„Grindr” teraz. Wpadasz?

O seksie, miłości, pustce, samotności, a także o mamie, ukochanym Kubie i o Ewie Szykulskiej z Piotrem Trojanem, autorem i reżyserem spektaklu „Grindr” rozmawia Marta Konarzewska

 

foto: Patrycja Płatnik

 

Dostało ci się za „Grindra”?

Ciężko znaleźć miejsce, które zechciałoby wystawić „Grindra“ w Polsce, zwłaszcza teraz. Teatr TR Warszawa zaryzykował i opłaciło się. Udzielałem po premierze wielu wywiadów. Rozmowa w „Newsweeku” wywołała burzę. 80 udostępnień, ponad 500 komentarzy. Hejt z każdej strony.

Czyli też tej gejowskiej?

Też. Pisano do mnie pogróżki. Przestałem używać internetu i czekałem, aż wszystko się uspokoi. Ktoś dzwoni, pyta, jak się masz, mówię, że słabo – i za 5 minut moje foto w necie z nagłówkiem: „Trojan dostaje pogróżki”.

„Aktor z „M jak miłość” gejem. Opisał swe podboje miłosne”, „Piotr Trojan z „M jak miłość” o swoich doświadczeniach z Grindrem. Byli partnerzy wściekli. Dostaje pogróżki” – takie tytuły czytałam. Twoja rodzina co na to? A szczególnie mama?

W rodzinie wszyscy wiedzą poza jedną babcią. Jest już starsza i nie łapie wszystkiego. Ktoś dał jej gazetę z moim zdjęciem w kutasie (ogromna atrapa z materiału wykorzystana w spektaklu i na plakacie „Grindra” – przyp. „Replika”). Babcia w szoku, do mamy dzwoni, czy wie. Mama, że wie. Babcia, że czemu w takim stroju w gazecie, jak to ktoś zobaczy. Mama: cała Warszawa jest w kutasa wyplakatowana, nawet w metrze puszczają – to jego życie.

Można powiedzieć, że „Grindr” to samo życie. Scenariusz opiera się na twoich własnych doświadczeniach z tą popularną gejowską aplikacją randkową. Może zacznijmy więc od początku. Pierwszy raz zalogowałeś się na Grindra i…

Zamieściłem zdjęcie klaty, nie chciałem dawać twarzy, trochę się wstydziłem. Byłem pięć lat w związku, brzydziły mnie takie portale. A że klatę mam sexy, chłopcy pisali tyle, że miejsca mi na Grindrze brakło. Szybko nauczyłem się języka Grindra. Na początku pisałem: „Cześć, nazywam się Piotrek, ładną masz buzię, może pójdziesz ze mną na spacer?” Na coś takiego raczej mało kto odpisywał („Świr jakiś” – pewnie myśleli). Lepiej działało: „Siemanko jebanko?” Krótko i do celu, ale tego nauczyłem się z czasem. Zdziwiło mnie też, że chłopaki tak ochoczo wysyłają zdjęcia swojego „pytona”, „rowa” i twarzy, widząc tylko moją klatę. Myślałem sobie: „Kurde, widuję tego gościa na siłce, a tamtego w Biedronce”. Oczywiście fair jest odesłać swoje foto, ja raczej robiłem to niechętnie. Zabawni są ci, co piszą, że ignorują sekspropozycje, po czym w sobotę wieczorem walą: „Jebbanie mam lokum wpadasz?” (przez dwa b oznacza, że bez kondoma). Bałem się chorób, a jestem jeszcze do tego hipochondrykiem. Mam też słabość do lekarzy. To jest pewien problem. Dużo jest kolesi HIV+, z kiłą, rzeżączką i nie wszyscy o tym mówią. Ryzyko.

Te wszystkie lęki przemieniłeś w akt twórczy?

Dokładnie. Opisałem, zagrałem i przeszły. Wszystkie.

Układałeś scenariusz z prawdziwych rozmów? Są tam realne osoby? Mogą się rozpoznać?

Scenariusz jest z prawdziwych rozmów. Wybrałem piętnastu chłopaków. Kierowałem się tym, jak to dramaturgicznie ustawić. Pokazać różnorodność i kolory tego świata. Chłopcy są anonimowi, a ci, co byli na spektaklu, sami siebie nie poznają. Tak jest w życiu. Człowiek widzi się zupełnie inaczej i raczej dużo pozytywniej.

A może jest tak, że jak posługujemy się emotikonami lub słowami na miarę emotikonów, hasłami, to powoli niewiele zaczyna nas różnić?

