Debata o outingu

Udział biorą: Agata Chaber, prezes Kampanii Przeciw Homofobii, Ewa Siedlecka, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, laureatka Nagrody Tolerancji 2013 oraz Robert Biedroń, poseł na Sejm RP. Prowadzący: Radek Korzycki i Mariusz Kurc („Replika”)

 

 

Zauważcie, że outingi są robione albo w krajach daleko bardziej homofobicznych od Polski – jak Uganda, albo w krajach z dużo bardziej wyemancypowaną społecznością LGBT – jak Wielka Brytania. W pierwszym przypadku ujawnia się homoseksualność, która ma być tą stygmą. W drugim – ujawnienie homoseksualności jest tylko środkiem do ujawnienia hipokryzji – i społeczeństwo to rozumie. W latach 90. mieszkałem rok w Londynie i byłem świadkiem fali outingów konserwatywnych polityków. Oni już po tym nie mogli mówić, że „pedalstwo szerzy się tylko na lewicy”. Społeczeństwo zobaczyło, że osoby LGBT mogą być wszędzie. Jak wróciłem z Londynu, to chciałem to samo przeprowadzać w Polsce, ale na szczęście Marta Abramowicz, ówczesna wiceprezeska KPH, mnie zmitygowała. Zrozumiałem, że gdybym to zrobił, to zlinczowano by mnie, a nie tego homofobicznego polityka. Bo w polskiej polityce homoseksualność jest czymś gorszym niż nieuczciwość.

By homoseksualna orientacja stała się neutralną cechą, musimy robić coming outy, które dla osób hetero są czymś kompletnie nienamacalnym. To też komplikuje sprawę. Oni tego nie rozumieją, bo sami o swej orientacji mówią swobodnie i bez przerwy. W świecie hetero zarówno coming out jak i outing, są na porządku dziennym! I oni nawet nie zauważają, jak często ujawniają czyjąś heteroseksualną orientację bez zgody i wiedzy tej osoby. Dlaczego tylko outing homoseksualny budzi emocje? Bo sama homoseksualność wciąż budzi emocje. Neutralizacja homoseksualności jest wielkim zadaniem, przede wszystkim dla samej społeczności LGBT, która musi się ujawniać. Na razie outing bardziej może zaszkodzić outującemu niż outowanemu.

A co, gdy outing jest jednocześnie ujawnieniem konfliktu interesów? U heretyków jest sporo takich przypadków – np. dany polityk załatwia swej partnerce ciepłą posadę w jakiejś spółce – i media o tym piszą.

ES: Mieliśmy nawet w „GW” niedawno podobny tekst. Polityk ma żonę oraz kochankę, którą zatrudniał.

RB: Wyoutowaliście go?

 ES: W pewnym sensie, bo o tej sprawie otoczenie i nawet żona już od pewnego czasu wiedzieli. I teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że i ja uważam, że większą krzywdą jest ujawnić, że facet ma kochanka, któremu coś załatwił, niż że ma kochankę, której coś załatwił. Bo osoba homoseksualna jest w gorszej sytuacji, należy do grupy dyskryminowanej. I jej – tej osobie – należy się większa ochrona.

Celebryci? Polskie tabloidy raczej trzymają się od outingów z daleka. Na Zachodzie jest inaczej. W USA znany dziennikarz Michael Musto od lat outuje gwiazdy. Uważa, że osoby publiczne, same wystawiając się na „publiczny ogląd”, godzą się na wyciąganie „intymnych szczegółów”. I skoro pisze się o heteroseksualnej orientacji, to niepisanie o homoseksualnej jest z gruntu homofobią.

ES: To już jest very sophisticated. Chciałabym przypomnieć, że orientacja seksualna, podobnie jak np. stan zdrowia, należy zgodnie z prawem do tzw. danych wrażliwych. Jej ujawnienie może być przestępstwem. Można outującego oskarżyć o naruszenie dóbr osobistych. Np. gdyby ktoś napisał, że Siedlecka jest dyslektyczką – nie ukrywam tego, ale gdybym ukrywała – to ujawnianie tego byłoby złamaniem prawa.

RB: Ujawnienie homoseksualnej orientacji przywodzi na myśl popełnienie przestępstwa. Ewa, czy dziennikarze piszący np. o premierze Tusku, myślą: „Nie możemy napisać o jego żonie, bo tym samym ujawnimy jego orientację seksualną”?

ES: Ale Tusk swej orientacji nie ukrywa.

RB: A tamten polityk, który zatrudniał partnerkę, ukrywał, że ona jest jego partnerką, prawda? Nawet się pewnie nie zastanawialiście, że orientacja przy okazji wyjdzie na jaw, tak bardzo naturalne to jest.

Mam pewien dysonans, bo znam posła, który jest gejem. W czasie głosowania w sprawie związków partnerskich z premedytacją nie zagłosował. Bywa w klubach gejowskich, jakoś uczestniczy w życiu tzw. środowiska, korzysta z tego, co ruch LGBT do tej pory zbudował. A jednocześnie nie ma nawet odwagi, by zagłosować na „tak”, o coming oucie nie wspominając. On wie, że ja wiem, ale przed innymi ludźmi udaje. I w ten sposób ja też muszę udawać, że nie wiem. A on zmienia końcówki i opowiada o dziewczynie wtedy, gdy ma na myśli swego faceta. Kompletna paranoja dla niego, a dla mnie niekomfortowa sytuacja.

