Natalia Osińska „Slash“

Wyd. Agora 2017

 

 

Miesiące wypełnione po brzegi protestami politycznymi w obronie demokracji, praw człowieka, a także lewicowych wartości zyskały wierne odbicie w książce skierowanej głównie do nastoletnich czytelników/ek. Rzadko kiedy lektury przeznaczone dla młodzieży są tak bardzo aktualne i przyklejone do swojego czasu. „Slash” to kontynuacja poprzedniej powieści Osińskiej „Fanfik”, o czym z zajawek książki w sieci, ani z tylnej okładki się nie dowiemy (czemu?). W każdym razie mamy dwóch nastolatków znanych z „Fanfika” – towarzyskiego transseksualnego Tośka i jego skrytego chłopaka Leona. Podczas gdy w pierwszej części fabuła rozgrywała się głównie w ich domach i szkołach (a obejmowała w dużej mierze proces odkrywania transpłciowej tożsamości przez Tośka), teraz bohaterowie zyskują współczesny społeczny kontekst. Nosińska wyprowadza ich na ulice Poznania, gdzie upominają się o swoje prawa.

„Slash” to więc kronika trudnych czasów protestu z perspektywy nienormatywnej pary. Również opowieść o tym, jak marginalizowane grupy stają ramię w ramię i wspólnie walczą przeciwko tym, którzy próbują narzucać obce im większościowe normy. Marsz Równości, Czarny Protest, auto-homofobia, homofobia, szowinizm, prawa reprodukcyjne kobiet, niejednoznaczne tożsamości – wszystko to jak beczka prochu trzeszczy i syczy na 316 stronach. Mimo wielości wątków, przez które książka momentami pęka w szwach, autorce udaje się stworzyć spójną historię o rodzącym się uczuciu dwójki chłopców u progu dorosłości bez zbędnego słodzenia i budowania bajecznej fasady rzeczywistości. Bohaterowie nie są jednowymiarowi, z Tośka od czasu do czasu wychodzi macho i mizogin (!), a Leon często odwraca się nie tylko od samego siebie, ale też od tęczowej społeczności.

Największą zaletą obu książek jest budowanie „role models” dla dzieciaków LGBTQ, które mogą się tu zobaczyć, przez kogoś się określić. (Urszula Jakubowska)

 

Tekst z nr 70/11-12 2017.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Hans Christian Andersen „Improwizator“

Wyd. MG 2017

 

 

Narratorem „Improwizatora” jest Antonio – wrażliwy, utalentowany chłopiec. Zostaje wcześnie osierocony, znajduje kolejnych opiekunów i protektorów, podróżuje, zdobywa nowe doświadczenia. Chce zostać poetą-improwizatorem, wymyślającym teksty na poczekaniu. Jego życie prywatne jest zagmatwane, a relacje z ludźmi niejasne. Antonio otwarcie stroni od czułości kobiet (niektórzy twierdzą, że wręcz ich nienawidzi). W końcu wplątuje się w osobliwy miłosny trójkąt. On i jego przyjaciel Bernardo zaczynają zabiegać o względy utalentowanej śpiewaczki. To doprowadza do tragedii i naznaczy dalsze życie bohatera.

„Improwizator” po raz pierwszy został wydany w 1835 r. Hans Christian Andersen, autor „Calineczki”, „Dziewczynki z zapałkami” i wielu innych baśni, nie mógł mówić wprost o uczuciach homoerotycznych i jego Antonio też nie może. Trudno się tu zatem spodziewać opowieści o rozwijającej się seksualności. To w dużej mierze historia o pożądaniu wypartym, zastąpionym (Antonio jest zafascynowany Bernardem, ale nie może zrealizować swych pragnień, więc „przenosi” je na kobietę, której pożąda Bernardo). Nie bez znaczenia jest także mizoginia Antonia i jego chłód wobec kobiet. Te uczucia przeciwstawione są wyraźnej sympatii dla mężczyzn – Antonio nie czuje niechęci przed kontaktem fi zycznym z mężczyznami, zwraca też uwagę na ich ciała. To tylko sygnały – ale pozostają czytelne. „Improwizator” nie jest lekturą łatwą, jednak może stanowić ciekawe doświadczenie czytelnicze. Ta książka wiele mówi o samym Andersenie i o jego tęsknotach, wypowiadanych tylko między wierszami. (Michał Paweł Urbaniak)  

