ZWIĄZEK OTWARTY – TO DZIAŁA

Dlaczego wyłączność seksualna nie jest dla niego dobrą opcją? Z jakimi reakcjami spotyka się, gdy o tym mówi? Co z zazdrością? Z CEZARYM STAWECKIM, żyjącym od lat w związkach otwartych, rozmawia Mariusz Kurc

 

Foto: arch. pryw.

 

Tekst „Związki otwarte: Fakty i mity” opublikowany w poprzednim numerze („Replika” nr 81) wywołał masę komentarzy na naszym profilu FB (ponad 500!). Z grubsza można je było podzielić na dwie grupy: tych, którzy związki otwarte potępiali, pisząc nierzadko, że to w ogóle nie są związki oraz tych, którzy prezentowali stanowisko liberalne: „Niech każdy żyje, jak chce, nic mi do tego”. Wśród komentujących było wiele osób, które deklarowały, że są w monogamicznych związkach i nie wyobrażają sobie innych. Natomiast tylko dwie osoby napisały wprost, że żyją w związkach otwartych. Według badań aż 40% gejów ma doświadczenia bycia w związkach otwartych (w przypadku par hetero i par les odsetek ten jest mniejszy niż 5%). 75% z nich uważa swe związki za wspaniałe, a jednocześnie aż 65% spotyka się z napiętnowaniem. Monogamiści deklarują monogamię bez obaw, ci w związkach otwartych nie wyjawiają łatwo statusu swych związków, obawiając się nieprzychylnych ocen, hejtu. Ponieważ my w „Replice” uważamy, że związki otwarte nie są gorsze od monogamicznych, a liczba komentarzy pokazała, że złamane zostało jakieś tabu, uznaliśmy, że należy kontynuować temat. Jednym z dwóch mężczyzn, którzy napisali, że są w otwartych związkach, był Czarek Stawecki, który zgodził się na wywiad. 

 

Przez telefon, gdy umawialiśmy się na wywiad, powiedziałeś mi, że byłeś w trzech związkach otwartych, trzeci to ten, w którym obecnie jesteś. Zaczniemy od początku, od pierwszego?

Miałem 20 lat, czyli to było 15 lat temu. Obaj byliśmy bardzo młodzi i zaraz na samym początku jakoś tak „naturalnie” wydarzył nam się trójkąt. Oczywiście, my byliśmy „grzeczni” – „winny” był alkohol oraz ten trzeci facet, który obu nam się podobał (śmiech). Spontan – i wylądowaliśmy w łóżku we trzech. Było super. Dopiero następnego dnia przegadaliśmy, co się wydarzyło. Dla żadnego z nas nie był to jednak jakiś przełom. Ot, stało się. Nie przeprowadzaliśmy głębokiej analizy. Byliśmy niedoświadczeni, żądni wrażeń, chętni na zabawę. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że cały nasz związek nie był bardzo dojrzały, na dodatek – na odległość, i to sporą: Warszawa-Zielona Góra. Widywaliśmy się co drugi weekend. Po 5 miesiącach rozstaliśmy się.

Już wtedy miałem bardziej liberalne podejście do spraw seksu – być może poniekąd na skutek poprzedniego związku monogamicznego, w którym mój partner był potwornie zazdrosny. Do tego stopnia, że jeśli nie wiedział, gdzie jestem, potrafi ł puścić smsa, że się zabije przeze mnie. Groził mi. To była toksyczna relacja. Cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową, w której przeważały stany depresyjne. Robił mi krzywdę fizyczną. Gdy się wygrzebałem z tej relacji, wylądowałem na obserwacji psychiatrycznej z zawalonymi egzaminami na studiach.

Wiedziałem, że nie mogę nigdy być z tak zazdrosnym facetem. To nie znaczy jednak, że miałem już wszystko w głowie poukładane i byłem nastawiony na otwarte związki. Generalnie byłem młody, naiwny i niedoświadczony.

Kolejny związek był już otwarty z pełną świadomością.

Ile miałeś lat?

23.

