.

1 maja w wieku 89 lat zmarła Olympia Dukakis, aktorka droga sercu każdego tęczowego kinomana z co najmniej kilku powodów. Dukakis brawurowo zagrała główną rolę Stelli, lesbijki butch 70+ w świetnej komedii obyczajowej „Cloudburst” (2011); partnerowała jej Brenda Fricker. Rzecz dzieje się w USA w czasach przed równością małżeńską – Stella i Dot, dwie mocno szalone i kochające się emerytki wyruszają w samochodową podróż a la Thelma i Louise – do Kanady, by wziąć ślub. Jako transpłciowa Anna Madrigal, Olympia była majestatyczną matriarchinią całej patchworkowej rodziny queerów z kolejnych odsłon „Opowieści z San Francisco” (pierwsza z 1993 r., ostatnia, netfliksowa – z 2019 r.). W „Jeffreyu” (1995) zaś zagrała matkę geja. Do tego należy dodać dwa megahity, które wprawdzie bezpośrednich motywów LGBT nie mają, ale są uwielbiane przez społeczność LGBT – to kultowy wyciskacz łez „Stalowe magnolie” (1989), gdzie Dukakis zagrała z plejadą gwiazd (Julia Roberts, Sally Field, Shirley MacLaine, Dolly Parton i Daryl Hannah) oraz klasyczna już komedia romantyczna „Wpływ księżyca” (1987), w której Olympia z nieodpartym tragikomizmem wcieliła się w matkę głównej bohaterki granej przez Cher; obie aktorki dostały Oscary. (Mariusz Kurc)

Tekst z nr 91 / 5-6 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Taksówką do klozetu

Taxi zum klo (RFN, 1980), reż. Frank Ripploh, dystr. Outfi lm, premiera kinowa: LGBT Film Festival 2021

mat. pras.

W 1969 r. w RFN wchodzi reforma paragrafu 175 (tego samego, na którego podstawie naziści prześladowali gejów) depenalizująca seks między mężczyznami (powyżej 21 lat). Zaczynają się lata 70., wybucha emancypacja gejów nienaznaczona jeszcze cieniem AIDS – pojawia się łatwiej dostępna gejowska prasa, otwierają się liczne kluby i bary, jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne pikiety (głównie publiczne toalety, ale też sauny, parki czy hotele). W takim oto klimacie beztroskie życie wraz z partnerem prowadzi Frank, nauczyciel, a także regularny bywalec pikiet – filmowe alter ego reżysera i scenarzysty Franka Ripploha, nie tylko od niego nazwany, ale też przez niego odegrany. W komediowym, lekkim klimacie oglądamy jego codzienne perypetie nieprzefiltrowane przez żadne sito cenzury, wstydu czy „dobrego smaku”. Jednego dnia Frank zatrzaskuje drzwi i ląduje nago na klatce schodowej, drugiego sprawdza wypracowania uczniów w klozecie z glory hole. Film nie skupia się na homofobii, sytuacji politycznej ówczesnej tęczowej społeczności czy „dramacie bycia pedałem”. Ze świecą szukać wśród dzisiejszych ekranowych gejów panów z tak bujnym życiem erotycznym, a zarazem pracujących w tak szanowanym zawodzie. Także rozliczne, często wręcz pornograficzne sceny seksu nie obrazują wewnętrznego niepoukładania bohatera, dla niego to po prostu czysta przyjemność! Wychodzi na to, że cofając się do przeszłości, paradoksalnie prędzej odnajdujemy filmy nadal rewolucyjne niż dziś. (Daniel Oklesiński)

Tekst z nr 93 / 9-10 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Klatka dla ptaków

The Birdcage (USA, 1996), reż. Mike Nichols, dystr. iTunes, premiera światowa: 8 marca 1996

 

mat. pras.

 

Armand to dystyngowany, powściągliwy właściciel tytułowego klubu nocnego. Albert to jego wieloletni partner, ale też diva i drag queen Starina – główna atrakcja klubu. Jest też Val, 20-letni syn Armanda, który właśnie się żeni. Z tej okazji trzeba zorganizować zapoznanie się teściów. Problem? Ojciec narzeczonej to konserwatywny polityk, któremu córka powiedziała, że Armand to dyplomata. Oczywiście hetero.

Tak zaczyna się, obchodząca właśnie 25-lecie, amerykańska wersja klasycznej już komedii pomyłek. Jest to najbardziej znana wersja, jednak nie jedyna, ani nie pierwsza. Zaczęło się w Paryżu w 1973 r. od sztuki Jeana Poiret, która na ekran trafiła już w 1978 r. Francuski film otrzymał nie tylko trzy nominacje do Oscara, ale też do dziś utrzymuje status jednego z największych nieanglojęzycznych hitów w USA. Sukces zaowocował kolejnymi wersjami, we Francji powstały dwie kontynuacje, a na Broadwayu musical. W końcu legendarny reżyser Mike Nichols („Absolwent”) podjął się amerykańskiej adaptacji.