 

Tekst z nr 70/11-12 2017.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Izabela Morska “Znikanie”

Wyd. Znak 2019

 

 

Izabela Morska, niegdyś Filipiak, autorka m.in. „Absolutnej amnezji”, „Kultury obrażonych” czy „Obszarów odmienności”, jest jedną z ważniejszych postaci polskiego ruchu LGBTI. W 1998 r., jako jedna z pierwszych osób w naszym kraju, zrobiła publiczny coming out. „Znikanie” to jej pierwsza powieść po ponad 10 latach milczenia.

Bohaterka „Znikania” jest chora, trafi a w tryby systemu, który zarzuca ją kolejnymi epikryzami, odsyła od lekarza do lekarza i faszeruje lekami. Jest zmęczona i zagubiona, doświadcza pustki znaczeniowej – jako pacjentka jest otumaniona, jej lekarz omamiony, a świat odrealniony. Nie ma pieniędzy, sprzedaje więc książki i biżuterie. Płaci za kolejne badania, przeskakuje miejsca w kolejce, z premedytacją przymila się do lekarzy, a gdy trafia do szpitala – również innych pacjentek.

„Znikanie” nie ma ambicji bycia polską wersją „Choroby jako metafory” Susan Sontag. Autorka kroczy ścieżką swej wielkiej poprzedniczki lesbijki, chorej na raka pisarki, ale jej książka ma znamiona raczej dziennika, nie filozoficznej analizy. Esej Morskiej nie jest też tylko książką o chorobie, stanowi opis procesu nieprzystawania do schematu, jest studium bycia odmienną.

Jako lesbijka zmaga się autorka/bohaterka ze światem, w którym doświadcza zranienia, np. gdy w oczach innych jej związek nie jest „na poważnie”, bo przecież nie ma w nim mężczyzny. Walczy – upodabnia się, upraszcza swoje życie i swoją tożsamość do wspólnego mianownika, stara się jednak pozostać sobą. Bohaterka prozy Morskiej cierpi w efekcie opresji kulturowej. Doświadcza homofobii jak ciosów. Telewizja sączy nienawiść, a ludzie obok nie stają w obronie, wolą milczeć i nie dostrzegać.

„Znikanie” jest lamentem i żalem za tym, co mogłoby być zwyczajne, a co należy odłożyć między bajki. Nie mogąc sobie z tym poradzić, bohaterka zmaga się ze światem naprzeciwległym i znika. (Remigiusz Ryziński)

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Inga Iwasiów “Kroniki oporu i miłości”

Wyd. Świat Książki 2019

 

 

„Powieść pisana, gdy wyszłyśmy na ulice” – brzmi podtytuł najnowszej książki Ingi Iwasiów. Bohaterka-narratorka, działająca w antyrządowej organizacji, równolegle z opowieścią o trudnej współczesności wspomina dzieciństwo, młodość i minione już miłości, które łączyły ją także z kobietami. Biseksualność nie jest tematem samym w sobie; miłość, bliskość, seks i problemy w relacji dwóch kobiet są opisane z taką samą swobodą i neutralnością jak nieudany związek z mężczyzną. Pojawia się tu też rzadko podejmowany wątek coming outu, w którym to nie dziecko ujawnia się rodzicowi, ale na odwrót.

Narracja przypomina patrzenie przez lupę – wszystko jest pokazane z bliska, sensualnie: faktura tkanin, konsystencja i zapachy potraw, krew, ciało – gładka skóra kochanki i zwiędła, niemyta skóra matki alkoholiczki. Codzienność jest przytłaczająco ciężka: opieka nad bratem, nad wcześnie urodzonym dzieckiem, szkoła, praca, walka o przetrwanie, słabi członkowie rodziny, uciekający przed odpowiedzialnością. W tej gęstej emocjonalnie atmosferze szeroki kontekst społeczno-polityczny pokazany jest również w intymnej perspektywie: konflikty ideowe, nienazwane wprost, wciskają się w najbardziej prywatne warstwy życia, zmieniają kierunki biografii, niszczą związki, ścieżki rozwoju zawodowego, relacje z ludźmi.

