48 aktorskich coming outów. Jedyne takie zestawienie w Polsce

Dokładnie 20 lat temu, w numerze 1. „Repliki” (sty/lut 2006), zamieściliśmy wywiad z Jackiem Poniedziałkiem, który kilka tygodni wcześniej zrobił coming out. Był to zaledwie trzeci aktorski coming out w Polsce. Dziś doliczyliśmy się takich coming outów (i ich bohaterów) aż 48. Prezentujemy ich wszystkich z przyjemnością i z dumą. Każdy coming out jest osobnym wyzwaniem rzuconym systemowi, zgodnie z którym aktorów LGBT+ obowiązują inne, restrykcyjne zasady funkcjonowania w zawodzie niż aktorów hetero. Aktorzy hetero mogą w mediach swobodnie mówić o swej seksualności, związkach, rodzinach, miłościach czy rozstaniach. Ba! Nawet powinni, bo to przyciąga uwagę odbiorców. Natomiast aktorzy LGBT+ mają w tych kwestiach milczeć, ewentualnie mogą udawać, że są hetero i zmyślać. Dzięki tym 48 coming outom otaczający nas mur dyskryminacji zaczyna pękać.

Zestawienie jest ułożone alfabetycznie i obejmuje żyjące osoby. Jakkolwiek dołożyliśmy wszelkich starań, by było ono możliwie najbardziej kompletne, zdajemy sobie sprawę, że najprawdopodobniej takie nie jest. Wszystkich aktorów/ki, którzy są wyoutowani (mówią o swojej nieheteronormatywności również publicznie), a nie zostali ujęci w zestawieniu – prosimy o kontakt, będziemy chcieli o Was napisać. Wszystkich niewyoutowanych, którzy być może zgodziliby się udzielić nam wywiadu z coming outem, tym bardziej prosimy o kontakt: redakcja@replika-online.pl. A jaką historię o polskiej branży aktorskiej opowiada nam to zestawienie? Szczegółową analizę zamieszczamy na stronach 16-17.

Joanna Balasz (1991) Aktorka Teatru Capitol w  Warszawie, role m.in. w  serialach „Odwróceni. Ojcowie i  córki” (2019), „Wojenne dziewczyny” (2017–2019). W wywiadzie w „R” nr 100 (lis/gru 2022) mówiła: „Publiczny coming out dał mi power, żeby powiedzieć o mojej partnerce: O, nie. To jest moja kobieta, a nie moja koleżanka! (…) Jest mi dużo lepiej i dużo osób zaskoczyło mnie pozytywną reakcją”.

Marek Barbasiewicz (1945) Aktor Teatru Narodowego w Warszawie, znany również z wielu ról fi lmowych (grywał gejów, np. w „Magnacie” i „Deborah”). Zrobił coming out jako pierwszy polski aktor – na łamach magazynu „Pani” w tekście Marii Nurowskiej w 1992 r.: „Jest homoseksualistą i to dla niego taki sam fakt, jak to, że świeci słońce czy pada deszcz. Od wielu lat związany jest z jednym partnerem. Uważa, że to związek udany i bardzo dla niego ważny”.

Kamil Błoch (1989) Ukończył wydział aktorski w Krakowie, obecnie występuje w serialu „Na sygnale”. Zapy[1]tany w  2024 r. z  okazji Tęczowego Piątku o wspomnienia z okresu edukacji, odpowie[1]dział: „Jako mężczyzna nieheteronormatywny ze szkolnych lat przede wszystkim pamiętam jednak swoją pierwszą relację i pierwsze zako[1]chanie się. To był piękny czas, piękna relacja i piękne doświadczenie”.

Bartłomiej Bobrowski (1976) Aktor Teatru Narodowego, ukończył warszaw[1]ską Akademię Teatralną. Jako drag queen Graża Grzech wystąpił w serialu „Królowa”, filmach: „Królowe” i  „Zaprawdę Hitler umarł” oraz w dwóch kalendarzach „Repliki” (nagim i „dra[1]gowym”). W wywiadzie dla „R” (nr 85, maj/ cze 2020) mówił: „Zacząłem się outować pod koniec Akademii, ale głównie wśród kolegów z roku. Nie był to jeden moment, w którym wszem i wobec ogłosiłem, że jestem gejem”.

Krzysztof Broda-Żurawski (1980) Aktor musicalowy, współpracuje z licznymi te[1]atrami (Syrena, Rampa) i grywa epizody w po[1]pularnych komediach („Teściowie 3”, „Uwierz w Mikołaja 2”, „Koniec świata czyli kogel mo[1]gel 4”). W spektaklu „Nogi Syreny” śpiewająco („Co mi panie dasz” Bajmu) wcielił się w geja z pikiety, gościł wówczas w audycji LGBT „Le[1]piej późno niż wcale” w radiu Tok FM

Greta Burzyńska (1993) Aktorka znana m.in. z serialu „Na Wspólnej”; również fotografka. W  wywiadzie w  „R” (nr 97, maj/cze 2022) powiedziała: „Mówiłam o  sobie otwarcie, odkąd uzmysłowiłam sobie homoseksualną orientację w wieku 24 lat. (…) Im więcej będzie się mówiło o coming outach, tym szybciej staną się one czymś zwyczajnym i nie będzie już trzeba mówić, że wyszłam z sza[1]fy, tylko będzie się mówiło, kogo się kocha”.

Bartłomiej Cabaj (1990) Ukończył wydział aktorski w Krakowie, w la[1]tach 2017–2023 aktor Teatru im. Żeromskie[1]go w Kielcach, gdzie zagrał kochanków głów[1]nych bohaterów w spektaklach „Ale z naszymi umarłymi” i  „Ludwig”. Obecnie występuje w  serialu „Dzielnica strachu”. W  wywiadzie dla portalu Milk powiedział: „Moja homo[1]seksualna relacja i orientacja są pełnoprawne i  pełnowartościowe, naturalne i  normalne. Tutaj nie ma nic kontrowersyjnego”.

Konrad Cichoń (1992) Aabsolwent wydziału aktorskiego w Krakowie, od 2016 r. w Teatrze Polskim w Poznaniu. Zapytany o najważniejsze queerowe role wymienia „Sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii”, Klarę w „Ślubach panieńskich” (wszystkie role grali mężczyźni) z  końcową nagą sceną miłosną z  Piotrem B. Dąbrowskim oraz „Kolorowe sny”. W  2017 r. brał udział w  czytaniu performatywnym sztuki o  AIDS „Normalne serce” Larry’ego Kramera w tłumaczeniu i reżyserii Mike’a Urbaniaka.

Maciej Cymorek (1993) Aktor Teatru im. Stefana Jaracza w  Olsztynie, od 2017 r. zagrał ponad dwadzieścia epizodów w filmach i seria[1]lach. Zrobił coming out w  osobistym monologu w spektaklu „Susan Sontag” Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana – recenzja w „Replice” nr 115 (maj/cze 2025).

Ryszard Czubak (1952) Znana tęczowa persona, od końca lat 70. grywał queerowe epizody w fi lmach („Lata 20, lata 30”, „Podróże pana Kleksa”, „Po[1]ra na czarownice”), w 1994 r. wziął udział w  programie „Na każdy temat” o  homo[1]seksualności. W wywiadzie w „Replice” (nr 79, maj/cze 2019) mówił o genezie swojego „przegiętego” wyglądu: „Od czasów mło[1]dzieńczych czuję się i w związku z tym także ubieram się w stylu over sex, poza płcią”.

Piotr B. Dąbrowski (1979) Aktor Teatru Polskiego w Poznaniu. Na por[1]talu Inny Poznań opowiadało coming oucie wśród najbliższych: „Najpierw powiedziałem siostrom, które przyjęły mój coming out pozytywnie. Potem powiedziałem bratu, co nie było łatwe – i dla niego, i dla mnie. Nie przyjął tego dobrze. Dzisiaj jest już zupeł[1]nie inaczej, bo ma nie tylko brata geja, ale i  transpłciowe dziecko, jest więc oddanym sojusznikiem społeczności LGBT+”.

Daniel Dobosz (1986) Aktor Teatru Studio w Warszawie, wcześniej wy[1]stępował w Lublinie. Jego „sceniczny coming out” to tytułowa rola w „Końcu z Eddym”. W wywia[1]dzie dla „Repliki” (nr 107, sty/lut 2024) opowia[1]dał o pierwszym związku z facetem: „Dzięki tej relacji sporo się o sobie dowiedziałem, na nowo mogłem się siebie nauczy. Zrozumiałem, że tak dalej nie mogę, że do tej pory nie żyłem swoim ży[1]ciem. Określiłem się. Na początku wydawało mi się, że jestem biseksualny, ale nie, jestem gejem”.

Maciej „Gąsiu” Gośniowski (1990) Tancerz i  drag performer (udział w  produkcji TVN „Czas na show. Drag me out” i niezliczo[1]ne występy w queerowych klubach całej Polski), który coraz częściej bywa aktorem. Wystąpił m.in. w spektaklu „Wyjeżdżamy” (2018, Nowy Teatr, Warszawa) Krzysztofa Warlikowskiego czy „You can fail! Porażka show” (2024, Teatr 21, Warsza[1]wa) Justyny Sobczyk. Wyoutowany od początku kariery. Trzykrotny bohater nagich kalendarzy „Repliki”. Wywiad w „R” nr 67, maj/cze 2017.

Maciej Grubich (1992) Aktor Teatru im. Osterwy w  Lublinie. „Od kiedy jestem aktorem, nie ukrywam w życiu zawodowym mojej homoseksualnej orientacji. Bo to ważne, by być sobą nie tylko we własnym domu, dla najbliższej rodziny, ale też i w pracy, niezależnie od tego, jaka ta praca miałaby być. To są dla mnie kwestie właściwie nienegocjo[1]walne” – powiedział nam Maciej. Cały wywiad pojawi się wkrótce na łamach „Repliki”.

Klaudia Janas (1997) Aktorka Teatru S. Żeromskiego w  Kielcach, znana m.in. z serialu „Na sygnale”. W wywiadzie w „R” (nr 111, wrz/paź 2024) mówiła: „W szko[1]le teatralnej miałam ze strony niektórych profe[1]sorów bardzo nieprzyjemne sytuacje odnośnie do mojego wyglądu, mojej ekspresji. Słyszałam komentarze, że chodzę jak chłop. Szukano u nas „kobiecych dziewczyn” i „męskich chłopaków”. (…) Wymuszano na mnie chodzenie w sukien[1]kach, ćwiczenie „kobiecego” chodu na korytarzu przy innych kolegach. To było upokarzające”.

Wiktor Korszla (1987) Wokalista, tancerz i  aktor – przede wszystkim musicalowy (m.in. „Metro” i  „Tarzan”, gdzie grał tytułową rolę). W okładkowym wywiadzie w „R” (nr 49, maj/cze 2014) mówił: „Prawdziwy męż[1]czyzna bez problemu założy szpilki i nie umrze ze strachu, co się stanie, jeśli mu się to spodoba”.

Edmund Krempiński (1998) Pierwszy i jak na razie jedyny transpłcio[1]wy aktor zatrudniony na etacie w polskim teatrze – Teatrze Nowym w  Łodzi, gdzie zagrał m.in. tytułową rolę w „Dobrze uro[1]dzonym młodzieńcu” (2023). Wystąpił także dwukrotnie w  nagich kalendarzach „Repliki”. Wywiad w  „R” nr 88, lis/gru 2020.

