Wieloletni partner aktora Edmunda Fettinga (1927-2001) do tej pory był anonimowy. Portret 85-letniego dziś tancerza – Janusza Smolińskiego

26 czerwca JANUSZ SMOLIŃSKI skończy 85 lat. W zeszłym roku otrzymał prestiżową nagrodę Perły Tańca przyznawaną za wybitne osiągnięcia baletowe, ale w Polsce pamięć o jego dokonaniach ogranicza się do niewielkiej grupy osób, które widziały go na scenie w latach 60. i 70., kiedy był pierwszym solistą Teatru Wielkiego w Warszawie. Od ponad pół wieku mieszka w Barcelonie, ale kontaktu z krajem nigdy nie stracił. Tylko nieliczni wiedzą, że to on jest anonimowym partnerem, który pojawia się w tekstach o EDMUNDZIE FETTINGU, jednym z najpopularniejszych aktorów okresu PRL-u.

fot. Edward-Hartwig

Kiedy w zeszłym roku podczas pobytu w Hiszpanii poznałem Janusza Smolińskiego, byłem zachwycony jego barwnymi opowieściami, a jednocześnie zaskoczony, jak wiele pamiątek z Polski znajduje się w jego barcelońskim mieszkaniu. Dość powiedzieć, że zachował się nawet zielony ręcznik z logo Teatru Wielkiego, który tancerze otrzymywali w latach 60. na rozpoczęcie sezonu. Pełno tam także świadectw sukcesów Smolińskiego, a na honorowym miejscu wisi na ścianie strona z tanecznego kalendarza wydanego pod koniec lat 70. przez Krajową Agencję Wydawniczą. W innym miejscu widnieje oprawiony znaczek Poczty Polskiej, na którym widać tancerza z jego partnerką sceniczną Marią Surowiak. O ten znaczek była zresztą niemała afera – będący u szczytu swojej kariery Stanisław Szymański (nazywany powszechnie „Stachą”) złościł się i żądał wyjaśnień, był oburzony, że to nie on został uwieczniony, tylko jakiś młokos.

Rok 1960, kiedy Smoliński ukończył szkołę baletową i został przyjęty do zespołu Opery Warszawskiej, to czas, gdy taniec klasyczny był w dużej mierze zdominowany przez homoseksualnych mężczyzn. Triumfy święcili wówczas Szymański i Witold Gruca, ale ważną postacią był także starszy od nich Witold Borkowski, debiutujący jeszcze przed wojną. Smolińskiego uczył Mieczysław Jankowski, wieloletni ukochany Jerzego Waldorff a, ale prawda jest taka, że był słabym tancerzem i jeszcze gorszym pedagogiem, swoją pozycję w dużej mierze zawdzięczał wpływowemu partnerowi. Do tego trzeba dodać Gerarda Wilka i Wojciecha Wiesiołłowskiego, którzy także zaczynali wtedy swoje kariery. Z Gerardem Smoliński chodził do szkoły. Przyszły wulkan seksu miał pryszcze na twarzy i wcale mu się nie podobał, ale zaprzyjaźnili się na całe życie. Z kolei Wiesiołłowski („Niunia Wiesiołłowska”) był niezwykle ambitny, zawsze chciał wypadać najlepiej, dlatego nie lubił tańczyć razem ze Smolińskim, bo wizualnie w zestawieniu wypadał słabiej, wydawał się mniejszy i niżej skaczący.

Majtki z zagranicy

Każdy życiowy etap to inni ludzie i inne opowieści. Przez szkołę baletową przewinęło się mnóstwo osób, w tym Zuzanna Cembrowska, Miss Polonia 1958, która wyjechała do USA na konkurs Miss Universe i już nie wróciła do kraju, wkrótce podpisała kontrakt reklamowy z firmą Max Factor, ale kontakt ze Smolińskim utrzymywała do swojej śmierci w 2012 r. Inna przyjaciółka ze szkoły średniej to Barbara Kwiatkowska, bardzo zdeterminowana by zrobić karierę, mówiła: „Ja będę sławna! Jestem z tego samego miasta, co Pola Negri!”. Wkrótce Basię porwał film, zagrała Ewę w słynnej komedii „Ewa chce spać”, a tancerz pamięta, jak pomagał się jej stroić, gdy szła na randkę z Romanem Polańskim, swoim późniejszym mężem.

Na profesjonalnej scenie Janusz Smoliński debiutował w maju 1960 r. postacią Zefira w operze „Hrabina”. Rok później wyjechał na prestiżowy staż w Teatrze Balszoj w Moskwie razem z dużo bardziej doświadczoną parą: Olgą Sawicką i Feliksem Malinowskim. Uczyli się m.in. pod okiem słynnej Olgi Lepieszyńskiej, o której mówiono, że była kochanką Stalina, a jej wpływy były nieograniczone – Sawickiej załatwiła telewizor, a mamie Janusza sprezentowała lodówkę, co było wówczas nie lada osiągnięciem. Także w 1961 r. Smoliński wziął udział w II Ogólnopolskim Konkursie Tańca Scenicznego w Warszawie, zdobywając II nagrodę wśród zawodowców w kategorii solistów. Trzy lata później doszedł do półfinału Międzynarodowego Konkursu Baletowego w Warnie, gdzie m.in. tańczył wariację z I aktu „Jeziora łabędziego” i Księcia Alberta z II aktu „Giselle”. Efektem tych sukcesów był awans w 1965 r. na stanowisko solisty w nowo otwartym Teatrze Wielkim oraz zgoda, by w połowie 1966 r. wyjechać na dwa sezony do Amsterdamu, gdzie tańczył w Het Nationale Ballet (Holenderskim Balecie Narodowym) jako Janusz Smolinsky. Nie wszyscy patrzyli przychylnym okiem na te podróże. Kierujący baletem Witold Gruca, nazywany „Matką Grucową”, zablokował Smolińskiemu podwyżkę, kiedy ten przyjechał do Polski na występy, twierdząc, że większe honorarium mu się nie należy, bo nawet „majtki ma zagraniczne”.

Cały tekst do przeczytania w 121. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.