Dominacja modelu monogamicznego jest tak wielka, że wchodząc w związek, jeśli nic nie zadeklarujesz, zakłada się z góry, że on jest monogamiczny. Monogamia jest modelem domniemanym i oczywistym, a otwartość – modelem, który trzeba przedyskutować i uzgodnić. Mieliście związek monogamiczny na początku, a potem go otworzyliście poprzez uzgodnienia?

Powiem szczerze: w pewnym momencie w tym związku zaczęło mi brakować napięcia seksualnego. Może nie to, że seks zaczął być nudny, ale, nie wiem, jednostajny. Hormony mi buzowały, chciałem próbować nowych rzeczy. Po jakimś czasie zdecydowałem się i zacząłem z nim rozmawiać. Powiedziałem otwarcie, czego mi brakuje.

Odważnie. Monogamiści w tym momencie zaperzają się i mówią: „Jeśli ja mu nie wystarczam, to chyba ten związek nie ma sensu”.

Albo: „Jeśli ja ci nie wystarczam, to poszukaj sobie kogoś innego”. To nie tak. Przynajmniej u mnie. Można mieć romantyczne wizje, ale prawda jest taka, że trafi ć na kogoś, z kim dopasowanie seksualne jest idealne i trwa przez całe dekady, to jak trafi ć szóstkę w totka. A poza tym w związku nie tylko seks się liczy – przede wszystkim ważna jest więź emocjonalna, to, czy dobrze jest nam ze sobą poza łóżkiem. Ja nigdy nie wyobrażałem sobie spędzenia życia z jednym tylko penisem (śmiech) oprócz mojego własnego. Natomiast życie z jednym facetem w stałym związku – wyobrażam sobie. Czujesz różnicę, prawda?

Czuję

Nie chciałem nikogo innego do związku, było mi z nim dobrze. Chciałem natomiast urozmaicenia życia seksualnego i postawiłem sprawę uczciwie. Nie chciałem robić „skoków w bok”, nie cierpię nawet samego tego określenia.

On zgodził się na otwarcie związku?

Jakiś czas po rozmowach pojawiła się okazja na grupówkę. Zaproponowałem, byśmy poszli razem, on nie chciał, ale powiedział, że mogę iść sam. „Tylko zabezpieczaj się, nie przynoś mi do łóżka żadnej wenery”. I luz.

Nie bałeś się, że powiedzenie „nie wystarczasz mi seksualnie” może go zranić?

Pewnie, obawiałem się tego, ale udawanie, że wszystko jest OK i robienie właśnie „skoku w bok” w tajemnicy wydawało mi się jeszcze gorszą opcją. Potem w tym związku mieliśmy specyficzną, fajną relację z naszym wspólnym przyjacielem. Spędzaliśmy razem kupę czasu – na zwykłych rozmowach, na chodzeniu do kina, na graniu w karty, a także na seksie. Bywało, że mój facet do niego jechał, a ja, jeśli kończyłem zajęcia na uczelni później, dołączałem do nich wieczorem. Nie było zazdrości, to wszystko znów wychodziło naturalnie.

W tamtym czasie zainteresowałem się seksem również naukowo. Ukończyłem zdrowie publiczne na Akademii Medycznej i potem w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego postanowiłem zrobić kursy z seksuologii. Seks to mój konik praktycznie i teoretycznie (śmiech). Polecam na przykład lekturę „Inteligencji erotycznej” Perel Esther. Pisze m. in. o tym, że najlepsze związki to takie, gdzie partnerzy nie znają się na wylot, tylko jest jakaś „szczelina” niewiedzy, przestrzeń, dzięki której mogą wciąż się nawzajem zaskakiwać. Jeśli ta szczelina jest za duża, związek się rozłazi, jeśli jest za mała – pojawia się znudzenie.

Jak długo byliście razem?