W świetnej decyzji castingowej Robin Williams nie przyjmuje kradnącej show kwiecistej roli Stariny, a zamiast tego wybiera rolę Armanda, dzięki czemu dostajemy nietypowo subtelną dramatyczną kreację stanowiącą przeciwwagę do reszty zarówno filmu, jak i emploi aktora. Starina trafia za to w ręce (jeszcze niewyoutowanego!) Nathana Lane’a, dając mu pierwszą wielką rolę w Hollywood. W ten sposób, zaskakująco, to właśnie amerykańskiej wersji udaje się nadać bohaterom głębi, nie rezygnując przy tym z szaleństwa, humoru i slapstickowej fanfaronady oryginału. (Daniel Oklesiński)

 

Tekst z nr 90/3-4 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Tęczowe filmy François Ozona

mat. pras.

 

Przy okazji polskiej premiery „Lata ‘85” warto przypomnieć inne queerowe filmy François Ozona, reżysera niezmiennie od ponad 25 lat bardzo płodnego, a także od początku kariery – wyoutowanego. Kroplom wody na rozżarzonych kamieniach” niedawno stuknęło 20 lat – to brawurowa ekranizacja opowiadania Fassbindera (też jawnego geja), rzecz o psychicznie wyczerpującym, a w tragikomicznie sposób ukazanym związku dwóch mężczyzn, których dzieli 30-letnia różnica wieku. Kto nie widział 8 kobiet” (2002), niech się wstydzi, to już chyba klasyka kampu z całą plejadą francuskich div (większość okazuje się w filmie lesbijkami!). W refleksyjnym Czas, który pozostał(2005) homoseksualny Romain musi zmierzyć się ze śmiertelną chorobą, w komediowej Żonie doskonałej” (2010) gej jest na drugim planie – za to na pierwszym błyszczy jak zawsze boska Catherine Deneuve. Nowa dziewczyna” (2014) zaś to niedoceniony majstersztyk, w którym Romain Duris smakowicie gra heteroseksualnego cross-dressera, a fabuła pełna jest zwrotów akcji jak w thrillerze. Dodajmy jeszcze Zbrodniczych kochanków” (1999) z ważnym wątkiem gejowskim oraz cały szereg krótkometrażówek z Letnią sukienką(1996) na czele; to cudowna, ledwo 15-minutowa opowiastka o tym, jak tytułowa sukienka może wskrzesić pożądanie w związku dwóch młodych chłopaków. Na przyszły rok Ozon szykuje film „Peter von Kant”, przeróbkę lesbijskich „Gorzkich łez Petry von Kant” wspomnianego już Fassbindera. (Mariusz Kurc)

 

Tekst z nr 92/7-8 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Klasyka: Olivia

(Francja, 1951), reż. Jacqueline Audry

 

mat. pras.

 

O „Olivii” można napisać wiele: zaginiona perła lesbijskiej kinematografii, ekranizacja semiautobiograficznej powieści Dorothy Strachey, która zawrzała brytyjskim literackim światkiem w 1949 r., a dodatkowo stała się inspiracją dla André Acimana przy pisaniu „Tamtych dni, tamtych nocy” (które przez moment chciał zatytułować „Oliver”). Zacznijmy więc najprościej, od fabuły. Kilkunastoletnia Olivia przybywa do szkoły dla pensjonariuszek, by spędzić tam ostatnie chwile edukacji. Miejsce podzielone jest między rywalizujące ze sobą (zakochane w sobie?) wychowawczynie: opanowaną, spokojną Julię i rozhisteryzowaną, chorowitą Carę. Do której drużyny dołączy Olivia? Film zadziwia i zachwyca sielankowością nastroju. Dziewczęta spędzają czas na wspólnych posiłkach, spacerach, wycieczkach i czytaniu poezji. W tej saficznej, pozbawionej mężczyzn enklawie rodem z Lesbos nie ma miejsca na troski poza jak najbardziej burzliwymi, bo młodzieńczymi, pierwszymi miłościami. Dziewczęta wiedzą, w końcu są dobrze urodzonymi pannami u schyłku XIX w., że w przyszłości czeka na nich mąż, ale, jak mówi jedna z byłych wychowanic, mogą być szczęśliwe bez względu na obecność mężczyzn. Obraz przestrzeni, w którym miłość jednopłciowa nie tylko nie jest podważana, ale też jest wręcz normą, ciągle zachowuje świeżość i rewolucyjność mimo mijającej właśnie 70. rocznicy powstania filmu. (Daniel Oklesiński)

 

Tekst z nr 94/11-12 2021.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

The Rocky Horror Picture Show

(UK, 1975), reż. Jim Sharman, wyk. T. Curry, S. Sarandon, B. Bostwick, dystr. Disney+. Premiera światowa: 14.08.1975

 

mat. pras.