Kamil Krupicz (1989) Ma na koncie osiem głównych ról musicalo[1]wych. Zagrał m.in. w kultowej gejowskiej „Klat[1]ce wariatek” (2013, Teatr Komedia, Warszawa), w „Mamma Mia!” (2015, Teatr Muzyczny Ro[1]ma, W-wa) czy „Rent” (2024, Krakowski Teatr Variete). Również wokalista, komik i konferan[1]sjer. Z Błażejem Stenclem tworzy gejowskąpower couple branży aktorskiej. Obaj udzielili wywiadu „Replice” (nr 111, wrz/paź 2024)

Cały tekst do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

Maria Minakowska, genealożka, marszałkini Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego i transpłciowa kobieta

Z MARIĄ JADWIGĄ MINAKOWSKĄ, filozofką, genealożką, doktorą nauk humanistycznych, wydawczynią, twórczynią Wielkiej Genealogii Minakowskiej, współzałożycielką i pierwszą marszałkinią Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego, rozmawia Angela Getler

fot. Joanna Mezyk

Skąd u ciebie wzięło się zainteresowanie genealogią?

Zaraził mnie dziadek, to był początek lat 80. Kiedy byłam w podstawówce, opowiadał mi o swoim dziadku. Ściągnął z półki „Słownik biografi czny Teatru Polskiego” i  gdzieś pod literą „M” jest tam Karol Minakowski, jego dziadek. Był baletmistrzem w  Teatrze Wielkim za czasów Heleny Modrzejewskiej. W  międzyczasie trafi ł do Archangielska nad Morzem Białym, gdzie mieszkał w  jednym mieszkaniu z Bolesławem Limanowskim, który opisał go w pamiętnikach. Razem tam na zesłaniu podrywali laski.

Pogłębiło się, gdy tata przyniósł do domu „Polski Słownik Biograficzny”. Był kierownikiem biblioteki Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie i tam dostał zeszyt, w którym było nazwisko „Radzicki”, a moja babcia była z domu Radzicka. Znajdował się tam biogram: „Józef Radzicki, podkomorzy Zakroczymski, poseł na Sejm czteroletni, członek Rady Nieustającej…” i coś tam jeszcze. Babcia powiedziała, że to jej praprapradziadek.

Na zainteresowanie genealogią miał też wpływ fakt, że urodziłam się i wychowywałam w Olsztynie. To było takie miasto, do którego ludzi przywożono wagonami w 1945 r. – wszyscy byli sobie obcy i nie czuli więzi.

Dziadek pracował na uczelni w Warszawie, ale w 1953 r. dostał ofertę katedry biochemii na Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie. Było to dla niego tym atrakcyjniejsze, że rok wcześniej rozstrzelali mu brata w ramach procesów stalinowskich wobec wyższych oficerów.

Mój tata jeszcze postudiował w Warszawie, gdzie skończył bibliotekoznawstwo na UW, ale potem też dołączył. Było tu duże środowisko zainteresowane historią Prus Wschodnich. Mój tata też, bo napisał pracę magisterską o Warmii, Mazurach i Powiślu. Ale to był kraj egzotyczny, nie kraj naszych przodków.

Co ci dały te odkrycia?

Ta genealogia pozwoliła mi się wtedy odnaleźć. Jak zaczęłam w tym grzebać, to wpadłam w króliczą norę, aż doszłam do średniowiecza. Nagle się okazało, że ci, których portrety wiszą na ścianach szkolnej pracowni, mają takie ludzkie twarze i nie są obcy. Że jak się bardzo dobrze poszuka, to jesteśmy rodziną. Byłam umoczona w historię. Nie czułam się już tak wyobcowana.

Czy tylko to poczucie niedopasowania tak cię motywowało?

W roku 2024 dostałam naraz dwie diagnozy. Mając 52 lata, dostałam diagnozę transpłciowości i również diagnozę spektrum autyzmu. Mój autyzm przejawiał się tak, że jak zaczynałam jakiś przedmiot badawczy, to siedziałam w nim po kilka lat, aż go wygrzebałam do samego końca.

Też teraz rozumiem siebie – z wzorcami, że „najlepszym” zajęciem dla młodego chłopaka jest siedzieć w domu i czytać książki o historii sztuki, filozofi i i  tak dalej. Więc nawet moja nieuświadomiona wtedy transpłciowość mi nie przeszkadzała. W naszej rodzinie mężczyźni się zajmują nauką, dziadek z  tatą przerzucają się sentencjami łacińskimi. Wiadomo było, że to jest to normalne i tak wszyscy robią.

Potem się okazało, że jednak nie wszyscy. Koledzy mnie bili, bo byłam inna. Chciałam się bawić z dziewczynami, ale one ze mną nie. To siedziałam w domu i dalej czytałam książki.

To wszystko dało efekty. Poszłam na studia na fi lozofi ę na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie już siedem lat po maturze obroniłam doktorat na temat logiki formalnej przed czasami Arystotelesa. Żeby to zrobić, musiałam się nauczyć starogreckiego i przeczytać wszystko, co się zachowało w tym języku przed 350 r. p.n.e. „Normalni, zdrowi” ludzie na studiach w  tym czasie zajmowali się imprezowaniem. Autyzm poza tym, że mnie trochę wyłączał ze społecznego funkcjonowania, dał mi szansę zrobienia dużej ilości rzeczy, które z kolei dały mi rozpoznawalność i pozycję. Jak to się stało, że dopiero w wieku 52 lat przebadałaś się i na autyzm, i na transpłciowość?

Nic u siebie wcześniej nie podejrzewałaś?

Będąc właśnie taką osobą, która sobie nie bardzo radziła w relacjach, „zostałam spotkana” przez pewną panią asystentkę z Muzeum Narodowego w  Krakowie, która była ode mnie o połowę starsza. Miałam 21 lat, ona miała 30 lat i okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów, na przykład możemy dużo rozmawiać o starożytnych Grekach.

Zakochałam się i wzięłyśmy ślub. To był związek, który z czasem się okazał bardzo toksyczny, ale i taki, w którym od ślubu do orzeczenia rozwodu cywilnego przetrwałam prawie 30 lat. Żyłam zdysocjowana od mojego ciała – jak „czysta inteligencja”, cyborg, który jest przypięty do komputera.

Moje potrzeby emocjonalne czy potrzeby ciała były przeze mnie bardzo ignorowane i w ogóle się nimi nie przejmowałam. Tak naprawdę żyłam myślą, żeby jakoś tam dożyć do śmierci, a po śmierci to już będzie fajnie. Zasłużę sobie na zmartwychwstanie, dostanę nowe ciało i  wtedy będzie dobrze, byle tylko jakoś zapracować na to.

Skąd taki pogląd?

Naczytałam się trochę złych książek w okresie młodzieńczym jak „Tristan i Izolda”. Stąd wiedziałam, że jak się złoży ślub, to potem człowiek ma obowiązek go za wszelką cenę dotrzymać do końca. Złożę się na ołtarzu wierności małżeńskiej, będę sobie tak jakoś żyła i zasłużę na zbawienie. Tylko jeszcze kilkadziesiąt lat trzeba wytrzymać i ciężko pracować.

Ale w międzyczasie urodziło nam się dziecko – córka, która nie odnalazła się w tej rodzinie do tego stopnia, że mając dwanaście lat chciała popełnić samobójstwo, bo „tak się dłużej żyć nie da”.

Co zrobiłaś?

Mimo protestu żony, zaprowadziłam córkę do psychiatry dziecięcego. Dostała antydepresanty i skierowanie na psychoterapię. Żona zerwała terapię z  pierwszą terapeutką, znalazłam drugą. Ta po jakimś czasie dała mi książkę „Wsparcie dla dorosłych córek narcystycznych matek”. Powiedziała: „Panie Marku, to jest o pana rodzinie”.

I co na to żona?

Sytuacja w domu była już pełna awantur. Żona stała się zazdrosna o moją relację z córką. Ujawnił się bardzo złożony konflikt.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

Mateusz Wąsik o tym, jak wypada polski projekt ustawy „o statusie osoby najbliższej…” na tle ośmiu krajów, w których są związki partnerskie, a nie ma równości małżeńskiej

Osoba najbliższa kontra związki partnerskie – jaką drogą idzie Polska? Jak wypada polski projekt ustawy „o statusie osoby najbliższej…” na tle ośmiu krajów, w których funkcjonują związki partnerskie, a nie ma równości małżeńskiej?

fot. arch. pryw.

Polska debata o  prawach osób żyjących w  związkach nieformalnych trwa od lat. Od pierwszego projektu, który miał wprowadzić instytucję związku partnerskiego mijają właśnie 22 lata. Był to projekt złożony przez grupę senatorów z prof. Marią Szyszkowską (SLD) na czele w 2003 r., w  Senacie V kadencji (druk 548). Na przestrzeni tych lat do Sejmu wpływało wiele projektów, które koncentrowały się na wprowadzeniu zinstytucjonalizowanej formy pożycia między osobami tej samej płci w formie związku partnerskiego. Polska nie była w tym sposobie poszukiwania adekwatnej formy ochrony praw osób tej samej płci oryginalna, gdyż taką ścieżką, tj. jednoczesnym funkcjonowaniem małżeństwa i związku partnerskiego, podążało początkowo wiele państw. Podczas gdy w Polsce nadal trwały debaty czy związki partnerskie są potrzebne, czy też jest to temat zastępczy, większość państw europejskich wprowadziło równość małżeńską. Wśród 49 państw świata, które zapewniają jakąkolwiek systemową ochronę dla związków jednopłciowych aż 37 (ponad 75%) uznaje pełne małżeństwo. Pozostałe zapewniają możliwość zawarcia związku partnerskiego (dane za ILGA-World; w  niektórych państwach funkcjonują i  związki partnerskie, i  równość małżeńska, w  innych równość małżeńska zastąpiła związki partnerskie, a w pozostałych funkcjonują jedynie związki partnerskie).

Polska – podejście numer…

Pod koniec 2025 r. otrzymaliśmy kolejny projekt, z którego tym razem wygumkowano nazwę „związku partnerskiego” i  zastąpiono pojęciem „osoby najbliższej”. To projekt, który ma być odpowiedzią na potrzeby tych, którzy nie chcą (pary różnopłciowe) lub nie mogą (pary jednopłciowe) zawrzeć małżeństwa, ale pragną zabezpieczyć podstawowe prawa. Czy jednak to rozwiązanie jest wystarczające? Czy Polska sili się na oryginalność w  dobie dominującej równości małżeńskiej? A może to polityczny pragmatyzm wynikający z  tego, że przy obecnym układzie politycznym to minimum oferowane przez rządzących to maksimum, które można otrzymać?

Co naprawdę załatwia „osoba najbliższa”?

