Homo economicus

Tekst: Mariusz Kurc

Proces emancypacji gejów i lesbijek zaowocował na Zachodzie m.in. rozwojem specyficznego segmentu rynku, który dostrzega ich potrzeby, stara się na nie odpowiadać i na nich, mówiąc krótko, zarabiać

 

Michał Hucał – prezes Towarzystwa Ekonomicznego na rzecz Gejów i Lesbijek. Foto: Oiko Petersen

 

W rozwiniętych krajach już jakiś czas temu odkryto, że osoby homoseksualne to nie odmieńcy wyłaniający się z niebytu raz na rok przy okazji parad równości, ale zwykli ludzie, którzy gdzieś pracują albo są bezrobotni i pracy szukają, to pracodawcy lub pracobiorcy, ludzie mniej lub bardziej zamożni, ludzie młodsi lub starsi. Mężczyźni… oraz kobiety, o czym dość często się – szczególnie u nas – zapomina. Słowem:  czestnicy życia społeczno-gospodarczego, stanowiący część społeczeństwa, która ma czasem troszkę inne potrzeby niż heteroseksualna większość, choć tak samo jak heteroseksualiści pragnie być dostrzegana i szanowana. I „zagospodarowana“ przez rynek.

Towarzystwo Ekonomiczne na rzecz Gejów i Lesbijek

Proces emancypacji gejów i lesbijek zaowocował na Zachodzie m.in. rozwojem specyficznego segmentu rynku, który dostrzega ich potrzeby, stara się na nie odpowiadać i na nich, mówiąc krótko – zarabiać. Segment ten wciąż się rozrasta i obejmuje coraz to nowe branże. Michał Hucał śledzi dynamiczny rozwój rynków LGBT (lesbijek, gejów, bi- i transseksualistów) na Zachodzie. Od razu na wstępie zaznacza, że to nie tylko  rynek dóbr luksusowych. – Nie chodzi tylko o to, by zamożny gej mógł kupić sobie markowy samochód, którego kampania reklamowa jest
przeznaczona specjalnie dla niego – tłumaczy. – Chodzi również o to, by gej – bogaty lub nie – mógł pracować w niehomofobicznym środowisku. By nie musiał ukrywać swej orientacji przed współpracownikami, przełożonymi czy podwładnymi. By w banku, na poczcie czy w sklepie z ciuchami nie musiał udawać, że towarzyszący mu facet to jego kuzyn czy kolega. A doradca/-czyni bankowy/- a, pani czy pan w okienku na poczcie czy ekspedient/-ka nie mają prawa mieć negatywnego nastawienia do homoseksualistów. A przynajmniej – nie mają prawa tego nastawienia pokazywać. Niedawno rumuńskie linie lotnicze ogłosiły walentynkową promocję. Gdy zgłosiły się gejowskie pary, okazało się, że promocja dotyczy tylko par różnej płci. Geje nie dali za wygraną – pozwali linie do sądu. I sprawę wygrali.

W Polsce rynek LGBT praktycznie nie istnieje. Trudno nawet mówić o jego potencjalnych rozmiarach. Na Zachodzie obejmuje na razie przede wszystkim branżę motoryzacyjną, turystyczną, bankową, ubezpieczeniową, nieruchomości, spirytusową, ale wciąż dochodzą nowe. – Niemieckie analizy wykazały, że ok. 50% niemieckich homoseksualistów ukrywa swą orientację i przed całym światem udaje heteroseksualistów – opowiada Michał. – Niemiecki rynek LGBT stanowi więc ta druga połowa. To wciąż ok. 6 mln ludzi – masa! W Polsce kryptohomoseksualistów
jest pewnie więcej niż 50% wszystkich osób homoseksualnych. Jak by jednak nie liczyć, mniej lub bardziej otwarci geje i lesbijki to kilkaset tysięcy osób, których potrzeby ekonomiczne są przez rynek ignorowane.

Temu wykluczeniu Michał postanowił rzucić rękawicę. Najpierw założył stronę www.gejblade.pl, na której można znaleźć wiele informacji dotyczących rynków LGBT. Poprzez stronę nawiązał kontakty z podobnymi pasjonatami z różnych polskich miast. I w maju br. założył Towarzystwo Ekonomiczne na rzecz Gejów i Lesbijek, którego został prezesem. – Na początku chcieliśmy stworzyć organizację pracowniczą gejów i lesbijek – bankowców, ale okazało się to przedwczesne – mówi. – Takie pracownicze organizacje to kwestia przyszłości, a my jesteśmy na początku drogi. Musimy zacząć od ogólnej organizacji, na branżową specjalizację przyjdzie czas później.

