Piotr Sobolczyk – “Wydechy z bezrybocia”

SPP – Dom Literatury w Łodzi 2022

 

 

Wszystko miało być przepięknie: habilitacja dzięki wywrotowej, queerowej rozprawie, etat w szanowanej instytucji naukowej, tęczowa przyszłość… A tu zonk! Zbyt subwersywną książkę próbowano zakwestionować, a autora wysadzić na margines – niech sobie radzi poza akademią. Jak się szybko przekonuje osoba mówiąca w „Wydechach z bezrybocia”, bycie badaczem literatury gejowskiej, a do tego artystą i jawnym homo nie ułatwia sytuacji na rynku pracy. Gdy poznaje inne drogi zarobkowania, dostrzega następne koleiny: niedopasowanie, branżowe antypatie, układy, podwójne standardy. A z piętnem odrzucenia i ze stresem mniejszościowym jeszcze trudniej zawalczyć o siebie i robić to, co by się chciało.

W tej książce upuszcza żółci, rejestruje tchnienia i prekariackie doświadczenia sam Sobolczyk. Nie kryje się w wierszach za woalką, wali wprost: „literaci literaturoznawcy i wszyscy inni piórotraci – / jesteśmy jak górnictwo: / nieekologiczne nierentowne na wyczerpaniu / z wmówioną korzyścią społeczną / palą nas w kominku / tylko brak rządu który bałby się nam podskoczyć”. Jego była Alma Mater obrywa mocno: „kiedy pana w sobolach ruchają panowie w gronostajach / nie ma mowy o cieniu / przyjemności”.

Pierwszoqueerosobowa poezja Sobolczyka pozostaje eksperymentalna, ale wydaje się czytelna. Intrygują w niej powiązania ezoteryczne, astrologiczne, numerologiczne, chirologiczne czy chwyty z filozofii Wschodu stosowane jako narzędzia samopoznania. Tom zawiera wiersze lingwizujące i graficzne, zalotne haiku, przegiętą aforystykę, śmiałe trawestacje – teksty zawsze mocno podmiotowe, ironicznie poważne („wprowadzić zajęcia z numerologii / zamiast biur karier na uniwersytetach / wyprowadzić kariery / from hero to zero”), eksponujące jednostkowe odczuwanie („ja i moja skłonność do przypisywania sobie / wyjątkliwości”). Pisanie staje się tu formą aktywizmu i wydobycia z siebie prywatnego głosu niezgody na zastane porządki. (Tomasz Charnas)  

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Jan Snarski – “Bez tajemnic”

Kultura Równości, Lambda Warszawa 2022

 

 

Ma szczęście Wrocław, że mieszka w nim Jan Snarski. Dzięki jego mozolnej pracy dostaliśmy imponującą skalą i dokładnością kronikę życia gejowskiego miasta – od lat 70. do współczesności, z wycieczkami jednak do czasów nawet przedwojennych. Snarski był tego życia zarówno świadkiem, jak i uczestnikiem. Zgodnie z tytułem opisuje wszystko bez tajemnic, niczego nie ukrywa i nie upiększa. Są więc rozdziały o pikietach, kawiarniach, gdzie spotykali się „nasi”, o prominentnych postaciach takich jak Henryk Tomaszewski czy Igor Przegrodzki, ale także o bezdomności wśród gejów i morderstwach na nich popełnianych.

Autor zasypuje nas gradem nazwisk i szczegółów. A pamięć ma zaiste świetną (inna sprawa, że wspomaganą licznymi zapiskami, artykułami i zdjęciami, które uzbierały się przez kolejne dziesięciolecia). Najbardziej zafascynowała mnie skrupulatność, z jaką opisuje wrocławskie szalety – kiedy były otwarte, czy siedziała w środku babcia klozetowa, jak wyglądały pisuary i kabiny, gdzie się uprawiało seks itd.