Najnowszy projekt, który ma na celu regulację pożycia osób tej samej i odmiennej płci, to Ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu wraz z  ustawą Przepisy wprowadzające ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu (obie dostępne na stronach Sejmu). Projekt ten jest wynikiem trudnego kompromisu politycznego (głównie między Lewicą a PSL) i został ofi – cjalnie przyjęty przez rząd 30 grudnia 2025 r. Projekt różni się od klasycznych „związków partnerskich” tym, że nie tworzy nowego stanu cywilnego, lecz opiera się na umowie cywilnoprawnej. Projektodawcy zakładają, że umowa o  wspólnym pożyciu zawierana byłaby u  notariusza przez dwie pełnoletnie osoby, bez względu na płeć. Notariusz byłby zobowiązany przesłać informację o umowie do specjalnego rejestru Urzędu Stanu Cywilnego, dzięki czemu państwo „zobaczyłoby” związek, a  partnerzy otrzymaliby status „osób najbliższych”. Ofi cjalnie jednak w  dokumentach stanu cywilnego osoby te figurowałyby jako osoby stanu wolnego.

Umowa o  wspólnym pożyciu dawałaby osobom najbliższym możliwość złożenia wspólnego zeznania podatkowego po pełnym roku podatkowym i przy wyborze wspólności majątkowej. Osoby najbliższe zyskałyby także zwolnienie z podatku od spadków i darowizn, gdyż ustawa wprowadzająca umowę o wspólnym pożyciu nowelizuje także „grupę zerową” w podatku od spadków i darowizn. Obecna „grupa zerowa” dotyczy najbliższej rodziny (małżonek, zstępni, wstępni itd.); projekt rozszerza ochronę na partnerów z  umową o  wspólnym pożyciu. To istotna zmiana, gdyż w  przypadku śmierci jednego z  partnerów, drugi może odziedziczyć majątek bez konieczności płacenia ponad 20% podatku. Domyślnym ustrojem majątkowym miałaby być rozdzielność z możliwością zapisania w umowie o wspólnym pożyciu wspólności majątkowej.

Projekt zakłada, że osoby, które podpiszą umowę o  wspólnym pożyciu, będą miały dostęp do informacji o stanie zdrowia partnera i  wgląd w  dokumentację medyczną w  szpitalach, co pozwoliłoby zrezygnować z  funkcjonujących w  obiegu tzw. pełnomocnictw medycznych. Otwartym pozostaje pytanie, jak lekarz miałby posiąść wiedzę o tym, że partnerzy są osobami najbliższymi. Status osoby najbliższej pozwoli na zgłoszenie partnera do ubezpieczenia zdrowotnego jako członka rodziny. Projekt wprowadza prawo do zasiłku opiekuńczego z  tytułu opieki nad chorym partnerem, a  osobie pozostającej w  zarejestrowanej umowie o  wspólnym pożyciu nada prawo do renty rodzinnej po zmarłym partnerze. W  ramach pakietu przepisów wprowadzających, status osoby najbliższej ma pozwalać na wskazanie partnera jako osoby uprawnionej do otrzymania środków zgromadzonych na subkoncie w  ZUS lub w  OFE w  przypadku śmierci ubezpieczonego. Dziedziczenie? Tylko w drodze testamentu.

Cały tekst do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

 

Hubert Sobecki (Miłość Nie Wyklucza) o „magicznej kombinacji” premiera i prezydenta oraz o innych politycznych kwestiach dotyczących LGBT+

Co dalej po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z listopada 2025 r.? Czy rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu ma szansę na podpis prezydenta? Jakie są efekty działań Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza związanych z realizacją 10-letniej strategii wprowadzenia równości małżeńskiej w Polsce? Na te i inne pytania odpowiada HUBERT SOBECKI – członek zarządu MNW. Rozmowa Tomasza Piotrowskiego

fot. Paweł Szamburski

Jako MNW w 2015 r. ogłosiliście „Strategię wprowadzenia równości małżeńskiej 2015–2025”. Rok 2025 właśnie minął. Nie mamy równości małżeńskiej ani nawet związków partnerskich. Co poszło nie tak?

Kiedy MNW zaczynało działać w 2010 r., to była grupa ludzi spotykających się w kawiarni, bez pieniędzy, bez zaplecza, z  minimalnym know-how. Mówiąc wprost: zebrała się banda marzycieli i  stwierdziła: „Zajebiście, za trzy lata zmienimy Polskę”. I coś nam wtedy wyszło. W trzy lata udało się zrobić ogólnopolską kampanię społeczną (i to za pieniądze od darczyńców!), nasz profi l na Facebooku od razu zyskał bardzo dobre zasięgi i  w  końcu: przygotowaliśmy kompromisowe projekty ustawy o związkach partnerskich, które trafi ły do Sejmu w 2012 r. Rządziła wtedy koalicja Platforma Obywatelska–PSL, a  ostatecznie… projekty zostały odrzucone głosami PiS, PSL i  101 osób z samej Platformy Obywatelskiej. Zresztą 46 posłów i  posłanek PO (tzw. frakcja Jarosława Gowina – przyp. red.). głosowało przeciw mocno okrojonemu projektowi ich własnego klubu z tego samego roku. Wystarczyło. Wszystkie ustawy przepadły. Po tym brutalnym zderzeniu z  polityką stanęliśmy przed wyborem: „No dobra, to co teraz robimy?”. Część ludzi miała tego dość, a  pozostali stwierdzili, że działamy dalej, tylko trochę inaczej – przestajemy z  góry zgadzać się na ustępstwa. Te ustawy były dla nas kompromisem i miały realizować tak zwaną taktykę małych kroków? Tymczasem debata w  Sejmie to był jakiś żałosny cyrk o  tym, że to są homomałżeństwa i że nie można dopuścić do adopcji dzieci – cyrk dotyczył tego, czego w ustawie właśnie nie było. To po co walczyć o mniej praw, skoro i tak politycy odbierają to jako maksimum? Poprosisz o połowę – nie dostaniesz nic, poprosisz o  całość – dostaniesz ćwierć. Walczmy więc od razu o wszystko! Wiedzieliśmy, że to zajmie dużo czasu, że potrzebujemy strategii, a do tego: ustawy o równości małżeńskiej. Założyłyśmy też, że nie możemy skupiać się na samym Sejmie, że trzeba tłuc ogólnopolskie kampanie społeczne, żeby ludzie też chcieli równości.

Wracam więc do pytania: co poszło nie tak?

Przede wszystkim zawiodła klasa polityczna. Być może w Sejmie mamy już nieco więcej osób sojuszniczych niż dziesięć lat temu, ale jakość debaty, podejście do tematu ze strony czołowych polityków – tu nic się nie zmieniło. Obecny projekt rządowy to w gruncie rzeczy odgrzewany pomysł sprzed lat – wariacja na temat projektu Platformy Obywatelskiej z lat 2012–2013. To polityczna porażka rządu. Od kogo tak naprawdę zależy to, czy w Polsce będzie równość małżeńska? Od premiera i  prezydenta. Premier może nawet jutro powiedzieć na spotkaniu rządu: „Trzeba przegłosować ustawę o  równości małżeńskiej. Mamy gotowy projekt od organizacji społecznej, możemy już pracować nad wszystkimi analizami. W zamian za poparcie mam X stanowisk dla waszych polityków”. Nie oszukujmy się – nie ma znaczenia, w  co politycy wierzą – liczy się wyłącznie interes polityczny: słupki poparcia, wpływy, stołki, pieniądze, władza. Potem oczywiście byłby jeszcze prezydent, który musiałby to podpisać. Więc dopóki nie ma tej magicznej kombinacji: premier i prezydent, dopóty nie będzie żadnej ustawy.

Nie zapowiada się, by szybko miało to nastąpić.

To prawda. Ostatnim momentem, kiedy to naprawdę było realne, były lata 2012– 2013, czyli rządy PO–PSL i  prezydentura Bronisława Komorowskiego. Dla tamtych polityków prawa osób LGBT+ były czymś egzotycznym, ale jednocześnie aspirowaliśmy do standardów Unii Europejskiej. Mieliśmy poczucie, że skoro na Zachodzie coś funkcjonuje, to u nas też w końcu trzeba będzie to zrobić. W 2015 r., kiedy wybory wygrało PiS, zaczęła się zupełnie inna epoka. Nasze prawa, nawet samo nasze istnienie, stały się narzędziem do polaryzowania elektoratu.

Jakie cele waszej strategii udało się zrealizować?

Przede wszystkim ogromnie wzrosło poparcie społeczne dla równości małżeńskiej. Kiedy zaczynaliśmy, wynosiło około 29%. Zakładaliśmy, że chcemy dojść do ponad 50% i to właściwie się udało, mimo ośmiu lat brutalnej nagonki ze strony PiS. W pierwszy sondaż z wynikiem 50% można wątpić, ale dziś potwierdzają to trzy badania z  różnych źródeł. Drugą kluczową zmianą jest to, że równość małżeńska przestała być tabu w  mediach. Dziennikarze pytają dziś polityków o małżeństwa jednopłciowe, a tęczowe rodziny są obecne w mainstreamie. To efekt wieloletniej pracy – wcześniej trzeba było przekonywać redakcje, przysłowiowe telewizje śniadaniowe, że to w ogóle jest temat. Zmiana zaszła też wreszcie wewnątrz samego uchu LGBT+. Dziś postulat równości małżeńskiej wydaje się oczywisty, ale kiedy z nim wyszliśmy, byli aktywiści, którzy uważali, że szkodzimy sprawie. Przełomem był kongres w 2019 r., gdy 27 organizacji podpisało wspólną deklarację. Udało się również przygotować projekt ustawy o równości małżeńskiej – celowo prosty, znacznie prostszy niż projekty związków partnerskich – i pokazać, że to nie jest legislacyjna rewolucja. I wreszcie: od początku wiedzieliśmy, że sama polityka nie wystarczy. Dlatego postawiliśmy na litygację strategiczną (wykorzystywanie postępowań sądowych do osiągania celów społecznych i politycznych – przyp. red.). Akcja „do Strasburga”, która zaczęła się w 2015 r., po dziewięciu latach zakończyła się pierwszym wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciwko Polsce (Przybyszewska i  inni v. Polska – skarga 11454/17 – przyp. red.), który jasno wskazał, że państwo musi zapewnić osobom LGBT+ ochronę prawną w  postaci przynajmniej związków partnerskich. Dziś pracując nad nową strategią na lata 2025–2035, opieramy się na wyroku TSUE jako realnym narzędziu nacisku.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

 

Małgorzata Potocka „w łóżku z lesbijką” – wywiad z aktorką i reżyserką

Z Małgorzatą Potocką, aktorką, reżyserką, producentką filmową, rozmawia Rafał Dajbor

fot. Magdalena Franczuk

Jest pani aktorką, producentką, performerką, reżyserką filmów dokumentalnych o sztuce, kierowała też pani radomskim Teatrem im. Kochanowskiego i łódzkim oddziałem TVP. Z którą sferą swojej działalności identyfi kuje się pani najbardziej?

Na szczęście nie musiałam tych wszystkich aktywności uprawiać jednocześnie, więc mnie ta rozmaitość zajęć nie uwierała. Czuję się po prostu artystką spełniającą się w różnych rodzajach twórczości. Lubię też robić zdjęcia, lubię mieć wystawy, lubię reżyserować, a przede wszystkim bardzo lubię mieć wpływ na wszystko, co się wokół mnie dzieje. Dlatego dyrektorowanie teatrowi było dla mnie z jednej strony kompletnie nieciekawe, a z drugiej fascynujące. Byłam odpowiedzialna za fi nanse, administrację, ale też za stan psychiczny pracowników i ich bolączki, a teatr to nie jest hala produkcyjna, tylko miejsce pełne ludzi przepełnionych swoimi emocjami, bo tacy są artyści. Z drugiej strony jako dyrektorka miałam tę sprawczość – mogłam wymyślić przedstawienie, dobrać znakomitego reżysera, scenografa, kompozytora. Była to dla mnie świetna przygoda.