Czego chce TEGL

Celem TEGL jest „zwalczanie stereotypów i dyskryminacji mniejszości seksualnych, szczególnie w związku ze świadczeniem pracy, edukacja ekonomiczna w zakresie segmentu LGBT, wspieranie przedsiębiorczości wśród osób homoseksualnych oraz pomoc gejom i lesbijkom w konkretnych problemach związanych ze środowiskiem pracy“. Towarzystwo współpracuje z organizacjami pracowniczymi gejów i lesbijek w
innych krajach UE (przede wszystkim z Niemiec i Austrii). Na jesień TEGL planuje realizację trzech poważnych projektów. Pierwszy z nich to badanie „rozpoznawcze“ potencjału rynku LGBT w Polsce. – Chcielibyśmy przeprowadzić dwa tysiące ankiet wśród gejów i lesbijek, poznać potrzeby tych ludzi i ich środowiska pracy. Przypuszczam, że na przykład obalimy wzięty z Zachodu mit geja jako bogacza – mówi Michał Pawlik, zastępca Prezesa TEGL. – To spore przedsięwzięcie, liczymy na odzew wielu gejów i lesbijek. Ankieta będzie dostępna m.in. w internecie. Gdy opracujemy wyniki, chcemy je nagłośnić na konferencji rasowej. Myślimy też nad stworzeniem rankingu banków działających w Polsce pod
względem ich „przyjazności“ dla klienta homoseksualnego. Nieformalnie już od dawna wymieniamy się informacjami na temat podejścia
do otwartych gejów i lesbijek w poszczególnych bankach. Naszym celem jest pokazanie podmiotom gospodarczym działającym na polskim rynku, że warto w Polsce dostrzec klienta homoseksualnego. Jeśli to nam się uda, duże firmy zaczną inwestować, rynek zacznie się napędzać.

Jednym z efektów tego procesu może być powiększanie się klienteli, a więc przechodzenie ukrywających się homoseksualistów na „jasną  stronę mocy“. Pawlik dodaje: – Właśnie z tym związany jest zresztą nasz drugi projekt – „Jawni w pracy!“, który ma promować wiedzę o prawach osób homoseksualnych w miejscu pracy oraz informować o organizacjach takich pracowników, które są już powszechne w dużych korporacjach w Unii Europejskiej i w USA.

Strona internetowa TEGL: www.gejblade.pl/teg

 

Tekst z nr 4/9-10 2006

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Nigdy nie prosiłem o akceptację

O „pedalskiej zarazie”, o wstręcie i obrzydzeniu, o trylogii „Nigdy nie wycieraj łez bez rękawiczek” i o polskich dziennikarzach z Jonasem Gardellem, szwedzkim pisarzem i komikiem, rozmawia Mariusz Kurc

 

fot. Katarzyna Szota

Jonas Gardell i Mariusz Kurc tuż po wywiadzie, w ambasadzie Szwecji w Warszawie, 15 czerwca 2014 r.

 

Spotykam się z Jonasem Gardellem w ambasadzie Szwecji w Warszawie nazajutrz po Paradzie Równości. Pracownicy ambasady są podekscytowani jego wizytą. Gardell, pisarz i komik, jest nie tylko jednym z najbardziej znanych gejów w Szwecji, ale po prostu jednym z najbardziej lubianych Szwedów. Do Polski przyjechał promować swą trylogię „Nigdy nie wycieraj łez bez rękawiczek”. Jej pierwsza część zatytułowana „Miłość” ukazała się po polsku w kwietniu, druga trafi do czytelników/ek w lipcu, a trzecia – po wakacjach. W Szwecji ta dramatyczna historia miłości dwóch chłopaków w cieniu AIDS odniosła ogromny sukces, doczekała się nawet adaptacji serialowej.

Ile osób wczoraj szło w Paradzie?

Według organizatorów nawet około 12 tysięcy.

Fantastycznie. Parada była świetna, idziecie do przodu. No, dobrze, to co? Porozmawiajmy o książce.

Na pierwszym planie to jest smutna love story, ale mam wrażenie, że przede wszystkim chciałeś opowiedzieć kawałek historii Szwecji, o której Szwedzi nie wiedzą…albo nie chcieli wiedzieć.

Dziś jesteśmy w światowej czołówce, jeśli chodzi o prawa LGBT, ale nie zawsze tak było, o nie! Progres jest szybki, dla wielu ludzi w moim kraju pełnia praw LGBT wydaje się oczywistością – nie pamiętają, że jeszcze niedawno było zupełnie inaczej. Mało tego, przyłapałem się na tym, że sam niektórych rzeczy nie pamiętam. Gdy robiłem research do książki, przeczytałem wszystkie artykuły szwedzkiej prasy z lat 80. na temat homoseksualizmu. Nawiasem mówiąc, mniej więcej połowa z nich była o mnie. Byłem wtedy tym „supergeje”, jednym z niewielu wyoutowanych…

Kiedy się wyoutowałeś?

