Detranzycja, kochanie?

Z transpłciową pisarką TORREY PETERS, autorką bestsellera „Trans i pół, bejbi”, rozmawia Maja Heban

 

Foto: Laura Bielak

 

W maju odbyła się polska premiera książki „Trans i pół, bejbi” autorstwa Torrey Peters. Ten światowy bestseller opowiada o trzech osobach: transpłciowej Reese, która marzy o macierzyństwie, jej byłej osobie partnerskiej, po detranzycji żyjącej jako Ames, oraz Katrinie, szefowej i obecnej partnerce Amesa. Kiedy Katrina zachodzi w ciążę, Ames wpada na szalony pomysł: powinni we trójkę zająć się wychowaniem dziecka.

Muszę przyznać, że „Trans i pół, bejbi” wzięło mnie pod włos. Podeszłam do książki z perspektywą aktywistki, ale ty niespecjalnie przejmujesz się optyką.

Kiedy pisałam „Trans i pół, bejbi”, nie miałam pojęcia, że osiągnie taką popularność. Zakładałam dwa cele. Po pierwsze, chciałam napisać powieść, która przemawiałaby do osób trans w sposób, w jaki my rozmawiamy ze sobą. Po drugie, chciałam pokazać, że ten nasz język jest piękny i zabawny, że stworzyliśmy fantastyczną kulturę, która zaczyna interesować resztę świata. To, co jest świetne w pisaniu, na co nie zawsze mogą sobie pozwolić aktywiści – w fikcji możesz się mylić. Twoje postacie mogą mieć wady, popełniać błędy, mogą się wygłupiać i być po prostu ludźmi. Twoje przesłanie nie musi być głęboko intelektualne. Jasne, pisanie powieści to intelektualna praca, ale używanie literatury, by pokazać to, co łączy różnych od siebie ludzi, to już coś innego. To oddziałuje na emocje. Mogłabym w debacie o transpłciowości napisać długi esej z argumentami i powoływać się na badania, ale mogę też stworzyć książkę z ludzkimi postaciami, które rezonują z cispłciowymi kobietami. Philip Roth mówił, że domeną polityki jest generalizacja, a literatury specyfikacja, i całkowicie się z tym zgadzam. To jest książka o bardzo konkretnych osobach. O Reese, o Ames, nie o wszystkich trans kobietach. To jest ich życie, ich problemy, ich zjebane zachowania i przejścia. Jeśli ktoś myśli, że moje postacie są reprezentacją całej społeczności trans, to nie rozumie, na czym polega literatura. Nauczyłam się tego od innych ludzi, zwłaszcza od czarnych kobiet, np. Toni Morrison. Jej proza była do bólu szczera, Morrison niczego nie tuszowała. W swojej pierwszej książce pisała o zinternalizowanym rasizmie, jedną z postaci był czarny mężczyzna, który gwałcił swoją córkę. Niektórzy czytelnicy uważali, że ta książka pokazuje społeczność w złym świetle. Dziś należy ona do klasyki amerykańskiej literatury. Skoro to sprawdziło się w społeczności Afroamerykanów, czemu nie w społeczności osób transpłciowych?

Zawarłaś w książce dużo nieoczywistego, absurdalnego humoru, który pojawia się czasem w dramatycznych momentach.

Jest takie powiedzenie, że komedia to tragedia plus czas. Pewnie sama dobrze wiesz, że kiedy jesteś trans, na początku to strasznie boli. Rozmawiasz o tym, płaczesz, zastanawiasz się „dlaczego ja”, ale z czasem to akceptujesz i nawet zaczynasz z siebie żartować. Płeć jest śmieszna, bezsensowna. Wszyscy robimy naprawdę mnóstwo dziwacznych rzeczy, żeby zostać uznanymi za osoby danej płci. To, że ubrania albo zachowania są przypisane do jakiejś płci, jest komiczne, jak się nad tym zastanowić. Tak samo jak to, że niby musisz przejść operacje, żeby stać się osobą, którą zawsze byłaś. Tranzycja i jej absurdy to ogromny potencjał komediowy.

Utożsamiasz się ze swoimi postaciami?

Kiedy zaczynałam pisać „Trans i pół, bejbi”, byłam w takim miejscu jak Reese. Pisałam o rzeczach bardzo podobnych do tego, co sama przeżywałam. Były też w moim życiu momenty, kiedy już naprawdę nie dawałam rady i rozważałam detranzycję. Wiem, że tytuł mojej powieści brzmi trochę inaczej po polsku, ale w oryginalnym zamyśle ten przecinek w „Detransition, baby” to przestrzeń, w której żyjesz jako trans kobieta. „Ach, gdybym tylko mogła urodzić dziecko i spełnić się w niezaprzeczalnym, kobiecym macierzyństwie”. „Ach, gdybym tylko mogła żyć jako mężczyzna, bezpieczna w komforcie i przywileju”. Tylko że tak się nie da. Twoje życie jest pomiędzy. To działa też jako metafora postaci. Detranzycja/Ames, przecinek, Baby/Reese.

O Amy/Amesie trudno mówić ze względu na to, że historia nie jest opowiedziana chronologicznie, konieczne jest używanie dwóch imion i rodzajów gramatycznych. Czy ciężko było pisać tę postać? Miałaś reakcje ze strony społeczności detrans?

Niektóre części życia Amesa były bolesne do pisania, ale nie ze względu na sam fakt detranzycji. Jako trans kobieta rozumiem, dlaczego ktoś może świadomie i racjonalnie podjąć taką decyzję, bo bycie trans kobietą w społeczeństwie jest cholernie trudne. Chciałam tą książką „odzyskać” detranzycję jako element transpłciowego doświadczenia. Nie można wycofać się z tranzycji, jeśli się jej nie zaczęło. Musimy umieć o tym otwarcie rozmawiać. Robienie z tego tabu oddaje temat innym ludziom. Mówią „nie zaczynaj tranzycji, bo możesz później żałować”. A ja odpowiem – no i co z tego? Ludzie cały czas podejmują życiowe decyzje. Jeśli polecisz do Londynu na trzy lata do pracy, która w końcu się posypie, nikt nie mówi: „Nie powinno się pozwalać na przeprowadzki z powodu kariery, trzeba tego zakazać”. Mówi się: „Nie udało się, trudno, trzeba próbować dalej”. Uważam, że płeć działa podobnie. Potrzebny jest czas i wysiłek, żeby zrozumieć, kim naprawdę jesteś. I czasami po prostu nie wychodzi za pierwszym razem. Nie mówię tylko o osobach trans. Spójrz na cis kobiety – one cały czas zmieniają swoją ekspresję płci. Mogą najpierw odnajdywać się w stereotypach kobiecości, a potem po czterdziestce stwierdzić, że kompletnie zmieniają wizerunek, buntują się przeciwko oczekiwaniom społeczeństwa. Niby dlaczego osoby transpłciowe nie mogą robić tego samego? Większość osób detrans, które znam, nadal uważa się za osoby na spektrum transpłciowości. Nie żałują tranzycji i mają świadomość, że nie wrócą do punktu wyjścia. To dlatego Amy po detranzycji nazywa się Ames, a nie James. To żart językowy, ale też metafora. Coś się zmieniło, ale przesz do przodu, nie cofasz się. Historia Amesa nie jest szczególnie wyjątkowa. Zdecydowana większość osób, które przechodzą detranzycję, robi to ze względu na zewnętrzne czynniki, a nie błędną diagnozę, choć wciska się ludziom zupełnie inną narrację. Wykorzystywanie osób detrans do propagandy jest okrutne, ale skuteczne. Straszy się nimi, że się „okaleczyli”, że zrujnowali sobie życie. To klasyczna taktyka stosowana też przez homofobów i rasistów.

W USA straszenie osobami trans podziałało. Kilka stanów wprowadziło prawa zakazujące np. tranzycji nastolatków. Nawet jeśli sądy wyższej instancji to odkręcą, rok 2022 jest przerażający.

Ludzie muszą zobaczyć, że to nie dzieje się w próżni. Teraz widzimy kryzys spowodowany odrzuceniem wyroku Roe vs Wade, który gwarantował w kraju dostęp do aborcji. Zresztą w Polsce też jest ten problem. Dla mnie jest oczywiste, że te tematy są powiązane. Chodzi o kontrolowanie innych ludzi i zabieranie im cielesnej autonomii. Kiedy odbiera się jakiejś grupie możliwość decydowania o własnych ciałach, powstaje precedens, by podobnie potraktować inną grupę. Jeśli zaakceptujemy, że to aparat państwowy decyduje, kto i kiedy może przejść tranzycję, to musimy też zaakceptować, że będzie decydować o aborcjach i porodach. Mam nadzieję, że to skłoni ludzi do solidarności. Transpłciowe kobiety historycznie walczyły o prawa cispłciowych kobiet, bo wiedziałyśmy, że jeśli idą po cis kobiety, to przyjdą też po nas. Żeby móc żyć jako trans kobiety, potrzebujemy feminizmu, potrzebujemy praw kobiet. Te różne walki są wspólne. Wspólne są też często mechanizmy, którymi próbuje się nas niszczyć, np. używanie dzieci jako fi gur retorycznych. Zabijanie dzieci, robienie aborcji nastolatkom, robienie tranzycji nastolatkom.

Albo tranzycja pozbawiająca płodności trans nastolatki, które na pewno w przyszłości uznają, że jednak chciałyby mieć dzieci.

Właśnie o tym jest moja książka. Te dzieci uznają kiedyś, że same chcą mieć dzieci? Czemu nie, jest wiele sposobów na założenie rodziny. I te stare sposoby nie zawsze się sprawdzają, nie tylko w przypadku osób trans. Wystarczy rzucić okiem na liczbę rozwodów wśród heteroseksualnych, cispłciowych par. Mnóstwo ludzi nie jest szczęśliwych w tzw. nuklearnym modelu rodziny. Te trans nastolatki mogą równie dobrze wymyślić nowy model, który będzie też mógł posłużyć cispłciowym ludziom. Myślę, że to po części z tego powodu moja książka osiągnęła taki sukces. Nie każdy ma doświadczenie transpłciowości, ale większość ma emocje związane z rodziną i jej formami. Poruszam to w wątku Katriny. Niektórzy nie rozumieją, dlaczego ciężarna kobieta miałaby w ogóle rozważać pomysł dzielenia się macierzyństwem z inną, w dodatku trudną kobietą. Mentalność Katriny jest taka, że wybierasz gotowy model rodziny. Model pt. „mama, tata, dziecko” jest domyślny, więc taki wybrała. Nie wyszło, odłożyła go na półkę, wzięła model queerowy. Kolejna próba. Wątek Katriny ma pokazywać, że nie można po prostu przejrzeć katalogu rodzin i wziąć czegoś dla siebie. Trzeba przeanalizować swoją sytuację, potrzeby i pragnienia, określić, z jakim rodzajem osoby chcemy tworzyć rodzinę. Trzeba zbudować strukturę, która działa konkretnie dla nas. To, że Katrina szybko decyduje, że chce spróbować tego queerowego modelu rodziny, to nie jest jej pochwała, tylko krytyka.

Czy bycie trans utrudniło ci zostanie pisarką?

Zaczęłam przed tranzycją, kiedy jeszcze nie byłam w pełni świadoma swoich potrzeb. Czułam się odcięta od swojego ciała, nie mogłam się emocjonalnie włączyć. Kiedy tłumisz to, kim jesteś, tłumisz też swoje pożądanie, a ono jest ważne w pisaniu. Dopiero kiedy zaczęłam tranzycję, mogłam pisać szczerze, ale nikogo to nie interesowało. Przestałam tworzyć na jakieś trzy lata. Nie wiedziałam wtedy nawet, że to była przerwa – myślałam, że się poddaję. Potem przeczytałam „Nevadę” Imogen Binnie i zaczęłam szukać innych trans pisarek. One pisały nie dla świata zewnętrznego, ale dla siebie nawzajem. To naprawdę niesamowite uczucie, kiedy ktoś pisze do ciebie i o tobie; o rzeczach, które wcześniej wypierałaś zbyt mocno, by powiedzieć je na głos. To jak terapia. Możesz ujawnić wszystkie części siebie – nie tylko te dobre, ale też te złe, niewłaściwe, nieprzyjemne. Byłam zafascynowana. Przeprowadziłam się do Brooklynu, żeby kontynuować to dzieło, tworzyć razem z tymi osobami. Napisałam wtedy dwie nowele. Uznałam, że nikt ich nie wyda, więc mogę pisać, co mi się tylko podoba. Udostępniłam je za darmo w internecie, stały się względnie kultowe w swojej niszy. A potem kultura zaczęła się zmieniać. Pojawiły się seriale „Transparent” i „Pose”, motyw transpłciowości umocnił się w popkulturze. Zauważyli to wydawcy literaccy i zaczęli szukać autorów, którzy są trans i piszą. Tak trafi li na mnie. Ten nasz model wspólnego przeżywania i pisania dla siebie nawzajem podziałał.

Piętnaście lat temu to byłoby nie do pomyślenia.

To prawda. Potrzebne były dekady aktywizmu nie tylko po to, żeby nawet wydać tę książkę, ale żeby w ogóle sformułować myśli, które w niej zawarłam; żebym mogła bez narażania się na bezpieczeństwo pisać takie rzeczy i nie słyszeć, że mam zniknąć i ukrywać się w cis społeczeństwie. Myślę, że kluczowym wydarzeniem na drodze do tego miejsca był Camp Trans. W 2006 r. miał miejsce Kobiecy Festiwal Muzyki w Michigan, na który trans kobiety nie miały wstępu, więc stworzyły własną alternatywę. Kobiety z całego kraju, które ciągłe słyszały od lekarzy i od społeczeństwa, że mają być niewidoczne, spotkały się, tworzyły sztukę, muzykę, przedstawienia. Zrozumiały, że bycie razem, dzielenie się swoimi doświadczeniami jest wspaniałe; że to świetne uczucie być w miejscu, w którym jesteś większością. W ramach Camp Trans powstała twórczość, ale oryginalny zamysł był aktywistyczny. Aktywizm i sztuka uzupełniają się nawzajem. Nie jestem aktywistką, ale jako pisarka mogę przemycać w swojej twórczości emocje, które potem być może zainspirują kogoś do działania i walki o zmianę społeczną, a to z kolei pozwoli na tworzenie więcej sztuki. To naturalna symbioza. Mam nadzieję, że po przeczytaniu „Trans i pół, bejbi” ludzie nie będą myśleć: „Ja też mogę napisać książkę”, tylko „Ja też mogę być częścią kultury”. Moim zdaniem to jest najlepszy sposób pisania. Robić to z innymi ludźmi, rywalizować w tym z nimi, dzielić się pomysłami, chodzić do barów, mieć związki, rozstania, kłótnie. To jest dla mnie właśnie tworzenie kultury.

Co planujesz dalej?

Te dwie nowele z początku mojej kariery i dwie, które napisałam teraz, zostaną wydane w jednym tomie. To historie trans opowiedziane w czterech różnych gatunkach: horror, dystopia, nastoletni romans i Künstlerroman, czyli historia o dojrzewaniu artysty. Chciałam pokazać, że nie musimy wymyślać literatury na nowo, żeby pisać o transpłciowości. Jedną z tych nowel planujemy zekranizować razem z Lilly Wachowski, ale robimy to poza mainstreamową branżą filmową, więc to nasz taki tajemniczy projekt. Oprócz tego pracuję nad dwoma serialami, czyli ekranizacją „Trans i pół, bejbi” dla Amazona oraz komedią romantyczną dla HBO, którą dopiero piszę. Jeśli dostanie zielone światło, to zajmie się nią wytwórnia Brada Pitta Plan B. Nie miałam okazji poznać Brada, ale na pewno wie, że istnieję. Jego wytwórnia jest bardzo podekscytowana wizją trans komedii romantycznej. To serio uświadamia, jak bardzo zmieniła się kultura przez ostatnie lata.  

 

Tekst z nr 98/7-8 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

La Veneno

(Hiszpania, 2020), twórcy: Javier Ambrossi & Javier Calvo, dystr. outfilm.pl/OUTtv. Premiera: nowe odcinki od lipca 2022 r. co środę

 

mat. pras.

 

Seriali i filmów biograficznych o ikonach queerowej kultury czy aktywizmu dostaliśmy już mnóstwo. Zazwyczaj są to mniej lub bardziej smutne historie o żmudnej walce z homofobią czy transfobią, które nawet jeśli nastrajają do dalszej walki, to raczej nie są filmami na poprawę nastroju. Z tym większym zaciekawieniem obserwowałem szum, jaki wywołał hiszpański miniserial „La Veneno”. Tytułowa celebrytka, znana także jako Cristina, to transpłciowa sex-workerka, która w 1996 r. stała się gwiazdą, udzielając serii wywiadów wieczornej telewizji. Wykorzystując popularność, zaczęła karierę piosenkarską i aktorską, by potem za oszustwo ubezpieczeniowe trafi ć do więzienia, i to męskiego (miała niezmienione dane w dokumentach). Można by z tego zrobić łzawą historię o krzywdzie i straconych szansach, ale duet Javierów (znanych z roli jurorów w hiszpańskiej edycji „Drag Race’u”) przyjął ciekawszą perspektywę. U nich to nie La Veneno dochodzi do sławy, lecz cały świat ma szczęście, że została mu objawiona. Wszystkie trans postacie są tu ukazane jako superbohaterki, gwiazdy rocka, przebojowe i roztaczające wokół siebie unikalny urok, czy to w nocnych parkowych alejkach, czy przed milionami telewidzów, stając się mimowolnie emancypantkami osób trans czy mentorkami dla następnego pokolenia. Równorzędny wobec historii La Veneno jest wątek Valerii Vegas, studentki, która pisze biografię Cristiny (właśnie ta książka posłużyła za podstawę serialu). Poznając ją, Valeria odkrywa samą siebie. Wyjątkowej energii serialowi dodaje fakt, że trans postacie są grane przez trans aktorki, a starszą wersję Paci „La Pirany”, najlepszej przyjaciółki La Veneno, gra sama Paca! Jak dobrze, że w końcu możemy go oglądać w Polsce. (Daniel Oklesiński)

 

Tekst z nr 98/7-8 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Wiwisekcja samej siebie

Z LU OLSZEWSKIM, aktywistką na rzecz osób niebinarnych, asystentką posłanki Lewicy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, rozmawia Jakub Wojtaszczyk

 

Foto: Anna Huzarska

 

Czego brakuje społeczeństwu polskiemu w sprawie postrzegania osób niebinarnych?

Wiedzy na temat niebinarności. Ale żeby mówić o jej zdobywaniu, Polacy i Polki musieliby wiedzieć, że osoby niebinarne w ogóle istnieją. Mimo że społeczeństwo jest zaznajomione ze skrótem LGBT, z reguły odnosi się tylko do dwóch pierwszych literek. Niebinarność jako podzbiór transpłciowości nie jest widoczna. Rozpoznanie osób poza binarnym spektrum będzie wymagało też zrozumienia, że podział na mężczyznę i kobietę jest bardzo wąski, a tym samym skonfrontowania się z własnym postrzeganiem płci. To rodzi kolejne problemy, bo część osób nie będzie w stanie sobie wyobrazić, że istnieje coś poza binarnym podziałem płci. Przecież społeczeństwo, kultura, zdobycze cywilizacyjne są oparte na binarności.

Czy w społeczności LGBTQ+ zrozumienie niebinarności jest prostsze?