Bywała pani także stylistką i w tej roli współtworzyła wizerunek swojego partnera, wybitnego muzyka Grzegorza Ciechowskiego. Pamięta pani, jak odbierali go geje? Podobał się im?

To bardzo ciekawe pytanie, ale niestety chyba nie potrafi ę na nie odpowiedzieć. Grzegorz miał raczej dość szorstki image, nie miał w sobie tej miękkości, która mogłaby podobać się gejom. Nie pamiętam, żeby któryś mówił mi coś na temat Grzegorza i jego wizerunku, ale nie wykluczam, że mógł on zwracać uwagę także gejów.

A czy przypomina sobie pani swoje własne pierwsze zetknięcie się z homoseksualnością?

Już jako mała dziewczynka mieszkająca w Łodzi zetknęłam się z pierwszym gejem, fryzjerem, wielkim przyjacielem naszej rodziny, u którego wszyscy się czesaliśmy. Mój tata był scenografem, twórcą rekwizytów i kostiumów. Cały ołtarz Wita Stwosza w „Historii żółtej ciżemki” to jego dzieło. Do naszego domu przychodzili tancerze, muzycy, wśród których byli tacy, o  których mawiało się wtedy, że „wolą mężczyzn” (słowa „gej” jeszcze nie było). Jeden z moich przyszywanych wujków, malarz, miał żonę i dzieci, ale gdy dzieci dorosły – odszedł do mężczyzny. To było coś, o  czym mówiła wtedy cała artystyczna Łódź. Nigdy nie było to dla mnie żadnym problemem, ponieważ od najwcześniejszych lat stykałam się nie tylko z  ludźmi różnych orientacji seksualnych, ale też różnych narodowości, wyznań, kolorów skóry. Nigdy nie musiałam być „tolerancyjna”, bo dla mnie różnorodność była czymś, co jest normalne, zwykłe, niewymagające żadnego „tolerowania”.

Domyślam się, że pani córki także w ten sposób podchodzą do świata?

To teraz opowiem, co kiedyś zrobiła nasza z Grzegorzem córka Weronika. Na lekcji religii usłyszała od zakonnicy katechetki, że homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć. Wstała i powiedziała: „Takich głupot to ja nigdy nie słyszałam, a siostrze nie wolno takich bzdur opowiadać”, po czym wyszła, trzaskając drzwiami. Oczywiście zrobiła się chryja, zostałam wezwana do szkoły, ale powiedziałam, że córka miała rację, a katechetka jest po prostu niedouczona i skoro jest kołtunką, to powinna stracić pracę, zaś jeśli dyrektor szkoły ma co do tego jakieś wątpliwości, to niech porozmawia z lekarzem. Pamiętam święta, na których jedynymi heteroseksualnymi osobami byłyśmy Weronika i  ja, a poza tym – dwie pary lesbijskie i dwie pary gejowskie. Wśród nich był także mój przyszywany siostrzeniec, na którego ślubie zresztą byłam.

Wróćmy jeszcze do pani taty Ryszarda Potockiego, który jako scenograf współtworzył wybitne filmy: „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza czy „Jak daleko stąd, jak blisko” Tadeusza Konwickiego. W 1972 r. współpracowaliście przy „Szklanej kuli” Stanisława Różewicza. Jak państwu pracowało się razem?

Genialnie! Nie myśleliśmy, że to nasze jedyne zawodowe spotkanie. Traktowaliśmy „Szklaną kulę” jako początek wspólnej filmowej przygody, ale niestety wkrótce tata zmarł. W przeciwieństwie do wielu rodziców, których przeraża myśl, że ich dziecko mogłoby być artystą – tata w pełni akceptował to, kim chcę być. To bardzo ważne, żeby mieć takiego wspierającego rodzica.

Czy pani dziecięcy występ w filmie Marii Kaniewskiej „Awantura o Basię” był momentem, w którym pojawiła się myśl o zostaniu aktorką?

Brałam udział w zdjęciach próbnych do roli tytułowej, które zawaliłam z powodu swojego paskudnego charakteru, bo od razu oznajmiłam, że nie założę żadnej z sukienek, które mi proponują, gdyż wszystkie były okropne. Dostałam więc tylko malutką rólkę. Ale to nie był przełom, raczej wprawka, bo od kiedy pamiętam, wiedziałam, że będę artystką. Śpiewałam przed lustrem, wcielając się w  Ellę Fitzgerald albo Violettę Villas…

…czyli gejowską diwę!

…która do końca życia nie miała świadomości, że jest gejowską diwą. Bycie artystką było dla mnie czymś tak oczywistym, że dzisiaj wręcz się dziwię, że żadna z moich córek nie poszła w tym kierunku, chociaż Weronika świetnie śpiewa, a Matylda tak urządza wnętrza, że byłaby, według mnie, rewelacyjną architektką wnętrz.

Z dzienników Andrzeja Wajdy wynika, że w roli Małej we „Wszystko na sprzedaż”, która stała się pani „dorosłym” filmowym debiutem, planował pierwotnie obsadzić Małgorzatę Braunek. Czy miała pani więcej takich sytuacji, gdy trzeba było wyjątkowo starać się o rolę?

W połowie lat 70. zaproszono mnie na zdjęcia próbne do Macedonii do jugosłowiańskiego filmu „Jad”. Reżyser szukał aktorki wśród wielkich diw z całej Jugosławii i Włoch, ale miał jakieś kontakty z Polską, co sprawiło, że i mnie mu polecono. Gdy znalazłam się na miejscu, odwrócił się do aktora i kierownika produkcji w jednej osobie i powiedział, że kompletnie mu się nie podobam. Tamten stwierdził jednak, że skoro aktorka przyleciała z Warszawy, to trzeba spróbować. To była główna rola dziewczyny podejrzewanej o  bycie czarownicą. Jeździłam konno (byłam niedługo po „Hubalu”, więc zrobiłam taką rundę wokół ekipy, że wszyscy byli w szoku), miałam przywiązywany kamień do szyi i  byłam topiona w  rzece. Nie znałam języka, więc wszystko odbywało się na ruchu, krzyku i emocjach, a w scenie topienia zaczęłam się głośno modlić po polsku. Po tych zdjęciach próbnych ów aktor i szef produkcji powiedział, że albo ja gram, albo on wycofuje się z przedsięwzięcia. Oczywiście reżyser musiał przyznać mu rację.

W tym samym czasie zagrała pani w „Niespotykanie spokojnym człowieku”, mniej znanym filmie Stanisława Barei. Jak pani wspomina reżysera uznawanego za klasyka polskiej komedii?

Bardzo żałuję, że zagrałam tylko w  jednym jego filmie. Bareja był nieprzeciętnie inteligentny, tak grał z  cenzurą, że właściwie nie pozwolił się cenzurować, na dobrą sprawę wręcz wykpił cenzorów. Przekazywał w  swoich filmach wszystkie te myśli, które chciał przekazać. Gdyby dziś ktoś młody chciał dowiedzieć się prawdy o tamtej Polsce, to nie dowie się jej z filmów Wajdy, tylko właśnie od Barei.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

„Niegrzeczny chłopiec” – z Damianem Glinką, dziennikarzem showbiznesowym Pomponika, plotkuje Tomasz Piotrowski

fot. YouTube @PomponikTV

Dwóch gejów idzie na randkę do restauracji. Kto powinien zapłacić?

(śmiech) Chyba oglądałeś moją rozmowę z Dodą sprzed czterech lat.

Dokładnie. W jednym z wywiadów pytasz Dodę, kto powinien płacić na pierwszej randce, a potem dopytujesz, jak to u gejów powinno wyglądać. Na co Doda po krótkim zastanowieniu: „To ty mi powiedz!”. Nie udzieliłeś odpowiedzi, więc dopytuję.

Mogę powiedzieć, jak to jest u  mnie. Jeżeli ktoś mi się podoba, to zapłacę, a jeżeli nie… (śmiech) Nie no, żartuję, zazwyczaj ja płacę. Zgodnie z zasadami – ten, kto zaprasza, ten płaci, a że zazwyczaj ja wychodzę z tą propozycją, to koszt spada na mnie. A ty jak uważasz?

Zapraszając na spotkanie, jestem gotowy zapłacić, ale zazwyczaj druga osoba się buntuje wobec takiego scenariusza i każdy płaci za siebie. Można cię spotkać na aplikacjach randkowych?

Na Tinderze, ale ostatnio zablokowali mi konto.

Wysyłasz ludziom niecenzuralne zdjęcia i Tinder cię blokuje?

(śmiech) Nie! Po prostu ktoś zgłosił mój profi l, nie zweryfikowałem się w wyznaczonym przez Tindera czasie i usunęli mi profil. Przez ten incydent straciłem cały swój magazyn potencjalnych związków. Mam teraz nowego Tindera, ale… niestety nie cieszę się dużym powodzeniem.

Ludzie cię tam nie rozpoznają?

Rozpoznają i  to jest problem. Dużo osób ma już jakieś zdanie na mój temat. Jedni mnie nie lubią, inni wiedzą, czym się zajmuję i uważają, że to byłoby przytłaczające. Jest wiele powodów, dlaczego nie mam powodzenia. A finał jest taki: wydaje mi się, że jeśli kogoś poznam, to raczej w życiu, nie w aplikacji.

Może masz słaby opis?

Zajebisty mam opis! „Ten, który drugi dołączy do pary, ten się odzywa”. I jak go dodałem pięć lat temu, to mnóstwo osób pisało, że „wow, ale pomysłowe”. Teraz sporo osób też ma takie opisy, ale ja taki miałem, kiedy to jeszcze nie było modne. Moim zdaniem to ja ten opis wymyśliłem i ludzie ode mnie go ściągnęli! Generalnie od kiedy zacząłem pracować w Pomponiku, to zainteresowanie mną zaczęło falować. Jak mam dobry feedback, ludziom podoba się to, co robię, to widzę więcej par, jak zły – mniej. Na przykład ostatnio po reality show „Good Luck Guys” (Prime Video), w  którym brałem udział, zainteresowanie spadło.

Ludziom nie spodobał się twój udział w tym programie?

Byłem jedną z  najmniej lubianych osób. Chodziło w nim o rywalizację, o grę. I  pod tym względem uważam, że zaprezentowałem się okej, ale ludzie przez to odebrali mnie jako kogoś, kto idzie „po trupach do celu”. Jednak na całe szczęście była też grupa osób, która mi kibicowała. Mniejsza, ale była.

Jednak ludzie uwielbiają oglądać twoje wywiady z gwiazdami, bo chyba nikt inny nie ma odwagi zadać niektórych pytań.