Różni nas wiele i każdy jest inny. Oczywiście net nie daje nam możliwości poznania drugiego człowieka. Głos, zapach skóry i najważniejsze – to, co ma w głowie. Foty to foty, każdy daje te najlepsze, te, na których nie wygląda, jak wygląda. Obrobione na Insta bądź gdzie indziej. Gruby nagle jest chudy, a stary – młody. Możesz tam być, kim chcesz. Mało tego, możesz pisać to, co nie przejdzie ci przez usta. Do tego alkohol i dragi.

Spektakl składa się właśnie z tego. Alkohol, dragi, fotki na Insta, bycie, kim chcesz. Imprezy, randki, seks. Ktoś mógłby spytać: skoro tak fajnie, to czemu tak niefajnie? Czemu tak rozpaczliwie, tanatycznie, źle? Czemu nie ma tam miłosnego spotkania na przykład?

Jest jedno miłosne, choć oczywiście skończyło się smutno. Po rozstaniu byłem skrzywdzony i nikomu nie ufałem. Nie miałem miejsca na związek. Myślałem: nie będę już nigdy dla nikogo się poświęcał. Wielu facetom złamałem serce i nie chciałem już nikogo ranić. Zastanawiałem się, czy już tak będzie zawsze, czy kiedyś coś jeszcze w środku poczuję. Jak zranione dzikie zwierzę – lgnie do ciebie, ale jak jest za dobrze, to nie wiesz, kiedy cię ugryzie. Ostatnim chłopakiem, jakiego spotkałem na Grindrze był Kuba. Zakochałem się tak, jak nigdy. Napisałem o nim tekst, ale nie zgodził się, bym to na scenie pokazał, choć był megaromantyczny. Poznaliśmy się w Sopocie. Chciałem wyjść na takiego niewinnego i dobrego jak chleb, a Kuba zapytał: „Ej, czytałem o tobie w gazecie, to ty, co się spotkałeś z pięćdziesięcioma kolesiami i to opisałeś?” Myślałem, że to koniec. Dla Kuby też niełatwym przeżyciem było obejrzeć „Grindra” na premierze.

A teraz co mówi?

Kibicuje mi. Nie ma z tym problemu, ogląda dużo teatru, ma dobry gust. Dziwił się, że aż tak można oddać się swojej pracy.

Według ciebie Grindr to przestrzeń rozczarowań?

Grinder, tak też się mówi, powstał jako aplikacja randkowa. Masz tam zdjęcia, dajesz to, co masz najlepsze, ktoś twarz, ktoś klatę, a co niektórzy nogę. Przynęta jak wędkowanie. Nie wiesz, na kogo trafisz. Są pewne skróty jak CBT, TT, A, UNI i P, sneak, spank…

Błagam, rozwiń choć dwa.

Kurczę, nie wszystko pamiętam. CBT to „znęcanie się” nad jajami i penisem. Możesz wiązać, kłuć, lać wosk, daj się ponieść wyobraźni. TT – nad sutkami. Sneak to wąchanie śmierdzących butów i soksów, czyli skarpetek. Bardzo popularne są Nike Air a soksy koniecznie białe. Spank to klapsy w tyłek – pejczem, pasem, ręką, ff to wkładanie do tyłka palca, dłoni, ręki, sztuka to trudna i wymaga przeszkolenia z dobrym fisterem, ponieważ jelita nie są unerwione i możesz sobie zrobić naprawdę masakrę. Master to ten, który poniża cwela, a cwel to pies – klęczysz i służysz panu. Szybko się orientujesz, kto jest po drugiej stronie. Jedni szukają miłości, inni seksu, a jeszcze inni chcą tylko popisać, by zwalić sobie konia. Są tam i starsi panowie, i młode dresy, są hetero, co mają dzieci i piszą, że szukają dyskretnego – „dyskreta”.

Grindr podaje ci ich kilkuset geograficznie od najbliższego do najdalszego. W Warszawie kilkuset – to najdalszy pewnie z Tarchomina, ale w Lublinie, jak sprawdzisz, to są nawet chłopcy z Ukrainy. Jesteśmy dość perwersyjni, lubimy SM, lizanie stóp, podduszanie.

My czyli kto?

Polacy. Choć Rosjanie, Ukraińcy mają podobnie. Mistrzami perwersji są oczywiście Niemcy i Japończycy. W Tel Avivie nie znalazłem takich perwersji. Nie ma tam zjawiska: „dres nieskażony myślą”. Idziesz, pijesz wino, palisz jointy, bawisz się seksem. Dużo zależy od kraju, w którym jesteś.

Opisuje się „Grindra” jako portret środowiskowy. Pewnie tak jest, ale może nie tylko? Jako osoba spoza aplikacji, odczytałam go jako wypowiedź o pustce, alienacji i o nadmiarze rozkoszy, która też… zostawia po sobie pustkę, brak.

