Nie tylko o „Tańcu z gwiazdami” – z aktorką BARBARĄ BURSZTYNOWICZ rozmawia Rafał Dajbor

Gratuluję pani serdecznie dojścia do ćwierćfinału „Tańca z gwiazdami”! Miała pani wiele kibicek i wielu kibiców. Czym był dla pani udział w tym programie?
Bardzo wiele zyskałam! Dostałam olbrzymi zastrzyk emocji – zupełnie dla mnie nowych. To jest wielkie show, nad którym pracuje sztab ludzi. Musiałam się mierzyć z trudnymi dla mnie bodźcami, ciągłym ruchem, pośpiechem, hałasem, bardzo intensywnymi reakcjami publiczności, cudownie wspierającymi nas, bardzo pozytywnymi i, o dziwo, podołałam temu. Jestem osobą raczej kameralną i taki program to nie jest dla mnie naturalne środowisko. Wzmocniłam się fi zycznie, moje ciało stało się bardziej plastyczne. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy na każdym etapie otaczali mnie przyjaźnią i opieką. Były takie sytuacje, w których czułam, że gdyby nie ta serdeczność, to byłoby mi dużo trudniej. Ale dałam radę i jestem z siebie teraz naprawdę bardzo dumna!
Pani taneczny partner Michał Kassin był w ubiegłym roku jednym z okładkowych bohaterów „Repliki”. Pozował ze swoim ówczesnym partnerem. Dobrze się pani współpracowało z Michałem Kassinem?
Michał jest fantastycznym człowiekiem, mężczyzną z ogromnym wdziękiem i urokiem, a do tego genialnym tancerzem i nauczycielem tańca. Cierpliwym, delikatnym, przekazującym wiedzę o tańcu w sposób wrażliwy i inteligentny. To, jakim jest człowiekiem, przekładało się na relacje uczennica – trener. Niesamowite wraż enie robi jego falujące ciało, które bez wysiłku, płynnie i z niespotykaną gracją wyraża każdą emocję, wręcz magnetyzuje. Michał wyczarowuje to z taką łatwością, że za każdym razem zadziwia. Po prostu ma to na zawołanie. W przygotowywanych dla nas choreografi ach udowadniał, że taniec może być piękną, ludzką historią opowiedzianą ciałem w ruchu. Podsumowując naszą niezwykłą przygodę w „Tańcu z Gwiazdami”, wyznałam, że Michał jest jedną z moich największych miłości i wiem, że zyskałam w nim przyjaciela. Mam nadzieję, że jest to przyjaźń na długie lata. My nie tylko odbywaliśmy razem treningi, godzinami ćwiczyliśmy taniec, żeby potem zademonstrować przed publicznością efekt naszych zmagań, my bardzo dużo rozmawialiśmy o życiu, opowiadaliśmy o sobie, o swoich małych i dużych problemach. Okazało się, że mamy podobne poczucie humoru, że o wielu sprawach myślimy podobnie. Miałam dotąd duży dystans do świata youtuberów, do TikToka. Michał mnie w to wciągnął. Nasze wspólne filmiki rozbawiały wielu naszych fanów. Ja też się w to wciągnęłam. Wspólne poczucie humoru jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Lubimy żartować i co ważne, mamy do siebie ogromny dystans.
Występowała pani w tej edycji „Tańca z gwiazdami” razem z Katarzyna Zillman, pierwszą wyoutowaną lesbijką w programie, tańczącą z Janją Lesar w pierwszej jednopłciowej parze w historii programu. Jak się pani podobał ich taniec?
Każdy taniec Kasi z Janją Lesar bardzo mi się podoba. Kasia jest przede wszystkim sportsmenką, ale okazało się, że jest też niezwykle utalentowana tanecznie i aktorsko. Ma przy tym ogromny, wręcz trudny do okiełznania w życiu temperament. Ale przełożony na parkiet sprawia, że ona elektryzuje. W tańcu była zdyscyplinowana, ambitna, piękna w ruchu ciała, żywiołowa i dynamiczna. Prywatnie jest cudowna, kochana, przyjacielska, lubi się przytulać, okazywać przyjaźń. Czasami jak przytuli, to… ojej, aż boli! Ale ta jej siła okazywania uczuć, jej spontaniczność, to wszystko jest w niej prawdziwe, nieudawane, emocjonalne i płynące prosto z serca. Potrzeba nam bardzo takich autentycznych, spontanicznych reakcji. Kasia to ma, dlatego bardzo ją wszyscy lubimy.