Na początku robiłem zupełnie „normalne” wywiady i mało kto je oglądał, bo nikogo to nie interesowało. W  pewnym momencie skumałem, że najlepszą opcją jest zadawać pytania, które wzbudzają emocje. Niektórzy myślą, że nie zdawałem sobie sprawy, że to przekracza granice. Doskonale o tym wiedziałem. To była część mojego planu, aby „wybić się”. To była ciężka droga, bo regularnie byłem krytykowany, jednak w Pomponiku jest dużo fajnych osób, które mnie wspierały i razem przetrwaliśmy ten ciężki czas. Teraz jest trochę inaczej, bo „wybicie się” mam za sobą i trochę spuściłem z tonu. Nie idę w stronę kontrowersji.

O swojej orientacji mówisz raczej mimochodem: w jednym z wywiadów mówiłeś „my” w kontekście: „my, osoby LGBT”, w innym mówisz, że miałeś chłopaka. Jesteś gejem? Czy może identyfikujesz się jako biseksualny facet?

Przez pewien czas myślałem, że jestem biseksualny. Jednak teraz wiem, że jestem gejem.

To można powiedzieć, że ten wywiad będzie twoim coming outem?

Kurde… no można! To właściwie nigdy nie była też jakaś wielka tajemnica. Mimo że nie zrobiłem coming outu, to mówię o tym dość swobodnie. Chociażby o tym, że biorę ślub z chłopakiem, bo miałem już takie plany! Gdy wynika to z rozmowy, że ktoś pyta, co robiłem w weekend, to mówię, że na przykład byłem gdzieś na randce z chłopakiem.

To też są przecież coming outy.

No to tak, takich to robię pełno, bo to dla mnie nie jest jakiś wielki temat. Nigdy po prostu nie wydawałem jakiegoś oświadczenia, nie pisałem długiego postu na Instagramie, w  którym ogłaszałem wszem i wobec, że jestem gejem. Bo po prostu to dla mnie naturalne.

A przed rodzicami nie miałeś coming outu?

Nigdy nie usiedliśmy przy stole i  nie powiedziałem im: „Mamo, tato, jestem gejem”. Zresztą do tej pory nie rozmawialiśmy o tym wprost. To nie jest tak, że oni nie wiedzą – doskonale wiedzą. Mama kiedyś zapytała: „To jest twój chłopak?”, powiedziałem: „tak”. Ona: „okej”. I tyle. Mega mi pomogło, że u mnie w rodzinie była już lesbijka. Ona chyba „przetarła ścieżki” – w naszym domu pojawiały się rozmowy na ten temat. I to nie były rozmowy: „Matko Boska, lesbijka, co teraz będzie?!”, tylko po prostu: że ona ma dziewczynę, że będzie z nią na rodzinnym spotkaniu. To mi dodało pewności siebie. Rodzice poznawali moich chłopaków. Wiem, że jestem szczęściarzem, że u mnie był taki luz z orientacją. Jedynie w technikum było inaczej.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

LES*Środy w QueerMuzeum. Wywiad z Adrianą Kapałą, jedną z organizatorek

Rozmowa Angeli Getler.

fot.: LES*Środy

Kiedy w Polsce zaczęły się lesbijki*?

Zawsze były, a pierwsze opowieści sięgają czasów średniowiecznych. To skrawki historii nie tylko lesbijek*, ale szerzej queerowych osób. Do XVIII–XIX wieku to są pojedyncze historie, wyłowione często z ksiąg sądowych lub kronikarskich zapisów. Mamy na wystawie w  QueerMuzeum opowieść o  kobiecie, która poślubiła swoją partnerkę, dlatego że miała dokumenty na męskie nazwisko. Później skazano ją za posługiwanie się nieprawdziwymi dokumentami, ale co interesujące, już nie za relację, choć te kobiety rzeczywiście żyły ze sobą w związku.

A czym są LES*ŚRODY w QueerMuzeum?

Są próbą z jednej strony dotknięcia polskiej herstorii, zestawienia jej z teraźniejszością les*kobiet. Zamysł był taki, żeby tę kulturę pokazać i ożywić. Chciałyśmy sięgnąć po to, co minione i opowiedzieć o tym, ale też spotkać się – tu i teraz – z doświadczeniem kobiecym i z osobami, dla których to ważne.

My, czyli kto?

Jesteśmy w zespole cztery. Ja i Magdalena Staroszczyk, obie reprezentujemy QueerMuzeum, oraz Monika Rak i Agnieszka Małgowska, które na co dzień działają w Stowarzyszeniu Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*, pilotującym projekt Lesbijskie* Archiwum Wirtualne.

LES*ŚRODY odbywają się co dwa tygodnie w QueerMuzeum, z małymi wyjątkami. Wszystko zaczęło się w lutym zeszłego roku. Pierwszy sezon trwał do wakacji. Drugi zaczął się po wakacjach i trwał do grudnia. W styczniu 2026 r. rozpoczął się trzeci sezon.

Na czym polegają wasze wydarzenia?

Oba sezony zaczęły się performatywnymi spacerami po lesbijskiej* osi czasu. Występowało sześć-siedem performerek. Wcielałyśmy się w  różne postacie, które można oglądać w QueerMuzeum. Osoby uczestniczące mogły poznać herstorię np. lekarki Zofi i Sadowskiej, pisarki Narcyzy Żmichowskiej, ikonicznej pary Konopnicka–Dulębianka.

Ciekawie jest opowiadać inaczej i  na nowo o osobach, o których można poczytać chociażby w Wikipedii. Tylko że tam często nie znajdziemy za wiele na temat ich relacji uczuciowych i  życia prywatnego. Dla przykładu: reżyserka Wanda Jakubowska ze swoją partnerką Gerdą Schneider razem pracowały nad filmem „Ostatni etap”. To klasyk kinematografi i. Ale związek twórczyń był przemilczany.

Fascynującą postacią jest dla mnie Maria Rodziewiczówna. Z jednej strony ziemianka, pisarka, która w dwudziestoleciu międzywojennym działała w  ruchu narodowym. Była przez ten ruch zresztą bardzo hołubiona. Przyjeżdżały do niej wycieczki, żeby pokłonić się wielkiej patriotce. Z  drugiej strony cały czas żyła z kobietami i to nawet w poliamorycznej relacji. To są tematy, jakie staramy się wyciągać, by pokazywać nieoczywistość tych biografii.

Co jeszcze się dzieje?

Proponujemy różne formaty naszych spotkań, by każda ktosia mogła coś dla siebie znaleźć. Prócz oprowadzań mamy pogadanki. Mogą dotyczyć obiektu wyciągniętego ze zbiorów QueerMuzeum albo lesbijskiego* motywu w kulturze. Zapraszamy gościnie – artystki czy osoby związane z jakąś dziedziną les*sztuki. Była u nas artystka wizualna Karolina Sobel, która podjęła próbę stworzenia lesbijskiego* archiwum fotografi cznego lat 90.

W  październiku odkryłyśmy nową formułę – les*storyczne słuchanki. To były biografi czne wywiady z  projektu Lambdy Warszawa „Historia mówiona społeczności LGBT+”. Słuchałyśmy wspólnie fragmentów rozmów przeprowadzonych z dwiema bohaterkami, a potem o nich dyskutowałyśmy.

Zaproponowałyśmy też les*czytanki. To jest trochę bardziej wymagająca forma, bo prosimy uczestniczki, by podzieliły się tym, co czytają. Zależało nam, by to była polska literatura. Lista polskich tekstów lesbijskich* jest naprawdę różnorodna. Nawet jeśli nieporównywalna z seriami zagranicznymi, zwłaszcza young adult.

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

„Macajcie jajka” – Witold i Mateusz Machowiczowie dzielą się onkologiczną historią

Witold i Mateusz Machowiczowie byli bohaterami wywiadu „Repliki” dwa numery temu (Witold niedawno zmienił nazwisko na nazwisko partnera). Opowiedzieli wtedy o swoim ślubie podczas spektaklu „Spartakus. Miłość w  czasach zarazy” w  szczecińskim Teatrze Współczesnym. Kilka dni po udzielonym wywiadzie Witek usłyszał diagnozę lekarską: rak jądra. Obaj są zdania, że dzielenie się informacjami onkologicznymi może być bardzo pomocne. Dlatego zgodzili się wrócić na nasze łamy i opowiedzieć tę rakową historię. Chłopaków wysłuchał i tekst zredagował Mariusz Kurc

fot. Jacek Sikorski

Jak to wszystko się zaczęło?

Witek: Zaczęło się 6 września zeszłego roku. Wieczorem wziąłem prysznic i  wskoczyłem do łóżka. Mateusz jeszcze się mył, czekałem na niego. Pomacałem się po jajkach bardziej nieświadomie niż świadomie. Ot, taki bezwiedny odruch, chyba wielu facetów go ma. Bez żadnego zamysłu: „A  teraz zbadam sobie stan moich jąder”, nic takiego. Ale poczułem, że z jednym jajkiem jest coś nie tak – nieregularność, zgrubienie lekko pofałdowane. Nie tak jak normalnie. Jakby coś na tym jajku było, jakaś narośl. Przyszedł Mateusz, powiedziałem mu.

Mateusz: Dotknąłem dokładnie jajek Witka, których często przecież dotykam i w ogóle dobrze je znam – rzeczywiście też to coś poczułem. Narośl obejmowała może jakieś 20% całego jajka.

Witek: Mati od razu rzucił: „Umawiaj urologa”. To była bardzo mądra myśl. Jeszcze tego samego wieczoru zarezerwowałem w  Lux Medzie wizytę. Pierwszy termin był za dwa tygodnie. Dziś wiem, że trzeba było umawiać specjalistę gdziekolwiek jak najszybciej, ale wtedy te dwa tygodnie wydawały mi się w miarę rozsądnym terminem – grunt, że miałem już potwierdzoną wizytę.

Mateusz: My, geje, mamy chyba łatwiejszy psychiczny „dostęp” do jajek, nie wiem, jak inaczej to nazwać. Może generalizuję i tak dalej, ale mam wrażenie, że partnerki facetów hetero nie mają takiej atencji w stosunku do ich jąder jak geje do jąder swoich facetów. Jestem pewny, że gdybyśmy nie wykryli tej narośli tamtego wieczoru, odkryłbym ją u Witka podczas najbliższego seksu. Najczęściej mamy jajka ogolone do zera i co tu dużo mówić, poświęcamy im nawzajem wiele uwagi (śmiech).

Witek: Nawet jeśli jest to „nadwrażliwość” na te części ciała, to lepiej dmuchać i chuchać niż bagatelizować zagrożenie.

Mateusz: Co więcej, teraz, gdy mamy nieporównanie większą wiedzę na temat nowotworów jąder, chcemy powiedzieć tym, którzy wyczują podobną narośl, by nie czekali dwa tygodnie, by w ogóle nie czekali, tylko żeby zrobili wszystko, by umówić wizytę u lekarza jak najszybciej. Czas ma ogromne znaczenie. Nie wolno zwlekać. My, nie licząc tych początkowych dwóch tygodni, działaliśmy bardzo szybko. Na różnych blogach facetów z  przerzutami i  po chemioterapii czytaliśmy, że oni zrobili wielki błąd na początku, zwlekając z pierwszą wizytą. Nie wolno zwlekać!