Tak, bo wiedza na temat transpłciowości i niebinarności jest większa. Tożsamość płciową dzielimy na cis i trans, a trans dodatkowo na binarną i niebinarną. Najszersza definicja mówi o tym, że osoby trans nie identyfikują się z płcią przypisaną im przy urodzeniu. Osoby niebinarne też się z nią nie identyfikują, tak samo jak z płcią „przeciwną”. Zdarzają się jednak osoby LGB, które nie uważają, że transpłciowość jest valid, uprawomocniona.

Jeżeli społeczeństwo miałoby świadomość, że niebinarność istnieje, czy możemy wyobrazić sobie lepszy świat, w którym osobom poza spektrum byłoby najlepiej?

Jasne, że możemy. Już w rdzennych kulturach amerykańskich mamy osoby two-spirit. Inne tożsamości płciowe występują też w Indiach i Oceanii. W dużej mierze to kultura białego człowieka ustaliła binarny podział na kobietę i mężczyznę. Wmówiono nam, że jest naturalny. Nie jest. Do lepszego świata niewiele trzeba. Tym bardziej obalenie binarnego podziału sprawi, że cis kobietom i mężczyznom będzie lżej w życiu. Nie istnieją twory idealne stuprocentowych mężczyzn i kobiet. Tak mocne performowanie narzuconych zachowań jest szkodliwe, bo te cechy nie są nasze. Są wyobrażone.

Dlaczego tak kurczowo się trzymamy tego podziału?

Dlatego że taka jest nasza kultura. Binarność wdrukowywana jest nam od dziecka. Począwszy od koloru różowego dla dziewczynek, niebieskiego dla chłopców czy podziału na toalety męskie i damskie. Oderwanie się od tego będzie wymagało dużo pracy. Podobnie mają ateiści w Polsce. Binarne postrzeganie płci to tak samo silny konstrukt jak konstrukt Boga. By pozbyć się tych kulturowych naleciałości, potrzeba wysiłku. Ten może odstraszać. Osoby boją się też tego, co mogą znaleźć, gdy zaczną pracować na własnej tożsamości. Jeśli poddasz w wątpliwość coś tak podstawowego w naszej kulturze jak podział płciowy, wyruszasz w podróż do dziewiczego kraju. Nie wiesz, co w nim znajdziesz.

Jak wygląda twoja podroż?

Zrozumiałam, że jestem osobą niebinarną stosunkowo późno, bo miałam 38 lat. Wtedy nagle całe moje życie nabrało sensu. Zaczęłam rozumieć, dlaczego przez ten czas czułam się wyobcowana, nie na miejscu. Dlaczego, wchodząc w interakcje, miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Około osiemnastki zadałam sobie pytanie: „Czy nie jestem przypadkiem trans dziewczyną?”. Postanowiłam, że z pełną otwartością przyjmę każdą odpowiedź. Chciałam wiedzieć, o co chodzi. W mojej głowie pojawiło się stwierdzenie: „Nie, nie jesteś trans”. Wtedy jednak nie znałam terminu niebinarności. Dlatego założyłam, że skoro nie jestem trans dziewczyną, muszę być cis facetem. Całe następne 20 lat starałam się tak żyć. Tyle tylko, że próbowałam performować swoją męskość tak, by nie krzywdzić innych osób, żeby nie być, de facto, toksycznym mężczyzną.

Było to trudne?

Stosunkowo proste było nieodgrywanie maskulinistycznych, toksycznych konstruktów. Okazało się to zajebiście benefitujące, bo miałam lepsze kontakty z kobietami, czułam się lepiej sama ze sobą. Żyłam w lewackiej banieczce. Jednak nawet jak starałam się performować nietoksyczną męskość, nie do końca mi to wychodziło, bo nie jestem facetem. Nadal czułam wewnętrzną niezgodę.

W felietonie w niebinarnym zinie „Poczytałosie” napisałaś, że początkowo swoją niezgodę nazywałaś filozoficznym weltschmertzem.

W wieku 38 lat zrozumiałam, że to dysforia płciowa. Nie spowodowało to jej wyeliminowania, ale na pewno pomogło ją zmniejszyć. Dysforia pochodząca od ciała jest u mnie trochę mniejsza niż – uogólniając – u osób transpłciowych binarnych. Zaczęłam jednak tranzycję społeczną – zmieniłam imię na neutralne płciowo, przestałam kupować męskie ciuchy i bieliznę. Oczywiście mogę sobie pomarzyć, że nasze społeczeństwo zaakceptuje moją tranzycję. Na szczęście mam ją przeprowadzoną w moim najbliższym otoczeniu, wśród rodziny, osób przyjacielskich i tych, z którymi pracuję. Nie traktują mnie jak faceta, a to wielki plus.

Aby osoba w pełni siebie zrozumiała, pewnie musi gruntownie się sobie przyglądać. Co dla ciebie było największym odkryciem?

Przez kawał mojego życia byłam nieszczęśliwa. Oczywiście bywały okresy, w których czułam się szczęśliwsza niż zazwyczaj, ale nigdy nie zaznałam niczym nieobarczonej radości jak osoby cis płciowe. W którymś momencie dokonałam wiwisekcji samej siebie. Po kolei brałam na warsztat wszystkie moje zachowania, postawy, emocje. Jeżeli dochodziłam do wniosku, że pochodzą one ode mnie, afirmowałam je. Jeżeli z konstruktu płciowego – pracowałam, aby je usunąć lub zmarginalizować. W procesie terapii poszukiwałam też wewnętrznego dziecka, by się nim zaopiekować. Nie mogłam go znaleźć. Patrzyłam w siebie i nie widziałam nic. Było to przerażające, bo myślałam, że je zabiłam. Momentem przełomowym okazało się, gdy zrozumiałam, że przez cały czas szukałam wewnętrznego chłopca. Zaczęłam rozglądać się za wewnętrzną dziewczynką. Wtedy się znalazłam. Było to kilka lat temu. Po procesie poszukiwania już wiem, że nie jest to ani chłopiec, ani dziewczynka, tylko po prostu dziecko.

Które cechy są twoje, a które odebrałaś jako konstrukt kulturowy?

Na przykład w domu nie zajmuję małymi naprawami. Jeśli psuje się kran lub odpada tynk, dzwonię po fachowca. Robię to mimo że mam wszystkie skille, bo mój tatuś jest emerytowanym murarzem i w wakacje często z nim pracowałam. Z drugiej strony bardzo lubię rąbać drewno i jeżeli mam okazję to zrobić, chwytam za siekierę. Są to zachowania kulturowe i leżą dość płytko w moim ja, dlatego łatwiej mi sobie z nimi poradzić. Ale są też takie, które siedzą głębiej, na przykład zaprzestałam performować męskich ról w łóżku. Nie uprawiam seksu PIV (penis-in-vagina, penis w waginie – przyp. red.). Porzucenie tego konstruktu, który mówił, że to jedyny słuszny sposób na seks, dało mi bardzo dużą satysfakcję.

Z jakimi osobami się spotykasz? Płeć ma dla ciebie znaczenie?

Jest to trochę tricky pytanie. Mogłabym powiedzieć, że odkąd zdałam sobie sprawę, że nie jestem cis-mono-hetero-normatywna, spotykam się z samymi kobietami. Ale nie byłaby to do końca prawda, bo teraz moim chłopakiem jest osoba niebinarna. Nigdy nie spotykałam się z osobami z penisami. Nie dlatego, że nie są dla mnie pociągające, tylko przez to, co jest do penisa „przyczepione”.

Co masz na myśli, mówiąc, że twoim chłopakiem jest osoba niebinarna?

Oboje wymykamy się podziałom na K i M, ale w naszej relacji ja jestem dziewczyną, a ono moim chłopakiem. I że odnosi się to do relacji między nami, a nie do naszych płci.

Czy mogłabyś opisać te role/miejsce w związku?

Wolałabym nie wchodzić w szczegóły mojej relacji.

  1. A co do tego, co jest „przyczepione” do penisa – mówisz o toksycznej męskości?

Nawet nie chodzi o nią. Tylko bardziej o moje doświadczenia z cis facetami, które społecznie nie są dobre. W XXI wieku w Polsce to po prostu nie jest na tyle fajna grupa, abym z jej przedstawicielami mogła wejść w romantyczne relacje. Mam wielu przyjaciół mężczyzn, którzy wymykają się toksycznej klasyfikacji. Jednak nie sądzę, by oni byli zainteresowani mną. Z drugiej strony trudno byłoby mi się spotykać z gejami, bo oni lecą na facetów, a ja nie jestem jednym z nich. Ta kwestia zostałaby rozwiązana wtedy, gdybym spotkała niebinarną osobę z penisem, z którą mogłabym nawiązać bliższą relację. To jeszcze przede mną.

Żyjesz w bezpiecznej „lewackiej” bańce. Gdzie szukasz osób partnerskich, aby zachować to bezpieczeństwo?

Dokładnie tak samo, jak osoby cis-hetero- normatywne. Swoją dziewczynę poznałam na Tinderze. Z kolei chłopaka na wieczorku poliamorycznym. Oczywiście transfobia jest realna. Dlatego wybieram imprezy, jak na przykład te queerowe po Marszu Równości, które pozwolą to ryzyko wyeliminować.

Jesteś aktywistką na rzecz widzialności osób niebinarnych. Skąd czerpiesz siły?

Ze swojej potrzeby bycia szczęśliwą. To uczucie przychodzi i odchodzi. Pamiętam, kiedy opadł kurz po pierwszej euforii, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem niebinarna, przeżyłam wtedy czarną noc. Zdałam sobie sprawę, że nie ma dla mnie miejsca w naszym społeczeństwie. Będę miała tyle przestrzeni, ile mnie samej uda się wydrzeć. Stwierdziłam, że nie mam na to siły. Zwróciłam się z tym problemem do zaprzyjaźnionej osoby. Powiedziałam jej: „Przez prawie 40 lat udawałam faceta, to poudaję go jeszcze kolejne 40 i tyle”. Odpowiedziała: „To jest twoje życie, możesz z nim robić, co chcesz. Jeśli chcesz performować męskie role, to po prostu to zrób. Jeśli jakikolwiek stopień tranzycji jest dla ciebie za ciężki, to go nie rób”. Dało mi to do myślenia.

Co zrozumiałaś?

To ja decyduję, co, jak i kiedy zrobię. Ale też to, że jestem bardzo uprzywilejowana – przede wszystkim jestem dorosła, więc nikt nie może mi mówić, jak mam żyć; mam ustatkowaną sytuację zawodową, wspierające grono przyjaciół i rodzinę. Dotarło do mnie, że kiedy się rozpycham w społeczeństwie, tym samym robię przestrzeń dla innych osób niebinarnych w mniej uprzywilejowanej sytuacji ode mnie. Poczułam się za nie odpowiedzialna.

Dotarłaś do siebie stosunkowo poźno, bo przed czterdziestką. Czy był taki moment, że chciałaś nadrobić te „stracone” lata?

Nie, pogodziłam się z tym, że już ich nie odzyskam. Kiedyś w niewielkim procencie, ale jednak, udawało mi się żyć w zgodzie ze sobą. Teraz jest to na nieporównywalnie większą skalę. Gdy osoba przechodzi proces tranzycji, tak naprawdę ponownie wchodzi w okres dojrzewania. Dlatego tak ważne jest, żeby wydarzyła się ona przed lub podczas „prawdziwego” dojrzewania. W polskich realiach to rzadkie. Dlatego czasami czuję się jak trzynastolatka (śmiech). Upraszczając jednak mentalnie jestem mniej więcej w tym momencie, w którym osoby są, jak mają 25 lat. Jestem już dorosła i dojrzała, ale ciągle brakuje mi queerowego doświadczenia życia. Zauważyłam tę różnicę doświadczeń w bliskiej relacji z osobą mniej więcej w moim wieku. Tyle tylko, że minęło ponad 20 lat odkąd ona wiedziała, że nie jest heteronormatywna. Ja wiem od pięciu. Mam za sobą dojrzewanie jako facet. Muszę rozmontować to doświadczenie i dorosnąć drugi raz, już w pełni jako osoba niebinarna.

Na początku powiedziałaś o braku wiedzy o osobach niebinarnych w społeczeństwie. Ty edukujesz. Jak wygląda twoja praca?

Działam na kilku polach. Jestem asystentką posłanki Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Nie tylko pracuję w biurze, ale też wspieram ją w pracy na rzecz osób LGBTQ+. W tym aspekcie moje rozpychanie się polega na wpływaniu na politykę, aby pokazać, że osoby niebinarne istnieją. Nawet przez sam fakt, że w Lewicy takie pracują. Widoczność jest kluczowa, ponieważ na razie jesteśmy na zbyt wczesnym etapie, by wysuwać postulaty polityczne. Gdy jednak się to wydarzy, mogę być osobą ekspercką, służącą swoją wiedzą w projektowaniu działań na rzecz osób niebinarnych.

Pracujesz też we wrocławskiej Kulturze Równości, prawda?

Tak, w niej działam szerzej, bo na polu wsparcia osób transpłciowych. Obecnie rozpoczynamy projekt, który będzie kursem przygotowawczym do sądowego uzgodnienia płci. Prowadzę również rozmowy z osobami queerowymi i sojusznikami w ramach serii „Równe Rozmowy”. Pracuję przy organizacji Marszu Równości. Czasami też przynoszę, wynoszę i zamiatam. Trzecia gałąź to mój instaaktywizm. Opowiadam, jak w moim wypadku wygląda niebinarność.

Czy twoja praca mogłaby zostać kiedyś ukończona?

Musiałoby to oznaczać, że osoby niebinarne mogą już „normalnie” żyć. Mogą przyjść do rodzica, psychologa, opiekuna i powiedzieć: „Nie jestem płcią, która została przypisana mi przy urodzeniu”. Wtedy dostają wsparcie i narzędzia do tego, by móc odkryć siebie, uzgodnić swoje dokumenty i ciało ze swoją tożsamością. Moja praca byłaby ukończona wtedy, gdy jasne byłoby dla społeczeństwa, że są kobiety, mężczyźni i osoby niebinarne. Choć jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy przestali przypisywać płeć przy urodzeniu i zostawilibyśmy ten wybór konkretnej osobie. Jednocześnie akceptowalibyśmy osoby agenderowe. Nie sądzę, by któryś z tych elementów ziścił się podczas mojego życia. Dlatego praca, którą wykonuję, dla mnie nigdy się nie skończy.

 

Tekst z nr 98/7-8 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Długie włosy, małe radości

Z ALIS SUMMERS, transpłciową TikTokerką, rozmawia Michalina Chudzińska

 

Foto: arch. pryw.

 

Twoje konto na TikToku osiągnęło już ponad 150 tysięcy obserwujących. Na filmikach jesteś bardzo ciepłą osobą, która rozpowszechnia m.in. pozytywne myślenie na temat ciała i tożsamości płciowej oraz normalizuje temat transpłciowości. Tak jest np. w filmie, w którym opowiadasz o tym, jak pozbyłaś się zarostu z twarzy. Skąd pomysł, żeby nagrywać filmy?

To wyszło przez przypadek. Dwa lata temu coś sobie nagrałam, nic szczególnego, krótki filmik do aktualnego trendu, którego już nawet nie pamiętam. Widziałam jednak, że wyświetlenia zaczęły rosnąć, więc dla zabawy zaczęłam więcej nagrywać. Nie miałam pojęcia, że popularność mi tak urośnie… Nie miałam na to kompletnie pomysłu i wyszło tak spontanicznie. Nagrałam i zostałam. (śmiech) Nie wiedziałam, że z tego może wyjść coś dobrego.

I stworzyłaś bezpieczną przestrzeń dla siebie i innych.

Wydaje mi się, że tak. Dużo moich odbiorców to kobiety, które często zmagają się z różnymi problemami – czy to nadmiernym owłosieniem, czy np. niemożliwością zajścia w ciążę – więc dla nich oglądanie mnie pewnie też jest szukaniem jakiejś takiej przystani, poczucia, że ta osoba nie jest sama w tym wszystkim. Czasem nawet pomagam online jako pośredniczka Emiele Emieńczyk sprowadzać innym trans kobietom neofollin (hormony w formie iniekcji domięśniowej – przyp. red.) z zagranicy, bo nie ma go w Polsce.

Od samego początku nie ukrywasz też, że jesteś transpłciowa. Już w swoim pierwszym filmie to powiedziałaś.

Tak, nie ukrywam tego zarówno na Tik- Toku, jak i w innych social mediach. Miałam jednak taki moment, że zniknęłam w lutym 2021 r. i wróciłam po 3 miesiącach. Postanowiłam wtedy popracować nad sobą, trochę się zmieniłam, schudłam, zmieniłam swój image i potem sobie myślę: dobra, wracamy z nowym kontentem! Ludzie mi pisali, że fajnie, że schudłam, że mnie nie poznają. Jak zawsze, pojawiły się też hejty. Na szczęście nie dotyka mnie to aż tak, bo już wielokrotnie zdarzyły się incydenty w moim życiu, niefajne, ale nabrałam do nich dystansu.

Chciałabyś opowiedzieć o nich coś więcej?

Wiesz co, to są głównie rzeczy w stylu: jestem na imprezie z przyjaciółką, poznajemy fajnych ludzi, po czym podchodzi do nas jakaś osoba, która mnie kojarzy, a niekoniecznie lubi, i misgenderuje mnie przy innych lub mówi mi: „Ej, bo kolega mi mówił, że ty jesteś facetem”, czy coś podobnego. To jest bardzo przykre. Ja jestem wtedy prywatnie, bawię się, a on mnie hejtuje. Jakim prawem? Wiadomo, że za plecami mnie obgadują często. Ale powiem ci, że w sumie, nie licząc takich mniejszych incydentów, to nie mam żadnych takich „nagminnych” hejtów w prawdziwym życiu.

Zauważyłam, że czasami pod twoimi filmami zdarzają się też negatywne, niemiłe komentarze, np. „Nie łam się, chłopie!” lub „Jak na trans, to jesteś ładna”.

To prawda, ale przestałam się nimi przejmować. Ostatnio zaczęłam odpowiadać tym ludziom w podobnym tonie, co oni piszą do mnie, bo mój chłopak powiedział, żebym się nie pierdzieliła, i ci powiem – jest to skuteczne. A z niektórymi to się nie da inaczej. Nie chce mi się cały czas ich blokować, a tym bardziej tłumaczyć, bo to nie ma sensu. To mnie nie kłuje, a irytuje bardziej, kiedy widzę to po raz 30. i pisze ta sama osoba. Raz takiej jednej osobie miałam czelność napisać coś niemiłego i tyle. Przestała hejtować.

A czym się zajmujesz tak na co dzień? Poza robieniem filmów.

Pracowałam do niedawna jako kelnerka i barmanka, takie dwa w jednym. Zrezygnowałam jednak, podobnie z moimi studiami – robiłam zaocznie florystykę. Miałam pewien kryzys depresyjny. Byłam tak przemęczona, że momentami po prostu nie wstawałam z łóżka, spałam jak zabita i troszkę to wszystko u mnie zaniedbałam. Teraz jest lepiej. Ciężko mi więc powiedzieć, czym konkretnie się teraz zajmuję, czy gdzieś chodzę, bo aktualnie mam przejściowy okres w życiu. Trochę udzielam się jako redaktorka Twierdzy RPG Maker, no i wiesz… tak sobie powoli działam. Niedawno po raz kolejny się przeprowadziłam. Zmieniłam już miasto dwa razy – najpierw z Gdańska na Gdynię i potem znowu na Gdańsk. Teraz na początku listopada wyjechałam na stałe za granicę – do Norwegii.

To wielka zmiana w życiu! Dlaczego właśnie Norwegia?

