Żadnego „status quo”

Tammy Baldwin jest pierwszą jawnie homoseksualną osobą w Senacie USA. Ale wyoutowani amerykańscy politycy/czki to już cała grupa z własną historią

 

fot. mat. pras.

 

Tekst: Agnieszka Szyk

Ignorujcie malkontentów, cyników i wszystkich tych, którzy kurczowo trzymają się status quo. Tych, którzy powtarzają „nie da się”, „to niemożliwe” – oto główne przesłanie Tammy Baldwin z Partii Demokratycznej. W listopadzie 2012 r. Tammy została pierwszą jawnie homoseksualną osobą w Senacie USA. Jest też pierwszą kobietą, która w Senacie reprezentuje stan Wisconsin – ten sam, z którego kiedyś mandat zdobył Joseph McCarthy, osławiony pogromca komunistów i homoseksualistów. Co więcej, zwolnione po Baldwin miejsce w Izbie Reprezentantów (niższej Izbie Kongresu), w której polityczka zasiadała przez 13 lat, zajął teraz Marc Pocan, wyoutowany gej.

Nie wierzcie tym, którzy wmawiają: nie możesz, nie powinnaś albo nie wypada – mówi Baldwin. Kilka lat temu na konferencji poświęconej coming outom w pracy opowiadała: Mój własny proces coming outu zaczęłam w 1983 r., gdy byłam studentką. Stopniowo ujawniałam się moim przyjaciołom i rodzinie. Rozpoczynając karierę zawodową, byłam jednak przeświadczona, że muszę dokonać wyboru: albo chcę realizować się w dziedzinach, które mnie pasjonują, czyli w prawie i polityce, albo chcę żyć jako dumna, całkowicie wyoutowana lesbijka. Nie sądziłam, że mogę mieć jedno i drugie.

Dziewczyna z Wisconsin

Tammy Suzanne Green Baldwin urodziła się 11 lutego 1962 r. w Madison w stanie Wisconsin. Wychowywana była przez mamę oraz babcię i dziadka. W 1989 r. skończyła studia prawnicze i podjęła pracę w kancelarii prawnej. Karierę polityczną rozpoczęła już w 1986 r., gdy została radną hrabstwa Dane. Gdy w 1992 r. startowała w wyborach do stanowego parlamentu, była jedną z tylko sześciu wyoutowanych kandydatów/ ek w całych Stanach. Zdobyła mandat. Powtórzyła ten sukces jeszcze w dwóch kolejnych stanowych wyborach. W 1999 r., jako pierwsza jawna osoba homoseksualna, dostała się na szczebel krajowy – do Izby Reprezentantów. Zasiadała w niej aż do 2012 r.

Od 2010 r. Baldwin jest singielką. Wcześniej, przez 15 lat była w związku z Lauren Azar – panie rozstały się niecały rok po zawarciu związku partnerskiego w 2009 r.

Senatorka jest niestrudzoną działaczką na rzecz praw kobiet i osób LGBT. Otwarcie krytykowała Billa Clintona, gdy ten wprowadzał zasadę „Don’t ask, don’t tell”, zgodnie z którą geje i lesbijki mogli służyć w armii pod warunkiem, że ukrywali swą orientację. Już w latach 90-tych proponowała również wprowadzenie małżeństw jednopłciowych w stanie Wisconsin.

Ale pytana przy okazji zeszłorocznej kampanii, jaką rolę odgrywa w niej jej orientacja seksualna, odpowiedziała: Ta sprawa w ogóle nie pojawia się na moich spotkaniach z wyborcami. Ludzi o wiele bardziej interesują moje poglądy na walkę z bezrobociem. Niemniej, republikański kontrkandydat Tammy, gubernator Tommy Thompson, próbował lesbianizm rywalki wykorzystać: jeden z jego sztabowców kpił, pokazując zdjęcie Baldwin tańczącej na Paradzie Równości, że ta kandydatka na pewno nie zapewni tradycyjnych wartości.