Trzy lata. W pewnym momencie tamten związek zwyczajnie się wypalił. Nie było dramatycznego rozstania, po prostu relacja przestała się rozwijać. To jednak nie znaczy, że rozstaliśmy się bez bólu. Przez dwa następne lata nie byłem gotowy na nic nowego, po czym… zakochałem się znów w facecie okropnie zazdrosnym. Mimo że już wiedziałem, że wyłączności seksualnej zagwarantować nie mogę. On potrafi ł nagle znikać z imprezy, na której byliśmy razem, bo był przekonany, że ja np. coś kombinuję z innym. Albo wysyłał mi smsy, że wie, że ja teraz się bzykam – podczas gdy zwyczajnie byłem w pracy (miałem bardzo różne godziny pracy). W końcu naprawdę go zdradziłem i powiedziałem mu o tym – nie uwierzył. Po namowach wielu przyjaciół doszedłem do wniosku, że mimo zakochania, ja się w tym związku męczę i że na dłuższą metę nie dam rady.

Następny związek to już jest ten obecny?

Tak. Anton, mój misio. Właśnie minęła nam trzecia rocznica.

Ty też jesteś miś.

I to jaki! Dołożyłem nawet swoje 5 groszy do powstania stowarzyszenia Bears of Poland.

Od kilku lat mieszkasz w Berlinie. Anton jest Niemcem? Polakiem?

Ukraińcem. Rozmawiamy po angielsku, bo jego niemiecki pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Natomiast jak się napijemy, to każdy mówi w swym ojczystym języku i wtedy najlepiej się rozumiemy (śmiech). W Berlinie mieszkam od 7 lat i ciągle spotykam ludzi, którzy dziwią się, że jestem w związku. Bo Berlin to miasto singli (połowa gospodarstw domowych to gospodarstwa jednoosobowe!) i miasto, w którym ludzi LGBTI jest ogromna nadreprezentacja – podobno ponad 30%.

Berlin jest specyficznym miejscem nawet na tle reszty Niemiec. Tu jeden gej robił eksperyment społeczny polegający na tym, że sprawdzał, czy uda mu się codziennie przez rok mieć seks z innym facetem. 365 stosunków – ale jednak mu się nie udało. Nie słyszałem głosów potępienia tego gościa. Ocenianie tego, jak żyją inni, świadczy o tym, że w twoim własnym życiu niewiele się dzieje i może masz innym za złe, że u nich jest ciekawiej?

Z czego utrzymujesz się w Berlinie?

Jestem pielęgniarzem.

To jak było z Antonem w kwestii otwartego związku?

O, miś zaczyna słuchać (Anton podchodzi do nas, uśmiecha się) Od początku wiedzieliśmy, że to będzie związek otwarty – to wynikało już z tego, co sobie powiedzieliśmy o naszych poglądach jeszcze zanim stwierdziliśmy, że jesteśmy razem. A później były też poważne rozmowy – ustalenia. Rozmowa jest kluczem.

W naszym przypadku szybko okazało się, że oprócz rzeczy, które obaj w łóżku lubimy, mamy też pewne fetysze, które są rozbieżne. Próbowaliśmy, że tak powiem, dogodzić sobie – ja otworzyłem się na jego fetysze, on na moje – ale to nie wyszło. Jak coś cię nie kręci, to cię nie kręci. Zmuszanie się prowadzi do frustracji albo do takiej sytuacji, że robisz coś niby fantastycznego, ale nagle przypominasz sobie, że musisz zadzwonić do mamy – to jest dość jasny sygnał, że nie wychodzi… (śmiech).

Uzgodniliśmy, że nasze fetysze możemy realizować osobno „na mieście” pod pewnymi prostymi warunkami – musimy wiedzieć gdzie, kiedy i z kim mniej więcej bawi się druga strona. To kwestia bezpieczeństwa. To nie jest totalna wolność, tylko wolność kontrolowana. O, miś się uśmiecha… Więcej ci powiem: to tak działa, że jak jest pozwolenie, masz mniejszą ochotę. A gdyby był zakaz, to marzysz jak wariat, by te „pasje” uskuteczniać.

Robienie wyrzutów pt. „To ja ci nie wystarczam?!” jest swego rodzaju egoizmem i objawem zadufania. Wychodzę z założenia, że nie jestem idealny – mogę zrozumieć, że mój facet potrzebuje czegoś, czego ja nie jestem w stanie mu dać.

I nie ma zazdrości?