Mam zapewnioną tu dobrą pracę, system opieki zdrowotnej dla osób trans jest znacznie lepszy niż w Polsce, choć też nie są to cuda. Mam te same prawa co inne obywatelki jako rezydentka i co najważniejsze, mam tu chłopaka, który wyjechał miesiąc wcześniej z Polski. Nowe życie – stoję przed wyborem usunięcia się z social mediów i życia anonimowego, ale jednocześnie bycia sobą. Nikomu nigdy więcej nie będę musiała się tłumaczyć z niczego. Całe życie chciałam być sobą i tu mogę, a przynajmniej myślę, że mogę być w pełni sobą.

Trzymam kciuki! Może cofnijmy się teraz w czasie. Alis, kiedy się zorientowałaś, że jesteś kobietą? Jak to było?

Tak naprawdę od małego dzieciaczka to czułam, tylko nie wiedziałam, że to jest właśnie to. Jeszcze kilka lat temu wiedza na temat transpłciowości była dużo mniejsza niż dziś. Dopiero lekarz mnie uświadomił w 2017 r., poszłam do seksuologa i upewniłam się, że to jest to. Wcześniej czułam to, ale nieświadomie. Więc tak naprawdę, kiedy zaczynałam samą tranzycję w 2019 r., to całą swoją wiedzę czerpałam z internetu, z YouTube’a. Na TikToku nie było o tym mowy. Naprawdę nie wiedziałam kiedyś, że ja też „taka” jestem.

Wiedza o transpłciowości zaczęła się tak naprawdę w Polsce zwiększać, kiedy w 2008 r. powstała Fundacja Trans-Fuzja, pierwsza organizacja działająca na rzecz osób trans, i później, gdy w 2011 r. Anna Grodzka weszła do Sejmu. Jak funkcjonowałaś jako chłopiec?

Tragicznie. (śmiech) Całe dzieciństwo budowałam swoją tożsamość na wzór innych. Próbowałam bardzo się dostosować, wchłonąć te zachowania męskie, np. siadać czy ubierać się jak oni. Jednak myślałam inaczej, czułam się inaczej, więc tak naprawdę nie wychodziło mi to. Pamiętam, jak zapuszczałam włosy – nigdy nie lubiłam ich ścinać, zawsze uwielbiałam je długie. Ciuchy… Pamiętam, że nigdy nie czułam przyjemności z zakupów, gdy musiałam kupować męskie ubrania. Zawsze jak widziałam, co dziewczyny kupują, a ja musiałam być w dziale dla chłopców, to dostawałam dysforii, bo chciałam to co one. Zachowywać się jak one! Nie miałam świadomości, że to jest dysforia, nie znałam takiego pojęcia. Po prostu byłam nieszczęśliwa w tym, jak musiałam funkcjonować. Włosy to może nie jest coś wielkiego, ale na pewno mając długie włosy plus wiele innych drobnych rzeczy, mogłabym osiągnąć takie małe doznania – małą radość. Ktoś, kto mnie nie znał, mógł sobie pomyśleć, że jestem nieheteronormatywnym chłopcem. Jednak podobały mi się także dziewczyny, czego nigdy nie ukrywałam.

W okresie dojrzewania pojawia się popęd seksualny. Jak kształtowała się u ciebie ta świadomość tego, kto ci się podoba erotycznie i romantycznie?

Zawsze kierowałam romantyczne uczucia w stronę kobiet, nawet jak byłam młodsza i funkcjonowałam jako chłopiec. Średnio to wychodziło. Romantycznie w stronę chłopaków też nie było. Z dziewczyną pocałować się chciałam, ale z chłopakiem? Fuj. (śmiech) Ale później, chyba jakoś w gimnazjum, dopiero ogarnęłam, że chłopcy też mi się podobają, i zorientowałam się, że nie chodzi mi o płeć, ale o samego człowieka. Poza tym nie lubię szufladkowania. W ogóle nie lubię wkładać się w sztywne ramy społeczeństwa. Mam swoje preferencje, których konkretnie nie określam. Jeśli już bym miała, to najbliżej mi do panseksualizmu, ale ja po prostu lubię niektórych ludzi za to, jacy są, i to jest to, co mi się podoba – po prostu jaki jest dany człowiek.

Mówiłaś, że zaczęłaś tranzycję 3 lata temu, w 2019 r. Jak wyglądał twój coming out przed rodziną, znajomymi?

Wiesz co, pamiętam, że bardzo to ukrywałam. Chciałam zacząć tranzycję w 2017 r., ale bliska mi wtedy osoba partnerska powiedziała, że jeśli to zrobię, zostawi mnie. Powiedziałam babci przez telefon, ale nie odpowiedziała nic i temat się urwał. Więc przerwałam i wróciłam do tematu terapii w 2019 r. Moja psycholożka wtedy powiedziała, żebym napisała list do mamy, jednak ostatecznie powiedziałam mamie przez telefon. Po kilku dniach mama przyjechała do mnie do Gdańska i porozmawiałyśmy o tym. Zareagowała stosunkowo dobrze, więc później poszło to dalej… do babci, do cioci i tak powoli z czasem coraz więcej osób mnie poznało na nowo. To był dla nich ogromny szok, ale w końcu zaakceptowali. Nie miałam sytuacji, że ktoś z nich mnie ignorował czy dyskryminował. A z tatą nie miałam kontaktu jeszcze przed tranzycją, więc w ogóle nie zaliczam go do rodziny, tak samo dalszej rodziny, z którą nie mam kontaktu.

W 2020 r. babcia zobaczyła mnie pierwszy raz jako kobietę i… przytuliła mnie. Po prostu. Później pytała o różne rzeczy, nie znając tematu, i wykazała się większą kulturą osobistą niż większość ludzi, których znam, bo nie pytała o sprawy intymne. Akceptuje mnie w pełni. Kocham ją.

A jeśli chodzi o znajomych, to mam kilku sprzed tranzycji i w sumie z tymi, z którymi miałam kontakt wcześniej, to mam kontakt dalej. Znali mnie na tyle, że nie zdziwił ich mój coming out w 2019 r.

Czy chciałabyś porozmawiać o tranzycji medycznej? Jak ona u ciebie wyglądała? Kiedy ją zaczęłaś?

Zaczęłam przyjmować hormony we wrześniu 2019 r., w wieku 21 lat. W sumie dopiero co minęły 3 lata. Początek był ciężki. Cieszę się, że mam te geny na tyle dobre, że moje ciało w miarę szybko dostosowało się do hormonów. Nie płaczę już codziennie, jak to było na początku, bo zmagałam się jeszcze z wieloma kompleksami. To było straszne, ale mój organizm się przyzwyczaił. Teraz mam większy dystans do tego wszystkiego, np. kiedyś nie lubiłam swojego nosa i chciałam robić operację, a teraz już go zaakceptowałam, podobnie jak i wiele innych cech. Teraz nawet jak ktoś mówi mi coś negatywnego, to jestem na tyle świadomą osobą, że mnie to już nie rusza. Kiedyś usłyszałam, że mam widoczne jabłko Adama, a tak naprawdę w ogóle nie mam i nie przejęłam się tym, bo moje cis koleżanki też mają i to o niczym nie świadczy. Ja się czuję ponad tym całym hejtem, bo mam już taką samoświadomość i wiedzę na temat ciała, że to po mnie spływa.

Jeśli chodzi o operacje, to dwie operacje robiłam. Jest to jednak temat, którego wolę na razie nie poruszać w social mediach. Mówię, że miałam dwie, ale nie powiem jakie. To jest temat, który chciałabym w przyszłości bardzo ładnie i dokładnie opowiedzieć, poświęcić mu trochę uwagi, przygotować się na to. Nie mówię o tym nawet zdawkowo, bo ten temat dużo mnie kosztował. Jedna operacja była niestety nieudana i ciężko to przeżyłam. Ale mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś moment, że opowiem o tym.

Tak czy owak, planuję kolejne. Chciałabym zrobić operację dołu, bo mi na tym bardzo zależy. Straszna dysforia mi doskwiera z tego powodu. Zdarza się, że płaczę sobie nocami. To jest uciążliwe – ciągłe podklejanie, odklejanie, droga bielizna, nie mogę czasami włożyć tego, co bym chciała. Chyba że się podkleję bardzo mocno. To nie jest funkcjonowanie normalne. Nawet ze znalezieniem partnera… Nie każdy to zaakceptuje. Mój chłopak na przykład jest z tym totalnie na luzie, zaakceptował to i kocha. No więc ta operacja to jest coś, co bardzo, bardzo bym chciała zrealizować.

A tranzycja prawna? W Polsce jest to, jak wiadomo, absurdalny i trudny proces pozywania rodziców.

Trochę się to u mnie ciągnęło. Mój ojciec musiał się zjawić na rozprawie albo chociaż przyjąć list. A jako że nie mamy kontaktu, to strasznie się to dłużyło, bo on nie chciał żadnych listów podpisywać ani przyjeżdżać. Dopiero chyba za czwartym razem dla świętego spokoju przyjął dokumenty. Miałam fajnego sędziego, który powiedział, że mimo że mój tata się nie pojawił, to akceptuje przyjęcie dokumentów, więc fajnie, że końcowo się udało.

Dla mojej mamy było to trudne, ale jeździła ze mną, była przy mnie. Gdy sąd ją o coś pytał, odpowiadała rzeczowo i szczerze. Nie było czegoś takiego, że mi mówiła coś w stylu, że mi się „odmieni”. Wspierała mnie. No i fakt faktem – to trochę trwało, bo u mnie ta tranzycja prawna trwała 1,5 roku. Nowy dowód dostałam 7 grudnia 2021 r. Bardzo chcę ułożyć sobie życie za granicą, więc zależało mi, żeby te dane były, by tam mieć trochę łatwiej. A poza tym chciałam mieć na imię Alicja, ale jakoś tak to Alis bardziej do mnie pasowało, więc tak już zostało. Wszyscy tak zaczęli do mnie mówić, a mi się podoba. To imię kojarzy mi się tak słonecznie, ciepło. Myślę, że w środku generalnie też staram się być ciepłą osobą i lubię taką dobrą energię wokół siebie. Miło mi się to kojarzy.

To stąd twój nick na TikToku? Alis Summers?

Dokładnie tak.

A opowiesz coś o swoim chłopaku? A jak się poznaliście?

Na imprezie u znajomych. Wyszło bardzo spontanicznie. I bardzo mi się podobało, bo nie lubię poznawać ludzi przez internet, jeśli chodzi o głębsze związki.

Od początku wiedział, że jesteś trans?

Nie. Dowiedział się od swoich znajomych, co mi nie przeszkadza. Kiedy już się znaliśmy kilka dni, to on powiedział raz swoim znajomym, że mu się podobam, a oni mu powiedzieli, że „Słuchaj, ona jest trans!”, a on mówi „No i chuj”. (śmiech) Jestem z niego bardzo dumna. Nie wypiera się mojej tożsamości przed znajomymi, którzy na samym początku trochę krzywo patrzyli na nasz związek, ale on się nie przejął i teraz z czasem to zaakceptowali. Myślę, że mam dużo szczęścia, bo nie zawsze spotyka się przypadkiem taką kochaną osobę, która się ciebie nie wstydzi. Myślę, że trafi łam w totka, mimo że jesteśmy ze sobą dopiero trzeci miesiąc.

Czyli to sam początek. Życzę wam dużo szczęścia. I ostatnie pytanie, jak u RuPaula: Alis, co byś powiedziała sobie samej 10 lat młodszej?

To jest trudne pytanie! Powiedziałabym coś w stylu, że jesteś piękna, bądź pewna siebie i idź do przodu, na nikogo nie patrz. Uwierz w siebie! Myślę, że to jest bardzo ważne, bo jak ktoś w siebie nie wierzy, to odbija się to na samoocenie, samopoczuciu itd. A jak ktoś w siebie wierzy, to brnie z podniesioną głową przez życie. Więc to bym powiedziała: uwierz w siebie!

 

Tekst z nr 100/11-12 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Stoję po właściwej stronie

DOROTA WELLMAN jest jedną z najbardziej znanych i lubianych dziennikarek. Od wielu lat odważnie staje też w obronie osób LGBT+ w Polsce. Jak nauczyła się tolerancji i akceptacji? W jaki sposób starała się nauczyć jej swojego syna? Dlaczego ludzie sądzili, że jest zakażona wirusem HIV? Dlaczego uważa, że odrzucenie dziecka LGBT jest jak zbrodnia? Rozmowa Tomasza Piotrowskiego

 

Foto: Krzysztof Wellman

 

Już w trakcie rozmowy telefonicznej, gdy umawialiśmy się na wywiad, zastrzegła pani, że koniecznie chce powiedzieć kilka słów o rodzicach osób LGBT+. Przypominamy często te przerażające statystyki: tylko 25% matek i tylko 12% ojców w pełni akceptuje swoje dzieci należące do naszej społeczności. Pani też jest matką. Wyobraża sobie pani taki brak akceptacji?

Żaden prawdziwy rodzic, kochający swoje dziecko, nie odrzuca go z powodu orientacji seksualnej. Nie potrafi ę tego zrozumieć. W pracy spotykam się z historiami, które uświadomiły mi, jak niektórzy rodzice traktują swoje dzieci LGBT+: wyrzucają je z domu, biją, upokarzają, pozbawiają ludzkiej godności. Własne dziecko! Nie wyobrażam sobie, że ktoś podejmuje decyzję, by 16-latkę czy 17-latka wyrzucić z domu na ulicę. Dobry człowiek psa by na ulicę nie wyrzucił, a co mówić o własnym dziecku? Dobry rodzic stara się w swoim życiu robić wszystko, żeby dziecko było szczęśliwe, a jeśli jest szczęśliwe w związku, także tym jednopłciowym, to powinien być szczęśliwy razem ze swoim dzieckiem. Byłam przy mojej bliskiej przyjaciółce, gdy jej córka zrobiła przed nią coming out. Przeszła wszystkie etapy: było zaskoczenie, chociaż nie wierzę do końca, że pełne, bo rodzice podejrzewają, ale odsuwają tę myśl od siebie. Potem było też przerażenie: „Boże, moje dziecko będzie w niebezpieczeństwie”, ale i „O Boże, nie będę miała wnuków!”. I był też etap żałoby po naszych rodzicielskich marzeniach. Kiedy to wszystko przeszła i stanęła wobec prawdy, że taka jest jej córka, powiedziała: „To jest moje dziecko, nigdy w życiu go nie opuszczę”. Myślę, że tak powinien zachować się każdy rodzic. Robiłam reportaże dotyczące bezdomności – to problem, który strasznie leży mi na sercu. Wśród osób dotkniętych bezdomnością było dużo młodych osób LGBT+, które straciły dach nad głową i wsparcie bliskich. Znalazły się na ulicy bez niczego, w ubraniach, w których wyszły z domu, z jednym plecakiem, bez pieniędzy, skazane na żebractwo. Tylko dlatego, że według rodziców są inne. Co to za rodzic, który codziennie nie myśli, czy jego dziecko żyje? Czy jego dziecka ktoś nie pobił, bo mu się nie spodobały jego ubrania czy zachowania? Jak można w ogóle podjąć taką decyzję? Dla takich rodziców najważniejsza staje się jedna rzecz: co powiedzą inni. Jaki rodzic skazuje dziecko na głód, poniewieranie, niebezpieczeństwo…

Są rodzice, którzy tak jak pani potrafi ą bycie LGBT+ zaakceptować, a są osoby – bo może rzeczywiście trudno powiedzieć o nich „rodzice” – które są gotowe postępować tak, jak pani opisała. Co ma wpływ na takie postawy? Kościół?

Kościół zamiast uczyć tolerancji, miłości do bliźniego swego, znajduje wroga i szerzy nienawiść. Ludzie słuchają i zaczynają tak myśleć. Nigdy nie poznali żadnej osoby LGBT+, ale skoro Kościół tak mówi… A politycy wykorzystują grzejący temat, żeby zdobywać kapitał polityczny.

W ciągu ostatnich 2 lat chyba najbardziej znanym rodzicem osoby LGBT+ w Polsce stał się dziennikarz Piotr Jacoń z TVN24.

O tym, że ma transpłciową córkę, dowiedziałam się wtedy, gdy „wszyscy”. Podziwiam go za tę bezgraniczną miłość, odwagę, by powiedzieć o tym publicznie, a potem przystąpić razem z córką do nierównej walki z homofobią, z transfobią – o jej godność. To jest dla mnie wyraz miłości do swojego dziecka, kiedy stajesz z nim ramię w ramię wobec wrogiego świata. Piotr opisuje kolejne nieprzyjemne sytuacje, które jego córka przeżywa w urzędach, a dodatkowo przypomnę – osoby transpłciowe muszą wytoczyć własnym rodzicom proces w sądzie. Co to za prawo, które stawia ludzi w takich sytuacjach? To nieludzkie. W naszych programach wielokrotnie o tym mówiliśmy, ale to kropla, która drąży skałę. Historia Piotra, jego dziecka, a także jego wywiady z innymi ludźmi trans, ludźmi, dla których ich ciała są więzieniem, poruszyły dużą część Polski. Piotr wykonał wielką pracę dla nas wszystkich i uświadomił nam, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia. Partia rządząca znalazła sobie wrogów: osoby LGBT+, w tym osoby transpłciowe. Bądźcie silne i silni i nie poddawajcie się, a głosując, pamiętajmy wszyscy, co kto mówi w tej sprawie i jak narusza prawa człowieka, siejąc nienawiść. To jest gra polityczna, nie dajmy się nigdy w nią wciągnąć, bo jest po prostu obrzydliwa.

W szkole cały czas nie ma i pewnie przez jakiś czas jeszcze nie będzie edukacji seksualnej. Jak pani jako matka i nasza sojuszniczka wychowała w tej sytuacji swojego syna? Jak nauczyła go pani tolerancji, akceptacji, jak nauczyła, że osoby LGBT+ w ogóle też są? Myślę, że z tym mierzy się wielu rodziców.

Jeśli w domu rodzice będą mówili: „A widziałeś naszego sąsiada, jaki to pedał?” albo „A Żydka se postaw! Żydka z grosikiem!”, to już jesteśmy straceni. Jeśli dziecko słyszy nienawistny język, będzie go używać. Dziecko jest jak gąbka i nasiąka tym, co i jak się mówi o drugim człowieku, czy się go szanuje, czy nie. Podstawą jest to, by w naszym domu o wszystkich ludziach mówiło się z ciekawością, z życzliwością, bez napiętnowania. Wychowałam się w domu, w którym była wielokulturowość, i moi rodzice zawsze mówili mi: „Zobacz, jaki ciekawy człowiek! To jest ktoś inny, on ma inne wyznanie, dowiedz się, na czym te różnice polegają”. Zachęcali, żebym zainteresowała się innymi, żebym zobaczyła, jak bardzo ludzie się różnią i że to jest piękne. Może dlatego jestem dziennikarką? Ja z mężem robiłam tak samo. W moim otoczeniu zawsze były nie tylko osoby LGBT+, ale też osoby innych ras czy wyznań i mój syn był do tego przyzwyczajony. Odpowiadaliśmy naszemu synowi na wszystkie pytania od najwcześniejszych lat. W zależności od dorastania, wieku i zainteresowania dziecka trzeba prowadzić te rozmowy. Nie unikać ich i nie robić jednej pod tytułem: „Synku, usiądźmy porozmawiamy na poważnie”. No nie. Jedną taką rozmową niczego nie załatwimy. To jest wiele rozmów. Tylko rodzice nie chcą rozmawiać, unikają trudnych tematów, albo całe życie szykują się na rozmowę „na poważnie”, a gdy do niej dochodzi, dziecko chce spieprzać jak najdalej, bo ono już o tym wszystkim słyszało od znajomych lub dowiedziało się z internetu. Podstawą jest rozmowa.