Mamy także w książce pyszne anegdoty (moja ulubiona to ta o uwielbiającej obciągać „Dance Kucaj”), jak również fragmenty poświęcone innym miastom, takim jak Lublin czy białoruskie Grodno. Rzecz wydana została przez dwie tęczowe organizacje bardzo elegancko, na kredowym papierze, z licznymi fotografiami. Żałować jedynie należy, że nie ma szerokiej dystrybucji i nie bardzo wiadomo, gdzie ją można kupić. (Bartosz Żurawiecki)  

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Pod redakcją Jacka Guinessa – “Biblia queeru”

Wyd. Znak 2022

 

 

Odczekała trochę ta książka, zanim trafiła do tego działu, ale przecież jak coś się nazywa „Biblia”, to nie wymaga specjalnej rekomendacji. Choć tytuł jest nieco mylący, bo nie jest to wykładnia queerowej religii, a zbiór różnorodnych esejów napisanych przez queerowe osoby o innych queerowych sławnych osobach. Na taki pomysł wpadł brytyjski pisarz (i model!) Jack Guinness, który zebrał silną grupę autorów i autorek. Są wśród nich głównie ludzie pióra, ale mamy także aktora Russella Toveya (serial „Spojrzenia”), sportowca, olimpijskiego medalistę Gusa Kenworthy’ego i samego Eltona Johna; piosenkarz poświęcił swój tekst legendarnej Divine, znanej z filmów innego geja, Johna Watersa.

Rzecz jest bardzo anglo- i amerykanocentryczna, bohaterów z innych krajów znajdziemy niewielu (Pedro Almodóvar, Pier Paolo Pasolini). Postaci z Azji, Afryki czy naszej części Europy szukać próżno. Za to można zapoznać się z kilkoma herosami i heroskami, których sława niekoniecznie do Polski dotarła. I jeszcze jedno – choć Guinness zaznacza we wstępie, że chodziło mu o różnorodność, to jednak przewaga cis gejów jest nader wyraźna.

Ale nie narzekajmy. Książka wydana została w twardej oprawie i na ekologicznym papierze, a w środku znajdziemy ilustracje także przygotowane przez specjalnie dobrany zestaw twórców_czyń. Nic tylko postawić „Biblię queeru” na honorowym miejscu w queerowym domu i pokazywać ją z dumą niequeerowym gościom. (Mateusz Chojnacki) 

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Robyn Crawford – “A Song for You. Moje życie z Whitney Houston”

Wyd. Agora 2022

 

 

Po śmierci Whitney Houston w 2012 r. Robyn Crawford konsekwentnie milczała aż do roku 2019, gdy opublikowała te wspomnienia – u nas wychodzą z trzyletnim poślizgiem. Właśnie w tej książce Robyn po raz pierwszy publicznie potwierdza krążące od lat plotki: tak, ona i Whitney były parą. Była miłość, był seks, choć tylko w początkowych latach trwającej dwie dekady relacji. Poznały się na obozie letnim w 1980 r. Whitney miała prawie 17, Robyn prawie 20 lat. Szybko stały się nierozłączne, szybko nieodłączną częścią ich związku stała się kokaina. Gdy kariera Whitney ruszyła, przestały uprawiać seks w przekonaniu, że po pierwsze – za seks osób tej samej płci idzie się do piekła, a po drugie – to może zaszkodzić Whitney w jej drodze na szczyt. Pozostały najlepszymi przyjaciółkami, a Houston zatrudniła Crawford jako kogoś w rodzaju menadżerki/ asystentki. Na szczyt dostała się w połowie lat 80. i była na nim długo. Po ślubie z Bobbym Brownem w jej życiu zaczęło pojawiać się coraz więcej coraz bardziej niebezpiecznych narkotyków. W końcu około roku 2000 Robyn nie wytrzymała i odeszła. Dziś jest żonata, wychowuje dwójkę adoptowanych dzieci. Jej wspomnienia czyta się z coraz bardziej złamanym sercem. Na życiu Whitney i Robyn homofobia położyła się tak potężnym cieniem, że właściwie dopiero teraz ją nazywamy, rozpoznajemy jej mechanizmy. Przejmująco opisane są też w książce Crawford losy jej dysfunkcyjnej rodziny. Robyn poznała dobrze, czym jest przemoc domowa (ze strony ojca), a jej mama i brat w latach 90. zmarli na AIDS. (Mariusz Kurc)  

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Sonora Reyes – “Przewodnik lesbijki po katolickiej szkole”

Wyd. We Need Ya 2022

 

 