 

Przejęcie wytwórni Fox przez Disneya wzbudziło lęki nad losem queerowych klasyków z przepastnego foxowego archiwum. Na szczęście na razie obawy okazały się nieuzasadnione, a dostęp do jednego z najbardziej queerowych musicali stał się wręcz prostszy: od czerwca „Rocky Horror Picture Show” dostępny jest na platformie Disney+. Najpierw, w 1973 r. był sceniczny musical. Queerowa adaptacja opowieści o Frankensteinie (doktor kosmita tworzy dla siebie napakowanego młodzieńca blondyna, Rocky’ego) autorstwa Richarda O’Briena i w reżyserii Jima Sharmana była listem miłosnym do horrorów i sci-fi klasy B z połowy XX w. Sztuka odniosła sukces, była grana w Londynie aż do 1980 r. (w 1999 r. zagościła w chorzowskim Teatrze Rozrywki, a w 2011 r. – w warszawskim Och-Teatrze). Jeszcze większy sukces przyszedł z adaptacją filmową, w którym udział wzięła lwia część scenicznej obsady na czele z Timem Currym (jako panseksualnym szalonym doktorem, „słodkim transwestytą z transseksualnej Transylwanii”) i twórcą O’Brienem (jako Riff Raffem). Tradycyjną purytańską parę nowożeńców, którzy natykają się na ceremonię stworzenia Rocky’ego (i w rezultacie weryfikują swoje skostniałe przekonania), zagrali Barry Bostwick i Susan Sarandon (od tej roli zaczęła rosnąć jej popularność). Na fali sukcesu midnight shows (seansów o północy z „dziwnymi” filmami) w USA postawiono właśnie na tę formę dystrybucji. Na zwykłych dziennych seansach widownia świeciła pustkami, ale nocne pokazy nadal cieszą się dużą popularnością. Tak, nadal, „Rocky…” nigdy nie wyszedł z regularnej dystrybucji kinowej i ciągle jest grany w kinach na całym świecie (to absolutny rekord!). Wokół filmu wytworzyły się zwyczaje i rytuały, jak chociażby rzucanie ryżem w scenie ślubu czy osłanianie się gazetą przed deszczem w analogicznej scenie filmu. W San Francisco czy Los Angeles ciągle też wystawiane są tzw. shadow plays (sztuki cienia), w których aktorzy w pełnych strojach lipsyncują cały fi lm w trakcie seansu. Dla niektórych fanów regularny cotygodniowy seans stał się queerowym odpowiednikiem mszy. (Daniel Oklesiński)

 

Tekst z nr 98/7-8 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Derek Jarman: Sebastian

(UK, 1976), reż. Derek Jarman, dystrybucja: outfilm.pl

 

mat. pras.

 

Prologiem zawodowej ścieżki Jarmana była rola scenografa na planie „Diabłów” Kena Russella z 1971 r. (kultowego już dziś obrazu będącego eksploracją tłumionej katolickiej seksualności). W kolejnych latach Jarman zaczął tworzyć własne krótkie metraże, by w końcu w 1976 r. zadebiutować pełnometrażowym filmem „Sebastian”. Katolicki mit świętego przebitego licznymi strzałami, lecz cudownie uratowanego, przez wieki wykorzystywano do tworzenia homoerotycznych obrazów (szeroko piszemy o tym w „Replice” nr 74). Nie inaczej jest tutaj: Jarman zasłynie właśnie z tworzenia zjawiskowych queerowych wizji czy snów i choć dysponuje mniejszym budżetem, już w „Sebastianie” widać skalę jego wizji. Sebastian, żołnierz zdegradowany za swoją wiarę w boga słońca Apolla, trafi a do odległego garnizonu wojskowego, gdzie żołnierze, nie mając co robić, biegają nago, bawią się i przede wszystkim nudzą. Severus, dowódca jednostki, próbuje wymusić na Sebastianie zmianę wierzeń. Jarman reinterpretuje przesłuchania, tortury i finalną egzekucję (penetrację strzałami) przez queerową soczewkę. W tle głównego wątku toczy się sielankowa historia miłosna dwóch żołnierzy: Adriana i Antoniego, zakochanych w sobie po uszy i obściskujących się przy każdej okazji. To praktycznie postacie trzecioplanowe, na skraju fabuły, ale to właśnie w nich unaocznia się wizja gejowskiego raju, nieskrępowanej niczym miłości i wolności prowadzących do pełnego szczęścia. (Daniel Oklesiński)

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.