Pisze 20-letni dres: „Wpadniesz ostry seks?”, do tego foto: piękny bóg. Jadę, otwiera grzeczny chłopczyk, zrobił mi placuszki z łososiem, zjarały mu się, kupił oranżadę z Biedronki i roladę truskawkową, wszędzie wiszą obrazki z Maryją, zdjęcie mamy i on opowiada, że ze wsi jest i w ogóle czaruje. Po spotkaniu cierpi, bo gdzieś tam w środku szukał miłości.

Stąd ta pustka. Mówię chłopakom, co grają w „Grindrze”: szukajcie miłości, oczarujcie drugą osobę sobą. Macie cel, to ten chłopak przed wami. 90% spotkań kończy się pustką. To nasza wyobraźnia buduje drugą osobę, a real spotkania jest zawsze inny i prawie zawsze rozczarowuje. Nie potrafi my mówić o naszej seksualności, o pragnieniach i marzeniach, to smutne, jak z jedzeniem – jeden zostanie na schabowym z ziemniakami całe życie, a inny pozna taką kuchnię, w której można się zakochać. Duży wpływ na to ma religia winy.

Chodziłem do salezjańskiej szkoły. Zbiorowa spowiedź chłopców, a potem do takiego księdza na krzesełku, nawet nie w konfesjonale, tylko na krzesełku mam mówić, jak konia walę? A on mi rady daje. I ja w to wierzyłem. Potem do domu wracam, ale nie idę, tylko się unoszę. Bo bliżej najświętszego. Ksiądz sznurek ma i bierze chłopca i każe mu biegać z tym sznurkiem dookoła niego i jak grzech, to ksiądz przecina, a spowiedź, to wiąże i tak ten koleś coraz bliżej księdza i bliżej, bo sznurek cięty i wiązany a na koniec się tuli chłopczyk z księdzem i „to jest miłość” – mówi. Wyrzuty sumienia i strach. Masz jedno życie i obawiam się, że drugiego nie dostaniesz.

Geje pewnie zarzucają ci, że wmawiasz im zboczenia, tak? A nikt nie zarzucił ci konserwatyzmu? Że z tego spektaklu wynika, że rozwiązłość jest be, niebezpieczna i zastępcza, bo tak naprawdę wszyscy pragniemy tego jedynego – męża oraz tej jednej – małej stabilizacji?

Są tacy, co mówią „tak właśnie jest”, „to jest to”, ale i tacy, co twierdzą, że mają inne doświadczenia. I pewnie tak jest, to mój subiektywny świat. Wchodzisz na spektakl – wchodzisz w moją głowę, tam nie ma tezy, że tak jest i kropka. Nie wiem czego pragną inni, robię to, czego ja pragnę. Ludzie umierają i czego żałują na łożu śmierci? Tego, czego w życiu nie zrobili.

U nas się nie mówi publicznie o perwersjach. Ludzie się boją, a to tylko i wyłącznie fun, nikt cię do niczego przecież tu nie zmusza. Koleś chce, byś go wycwelił, a ciebie to jara, to go poniżasz, jesteśmy dorośli. Często kobiety po spektaklu mówią: „Ty spełniasz nasze fantazje, jak mam pogadać ze swoim chłopakiem? Nasze życie seksualne było super, a teraz jest raz na miesiąc”. Ja z moim chłopakiem o wszystkim rozmawiam. Kupujemy zabawki, opowiadamy sobie, co będziemy robić, jak się spotkamy. To jest taki seks, że gdybym postawił kamerę i nagrał, zdobyłbym fortunę.

W zamian za to planujesz inny film….

O filmie – to nie wiem, ile mogę oficjalnie mówić, tyle że będzie. Zdjęcia ruszają w maju 2017 r.

Kolejna odsłona spektakli jesienią.

Tak. Na jesieni znów gramy w TR Warszawa, ale dokładnych terminów jeszcze nie znam.

Gracie w TRze w małej salce, człowiek czuje się jak zamknięty w czyjejś kiszce. Za plecami – ja akurat miałam Matkę (Ewa Szykulska) z rolką papieru toaletowego. Wyjątkowo analny spektakl.

Zależało nam, żeby widz był blisko. Aktorzy nie budują klasycznych ról. Widz ma sobie wyobrazić, jak to wyglądało. Sala jest mała, a widowni zawsze za dużo, siedzą nawet na naszej scenografii. W pewnym momencie robi się bardzo duszno. Widzowie siedzą po dwóch stronach i obserwują nas i siebie nawzajem. Zdarzają się duże napięcia między samą widownią, ktoś coś z kimś zrobił, a teraz siedzi naprzeciw. Zdarza się i tak, że widz coś do nas powie, wejdzie na scenę. Ostatnio wszedł pan, chciał Jankowi (Jan Dravnel) zapalić papierosa, ale chyba się zestresował, bo widownia, światło, aktorzy i on jeden, ręce mu się trzęsły, nie umiał odpalić, krzyknął: „Słabo ciągniesz!” i uciekł.