W 1982 r. No, więc przeczytałem na przykład o incydencie, który mi się przytrafił. W restauracji podszedł do mnie człowiek i krzyknął: „Jak to jest zarażać innych śmiertelną chorobą, ty pedale, co?”. Po czym zgasił papierosa na moim talerzu i uciekł. Gazeta o tym napisała, a ja zupełnie wyparłem ten incydent z pamięci. AIDS, która była w tamtych czasach wyrokiem śmierci, nazywano „pedalską zarazą”, a my, geje, byliśmy po prostu mordercami. Gdy w 1985 r. opublikowałem moją debiutancką powieść, gejowską historię „Passion Play”, w recenzji w głównym szwedzkim dzienniku pisano, że „czytelnika obezwładnia wstręt i obrzydzenie”. Nie ze względu na brak literackiego kunsztu, tylko na tematykę. Dziś taki sposób pisania o gejowskiej miłości byłby nie do pomyślenia, wtedy był powszechnie akceptowany. Gdy z moim chłopakiem kupowałem gejowską książkę w księgarni, nagle facet stojący obok skoczył na nas machając nożem. Wezwani na miejsce policjanci… wzięli go w obronę! Mówili: musicie go zrozumieć, był po prostu strasznie zniesmaczony, że musiał na was patrzeć. Odmówili przyjęcia skargi. Taka była Szwecja początku lat 80., gdy miałem te 20 lat. A gdy zaczęliśmy się na serio emancypować i walczyć o swoje, to zaczęliśmy też umierać na AIDS. Media pełne były opinii, że jesteśmy sami sobie winni, że spotkała nas zasłużona kara od Boga. Nie potrafi liśmy się temu skutecznie przeciwstawić, bo mieliśmy wdrukowane poczucie niższości, byliśmy przyzwyczajeni, by traktować nas z pogardą, i zastraszeni. Pamiętam moje własne reakcje: „no, tak, cóż robić…”. To była codzienność. Teraz czuję się wolnym człowiekiem, ale gdy sobie przypomnę… Dziś możemy opowiadać swe historie – wtedy byliśmy zbyt zawstydzeni.

Rasmus i Beniamin, bohaterowie Twojej trylogii, są wręcz sparaliżowani własnym homoseksualizmem. Nawet w Sztokholmie czują się przerażeni, gdy mają iść na pikietę, do gejowskiego klubu czy w ogóle, gdy mają poznać innego geja.

I w takiej sytuacji spada jeszcze na ciebie AIDS! Podczas promocji książki w Szwecji podeszła do mnie jedna kobieta i powiedziała, że odnalazła w tej opowieści swego syna, geja, który zmarł na AIDS. Ze łzami w oczach mówiła, że on nie był żadną karą Boga, był wspaniałym chłopakiem, który miał po prostu straszliwego pecha. Ta książka uruchomiła w Szwecji proces odzyskiwania pamięci. Umożliwiła żałobę po tych ludziach. Nasz straszny los z tamtych lat został „zapisany” do narodowej historii, i to nie w żadnej niszy.

Wiele jeszcze z historii LGBT jest do odkrycia.

Przykład z Niemiec: gdy wojna się skończyła, więźniów uwalniano z hitlerowskich obozów koncentracyjnych – ale nie wszystkich. Tych z różowymi trójkątami, ukaranych za homoseksualizm, odtransportowywano do „normalnych” więzień.

Wiem. Nawet Trybunał Konstytucyjny RFN uznał w 1957 r., że karalność homoseksualizmu jest w porządku.

Mówimy na razie tylko o gejach, ale do odkrycia jest też historia osób transpłciowych, lesbijek. Notabene, gdy dorastałem, skrótu LGBT nie było. Mówiło się „sprawy gejów i lesbijek”.

środowisko lesbijskie było, jak w Polsce wtedy, osobne niż gejowskie?

Tak. Lesbijki odnajdywały się częściej w feministycznych ruchach kobiecych. I nie umierały na AIDS. Ich historia jest inna. Też wciąż właściwie nieopowiedziana.

Ty tymczasem otrzymałeś nagrodę od waszej księżniczki – Victorii.

Odbierając nagrodę powiedziałem: „Victoria, wiem, że jesteś naszą koronowaną księżniczką, ale dziś ja jestem królową!” Pomyślałem, że może trochę pojechałem po bandzie, ale nie, śmiała się razem z wszystkimi.