Rozmawialiśmy o geju i o lesbijce, których spotkała pani w programie. To dobry moment, by porozmawiać o kwestii związków partnerskich i równości małżeńskiej, które wciąż w Polsce są gorącym tematem czy raczej gorącym kartoflem, który politycy przerzucają między sobą, bojąc się go jak ognia. Jakie jest pani zdanie na ten temat?
Uważam, że powinna być równość małżeńska i nie mam już dziś żadnych obaw, by mówić o tym otwarcie. Jeżeli dwoje ludzi się kocha na tyle, że chcą nie tylko ze sobą być emocjonalnie, ale też dzielić razem życie, co ma określone konsekwencje społeczne, prawne – to dlaczego im się to uniemożliwia? Dlaczego ludziom zabrania się poczucia bezpieczeństwa? Bo komuś się wydaje, że to jest „fuj”? A jakim prawem ktoś ma decydować o życiu innych ludzi? Jest to strasznie przykre i mnie to osobiście boli
Przez wiele lat była pani jedną z gwiazd serialu „Klan”, z którego już jakiś czas temu pani odeszła. W „Klanie” pojawiały się takie m.in. postacie jak gej, osoba z wirusem HIV czy dziecko z zespołem Downa. Twórcy serialu nie kryli, że te wątki wiążą się z misją Telewizji Publicznej, realizowaną także przez jej fl agowy serial. Czy ta misyjność „Klanu” była dla pani ważna?
Tak, było to dla mnie ważne. Serial był tworzony jako misyjny i od początku zakładano, że będą w nim poruszane trudne tematy, które budzą społeczne emocje. Że będziemy chcieli edukować, przedstawiając dziedziny życia, o których Polacy mało wiedzą, które są wypierane ze świadomości, są tematami tabu. Brak wiedzy lub niepogłębiona wiedza prowadzą do niezrozumienia i odrzucenia. My edukowaliśmy, że, na przykład, HIV to nie jest coś, czym można się zakazić przez ukąszenie komara. Że dzieci z zespołem Downa są takimi samymi dziećmi jak każde inne. Że homoseksualiści to kochani i wspaniali ludzie, którzy różnią się tylko tym, że zakochują się wewnątrz swojej płci. Jeszcze jeden ważny temat – depresja, na którą cierpiała moja bohaterka Elżbieta, a wtedy o depresji w naszym kraju właściwie nic nie wiedziano. Dostawałam mnóstwo listów od osób dotknię tych tą chorobą , które dziękowały mi za to, że „Klan” poruszył ten temat i wiarygodnie go przedstawił. Jest cała sfera zagadnień, o których trzeba mówić, edukować, które wciąż pozostają tematami tabu. I żeby trafi ały do wszystkich, najlepiej poruszać je właśnie w popularnym serialu, w sposób przystępny i delikatny. Bez brutalności, bez polityki można zdziałać cuda. Może nie powinnam się wypowiadać na ten temat, bo dawno „Klanu” nie oglądałam, ale wydaje mi się, że „Klan” tę swoją misyjność stracił. Gram teraz w nowym serialu „Szpital św. Anny”, nagrodzonym Telekamerą już po pierwszym sezonie. Moja bohaterka jest alkoholiczką. Jest skonfl iktowana z córką, zdradzana przez męża. Jest bardzo samotna i szuka pocieszenia w alkoholu. Poczucie zdrady, konfl ikty z dziećmi, samotność i sięganie z tego powodu po alkohol są dzisiaj powszechnym problemem kobiet w każdym wieku. Szukają oparcia, ale kiedy go nie znajdują, łagodzą pustkę coraz bardziej popadając w chorobę alkoholową, którą z czasem coraz trudniej pokonać. A do tego, jako kobiety „pijaczki” spotykają się z pogardą i hejtem. Ten wątek w serialu „Szpital św. Anny” pokazuje i wyjaśnia w bardzo prawdziwy, nienachalny sposób, skąd się biorą takie przypadki. Bardzo się cieszę, że mogę znów
Cały wywiad do przeczytania w 118. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.







































































































