Witek: Po tych dwóch tygodniach narośl jakby troszkę się powiększyła. Wizyta u urologa była w piątek 19 września. Po badaniu USG od razu zdiagnozował, że jest podejrzenie nowotworu. Dał mi skierowanie na markery z krwi, a z wynikami miałem zgłosić się znów do urologa – do niego lub do innego. Zrobiłem to badanie od razu. Wyniki były do ściągnięcia z sieci w trakcie weekendu. W poniedziałek (inny) urolog dał mi na cito skierowanie na oddział urologiczny – bo tak, jest nowotwór do wycięcia. „Proszę się zgłosić na oddział jak najszybciej”. Właściwie on tylko potwierdził to, co już wiedziałem, bo przez weekend „konsultowałem się” wielokrotnie z Gemini. Wiadomo, że trzeba mieć ograniczone zaufanie do tego typu narzędzi i ostatecznie kierować się zdaniem lekarzy, ale muszę przyznać, że w historii z jajkiem sztuczna inteligencja nieraz mi pomogła. Zdawałem więc sobie sprawę, że trzeba to jądro wyciąć i to już, bo to jedyna stosowana praktyka przy tym nowotworze, gdyż bez wycięcia nie ma szans na precyzyjną diagnozę.

Mateusz: Czekanie na wyniki markerów w tamten weekend to był duży stres. Dzięki tym markerom można wstępnie „zobaczyć”, czy ten nowotwór jest bardziej złośliwy, czy łagodniejszy, czy jest bardzo zaawansowany, czy chyba jeszcze nie. Sprawdzaliśmy ileś razy w internecie, czy te wyniki już są. Gdy tylko się pokazały, nasz niezawodny asystent Gemini był od razu w użyciu. Poinformował nas, jakie są rokowania przy każdym z możliwych wariantów. Jeszcze później, przy badaniu histopatologicznym, które robi się już po operacji, wyszło, że Witek wpadł w najlepszy z  możliwych wariantów, czyli taki bez przerzutów. Jeśli by były przerzuty, to rak jądra idzie na węzły brzuszne, następnie są ogniska na płucach, a potem trafi a do mózgu. Jak ten rak sobie „wisi” przy jajku, które w tej mosznie jest jakby trochę oddzielone od reszty ciała, to pół biedy. Gdy są przerzuty, potrzebna jest chemioterapia lub radioterapia, ale nawet wtedy jest raczej wyleczalny – tym bardziej, im wcześniej wykryty. Niemniej stres dotyczył też tego, czy Witka czeka chemioterapia, czy nie?

Witek: W  tamten weekend czułem lęk, nawet dość duży, ale nie była to panika. Dzięki Gemini i dość łatwemu dostępowi do specjalistów przez Lux Med, nie czułem się pozostawiony sam sobie. Wpadłem w  tryb zadaniowy. Teraz muszę zrobić to, następnie tamto i  tak dalej. Do tego doedukowywanie się. Przetrząsanie internetu, fora nie fora. Na tyle, na ile mi się udało doedukować, to generalnie nowotwory jądra mogą być dwa: nasieniaki i nienasieniaki. Bywają też warianty mieszane. Nasieniaki to są te „lepsze”, łatwiej wyleczalne. Ale nawet te gorsze i bardziej zaawansowane niż mój, są w zdecydowanej większości przypadków wyleczalne. Byle nie zwlekać z  pierwszą wizytą – powtórzę to po Matim. Okazało się, że prawdopodobnie mam nasieniaka, ale tak na 100% to nie wiadomo, bo te początkowe badania nie są zupełnie jednoznaczne. Ostateczna diagnoza jest dopiero po badaniu histopatologicznym, czyli – przypomnę – po tym, jak bada się próbkę wyciętego jądra. Bo warto dodać, w przypadku jąder nie robi się biopsji, tylko od razu pełne wycięcie przy podejrzeniu nowotworu – i dopiero takie wycięte jądro się dogłębnie bada.

Mateusz: Wszystko zadziało się w sumie bardzo szybko. 6 września odkrywamy narośl, a trzeciego października Witek już był po operacji.

Witek: Ale nie wyprzedzaj. Wcześniej było jeszcze szukanie szpitala. Pan doktor wystawił skierowanie na operację, ale ja w sumie nic nie wiem, dokąd mam iść? Dzwonię do jednego czy drugiego oddziału urologicznego w  szpitalach we Wrocławiu, nikt oczywiście nie odbiera. Biorę więc na następny dzień wolne z pracy i jadę tam. To był 23 września. W jednym szpitalu kogoś tam wypytuję, ktoś tam mnie kieruje gdzieś na drugie piętro, czekam, w końcu dostaję się do lekarza… Ach, ale zapomniałem powiedzieć – jest coś takiego jak karta DILO, czyli karta diagnostyki leczenia onkologicznego, która przyspiesza terminy różnych badań. Wystawia ją lekarz, ale dostać się do lekarza, już nie z Lux Medu, tylko z Narodowego Funduszu Zdrowia, nie jest tak łatwo

Cały wywiad do przeczytania w 119. numerze „Repliki”, dostępnym w PRENUMERACIE lub jako POJEDYNCZY NUMER na naszej stronie internetowej oraz w wybranych salonach prasowych.

Wydarzenia LGBTQIA+ 2025 / ŚWIAT

🌈 Wydarzenia LGBT roku 2025: ŚWIAT

Miniony rok był dla społeczności LGBT+ na świecie czasem skrajności. Historyczne decyzje dotyczące równości małżeńskiej, rekordowa widoczność queerowych osób w kulturze masowej i polityce mieszały się z brutalnymi represjami, sądowymi regresami i konstytucyjnym wykluczaniem osób transpłciowych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wydarzenia — ponumerowane i opisane — które najlepiej pokazują, w jakim miejscu znalazł się dziś globalny ruch LGBT+

 

Tajlandia wprowadza równość małżeńską

23 stycznia Tajlandia stała się największym państwem Azji i pierwszym w Azji Południowo-Wschodniej, które wprowadziło równość małżeńską. Setki par jednopłciowych zawarły śluby w całym kraju, a w samym Bangkoku — tylko w jednym centrum handlowym — pobrało się ponad 200 par. Parlament przystrojono tęczowymi flagami, a premierka Paetongtarn Shinawatra ogłosiła: „Dziś tęcza dumnie powiewa nad Tajlandią”. Wcześniej na tym kontynencie podobne decyzje podjęły jedynie Tajwan i Nepal.

 

Oscary 2025: bezprecedensowa queerowa widoczność

97. ceremonia Oscarów przyniosła rekordową reprezentację osób LGBT+. Karla Sofía Gascón została pierwszą w historii transpłciową osobą nominowaną aktorsko za rolę pierwszoplanową („Emilia Pérez”). Queerowe osoby twórcze i aktorskie zdobyły także nagrody i nominacje w kluczowych kategoriach: Zoe Saldaña, Colman Domingo, Cynthia Erivo, Paul Tazewell i Lee Sandales. Sama gala była symbolem zmiany: queerowość przestała być wyjątkiem, a stała się integralną częścią głównego nurtu Hollywood.

 

Węgry: konstytucyjny zakaz Parad Równości i masowy sprzeciw

W marcu i kwietniu rząd Viktora Orbána dokonał jednego z najostrzejszych uderzeń w społeczność LGBT+ w Europie. Parlament zakazał organizacji Parad Równości, umożliwił identyfikację uczestników za pomocą technologii rozpoznawania twarzy i umocnił te rozwiązania w konstytucji, definiując istnienie wyłącznie dwóch płci. Mimo groźby kar i więzienia, 28 czerwca przez Budapeszt przeszła Parada Równości, w której wzięło udział nawet 180 tys. osób z całego świata — jeden z największych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa ostatnich lat.

 

Wielka Brytania: Sąd Najwyższy wyklucza kobiety transpłciowe

16 kwietnia Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii orzekł, że pojęcie „kobiety” w prawie odnosi się wyłącznie do „biologicznej płci”, co de facto wyklucza kobiety transpłciowe z ochrony prawnej. Orzeczenie wywołało falę protestów i krytyki. Jednym z najbardziej widocznych gestów sprzeciwu była koszulka „Protect The Dolls”, w której publicznie wystąpił Pedro Pascal, okazując solidarność z osobami transpłciowymi.

 

Robert De Niro wspiera transpłciową córkę

W kwietniu 29-letnia Airyn, córka Roberta De Niro, dokonała coming outu jako osoba transpłciowa. Aktor natychmiast publicznie wyraził wsparcie, pisząc: „Kochałem mojego syna Aarona, teraz kocham i wspieram moją córkę Airyn. Nie rozumiem, po co to całe zamieszanie”. Jego postawa była szeroko komentowana jako ważny przykład sojusznictwa w czasach narastającej transfobii.

 

Eurowizja i Interwizja: queer wygrywa nawet tam, gdzie miał przegrać

69. Konkurs Piosenki Eurowizji wygrał JJ (Johannes Pietsch) — kolejna queerowa osoba artystyczna po Nemo i Loreen. Jednocześnie w Moskwie, podczas konkursu Interwizji promowanego przez Kreml jako bastion „tradycyjnych wartości”, zwyciężył otwarcie gejowski wokalista Duc Phuc. Paradoksalnie, nawet tam, gdzie queerowość miała zostać wyparta, okazała się nie do zignorowania.

 

Śmierć Edmunda White’a — klasyka literatury LGBTQIA+ i Giorgia Armaniego

3 czerwca zmarł Edmund White, jeden z najważniejszych pisarzy literatury queerowej XX i XXI wieku. Autor ponad 30 książek, w tym przełomowej autobiograficznej trylogii oraz współtwórca „Radości seksu gejowskiego”, pozostawił po sobie dorobek, który ukształtował całe pokolenia czytelników i twórców. Z kolei 4 września zmarł Giorgio Armani, ikona światowej mody. Choć przez dekady nie mówił otwarcie o swojej orientacji, w ostatnich latach wspominał o relacji z Sergio Galeottim, który zmarł na AIDS w 1985 roku. Jego życie i twórczość były splecione z historią epidemii HIV i przemian obyczajowych drugiej połowy XX wieku.

 

USA: Sąd Najwyższy legalizuje zakaz tranzycji medycznej dla nieletnich

18 czerwca Sąd Najwyższy USA uznał zakaz terapii hormonalnych i blokerów dojrzewania dla osób transpłciowych poniżej 18. roku życia za zgodny z konstytucją. Wyrok dotyczy nie tylko Tennessee, ale także 25 innych stanów, które wprowadziły podobne regulacje. To jeden z największych regresów praw osób transpłciowych w historii współczesnych USA.

 

Turcja: policyjna przemoc wobec Parady Równości

30 czerwca w Stambule policja brutalnie stłumiła próby organizacji Parady Równości, zatrzymując ponad 50 osób. Centrum miasta zostało zablokowane, a władze — po raz kolejny — uzasadniały zakaz ochroną „moralności” i „rodziny”. W praktyce oznacza to dalsze ograniczanie wolności zgromadzeń i eskalację represji wobec społeczności LGBTQ+.

 

Holandia zakazuje „terapii konwersyjnej” i wybiera wyoutowanego geja do urzędu premiera

11 września Holandia oficjalnie zakazała praktyk konwersyjnych wobec osób LGBT+. Dołączyła tym samym do grona ponad 20 państw, które uznały je za formę przemocy psychicznej. W Polsce analogiczny projekt ustawy — przygotowany m.in. z KPH — nigdy nie doczekał się realnego procedowania.