Autorka, ważna postać polskiego feminizmu i gender studies, jest też uczestniczką i zaangażowaną promotorką szczecińskich Marszów Równości. (Monika Tichy)  

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Chusita Fashion Fever “To nie jest książka o seksie”

Wyd. RM 2019

 

 

W czasach, gdy do Sejmu trafi a projekt ustawy praktycznie zakazujący edukacji seksualnej, taka książka jest więcej niż potrzebna, jest konieczna. Chusita Fashion Fever to nick hiszpańskiej influencerki, młodej kobiety, której opinie są szczególnie słuchane wśród młodzieży, jej poradnik dla nastolatków/ek ma więc wyjątkowe znaczenie i wpływ. Chusita pisze o seksie (tytuł jest przewrotny) prosto i bez ogródek. Bez chrześcijańskiej ideologii. O poznawaniu swego ciała, o randkowaniu, o miłości, o związkach, a także o „kontrowersyjnych” sprawach – takich, jak antykoncepcja czy orgazm. Seksu nie dzieli na „przedmałżeński” i „małżeński”. Pisze o masturbacji, która jest normalnym, zdrowym zjawiskiem – zarówno wśród płci męskiej, jak i żeńskiej. Pisze bez sensacji o ludziach LGBTQ, o coming outach, nieheteroseksualne orientacje traktując bez sensacji – znów: jako coś normalnego. Pisze też o różnych aktywnościach seksualnych, w tym o seksie analnym – i tu kolejna „niespodzianka” dla wielu religijnych fundamentalistów. Podejmując temat analu, Chusita nie skupia się na seksie między mężczyzną a mężczyzną. Jest też wariant hetero, a nawet dwa – bo mężczyzna i kobieta mogą mieć też przecież taki seks analny, w którym to on jest pasywem. Książka pełna jest rysunków, a nawet krótkich komiksów. (Piotr Klimek)

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Ėduard Louis “Koniec z Eddym”

Wyd. Pauza 2019

 

 

To jest petarda! 175 stron, które łapią za mordę od pierwszej i trzymają mocno do ostatniej. Autobiograficzna opowieść o tym, jak wyglądało dzieciństwo i dorastanie młodego geja na robotniczej prowincji. Dzieje się nie w jakichś zamierzchłych czasach, tylko w latach 90. i następnej dekadzie, nie gdzieś w „trzecim” świecie, tylko na francuskiej północy Eddy wysłuchiwał niekończących się wyzwisk – i nieprawda, że można do nich przywyknąć, bolały za każdym razem. W szkole był regularnie bity i opluwany. Stawał się „wspólnikiem” przemocy – specjalnie chodził do odludnego zakątka szkolnego korytarza, gdzie było łatwiej go znaleźć oprawcom, ale przynajmniej mniej osób widziało jego upokorzenia. Nie lepiej było w domu – z czwórką rodzeństwa, z wiecznie harującą, nieczułą mamą i z okrutnym, grubiańskim ojcem, najpierw pracującym w fabryce, a później spędzającym całe dnie na oglądaniu telewizji. Eddy „chodził jak baba”, „mówił jak baba”, „gestykulował jak baba”. Własne odruchy traktował jak wroga, który wciąż go zdradza, wciąż outuje przed światem. Na dodatek nie interesował się piłką nożną, nie dręczył zwierząt, nie upijał się do nieprzytomności. Uwewnętrznił homofobię tak głęboko, że sam innych też wyzywał od pedałów. A inicjację seksualną przeżył w wieku 10 lat z własnym kuzynem w okolicznościach takich, że musicie przeczytać to sami. Nowy koszmar zaczął się w gimnazjum, gdy nadchodzi czas, że – według małomiasteczkowej mentalności – chłopak powinien mieć dziewczynę. Eddy zmuszał się więc i udawał zainteresowanie dziewczynami. „Koniec z Eddym”, debiut Eduarda Louisa („Historia przemocy”) to powieść wstrząsająca w treści, ale też mistrzowsko skonstruowana i przemyślana. Język prostego „sprawozdania” bez żadnych literackich upiększeń aż boli. (Mariusz Kurc)