Tylko żeby rozmawiać z dzieckiem, samemu trzeba wiedzieć. Kiedy pani poznała osoby LGBT+, kto nauczył panią otwartości na nas?

Moja mama w środowisku dziennikarskim miała znajome osoby LGBT+. Mówiła mi wprost: „Ten pan jest gejem”. Oczywiście pytałam, co to znaczy, i dostawałam odpowiedź. Nigdy nie usłyszałam: „Jak będziesz dorosła, to ci powiem”. Moi rodzice uczyli mnie szacunku i tolerancji. Gdy byłam w liceum, miałam wielu różnych znajomych i bardzo chciałam wiedzieć, jak wygląda środowisko osób LGBT+, jak wyglądają relacje międzyludzkie w tym środowisku, jak powinnam się zachowywać wobec takich ludzi. Dowiadywałam się. Przed swoim pierwszym programem dotyczącym osób transpłciowych musiałam dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat. Przygotowałam się. Spotykam się z przedstawicielami waszego środowiska bardzo często, więc muszę umieć się zachować, muszę wiedzieć, jakiej używać nomenklatury, o co pytać. Ja się po prostu tego uczę, cały czas. Mnie po prostu interesuje drugi człowiek.

Bycie sojuszniczką czasem oznacza, że trzeba stanąć po czyjejś stronie. Wziąć kogoś w obronę. Pamięta pani taki moment?

Kiedy w szkole podstawowej bito najmniejszego w naszej klasie, ja załatwiłam tych, którzy go bili. Nie jestem w stanie patrzeć na przemoc wobec kogokolwiek. Naturalnie stałam się waszą sojuszniczką, bo zawsze jestem po stronie tych, którzy są pozbawiani szacunku, godności i praw. A tego nie jestem w stanie zrozumieć ani zaakceptować w demokratycznym kraju.

Dzisiaj łatwiej czy trudniej być naszą sojuszniczką? W 2008 r. otrzymała pani Hiacynta – nagrodę Fundacji Równości za „zasługi dla tolerancji, równouprawnienia i walki z dyskryminacją. Wtedy temat osób LGBT+ nie był jeszcze popularny, podejrzewam więc, że niektórzy mogli być zdziwieni pani postawą.

Na początku na pewno było zdziwienie i pytanie: „Po co ci to?”. Teraz, przy tej spirali nienawiści, znowu wraca patrzenie z niechęcią. Prywatnych powodów, rodzinnych – nie mam, ale jako człowiek się na to nie zgadzam. I czy będzie trudniej, czy ktoś będzie mnie wytykał palcami, czy ktoś mi to kiedyś wypomni – ja wiem, że stoję po właściwej stronie. Jestem głęboko o tym przekonana.

W rodzinie nie ma pani osób LGBT+, ale w jednym z tekstów wspomniała pani, że ma bardzo bliską parę przyjaciół gejów.

W ogóle wśród znajomych i przyjaciół mam wiele par gejów. Robimy z moim mężem spotkanie w piątek, zastanawiamy się, kogo zapraszamy, no i jasne jest, że będą chłopaki. To mój przyjaciel, cieszę się razem z nim, że się zakochał i ma chłopaka. Wyjeżdżamy razem na wakacje, wspólnie pokonujemy różne trudności, razem spędzamy święta. Moje środowisko, heterycy, to ludzie, którzy są oswojeni z tą sytuacją. Nikt się temu nie dziwi ani to nikomu nie przeszkadza. Są pary mieszane i są pary jednopłciowe. No i co? No i pstro! Ważne, jakie są nasze relacje. A to jest fantastyczny człowiek, który znalazł fantastycznego partnera! Obecność nie tylko tej pary jednopłciowej, ale i innych niezwykle wzbogaciła nasz świat. Dużo dowiedzieliśmy się o nich, o waszym środowisku, o tym, co was w życiu spotyka. Może to dziwna sytuacja, ale to ja byłam osobą, która rodzicom jednego z tych chłopaków tłumaczyła, o co chodzi z tym byciem gejem. Coming out był ogromnie trudny w tej rodzinie, okraszony wielkimi emocjami. Mojemu przyjacielowi bardzo na nich zależało. Kiedy ich tracił, czuł się niechciany i odepchnięty. Obcy człowiek, choć może z gębą znaną z telewizji, był świetnym rozwiązaniem. Na spokojnie opowiedziałam, że się kolegujemy, że przychodzą do nas do domu, że razem wyjeżdżamy. Udało mi się im wytłumaczyć, że to nic nie zmieni w jego życiu, a szczególnie już w ich. Ale jeśli go odrzucą, to on już nigdy do nich nie wróci i to właśnie może być najgorsza rzecz, jaka ich w życiu spotka. Dziś nasz przyjaciel jeździ do rodziców razem z partnerem.

Pewnie miała pani w swojej karierze już dziesiątki rozmów z osobami LGBT+. Pamięta pani którąś szczególnie?

W naszym programie wiele lat temu pojawił się gej z Anglii zakażony wirusem HIV. To była pierwsza tego typu rozmowa – z osobą, która z wirusem żyje, leczy się, funkcjonuje, ma partnera. Pierwszy raz w naszej telewizji otwarcie powiedział on: „Tak się stało. Na mnie trafiło. Zrobiłem te badania, przeżyłem koszmar, ale powiedziałem, że póki mogę – będę żył!”. Pamiętam, że wtedy na antenie podałam mu rękę i ludzie zamarli po drugiej stronie, bo uważali, że się zakaziłam. Taki był poziom wiedzy. Dla mnie to było bardzo ważne spotkanie, bo wydawało mi się, że mówienie o tym to jedno, ale normalny gest – podania ręki człowiekowi – to drugie, i że jest to dużo ważniejsze niż tysiąc słów, które wypowiem. Te reakcje potem, czy ja się nie bałam, nie brzydziłam… Pomyślałam wtedy: „Ile jest jeszcze rzeczy do zrobienia, ilu rzeczy ludzie nie wiedzą”.

A jak w takich tematach dogaduje się pani z Marcinem Prokopem? Razem jesteście dobrze znani i cenieni właśnie za to, że wielokrotnie porozumiewacie się właściwie bez słow. Czy w przypadku tematów związanych z naszą społecznością jest podobnie?

Absolutnie tak. Podziwiam Marcina za jego otwartość, bo z facetami różnie bywa. Niektórzy hetero są nastawieni wrogo. Marcin jest ciekawy ludzi, środowiska i rozmów, które mogą trochę ludziom w głowie porozjaśniać. Lubi i szanuje ludzi. W tej sprawie, jak we wszystkich zresztą, jest wyjątkowy.

To też sprawia, że koleżanki i koledzy z pracy dokonują przed wami coming outów?

Po wywiadach z osobami LGBT+ wiele osób z pracy osobiście mi za to podziękowało, ujawniając, że też należą do społeczności. W TVN-ie mamy ogromną różnorodność. Mamy kobiety i mężczyzn w różnym wieku, różnych wyznań, różnych poglądów politycznych, różnych orientacji seksualnych, osoby z niepełnosprawnościami, ludzi z różnych krajów. Różnorodność jest teraz podstawą każdej nowoczesnej firmy i stanowi ogromną wartość. Ludzie o tym zapominają, ciągle chcą, żebyśmy wszyscy byli tacy sami. Jak myślę „tacy sami”, to mnie szlag jasny trafi a. Nigdy nie będziemy tacy sami i chwała Najwyższemu, że nas zrobił różnymi.

Gdy w 2016 r. dołączyła pani do grona sojuszników_czek LGBT+ w akcji od lat prowadzonej przez KPH, powiedziała pani: „Gówno mnie obchodzi, kto z kim śpi”. Po tym wywiadzie posypały się artykuły, że Dorota Wellman w tak mocnych słowach wspiera środowisko LGBT+. Czy dziś, po tej nagonce na osoby LGBT+, po pogromobusach, zatrzymaniach, mówieniu, że nie jesteśmy ludźmi… te słowa są wystarczające?

Teraz to zdecydowanie zbyt delikatne sformułowanie. Dziś trzeba by użyć mocniejszych słów. Każdemu z nas należą się prawa człowieka, a one są w Polsce łamane. Jestem przerażona tym, że nienawidzimy innych. Szukamy wroga, na którym można się wyżyć. To jest politycznie obrzydliwe i zmierza do rzeczy najgorszych. Ostrzeżenie, które padło z ust Mariana Turskiego, byłego więźnia Oświęcimia: „Nie zgadzajcie się na zło wobec drugiego człowieka”, musi w nas wybrzmieć. To nie dotyczy waszego środowiska, ale nas wszystkich. Ludzie, obudźcie się!

W tworzeniu tego świata pełnego wrogów bardzo pomaga telewizja publiczna. W jednym z wywiadów wspomniała pani, że cały czas ogląda programy TVP. Nasza społeczność już chyba nie ma do tego sił. Jak dziś dziennikarce, która kiedyś dla TVP pracowała, ogląda się to, co tam się dzieje? Czy ludzi, którzy tam pracują, nadal możemy nazwać dziennikarzami?

Telewizja publiczna w Polsce powinna spełniać standardy BBC, być telewizją każdego obywatela, z szacunkiem do każdej z osób mieszkających w tym kraju. Z przerażeniem patrzę na język nienawiści wobec różnych środowisk. To budzi agresję, która kończy się wbiciem noża w serce, tak jak 4 lata temu, gdy został zamordowany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Mam nadzieję, że telewizja publiczna będzie kiedyś telewizją wszystkich Polaków, niezależnie od tego, jakie mają poglądy polityczne, jaką wyznają religię, jaką mają orientację seksualną. Jestem stara jak Dąb Bartek, mam 61 lat, ale chciałabym tego dożyć. Mam nadzieję, że będę włączać te kanały bez lęku i obrzydzenia.

TVP w swoich materiałach przeciwko społeczności LGBT+ często wykorzystuje zafałszowane materiały z Marszów Równości. Była pani kiedyś na Marszu czy Paradzie?

Byłam i bardzo mi się podobało. To cudowny korowód fantastycznych ludzi. Będąc tam, chciałam, pewnie tak samo jak wszyscy wokół, powiedzieć, że wszystkim należą się szacunek, prawo do radości i miłości. Maszerowałam dzielnie i było mi super, bo czuję się między wami bezpiecznie. Praw kobiet czy praw osób LGBT+, praw każdego Polaka, trzeba strzec i o nie walczyć. Na Marszach Równości, czarnych marszach, protestach. Nie można być obojętnym.

Ten numer „Repliki” ukaże się na początku lutego, przed walentynkami. Czego życzyłaby pani naszym czytelniczkom i czytelnikom?

Człowiek, niezależnie od tego, jaki jest, ma wielkie prawo do miłości. Do miłości, jaką sobie sam wybierze, a nie takiej, którą mu ktoś narzuci. Życzę wam więc, kochani, żebyście znaleźli miłość swojego życia i byli lub były szczęśliwi i szczęśliwe. Żebyście kochali i żeby was kochano.  

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Tęczowe futro

Z Sebulcem, transpłciowym artystą wizualnym, rozmawia Jakub Wojtaszczyk

 

Foto: Milena Liebe, edit: Sebulec

 

W swojej sztuce poświęcasz dużo miejsca postaciom wirtualnych towarzyszy, awatarów, budujesz różnorodne światy. Pracujesz z grafiką 3D, animacją i silnikami gier komputerowych. W dzieciństwie musiałeś być zajarany grami, prawda?

Tak! Grałem w pierwszą odsłonę „The Sims”, „Heroes III”, „GTA II”, „Warcraft III”. Pochłaniałem wszystkie gierki dołączane do gazetek, kupowałem na Stadionie Dziesięciolecia pirackie płyty.

Jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku, dlatego dobrze pamiętam „The Sims”. To tam stworzyłem pierwszy raz parę gejów i „testowałem” własną tożsamość. W wywiadach opowiadasz, że takie budowanie własnych światów również dla ciebie było pomocne…

Prawdziwy szał zaczął się, kiedy nauczyłem się ściągać do „Simsów” customowe skórki, ubrania, fryzury… Gdy za pomocą kodów mogłem wyłączyć cenzurę w bara-bara (komenda, która pozwala wirtualnym postaciom uprawiać seks – przyp. red.). Jeśli chodzi o uciekanie w inne światy, również zawsze sporo rysowałem, często byli to mięśniacy z anime albo postacie z kreskówek. Pamiętam, jak pierwszy raz u koleżanki odkryłem internet i z podjarania nie mogłem zasnąć w nocy. Siedziałem na chatroomach i pisałem z dziewczynami jako chłopak. W liceum plastycznym pierwszy raz miałem styczność z projektowaniem 3D. Wtedy nauka tego środowiska i modelowania totalnie mnie wciągnęła. Myślałem, że mogę zrobić wszystko. Paręnaście lat później wciąż mam taką samą zajawkę i wciąż dużo nauki przed sobą.

W latach 90. i na początku zerowych pewnie trudno było szukać reprezentacji?

Było trudno, szczególnie że w podstawówce i gimnazjum odstawałem od swoich rówieśników. Miałem krótko ścięte włosy i nosiłem męskie, za duże ubrania. Byłem typem dziwaka, samotnika, nerda. Nie miałem za wielu znajomych. Nie interesowało mnie bawienie się lalkami Barbie z koleżankami. Natomiast koledzy wydawali mi się chamscy i głupi. Już wtedy miałem tendencje do przesiadywania w świecie wirtualnym, gdzie ewentualnie poznawałem jakieś osoby. Siedziałem też na czacie fanów duetu Tatu. Doszedłem do wniosku, że skoro podobają mi się dziewczyny, to znaczy, że jestem lesbijką. Tak zacząłem się wtedy określać. To było bezpieczne, dawało swobodę wyrażania siebie w zachowaniu i ubieraniu. Nie słyszałem wtedy o transpłciowości czy innej queerowości poza określeniami lesbijka/ gej. Chwyciłem się tej tożsamości.

Jak ona ewoluowała?

Wydawało mi się wtedy, że nikt nie chce być kobietą, że to jest trochę jak dostanie gorszego rozdania w życiu. Od dziecka miałem oko wyczulone na różne niesprawiedliwości, więc zastanawiałem się na przykład, dlaczego do „Akademii Pana Kleksa” przyjmują tylko chłopców i dlaczego we wszystkich bajkach to właśnie chłopcy mają fajniejsze przygody. Zrodził się wtedy we mnie bunt przeciwko przegranej pozycji kobiety. Trochę później zacząłem udzielać się w środowisku feministycznym, chodziłem na manifestacje, robiłem plakaty. Myślałem o moim niechceniu bycia kobietą w społecznym kontekście. Może jakbyśmy mieli prawdziwe równouprawnienie, nie wydawałoby mi się ono takie najgorsze? Ale niestety, z czasem coraz mocniej czułem, że coś nie gra, że wycofuję się z życia i na niczym mi nie zależy. Zrozumiałem, że to, czego nie lubię w swoim ciele, nie mija i już nie minie, bo wynika z dysforii płciowej. Wtedy zdecydowałem się na tranzycję, najpierw społeczną, potem farmakologiczną. Miałem 26-27 lat.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że: „Życie przed tranzycją jest trochę jak życie bez ciała. Jakby się było niewidzialnym i nieobecnym”. Czy możesz opowiedzieć o stawaniu się widzialnym?

Widzialność zaczynała się od małych rzeczy. Kiedy ktoś zwrócił się do mnie, używając męskiego zaimka, gdy policzono mnie za męskie cięcie u fryzjera, kiedy zaczęli podrywać mnie geje. Gdy przeszedłem mutację i odważyłem się zabierać głos w rozmowach, bo już nie wstydziłem się tego, jak on brzmi. To wszystko składa się na posiadanie ciała, ciężaru i głosu, na bycie obecnym w świecie. Duży pozytywny wpływ na moje zdrowie psychiczne i pewność siebie miały też sporty walki, które zacząłem trenować w queer-friendly klubie Otwarte Serca Zaciśnięte Pięści. Oprócz ogólnie lepszego samopoczucia związanego z aktywnością fizyczną i kształtującej się muskularnej sylwetki robiłem sparingi z cis chłopakami i nie byłem od nich gorszy. Wiedziałem, że naprawdę jestem silny, a w sytuacji zagrożenia mogę obronić siebie i innych.

Jak dojrzewałeś w sztuce?

Podczas studiów na grafice na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie robiłem prace, na których przedstawiałem kulturystki, ale też wstawiałem swoją głowę w bardzo umięśnione ciała orków albo w zbroje rycerzy czy innych postaci z gier, w które grałem. Robiłem też portrety queerowych osób z mojego towarzystwa. Interesowały mnie tematy tożsamościowe, płciowe, przekraczanie binarnych podziałów. Można powiedzieć, że te zagadnienia wciąż są osią mojej praktyki artystycznej. Ciekawią mnie możliwości przekraczania ograniczeń własnego ciała dzięki sztuce, technologii i fantazji. Nadal eksperymentuję z różnymi technikami – drukiem 3D, odlewami z silikonu, szyciem futrzanych maskotek, tworzeniem awatarów i postaci z wykorzystaniem A.I.

Wspomniałeś o kulturystyce. Czy przed korektą miałeś wzorzec męskości, do którego było ci najbliżej?

Przez to, że trenowałem MMA, chodziłem w czapeczce z daszkiem i szybko rosły mi mięśnie, może trochę podchodziłem pod archetyp wrażliwego dresa rozrabiaki – Sebulca spod bloku. Na początku tranzycji oglądałem też dużo kanałów na YouTubie, na których kulturyści opowiadali o swoich przeprawach na „bombie” (na dopingu – przyp. red.). Czułem, że mamy ze sobą coś wspólnego – oni, tak jak i ja, wstrzykiwali sobie testosteron. Lubię przyglądać się różnym typom męskości, kolekcjonować je w swojej głowie, np. typ rybaka w kamizelce, wujka z saszetką na telefon przy pasku, misiowatego grill daddy… Gram z różnymi kulturowymi stereotypami, wyolbrzymiam je, hipermaskulinizuję postacie, które tworzę. Zauważ jednak, że to wcale nie znaczy, że identyfikują się one jako mężczyźni. Tego nie będziemy wiedzieli, póki ich o to nie zapytamy. Moje kolekcjonowanie typów męskości nie oznaczało, że rozpoczynając tranzycję, podjąłem decyzję, że będę takim a takim faciem. Byłem po prostu sobą, a to, że czułem się lepiej we własnym ciele, sprawiło tylko tyle, że odważniej eksperymentowałem z różnymi stylówkami.

Przyglądałeś się swojemu ojcu?

Nie byliśmy blisko, ale ceniłem w nim, że jest specjalistą w swojej niszowej dziedzinie zawodowej; był też zapalonym rybakiem i działkowiczem. Mój coming out przed nim wyglądał tak, że kiedyś zapytał, dlaczego mam taki gruby głos. Odpowiedziałem mu tylko, żeby mówił do mnie „Sebastian”. Usłyszałem, że się cieszy, bo od początku myślał, że będę synem, że tak by wypadało po dwóch córkach z rzędu.

Jak mama zareagowała?

Na początku trudno było jej się przedstawić z imieniem i zaimkami, ale cierpliwie tłumaczyłem jej, jak bardzo jest to dla mnie istotne. Teraz sama wychodzi z inicjatywą w swojej pracy, a jest nauczycielką, i pyta nienormatywnych uczniów, jakie preferują zaimki. Jestem z tego bardzo dumny. Mama mnie wspiera, podobnie jak moje dwie siostry. Wiesz, żyję w Warszawie, w środowisku artystycznym, więc to bezpieczna bańka. Tutaj coming outy są łatwiejsze.