Wyborcy znali jednak dokonania Baldwin, która była aktywną członkinią Komisji ds. Energii i Handlu w Izbie Reprezentantów. Lobbowała na rzecz energetycznej niezależności USA, popierała reformę systemu ochrony zdrowia Baracka Obamy. Doprowadziła do zmiany w przepisach pozwalającej nieubezpieczonym kobietom na bezpłatną mammografię. Jako nowo wybrana senatorka deklarowała: Zajmować się będę przede wszystkim amerykańskimi rodzinami borykającymi się z bezrobociem i niezapłaconymi rachunkami, przedsiębiorcami i robotnikami, emerytami oraz opieką nad nimi, weteranami, którzy walczyli za nas, a teraz my musimy zawalczyć o nich. Obiecuję, że zrobię absolutnie wszystko, żeby nie zawieść zaufania mieszkańców naszego stanu.

Spraw LGBT nie zaniedbuje: gorąco pochwaliła prezydenta Obamę, gdy ten w maju zeszłego roku oficjalnie poparł małżeństwa jednopłciowe. Doprowadziła też do wprowadzenia przepisów, zgodnie z którymi ubezpieczenia zdrowotne mogą również dotyczyć partnera/ki w związku jednopłciowym. Lobbowała na rzecz niższych cen leków dla ubogich osób żyjących z HIV lub chorujących na AIDS.

Baldwin opowiada się za upaństwowieniem całego systemu ubezpieczeń zdrowotnych i rządowej kontroli nad służbą zdrowia. Współtworzyła przepisy zapewniające dodatkowe fundusze dla osób sparaliżowanych, dla ubogich kobiet cierpiących na raka piersi, dla weteranów wojennych. W 2009 r. przeforsowała w Kongresie ustawę o zakazie dyskryminacji pracowników ze względu na płeć, w praktyce zobowiązującą pracodawców do płacenia kobietom takich samych stawek jak mężczyznom. Działa również na rzecz ochrony środowiska i energii odnawialnej.

Musicie się wyoutować

Fakt, że Tammy Baldwin może dziś łączyć karierę polityczną z postawą „dumnej, wyoutowanej lesbijki” jest jej wielkim osobistym sukcesem, ale nie osiągnęłaby go w pojedynkę. Na ten sukces pracowali też inni politycy, którzy dokonując coming outów, przełamywali tabu dotyczące homoseksualności. Na „liście wyoutowanych polityków/czek w USA” w Wikipedii widnieje już ponad 100 nazwisk. Ich historia liczy sobie 40 lat. Nie ma dziś stanu USA, w którym nie byłoby wyoutowanych polityków/czek.

Pierwszymi osobami homoseksualnymi, które dokonały coming outu w trakcie sprawowania politycznej funkcji byli Jerry DeGrieck i Nancy Weschler – radni z Ann Arbor w Michigan. Oboje „wyszli z szafy” w 1973 r.

Kathy Kozachenko w 1974 r. i Elaine Noble w 1975 r. były pierwszymi lesbijkami, które wybrano na polityczne stanowiska (pierwsza była radną Ann Arbor, druga zasiadła w stanowym parlamencie Massachusetts). Noble znalazła się w pierwszej delegacji gejów i lesbijek, którą w 1977 r. zaproszono do Białego Domu w celu przedstawienia kwestii istotnych dla społeczności LGBT.

Pierwszym jawnym gejem, który został wybrany na polityczne stanowisko był Harvey Milk, dziś ikona ruchu LGBT na całym świecie, bohater biograficznego filmu „Obywatel Milk” z 2008 r. z oscarową rolą Seana Penna. Milk zdobył mandat radnego San Francisco w 1977 r. Sprawował go niecały rok: 27 listopada 1978 r. został zamordowany z pobudek homofobicznych. 12 sierpnia 2009 r. prezydent Obama pośmiertnie odznaczył Harveya Milka Medalem Wolności. Jego główne przesłanie do społeczności LGBT akcentowało potęgę ujawnienia: Musicie się wyoutować. Wiem dobrze, jak to jest trudne, ale musicie powiedzieć o sobie swej rodzinie, krewnym, przyjaciołom, ludziom, z którymi pracujecie, ludziom, u których robicie zakupy i tak dalej. Gdy oni się zorientują, że jesteśmy wszędzie, że jesteśmy ich dziećmi, sąsiadami, kolegami, to kłamstwa, mity i uprzedzenia zostaną zniszczone. A poza tym, poczujecie się wspaniale.