Z kolei 7 listopada potwierdzono zwycięstwo socjalliberalnej partii D66. Jej lider, Rob Jetten, ma szansę zostać najmłodszym premierem w historii kraju i pierwszym wyoutowanym gejem na tym stanowisku. W listopadzie ogłosił także swoje zaręczyny z Nicolásem Keenanem.

 

Jonathan Bailey „Najseksowniejszym Mężczyzną Roku”

W listopadzie magazyn „People” uznał Jonathana Baileya za Najseksowniejszego Mężczyznę Roku 2025. Po raz pierwszy tytuł ten trafił do otwarcie homoseksualnego aktora. Bailey nie tylko przełamał branżowe stereotypy, ale stał się symbolem tego, że queerowa widoczność nie wyklucza ról w największych hollywoodzkich produkcjach.

 

 

Podsumowanie

Globalne zestawienie wydarzeń pokazuje świat w stanie głębokiego napięcia. Z jednej strony obserwujemy realne przełomy: równość małżeńską w Tajlandii, rekordową queerową widoczność na Oscarach, kolejne zwycięstwa w kulturze popularnej, symboliczne gesty sojusznicze i polityczne zmiany, które jeszcze dekadę temu wydawały się nieosiągalne. Z drugiej — brutalne regresy: konstytucyjne zakazy, sądowe wykluczenia osób transpłciowych, policyjną przemoc wobec Parad Równości, cofanie dostępu do opieki zdrowotnej i coraz śmielsze używanie języka „tradycyjnych wartości” jako narzędzia opresji.

Ten rok dobitnie pokazuje, że postęp nie jest liniowy. Że równość może być w jednym kraju celebrowana, a w innym penalizowana. Że queerowa obecność w kinie, muzyce czy modzie nie chroni automatycznie przed politycznym atakiem. I że każda zdobyta przestrzeń — czy to parlament w Bangkoku, scena Oscarów, czy ulice Budapesztu — musi być nieustannie broniona.

Z perspektywy „Repliki” to także przypomnienie, jak ważne jest globalne spojrzenie. Bo prawa osób LGBT+ nie kończą się na granicach państw, a regres w jednym miejscu szybko staje się inspiracją dla innych. Dlatego dokumentujemy te wydarzenia nie po to, by je jedynie odnotować, ale by je nazwać, zrozumieć i osadzić w szerszym kontekście.

Queerowy świat nie jest dziś ani jednoznacznie „wygrany”, ani „przegrany”. Jest w ruchu. W oporze. W nieustannej negocjacji swojej obecności. A my — jak od 20 lat — będziemy ten ruch dalej opisywać.

KUPCIE PRENUMERATĘ JUŻ TERAZ > 

 

Wydarzenia LGBTQIA+ 2025 / POLSKA

🌈 Wydarzenia LGBT roku 2025: POLSKA

Rok ten przyniósł społeczności LGBT+ w Polsce wydarzenia, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się nie do pomyślenia: przełomowe coming outy w męskim sporcie zawodowym, historyczne wyroki europejskich trybunałów, symboliczny koniec „stref wolnych od LGBT”, ale też bolesne porażki legislacyjne, polityczne blokady i kolejne dowody na to, jak krucha bywa zdobywana latami widoczność.

Był to rok kontrastów — nadziei i rozczarowań, realnych zmian i pozornych kompromisów, odwagi jednostek i oporu instytucji. Dla „Repliki” był to także rok szczególny: 21 grudnia skończyliśmy 20 lat. Od dwóch dekad opisujemy queerową rzeczywistość w Polsce — tę bieżącą i tę wypieraną z pamięci, tę radosną i tę trudną. Poniżej przypominamy najważniejsze wydarzenia minionego roku, wiedząc, że są one częścią dłuższej historii, którą dokumentujemy nieprzerwanie od 2005 roku. To zestawienie, a nie ranking, kolejność przypadkowa:

 

Wybory prezydenckie i otwarta deklaracja wykluczenia

Wybory prezydenckie w 2025 roku wygrał Karol Nawrocki, kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. W trakcie kampanii Nawrocki jednoznacznie deklarował, że „społeczność LGBT nie może oczekiwać ode mnie, że będę zajmował się ich sprawami”. Jego zwycięstwo w osobach LGBT+ wywołało ogromne rozczarowanie. Straciliśmy wtedy nadzieję, że w ciągu najbliższych 5 lat mamy szanse na realną poprawę sytuacji osób LGBT+ w Polsce. Przypominamy: kontrkandydatem był Rafał Trzaskowski, który już w trakcie kampanii zapowiedział, że podpisze ustawę o związkach partnerskich.

 

Ustawa o związkach partnerskich: od nadziei do kompromisu

Jednym z najważniejszych tematów roku były prace nad ustawą o związkach partnerskich. W lutym w Kancelarii Premiera odbyła się dwudniowa konferencja uzgodnieniowa, w której uczestniczyli przedstawiciele rządu, w tym ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar oraz ówczesna ministra ds. równości Katarzyna Kotula. Padły wówczas deklaracje, że ustawa jest „praktycznie gotowa”.

W kolejnych miesiącach proces legislacyjny uległ jednak znacznemu skomplikowaniu. W czerwcu Katarzyna Kotula złożyła poselski projekt ustawy, tożsamy z rządowym, by przyspieszyć procedowanie. Po lipcowej rekonstrukcji rządu i likwidacji stanowiska ministry ds. równości rozpoczęły się kolejne negocjacje z PSL-em, które doprowadziły do kompromisu.

W październiku ogłoszono projekt ustawy „o statusie osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu”, z którego usunięto w stosunku do poprzedniego projektu: nazwę „związki partnerskie”, możliwość zawarcia związku w USC i mała piecza zastępcza. Projekt spotkał się z ostrą krytyką części środowisk LGBT+, a prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze żadnej ustawy „podważającej status małżeństwa”. 30 grudnia Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, co oznacza, że trafi on pod obrady Sejmu. Najprawdopodobniej w dniach 21–23 stycznia 2026 r.

 

Wyrok TSUE: małżeństwa jednopłciowe muszą być uznawane. A do tego: kilka wyroków ETPCz

25 listopada Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał historyczny wyrok zobowiązujący Polskę do transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa par jednopłciowych. TSUE jasno wskazał, że odmowa narusza prawo do życia rodzinnego, swobodę przemieszczania się oraz zakaz dyskryminacji.

Wyrok zapadł dzięki wieloletniej walce Jakuba Cupriaka-Trojana i Mateusza Trojana. Jakub jest dobrze znany czytelnikom „Repliki”: w nr 77 (styczeń/luty 2019) opublikował przewodnik po niemieckiej procedurze ślubnej, a w nr 112 (listopad/grudzień 2024) – wraz z siostrą – analizę projektu ustawy o związkach partnerskich.

Wyrok TSUE jest zdecydowanie najważniejszy, jednak w tym roku Polska wielokrotnie usłyszała też wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wskazywał, że Polska ma obowiązek zapewnić parom jednopłciowym realną ochronę prawną. Chociażby 27 lutego ETPCz po raz trzeci w ciągu 1,5 roku orzekł przeciwko Polsce w sprawie dotyczącej dyskryminacji par jednopłciowych. Wyrok zapadł m.in. w sprawie Tomasza Szypuły – byłego prezesa Kampanii Przeciw Homofobii i członka Rady Fundacji Replika – oraz jego partnera.

 

Przełom w sprawach osób transpłciowych: wyrok Sądu Najwyższego

4 marca Izba Cywilna Sądu Najwyższego wydała historyczny wyrok, który znacząco uprościł procedurę korekty płci metrykalnej. Od tej pory w postępowaniu sądowym nie muszą uczestniczyć rodzice ani dzieci osoby transpłciowej – jedynymi stronami są osoba wnioskująca i jej małżonek lub małżonka.

Wyrok ten zakończył wieloletnią praktykę, która była dla osób transpłciowych źródłem dodatkowej traumy i upokorzenia, i został powszechnie uznany za jeden z najważniejszych kroków w kierunku poszanowania ich praw w Polsce.

 

Andrzej Stękała: pierwszy coming out w męskim sporcie zawodowym w Polsce

Coming out Andrzeja Stękały był jednym z najbardziej przełomowych momentów dla społeczności LGBT+ w Polsce w ostatnich latach – nie tylko w sporcie, ale w ogóle w sferze publicznej. Skoczek narciarski, medalista mistrzostw świata i wicemistrz Pucharu Świata w Zakopanem, 1 stycznia opublikował w mediach społecznościowych poruszający wpis, w którym po raz pierwszy publicznie powiedział: „Jestem gejem”.

Wyznanie miało dramatyczny kontekst – kilka tygodni wcześniej zmarł jego wieloletni partner Damian, z którym Stękała był związany od 2016 roku. Skoczek napisał wprost o żałobie, bólu i decyzji, by nie żyć już dłużej w ukryciu. Jego słowa – pełne emocji, miłości i straty – poruszyły nie tylko osoby LGBT+, ale szeroką opinię publiczną.

Coming out Stękały był wydarzeniem bez precedensu: według dostępnych informacji jest on obecnie jedynym jawnym gejem w skokach narciarskich na świecie. Informację podały największe agencje prasowe, m.in. Associated Press i Reuters, oraz media takie jak „The Guardian”. W Polsce pojawiła się fala wsparcia – od sportowców, komentatorów, kibiców i instytucji. Symboliczny był komentarz Polskiego Związku Narciarskiego, a także wypowiedzi Andrzeja Małysza, Macieja Kota czy Katarzyny Zillmann – medalistki olimpijskiej i bohaterki okładki „Repliki” nr 93 (wrzesień/październik 2021). Wywiad z Andrzejem Stękałą opublikowaliśmy w 115. (maj-czerwiec 2025) numerze „Repliki”. 

Na kolejny coming out w męskim sporcie zawodowym nie musieliśmy długo czekać – 14 czerwca coming outu dokonał Erik Shoji, amerykański siatkarz od lat grający w Polsce, reprezentant USA i medalista igrzysk olimpijskich. W nagraniu opublikowanym na Instagramie powiedział wprost: „Jestem queer”. Podkreślił, że decyzja była dla niego jednocześnie trudna i wyzwalająca.

 

Koniec „stref wolnych od LGBT”

24 kwietnia radni powiatu łańcuckiego uchylili ostatnią w Polsce uchwałę „przeciw ideologii LGBT”. Tym samym zakończył się kilkuletni okres, w którym ponad 100 samorządów przyjmowało symboliczne, ale realnie szkodliwe deklaracje wykluczające osoby LGBT+.

Było to zwycięstwo organizacji LGBT+ i Unii Europejskiej, która uzależniła wypłatę funduszy od tego, czy dana gmina/miasto wprowadziła dyskryminujące uchwały na swoim terenie, czy też nie. Po raz pierwszy od 2019 roku żadna jednostka samorządu terytorialnego w Polsce nie była już „strefą wolną od LGBT”.