Co byś powiedział tym osobom publicznym, które ukrywają homoseksualizm?

Chyba nie jestem dobrym doradcą dla tych osób, nie mam doświadczenia życia w publicznej szafie. Wyoutowałem się przed sobą, przed najbliższymi i potem już nigdy przed nikim nie ukrywałem, że jestem gejem. I wiesz co? Spotkało mnie wiele nienawiści, ale miłości – dużo więcej. Teraz publiczne coming outy w Szwecji są już normalnością, chyba nawet się ich specjalnie nie odnotowuje. W paradzie w Sztokholmie bierze udział 500 tysięcy ludzi – to jest największa impreza w Szwecji. A w pierwszej, bodajże w 1972 r. ile szło osób? Jedenaście. Z coming outami podobnie – ktoś musiał być pierwszy, żeby dziś to stało się zwyczajne. Musimy pamiętać o tamtych pierwszych jedenastu osobach, bez nich nie byłoby dziś 500 tysięcy. To nie stało się samo, to trzeba było wywalczyć.

Dziś masz męża i dwoje dzieci. Gdy miałeś te 20 lat, to myślałeś, że zostaniesz ojcem?

Tak. Chciałem zostać ojcem. Nigdy się nie ograniczałem, że czegoś nie mogę, bo jestem gejem – nie można tak myśleć. Nikogo o pozwolenie na zostanie ojcem nie prosiłem. Spłodzenie dziecka to zresztą nie jest taka trudna sprawa (śmiech), dla geja też, naprawdę, wiem, co mówię. Mój syn ma dwanaście lat, córka osiem. Syn pyta mnie, jak to było, gdy dorastałem. Mówię, że wtedy geje wstydzili się tego, że są gejami. Trudno mu to zrozumieć. Opowiadam, jak w latach 80. po raz pierwszy wziąłem ślub z jego drugim ojcem. To była tylko nieformalna impreza, ale mieliśmy świadków, spisaliśmy umowę, testamenty, za księdza robiła nasza przyjaciółka aktorka. Potem, gdy stało się to możliwe w latach 90., zawarliśmy związek partnerski, a teraz jesteśmy małżeństwem.

Masz jakieś porady dla osób LGBT w Polsce?

Porady…? Głowa do góry. Bądźcie dumni z tego, kim jesteście… a za 30 lat szwedzka księżniczka da wam nagrodę! (śmiech) Mówiąc serio, musicie być wytrwali i cierpliwi. I cały czas robić swoje. W waszym społeczeństwie dużą rolę odgrywa katolicyzm, więc chciałbym powiedzieć wszystkim wierzącym: kochani, Bóg jest po naszej stronie!

Beniamin z twojej książki też pochodzi z bardzo religijnej rodziny. Jest świadkiem Jehowy.

Religie, niestety, często są homofobiczne i stoją na przeszkodzie procesu samoakceptacji. W drugiej części, której nie czytałeś, bo jeszcze nie ma jej w Polsce, ten temat pojawia się szerzej niż w pierwszej. Jeśli fundamentalnie religijni rodzice geja czy lesbijki nie są w stanie zmienić swych przekonań, to jest dramat. Trzeba poszukać sobie nowej rodziny. Wracając do Polski, po raz pierwszy byłem u was dziewięć lat temu…

Pamiętam. Przyjechałeś promować „Dojrzewania błazna”, bardzo popularną u nas książkę.

Widzę niesamowitą zmianę na lepsze. Nie chodzi tylko o to, że w paradach bierze udział więcej ludzi i że one są bezpieczniejsze. Pamiętam, że wtedy sam fakt, że jestem jawnym gejem, był bardzo egzotyczny, nawet dla dziennikarzy, którzy robili ze mną wywiady. Czuli się w obowiązku na początku zapewnić mnie, że są tolerancyjni, że akceptują, że nie mają nic przeciwko. Słuchałem tych deklaracji i myślałem sobie: „Słonko, ja cię nie proszę o akceptację. Niby mam ci być wdzięczny za tę postawę? Pierdol się” (śmiech). Tym akcentem kończymy, bo za moment zaczyna się bankiet wydany na cześć Gardella przez ambasadora, który wygłosi wzruszającą przemowę na temat praw osób LGBT. Gardell zaś opowie tę samą anegdotę o polskich dziennikarzach, tylko w końcówce zamieni słowa „fuck you” na bardziej dyplomatyczne „go away”.

 

Tekst z nr 50/7-8 2014.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Polska L, G, B i T

Maria_Peszek_foto_Zuza_KrajewskaWywiad z Marią Peszek.