Po Milku

Po Harveyu Milku homoseksualna szafa zaczęła otwierać się szerzej. W 1987 r. wyoutował się pierwszy członek Kongresu USA – Barney Frank. To chyba najbardziej znany, obok Baldwin, wyoutowany amerykański polityk. Sprawował mandat w Izbie Reprezentantów nieprzerwanie przez ponad 30 lat – od 1983 do 2012 r. W zeszłym roku, gdy wziął ślub ze swoim partnerem Jimem Ready, stał się pierwszym członkiem Kongresu pozostającym w jednopłciowym związku małżeńskim.

Osobny rozdział to outingi, czyli przypadki polityków, którzy się nie wyoutowali, tylko których wyoutowano (Gerry Studs, Steve Gunderson i inni). Jeszcze inni – ci, którzy aktywnie popierali homofobiczne przepisy – outowali się niekoniecznie z własnej woli, lecz pod presją organizacji LGBT tropiących hipokryzję (opowiada o nich świetny fi lm dokumentalny „Outrage”).

Sygnałem rosnącej akceptacji dla mniejszości jest również zdobywanie mandatów przez ludzi takich, jak Mark Takano, który w 2012 r. został pierwszym otwarcie homoseksualnym i niebiałym członkiem Kongresu. Takano jest pochodzenia japońskiego.

Kariery polityczne Tammy Baldwin, Barneya Franka, Marka Takano czy Annise Parker, wyoutowanej burmistrzyni Houston w słynącym z konserwatyzmu Teksasie, pokazują, że rzeczywiście nie warto oglądać się na status quo. Nie da się? Da się! Otwarcie homoseksualny prezydent? Czemu nie? Choć może na początek, po czterdziestu czterech mężczyznach, przydałaby się na tym stanowisku po prostu kobieta?

 

Tekst z nr 43/5-6 2013.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Debata o outingu

Udział biorą: Agata Chaber, prezes Kampanii Przeciw Homofobii, Ewa Siedlecka, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, laureatka Nagrody Tolerancji 2013 oraz Robert Biedroń, poseł na Sejm RP. Prowadzący: Radek Korzycki i Mariusz Kurc („Replika”)

 

 

Zauważcie, że outingi są robione albo w krajach daleko bardziej homofobicznych od Polski – jak Uganda, albo w krajach z dużo bardziej wyemancypowaną społecznością LGBT – jak Wielka Brytania. W pierwszym przypadku ujawnia się homoseksualność, która ma być tą stygmą. W drugim – ujawnienie homoseksualności jest tylko środkiem do ujawnienia hipokryzji – i społeczeństwo to rozumie. W latach 90. mieszkałem rok w Londynie i byłem świadkiem fali outingów konserwatywnych polityków. Oni już po tym nie mogli mówić, że „pedalstwo szerzy się tylko na lewicy”. Społeczeństwo zobaczyło, że osoby LGBT mogą być wszędzie. Jak wróciłem z Londynu, to chciałem to samo przeprowadzać w Polsce, ale na szczęście Marta Abramowicz, ówczesna wiceprezeska KPH, mnie zmitygowała. Zrozumiałem, że gdybym to zrobił, to zlinczowano by mnie, a nie tego homofobicznego polityka. Bo w polskiej polityce homoseksualność jest czymś gorszym niż nieuczciwość.

By homoseksualna orientacja stała się neutralną cechą, musimy robić coming outy, które dla osób hetero są czymś kompletnie nienamacalnym. To też komplikuje sprawę. Oni tego nie rozumieją, bo sami o swej orientacji mówią swobodnie i bez przerwy. W świecie hetero zarówno coming out jak i outing, są na porządku dziennym! I oni nawet nie zauważają, jak często ujawniają czyjąś heteroseksualną orientację bez zgody i wiedzy tej osoby. Dlaczego tylko outing homoseksualny budzi emocje? Bo sama homoseksualność wciąż budzi emocje. Neutralizacja homoseksualności jest wielkim zadaniem, przede wszystkim dla samej społeczności LGBT, która musi się ujawniać. Na razie outing bardziej może zaszkodzić outującemu niż outowanemu.