 

Katarzyna Zillmann i Janja Lesar w „Tańcu z Gwiazdami”: historyczny debiut

14 września na antenie Polsatu rozpoczęła się 17. edycja „Tańca z Gwiazdami”, która przeszła do historii programu. Po raz pierwszy na parkiecie pojawiła się para jednopłciowa kobiet: wioślarka, medalistka olimpijska Katarzyna Zillmann i tancerka Janja Lesar.

Zillmann – bohaterka okładki „Repliki” nr 93 (wrzesień/październik 2021) – już wcześniej zapisała się w historii, dokonując spontanicznego coming outu na antenie TVP po zdobyciu olimpijskiego medalu. W „Tańcu z Gwiazdami” para kobiet nie tylko wystąpiła, ale odniosła ogromny sukces: w pierwszym odcinku zdobyła najwyższe noty, a cały udział spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem widzów. Ostatecznie Zillmann i Lesar zajęły 4. miejsce, odpadając tuż przed finałem, mimo świetnych ocen i dużej popularności.

Kuba Szmajkowski: najgłośniejszy muzyczny coming out od lat

19 września coming outu dokonał Kuba Szmajkowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych młodych wokalistów w Polsce. Choć wcześniej publikował sugestywne zdjęcia, dopiero nagranie na TikToku, na którym trzyma za rękę swojego chłopaka, stało się jednoznacznym wyznaniem.

W rozmowie z mediami potwierdził, że jest w związku z mężczyzną. Jego coming out został uznany za najgłośniejszy w polskiej muzyce od czasu wyznania Andrzeja Piasecznego w 2021 roku. Szmajkowski, finalista „The Voice Kids”, były członek zespołu 4Dreamers i zwycięzca „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, ma setki tysięcy obserwujących w mediach społecznościowych, co nadało jego decyzji ogromny zasięg.

 

Stolpersteiny we Wrocławiu i odzyskiwanie queerowej historii

27 października po raz pierwszy w Polsce upamiętniono osoby prześladowane za homoseksualność w czasie II wojny światowej. We Wrocławiu odsłonięto dwa Stolpersteiny (Kamienie Pamięci) poświęcone Friedrichowi Poguntkemu i Egbertowi Kipkemu – mężczyznom represjonowanym na mocy nazistowskiego paragrafu 175.

Wydarzenie towarzyszyło wystawie „Historie odzyskane. Queer na Dolnym Śląsku”, która w bezprecedensowy sposób przygląda się queerowej historii regionu. Ogromną rolę odegrała w tym procesie dr Joanna Ostrowska, przyjaciółka redakcji „Repliki”, autorka książki „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej” (Nagroda Nike Publiczności 2022).

 

Odzyskana queerowa historia: pamiętnik polskiego geja z lat 1913–1914

Jednym z najbardziej poruszających i symbolicznych wydarzeń 2025 roku było opublikowanie na łamach „Repliki” pierwszej części pamiętnika polskiego geja ze Lwowa z lat 1913–1914 — dokumentu absolutnie wyjątkowego w historii polskiej kultury i pamięci LGBT+. Pamiętnik został włączony do zbiorów Ossolineum (ZNiO) w styczniu 1939 roku we Lwowie, po II wojnie światowej trafił do Wrocławia i przeleżał tam niemal 80 lat, pozostając całkowicie nieznany. Dopiero w tym roku odnalazł go Michał Narożniak, naukowiec pracujący nad swoją rozprawą doktorską. To dzięki jego pracy i zaangażowaniu możemy dziś publikować ten niezwykły tekst — opatrzony niezbędnym, erudycyjnym i poruszającym wstępem autorstwa odkrywcy. Anonimowy autor (Nomen Nescio – N.N.) opisuje w nim swoją sekretną miłość do Stacha, syna rodziny, u której wynajmował pokój. Zapis zaczyna się w czasie egzaminów maturalnych ukochanego, a kończy we wrześniu 1914 roku — w momencie wyznania miłości, zbiegającego się z nadciąganiem wojsk rosyjskich do Lwowa. Jak pisze Narożniak, wyjątkowość tego dokumentu nie polega jedynie na bezprecedensowej szczerości, erotycznych fantazjach, modernistycznym — chwilami grafomańskim — języku czy niezachwianej dumie autora z własnych homoseksualnych pragnień. Dla historyka kluczowa jest możliwość obserwowania żywiołowych, intuicyjnych prób zrozumienia własnej homoseksualności w epoce, która nie oferowała na to żadnego bezpiecznego języka. Ten niemal pornograficzny, intymny dziennik — przechowywany w jednej z najważniejszych polskich bibliotek narodowych, obok archiwów wielkich rodów i klasyków literatury — stał się w 2025 roku jednym z najmocniejszych dowodów na to, że queerowa historia w Polsce istniała zawsze, nawet jeśli przez dekady była wypierana, przemilczana lub ukrywana. Pamiętnik, który zatytułowaliśmy „Twój niewolnik” (bo tak autor podpisuje każdy wpis, zwracając się bezpośrednio do Stacha), publikujemy w dwóch częściach — pierwszą w 118. numerze „Repliki”, drugą zapowiadaną w kolejnym wydaniu.

 

Sąd kontra homofobiczną propagandę: koniec „homofobusów”

Przełomowy wyrok zapadł 30 maja przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w sprawie wytoczonej przez Trójmiejskie Stowarzyszenie LGBT+ Tolerado przeciwko Fundacji Pro-Prawo do Życia. Sąd zakazał rozpowszechniania homofobicznej propagandy – zarówno z tzw. „homofobusów”, jak i w formie plakatów, banerów czy ulotek.

Zakaz dotyczy m.in. grafik z przekreśloną tęczową flagą oraz kłamliwych haseł o rzekomej „seksualizacji dzieci przez lobby LGBT”. Fundacja została również zobowiązana do zapłaty 30 tys. zł odszkodowania z odsetkami na rzecz Tolerado. Wyrok ten zamyka wieloletni proces sądowy i stanowi jedno z najważniejszych orzeczeń dotyczących mowy nienawiści wobec osób LGBT+ w Polsce.

 

Testy w kierunku wykrycia HIV dostępne u lekarza rodzinnego

Od 5 maja testy na HIV stały się dostępne w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. To jedna z najważniejszych zmian w obszarze zdrowia publicznego dotyczącego społeczności LGBT+ w ostatnich latach. Test można wykonać bezpłatnie, podczas wizyty u lekarza rodzinnego, co znacząco zwiększa dostępność diagnostyki – szczególnie poza dużymi miastami.

 

Paszport „Polityki” dla Wojtka Grudzińskiego

Nagroda Paszportu „Polityki” w kategorii „Scena” dla Wojtka Grudzińskiego była nie tylko wyróżnieniem artystycznym, ale także symbolicznym gestem widoczności queerowych twórców w głównym nurcie kultury. Grudziński – wyoutowany gej, tancerz i choreograf – od lat tworzy spektakle, które wprost mierzą się z queerową historią, cielesnością i pamięcią.

Czytelnicy i czytelniczki „Repliki” znają jego twórczość doskonale. Na naszych łamach recenzowane były wcześniejsze spektakle, takie jak „Rodos” czy „Dance Mom”, a o najnowszym przedstawieniu „Threesome/Trzy” – opowiadającym o trzech nieżyjących polskich homoseksualnych tancerzach – pisaliśmy w „Replice” nr 111 (wrzesień/październik 2024). Sam Grudziński był również bohaterem nagiego kalendarza „Repliki” na 2024 rok. Wywiad z laureatem opublikowaliśmy na łamach 114. numeru „Repliki” (marzec/kwiecień 2025).

 

Pożegnanie dr Joanny Kubickiej i Roberta Piotra Łukasika

14 września zmarła dr n. med. Joanna Kubicka – wybitna lekarka, pionierka leczenia HIV w Polsce i bohaterka wywiadu w „Replice” nr 76 (listopad–grudzień 2018). Przez dekady pracowała z osobami żyjącymi z HIV, wdrażając PrEP i PEP, walcząc ze stygmatyzacją i ucząc, że zdrowie seksualne musi opierać się na wiedzy, nie stereotypach. Z kolei 6 listopada zmarł Robert Piotr Łukasik, jedna z najważniejszych postaci w historii polskiego ruchu LGBT+ i działań na rzecz osób żyjących z HIV. Był założycielem i prezesem Zjednoczenia Pozytywni w Tęczy, współtwórcą pierwszych organizacji queerowych w Polsce, promotorem kultury drag oraz właścicielem legendarnych klubów Paradise i Galeria.

 

Queerowa miłość bez tabu: Izabela Morska o związku z Marią Janion na łamach „Repliki”

W 114. numerze „Repliki” opublikowaliśmy wywiad z Izabelą Morską. W rozmowie z Olgą Górską autorka opowiedziała o swojej najnowszej książce „Trojka” i o tym, że pierwowzorem fabuły „Ośmiornicy” był… jej własny intymny związek z prof. Marią Janion. prof. Marią Janion to wybitna humanistka, która dokonała lesbijskiego coming outu w wieku 86 lat. Opowieść o ich relacji z 2007 roku była jednym z najważniejszych tekstów ostatnich lat – historią miłości, odwagi i queerowej pamięci, która wymyka się wszelkim schematom.

 

Podsumowanie

Patrząc na miniony rok z perspektywy „Repliki”, widzimy coś więcej niż listę wydarzeń. Widzimy ciągłość — historii, walki, widoczności i pamięci. Rok, w którym osoby LGBT+ znów były jednocześnie coraz bardziej obecne w przestrzeni publicznej i coraz częściej poddawane politycznym negocjacjom. Rok, w którym queerowe życie toczyło się dalej — mimo oporu, mimo cofnięć, mimo zmęczenia.

Coming outy Andrzeja Stękały, Erika Shojiego czy Kuby Szmajkowskiego nie były jedynie osobistymi decyzjami — stały się faktami społecznymi. Stolpersteiny we Wrocławiu i odnaleziony pamiętnik sprzed ponad stu lat przypominają, że queerowa historia w Polsce nie zaczęła się wczoraj i nie skończy się jutro. Wyroki ETPCZ i TSUE po raz kolejny potwierdziły to, o czym piszemy od lat: brak równości to nie „spór światopoglądowy”, lecz naruszenie praw człowieka.

Jednocześnie był to rok brutalnych przypomnień: że ustawy chroniące przed przestępstwami z nienawiści mogą zostać zablokowane jednym podpisem; że polityczne kompromisy często oznaczają prawa „na pół”; że Polska wciąż pozostaje na końcu europejskich rankingów równości. To dlatego żadnego z tych zwycięstw nie traktujemy jako ostatecznych.

Od dwóch dekad jesteśmy archiwum, kroniką i miejscem, w którym queerowe osoby w Polsce mogą mówić własnym głosem. Możemy to robić tylko dzięki Wam — osobom, które czytają, wspierają, prenumerują i polecają „Replikę” dalej. Jeśli ten tekst jest dla Was ważny, jeśli chcecie, by takie historie były nadal opisywane, archiwizowane i dostępne — zostańcie z nami na kolejne lata. Prenumerata to nie tylko magazyn. To realne wsparcie niezależnych, queerowych mediów w Polsce.

KUPCIE PRENUMERATĘ JUŻ TERAZ > 

My obiecujemy jedno: będziemy pisać dalej.
O ile Wy będziecie z nami — i będziecie nas czytać.