Wicepremier Krzysztof Gawkowski (Nowa Lewica): Wstydzę się za prezydenta

„Wierzę w równość, tak mnie wychowano, tak ukształtował mnie Kościół. Uważam, że Pismo Święte każe nam opowiedzieć się za miłością”
– mówi wicepremier i minister cyfryzacji KRZYSZTOF GAWKOWSKI (Nowa Lewica). Rozmowa Mateusza Witczaka

fot. Mnisterstwo Cyfryzacji

Wetując ustawę o statusie osoby najbliższej, Karol Nawrocki mowił: „Nic, co jest quasimałżeństwem nie może liczyć na moje poparcie”. Prezydent nie zgodził się na „podważanie szczegolnego statusu małżeństwa” oraz „wprowadzenie tylnymi drzwiami związkow partnerskich”, ktore to miałyby rzeczone małżeństwo „zastąpić czy podmienić”. Przyznam, że jestem tym uzasadnieniem skonfundowany. I to na wielu płaszczyznach.

To łajdacka wypowiedź, która pokazuje brak zrozumienia dla materii tej ustawy. Prezydent zachował się jak niechluj, który nie czyta prawa – kiedy słuchałem uzasadnienia tego weta, miałem wręcz stuprocentową pewność, że Karol Nawrocki nie pokusił się o lekturę projektu. Podobno jego decyzja miała służyć „ochronie instytucji małżeństwa” – ale w jaki właściwie sposób ustawa o statusie osoby najbliższej wpływa na instytucję małżeństwa? I dlaczego umowy cywilnoprawne miałyby „zastąpić czy podmienić” śluby?

Prezydent lubi mówić o „wolności”, a potem wyrzuca do kosza rozwiązania, które miały ją zapewnić. Lubi też powoływać się na „wartości”, ale w jakie wartości godzi związek dwóch mężczyzn albo dwójki kobiet? Wszyscy mamy prawo do miłości i tworzenia relacji – sęk w tym, że duża część Polaków i Polek nie dysponuje żadną możliwością ich sformalizowania. Całkowicie nie rozumiem weta dla projektu, który dałby takim parom dostęp do informacji medycznej albo umożliwił wspólne rozliczanie podatków. Powiem wprost: wstydzę się za prezydenta. Karol Nawrocki pokazał, że nie jest reprezentantem wszystkich Polaków i Polek, a dużą część narodu wręcz demonizuje.

Może jednak z prawicą dałoby się jakoś dogadać? Tylko czy to w ogole możliwe, skoro Pałac Prezydencki nie wystosował ani jednego, merytorycznego zarzutu do ustawy, a posłowie i senatorowie PiS głosowali za odrzuceniem projektu w całości, rezygnując tym samym z możliwości zgłoszenia poprawek?

Nie będę się dogadywał z polską prawicą. Od kilkunastu lat liberałowie próbują wyjść jej naprzeciw, a efektem jest wzrost notowań Kaczyńskiego, Bosaka, Mentzena i Brauna oraz wysyp homofobii, antysemickich komentarzy i hejtu na Ukraińców. Jeśli mamy walczyć o równość, to nikt nie namówi mnie do żadnych „kompromisów”. Co więcej: uważam, że o wartości należy bić się na ringu. Zwłaszcza że mamy prezydenta pięściarza.

Wraz z wetem całkiem prysły nadzieje na inne postulaty LGBT: ustawowy zakaz terapii konwersyjnych czy legislację, ktora zapewniałaby godną, bezpieczną tranzycję. Co, jako parlament i rząd, możecie w tej sytuacji zrobić dla rowności?

Weto stanowi czytelny sygnał: Karol Nawrocki zablokuje każdą ustawę, która mogłaby pomóc queerowej społeczności. W takich warunkach Lewica musi wykorzystywać każdą, nawet najmniejszą szansę, by zawalczyć o kolejny kawałek wolności. Będę przekonywał kolegów w rządzie, by mimo wszystko wnosić równościowe projekty, a jednocześnie nie poddawać się wizji prezydenckiego weta. Kropla drąży skałę, musimy próbować do skutku i walczyć do końca.

Jedną walkę udało się wygrać, choć wcale nie było to pewne. Po wyrokach TSUE i NSA w rządzie zarysował się konflikt. Szef MSWiA Marcin Kierwiński twierdził, że transkrypcja zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych wymaga ustawy, tymczasem kierowane przez pana Ministerstwo Cyfryzacji opowiadało się za rozporządzeniem. Ponieważ rozmowy się przeciągały, nagle ogłosiliście jego projekt, zaskakując nie tylko kolegow z rządu, ale nawet z własnej partii. Skąd właściwie tak zdecydowana reakcja?

Pewnie pana zaskoczę, ale do zdecydowanych działań pchnęły mnie wartości katolickie. Jestem osobą wierzącą, moja wiara głosi, że świat powinien być sprawiedliwy, a jego fundamentem powinna być miłość do bliźniego. Po lekturze Ewangelii uważam zresztą, że Jezus był pierwszym socjalistą: głosił przecież równość ludzi bez względu na to, w co wierzą, jakie mają poglądy i kogo kochają.

Jestem chłopakiem z wołomińskiego blokowiska, pod trzepakiem mieliśmy różne poglądy, ale choć ścieraliśmy się – czasem nawet na pięści – nie brakowało nam odwagi w mówieniu o tym, w co wierzymy. Ja wierzę w równość, tak mnie wychowano, tak ukształtował mnie Kościół. Uważam, że jego nauka (wynikająca wprost z Pisma Świętego, nie z nauczania księży– polityków) każe opowiedzieć się za miłością.

W czerwcu, a więc w Miesiącu Dumy, byłem z wizytą w Nowym Jorku, gdzie na jednej ze świątyń dostrzegłem tęczowe flagi. Pomyślałem sobie, że tu każdy może czuć się u siebie. I że chciałbym w Polsce Kościoła, w którym można otwarcie rozmawiać o orientacji psychoseksualnej. Choć jednak nasz episkopat zagrzebał się w traumach i obsesjach, żaden biskup ani pan Rydzyk nie przekonają mnie do odejścia od tego, jak ukształtowała mnie moja wiara.

Dlaczego „pan” Rydzyk, a nie „ksiądz” Rydzyk?

Nie mam do Rydzyka szacunku, uważam go za diabła polskiego Kościoła. Ostatnio na Jasnej Górze mówił on, że in vitro to „zabijanie dzieci”. Na dwa lata od uruchomienia przez rząd programu refundacji narodziło się piętnaście tysięcy obywateli i obywatelek, którym Rydzyk napluł w twarz. Dziwię się Kościołowi, że zupełnie na jego słowa nie reaguje, oczekiwałbym, że zdyscyplinuje swojego kapłana. Nie może być tak, że w najbardziej świętym miejscu Rzeczpospolitej z ambony padają kłamstwa, które w dodatku różnicują polskie dzieci na lepsze i gorsze.

Cały wywiad do przeczytania w 122. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.