„Poruszył mnie reportaż o samobójstwach wśród homoseksualnej młodzieży, który obejrzałam w telewizji. Skontaktowałam się z Mirką Makuchowską z Kampanii Przeciw Homofobii, która opowiadała w tym programie o dwóch dziewczynach zaszczutych w małej miejscowości. Historia mnie rozwaliła, zebrałam więcej informacji i tekst „Jak pistolet” powstał błyskawicznie, w ciągu dwóch dni. Pierwszy tekst na płytę. (…) Te dziewczyny, K i P, stały się jakby patronkami „Karabinu”, piosenka jest hołdem dla nich. „Leżały pod drzewami do siebie głowami” – ten fragment tekstu jest wzięty dosłownie z zeznań grzybiarza, który odkrył ciała.”

 

„Skalę uprzedzeń, jaka jest w Polsce wobec inności, w tym wobec inności homoseksualnej, ta ostatnia trasa z „Karabinem”, jeszcze raz mi uzmysłowiła. Po koncertach często przychodzą do mnie pary tej samej płci. Trzymają się za ręce i mówią np., że zakochali się słuchając „Jezus Maria Peszek” a teraz już się zaręczają, chcieliby się pobrać. Słucham ich, jest mi przyjemnie, ale widzę też, że ta miłość jest taka uciśniona, oni zdradzają mi sekret, o którym mało komu mogą powiedzieć. Nie jest erupcją radości, nie jest uśmiechem od ucha do ucha, jest skryta. Miałam ostatnio koncert w Londynie i tam wśród publiczności szalało całe „stado” lesbijek. Poubierane jak wariatki, roześmiane. Ile w nich było energii! Normalnie jakby rajskie ptaki mi wleciały na występ. Różnica w aurze była ogromna.”

 

„Są ludzie, w których inność wyzwala agresję i muszą obrzucić cię błotem. To błoto kojarzy się im głównie z trzema „dziedzinami” – z homoseksualizmem, stąd jestem lesbijką, z żydostwem – stąd jestem „Żydówą” oraz z zaburzeniami psychicznymi, więc jestem wariatką. Żydowska lesba wariatka? Z dumą to miano noszę.”

 

„Jak miałam 15 lat, zakochałam się w Jacku Poniedziałku. Tak konkretnie. Jacek był studentem mojego taty. Przychodził ze swoim chłopakiem pomagać nam w malowaniu mieszkania. Widzę ich, jak siedzą obaj na drabinach, dżinsy, nagie torsy – byli totalnie na tych drabinach piękni i wolni. Jacek pomagał mi też dobierać strój na komers, czyli bal na zakończenie podstawówki. (…) Wyznałam mu miłość. Zareagował wspaniale. Usiedliśmy i wytłumaczył mi, że nic nie wyjdzie, bo on już jest zakochany, właśnie w tym chłopaku, i w ogóle jest gejem. Zrozumiałam, przyjęłam. Zaprzyjaźniliśmy się, do dziś mu kibicuję.”

 

Cały wywiad Mariusza Kurca z Marią Peszek do przeczytania w „Replice” nr 61.

Foto: Zuza Krajewska/Warner

spistresci

Chłopaki na korty!

Adam_Ziembicki_foto_arch_prywPaweł Roszkowski (Szczecin), Adam Ziembicki (Wrocław) i Artur Górny (Katowice) organizują w swych miastach turnieje gejowskiego tenisa – i zachęcają do udziału! Tekst Bartosza Palochy.

 

Adam Ziembicki:

„Warunkiem udziału jest sportowa pasja i brak uprzedzeń. Nasze turnieje to nie tylko gra w tenisa. One uświadamiają ludzi, co do najprostszych spraw. Tak, geje to po prostu zwykli ludzie. Tak, geje też uprawiają sporty

 

Artur Górny:

„Oprócz pucharów w deblach i medali w singlach, są nagrody specjalne przyznawane w głosowaniu przez samych zawodników – za najlepszy serwis, za „fair play”, dla najlepszego kibica oraz – a co? – dla Mr. Handsome, najprzystojniejszego gracza.”

 

Paweł Roszkowski:

„Chcemy przyciągnąć jak najwięcej graczy. (…) Turniej katowicki i wrocławski mają już swoją tradycję i środowiskową renomę, a my dopiero musimy sobie w Szczecinie wyrobić markę. (…) Bardzo bym chciał, by po turnieju ukształtowała się w Szczecinie stała grupa gejów,którzy przychodzą na korty i stanowią paczkę przyjaciół.”