Innym środowiskiem, które pozwala być ci w pełni sobą, jest subkultura furries. Inspiruje cię też do do rożnych projektów artystycznych. Możesz o niej opowiedzieć?

Subkulturę furries tworzą osoby, które rysują lub wcielają się w wymyślone przez siebie postacie antropomorficznych zwierzaków. Budowanie fursony jest, jakby tworzeniem awatara w prawdziwym życiu, swojego zwierzęcego alter ego. Nie tylko decydujesz, jakiej będzie rasy i jaki będzie miał kolor oczu, ale też nadajesz swojej postaci indywidualne cechy charakteru, np. określasz, czy ma płeć, czy nie. Masz pełną dowolność. Bardzo możliwe, że właśnie ta swoboda w wyrażaniu swojej tożsamości, a także chęć ucieczki w świat fantasy przed nietolerancyjnym środowiskiem powodują popularność bycia futrzakiem wśród osób LGBTQ+. Bardzo mnie te zależności interesują i inspirują w działaniach artystycznych. Co ciekawe, pierwsza furaskowa figurka przedstawiająca człowieka z głową lwa powstała około 40 tys. lat temu i jest przykładem najstarszego dzieła sztuki w dziejach ludzkości!

Futro, czyli potocznie mocne owłosienie, to też atrybut męskości. Ty, podczas swojej wystawy „Futro” w Zamku Ujazdowskim w Warszawie, nadałeś mu queerowy aspekt, barwiąc je na tęczowo.

Włosy na klacie, brodzie czy plecach to drugorzędna męska cecha płciowa. Sam wciąż jestem podekscytowany za każdym razem, kiedy wyrośnie mi gdzieś nowy włos. Im ktoś ma ich więcej na ciele i im są one gęstsze, tym bardziej wydaje mi się męski i twardy. Z drugiej strony futro kojarzy się też z czymś miłym i miękkim w dotyku. Lubię ten motyw, bo nie daje się mu się łatwo nadać tylko jednego znaczenia. Futro jest jednocześnie hipermęskie i czułe.

Czy masz zatem prywatną defnicję męskości?

Uważam, że żadna cecha wyglądu ani charakteru nie definiuje płci, tak samo jak płci nie mają ubrania czy kosmetyki. Wszystko sprowadza się do wewnętrznego poczucia, że jest się mężczyzną.

Niecały rok temu wziąłeś udział w akcji Kampanii Przeciw Homofobii „Jestem przeciw transfobii”, nakręciłeś dla KPH krótki klip.

To było w ramach Dnia Widoczności Osób Transpłciowych, który przypada na 31 marca. Mówię w klipie, że widoczność to jest dla mnie obecność, to jest danie sobie samemu prawa do głosu, do wypowiedzi. Gdy ludzie z KPH zwrócili się do mnie, nie wahałem się ani chwili. Jesteśmy na etapie, w którym każde, nawet drobne działanie aktywistyczne jest tą kroplą drążącą skałę.

To na koniec jeszcze, jeśli mogę, zapytam o twoją tranzycję prawną. Staramy się w „Replice” często pisać o tym, że proces wymiany dokumentów na te z właściwym oznaczeniem płci to w Polsce zupełny absurd polegający na pozwaniu do sądu własnych rodziców o źle oznaczoną płeć w akcie urodzenia – i że pilnie potrzebna jest ustawa zmieniająca ten proces na bardziej cywilizowany. Ten absurd już masz za sobą?

Niestety, jeszcze nie. Problem polega m.in. na tym, że nie ma nigdzie konkretnej listy dokumentów, które musisz sądowi przedłożyć. Jeden sąd może wymagać jednego dokumentu, inny innego. Od prawie 3 lat się z tym szarpię. Teraz od jakiegoś czasu mam pomoc z organizacji Miłość Nie Wyklucza, za którą bardzo dziękuję. Mam w końcu wyznaczoną rozprawę na 26 kwietnia. Być może uda się zakończyć sprawę już wtedy, a być może sąd będzie wymagał ode mnie czegoś jeszcze, nie wiem. Trzymaj kciuki!

IG: @sebulec

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Joanna Sokolińska – “Mów o mnie ono”

Wyd. W.A.B. 2022

 

 

Od paru lat emancypacja osób transpłciowych nie idzie do przodu, tylko gna. Dotyczy to zwłaszcza młodych, wręcz nastolatków_tek. Samą transpłciowość rozumie się dziś inaczej niż nawet 15 lat temu, doszło też pojęcie niebinarności, która oczywiście istniała i wcześniej, ale była nienazwana. Osób niebinarnych niekoniecznie jest dziś więcej, ale osób świadomych swojej niebinarności i mówiących o niej – na pewno. Autorki „Mów o mnie ono” zauważyły tę pędzącą zmianę i zajęły się nią od swojej zawodowej strony; nie są naukowczyniami, ale dziennikarkami, reportażystkami. A także, a może przede wszystkim, są mamami queerowych (transpłciowych/niebinarnych) dzieci. Nie ma więc mowy o spojrzeniu chłodnym okiem, i bardzo dobrze. Są gorące opisy uczuć, rodzinnych kłótni, szukania sukienki na studniówkę dla osoby, której rodzice jeszcze całkiem niedawno myśleli, że to chłopak, syn. Jest cała sprawa zaimków, która niektórym wydaje się tak trudna. „Mów o mnie ono” to zbiór tekstów podejmujących temat z różnych perspektyw – od historii kilkorga trans/niebinarnych nastolatków_ tek przez spojrzenie ich rodzin aż do bardziej socjologicznych analiz. Pojawia się też odpowiedź na pytanie, dlaczego jest tak, że wśród dzisiejszych nastolatków_tek częściej ujawniają się trans chłopaki niż trans dziewczyny. Jest głos psychologów_żek i aktywistów_tek. Są teksty o transfobii i o tym, skąd wziął się terfizm (specyficzna jej odmiana). Czyta się jednym tchem, bo biorąc pod uwagę, jak gwałtownie opisane zmiany zachodzą tu i teraz, mamy do czynienia ze świetnie napisaną „książką akcji non-fiction”. (Mariusz Kurc)

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

 

Możesz pytać, o co chcesz

Z ADĄ HYZOPSKĄ, transpłciową uczestniczką niedawnej, 11. edycji programu „Top Model Polska”, rozmawia Michał Pawłowski

 

Foto: Bartek Brzóska, @bartekb1996

 

Ada, wzięłaś udział w niedawnej, 11. edycji „Top Model Polska” jako wyoutowana transpłciowa uczestniczka i zaszłaś bardzo daleko, bo doszłaś do etapu fashion weeku, a odpadłaś dopiero przed finałem. Z jakimi reakcjami się spotkałaś po tym publicznym coming oucie podczas castingu przed jurorami?

Hmmm… Polska, jakim jest krajem, wiadomo – na początku opinie były różne, podzielone, pozytywne i negatywne, ale z czasem ludzie nabierali do mniej sympatii i przeważały te dobre słowa. Część ludzi twierdziła, że się nie nadaję do pracy modelki, ale potem z odcinka na odcinek głosy te znikały. Ludzie widzieli, że w programie się rozwijam i idzie mi coraz lepiej. Skupiłam się też na tych, którzy mi kibicowali. Nie będę oszukiwała, że łatwo było od tych hejterskich komentarzy się odciąć – bo je też czytałam. Jednak z czasem przestałam na nie zwracać uwagę. I szczerze, powiem prosto, mam to w dupie. To nic nie znaczy, nie zmienia poczucia mojej wartości, a ja nie mam wpływu na tych ludzi.

Masz 19 lat, chodzisz jeszcze do technikum (kosmetycznego). Gdy umawialiśmy się na wywiad, wspomniałaś, że przygotowujesz się do matury. Jakie więc były reakcje w szkole na twój udział w programie oraz publiczny coming out?

Coming out w szkole zrobiłam przed programem – i była grupa nauczycieli, która uszanowała to, by zwracać się do mnie jako do kobiety, ale była też część, która totalnie to ignorowała, zasłaniając się oczywiście tym, że „nie masz na to papierów, więc będę do ciebie mówić tak, jak masz wpisane w dzienniku”. To było strasznie wkurzające, radziłam sobie z tym, ale irytował mnie brak szacunku. Bo przecież nie ma prawa, które zabrania nam zwracać się do kogoś tak, jak dana osoba tego chce. Choć powiem ci, że program też mi dużo ułatwił w szkole, nauczyciele spojrzeli na mnie z innej perspektywy, zobaczyli, że ja na serio jestem kobietą i w dodatku ktoś widzi we mnie modelkę. Bo jeśli chodzi o uczniów – zero problemu, od początku wszyscy szanowali to, że jestem transpłciowa, a nawet przed pełnym coming outem dziewczyny z klasy mówiły do mnie tak, jak chciałam, czyli w zaimkach żeńskich. Bo na początku nie określałam się jeszcze jako osoba transpłciowa, ale wyróżniałam się stylem życia – trudno mnie nie zauważyć, raczej wszędzie mnie pełno, mam silny charakter i zawsze mówię, co myślę.

A reakcje uczestników_czek domu modeli_ lek?

Nasza grupa w tym roku była przecudowna. Ja tych ludzi kocham naprawdę szczerze, byliśmy jak rodzina. Są wspaniali! Spotkałam się z ich dużą otwartością. Mówiąc im o mojej transpłciowości, zaznaczyłam, że śmiało mogą pytać o wszystko, jeśli tylko mają jakieś pytania, są ciekawi itd. Na początku tych rozmów nie było, ale potem, jak się zbliżyliśmy, wiele na ten temat rozmawialiśmy. Oni już sporo o transpłciowości wiedzieli i rozumieli temat w pełni. Ogólnie wspieraliśmy się w przeróżnych sprawach, wielu z nas miało lepsze i gorsze momenty – byliśmy w pewnym sensie odcięci od świata, mogliśmy liczyć wyłącznie na siebie. To mocna ekipa!

Na swoim Instagramie napisałaś, że sesja nago była dla ciebie najbardziej emocjonalna i najtrudniejsza. Na ekranie widzieliśmy, jak podeszłaś do tego odważnie i bardzo profesjonalnie, ten stres nie był zauważalny. Jakie emocje ci wtedy towarzyszyły?

Wiesz… ja mimo wszystko podeszłam do tego bez stresu. Na początku były obawy, ale tuż przed powiedziałam sobie: „Dobra, rozwalę to i dam z siebie wszystko!”. Byłam w szoku, że naga sesja wypadła tak wcześnie, bo zazwyczaj była w okolicach połowy programu – ale może dobrze, że tak się stało, nie analizowałam za wiele, bo byłam zaskoczona. Cieszyłam się też, że to będzie taki kolejny milowy krok za mną. To była moja pierwsza sesja nago w życiu. Ja w ogóle kocham swoje ciało i uważam, że jest naprawdę ładne, więc chciałam to zrobić jak najlepiej, by je pokazać i użyć mocy, którą mam.

Co oprócz nagiej sesji najbardziej utkwiło ci w pamięci z programu?

Cały udział w „Top Model” to najlepsza przygoda mojego życia. Chętnie bym tam wróciła choćby na chwilę. To, co jest pokazywane w telewizji, to tylko mała część niesamowitych rzeczy, które się tam działy. Moje ulubione chwile to te, gdy się razem wygłupialiśmy, a nasze przyjaźnie się pogłębiały. Wieczór, gdy opowiadaliśmy sobie straszne historie, albo bitwa na bitą śmietanę. (uśmiech) A jeśli chodzi o sesje, to chyba najbardziej wspominam tę podczas wyjazdu na fashion week nad oceanem – to było najpiękniejsze miejsce, w jakim miałam sesję, i zarazem najpiękniejsze, jakie w ogóle widziałam w życiu. Stresowałam się, chyba właśnie dlatego, że warunki dookoła były tak wspaniałe. Ale zdjęcie z tej sesji podoba mi się najbardziej z całego programu.

A chyba najbardziej zaprzyjaźniłaś się z Klaudią Nieścior, która ostatecznie wygrała 11. edycję programu. Podczas programu byłyście bardzo blisko. Czy ta przyjaźń trwa?

Trwa! Śmieję się, że nie wygrałam tego programu, ale wygrałam przyjaźń. Jestem bardzo dumna z Klaudii, że wygrała – totalnie zasłużyła. Nasze pierwsze spotkanie, chyba na castingach, nie zwiastowało takiej silnej relacji. Pamiętam, jak na nią popatrzyłam i pomyślałam: „A co ona tu robi?”. Podobno Klaudia pomyślała o mnie to samo. (śmiech) A potem nagle nawiązałyśmy kontakt na bootcampie i od razu zaczęłyśmy się wspierać. Poszło – i trwa do dziś. Mamy z Klaudią podobne charaktery, śmiejemy się z tych samych rzeczy, aż ludzie mogą mieć nas dość.

A wracając do modelingu: czy w tej branży spotkałaś się z dyskryminacją, transfobią?

Patrząc w skali światowej, jest już sporo top modelek, które są transpłciowe. Choćby Valentina Sampaio – modelka Victoria’s Secret, która robi teraz największe pokazy na świecie i pojawia się na okładkach topowych magazynów. Wiadomo, Polskę od Zachodu dzieli przepaść, ale i u nas wiele się zmienia – przecież nie jestem pierwszą wyoutowaną osobą transpłciową w „Top Model”. Miałam dwie poprzedniczki (Sophię Mokhar i Karolinę Warzechę – przyp. red.). Świat mody wydaje mi się bardziej otwarty w porównaniu do ogółu społeczności w każdym kraju. Miałam duże obawy przed wyjazdem na fashion week do Afryki, bałam się, jak mnie odbiorą miejscowi projektanci. Ale spotkałam się z otwartością, nikt nawet nie komentował tematu transpłciowości – byłam modelką i oceniali to, jak pracuję, a nie jaka jest moja tożsamość. Przynajmniej tak to odczułam i czułam się dobrze. Z jednym z projektantów, który był niebinarny, odbyłam szczerą rozmowę: powiedział mi, że społeczeństwo w Johannesburgu jest coraz bardziej otwarte i te zmiany kulturowe się dzieją.

Kiedy odkryłaś, że jesteś osobą transpłciową? Jak u ciebie to wyglądało? Jesteś bardzo młoda, masz 19 lat, a całe twoje nastoletnie życie przypadło na okres rządów PiS-u, czyli wzmożonej homofobii i transfobii, nagonki na nas.

Długo żyłam w zamkniętej bańce. Podchodzę z bardzo małej wioski Klonowiec Wielki, oddalonej od najbliższego miasta; do szkoły podstawowej też chodziłam wiejskiej. Ale miałam w sobie sporo odwagi i buntu. Bardzo wcześnie ubierałam się i malowałam, jak chciałam. Od małego dziecka lubiłam ubierać lalki, przymierzać sukienki – a może nawet nie tyle „lubiłam”, ile czułam się wtedy sobą. Robiłam to z moimi trzema siostrami od małego, a już w przedszkolu chciałam mieć pierwszego męża. Oczywiście, klasycznie, na początku myślałam, że jestem bi-/ homoseksualna i że mam „taki styl”. Nie wiedziałam, że jestem transpłciowa, bo nie wiedziałam, że takie zjawisko w ogóle istnieje. Czasem miałam takie myśli, że jestem głupia, dziwna i jest ze mną jakiś problem, którego sama nie rozumiem. Byłam z tym sama. Dopiero w gimnazjum trafi łam na dyrektorkę szkoły, która miała bardzo wrażliwą i artystyczną duszę. Poświęciła mi dużo czasu i uważności, potrafi ła mnie zwalniać z lekcji, by obejrzeć wspólnie pokazy mody. Zawsze mi mówiła: „Rób co chcesz, bądź kim chcesz i wyrwij się z tego miasta do większego”. Ona widziała we mnie coś dobrego i jako pierwsza pokazała mi bezwarunkową akceptację. Dzięki niej zdecydowałam się iść do szkoły średniej w Łodzi. Wrócę jednak jeszcze na chwilę do gimnazjum, bo to w tym okresie dzięki temu, co znalazłam i wyczytałam w sieci, zrozumiałam, że jestem kobietą. Oczywiście wtedy jeszcze trudno było mi to przyznać przed samą sobą, a tym bardziej powiedzieć innym. Wiesz, nastolatkowie w gimnazjum nie zwracają uwagi na słowa, a ja doświadczyłam sporo hejtu, bo wyróżniałam się wyglądem. W Łodzi, w szkole średniej, już w pierwszej klasie, poczułam w pełni, że o swojej transpłciowości chcę powiedzieć innym i że jestem gotowa, by rozpocząć tranzycję. Duże miasto pomogło mi się otworzyć, przestałam się bać, co ludzie powiedzą. A co do nastrojów politycznych, w jakich dorastam – szczerze, mnie to po prostu wkurwia. Nie potrafi ę zrozumieć, jak ludzie będący tak wysoko mogą ignorować fakty naukowe i negować rzeczywistość. Ten brak świadomości mnie przeraża, a jeszcze bardziej ludzki strach i brak otwartości, jeśli czegoś nie rozumieją.

Jak zareagowali twoi bliscy – rodzina, znajomi? Kiedy im powiedziałaś?

Najpierw powiedziałam jednej siostrze, a siostra mamie. Dopiero wtedy porozmawiałam z mamą ja. Na początku nie było jej łatwo się z tym oswoić i zrozumieć, ale się udało, i po pewnym czasie powiedziała tacie. Byli za granicą na wyjeździe – to był taki mamy sposób, aby tata miał czas, by to w sobie przetrawić, zanim wrócą do domu i się spotkamy. Rodzice to przeżyli, raczej był to dla nich szok, ale szybko się starali to oswoić i zrozumieć. Mój tata jest np. fanem Biedronia, uważa, że to on powinien zostać prezydentem, co też świadczy o jego akceptacji społeczności LGBT+. Powiedział mi kiedyś, że jedyne, czego się boi, to tego, że ktoś kiedyś zrobi mi krzywdę, i że wie, że łatwo się nie dam, ale się martwi. Oni też po „Top Model” zobaczyli, że ludzie mi kibicują: zaczepiają mnie na ulicy i mówią: „Ale jesteś piękna”. To też pewnie ułatwiło im oswojenie się z moją transpłciowością – jak zobaczyli, że dla ludzi nie jest ona jedyną cechą i mnie nie definiuje.

Wspomniałaś, że pochodzisz z niewielkiej miejscowości. Czy w dzieciństwie spotykałaś się z hejtem, gdy wyróżniałaś się na tle rówieśników_czek?

To mała wieś – jestem pewna, że wszyscy wiedzą, w takich społecznościach wszyscy wiedzą o sobie wszystko. Dochodziły do mnie różne plotki na mój temat, ale obchodziło mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg. A teraz jeszcze mniej – rodzina mnie akceptuje, mam superznajomych i przyjaciół. Na tym się skupiam.

Na jakim etapie tranzycji jesteś, jeśli chcesz odpowiadać na to pytanie?

Możesz mnie pytać o wszystko – stawiam na otwartość i chcę, aby wokół transpłciowości było jak najmniej tabu. U mnie tranzycja trwa, nie jest zakończona. I chyba będzie zakończona, kiedy będę po operacji narządów płciowych, a tego bym bardzo chciała. Oczywiście, już czuję się w pełni kobietą, ale chciałabym jeszcze zadbać o te fizyczne aspekty. Plus wciąż trwa proces prawny – jesteśmy z panią adwokat na dobrej drodze, by zamknąć również ten temat. Oczywiście cały czas jestem na terapii hormonalnej.