A co, gdy outing jest jednocześnie ujawnieniem konfliktu interesów? U heretyków jest sporo takich przypadków – np. dany polityk załatwia swej partnerce ciepłą posadę w jakiejś spółce – i media o tym piszą.

ES: Mieliśmy nawet w „GW” niedawno podobny tekst. Polityk ma żonę oraz kochankę, którą zatrudniał.

RB: Wyoutowaliście go?

 ES: W pewnym sensie, bo o tej sprawie otoczenie i nawet żona już od pewnego czasu wiedzieli. I teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że i ja uważam, że większą krzywdą jest ujawnić, że facet ma kochanka, któremu coś załatwił, niż że ma kochankę, której coś załatwił. Bo osoba homoseksualna jest w gorszej sytuacji, należy do grupy dyskryminowanej. I jej – tej osobie – należy się większa ochrona.

Celebryci? Polskie tabloidy raczej trzymają się od outingów z daleka. Na Zachodzie jest inaczej. W USA znany dziennikarz Michael Musto od lat outuje gwiazdy. Uważa, że osoby publiczne, same wystawiając się na „publiczny ogląd”, godzą się na wyciąganie „intymnych szczegółów”. I skoro pisze się o heteroseksualnej orientacji, to niepisanie o homoseksualnej jest z gruntu homofobią.

ES: To już jest very sophisticated. Chciałabym przypomnieć, że orientacja seksualna, podobnie jak np. stan zdrowia, należy zgodnie z prawem do tzw. danych wrażliwych. Jej ujawnienie może być przestępstwem. Można outującego oskarżyć o naruszenie dóbr osobistych. Np. gdyby ktoś napisał, że Siedlecka jest dyslektyczką – nie ukrywam tego, ale gdybym ukrywała – to ujawnianie tego byłoby złamaniem prawa.

RB: Ujawnienie homoseksualnej orientacji przywodzi na myśl popełnienie przestępstwa. Ewa, czy dziennikarze piszący np. o premierze Tusku, myślą: „Nie możemy napisać o jego żonie, bo tym samym ujawnimy jego orientację seksualną”?

ES: Ale Tusk swej orientacji nie ukrywa.

RB: A tamten polityk, który zatrudniał partnerkę, ukrywał, że ona jest jego partnerką, prawda? Nawet się pewnie nie zastanawialiście, że orientacja przy okazji wyjdzie na jaw, tak bardzo naturalne to jest.

Mam pewien dysonans, bo znam posła, który jest gejem. W czasie głosowania w sprawie związków partnerskich z premedytacją nie zagłosował. Bywa w klubach gejowskich, jakoś uczestniczy w życiu tzw. środowiska, korzysta z tego, co ruch LGBT do tej pory zbudował. A jednocześnie nie ma nawet odwagi, by zagłosować na „tak”, o coming oucie nie wspominając. On wie, że ja wiem, ale przed innymi ludźmi udaje. I w ten sposób ja też muszę udawać, że nie wiem. A on zmienia końcówki i opowiada o dziewczynie wtedy, gdy ma na myśli swego faceta. Kompletna paranoja dla niego, a dla mnie niekomfortowa sytuacja.

ACh: Zastanawiam się tylko, czy jak homoseksualna orientacja stanie się neutralna, to czy w ogóle jeszcze będzie takie pojęcie jak outing?

RB: Outingiem będzie ukazanie hipokryzji. Nie łudźmy się, że w krajach jak Wielka Brytania, homofobii już w ogóle nie ma. Jest również, tylko społeczeństwo generalnie lepiej rozumie problematykę LGBT.

ES: A nie myślisz o tym napiętnowanym człowieku? To jest jego dramat – on może np. nie dostać rozgrzeszenia, albo wyrzeknie się go rodzina.

RB: Proszę cię, przecież on piętnował innych! Rujnował nie jedno życie, tylko seryjnie.

ES: Czyli zemsta?