 

Cały tekst do przeczytania w „Replice” nr 61

Foto: arch. pryw.
spistresci

SPIS TREŚCI #59

okładka_replika_lgbt„Replika” – dwumiesięcznik społeczno-kulturalny LGBTQ, numer 59 (styczeń/luty 2016)

Do przeczytania w numerze 59:

Na naszej okładce Paul Robinson i Houson Chan – Afroamerykanin i Chińczyk, para mieszkająca od dwóch lat w Warszawie. Paul jest twórcą gier komputerowych, Houson – tłumaczem. W wywiadzie Mariusza Kurca Paul i Houson opowiadają o tym, jak pięć lat temu poznali się w Szanghaju, jak im się mieszka w Warszawie, a także o amerykańskiej marynarce wojennej, w której służył Paul.

skandal_Replika_lgbt_outfilmPrezent dla prenumeratorów/ek

Darmowy kod dostępu na outfilm.pl do filmu dokumentalnego „Skandal” („Outrage”, 2009, reż. K. Dick) o amerykańskich politykach, którzy ukrywają własną homoseksualność i jednocześnie promują homofobię.

 

Do przeczytania w numerze 59:

Wywiady:

  • „Nieco spóźnione przywitanie” – wywiad Mariusza Kurca z Paulem RobinsonemHousonem Chanem (czytaj dalej…)
  • „Wzajemnie się wyczuwamy” – mówi Małgorzata Ostrowska o swych fanach gejach, a także o tym, jak została sojuszniczką osób LGBT w akcji Kampanii Przeciw Homofobii i o swym kultowym hicie „Meluzyna”. Rozmowa Przemysława Góreckiego (czytaj dalej…)
  • „Ksiądz na randce ma trudniej” – o doświadczeniu bycia duchownym gejem, o znajomości z Tomaszem Terlikowskim i o różnicach między chrześcijaństwem w Polsce i USA z Kazimierzem Bemem, ewangelicko-reformowanym pastorem Zjednoczonego Kościoła Chrystusa w USA rozmawia Marcin Dzierżanowski (czytaj dalej…)
  • Grzegorz LepiankaKrzysztof Łoś, jedna z pięciu par jednopłciowych zaangażowanych w tzw. litygację strategiczną, czyli walkę o uznanie związków partnerskich na drodze sądowej (jeśli będzie trzeba, nawet w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu) – opowiadają o tym, jak żyje się w Polsce jednopłciowej parze z 13-letnim stażem. Rozmowa Mariusza Kurca.
  • “Prawdziwych ciot już nie ma”Bartek Lis, autor książki „Gejowskie (nie)męskości” w rozmowie Marty Konarzewskiej o męskości o męskości gejów i męskości heteryków. I o niemęskości.
  • Aleksandra Chojnowska opowiada o tym, jak została mistrzynią kickboxingu w Niemczech i o tym, dlaczego wraz ze swoją dziewczyną zdecydowała się na emigrację. Materiał Anny Jakubisiak.
  • Portugalski działacz LGBT Nuno Pinto opowiada o tym, jak w Portugalii legalizowano małżeństwa jednopłciowe w 2010 r., o sytuacji osób transpłciowych i o… Cristiano Ronaldo. Rozmowa Mariusza Kurca.
  • „Praca mnie kręci” – mówi Rafał Nawrocki, jeden z niewielu biznesmenów, którym w „branży” LGBT się udało – współwłaściciel portalu fellow.pl, szef polskiego oddziału ES Collection. Rozmowa Marka Pietrzakowskiego.

Transakcje:

  • Karolina Bielawska, reżyserka filmu „Mów mi Marianna” opowiada o swej bohaterce. Marianna Klapczyńska przeszła zabieg korekty płci a kilka miesięcy później doznała udaru, który przykuł ją do wózka inwalidzkiego. Rozmowa Bartosza Żurawieckiego (czytaj dalej…)

Opowiadanie

  • W dziale literackim niezwykły materiał – Dorota Jaworska opiekowała się 23-letnim Adamem, umierającym na AIDS synem swej przyjaciółki. Spisała usłyszane od Adama wiersze.

Felieton

  • „Ciężkie czasy dla autonomii” Bartosza Żurawieckiego + nowa rubryka autorstwa Bartosza – „Dąsy i anonsy”, w której z przymrużeniem oka przyglądamy się ogłoszeniom z gejowskich portali randkowych.

Kultura:

  • Filmy: Dziewczyna z portretu”, „Skala szarości”, „Eisenstein w Meksyku” i „Córki dancingu”;
  • Książki: „Brudny róż” Kingi Kosińskiej, „Queerowe subwersje” Piotra Sobolczyka, „Tequila z Cortazarem” Marka Kellera oraz „Sunstone” Stjepana Sejica;
  • Muzyka: David Bowie, Troye Sivan i Sia.