W Berlinie grałem „Grindra” jako monodram, byłem w małym zamkniętym pokoju z kamerą, widz myślał, że ogląda film. Pod koniec wychodzę do publiczności i biorę jednego faceta z widowni. Idziemy do mojej norki. Tam przed kamerą robię to, o czym opowiadałem. Powoli. Pytam, czy mogę go dotknąć, czy mogę się rozebrać, czy mogę pocałować. Wszystko, o czym mówię, robimy. Czekam, kiedy powie: koniec, że to już dla niego za dużo, czekam i czekam, a koleś idzie dalej. Mówię, że rimm zrobię, mówi „dobra” i idziemy dalej, poszło to bardzo daleko. Byłem spocony i bardzo zestresowany. Publiczność reagowała od salw śmiechu po totalną ciszę. Przerwaliśmy spektakl, kiedy miałem go przelecieć. Powtórzyłem to w Lublinie. Chłopak przerwał już na pocałunku.

W te wszystkie dzikie relacje wplotłeś w spektaklu relację z Matką. Jej monologi wypowiedziane (a może wewnętrzne?) zderzone z brudnymi dialogami o „dupach” i „rowach” robią wrażenie.

Moja relacja z Ewą Szykulską z teatru przeniosła na życie. Ewa dzwoni do mnie, przyjeżdża, obiadki czasami zrobi, słoiki z jedzeniem da. Bardzo ją pokochałem. To niesamowite, jak zrozumiała temat. Jest wielką aktorką i wielkim człowiekiem. Słucha tekstów chłopaków, śmieje się, komentuje. Jej tekst sceniczny to słowa mojej mamy.

Naprawdę?

Tak.

Spisywałeś je?

Słuchałem mamy. Ewa i moja mama nigdy się nie poznały, choć ci, co znają moją mamę i widzą Ewę na scenie, mówią, że są identyczne. Tekst Ewy to jeden długi monolog wewnętrzny. Luźne myśli, nasze wspomnienia, piękne chwile, ale i próba zrozumienia syna. Ona nie musi widzieć, ona wszystko wie. To nie ja jestem zboczony, to świat jest taki.

Jest w „Grindrze” sporo zabawnych tekstów, humor sytuacyjny, ciuszki. Ludzie często się śmieją na tym spektaklu, ale i tak przebija pustka, samotność. Matka jest samotna i syn jest samotny. I wszystkie podmioty Grindra. Każde pragnienie napotyka tylko nietrwały fantazmat. Zbyt wiele rozkoszy prowadzi do pustki. Powrót do pełnej rozkoszy okazuje się niemożliwy. Gdzie uciekać?

Nie wiem, gdzie uciec. Trzeba siebie pokochać, bo wtedy znajdziesz miejsce dla innych. Uciekałem w alkohol, seks, dragi. Wszystko dotykało, chciałem tworzyć, kochać, mówiłem sobie: „Zabija mnie intensywność mojego blasku”. Moja mama mówiła: „Lepiej raz przepaść w zaburzone fale, niż gnijąc powoli jak ślimak na skale” I tak mi chyba na życie zostało.

Piotr Trojan (ur. 1986) – aktor Teatru Nowego w Łodzi im. K. Dejmka; absolwent Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi (2010). Najważniejsze role: Serdeńko w „Zarah” P. Żebro (reż. E. Wyskoczyl, Teatr „ZL” .Tarnowskie Góry); Konrad/ Maks w „Wyzwoleniu” S. Wyspiańskiego (reż. W. Zawodziński, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi); Ostatni z romantyków w „Silesia Bus – Lepsi” J. Narszi (reż. E. Wyskoczyl, Teatr „ZL’ Tarnowskie Góry); Basini w „Cztery” n. podst. „Niepokojów wychowanka Torlessa” R. Musila (reż. Sz. Kaczmarek, Teatr Studyjny Łódź) za którą otrzymał pierwszą nagrodę aktorską na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi w 2009 r. Jest również laureatem nagrody Złotej Maski za rolę Ifigenii w spektaklu „Ifigenia’ T. Bazana. Współpracował z wieloma reżyserami teatralnymi i filmowymi (m.in. W. Rubin, J. Porcari, M. Liber). Autor i reżyser spektaklu „Grind/r” (premiera: październik 2015, TR Warszawa), biorącego udział w 22. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

 

Tekst z nr 61 / 5-6 2016.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.