W kilku krajach świata (np, na Malcie czy w Portugalii) – a ich liczba rośnie – można wystąpić o zmianę oznaczenia płci w dokumentach bez dołączania dokumentacji medycznej. Nawet gdy się ma nie 18, a np. 16 lat. Co sądzisz o takich rozwiązaniach?

To chyba najlepsze, co osoby transpłciowe mogą dostać od swojego kraju – czyli niekomplikowanie procedur. Skoro względem prawa osoba mająca 16 lat może sypiać, z kim chce, to powinna móc o sobie decydować również w takich kwestiach jak korekta prawna płci, którą w rzeczywistości odczuwa. Oczywiście poza prawem potrzebujemy też wyedukowanych lekarzy – ich rola jest kluczowa, jeśli chodzi o nasze życie i przechodzenie tranzycji.

Ada, jakie są twoje plany i marzenia? Zaszłaś bardzo daleko w „Top Model”, jesteś też mistrzynią Polski w makijażu artystycznym. W którym kierunku chcesz się rozwijać?

Chcę postawić na modeling. Po to też poszłam do „Top Model” – wiedziałam, że ułatwi mi to wejście do tego świata. Teraz mam już agencję, która mnie reprezentuje, i mam sporo zleceń. Nie wyobrażam sobie teraz zajmować się czymś innym. Makijaż to moja pasja, ale nigdy nie pragnęłam robić tylko tego. Traktuję go jako zabawę, odskocznię, i tak właśnie podchodziłam do konkursów w makijażu, które wygrywałam. Więc na pewno chcę się teraz skupić na modelingu, a może w przyszłości połączę to z zaprojektowaniem własnej marki ubrań czy kosmetyków. Bo wiesz, mimo że modelki pracują teraz dłużej, to jednak trzeba mieć swój plan B. Czas ucieka.

Skoro mogę pytać o wszystko, to jeszcze zapytam: jak twoje życie prywatne ma się do tych planów? Jest jakaś miłość na horyzoncie czy skupiasz się teraz na karierze?

Ja jestem wieczną singielką (śmiech), chyba jeszcze nie potrzebuję chłopaka. Po pierwsze – skupiam się na sobie, po drugie – nie szukam miłości na siłę. Sama wpadnie, jak będzie miała. Oczywiście bycie w związku to miła sprawa, inaczej się wtedy żyje i dzieli życie. Ale ja przede wszystkim bardzo kocham siebie i to daje mi dużo siły. (śmiech)

Jak twoim zdaniem powinniśmy_nyśmy wspierać osoby transpłciowe w Polsce? Jakiego wsparcia ze strony społeczności LGBTQ+ i sojuszników_czek ty sama najbardziej byś oczekiwała?

To trudne pytanie, bo ciężko wspierać osoby transpłciowe „tak ogólnie”, jednak każdy z nas jako człowiek najwięcej wsparcia szuka w osobach najbliższych – to jest fundament. Więc przede wszystkim ważne jest, aby każdy z nas był uważny na swoich bliskich, nie tylko ze względu na tożsamość płciową czy orientację seksualną, ale też ogólnie na emocje i to, jak nasi bliscy się czują. A przede wszystkim musimy w Polsce zmienić rząd, który sieje nienawiść względem różnych mniejszości, więc pójście na wybory i świadome zagłosowanie na osoby czy partie, które walczą o równość, jest już dużą pomocą. Szczególnie w nadchodzącym roku wyborczym warto o tym przypominać. Polityka to machina, która ma jednak największą siłę. A poza tym ważna jest praca codzienna, czyli: edukujmy swoje otoczenie i obalajmy mity.  

 

Tekst z nr 102/3-4 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Do kogo należy moja płeć? – cz. 1

O tym, w jaki sposób osoby transpłciowe zmieniają oznaczenie swojej płci w dokumentach, czyli jak odbywa się tranzycja prawna – w Polsce i w wybranych krajach europejskich – pisze EWELINA NEGOWETTI, adminka grupy „Transpłciowość w rodzinie” na FB, mama nastoletniego transpłciowego chłopaka

 

Rys. Ewelina Negowetti

 

Wyobraź sobie, że jesteś leworęczny_a. Można być leworęcznym, prawda? Ale w pracy, w domu, w szkole każą ci pisać prawą ręką. Większość jest praworęczna, więc ty też możesz. Po prostu musisz się nauczyć posługiwać prawą ręką zamiast wymyślać, że jesteś osobą leworęczną. Gdy miałeś_aś 3 latka, nic nie wskazywało, że będziesz osobą leworęczną! To twój wybór, że nie chcesz pisać prawą ręką. Udowodnij nam, że nie jesteś osobą praworęczną. Dwa lata pisz prawą ręką, odwiedź masę lekarzy, nie zapominając o psychologach, którzy może pomogą ci stać się osobą praworęczną. Kiedyś tego nie było przecież!

Tak wyglądał świat do 1983 r. Do lat 80. XX w. leworęczność bywała traktowana jak forma zaburzenia.

Tak wygląda codzienność osób transpłciowych i/lub niebinarnych w Polsce w 2023 r. Są osobami leworęcznymi w praworęcznym świecie sprzed 1983 r.

Płeć ubrań, płeć fryzur, płeć toalet

Od kilku miesięcy temat transpłciowości jest jednym z najbardziej gorących, zarówno wśród polityków, jak i osób, które w swojej codziennej pracy spotykają się z osobami transpłciowymi i potrzebują wiedzy na temat transpłciowości, by rozumieć osoby, których transpłciowość dotyczy bezpośrednio. Pozostawmy sprawy medyczne na boku, przypominając tylko o najważniejszych z nich, by zrozumieć sytuację osób transpłciowych i niebinarnych w kontekście kwestii prawnych.

Transpłciowość (w tym niebinarność) nie jest wyborem. Osoba transpłciowa nie wybiera sobie bycia osobą transpłciową. Jesteśmy wychowywani i socjalizowani zgodnie z binarnym podziałem na płeć żeńską i męską. Właśnie na takim podziale opiera się nasza organizacja społeczeństwa. Taki podział jest uproszczeniem, ponieważ nie od dzisiaj mamy wiedzę, że tożsamość płciowa to spektrum, które rozciąga się pomiędzy binarną płcią męską a binarną płcią żeńską. Te binarne płcie są jak nawias zamykający spektrum tożsamości płciowej. W tym spektrum spotkamy osoby niebinarne, osoby transpłciowe, osoby cispłciowe, ponieważ każda osoba ma swoją tożsamość płciową – niezależnie od płci oznaczonej przy urodzeniu.

Płeć jest oznaczona przy urodzeniu zgodnie z rozporządzeniem z 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej1. Rozporządzenie nie podaje wytycznych do określenia płci dziecka. Lekarz po porodzie ocenia jedynie prawidłowość zewnętrznych narządów płciowych. W ciągu zalecanego czasu 1 godziny lekarz wykonuje mnóstwo działań, a określenie płci dziecka i podanie płci rodzicom jest jednym z najmniej czasochłonnych. W praktyce – jest to moment, gdy lekarz ocenia to, co widzi. Tożsamości płciowej nie widać. Tożsamość płciowa rozwija się w człowieku wraz z jego rozwojem.

Uważnie czytając powyższy fragment, zauważamy, że płeć określana przy urodzeniu jest w zasadzie zgodna ze stanem faktycznym – powtórzmy: lekarz oznacza to, co widzi. Widzi narządy płciowe. Jednak tożsamość człowieka nie znajduje się w tych narządach płciowych. Nie wiemy dzisiaj, gdzie w ciele jest „zakodowana” tożsamość płciowa człowieka. Mając dostęp do dzisiejszej wiedzy medycznej, możemy twierdzić, że tożsamość płciowa jest niezależna od płci nadanej przy urodzeniu. Przykładem bardzo obrazowym może być sytuacja, która nie ma nic wspólnego z transpłciowością: kobieta z powodów medycznych poddaje się obustronnej mastektomii. Po tej operacji ta kobieta jest nadal kobietą. Wykonanie mastektomii nie wpłynęło na jej tożsamość płciową. Mężczyzna, który jest po amputacji nóg – jest mężczyzną po amputacji nóg. Jego tożsamość płciowa się nie zmieniła. Osoba niebinarna, która w wyniku wypadku będzie miała niedowład ręki, będzie nadal osobą niebinarną. Te przejaskrawione przykłady mają na celu pokazanie, że jakakolwiek część ciała ludzkiego nie odpowiada za naszą tożsamość płciową.

Powszechnie uważa się, że zdecydowana większość ludzi ma zgodność płci określonej przy urodzeniu z odczuwaną tożsamością płciową. Czy rzeczywiście ta większość jest zdecydowana? Nie wiemy tego, ponieważ w Polsce nie mamy de facto żadnych danych liczbowych na temat osób transpłciowych (w tym niebinarnych). Mamy pewne szacunki lub określamy je na zasadzie analogii do innych krajów. Słyszymy w przestrzeni publicznej, że „nagle jest tak dużo osób transpłciowych”, ale nie wiemy, ile ich jest, nie wiemy, czy to jest nagły wzrost, nie wiemy, czy to jest wzrost w ogóle. Obserwując dane ze źródeł zagranicznych, mamy pewne wyobrażenie liczb, które możemy przyłożyć do polskich realiów.

Przykładowo: w Szwecji w latach 1972- -1992 zgłaszało się do kliniki średnio 11,6 osoby rocznie w celu prowadzenia tranzycji medycznej. Ale już w roku 2018 zgłosiło się 446 osób. Natomiast wśród młodych osób (poniżej 20. roku życia) w 2017 r. zgłosiło się aż 727 osób z niezgodnością płci – vs. 31 osób z tej grupy 10 lat wcześniej. Jest to wzrost o 2345% w ciągu 10 lat2.

Dane z różnych krajów podają inne liczby, ale we wszystkich zauważalny jest ogromny wzrost liczby osób z deklarowaną niezgodnością płciową.

Dlaczego temat transpłciowości jest istotny w dyskursie społecznym? Ponieważ organizacja społeczeństwa wymusza na każdym z nas określanie się jako osoba danej płci – czy to gry korzystamy z toalety (męska, damska), czy gdy kupujemy odzież (czapka męska, czapka damska), czy gdy idziemy do fryzjera (mężczyźni nie farbują włosów, kobiety powinny) itd. Jeśli ktoś łamie te narzucone, ale i przyjęte reguły, staje się „zagrożeniem” dla porządku społecznego. Nie ma znaczenia, że ten porządek może być sztuczny i umowny, a życie w nim w pewnym stopniu absurdalne. Zastanówmy się zatem, czy naruszenie tego sztucznego porządku podziału na płcie binarne byłoby korzystne, czy niekorzystne dla nas wszystkich.

Zacznijmy od przyjrzenia się rzeczywistości i codzienności, w jakiej muszą funkcjonować osoby, których tożsamość płciowa nie jest zgodna z płcią nadaną przy urodzeniu.

Osoba transpłciowa w Polsce mierzy się z ogromną liczbą wyzwań, o których nie wiedzą osoby cispłciowe. Ten brak wiedzy jest poniekąd zrozumiały. Mając określone prawa, uznajemy za oczywistość, że są one dostępne dla wszystkich. Osoba cispłciowa może korzystać z szatni zgodnie ze swoją tożsamością płciową – osoba transpłciowa nie może, ponieważ ma w dokumencie zaznaczoną literkę „K” lub „M”, która określa, z której szatni osoba transpłciowa MUSI korzystać. Cispłciowe dziecko może w szkole być nazywane ksywką, zdrobnieniem czy innym imieniem, bo tak lubi – dziecko transpłciowe MUSI być nazywane imieniem z dokumentów, ponieważ dokument jest ważniejszy niż potrzeba dziecka (transpłciowe dziecko nie wybierało sobie imienia, jakie mu nadano po urodzeniu). Cispłciowa kobieta może zrobić prawo jazdy i się nim posługiwać bez informowania osób trzecich o swojej tożsamości płciowej, transpłciowa kobieta, bez zmiany sądowej oznaczenia płci w dokumentach, jest narażona na ciągłe tłumaczenie się ze swojej transpłciowości; tłumaczenie się ludziom, którzy w ogóle nie powinny mieć wiedzy na temat tożsamości płciowej danej osoby kierującej samochodem.

Absurdalność codziennych zdarzeń i konieczność mierzenia się z nimi są jednym z powodów, dla których osoby transpłciowe decydują się na prawne uzgodnienie płci – w Polsce jest to sądowe uzgodnienie płci.

Jak wygląda uzgodnienie płci w Polsce?

Uzgodnienie płci, inaczej sprostowanie zapisu płci w akcie urodzenia, jest w Polsce możliwe do przeprowadzenia. Dotyczy to zarówno osób pełnoletnich, jak i niepełnoletnich. Po raz pierwszy sprostowano akt urodzenia w Polsce w 1964 r., gdy Sąd Wojewódzki w Warszawie wydał pozytywny wyrok. Od 59 lat w Polsce możliwe jest więc uzgadnianie płci metrykalnej. Podkreślam to, bo gdy słuchamy polityków wokół, to mogłoby się wydawać, że temat transpłciowości pojawił się w naszej polskiej rzeczywistości wczoraj.

Ta pierwsza sprawa o uzgodnienie płci metrykalnej dotyczyła transpłciowej kobiety – osoby o uznanej reputacji w środowisku zawodowym i prywatnym, majętnej oraz mającej stabilną sytuację rodzinną. Te fakty nie powinny mieć oczywiście wpływu na wydawane wyroki, ale wydaje się, że w tej pierwszej sprawie o uzgodnienie płci mogło to mieć znaczenie, choćby z uwagi na możliwość opłacenia adwokata czy przeprowadzenie całego procesu. Przeprowadzenie tego pierwszego procesu było możliwe również dzięki aktywnemu zaangażowaniu powódki i jej dużej wiedzy zdobytej za granicą na temat możliwości przeprowadzenia takiego procesu.

W kolejnych latach pojawiły się dwie ważne uchwały. W 1978 r. Sąd Najwyższy uznał, że dopuszczalne jest również sprostowanie aktu urodzenia bez wymogu chirurgicznego dostosowania płci3.

Ówczesne podejście sądu jako instytucji określało się jako zgodne z „nurtem humanistycznym”. Ideą było zapewnienie, by zmiana oznaczenia płci w dokumentach sprawiła, aby dana osoba mogła żyć zgodnie ze swoją tożsamością płciową. Jeśli ta prawna zmiana byłaby niewystarczająca dla tej osoby, to, dzięki tej prawnej zmianie, osoba ta może decydować swobodnie o ewentualnych zabiegach czy operacjach chirurgicznych.

Sytuacja odwrotna, gdy złożenie pozwu ma wymóg dokonywania interwencji chirurgicznych czy nawet „obowiązek” korzystania z terapii hormonalnej, jest opresyjnym działaniem państwa wobec osoby transpłciowej.

Mimo tego pierwszego wyroku z 1964 r., do dzisiaj nie istnieją przepisy regulujące uzgodnienie płci metrykalnej. Trzeciego stycznia 2013 r. pojawił się projekt ustawy mającej na celu regulację sytuacji prawnej osób, których płeć metrykalna nie jest zgodna z płcią oznaczoną przy urodzeniu.

Ustawa o uzgodnieniu płci z 2015 r. (zawetowana przez Andrzeja Dudę) była jedyną próbą stworzenia pewnego porządku prawnego.

Dzisiaj czasem słyszymy głosy, że można wrócić do tej już gotowej ustawy. Jednak w 2023 r. nie możemy się cofać do rozwiązań, które nawet wówczas – prawie 10 lat temu – już nie były doskonałe. Nie powinniśmy krytykować tamtej ustawy i deprecjonować pracy osób, które ją tworzyły. Życie jednak idzie do przodu i zmiany w prawie powinny być dostosowywane i podążać za człowiekiem, a nie odwrotnie.

Obecnie procedura prawnego uzgodnienia płci opiera się na procesie sądowym na podstawie art. 189 kodeksu postepowania cywilnego.

Brak ustawy o uzgodnieniu płci powoduje, że sędziowie nie mają jasnych wytycznych, ale też sam temat transpłciowości (w tym niebinarności) jest na tyle nieznany sędziom, adwokatom i adwokatkom, pełnomocnikom i pełnomocniczkom, że cały proces sądowy odbywa się zbyt często w atmosferze naruszającej godność osoby transpłciowej lub niebinarnej.

Nie zawsze musi to wynikać ze złej woli osób prawniczych zaangażowanych w proces. Częściej wynika to z niewiedzy na temat realiów życia osoby transpłciowej, która nie ma uzgodnionej płci w dokumentach. Nie można zapominać również, że obecny tryb procesowy wymaga pozywania rodziców, co jest dodatkowym źródłem niepotrzebnych emocji (niezależnie, czy rodzice są wspierający, czy wręcz przeciwnie).

Można by sobie wyobrazić, że osoba transpłciowa przed prawnym uzgodnieniem płci w dokumentach żyje jak osoba bez dokumentów. Ale rzeczywistość jest w praktyce gorsza. Osoba transpłciowa żyje często tak, jakby się posługiwała nie swoimi dokumentami. I nie robi tego, bo chce. Robi tak, bo to państwo zmusza osobę transpłciową do posługiwania się dokumentami, które nie odpowiadają stanowi faktycznemu, a jedynie chronią porządek społeczny.

Jak wygląda proces uzgadniania płci w innych krajach?

Prawne uzgodnienie płci w każdym kraju wygląda nieco inaczej, przyjmowane rozwiązania leżą w gestii poszczególnych krajów. Zmiana oznaczenia płci w dokumentach powoduje szereg kolejnych konsekwencji i te konsekwencje muszą znaleźć kolejne rozwiązania w prawie. Nie można skopiować jednych rozwiązań prawnych i „wkleić” ich do odmiennego systemu.

Jakie są zalecenia i jaki jest kierunek w innych krajach?

PORTUGALIA: Ustawa z 2018 r. zezwala na uzgodnienie płci osobom, które ukończyły 18 lat i mają pełną zdolność do czynności prawnych. Osoby, które ukończyły 16 lat, mogą działać przez przedstawiciela ustawowego oraz powinny posiadać jedną opinię lekarską dotyczącą wyrażenia świadomej zgody. Wymagane jest obywatelstwo portugalskie. Nie jest wymagane przedstawianie żadnej opinii medycznej o transpłciowości ani nie ma wymogu przebycia czy rozpoczęcia jakichkolwiek interwencji medycznych. Nie ma również wymogu rozwiedzenia się dla osób, które zawarły wcześniej związek małżeński (małżeństwa jednopłciowe są legalne). Wniosek składa się w odpowiedniku naszego urzędu stanu cywilnego, a decyzję otrzymuje się do 7 dni od złożenia wniosku. Osoba składająca wniosek wnosi również o jednoczesną zmianę imienia i może poprosić o wydanie nowego aktu urodzenia, na którym nie będą zamieszczone żadne wzmianki o naniesionej zmianie oznaczenia płci.

Na drugim biegunie rozwiązań prawnych są WĘGRY: Nowelizacja z 2020 r. polegała na zmianie w akcie urodzenia rubryki „płeć” na rubrykę „płeć urodzenia” i tym samym zamknęła możliwość zmiany oznaczenia płci, bo „płeć” w prawnym sensie to „płeć tak określona przy urodzeniu”.