W numerze również:

  • „Tęczowe Najki za różowe dolary” – czyli o tym, jak amerykańskie korporacje budują wizerunek LGBT-friendly. Tekst Ludmiły Makuchowskiej.
  • Aleksandra Woźniak dołącza do akcji KPH „Ramię w ramię po równość”.
  • Patryk Śledziński zaprasza na jubileuszową, 10. edycję Festiwalu Równe Prawa do Miłości.
  • Katarzyna Remin zaprasza rodziców LGBT do IV edycji Akademii Zaangażowanego Rodzica.
  • Andreas Citak o konferencji LGBT Business Forum i o szkoleniach antydyskryminacyjnych dla firm.
  • Agata Chaber, prezes KPH, o tym, jakie kampanie planuje Kampania Przeciw Homofobii w 2016 r..
  • w „Czajniku” Beth Ditto i Jean-Paul Gaultier, Adele, Jaden Smith, Tom Daley i Dustin Lance Black, Charlie Carver.

Wysyłka numeru od 29 stycznia br.

Foto na okładce: Agata Kubis

Wzajemnie się wyczuwamy

Malgorzata_Ostrowska_Replika_LGBT_m„Wzajemnie się wyczuwamy” – mówi Małgorzata Ostrowska o swych fanach gejach, a także o tym, jak została sojuszniczką osób LGBT w akcji Kampanii Przeciw Homofobii i o swym kultowym hicie „Meluzyna”. Rozmowa Przemysława Góreckiego.

„Niezmiernie się cieszę, że moich dwóch gitarzystów wzięło udział w akcji KPH i nieco przekornie wybraliśmy tabliczki do pozowania (ja wybrałam tę w rodzaju męskim, oni w rodzaju żeńskim). Poza tym, jednym z gitarzystów jest mój syn, co do którego nie miałam żadnych wątpliwości, że da się namówić na taki koncert pomimo, że jest zdecydowanie heteroseksualny. Był wychowywany w pełnej tolerancji i to procentuje, bo jest człowiekiem otwartym.”

„Rozmawiałam z moimi przyjaciółmi gejami, że marzyłoby mi się, by nie było tych wszystkich demonstracji, parad miłości, prowokacyjnych części manifestowania swojej orientacji seksualnej – chciałabym po prostu, by była ona czymś normalnym i zwyczajnym. Ale prawdą jest, na co mi zwrócili uwagę, że gdyby nie było tego wszystkiego oraz związanych z tym skandali, to w ogóle byśmy nie rozmawiali o tych sprawach.”

„Co jest w „Meluzynie” takiego, że wywołuje emocje w publiczności LGBT?

Myślę, że to kwestia tekstu. Nie ja go napisałam i znając autora, nie został on napisany dla takiego oddźwięku. Ale myślę, że to ta inność, sytuacja nieco bajkowa i dotycząca innego rodzaju miłości – nie zawsze spełnionej, opowiedzianej w taki dziecięcy sposób. To taka historia miłości dwóch nietypowych i nie pasujących do siebie istot (Meluzyna kocha się w Pustoraku – przyp. red.), także miłości nieuznawanej przez poprawny świat. Miłości podwodnej. Może właśnie o to chodzi? Nie przypisując sobie zbyt, mam też nadzieję, że niebagatelną sprawą był taki a nie inny sposób wykonania.”

 

Cały wywiad do przeczytania w „Replice” nr 59

Foto: Jacek Gulczyński

spistresci

Ksiądz na randce ma trudniej

ksiadz_Kazimierz_Bem_Replika_LGBT_m„Ksiądz na randce ma trudniej” – o doświadczeniu bycia duchownym gejem, o znajomości z Tomaszem Terlikowskim i o różnicach między chrześcijaństwem w Polsce i USA z Kazimierzem Bemem, ewangelicko-reformowanym pastorem Zjednoczonego Kościoła Chrystusa w USA rozmawia Marcin Dzierżanowski

 

Kiedy w swojej parafii ujawniłeś, że jesteś gejem, był szok?

Nie musiałem się ujawniać, kiedy parafianie wybierali mnie na proboszcza, już wiedzieli.

Zostałeś wybrany?

Tak. W Zjednoczonym Kościele Chrystusa, w którym służę, podobnie jak w wielu innych Kościołach protestanckich, kiedy ubiegasz się o urząd pastora, musi cię zatwierdzić cała parafia.

(…)

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej w parafii temat orientacji wypłynął?

Byłem singlem, więc powiedzieli mi, że na pewno będę chodził na randki i oni to świetnie rozumieją. Nie ma problemu, ale jak już kogoś sobie znajdę i postanowię z nim zamieszkać, to oni chcieliby o tym wiedzieć wcześniej. No i najlepiej, żebyśmy się jednak potem pobrali.

