Camila Sosa Villada – transpłciowa pisarka argentyńska i jej autobiograficzna powieść „Kurewny”

Transpłciowa pisarka argentyńska CAMILA SOSA VILLADA mówi o swej autobiograficznej powieści „Kurewny”. Rozmowa Jakuba Wojtaszczyka

fot. Catalina Bartolome

Kurewnach używasz słowa wywłoka, travestis. Historycznie było ono używane jako obelga. Odzyskujesz ten termin?

To zagranie czysto literackie. Gdybym używała innego terminu, proponowanego w Europie do określania tożsamości płciowej czy seksualnej, wymazałabym lata argentyńskiej historii osób, które zainspirowały postaci z mojej książki. Zmniejszyłabym też ciekawość osoby czytającej, która zastanawia się, co travestis znaczy, dlaczego tak bohaterki o sobie mówią. Odwołuję się do historii latynoamerykańskich travestis, które uciekały od akademickich określeń Białych i ich klarownych norm dotyczących tożsamości. Samo słowo niesie ze sobą całą masę znaczeń – od hormonów i silikonu, przez prześladowania policji, dyskryminację, krew i przemoc, po splendor, blichtr, śmiech, radość i wreszcie prostytucję i seks. Określenie „trans kobieta” nie ma takich znaczeń. Literackość umiera.

W literaturze czerpiesz ze swojego doświadczenia. Podobnie jak twoja bohaterka w dzieciństwie zdałaś sobie sprawę, że nie jesteś chłopcem. Czy mogłabyś podzielić się tym doświadczeniem?

To tajemnica, której nie da się wytłumaczyć. Minęło już tyle lat, że nawet nie wiedziałabym, jak zacząć tę opowieść. Mogłabym odwrócić to pytanie. Czy pamiętasz, kiedy zrozumiałeś, że to, za kogo cię wszyscy biorą, jest lub nie jest zgodne z prawdą? Czy ten konkretny moment będzie możliwy do wskazania?

Rozumiem, co masz na myśli. Kiedy skończyłaś 18 lat, przeprowadziłaś się do Cordoby, prawda?

Tak, to powszechny ruch migracyjny młodych osób. Kończą szkołę średnią i kontynuują naukę na uniwersytecie. Wyjazd do Córdoby pozwolił mi nie tylko rozpocząć studia, ale też zamieszkać z dala od swoich rodziców i miejscowości, z której pochodzę. Duże miasto pozwoliło mi być choć trochę bardziej autentyczną sobą.

W „Kurewnach” piszesz, że dla trans kobiet właściwie jedyną możliwością zarobku jest praca seksualna. Wiąże się ona z atakami policji, pobiciami przez klientow i upokorzeniami. Jak poradzić sobie z brutalnością dnia codziennego?

Ten ucisk nigdy się nie skończy, chyba że przeprowadzimy prawdziwą rewolucję. Natomiast sama czuję się za stara i zbyt zmęczona, by sięgnąć po broń.  

Cała rozmowa do przeczytania w najnowszym numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.