Dość obszerna (prawie czterysta stron!) powieść młodzieżowa inspirowana autobiografią niebinarnej osoby autorskiej z drugiego pokolenia meksykańskich migrantów do USA. Wpisuje się w nurt queerowej literatury young adult skupionej nie na dylematach odkrywania własnej tożsamości, lecz pokazywaniu pewnych siebie nieheteronormatywnych postaci przezwyciężających strukturalną queer- i homofobię. Bohaterka powieści, szesnastoletnia Meksykanko-Amerykanka Yami, została wyoutowana wbrew swojej woli przez przyjaciółkę z dzieciństwa, w której była zakochana, i musi zmienić szkołę z powodu skandalu połączonego z zawodem miłosnym. Razem z bratem trafi a do nowej szkoły – pełnej bogatych, białych, heteroseksualnych katolików_czek – gdzie postanawia jedno: za wszelką cenę nie ujawniać, że jest lesbijką. Brzmi trochę naciąganie, bo od początku wiemy, że bohaterka nie ma zamiaru podporządkować się katolickiej moralności, zwłaszcza że w szkole od razu wpada jej w oko lesbijka z chińskimi korzeniami Bo, która jednak – w przeciwieństwie Yami – jest wyoutowana przed rodziną i ma jej pełne wsparcie. Mimo schematycznej ramy fabularnej powieść czyta się z zainteresowaniem – duża w tym zasługa świetnie rozpisanych scen przedstawiających szkolne akty mikroagresji na tle queerfobicznym, rasowym i klasowym, które spotykają się ze zdecydowaną reakcją queerowych bohaterów. Na uwagę zasługuje też przekład Dominika Górki, który wzbogaca lesbijską polszczyznę o tak wspaniałe słowa jak „lesbiszon”, „lesbunia” czy „totalna lesboza”. (Małgorzata Tarnowska)

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Michał Witkowski – “Tango”

Wyd. Znak 2022

 

 

Nie pierwszy to nieudany kryminał Witkowskiego. Po dobrym „Drwalu”, zgrabnie nawiązującym i przetwarzającym „Lubiewo” z dodatkiem ironicznego kryminału, pisarz wnet postanowił zrecyklingować samego „Drwala” w „Zbrodniarzu i dziewczynie”, bez powodzenia. „Tango” zawodzi (nomen omen, jak drugorzędni śpiewacy opisani w powieści) na co najmniej czterech polach. Po pierwsze – zawodzi jako kryminał – intryga się wlecze (500 stron!), pisarz nie utrzymuje uwagi czytelnika, tak jakby sam się męczył, brnąc przez kolejne sceny, a to się niestety udziela. Nadto postaci są marionetkowe, co w wypadku osóbek ze światka artystycznego (cyrk, opera, kabaret) jest do przełknięcia (acz mogłoby zagrać lepiej), ale w wypadku policji szeleści papierem. Po drugie – powieść zawodzi jako przegięcie i jako serio. Rozumiem, że pisarz chciał odejść od (auto)ironii i humoru, a spróbować serio. Ale rezultat? Próbę utrzymania się w gorsecie powagi podsumuję cytatem z samej powieści o trzeciorzędnym tenorze geju w średnim wieku, który dostał rolę dla młodego amanta barytona (co stanowi zawiązanie intrygi kryminalnej): „Krowa nigdy nie przemieni się w młodego wilczka, to przeczy prawom biologii”. Po trzecie – zawodzi jako „retro”, tzw. tło przypomina opisane w książce płótno z malunkami – dekorację w operetce. Po czwarte – zawodzi jako „kryminał gejowski”, bo taki kryminał mógłby napisać każdy pisarz hetero, także ten niezbyt lubiący queery. Zostają drobne przyjemności – zabawy nazwiskami, patolog Ziemkiewicz (Zbigniew…), który ze znawstwem grzebie w tyłkach trupów, albo Legutko (Stanisław…), zabity w kiblu obok gówna, no i uwaga o hrabim „politycznie bardzo na prawo jak ci wszyscy dewianci…”. (Piotr Sobolczyk)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Joanna Sokolińska – “Mów o mnie ono”

Wyd. W.A.B. 2022

 

 