Jest! Tyle, że nie o seks. Obaj jesteśmy zazdrośni czasem o wzajemną uwagę, o poświęcanie czasu itp. Czasem się kłócimy, później rozmawiamy, przepraszamy, wybaczamy i idziemy dalej. A nasze życie seksualne wręcz zyskało na otwartości związku. To w sumie normalny mechanizm: zdobywasz nowe doświadczenia, poznajesz różne podejścia, uczysz się, inspirujesz, potrafi sz partnera zaskoczyć, wyskakujesz ze schematu – jesteś ogólnie lepszy w te klocki.

Mówicie ludziom, że jesteście w związku otwartym?

Mówimy, że jesteśmy w związku. Jeśli wypływa temat monogamii czy niemonogamii, nie kryjemy, że nasz związek jest otwarty. Jeśli komuś się to nie podoba, jego problem. Ja nikomu modelu związku nie narzucam. Wielokrotnie byłem proszony o radę i nigdy w ciemno nikomu nie powiedziałem: „Otwórz związek”. Zawsze mówię: „Usiądźcie, pogadajcie”.

Wiele osób, również w społeczności gejowskiej, gdzie jest sporo związków otwartych, potępia taki model, uznając monogamię za lepszą z moralnego punktu widzenia.

Jest w tym dużo hipokryzji i zakłamania. Nieraz widziałem monogamiczne pary, które przychodziły do klubu i nagle jakby przestawały być monogamiczne – jakieś kwasy potem, sceny. Albo pary, w których „skoki w bok” są tajemnicą poliszynela. Znam też związki monogamiczne, w których nagle okazywało się, że jeden ma HIV. Jakim cudem? Niepokalane zakażenie? Albo jeszcze gorzej: obaj mają HIV, bo jeden już zdążył drugiego zakazić.

Powiedzieć wprost, że się jest w związku monogamicznym, jest łatwo, natomiast, że w związku otwartym – dużo trudniej.

Bo jest obawa przed napiętnowaniem. Przed łatką „dziwki”. Przy czym nigdy nie powiedzą ci tego w twarz. Jak widzą nas razem, tracą odwagę. Nie mam nic przeciwko monogamicznym relacjom, jeśli one odpowiadają obu stronom, proszę bardzo. Mnie akurat nie odpowiadają. Poza wszystkim innym, jest dla mnie coś niefajnego w kontrolowaniu się nawzajem; takie trzymanie się w szachu – ja nie mogę z nikim poza tobą, choć nieraz miałbym ochotę, ale ty też nie możesz.

Znam też takich monogamistów, co w ciągu 2 lat są w ośmiu czy dziewięciu związkach. Miesiąc, dwa – i cześć, bo znudziłeś mi się. Ale wyłączność jest? Jest – przez kilka tygodni.

Na przeciwległym biegunie: znam związki otwarte, gdzie partnerzy już w ogóle seksu ze sobą nie mają, tylko z innymi facetami. Taka sytuacja trwa od lat i to są bardzo zżyte pary.

To jest kwestia podstawowej wolności, w jakim ja chcę być związku, nikt ci nie może kazać robić tak czy inaczej.

Według niektórych, ksiądz może. W praktyce wiele par gejowskich trzyma się monogamii właśnie z przyczyn religijnych. Mimo że katolicyzm nie nakazuje parom gejowskim wyłączności seksualnej, nakazuje gejom „czystość, czyli brak seksu w ogóle.

Nawet w to nie wchodźmy. Religie nie są dla mnie.

Często słychać też zarzut, że otwarty związek to nie związek, bo nie ma głębokiej więzi emocjonalnej, skoro obie strony pozwalają sobie na seks z innymi. Wspominałeś już o tym.

Jeden z moich przyjaciół, po ponad 20 latach w związku otwartym, powiedział mi niedawno, że gdyby jego partner zmarł, to on by popełnił samobójstwo. W ogóle sobie nie wyobraża życia bez niego – więc to tyle na temat braku więzi.

Dla mnie dobrym testem jest sytuacja, w której budzisz się obok niego, on śpi w jakiejś dziwnej pozycji, włosy potargane, buzia otwarta, oczy podpuchnięte – patrzysz na niego i myślisz: „Kurwa, kocham go”.

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.