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

André Aciman “Znajdź mnie”

Wyd. Poradnia K 2019

 

 

Historię miłości 17-letniego Elio i kilka lat starszego Olivera napisał André Aciman w 2007 r., ale dopiero oscarowy film pod tym samym tytułem – „Tamte dni, tamte noce” („Call Me By Your Name”) z 2017 r. – uczynił powieść kultową. Po tym sukcesie pisarz zdecydował się napisać sequel, czyli dalsze losy Elio i Olivera. Ale uwaga! Wszyscy ci, którzy zakochali się w obu chłopakach i spragnieni są przeczytania, co dalej się u nich działo, na „dzień dobry” przeżyją zawód. „Znajdź mnie” podzielone jest na trzy opowiadania. Pierwsze, najdłuższe, zajmujące niemal połowę książki, to opowieść o romansie… ojca Elio z dużo młodszą kobietą, rozgrywającym się 5 lat po wydarzeniach z „Tamtych dni…” (ojciec rozwiódł się z matką Elio). W drugiej części, której akcja toczy się 15 lat po „Tamtych…” 32-letni Elio, uznany pianista, zakochuje się w dwa razy starszym Michelu. I dopiero w trzeciej, na ostatnie 15 stron (i 20 lat po „Tamtych…”) docieramy w końcu do Olivera.

Pomysł Acimana jest zupełnie fatalny, na dodatek w „Znajdź mnie” na próżno szukać psychologicznej przenikliwości, która tak uwodziła w „Tamtych…”. Teraz bohaterowie co rusz wygłaszają do siebie banalne, sentymentalne frazy, 5 minut od pierwszego spotkania są już na zabój zakochani i snują się, żyjąc jakby samą miłością. W sumie więc – wielkie rozczarowanie. (Mariusz Kurc)

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Becky Albertalli, Adam Silvera “A jeśli to my”

Wyd. We Need YA 2019

 

 

Becky Albertalli („Simon i inni homo sapiens”, „Leah gubi rytm”) i Adam Silvera („Nasz ostatni dzień”, „Raczej szczęśliwy niż nie”, „Zostawiłeś mi tylko przeszłość”) to niekwestionowane gwiazdy amerykańskiej literatury młodzieżowej LGBT. Teraz połączyli pióra (czy klawiatury) i stworzyli powieść na dwa głosy. Poznali się przypadkiem – Arthur Seuss, spędzający w Nowym Jorku wakacje i Ben Alejo, który właśnie rozstał się z chłopakiem. Zamierzał odesłać jego rzeczy, na poczcie spotkał Arthura. Zaczęli flirtować, ale na skutek niesprzyjających okoliczności rozstali się, nie wymieniając numerów telefonów. Nie mogli o sobie zapomnieć, próbowali się odszukać. Chcieli wierzyć, że to wszechświat sprawił, że ich ścieżki się przecięły. Tylko czy Przeznaczenie wystarczy, by stworzyć udany związek? Bynajmniej. Wbrew pozorom nie mamy tu do czynienia z banalną romansową historią. Sporo w tej powieści trudnego docierania się, radości, fascynacji, ale też rozczarowań, lęków. Okazuje się, że chemia to za mało. Bena i Arthura bardzo wiele różni, w zasadzie się nie znają, brakuje im związkowego doświadczenia. Poza tym Arthur niebawem ma wrócić do odległej rodzinnej Georgii. Czy będą w stanie przetrwać jako para? Becky Albertalli i Adam Silvera potwierdzają pisarską klasę. Stworzyli przekonujący portret pierwszej miłości, pięknej, a zarazem niełatwej. W losach Bena i Arthura łatwo można odnaleźć własne przeżycia. (Michał Paweł Urbaniak)  

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Elton John – “Elton John. Ja”

Wyd. Otwarte, 2020

 

 