ACh: Zastanawiam się tylko, czy jak homoseksualna orientacja stanie się neutralna, to czy w ogóle jeszcze będzie takie pojęcie jak outing?

RB: Outingiem będzie ukazanie hipokryzji. Nie łudźmy się, że w krajach jak Wielka Brytania, homofobii już w ogóle nie ma. Jest również, tylko społeczeństwo generalnie lepiej rozumie problematykę LGBT.

ES: A nie myślisz o tym napiętnowanym człowieku? To jest jego dramat – on może np. nie dostać rozgrzeszenia, albo wyrzeknie się go rodzina.

RB: Proszę cię, przecież on piętnował innych! Rujnował nie jedno życie, tylko seryjnie.

ES: Czyli zemsta?

RB: Proponuję wrócić do tej dyskusji za 10 lat. Nasze środowisko będzie wtedy bardziej wyoutowane, więc i bardziej skore do traktowania homoseksualnej orientacji jako zwykłej cechy. Na razie niewiele osób pozwala sobie na komfort bycia sobą. I myślą: „jak mnie by ktoś wyoutował, to by była tragedia”. A ci już wyoutowani mogą tylko wzruszyć ramionami, nic im już nie można zrobić. Podział między LGBT a hetero jeśli chodzi o świadomość, czym jest coming out i outing, jest duży, ale jeszcze głębszy podział jest chyba między wyoutowanymi LGBT a niewyoutowanymi. Na studiach miałem kolegę geja, który gejem był tylko w intymnych sytuacjach. Ja byłem już wtedy całkowicie wyoutowany. Na uniwersytecie on wręcz uciekał przede mną, bo sam fakt, że zobaczono by go, jak ze mną rozmawia, mógłby świadczyć o tym, że on jest gejem a tego się panicznie bał.

ES: Nie można przeliczać ofiar i kalkulować, że outing jednej osoby zniweluje cierpienie tych, których on tępił. To jest takie myślenie: czy wolno zestrzelić samolot, jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, że na jego pokładzie są terroryści? Zginie 200 osób, ale może zginąć 2000, jeśli ten samolot rąbnie w jakiś wieżowiec. Nie, nie wolno tak przeliczać. Każdy ma taką samą godność. Traktowanie człowieka jako środka do celu narusza zasadę poszanowania godności, na której opierają się prawa człowieka.

ACh: Może dojdziemy do takiego stanu świadomości, że przy outingu najważniejszą sprawą będzie ujawnienie nieuczciwości. Dziś na czoło wychodzi samo bycie homo – nadawanie człowiekowi łatki pochodzenia z grupy wykluczonej. Nie to, że bym się specjalnie przejmowała takimi ludźmi, ale to jednak jest narażenie np. na drastyczny przełom, który może się wiązać np. z utratą rodziny.

Jeszcze jeden przypadek: outing przez ujawnienie potencjalnego przestępstwa. Przykładem – aktor John Travolta. Media rozpisują się o kolejnych mężczyznach, którzy oskarżają go o molestowanie.

ES: Jeśli abp Petz molestował kleryków, wykorzystując ich sytuację zależności, to napisanie o tym – co zrobiła „Gazeta Wyborcza” i o czym było w mediach głośno – nie było wyoutowaniem, tylko napiętnowaniem moralnie nagannego i przestępczego czynu. Nie widzę tu żadnego dylematu, ani etycznego, ani prawnego.

ACh: Zgadzam się. Tam, gdzie chodzi o przestępstwo lub potencjalnie o przestępstwo, nie ma wątpliwości.

Niedawno głośna była plotka, że przed laty Roman Giertych rzekomo miał tworzyć listy homoseksualistłów.

RB: To byłoby właśnie działanie w stylu Ugandy – ujawnienie homoseksualności dla samej homoseksualności, a nie dla pokazania czyjejś hipokryzji.

Podobne sprawy jednak będą wybuchać, jak w krajach zachodnich?

RB: Na razie – nie sądzę.

ES: W Polsce prywatność jest daleko większym tabu, niż np. w USA. Ma to swoje dobre i złe strony, bo chroni intymne rzeczy, ale jednocześnie jest takie myślenie: że w domu niech sobie robi, co chce.

Polskie tabloidy wywlekają osobom publicznym nieprawdopodobne rzeczy, ale nie homoseksualizm.

ES: Bo homoseksualizm to jest ta najgłębsza prywatność.

RB: Ale nie sądzisz, że to nas dyskryminuje, bo heteroseksualizm jest inaczej traktowany?

ES: Tak, w pewnym sensie.

RB: Za to jak już ktoś się wyoutuje, to jest dobrze traktowany przez tabloidy – nie jest tak jak w Ugandzie. Ale gdyby tabloidy nawet dla zabawy zaczęły swatać jakiegoś gwiazdora z dziewczynami LUB chłopakami, to byłoby wielkie oburzenie.

 

Tekst z nr 52/11-12 2014.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.