Od paru lat emancypacja osób transpłciowych nie idzie do przodu, tylko gna. Dotyczy to zwłaszcza młodych, wręcz nastolatków_tek. Samą transpłciowość rozumie się dziś inaczej niż nawet 15 lat temu, doszło też pojęcie niebinarności, która oczywiście istniała i wcześniej, ale była nienazwana. Osób niebinarnych niekoniecznie jest dziś więcej, ale osób świadomych swojej niebinarności i mówiących o niej – na pewno. Autorki „Mów o mnie ono” zauważyły tę pędzącą zmianę i zajęły się nią od swojej zawodowej strony; nie są naukowczyniami, ale dziennikarkami, reportażystkami. A także, a może przede wszystkim, są mamami queerowych (transpłciowych/niebinarnych) dzieci. Nie ma więc mowy o spojrzeniu chłodnym okiem, i bardzo dobrze. Są gorące opisy uczuć, rodzinnych kłótni, szukania sukienki na studniówkę dla osoby, której rodzice jeszcze całkiem niedawno myśleli, że to chłopak, syn. Jest cała sprawa zaimków, która niektórym wydaje się tak trudna. „Mów o mnie ono” to zbiór tekstów podejmujących temat z różnych perspektyw – od historii kilkorga trans/niebinarnych nastolatków_ tek przez spojrzenie ich rodzin aż do bardziej socjologicznych analiz. Pojawia się też odpowiedź na pytanie, dlaczego jest tak, że wśród dzisiejszych nastolatków_tek częściej ujawniają się trans chłopaki niż trans dziewczyny. Jest głos psychologów_żek i aktywistów_tek. Są teksty o transfobii i o tym, skąd wziął się terfizm (specyficzna jej odmiana). Czyta się jednym tchem, bo biorąc pod uwagę, jak gwałtownie opisane zmiany zachodzą tu i teraz, mamy do czynienia ze świetnie napisaną „książką akcji non-fiction”. (Mariusz Kurc)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Urszula Chylaszek – “Kanska. Miłość na Wyspach Owczych”

Wyd. Poznańskie 2022

 

 

Wiedzieliście, że Wyspy Owcze zajmują niecałe 1,5 tys. km2 między Norwegią, Islandią i Wielką Brytanią, a zamieszkiwane są przez trochę ponad 52 tysiące osób? Pamiętacie, że ten wulkaniczny archipelag to terytorium zależne Danii? Słyszeliście, że od 2021 r. tęczowi rodzice z Wysp Owczych mają równe prawa rodzicielskie? Urszula Chylaszek w swoim reportażu przybliża nam te i wiele innych faktów z życia i miłości na Wyspach Owczych. Tempo książki jest wolne, dostajemy szczegółowe opisy codzienności mieszkańców, a pewna monotonia tych fragmentów sprawia, że podczas lektury odnosimy wrażenie, iż rytm życia Farerów (tak nazywa się naród zamieszkujący Wyspy) staje się nam coraz bliższy. Autorka opisuje z niezwykłą empatią życiorysy pary lesbijek i innych queerowych osób, które wyoutowały się w dzieciństwie i tych, które zrobiły to dopiero po nieudanym heteronormatywnym małżeństwie. Poznajemy też matkę, która z biegiem zmian obyczajowych zaczyna walczyć z własnymi uprzedzeniami, i bardzo religijnych mieszkańców, których homofobia prowadzi nawet do aktów agresji. Dostajemy więc pełny przekrój tej niewielkiej społeczności. Atmosfera reportażu jest momentami gęsta przez natłok szczegółów, dokładnie tak jak sytuacja na Wyspach Owczych, gdzie większość ludności jest ze sobą w jakimś stopniu spokrewniona, a kolejne pokolenia znają się ze szkoły. Z wypowiedzi bohaterów i bohaterek wynika, że ważną rolę w kształtowaniu życia społecznego i życiorysów jednostek odgrywała religia. Jedna z bohaterek opowiada np. o artykułach, w których AIDS tłumaczono gniewem Boga. Brzmi znajomo? Konserwatywne społeczeństwo doszło jednak do momentu, w którym (w 2017 r.) zalegalizowało małżeństwa osób tej samej płci. Warto przeczytać nie tylko ze względu na dobrze poprowadzoną narrację, ciekawych bohaterów, intrygująco oddany klimat wyspiarski, ale też dla nadziei, że i u nas kiedyś będzie normalnie. (Anna Maria Łozińska)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