(…)

Czy w pracy duchownego doświadczenie homoseksualności jest przydatne?

Tak, ale zależy, jak się to doświadczenie wykorzysta. Myślę na przykład, że dzięki temu, kim jestem, mam większą zdolność empatii. Ale ważne, żeby nie przesadzać. Mam znajomych pastorów, którzy za każdym razem, gdy wchodzą na ambonę, opowiadają o swojej homoseksualności. Już nawet mnie to zaczyna męczyć. Nie zmienia to faktu, że ujawnienie się jest bardzo potrzebne. Mam parafianina, 70-letni emerytowany wojskowy, hetero do szpiku kości. I kiedyś on mi mówi: „Wiesz, Kazik, odkąd przyszedłeś, łatwiej się nam w rodzinie rozmawia na pewne tematy”. Okazało się, że wnuk jego brata jest gejem, wszyscy o tym od lat wiedzieli, ale nikt nie poruszał tego tematu. No i jak się okazało, że miejscowy proboszcz jest homoseksualny, tabu zostało przełamane. Tak więc bycie gejem pomaga mi w byciu pastorem.

A odwrotnie: bycie pastorem pomaga czasem w byciu gejem?

Oj, nie za bardzo. Na randkach jako ksiądz mam znacznie trudniej. Kiedy mówię, że jestem pastorem, często widzę popłoch w oczach. Jeden pan zapytał mnie nawet, czy molestuję dzieci. Bycie gejem nie gwarantuje braku uprzedzeń. Ale są też miłe sytuacje. Na jednym z pogrzebów siostra zmarłego zaczęła mnie swatać ze swoim wnukiem! (śmiech)

Okazja dobra, jak każda inna.

Robiła to bardzo subtelnie. Najpierw spytała: „A czy pastor jest sam?” A potem: „Bo ja mam bardzo fajnego wnuka…”

 

Cały wywiad do przeczytania w „Replice” nr 59

Foto: archiwum prywatne

spistresci

“Mów mi Marianna” – film Karoliny Bielawskiej

Karolina_Bielawska_mow_mi_marianna_lgbt_Replika_mKarolina Bielawska, reżyserka filmu „Mów mi Marianna” opowiada o swej bohaterce. Marianna Klapczyńska przeszła zabieg korekty płci a kilka miesięcy później doznała udaru, który przykuł ją do wózka inwalidzkiego. Rozmowa Bartosza Żurawieckiego

„Marianna urzekła mnie tym, że nie pasuje do ogólnie panujących stereotypów na temat osób transpłciowych, jest wierząca, religijna, o konserwatywnych poglądach, a jedyne, czego pragnie to być zwyczajną kobietą. I ta walka o zwyczajność, to pragnienie akceptacji, przynależności wydały mi się bardziej przejmujące niż podążanie za ideologią, czy publicystyką.”

„Marianna jako Wojtek w latach osiemdziesiątych nie miała wyboru. Mogła albo „leczyć się” psychiatrycznie elektrowstrząsami, bo tak traktowano osoby transpłciowe, albo udawać kogoś, kim nigdy się nie czuła i spróbować żyć normalnie. Zawsze chciała mieć rodzinę, bo ważne była dla niej przynależność i bliskość drugiej osoby. Postanowiła więc, że zwalczy to, kim naprawdę jest i może dzięki temu zapomni o tym. Ale okazało się, że to nie jest do zapomnienia, do wyparcia. Doktor Dulko, z którym rozmawiałam podczas realizacji filmu, mówił mi, że zna przypadki pacjentów – transmężczyzn, czyli biologicznych kobiet, które idąc do ginekologa ze swoim problemem, słyszały: „Niech pani sobie urodzi dziecko, hormony zaczną działać i pani to przejdzie”. Robią to, a potem okazuje się, że nie pomaga. Powoduje za to tragedię, jedno kłamstwo ciągnie za sobą kolejne kłamstwo, krzywdzi ludzi dookoła.”

„Z jednej strony, spotyka mnie taka sytuacja, że chcę sfilmować Mariannę podczas pracy w metrze, gdzie ona kieruje pociągami, a jej szef mówi mi, że się nie zgadza, bo „cielę z dwoma głowami” nie jest dobre dla wizerunku metra. A z drugiej strony, to właśnie koledzy z metra pomagali Mariannie w najtrudniejszym okresie, kiedy przechodziła cały prawny i medyczny proces korekty płci.”

 

Cały wywiad do przeczytania w „Replice” nr 59

Foto: Agata Kubis

spistresci