FRANCJA: Wniosek o zmianę oznaczenia płci składa się do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania lub miejsca urodzenia wnioskodawcy. Od 2016 r. nie ma wymogu dokonywania jakichkolwiek interwencji chirurgicznych ani posiadania opinii lekarskich. Nie ma wymogu rozwiedzenia się dla osób pozostających w związku małżeńskim, ponieważ małżeństwa jednopłciowe są legalne, zatem zmiana oznaczenia płci w dokumentach jednego z małżonków nie ma wpływu na kwestię małżeństwa czy statusu dzieci z tego związku. Decyzja jest wydawana po weryfikacji ustawowych przesłanek w ciągu 2tygodni (w przypadku osób małoletnich wymagana jest decyzja sądu). Francja daje możliwość korekty oznaczenia płci w dokumentach osobom uchodźczym.

NORWEGIA: Zgodnie z ustawą wniosek składa się na zasadzie samookreślenia do norweskiego urzędu podatkowego na formie zgłoszenia (w Norwegii rejestr osób jest prowadzony przez urząd podatkowy, nie urząd stanu cywilnego). Nie ma wymogu posiadania dokumentacji medycznej, potwierdzenia jakichkolwiek interwencji chirurgicznych czy tzw. testu realnego życia, który do niedawna jeszcze obowiązywał w Polsce (trzeba było przez jakiś czas – np. 2 lata – realnie żyć i funkcjonować społecznie w płci odczuwanej, ale z dokumentami z płcią oznaczoną przy urodzeniu – przyp. red.). Osoba, która skończyła 16 lat, składa wniosek samodzielnie, natomiast dziecko w wieku od 6 lat do 16 jest reprezentowane przez osobę lub osoby sprawujące władzę rodzicielską bądź opiekę. W przypadku dzieci poniżej 6. roku życia, jeśli władza rodzicielska jest dzielona i nie ma zgody jednego z rodziców, brane jest pod uwagę „najwyższe dobro dziecka”. Nie ma wymogu rozwiedzenia się przed wystąpieniem o zmianę oznaczenia płci (bo małżeństwa jednopłciowe są legalne), natomiast wymagane jest zamieszkiwanie na terenie Norwegii (dla osób z obywatelstwem norweskim mieszkających poza krajem są nieco odmienne przepisy).

BELGIA: W 2018 r. Belgia zniosła wymóg interwencji medycznych i zmiana oznaczenia płci jest wprowadzana na podstawie deklaracji (samookreślenia) osoby zainteresowanej. Wniosek taki składa się urzędnikowi stanu cywilnego i na deklaracji zamieszcza się oświadczenie o płci odczuwanej „od dłuższego czasu”. W 2018 r. w Belgii uznano, że brak możliwości oznaczenia płci jako niebinarna łamie konstytucyjne prawo równego traktowania i niebycia dyskryminowanym. Nie ma wymogu bycia rozwiedzionym_ą (małżeństwa jednopłciowe są legalne), a dodatkowo Belgia umożliwia zmianę oznaczenia płci osobom uchodźczym czy migrantom zamieszkującym w Belgii na stałe.

MALTA: Prawo z 2015 r. precyzuje, że osoba ubiegająca się o zmianę oznaczenia płci nie musi przejść żadnych interwencji chirurgicznych, nie musi przyjmować hormonów ani nie potrzebuje uczestniczyć w żadnych spotkaniach z psychologiem, terapeutą itp. w celu dochodzenia swojego prawa do prawidłowego oznaczenia płci. Osoba zainteresowana składa jasną i niepozostawiającą wątpliwości deklarację, że płeć oznaczona w akcie urodzenia nie jest zgodna z odczuwaną tożsamością płciową. Do deklaracji dołącza kopię aktu urodzenia, oznaczenie płci, o jaką składa wniosek, oraz podaje imię, jakiego życzy sobie w nowym zapisie. Na Malcie nie ma wymogu dolnego limitu wieku, a różnice w wymaganiach dla osób pełnoletnich i niepełnoletnich nie są znaczące. Osoba poniżej 16. roku życia może złożyć wniosek o oznaczenia płci za zgodą opiekuna/rodzica. Kluczowa jest „świadoma zgoda dziecka”, którą rodzice dołączają do pisemnie przedstawionej woli dziecka. Po przedłożeniu dokumentów weryfikowane jest, czy przestrzegana jest Konwencja Praw Dziecka, a dobro dziecka zostaje uznane za najwyższe w złożonym wniosku. Czas trwania całej procedury trwa maksymalnie 30 dni. Na Malcie istnieje również rozwiązanie dla osób niebinarnych: możliwość zaznaczenia płci jako „X” jest dostępna od 2018 r.

SZWAJCARIA: Od 2021 r. każda osoba (obywatel_ka Szwajcarii) może złożyć przed urzędnikiem stanu cywilnego deklarację ustną bądź pisemną (zasada samostanowienia) i zawnioskować o zmianę oznaczenia płci. Nie wymaga się dokumentów medycznych w tym celu ani przeprowadzenia interwencji chirurgicznych. Procedura zmiany oznaczenia płci jest dostępna również dla osób uchodźczych.

DANIA: Od 2014 r. nie ma wymogu przeprowadzenia jakichkolwiek interwencji medycznych ani dostarczania opinii lekarskich. Cała procedura odbywa się w trybie administracyjnej procedury zmiany oznaczenia płci. Osoba zainteresowana składa pisemnie wniosek w urzędzie i czeka 6 miesięcy, które są jakby „podtrzymaniem zainteresowania przeprowadzenia zmiany w dokumentach”. Po odczekanych 6 miesiącach otrzymuje nowy numer ubezpieczenia społecznego, a następnie nową kartę zdrowia z naniesionymi nowymi danymi i może wystąpić wówczas o stosowną zmianę w paszporcie, prawie jazdy i akcie urodzenia. Obecnie toczą się rozmowy na temat likwidacji sześciomiesięcznego okresu oczekiwania dla osób małoletnich. Dania, podobnie jak Malta, Luksemburg i kilka innych krajów unijnych, wychodzi z założenia, że utrzymywanie dolnej granicy wieku w procesie uzgadniania płci metrykalnej jest szkodliwe dla młodych osób transpłciowych, ponieważ brak uzgodnienia płci metrykalnej blokuje im m.in. dostęp do rynku pracy. Chodzi o to, by osoba, która kończy 18 lat, miała już właściwe dokumenty „w ręce”, a nie zaczynała dopiero wtedy całego procesu4.

ISLANDIA: Od 2019 r. nie ma wymogu interwencji medycznych czy zabiegów chirurgicznych w celu uzyskania zmiany w oznaczeniu płci w dokumentach. Nie ma wymogu korzystania z poradni psychologicznej czy terapii. Prawo również przewiduje, że osoba poniżej 15. roku życia może zmienić, za zgodą rodziców, oznaczenie płci oraz imię w rejestrze obywateli. Jeśli nie posiada zgody rodziców, to decyzję podejmuje komisja ekspertów. Cała procedura ogranicza się do złożenia wniosku. Osoby używające oznaczenia „X” dla płci mają prawo do zmiany formy gramatycznej swojego nazwiska do formy neutralnej. Tak zwana komisja ekspertów to zespół specjalistów potwierdzający medyczną zasadność zmiany oznaczenia płci danej osoby. Jest to rozwiązanie stosowane w m.in. w Czechach oraz Rosji i zastępuje konieczność przechodzenia przez proces sądowy.

LUKSEMBURG: Od 2018 r. prawo jasno określa, że brak dotychczasowych interwencji medycznych nie ma wpływu na wystąpienie osoby o zmianę oznaczenia płci w dokumentach. Jednak prawo określa kryteria, które powinna spełnić osoba transpłciowa w celu zmiany znaczenia płci. Kryteria te nie muszą być spełnione wszystkie naraz, lecz są propozycją do wyboru, a więc: funkcjonować publicznie zgodnie z odczuwaną tożsamością płciową lub funkcjonować zgodnie ze swoją tożsamością płciową w swoim środowisku rodzinnym albo zawodowym, albo otoczeniu przyjaciół. Jeśli zmiana oznaczenia płci dotyczy dziecka poniżej 5. roku życia, w przypadku sporu rodziców dziecko jest reprezentowane przez tego bardziej „zaangażowanego” w jego życie.

Warto wspomnieć kraje, w których nie ma żadnych uregulowań prawnych w obszarze zmiany oznaczenia płci. Są to: ALBANIA, ANDORA, ARMENIA, AZERBEJDŻAN, MACEDONIA, MONAKO, SAN MARINO oraz WĘGRY, które, jak już wspomniałam, od 2020 r. zakazały możliwości zmiany oznaczenia płci. Na drugim biegunie jest rozwiązanie dostępne w WIELKIEJ BRYTANII, gdzie można zmienić oznaczenia płci oraz imię i nazwisko w prawie jazdy paszporcie czy innych dokumentach urzędowych – bez posiadania zmiany metrykalnej płci w akcie urodzenia.

Obserwując rozwiązania w różnych krajach, widoczne są pewne wspólne tendencje i kierunki5:

  1. Znoszenie limitu wieku.

Trwa żywa dyskusja na temat zniesienia ograniczeń wiekowych osób małoletnich w celu dania im możliwości prawnego uzgodnienia płci na bazie ich oświadczenia. Jako powód podaje się, że większość osób transpłciowych zdaje sobie sprawę ze swojej tożsamości przed ukończeniem 18 lat (choć nie należy tego brać za regułę). Przykładem jest Hiszpania, która od stycznia 2023 r. wprowadziła możliwość zmiany oznaczenia płci dla osób od 16. roku życia na podstawie osobistej deklaracji. Nie ma wymogu dostarczania żadnych dodatkowych dokumentów medycznych. Deklarację należy utrzymać i potwierdzić po 3 miesiącach. Przesłanką jest, że dobro dziecka jest prawem najwyższym, również gdy stoi ono w konfl ikcie z osobami wykonującymi władzę rodzicielską nad tym dzieckiem. To spojrzenie daje dziecku prawo do wypowiedzenia się w temacie, który dotyczy wszak jego.

  1. Zwrócenie uwagi, by procedura uzgadniania płci była transparentna i dostępna.

Również w kwestii finansów. W Polsce całość opłat za proces sądowy, powoływanie biegłych i ewentualne koszty dodatkowe ponosi osoba składająca pozew. W Irlandii od 2015 r. procedura jest bezpłatna. W Wielkiej Brytanii w maju 2021 r. opłata została zmniejszona ze 140 funtów do 5 funtów.

  1. Demedykalizacja i depatologizacja transpłciowości.

Kraje, które dotychczas wymagały (dosłownie lub domyślnie) wykonywania nieodwracalnych operacji w celu udowodnienia determinacji w dążeniu do zmiany oznaczenia płci – rezygnują z tego wymogu.

  1. Zniesienie wymogu rozwodzenia się dla osób transpłciowych pozostających w związku małżeńskim.

Kwestia ta jest łatwiejsza do procesowania w krajach, gdzie istnieje możliwość zawierania związków jednopłciowych (małżeństw lub związków partnerskich). W Niemczech, Austrii, Belgii, Hiszpanii, we Francji, w Islandii, Szwecji, Szwajcarii i Holandii procedura przewiduje, że osoby pozostające w związku małżeńskim mają aktualizowany akt ślubu. W Niemczech jest to zapisane jako „państwo nie może zmuszać nikogo do rozwodu”. W Polsce jest wymóg przeprowadzenia rozwodu, co nie jest takie proste, ponieważ główną przesłanką do rozwodu jest rozpad pożycia małżeńskiego. Transpłciowość jednego z małżonków nie oznacza automatycznie rozpadu pożycia.

Te cztery wymienione punkty nie są zamkniętą listą wspólnych kierunków. Jednak rozwiązania prawne różnych krajów pokazują, że widoczna jest tendencja do rezygnacji z oznaczania płci w dokumentach. Płeć przestaje być istotnym kryterium dla zawierania związków. Wiele krajów wprowadziło lub wprowadza oznaczenie dodatkowe dla płci – jako „niebinarna” i „neutralna” lub „brak płci”. Austria od 2019 r. wprowadziła oznaczenie „płeć różna/inna” (niem. divers) dla osób interpłciowych. Niemcy: Od 2016 r. maja opcję „divers” lub opcję nieoznaczania płci (możliwą dla np. osób interpłciowych). W Amsterdamie i Utrechcie idzie się już w kierunku rezygnacji z obowiązku oznaczania płci. Niderlandy rozważają obecnie rezygnację z określania płci w dowodach osobistych (na wzór niemiecki).

Kolejne kraje rezygnują z wymogu przedstawiania kosztownej, czasochłonnej dokumentacji medycznej, która zawiera w sobie często upokarzające doświadczenia w procesie tranzycji medycznej. Żadna osoba trzecia nie ma większej wiedzy na temat naszej tożsamości płciowej niż my sami. Niezależnie od tego, czy jest się osobą transpłciową, czy cispłciową, o naszej tożsamości płciowej wiemy najwięcej my sami, a nie ktoś inny.

Samostanowienie zamiast poddawania się badaniom w celu zdobycia dokumentacji uprawomocniającej do zmiany oznaczenia płci jest szansą na zwrócenie godności osobom transpłciowym i niebinarnym.

Thomas Paine, myśliciel doby oświecenia i zwolennik radykalnych idei wolnościowych, napisał: „Jeden człowiek nie może posiadać drugiego”. To było za czasów kolonializmu. Dzisiaj, podążając za tą myślą, możemy się zastanowić: Do kogo należy nasza płeć? Kto decyduje o naszej tożsamości płciowej? Sędzia? Lekarz? Urzędnik? Jeśli to prawo nie należy do mnie, to do kogo ono należy?

W drugiej części tekstu w następnym numerze „Repliki” Ewelina Negowetti opisze procedury tranzycji prawnej w kolejnych krajach, w tym w kilku spoza Europy.

***

1 Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej (Dz.U. 2018 poz. 1756).

2 Por. P. Quillon, Enquete sur la dysphorie de genre, Paris 2022.

3 Por. M. Adamczewska-Stachura, P. Pilch, Postępowania w sprawach o ustalenie płci. Przewodnik dla sędziów i pełnomocników, Warszawa 2020.

4 Por. Prawne aspekty zmiany płci w wybranych państwach europejskich, red. J.M. Łukasiewicz, Toruń 2022.5

5 Por. Steering Committee on Anti-Discrimination, Diversity and Inclusion (CDADI), Thematic report on legal gender recognition in Europe – First thematic implementation review report on Recommendation CM/Rec(2010)5 (2022) Council of Europe, June 2022.

***

Ewelina Negowetti – adminka grupy „Transpłciowość w rodzinie” na FB. Aktywistka, edukatorka, ilustratorka edukacyjna. Mama transpłciowego syna. Z wykształcenia specjalistka ds. zarządzania organizacjami pozarządowymi. Laureatka nagrody LGBT+ Diamonds Awards 2022 r w kategorii „Ambasadorka osób LGBT+”. Nieustannie rzuca wyzwanie aksjomatom. O to, w co wierzy, walczy do końca.  

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Do kogo należy moja płeć? – cz. 2

Druga część tekstu, w którym EWELINA NEGOWETTI, mama nastoletniego transpłciowego chłopaka, omawia procedury i wymagania dotyczące tranzycji prawnej, a więc wymiany dokumentów przez osoby transpłciowe – w różnych krajach Europy i poza nią.

 

W pierwszej części tego tekstu („Replika” nr 101, styczeń/luty 2023), żeby zmieścić się w czterech stronach, jakie dostałam na artykuł, pominęłam Finlandię – i całe szczęście, bo dzień po wydaniu tamtego numeru „R” Finlandia zmieniła ustawę o uzgodnieniu płci w dokumentach. Ta nowa ustawa jest doskonałym początkiem dzisiejszej analizy pt.: „Co sprawia, że w różnych krajach kwestia uzgodnienia płci w dokumentach jest czasem traktowana zupełnie odmiennie?”. Dlaczego w jednym kraju – np. w Hiszpanii – osoba transpłciowa w wieku lat 16 może zmienić oznaczenie płci poprzez złożenie prostej deklaracji? Deklaracji, do której nie trzeba załączać żadnych dokumentów medycznych? A jednocześnie, w tym samym czasie, na Węgrzech od 2020 r. nie ma żadnej możliwości, by w ogóle zmienić oznaczenie płci w dokumentach? Czy osoby transpłciowe mają inne potrzeby obywatelskie w Hiszpanii niż na Węgrzech? Oczywiście, widać jak na dłoni, że transfobia jest na Węgrzech silna, a w Hiszpanii raczej nie ma wpływu na obecne władze. Ale poza tym – nie da się zaimplementować rozwiązań z jednego kraju do innego na prostej zasadzie „kopiuj – wklej”; za zmianą oznaczenia płci w dokumentach idą wszak kolejne następstwa w przepisach prawa danego kraju.

Zacznijmy więc od Finlandii. Do końca stycznia 2023 r., by zmienić oznaczenie płci w dokumentach, osoba mająca obywatelstwo Finlandii musiała być pełnoletnia, przejść zabieg sterylizacji lub posiadać zaświadczenie o bezpłodności oraz dostarczyć wymaganą dokumentację medyczną. Pierwszego lutego 2023 r. fiński parament przyjął ustawę, która umożliwia osobom pełnoletnim zmianę oznaczenia płci w dokumentach na zasadzie samostanowienia. Ustawa znosi obowiązek sterylizacji oraz dotychczasowy obowiązek dostarczania dokumentacji medycznej. Batalia o te zmiany ciągnęła się ponad 10 lat, a nadal trwa żywa dyskusja na temat dostępu do tej uproszczonej procedury dla osób poniżej 18. roku życia.

Zanim przejdziemy do kolejnych krajów, warto przybliżyć kwestię sterylizacji, która w wielu krajach była lub jest obowiązkowa w procesie zmiany oznaczenia płci w dokumentach. Wymóg sterylizacji wynika ze strachu przed naruszaniem przyjętego porządku społecznego lub prawnego. Chodzi o to, że transpłciowy mężczyzna, który urodziłby dziecko, stanowiłby ogromny „prawny problem”, przede wszystkim dla prawa rodzinnego. Jak go zapisać w akcie urodzenia dziecka? Jako ojca czy matkę? Jeśli jako ojca, to co z domniemaniem ojcostwa? Jak państwowa służba zdrowia miałaby zapisać poród u osoby płci męskiej? Co z urlopem tacierzyńskim w takiej sytuacji? Co, jeśli transpłciowa kobieta miała wcześniej dzieci, a teraz ma kolejne, a więc czy jedna osoba może być wpisana raz jako ojciec, a raz jako matka? Takich konsekwencji byłoby znacznie więcej i z wielu z nich nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, bo nie przerobiliśmy ich w praktyce. A życie często wyprzedza prawo. W wielu krajach sterylizacja została wprowadzona właśnie po to, by nie wyprzedzało – by nie naruszało porządku społecznego chronionego przez prawo. Drugim powodem, zbliżonym do pierwszego jest wciąż spotykana patologizacja transpłciowości. Sterylizacja ma zatem na celu ograniczenie praw osób transpłciowych do minimum. Zakaz prawa do posiadania potomstwa ma na celu „zawężenie” pola działania osoby. Dzięki temu nie będziemy musieli dostosowywać obecnie obowiązującego prawa do potrzeb tych ludzi. Jednocześnie w wielu krajach, w tym również w Polsce, wyznaje się zasadę, że państwo nie może wymagać od kogokolwiek, by pozbawił się zdolności do reprodukcji.