RB: Proponuję wrócić do tej dyskusji za 10 lat. Nasze środowisko będzie wtedy bardziej wyoutowane, więc i bardziej skore do traktowania homoseksualnej orientacji jako zwykłej cechy. Na razie niewiele osób pozwala sobie na komfort bycia sobą. I myślą: „jak mnie by ktoś wyoutował, to by była tragedia”. A ci już wyoutowani mogą tylko wzruszyć ramionami, nic im już nie można zrobić. Podział między LGBT a hetero jeśli chodzi o świadomość, czym jest coming out i outing, jest duży, ale jeszcze głębszy podział jest chyba między wyoutowanymi LGBT a niewyoutowanymi. Na studiach miałem kolegę geja, który gejem był tylko w intymnych sytuacjach. Ja byłem już wtedy całkowicie wyoutowany. Na uniwersytecie on wręcz uciekał przede mną, bo sam fakt, że zobaczono by go, jak ze mną rozmawia, mógłby świadczyć o tym, że on jest gejem a tego się panicznie bał.

ES: Nie można przeliczać ofiar i kalkulować, że outing jednej osoby zniweluje cierpienie tych, których on tępił. To jest takie myślenie: czy wolno zestrzelić samolot, jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, że na jego pokładzie są terroryści? Zginie 200 osób, ale może zginąć 2000, jeśli ten samolot rąbnie w jakiś wieżowiec. Nie, nie wolno tak przeliczać. Każdy ma taką samą godność. Traktowanie człowieka jako środka do celu narusza zasadę poszanowania godności, na której opierają się prawa człowieka.

ACh: Może dojdziemy do takiego stanu świadomości, że przy outingu najważniejszą sprawą będzie ujawnienie nieuczciwości. Dziś na czoło wychodzi samo bycie homo – nadawanie człowiekowi łatki pochodzenia z grupy wykluczonej. Nie to, że bym się specjalnie przejmowała takimi ludźmi, ale to jednak jest narażenie np. na drastyczny przełom, który może się wiązać np. z utratą rodziny.

Jeszcze jeden przypadek: outing przez ujawnienie potencjalnego przestępstwa. Przykładem – aktor John Travolta. Media rozpisują się o kolejnych mężczyznach, którzy oskarżają go o molestowanie.

ES: Jeśli abp Petz molestował kleryków, wykorzystując ich sytuację zależności, to napisanie o tym – co zrobiła „Gazeta Wyborcza” i o czym było w mediach głośno – nie było wyoutowaniem, tylko napiętnowaniem moralnie nagannego i przestępczego czynu. Nie widzę tu żadnego dylematu, ani etycznego, ani prawnego.

ACh: Zgadzam się. Tam, gdzie chodzi o przestępstwo lub potencjalnie o przestępstwo, nie ma wątpliwości.

Niedawno głośna była plotka, że przed laty Roman Giertych rzekomo miał tworzyć listy homoseksualistłów.

RB: To byłoby właśnie działanie w stylu Ugandy – ujawnienie homoseksualności dla samej homoseksualności, a nie dla pokazania czyjejś hipokryzji.

Podobne sprawy jednak będą wybuchać, jak w krajach zachodnich?

RB: Na razie – nie sądzę.

ES: W Polsce prywatność jest daleko większym tabu, niż np. w USA. Ma to swoje dobre i złe strony, bo chroni intymne rzeczy, ale jednocześnie jest takie myślenie: że w domu niech sobie robi, co chce.

Polskie tabloidy wywlekają osobom publicznym nieprawdopodobne rzeczy, ale nie homoseksualizm.

ES: Bo homoseksualizm to jest ta najgłębsza prywatność.

RB: Ale nie sądzisz, że to nas dyskryminuje, bo heteroseksualizm jest inaczej traktowany?

ES: Tak, w pewnym sensie.

RB: Za to jak już ktoś się wyoutuje, to jest dobrze traktowany przez tabloidy – nie jest tak jak w Ugandzie. Ale gdyby tabloidy nawet dla zabawy zaczęły swatać jakiegoś gwiazdora z dziewczynami LUB chłopakami, to byłoby wielkie oburzenie.

 

Tekst z nr 52/11-12 2014.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.