Niesamowite życie 73-letniego dziś Eltona Johna, legendy muzyki i ikony LGBTIA, najsłynniejszego jawnego geja na świecie, to temat nie tylko na film, który zresztą już powstał („Rocketman”), ale na cały serial, który, miejmy nadzieję, kiedyś powstanie. Autobiografia Eltona jest śmiała, zabawna i pełna dystansu do siebie, również wtedy, gdy bohater przyznaje, że często mu tego dystansu brakuje, bo potrafi robić najbliższym i współpracownikom karczemne awantury o drobiazgi. Jest w książce sporo o muzyce, co oczywiste; o niebywałym talencie Eltona do komponowania (słynny „Your Song” powstał „w 15 minut przy śniadaniu”), jest sporo o gwiazdorstwie, włącznie z obłędnymi anegdotami (ćpanie kokainy z Johnem Lennonem, szaleństwa w gejowskich klubach z Freddie’m Mercurym, kłótnie o ciuchy z Tiną Turner itd.), jest też o prawach LGBTIA, o miłości i o seksie. Dziewictwo Elton stracił 31 sierpnia 1970 r. ze swoim przyszłym menadżerem Johnem Reidem. Miał wtedy 23 lata. Potem nadrobił z nawiązką pierwsze młodzieńcze lata abstynencji. Ale jak to się stało, że w narkotykowo-seksualnym szaleństwie grupówek lat 80. nie zakaził się HIV? Elton daje specyficzne, ale bardzo wiarygodne wyjaśnienie. Pisze też o swym publicznym coming oucie z 1976 r., o poznaniu Davida Furnisha, za którego wyszedł za mąż i o rodzicielstwie po 60-tce. W jego życiu odbija się nie tylko pół wieku historii muzyki pop, ale też pół wieku emancypacji LGBTIA. Niejednokrotnie jedno z drugim się łączy. Elton wyjawia „tęczowe” inspiracje stojące za wielkimi hitami. Np. szlagier „Sorry Seems To Be The Hardest Word” – jego początkowe wersy: What do I have to do to make you love me? What do I have to do to make you care? są śpiewane do pewnego heteryka, w którym Elton beznadziejnie się zakochał. (Mariusz Kurc)

P.S. Czytałem książkę w angielskim oryginale, nie wiem, jak wyszło polskie tłumaczenie.  

 

Tekst z nr 84/3-4 2020.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Maria Mamczur – “Żony gejów. O tym, czego nikomu się nie zdradza”

Wyd. Otwarte, 2020

 

 

We wstępie swojego reportażu Maria Mamczur formułuje mocno dyskusyjną tezę: „Związek geja z kobietą nigdy nie będzie sukcesem”. Nigdy nie mów nigdy!

Jak wskazuje tytuł książki, zbiera ona historie kobiet, które wyszły za mąż za mężczyzn homoseksualnych. O orientacji małżonków dowiedziały się przeważnie po latach związku, w którym tymczasem pojawił się przychówek. Mamy jednak także na kartach wypowiedzi dziewczyny pragnącej, by przyjaciel-gej został ojcem jej dziecka.

Za dużo w książce rozbujanych emocji, tudzież międlenia bez końca tych samych opowieści i wniosków. Atmosfera sensacyjności spowijająca całość też wydaje mi się cokolwiek… nieaktualna. Rozumiem, że bohaterki i bohaterowie woleli pozostać anonimowi, ale przecież na łamach „Repliki” zamieściliśmy co najmniej kilka wywiadów z, występującymi pod imieniem i nazwiskiem, osobami LGBTQ, które były w związkach hetero, mają dzieci etc. Nietrudno do nich dotrzeć.

Książkę kończą cztery wywiady, jakie autorka przeprowadziła z dwoma seksuologami, dziennikarzem i psychoterapeutą. Zwłaszcza rozmowy ze Zbigniewem Izdebskim i Marcinem Dzierżanowskim wprowadzają nową perspektywę i, na szczęście, nieco porządkują chaos poznawczy wcześniejszych rozdziałów. (Bartosz Żurawiecki)

 

Tekst z nr 84/3-4 2020.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.