Przykładem kraju, w którym sterylizacja nadal obowiązuje, jest Japonia, gdzie sąd rodzinny może wydać orzeczenie o zmianie oznaczenia płci wobec „osoby wnioskującej z zaburzeniami tożsamości płciowej”. By starać się o taką zmianę, osoba transpłciowa (binarna!) musi mieć ukończone 20 lat, być stanu wolnego i bez dzieci. Osoba ta musi być bezpłodna lub przejść zabieg sterylizacji. W tej procedurze nie ma opcji dla osób niebinarnych – osoba wnioskująca ma mieć trwałe przekonanie, że psychologicznie należy do płci przeciwnej (zwanej dalej właśnie „płcią przeciwną”) i ma wolę dostosowania się fizycznie i społecznie do płci przeciwnej, pod warunkiem że dwóch lub więcej lekarzy, którzy mają doświadczenie i wiedzę wymaganą do prawidłowego postawienia diagnozy, stawia taką samą diagnozę na temat danej osoby w oparciu o ogólnie przyjęte standardy medyczne. Obowiązek sterylizacji w Japonii obowiązuje od 2003 r. i został podtrzymany w 2019r. podczas obrad na temat tej ustawy. W latach 2003-2019 ok. 7 tysięcy osób uzyskało zmianę oznaczenia płci w dokumentach (to zaledwie ok. 440 osób rocznie). Sporo? Ale w Japonii mieszka ponad 126 milionów ludzi. Z pozytywnych informacji: Japonia jest pierwszym albo jednym z pierwszych krajów z oficjalnie wyoutowanym transmęskim politykiem (Tomoya Hosoda). W ramach pokazania szerzej kontekstu codzienności osób transpłciowych w Japonii warto zauważyć, że operacje afirmujące płeć (inaczej: tranzycja medyczna) są tam częściowo refundowane przez państwo. Jest to powiązane ściśle z wymogiem przeprowadzenia takich operacji, by móc zmienić oznaczenie prawne płci w dokumentach. Dodatkowo, by przeprowadzić operację, nie można być nosicielem HIV. W Japonii transpłciowość jest postrzegana jako „kwestia medyczna”, co pozwala Japończykom dochodzić swoich praw w spornych sprawach z pracodawcą. Upraszczając dla przykładu, osoba zwolniona z pracy na tle transfobicznym może pozwać pracodawcę, że została zwolniona na tle dyskryminacji z powodów zdrowotnych, co jest zakazane.

Kraj z innym, dyskryminującym rozwiązaniem prawnym to Bułgaria. W lutym 2023 r. wprowadzono zakaz zmiany oznaczenia płci w dokumentach. Prawo to wprowadzono w zupełnie inny sposób (niejako odwracalny) niż na Węgrzech, jednak z takimi samymi konsekwencjami. W 2019 r. w sondażu Eurobarometru na pytanie: „Czy osoby transpłciowe powinny mieć prawo do uzgodnienia płci metrykalnej z płcią odczuwaną?”, tylko 12% Bułgarów powiedziało „tak” (60% – „nie”). Dla porównania – na Węgrzech było to 16% na „tak” vs 72% na „nie”. W Polsce natomiast: 41% na „tak” i 40% na „nie”. To pokazuje, że blok wschodni nadal traktuje prawa człowieka jako przywilej, a nie prawo należne z urodzenia, choć są w nim istotne różnice.

Republika Południowej Afryki to kraj, gdzie konstytucja zakazuje dyskryminacji z powodu płci, tożsamości i orientacji seksualnej. W 2003 r. uchwalono ustawę, która umożliwia zmianę oznaczenia płci na akcie urodzenia. Ustawa nie wymaga operacji, pod warunkiem że osoba została poddana jakiemuś leczeniu (ang. some kind of treatment) – czy to będzie poradnictwo, terapia hormonalna, czy interwencja chirurgiczna. W latach 2004- 2013 jedynie 95 osób zmieniło oznaczenie płci w dokumentach (10 osób rocznie przy 60 milionach mieszkańców). Zmiana jest dokonywana na drodze administracyjnej, ale z powodu dość powszechnej transfobii instytucjonalnej czas oczekiwania może potrwać nawet 2 lata. Znana jest sprawa, gdy transpłciowa kobieta (już po dokonaniu some kind of treatment) musiała wystąpić o nakaz sądowy wydania jej nowych dokumentów. Brak jasnych wytycznych co do owych interwencji chirurgicznych powoduje, że decyzja o zmianie danych jest jakby uznaniowa. Jednocześnie np. ustawa nt. pracy jednoznacznie zakazuje dyskryminacji osób transpłciowych. Warto zwrócić uwagę, że zarówno w Japonii, jak i w RPA dopuszczalne jest przeprowadzanie operacji przed zmianą oznaczenia płci w dokumentach. W wielu krajach taka praktyka jest zabroniona. W Polsce nie ma wymogu sterylizacji czy przedstawienia zaświadczenia o bezpłodności.

Tajlandia to kraj cieszący się sławą raju dla osób transpłciowych; można by przypuszczać, że dokumenty wymienimy tam niemalże w kiosku z gazetami – nic bardziej mylnego. Obowiązująca ustawa o równości płci z 2015 r. (pierwsze krajowe ustawodawstwo w Azji Południowo- -Wschodniej), która w szczególny sposób chroni przed dyskryminacją ze względu na ekspresję płciową, wyraźnie zakazuje wszelkich form dyskryminacji, jeśli ktoś jest „o innym wyglądzie niż jego płeć z urodzenia”. Jednak w Tajlandii można zmienić imię i nazwisko, ale nie ma możliwości zmiany oznaczenia płci w dokumentach. Zmiana nie jest zakazana, nie ma natomiast prawodawstwa to regulującego. W 2019 r. jedna z transpłciowych kobiet chciała kandydować na stanowisko premierki Tajlandii, mając dokumenty z oznaczeniem płci jako męskiej – jej kandydatura została odrzucona z powodów formalnych.

Szwecja. Zmiana oznaczenia płci w dokumentach odbywa się na drodze administracyjnej. Reguluje to znowelizowana ustawa z 2013 r. Szwecja jest prekursorką wielu rewolucyjnych działań w obszarze transpłciowości. Jako pierwsza na świecie uregulowała prawnie zmianę oznaczenia płci – odrębną ustawą w 1972 r. Od tego roku przeprowadza również operacje korygujące płeć. Do 2013 r. do złożenia wniosku o zmianę oznaczenia wymagane było przeprowadzenie interwencji medycznych, od 2013 r. wymagana jest diagnostyka i dokumentacja psychiatryczno-psychologiczna. Trwają prace nad ustawą idącą w kierunku samostanowienia. W tym sporo dyskusji jest poświęconej osobom nieletnim. Sama procedura, dostępna obecnie od 18. roku życia, sprowadza się dzisiaj do złożenia wniosku do komisji prawnej ds. zdrowia i opieki społecznej celem uzyskania nowego numeru PESEL (w szwedzkim PESEL-u, jak w polskim, jest zapisana płeć). Do wniosku należy dołączyć dokumentację medyczną oraz stosowne oświadczenia o odczuwanej tożsamości płciowej. W Szwecji nie jest wymagana sterylizacja, co więcej – jest ona w ogóle zakazana do 23. roku życia. Przed 2013 r. był wymóg sterylizacji – obecnie toczą się procesy przeciwko państwu tych osób, które poddały się tej „wymuszonej” sterylizacji. Szwecja wypłaciła już kilka odszkodowań (255 tys. koron na osobę). Co jednak jest szczególnego w szwedzkim rozwiązaniu? Po pierwsze, prawie wszystkie interwencje medyczne dla osób transpłciowych są finansowane przez publiczną służbę zdrowia. Od blokerów do konsultacji logopedycznych, a po 18. roku życia – również operacje korygujące płeć są przeprowadzane na koszt państwa (poza operacjami wewnętrznych narządów płciowych). Po drugie, unikalne rozwiązania prawne dla skutków zmiany oznaczenia płci metrykalnej. Zmiana płci metrykalnej nie ma wpływu dla trwającego małżeństwa osoby. Zarówno w sytuacji, gdy tej zmiany dokona jedna czy obie (!) osoby pozostające w związku małżeńskim. Co więcej, od 2019 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy w prawie rodzinnym i Szwecja jest obecnie jedynym krajem, gdzie rodzic uzyskuje status ojca bądź matki – zgodnie ze zmienionym oznaczeniem płci. Czyli ojcem dziecka może być osoba, która to dziecko urodziła, a matką dziecka – osoba, która dziecko spłodziła. W innych krajach, w tym w Polsce, rodzic będący osobą transpłciową i ze zmienionym oznaczeniem płci metrykalnej pozostaje w dokumentach dziecka z danymi sprzed wprowadzenia tej zmiany w dokumentach. Jednorazowym wyjątkiem jest tu wyrok sądu francuskiego z Tuluzy, który w 2022 r. przyznał transpłciowej kobiecie prawo do uznania jej jako matki dziecka w akcie urodzenia dziecka.

Włochy. Zmianę oznaczenia płci można przeprowadzić od 1982 r., lecz dopiero od 2015 r. nie ma wymogu przeprowadzania interwencji chirurgicznych. Nadal jest wymóg dostarczenia dokumentacji medycznej. Osoba transpłciowa, która chce zmienić oznaczenie płci, a pozostaje w związku małżeńskim, musi poddać się procedurze przekształcenia dotychczasowego związku małżeńskiego w zarejestrowany związek partnerski (we Włoszech nie ma równości małżeńskiej). Cały proces zbierania dokumentacji medycznej niezbędnej do zmiany oznaczenia płci jest dość niejasny i bardzo bliski praktyce polskiej. Należy zebrać dokumentację psychologiczną, psychiatryczną, zaświadczenia o dysforii płciowej (jest niejako niezbędna) oraz przejść znany nam test realnego życia. Z zebraną dokumentacją należy zgłosić się do sądu z reprezentującym osobę adwokatem (obowiązkowo). Sąd wzywa z urzędu prokuratora. Po uzyskaniu zmienionego oznaczenia płci można poddać się operacjom chirurgicznym. Utrudnieniem we Włoszech jest brak dalszych rozwiązań prawnych, jakie rodzi zmiana oznaczenia płci w innych obszarach życia takiej osoby (np. służba wojskowa, dostęp do służby zdrowia itd.).

Niemcy. Zmianę oznaczenia płci reguluje ustawa z 1980 r. (znowelizowana w 2011 r.) i przewiduje ona dwa tryby działań. Jeden tryb to mała procedura, która prowadzi do zmiany imienia, drugi – duża procedura, która prowadzi do zmiany imienia i oznaczenia płci. W małej procedurze należy wykazać, że ma się przynajmniej trzyletnie stałe odczuwanie płci (niezgodnej z tą nadaną przy urodzeniu). Dokumenty: wniosek oraz dwie opinie niezależnych ekspertów z zakresu transpłciowości, składa się do sądu rejonowego. Jednak w Niemczech obowiązuje tryb nieprocesowy – czyli sąd jedynie weryfikuje, czy dostarczone dokumenty spełniają wymogi dla małej procedury. Procedura ta jest również dostępna dla osób małoletnich reprezentowanych przez przedstawiciela ustawowego. Wcześniej był wymóg dolnej granicy wieku dla rozpoczęcia zmiany oznaczenia płci – minimum 25 lat. W 1993 r. uznano ten wymóg za naruszenie zasady równości wobec prawa, a w praktyce chodziło o utrudnianie osobom transpłciowym poniżej 25. roku życia dostępu do rynku pracy. Duża procedura, poza dostarczeniem tych samych dokumentów co przy małej, wymaga jeszcze oświadczenia, że poczucie przynależności do danej płci nie ulegnie zmianie w przyszłości. Ustawa z 2011 r. zniosła również wymóg przejścia operacji chirurgicznych. Obie procedury są dostępne również dla osób uchodźczych oraz osób stale przebywających na terenie Niemiec – takich, których kraj pochodzenia nie ma uregulowań prawnych umożliwiających zmianę oznaczenia płci lub zmianę imienia. W przypadku osób w związkach małżeńskich wcześniej był wymóg przekształcenia małżeństwa w związek partnerski (osób tej samej płci). Obecnie nie ma takiej możliwości, ponieważ od 2017 r. w Niemczech są legalne małżeństwa osób tej samej płci. Od 2018 r. możliwa jest również rejestracja dziecka ze wskazaniem płci jako „różna/inna” lub pozostawienie pola „płeć” jako puste (można je uzupełnić na każdym etapie życia). Obecnie rząd niemiecki prowadzi prace nad zastąpieniem obu procedur zasadą samostanowienia, która ma być dostępna już dla osób 14-letnich.

Czechy. Model czeski to komisja ekspercka, której celem jest przeprowadzenie tranzycji medycznej oraz osobna ścieżka prawna. Obie te procedury są ułożone względem siebie w określonej relacji, której celem jest odciążenie sądów od prowadzenia takich spraw oraz przyspieszenie ich przeprowadzania. Tranzycja medyczna w przeważającej części prowadzona jest w Czechach przez publiczną służbę zdrowia, a opinia/ decyzja komisji eksperckiej jest wiążąca dla sądu, zatem sąd nie powołuje np. biegłych. Osoba zgłaszająca się do komisji musi funkcjonować zgodnie z płcią odczuwaną (brak sprecyzowania, na czym to funkcjonowanie ma polegać) oraz korzystać z terapii hormonalnej. Ponadto musi przejść operacje chirurgiczne oraz poddać się zabiegowi sterylizacji. W skład komisji eksperckiej nie może wchodzić lekarz prowadzący. Osoba transpłciowa pozostająca w związku małżeńskim musi się rozwieść lub przekształcić małżeństwo w związek partnerski (Czechy rozważają przekształcenie małżeństwa w związek dwóch dorosłych osób i jednoczesną likwidację związków partnerskich). Komisja ma 3 dni na przekazanie decyzji, która trafi a do urzędu stanu cywilnego, gdzie zmieniana jest forma gramatyczna nazwiska. Urząd zawiadamia następnie sąd, który wprowadza zmienione imię do aktu urodzenia.

Przedstawione powyżej przykłady obrazują nam ogromną różnorodność rozwiązań prawnych stosowanych na świecie. Nie jest moim celem orzekanie, które rozwiązanie jest najlepsze dzisiaj dla osób transpłciowych w Polsce, jednak wiem na pewno, że rozwiązaniem na pewno nie jest brak rozwiązania, czyli sytuacja obecna. Brak uregulowań w polskim prawie powoduje narastanie piętrzących się problemów osób transpłciowych, niebinarnych oraz ich bliskich – szczególnie ich dzieci czy osób, z którymi pozostają w związkach małżeńskich. Taka próżnia jest jednym z powodów dyskryminacji tych osób oraz rodzi transfobię instytucjonalną. Jest to zjawisko, które polega na świadomym lub nieświadomym dyskryminowaniu osób transpłciowych i niebinarnych, a jedną z takich instytucji jest szkoła.

Napoleon, słysząc pomysły bitew podawane przez jego żołnierzy, zwykł podobno reagować słowami: „Ile potrzeba koni?”. Zasadne pytanie. Również w dawnych czasach król, szykując się na wieloletnią wojnę, potrzebował informacji, ilu ma mężczyzn na wojów, a ile kobiet będzie rodzić tych wojów. Istniała uzasadniona potrzeba, by wiedzieć, ile osób ma macicę, by urodzić wojów, a ile osób ma nasienie, by ich spłodzić. Brzmi to nieludzko niemalże, ale tak właśnie było. Króla nie interesowała tożsamość płciowa podwładnych. Interesowała go ich przydatność do wygrania wojny w sposób czynny (walka) i w sposób bierny (dostarczanie wojów).

Kiedy zburzymy nasze wdrukowane schematy myślenia, że osoba z macicą = tożsamość żeńska, a osoba z nasieniem = tożsamość męska, to dostrzeżemy, że nigdy nie było szansy, by w ogóle mówić o tożsamości płciowej – tak bardzo ważne było zawsze określenie osoby jako samca lub samicy. Brzmi obrazoburczo? Bynajmniej! Nie dając człowiekowi prawa do samostanowienia o swojej tożsamości płciowej, tak właśnie go traktujemy. Pisałam o tym wcześniej – tożsamość płciowa nie jest zakodowana w narządach płciowych człowieka. W narządach płciowych „zakodowana” jest jego zdolność bądź do rodzenia, bądź do płodzenia. Nic więcej. Sprowadzanie tożsamości do genitaliów jest tym samym, co redukowanie tożsamości płciowej do koloru oczu. „Macie państwo pięknego syna. To syn – bo ma czarne oczy. A państwo macie córkę, bo dziecko ma oczy zielone”. Kolor oczu, posiadanie macicy, długość kończyn górnych czy przechodzenie kolek nie decyduje o tożsamości płciowej człowieka.

Gdy sobie to uzmysłowimy, łatwiej nam będzie zrozumieć, że jest zasadne dla celów państwa, by zbierać dane o liczbie osób z macicą i liczbie osób ze zdolnością płodzenia. Te cele są oczywiste: wiemy wówczas, ile jest potrzebnych szpitali ginekologicznych, ile żłobków, ilu urologów, i możemy estymować, ile szkół w przyszłości planować. Ale ta informacja nie powinna definiować człowieka. W średniowieczu, owszem, definiowała, ale dzisiaj „przydatność” człowieka dla państwa to znacznie większy obszar możliwości. I uwzględnienie tożsamości człowieka de facto powiększa ten obszar. Być może, to luźna myśl, zasadnym byłoby nie forsowanie zmiany oznaczenia płci, ale dodanie oznaczenia tożsamości płciowej? Albo zastąpienie oznaczenia płci – oznaczeniem tożsamości płciowej? Albo usunięciem tych informacji z dokumentów, jakimi posługujemy się na co dzień? Komu ta informacja jest potrzebna i do czego? Czy w prawie jazdy potrzebne jest podawanie płci? Dlaczego ta informacja jest ważniejsza od np. grupy krwi, której w prawie jazdy brak? Nawet patrząc pragmatycznie na sam koszt zbierania tych danych – czy jest on uzasadniony czymkolwiek? W jednym z wywiadów z prof. dr. hab. Piotrem Olesiem padło zdanie: „Nasza cywilizacja próbuje często dawać poradniki do spraw, które ich nie wymagają”.

Jakikolwiek obszar weźmiemy pod lupę, to żeby zmiany się zadziały, musimy przede wszystkim się zgodzić, że stan obecny wymaga tych zmian. Czyli musimy dostrzec ten stan obecny. Dopóki nie chcemy zobaczyć prawdy, dopóki nie chcemy się przyznać, że są osoby transpłciowe, że jest coś takiego jak tożsamość płciowa, że ta tożsamość płciowa nie ukrywa się w macicy ani penisie – dopóty nie ruszymy z miejsca. Będziemy się zakopywać w miejscu, zastanawiając się, dlaczego nie posuwamy się do przodu. Na początek zacznijmy dostrzegać osoby transpłciowe i niebinarne wokół nas. Słuchajmy, co mają do powiedzenia, i dostosujmy rozwiązania prawne, które będą im służyć. Prawa człowieka to nie przywileje. 

***

Ewelina Negowetti – adminka grupy „Transpłciowość w rodzinie” na FB. Aktywistka, edukatorka, ilustratorka edukacyjna. Mama transpłciowego syna. Z wykształcenia specjalistka ds. zarządzania organizacjami pozarządowymi. Laureatka nagrody LGBT+ Diamonds Awards 2022 r w kategorii „Ambasadorka osób LGBT+”. Nieustannie rzuca wyzwanie aksjomatom. O to, w co wierzy, walczy do końca.  

 

Tekst z nr 102/3-4 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.