 

 

Édouard Louis – “Zmagania i metamorfozy kobiety”

Wyd. Pauza 2022

 

 

Wydaje się, że Louis nieustannie „pisze sobą”, w emocjonalno-intelektualnym zapętleniu. Od „Końca z Eddym” i „Historii przemocy” kręci się wokół tych samych tematów, przedstawianych w różnym oświetleniu i w zmiennej perspektywie. Z każdą książką na nowo wraca do bolesnych doświadczeń z własnej biografii, jak homofobia czy przemoc fizyczna i psychiczna. W prozatorsko-eseistycznych „Zmaganiach i metamorfozach kobiety” wyjątkowo jednak na pierwszy plan wysuwa się matka pisarza. Monique w wieku 17 lat zaszła w ciążę z rozpustnym hydraulikiem, wyszła za niego i zrezygnowała z edukacji. Wkrótce po urodzeniu drugiego dziecka zdecydowała się odejść od męża, mając dość jego zdrad i chlania. Zamieszkała z innym mężczyzną – pracownikiem fabryki, ojcem Louisa – tylko po to, by schemat patologicznego, przemocowego związku się powtórzył. Do znanego repertuaru zmagań doszły jedynie następne komplikacje: niepełnosprawność i alkoholizm żywiciela rodziny, skrajne ubóstwo. „Była nie tylko matką piątki dzieci bez pieniędzy i bez perspektyw, ale także więźniem we własnym domu” – pisze Louis. Opcja „chcę inaczej” została zablokowana na długie lata. „Zmagania…” ostro ukazują, jakim uzależnieniem potrafi się stać relacja oparta na zależności finansowej i psychospołecznej. Mocno wybrzmiewają w tym niewielkim tomiku wątki emancypacyjno-feministyczne, ale są też genderqueerowe: wymykanie się wymuszanej tożsamości i narzucanym wzorcom męskości, przekuwanie osobistego upokorzenia i bólu w moc do inicjowania zmiany. (Tomasz Charnas)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Zyta Rudzka – “Ten się śmieje, kto ma zęby”

Wyd. W.A.B. 2022

 

 

Nowa książka Zyty Rudzkiej, autorki m.in. „Tkanek miękkich”, to monolog Wery, fryzjerki męskiej, która chce pochować swego męża-niemęża, Dżokeja. Największym problemem jest dla niej dobranie odpowiedniego obuwia do trumny, bo jak głosi pierwsze zdanie powieści: „Trudno o dobre buty dla nieboszczyka”. Chodzi więc po mieście, szukając tych „dobrych butów”, a przy okazji przywołuje swoją przeszłość i odwiedza ludzi, którzy kiedyś coś dla niej znaczyli. Wera nie daje sobie w kaszę dmuchać. Jest pyskata i bojowa („Mnie do rany lepiej nie przykładać, zaraz gangrena pójdzie”). Życie nie raz ją doświadczyło, ale i ona potrafiła mu się odwdzięczyć i walnąć je na odlew. Są w życiorysie bohaterki liczne romanse, także lesbijskie, a historia jednej z jej kobiecych miłości stanowi dramatyczne zwieńczenie książki. Tak jak i cała reszta, tak i sceny lesbijskiego seksu opisane zostały językiem hardym, dosadnym, mięsistym („Przylazła, mokrawa, zgrzana. Lizała mnie długo w pokracznym ukłonie, gdyby była chuda, wszędzie by się złamała”). Żadnych tam czułostkowości i kiepskich metafor. Fryzjerka męska nie ma na nie ani czasu, ani ochoty. „Ten się śmieje, kto ma zęby” jest powieścią bardzo „przy ziemi”. Wera to konkret i zwierzęca siła. Taran, który, grzejąc do przodu bez rozglądania się na boki, jednocześnie wyrzuca z siebie słowa na jednym oddechu. I tak też właśnie, niczym w hipnotycznym transie, czyta się tę książkę. (Bartosz Żurawiecki)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.